02.12.2025, 08:06 ✶
20.09.1972, południe
mieszkanie Henry’ego Lockharta
mieszkanie Henry’ego Lockharta
Henry Lockhart i Hannibal Selwyn okazali się całkowicie niekompatybilnymi współlokatorami.
Być może była to kwestia mieszkania Henry’ego, zbyt małego najwyraźniej, by pomieścić wybujałe ego gwiazdę formatu Hannibala. A może po prostu mieli całkowicie różne charaktery. Dość, że im dłużej Selwyn korzystał z gościnności fotografa, tym atmosfera stawała się cięższa i istniało zagrożenie, że jeżeli ta sytuacja potrwa dłużej, chłopcy skoczą sobie po prostu do gardeł.
Na szczęście, gdy Selwyn pożalił się Jessiemu, okazało się, że w letniej rezydencji Jonathana w Brighton owszem, jest wolny pokój, a rodzina Kellych chętnie przygarnie biednego Hannibala pod swój tymczasowy dach. Wszystko zostało ustalone i parę dni później krzątał się po mieszkaniu, zbierając swoje rzeczy i pakując je do kufra, przywróconego chwilowo do zwykłych rozmiarów i zajmującego połowę wolnego miejsca w niezbyt wielkim, typowym dla mugolskich mieszkań, pokoju.
Pomniejszył i spakował pustą klatkę Arabeski - kruk skakał pod drzwiami balkonu domagając się wyjścia.
- Nie wyłaź już, bo nie trafisz potem! - powiedział ptakowi.
- Je sorrrrrs! - zaprotestował kruk.
- Attends un peu! - Hannibal przeszedł na francuski i to wreszcie zwróciło uwagę ptaszyska, które łypnęło na niego błyszczącym oczkiem. Aktor wyciągnął z kufra torebkę suszonych owoców i rzucił mu morelę. Resztę opakowania wepchnął do kieszeni.
- Dobra, to już chyba wszystko - powiedział do towarzyszącego mu Jessiego, rozglądając się. Potem zamknął wieko z westchnieniem i adekwatnie ostatecznym hukiem. Starał się nie myśleć o tym, jak bardzo ta wyprowadzka wygląda jak ucieczka po zerwaniu z dziewczyną. Nie uciekał - po prostu łatwiej było się pakować, kiedy Henry był w pracy, a on miał cały dom dla siebie. A już na pewno nikt tu nie był niczyją dziewczyną i nikt tu z nikim nie zrywał. Dotknął kufra różdżką, a bagaż zmniejszył się do rozmiarów umożliwiających przytroczenie do motocykla.
- Zabieram motor. Chcesz się przejechać ze mną? - mówiąc to wygrzebał z kąta za kanapą jeden kask - drugi był wciśnięty na szafę w przedpokoju - Do Brighton to będą jakieś dwie godzinki, w sam raz zdążymy na obiad.