• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[20.09.1972, Hannibal & Jessie] Hit the road Jack

[20.09.1972, Hannibal & Jessie] Hit the road Jack
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#1
02.12.2025, 08:06  ✶  
20.09.1972, południe
mieszkanie Henry’ego Lockharta

Henry Lockhart i Hannibal Selwyn okazali się całkowicie niekompatybilnymi współlokatorami.
Być może była to kwestia mieszkania Henry’ego, zbyt małego najwyraźniej, by pomieścić wybujałe ego gwiazdę formatu Hannibala. A może po prostu mieli całkowicie różne charaktery. Dość, że im dłużej Selwyn korzystał z gościnności fotografa, tym atmosfera stawała się cięższa i istniało zagrożenie, że jeżeli ta sytuacja potrwa dłużej, chłopcy skoczą sobie po prostu do gardeł.

Na szczęście, gdy Selwyn pożalił się Jessiemu, okazało się, że w letniej rezydencji Jonathana w Brighton owszem, jest wolny pokój, a rodzina Kellych chętnie przygarnie biednego Hannibala pod swój tymczasowy dach. Wszystko zostało ustalone i parę dni później krzątał się po mieszkaniu, zbierając swoje rzeczy i pakując je do kufra, przywróconego chwilowo do zwykłych rozmiarów i zajmującego połowę wolnego miejsca w niezbyt wielkim, typowym dla mugolskich mieszkań, pokoju.

Pomniejszył i spakował pustą klatkę Arabeski - kruk skakał pod drzwiami balkonu domagając się wyjścia.
- Nie wyłaź już, bo nie trafisz potem! - powiedział ptakowi.
- Je sorrrrrs! - zaprotestował kruk.
- Attends un peu! - Hannibal przeszedł na francuski i to wreszcie zwróciło uwagę ptaszyska, które łypnęło na niego błyszczącym oczkiem. Aktor wyciągnął z kufra torebkę suszonych owoców i rzucił mu morelę. Resztę opakowania wepchnął do kieszeni.

- Dobra, to już chyba wszystko - powiedział do towarzyszącego mu Jessiego, rozglądając się. Potem zamknął wieko z westchnieniem i adekwatnie ostatecznym hukiem. Starał się nie myśleć o tym, jak bardzo ta wyprowadzka wygląda jak ucieczka po zerwaniu z dziewczyną. Nie uciekał - po prostu łatwiej było się pakować, kiedy Henry był w pracy, a on miał cały dom dla siebie. A już na pewno nikt tu nie był niczyją dziewczyną i nikt tu z nikim nie zrywał. Dotknął kufra różdżką, a bagaż zmniejszył się do rozmiarów umożliwiających przytroczenie do motocykla.
- Zabieram motor. Chcesz się przejechać ze mną? - mówiąc to wygrzebał z kąta za kanapą jeden kask - drugi był wciśnięty na szafę w przedpokoju - Do Brighton to będą jakieś dwie godzinki, w sam raz zdążymy na obiad.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#2
03.12.2025, 17:13  ✶  
Obecna akcja wyglądała, jak ucieczka po zerwaniu, i w głowie Jessiego prawie pojawiła się myśl, że może Selwynowie mieli takie ucieczki we krwi? Teoria ta nie miała jednak racji bytu z kilku powodów - Hannibal nie uciekał, a przenosił się, nie od dziewczyny, z którą zerwał, a od kumpla, który go do siebie przygarną. No i to nie Jonathan uciekł, tylko grzecznie został przy ołtarzu w dniu swojego ślubu i oznajmił wszystkim tam zebranym, że to panna młoda uciekła.
Mieszkanie Henry'ego faktycznie było małe i w sumie przestawało być dziwnym, że chłopaki się nie dogadali. Różnica charakterów robiła swoje, a mała przestrzeń jeszcze dolewała oliwy do ognia, bo kiedy potykasz się jeden o drugiego we własnych (nawet tymczasowych) czterech kontach, po pewnym czasie końcu ci się cierpliwość i dochodzi do sprzeczek. Na całe szczęście w domku letniskowym Jonathana, w którym obecnie mieszkała rodzina Kellych, był jeszcze wolny pokój, który Hannibal mógł zająć, i nie było większych problemów z tym, by młodszy Selwyn do nich dołączył. Dom w Brighton był o wiele (oczywiście) większy, niż mieszkanie Henry'ego, więc nie powinno być problemem dla pięciu osób i psa, by mieszkać pod jednym dachem i nie wpadać na siebie nawzajem przy każdym kroku.
Huk zamykanego kufra był momentem, który wyznaczył koniec tej części akcji Przeprowadzka, i którego Jessie nie spodziewał się w tym konkretnym momencie, przez co wzdrygnął się, zaskoczony (bo akurat rozglądał się za czymś innym i nie patrzył, co robił Selwyn).
-Jesteś pewien? - odezwał się po kilku wdechach. -Ulubiony kubek? Szczęśliwe skarpety? Nie rozwieszałeś żadnego prania, którego zapomniałeś zdjąć?
Trochę głupio mu było, że robili to za plecami Henry'ego, ale może i dla niego i dla Hannibala w sumie było to lepsze rozwiązanie? Łażenie z jednego miejsca w drugie, które było nieodłącznym elementem przeprowadzki, mogło jeszcze bardziej wkurzyć Lockharta, a z tego, co mówił Hannibal, Henry nie był ostatnio w najlepszym humorze. Nie, żeby był w jakimś wyśmienitym, kiedy Jessie ostatnio go widział.
-Powiedziałeś w ogóle Henry'emu, że się przenosisz? - spytał, kiedy Hannibal zmniejszył swój kufer. -Może się wkurzyć, jak wróci do domu i zobaczy, że zniknąłeś ze wszystkimi swoimi rzeczami, a ostatnio, kiedy go widziałem, już był w dość... bojowym nastroju - z grymasem potarł szczękę, która rozbolała go na samo wspomnienie tamtego wieczoru w barze.
Na samo brzmienie słowa "motor" oczy mu się zaświeciły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-No chyba nie myślałeś, żeby mnie tu zostawić i skazywać na autobusy i teleportację, nie? Jadę z tobą.
Hannibal miał motor. Kurczę, jakby Jessie pomyślał o tym miesiąc wcześniej, to może udałoby mu się namówić Hana na jakiś wyścig.

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
03.12.2025, 17:13  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Na zgliszczach tego świata urodzą się pokój i miłosierdzie, jakiego ten pełen chwastów świat nie mógł zaznać, nim nie pozwolimy mu odrodzić się w doskonalszej formie..
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#4
03.12.2025, 18:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2025, 18:33 przez Hannibal Selwyn.)  
- Ups, przepraszam! - rzucił Hannibal beztrosko widząc, jak Jessie wzdrygnął się na hałas. Zajrzał jeszcze kontrolnie do łazienki i kuchni.
- Nie, raczej wszystko spakowałem. I oczywiście, że go uprzedziłem, za kogo mnie masz?
Hannibal nie był jakimś tchórzem, żeby uciekać pokryjomu. Gdyby faktycznie sytuacja była bliższa burzliwemu zerwaniu pewnie nie odmówiłby sobie okazji do dramatycznego krzyczenia “Odchodzę!” i zatrzaśnięcia za sobą drzwi. Poza tym wcale nie był z Henrym obecnie we wrogich stosunkach, tylko trochę… napiętych. Nie chciał, by na przykład przestali ze sobą rozmawiać, czy coś. Słowa Jessiego nasunęły mu jednak pewien pomysł. Rozejrzał się po pokoju, złapał za kartkę i pióro i napisał na niej kilka słów. Potem przyczepił ją magnesem do drzwi lodówki na wysokości oczu. Spojrzał na nią w zamyśleniu i przesunął jakieś dziesięć centymetrów wyżej - na wysokość oczu Henry’ego.

- Wkurzy? Raczej odtańczy taniec radości, sądząc po tym, jak mnie ostatnio traktował! - powiedział Hannibal, nie kryjąc niesmaku w głosie. Mimo wszystko traktował całą sprawę trochę jak własną porażkę. Może powinien postarać się bardziej? Odegrać swoją rolę lepiej? Był zły na Lockharta, ale to była taka zrodzona z frustracji złość, trochę jak na instruktora, kiedy nie wychodziła mu jakaś figura i był po raz kolejny poprawiany. Był też zły na siebie. Starał się jednak hamować przy Jessiem, który przyjaźnił się z nimi oboma i na pewno nie miał ochoty wysłuchiwać jego żalów.
- A nawet jeśli, co zrobi? Napisze do mnie wkurzony list? Chyba mi nie przyłoży przy najbliższym spotkaniu? - wzruszył ramionami. Nie brzmiał nawet, jakby szczególnie go martwiła taka możliwość.

Kiedy zobaczył uśmiech Jessiego na propozycję przejażdżki, cały jego zły humor prysnął. Selwyn sam wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło, ale pomyślałem, że może nie wiem, boisz się ze mną jechać, czy coś… - czarodzieje nieraz reagowali niepewnością na motocykl, głośny, szybki i tak bardzo niemagiczny, i chyba o to ostatnie chodziło najbardziej, bo przecież miotły, o wiele mniej wygodne i z których łatwiej było spaść, były dużo bardziej przerażające. W mugolach jednak srebrno-czarna Honda Hannibala dużo częściej budziła podziw i ekscytację.

Już miał dać sygnał do wymarszu, kiedy oczy Jessiego rozszerzyło przerażenie, a potem chłopak otworzył usta i wyrzucił z siebie jakieś brednie o zgliszczach i odrodzeniu. Hannibal odłożył trzymany kask na stół i w dwóch krokach znalazł się naprzeciw kumpla. Niewiele myśląc złapał go za ramiona.
- Jessie! Jessie, co się dzieje?! - wystraszony spojrzał mu w twarz. Arabeska zakrakała złowieszczo.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
05.12.2025, 22:00  ✶  
-Jeśli czegoś jednak zapomniałeś, mogę porobić ci za kuriera - zaproponował, w myślach dodając dopóki Henry się na mnie nie wkurzy, jeśli będzie tego więcej. -Uważam cię za wybitnego aktora i mojego wspaniałego kumpla, który wie, że znikanie po kłótni bez uprzedzenia jest przereklamowane, więc tego nie robi.
No i chyba obaj woleliby uniknąć sytuacji, w której Henry wróciłby do mieszkania oczyszczonego z rzeczy Hannibala, przestraszyłby się, że Selwyna uprowadzono albo coś w tym stylu i mógłby wybuchnąć jakiś skandal. Jeszcze jakaś jego psychofanka by odkryła, gdzie Hannibal postanowił się przenieść i zrobiłaby coś odważnego i godnego podziwu, według siebie, ale ekstremalnie głupiego i potencjalnie niebezpiecznego, tak w rzeczywistości.
Nie powiedział nic, kiedy Hannibal jednak znalazł jakąś kartkę, napisał na niej coś i przyczepił magnesem do lodówki. Przewrócił oczami, kiedy karta została przesunięta odrobinę wyżej.
-Nah, nie mów tak. Kiedy mieszkasz od dłuższego czasu sam, pojawienie się drugiej osoby - bardziej [/i]energicznej[/i] osoby - może być takim... szokiem kulturowym. Zobaczysz, że za sobą zatęsknicie.
Osobiście wolałby, żeby chłopaki sobie po prostu dali po pysku i po kielichu i jeśli zdaniem losu ich drogi nie mogły łączyć się we wspólnym mieszkaniu, to niech i się nie łączą, ale żeby się chłopaki dalej dogadywali!
Jessie syknął cicho, krzywiąc się na jedno konkretne słowo.
-Z tym przykładaniem to bym jednak uważał. Swoją drogą... - wyprostował się i zaczął grzebać w kieszeniach swojej kurtki. -Szlajałem się ostatnio niedaleko mugolskich wiosek i trafiłem na taką miłą staruszkę, która sprzedawała różne takie drobiażdżki i znalazłem to - z pewnym zadowoleniem wyciągnął niewielki woreczek, w którym zapakowany był breloczek. -Drugiego takiego pewnie łatwo bym nie znalazł i pewnie by mnie to w pięty gryzło, gdybym ci go nie wziął.
Był to taki mały, niezobowiązujący prezencik z okazji selwynowej przeprowadzki.
Prychnął i znowu przewrócił oczami, kiedy Selwyn powiedział o swoich obawach.
-Gdybym bał się mugolskich pojazdów, nie jeździłbym samochodem - którym i tak teraz nie mógł jeździć, bo był zniszczony, ale to już inna kwestia. -Ty byś się bał ze mną jechać?
W sumie może nawet byłoby im łatwiej, gdyby mieli samochód zamiast motoru. Co prawda bagaż mogli zmniejszyć jednym machnięciem różdżki, ale w samochodzie mogliby postawić klatkę na tylnym siedzeniu z Arabeską w środku i wypuścić ją dopiero na miejscu, dla pewności, że się ptak gdzieś nie zgubi. No i w samochodzie zawsze wygodniej było rozmawiać niż na motorze, w kasku. Co nie oznaczało, że motor uważał za gorszy środek transportu - ile fajnych rzeczy można było robić na motorze.
Z jakimś dziwnym ciężarem na ramieniu rozejrzał się po niewielkim mieszkaniu i chociaż nie był u Henry'ego częstym gościem, wnętrze zdało mu się jakieś takie... puste. I nie był nawet pewien, czy było to spowodowane brakiem rzeczy Hannibala, zamkniętych wewnątrz jego kufra, czy może coś mu się po prostu uroiło.
Wraz z pustką przyszedł chłód, a za chłodem przywędrowały myśli. Złe myśli. Przykre myśli.
Hannibal mówił, że Henry był ostatnio bardzo nerwowy. To Jessie mógł potwierdzić, bo Lockhart definicją słowa "spokój" zdecydowanie nie był, kiedy Jessie go ostatnio widział. Henry był nerwowy, a teraz, kiedy Hannibal się przeprowadzał, miał znowu zostać sam w swoim mieszkaniu. Sam. Sam ze sobą. Bez drugiej osoby zaraz obok, której mógłby się wygadać. A jeśli nie będzie chciał mówić, kiedy wyjdzie ze swoich ścian? A jeśli się w sobie zamknie? A jeśli zrobi coś głupiego? A jeśli...
Wraz z chłodem, wraz z pustą, wraz z myślami przybyło również dziwne uczucie osaczenia, jakby coś ściskało jego ramiona i nie chciało puścić. Jakby coś przygniotło go do ściany, nie pozwalając płucom złapać pełnego oddechu.
W jednym chwili patrzył na ścianę za Hannibalem, w następnej już na samego Hannibala, a jego usta poruszyły się z własnej woli, wypuszczając słowa, których sam z siebie nigdy by nie wypowiedział.
-Na zgliszczach tego świata urodzą się pokój i miłosierdzie, jakiego ten pełen chwastów świat nie mógł zaznać, nim nie pozwolimy mu odrodzić się w doskonalszej formie..
Zachłysnął się powietrzem i rozkaszlał, zginając się lekko i zasłaniając usta dłonią.
-Ja... Wszystko ze mną w porządku...
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#6
07.12.2025, 09:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2026, 22:10 przez Hannibal Selwyn.)  
Hannibal uśmiechnął się na “wybitnego aktora”, a przy “wspaniałym kumplu” już całkiem kokieteryjnym gestem strzepnął nieistniejący pyłek ze swojego ramienia i poprawił włosy, pławiąc się w komplementach w komicznie przerysowany sposób.
- Rozmawialiśmy o tym. Zostawiam mu też liścik pożegnalny i coś na osłodę - powiedział, podczepiając pod kartkę na lodówce tabliczkę czekolady. Spoważniał i przez chwilę wyglądał, jakby walczył z sobą, aż w końcu westchnął i poskarżył się:
- Henry... myślę, że potrzebuje towarzystwa, a upiera się nikogo do siebie nie dopuszczać. Nie wiem, czy to taki super sposób - spojrzał na Jessiego bezradnie. Sam źle znosił samotność, potrzebował innych ludzi, jak powietrza, najlepiej bliskich, ale bogowie (no dobra, właściwie wszyscy wokół) wiedzieli, że nie pogardził także przypadkowym towarzystwem w razie potrzeby. Niby wiedział, że ludzie są różni, że Henry lubi ciszę, spokój, swój aparat fotograficzny i swoje książki, ale nie mógł uwolnić się od natrętnych myśli o tym, że tym razem nie dowiózł.
Nie powinien się tym w ogóle przejmować. Czy to Henry pierwszy nie potrafił go docenić? Ha! Kawał kariery Hannibala był zbudowany na kontrowersjach i sensacji. A jednak, kiedy zależało mu na czyjejś przyjaźni, trudno było się pogodzić z porażką. A poza tym nic nie mógł poradzić na to, że trochę martwił się o Lockharta, zwłaszcza teraz, kiedy miał okazję poznać go nieco bliżej. 
- No nic, trudno - rozłożył ręce, ucinając nieprzyjemny temat. Jeśli to była jego porażka, nie mógł pozwolić na to, by długo się na niej skupiali - ani on, ani Jessie. Przedstawienie musiało trwać.

Upominek uczciwie go zaskoczył. Hannibal przyjrzał się breloczkowi i zachichotał.
- Co to jest? Jakiś mugolski żarcik? Wyglada dość niepoprawnie politycznie. Podoba mi się! - pieczołowicie schował drobiazg do kieszeni - Przyczepię go do kluczy do mieszkania, tylko teraz są gdzieś na dnie kufra - machnął głową w stronę bagażu.

Czy bałby się wsiąść z nim do samochodu? Uśmiechnął się na ten pomysł. Wręcz przeciwnie, nie mógł się doczekać okazji, by skraść dziewiczy rejs jego następnego pojazdu, bo przecież było oczywiste, że prędzej, czy później Jessie takowy zdobędzie.
- Daj spokój, z tobą? Ufam twojemu rozsądkowi za kółkiem bardziej, niż swojemu, ale samochód to jednak co innego. Niektórzy mugole też mają opory, żeby ze mną wsiąść na motor - a przecież Selwyn wcale nie jeździł bardzo po wariacku! Hm, może onieśmielała ich konieczność przytrzymywania się go w trakcie jazdy? To było zabawne, bo dla Hannibala właśnie w tym tkwił urok.
- Jak będziesz miał nowy samochód, zamawiam jakąś wycieczkę, a póki co, nie krępuj się, jakbyś potrzebował podwózki. Merlin świadkiem, że mieszkając w magicznym Londynie miałem za mało okazji, by sobie pojeździć - uśmiechnął się. Strasznie szkoda tego auta.

Oniemiały słuchał… proroctwa? cokolwiek to było, co Jessie powiedział. Te słowa raczej do niego nie pasowały nawet w charakterze makabrycznego żartu. Poza tym jeżeli jego przerażenie było udawane, to zamiast w banku Gringotta, powinien pracować w teatrze.  Hannibal podtrzymał go podczas napadu kaszlu, beztroski nastrój wyparował z niego w mgnieniu oka. 
- To nie wygląda “w porządku”! Nie powinien tego zobaczyć jakiś uzdrowiciel? Od dawna tak masz? Silence! - warknął po francusku na drącego się kruka, nie doceniając chwilowo perfekcyjnego wyczucia chwili Arabeski. O dziwo, poskutkowało.
- Chcesz usiąść? Dać ci wody? - zapytał z troską.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
08.12.2025, 19:38  ✶  
Ktoś mógłby powiedzieć, że Hannibal Selwyn, jak pewnie każdy przedstawiciel rodu Selwynów, miał ego wyższe, niż pomieściłoby całe jego ciało i jeszcze bagaż podręczny i może nie powinno się mu sprawiać więcej komplementów, bo "jeszcze mu się w dupie poprzewraca". Ktoś mógłby to tak powiedzieć, ale nie oznaczało to, że należało tego słuchać i tej zasady Jessie się trzymał.
Każdy komplement, który Hannibal usłyszał (przynajmniej od tych osób, które cokolwiek się na czymkolwiek znały) był komplementem, na który Hannibal zasłużył. Był świetnym aktorem i naprawdę wyjątkowym kumplem, na którego Jessie zawsze mógł liczyć i miał nadzieję, że Hannibal widział go w tym samym świetle.
-Odrzucanie od siebie każdego nigdy nie jest dobrym pomysłem - mruknął bardziej do siebie, po czym powiedział już głośniej - Może... Spróbuj pomyśleć o nim, jak o sarnie. Jak nagle na niego naskoczysz, to zacznie uciekać i będzie cię trzymać na dystans, ale spróbuj podchodzić do niej powoli, z wyczuciem, to z czasem może nawet pozwoli ci się pogłaskać.
Nie chodziło wcale o to, że Hannibal mógł "naskakiwać" na Henry'ego, ani o to, że ktokolwiek mógłby próbować Lockharta głaskać po głowie - w sensie dosłownym i przenośnym. Sens jego wypowiedzi jest taki, że Lockhart, przyzwyczajony do mieszkalnej ciszy, najwidoczniej potrzebował, żeby się przyzwyczaić do drugiej obecności, końca ciszy w mieszkaniu (bo nie można było już na nią liczyć przez cały czas, kiedy nie było się jedynym mieszkańcem. Inni też mieli życie), a przez to potrzebował dłuższego, powolnego przystosowywania się do nowych warunków mieszkalnych.
Czy jego teoria była prawidłowa, czy nie, tego raczej nie mieli szans się dowiedzieć w najbliższym czasie, ale przekaz był prosty - żaden z nich nie był winny temu, że nie mogli się dogadać. Mieli zupełnie inne charaktery, które zderzyły się ze sobą na bardzo małej przestrzeni do przetrawienia tej zmiany.
Temat został zakończony (może na szczęście) i uwaga przeszła na breloczek.
-Jeżeli to faktycznie jest jakiś żart, to go nie rozumiem, ale jak go zobaczyłem, to pomyślałem, że ci się spodoba - powiedział, na wpół szczerze onieśmielony, że ten cały prezencik się udało. -Z całą pewnością będzie idealnie pasował do twoich kluczy.
Na jego twarzy pojawiło się udawane zdziwienie.
-Naprawdę? Z tobą? Najwidoczniej bardzo ich onieśmiela myśl, że będą musieli się ciebie trzymać podczas podróży, bo wszyscy będą patrzeć, a przecież nie każdy lubi mieć widownię. Poza tym, Awww, onieśmielasz mnie. Jestem poruszony, że tak mi ufasz.
Pierwszą wycieczkę nowym samochodem zamówił sobie Anthony, ale Hannibal znalazł się bardzo wysoko na liście osób, które "zaklepały" sobie przejażdżkę z Jessiem. Jemu również było bardzo szkoda jego poprzedniego samochodu.
Przerażenie, które pojawiło się zupełnie bez powodu, zniknęło chwilę po tym, jak wypowiedział niepasujące do niego słowa, rozkaszlał się i wziął kilka wdechów, przez chwilę jeszcze się trzęsąc, kiedy Hannibal go podtrzymywał.
-N-nie... Nie trzeba... Sam to sprawdzę... Na razie... - mówił powoli, dopóki nie poczuł, że całe napięcie z niego zeszło.
Czekała na niego sesja klątwołamania przed lustrem, co wcale nie było taką miłą perspektywą.
-Daj mi... Daj mi chwilkę i możemy... Możemy iść.

◉◉○○○ w Wiedzy o Przyrodzie
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#8
09.12.2025, 16:23  ✶  
Dla Hannibala oczywiście obecność widowni nie tylko nie była problemem (jaki byłby z niego artysta, gdyby było inaczej?) ale wręcz dodawała mu animuszu. Nieważne, na scenie, w klubie czy na spotkaniu towarzyskim, im więcej oczu patrzyło, tym większe przedstawienie robił.
- Heh, doskonale zatem, że ty się nie obawiasz - powiedział lekko, nie precyzując, czy chodzi mu o samą jazdę, czy bliskie towarzystwo najprzystojniejszego aktora The Globe - No i tu raczej nikt cię nie rozpozna, więc spokojnie!


- Mamy czas - potarł kciukami ramiona drżącego Jessiego w odruchowym, uspokajającym geście, a potem jednak delikatnie popchnął go w kierunku kanapy - Siadaj, musisz się uspokoić. Nie chcę, żebyś mi odpadł w trakcie podróży. Często ci się to zdarza?
Hannibal chciał jak najszybciej opuścić to mieszkanie, a jednocześnie przypuszczał, że jemu też dobrze zrobi chwila na uspokojenie. Nie chciał sprawiać wrażenia przestraszonego, ale wcale nie był pewien, czy mu się to udaje. Uciekł się więc do żartu, to zawsze rozładowywało atmosferę.
- Hej, a może to jasnowidzenie?... Morpheus na pewno by cię przyjął do terminu! - i może nauczył, jak przepowiadać przyszłość bez straszenia otoczenia!

W tym momencie Arabeska opuściła swoje miejsce na parapecie i doskoczyła do Selwyna, kracząc cicho coś, co brzmiało podejrzanie jak “Arrive!”. Jej właściciel już miał ją ponownie uciszyć, ale spojrzał w okno… za którym na parapecie siedziała nie jedna, ale dwie sowy, niosące podłużny pakunek.
- Sowy? O tej porze? - wstał, żeby je wpuścić.
List był zapakowany w różową kopertę, co dość mocno sugerowało, że napisała go jakaś zadurzona w Selwynie nastolatka. Odłożył go na bok. Pakunek z kolei zawierał rulon, który okazał się być plakatem - trochę już podniszczonym i zachodziło podejrzenie, że ukradzionym ze słupa ogłoszeniowego. Hannibal zerknął niespokojnie na Jessiego znad płachty.

Czarodzieje półkrwi albo mugolskiego pochodzenia różnie reagowali na czystokrwistą propagandę. Niektórzy jawnie się oburzali. Wielu przyjmowało ją ze stoickim spokojem, ale mimo wszystko, to nie mogło być miłe, być atakowanym przez takie hasła na ulicy. Selwyn pomyślał o uczniach Hogwartu, napotykających te plakaty - widoczne doskonale dla wszystkich kolegów, jasno określające ich wartość na podstawie statusu krwi. Nic dziwnego, że niektórzy wyrastali potem na sfrustrowanych i zakompleksionych. Westchnął, trochę zniesmaczony tą sytuacją.
- Dla jasności, nie zgadzam się z tym. To znaczy, uhh… nie tylko czyste jest sexy - mruknął, bo choć technicznie stwierdzenie było prawdziwe, przynajmniej w jego przypadku (nieważne, czy akurat był czysty i wystrojony w garnitur, czy brudny i obszarpany), nie była to cała prawda.
Uciekł wzrokiem z powrotem do plakatu, zwinął go i wraz z kopertą wpakował do kufra.

- To pewnie list od fanki - wzruszył ramionami. Oburzonej, że prowadza się z mugolakami albo proponującej mu bardziej w jej mniemaniu odpowiedni dla dziedzica czrodziejskiego rodu związek, oczywiście ze sobą. Nie zamierzał tego teraz czytać - jego własny, prywatny akt buntu w postaci przedłożenia towarzystwa Jaspera Kelly, syna mugolaka, ponad słowa napisane przez jakąś czystokrwistą pannę.

- Dobra, ruszajmy. Możesz wziąć kaski? - zapytał, chwytając w jedną rękę z powrotem pomniejszony kufer, a drugą nadstawiając dla kruka - Arabesque!
Ptak, przeczuwając, że wreszcie zostanie wypuszczony na wolność, wydał radosny dźwięk i podfrunął na ramię Hannibala, stojącego już w drzwiach na klatkę schodową.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
09.12.2025, 18:33  ✶  
-Absolutnie. Jak ktoś będzie pytał, będę się przechwalał, że jechałem motorem z samym Hannibalem Selwynem i będę się pławił w ich zazdrości - bo gdyby fanki Selwyna dowiedziały się, że ktoś "miał czelność" jechać z ich idolem i to jeszcze na motorze, gdzie można było, pod pretekstem przytrzymywania się, "zmacać" kierowcę, dostałyby szału.
Hannibalowi można było zazdrościć wielu rzeczy, ale akurat tego Jessie mu nie zazdrościł.

Co prawda napięcie z niego już zeszło i nie słyszał w głowie żadnych szumów, które zwiastowałyby kontynuację dziwnej "przepowiedni", czy czym do cholery to było, ale odczekanie jeszcze chwilę, tak dla pewności, zanim ruszą w drogę, brzmiało jak bardzo dobry pomysł. W geście wdzięczności poklepał Hannibala po plecach i usiadł na kanapie, w której kierunku popchnął go Selwyn. Na szczęście to nie on miał kierować w trakcie ich podróży - po czymś takim wolał od razu nie siadać za kierownicą.
-Na szczęście nie - odetchnął. -Od Spalonej zauważyłem, że coś jest nie tak, ale na szczęście takie coś nie jest częstym przypadkiem. Gdyby było, pewnie byłbym skazany na biały sweterek.
Na teorię Hannibala odpowiedział śmiechem, który pozwolił mu rozluźnić się jeszcze bardziej.
-Biorąc pod uwagę to, jak kiepski byłem z Wróżbiarstwa w Hogwarcie, prędzej ogoliłby się na zero, niż nauczyłby mnie jasnowidzenia.
Na chwilę zamilkł i po jakichś sześciu, siedmiu sekundach zgiął się, parskając śmiechem, bo faktycznie próbował sobie wyobrazić wuja Morpheusa, gdyby ogolił się na łyso. Razem z brodą, którą zapuszczał, żeby wyglądać poważniej, i brwiami.
-O nie, mam nadzieję, że nie będzie tego robił.

Pojawienie się sów z pakunkiem zaskoczyło go, bo Hannibal chyba nic by sobie nie zamawiał, wiedząc, że tego dnia będą przenosić go do innego domu. Z uniesioną brwią obserwował kumpla, gdy odbierał przesyłkę od sów i rozwijał plakat, a na jego twarzy pojawił się niepokój.
-Co ty tam masz? - spytał i dźwignął się z kanapy, żeby spojrzeć na plakat znad ramienia Hannibala. -"Czyste jest sexy"... Ale ktoś wymyślił...
Oczywiście, że chodziło o czystość krwi i Jessie przewrócił oczami w odpowiedzi na to. Ktoś, kto skonstruował ten plakat, chyba nie przemyślał jednej rzeczy - zwrot "młodzieży" dotyczył całej młodzieży. Również tej z "brudną" krwią, co oznaczało, że mugolaki i dzieciaki półkrwi, które by wzięły sobie do serca tę propagandę, próbowałyby uwodzić czarodziejów czystej krwi, co i tak doprowadziłoby do mieszania się krwi. Poza tym nie tylko "czyste" było "sexy".
-No pewnie, że to bujda. Oczywiście, nie twierdzę, że czystokrwiści nie są sexy. Wystarczy spojrzeć na ciebie. Poza tym, Jonathan, Anthony i Morpheus, wszyscy czystokrwiści i przystojni, ale sam uważam się za bliskiego określenia "seksowny". Moje rodzeństwo, również półkrwi, też jest wysoko ponad przeciętnością, jeśli chodzi o urodę. Tak samo Henry - podbijanie swojej pewności siebie dobrą odpowiedzią na głupią propagandę. -Czyli twoje fanki nie chcą cię już widzieć usmarowanego w żadnym oleju ani nic takiego? Będziesz mógł jeszcze nakładać makijaż do roli? Aż mi trochę szkoda tej dziewczyny. Pewnie rodzina jej w święta znowu robiła pranie mózgu o czystości krwi i teraz jej się przypomniało, bo przecież święta w sumie niedługo- bo przecież w święta zjeżdża się cała ciekawska rodzina i nie dało się unikać takich tematów. -No i sobie to wbiła do głowy i plecie głupoty. Jakiś w Wigilię, takiś cały rok, jak to mówił mój taka.
Szczęśliwie plakat trafił do kufra. Jessie zabrał kaski, jak prosił Hannibal, i mogli już ruszać.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#10
10.12.2025, 12:43  ✶  
Hannibal zauważył, że Jessie wymienił w kontekście bycia sexy samych mężczyzn (no i swoją siostrę). Freudowskie przejęzyczenie, a przecież znali tyle czarownic, które również spełniały kryteria, jak choćby Mathilda, Guinevere albo ta dziewczyna, którą uratowali w Spaloną Noc… Penelope. Uśmiechnął się jednak tylko, patrząc na niego z rozbawieniem.

- Ten plakat wygląda, jak zwinięty z ulicy. Przynajmniej będzie o jeden mniej straszył - o ironio, tajemnicza nadawczyni przysłużyła się słusznej sprawie, niechcący i tylko odrobinkę, ale wciąż - A co do dosłownej czystości, mam wrażenie, że wcale nie mniej popularne są przedstawienia, w których jestem sponiewierany - Jessie jeszcze tego nie wiedział, ale “Ekstaza Merlina” również obejmowała rozchełstanego i brudnego Selwyna (albo dublera, w przypadku niektórych przedstawień). Reżyser już kilka razy musiał wyganiać z sali pracowników płci obojga, którzy zabłąkali się tam dziwnym trafem akurat w trakcie próby i jakoś tak… zostali, by popatrzeć.

Wreszcie udało im się opuścić mieszkanie. Hannibal starannie ukrył klucze w kieszeni kurtki. Pozwolił swemu krukowi wzlecieć w niebo, ufając, że gdy ptak zobaczy, że odjeżdżają, podąży za nimi. Przypiął swój pomniejszony kufer do motocykla - czarnno-srebrnej Hondy, z pewnością customizowanej zgodnie z jego życzeniem za niemałe pieniądze.
- Jechałeś już kiedyś? - zapytał - Kaski są zaczarowane, jeżeli coś powiesz, będę słyszał.
Upewnił się jeszcze co do adresu i najlepszej możliwej trasy, po czym założył na głowę kask - a gdy Jessie zrobił to samo, uważnym spojrzeniem skontrolował jego zapięcie, zaskakująco jak na siebie odpowiedzialny.
- Nie za ciasny? Nie lata ci na głowie? Dobrze - możliwe, że poprzednia osoba, która z nim jechała była podobnych rozmiarów. Założył rękawiczki, drugą parę podał Jessiemu. Zgrabnym, sprężystym ruchem wsiadł na siodełko i odpalił silnik.
- Wskakuj! - uśmiechnął się, niewidoczny za przyłbicą, dzięki magii nie musząc przekrzykiwać hałasu.

Miejsca było akurat tyle, by dwie osoby mogły siedzieć blisko jedna za drugą. Nie bardzo było się czego złapać poza krawędziami siodełka albo samym Hannibalem - czy kogokolwiek dziwiło, że wybrał akurat taki model? Selwyn odetchnął z zadowoleniem - chłodne, zachmurzone, ale suche wrześniowe przedpołudnie było idealne do jazdy, a dodatkowo uświadomi sobie, że dawno nie był nad morzem i na pewno dobrze mu zrobi słone, morskie powietrze i zmiana otoczenia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (2172), Jessie Kelly (2438), Pan Losu (71)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa