• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire

[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#11
04.12.2025, 14:26  ✶  
Niestety jak na złość jego trzecie oko postanowiło być ślepe na aurę swojego kuzyna, chociaż nawet bez niego, po samej minie młodszego Selwyna, jak i swojego chrześniaka, Jonathan mógł wywnioskować, że oboje zapewne nie do końca orientowali się w zastanej sytuacji. Eh... Czy powinien po prostu powiedzieć im wprost co się działo i jaka relacja łączyła kiedeyś jego i hrabiego? Zwłaszcza gdy jakiś czas temu mówił Jessiemu zupełnie inne rzeczy na temat wampira. Ufał im. Nie roznieśliby tej informacji dalej, ale i tak wciąż wahał się z tą decyzją.
– Mi też nalej – powiedział, samemu w końcu siadając na jednym z foteli, aby wysłuchać tego co miał do powiedzenia wampir. Zmarszczył brwi. – Tak, to mój chrześniak, a to mój kuzyn. – Przyjrzał się Gabrielowi z uwagą, a jego wzrok zdawał się mówić zaakakująco mocno to zaznaczasz. Słuchał jego kolejnych słów, nie wiedząc czy powinien w ogóle chcieć wiedzieć z którym sędzią Wizengamotu wampir rozmawiał. Natomiast z pewnością nie był wielkim fanem, tego jak blisko Hannibala usiadł Gabriel. I to jeszcze na poręczy jego fotela! Trzeba było jednak przyznać, że swoim powodem dzisiejszej wizyty zaskoczył go. Nie podejrzewał, że Gabriel tak szybko znajdzie sobie tutaj zajęcie i to zajęcie, które pomoże zarówno Jonathanowi, bo przecież napastnik atakujący jego rodzinę był zdecydowanie czymś, czemu kres chciał położyć Selwyn.
Ale Gabriel oczywiście musiał ponownie obrazić jego stylowy barek.
– Zanim przejdziemy do meritum ‐ wtrącił się szybko, nie chcąc dać nikomu okazji do dalszego pastwienia się nad jego gustownym meblem, który przecież nie był meblościanką, aby tak mocno go krytykować. – Myślę, że najlepiej będzie jeśli ustalimy kilka rzeczy. – Przeniósł spojrzenie na Jessiego i Hannibala, zastanawiając się przez chwilę, czy aby na pewno chciał to zrobić, a potem westchnął cicho. – No dobrze moi drodzy. Rozumiem, że wydarzyło się wiele rzeczy na raz. Zróbmy więc tak, że przez następne kilka minut możecie zadać mi jakiekolwiek pytanie chcecie odnośnie tego co tu się właśnie dzieje, a potem przejdziemy już naprawdę do sprawy, z którą przyszedł do nas Gabriel.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#12
04.12.2025, 17:08  ✶  

Śledził ruchy Gabriela wzrokiem i kiedy ten zbliżył się, leniwie podniósł głowę z oparcia i zabrał rękę z poręczy, robiąc mu miejsce, jakby to był całkiem naturalny odruch. Przyjął kieliszek z rąk wampira, a potem jego szkło z cichym dźwiękiem spotkało się z szyjką butelki i Hannibal z wielkim zainteresowaniem obserwował wypełniający naczynie trunek, bardzo starannie nie patrzył na górującego nad nim na poręczy fotela hrabiego, do chwili, gdy padło jego imię, a tyrada Gabriela z jakiegoś powodu została skierowana do niego osobiście (czyli żenująco krótko).

To mógł być błąd, jeżeli chodziło o jego plan udawania niewzruszonego. Podniósłszy wzrok napotkał niebieskie oczy wampira i zorientował się, że nigdy jeszcze nie widział ich w porządnym świetle. I że nie błyszczą już niewylanymi łzami, jak wtedy, tylko… czymś innym.
Dopiero, gdy hrabia uniósł butelkę do ust, chłopak przypomniał sobie o własnym kieliszku. Przełknął ślinę, oderwał wzrok od poruszającej się grdyki Gabriela i szybko wychylił swój koniak, ogrzany w dłoni i tak paskudny w smaku, że  przeszły go ciarki. Słuchając dalszej części opowieści, zajął się obserwacją Jessiego, który wyglądał na trochę zdezorientowanego i bardziej, niż trochę poirytowanego oraz Jonathana, który miał minę, jakby był zmuszony jeść żyletki.

Co ten Montbel wygadywał? Czyżby faktycznie ktoś nasłał na niego łowcę wampirów?  Uśmiechnął się lekko, na wpół do siebie, a na wpół - porozumiewawczo - do Jessiego.
Oh, doprawdy? Zabić takiego pluszowego misia?
Wcale nie zdziwiłoby go, gdyby Gabriel sobie na to zasłużył. Mógł się zarzekać, że pyta o zgodę, ale Hannibal doskonale pamiętał uderzenie plecami i głową o deski sceny, szarpnięcie za włosy, syczane z furią obelgi… desperacki szept i chłodne wargi na gorącej skórze i…
...i byłem tylko rekwizytem, bo pewnie cały czas myślał o Jonathanie!
Te słowa ledwo przechodziły mu przez myśl i sprawiały, że błogosławił swój brak skłonności do rumieńców. Zacisnął palce na nóżce pustego kieliszka i wbił weń wzrok, by nie musieć patrzeć nikomu w oczy w tym momencie. Odetchnął powoli, rozluźniając się.
Spokojnie. Wypuść to. Graj.

Wdech. Wydech. Usiadł wygodniej, rozsuwając szerzej kolana, zajmując przestrzeń, jakby doskonale panował nad sytuacją, chociaż miał wrażenie, że nie panuje nad niczym, nawet nad sobą. Ciało wampira nie musiało promieniować ciepłem, by był doskonale świadom jego obecności tuż obok, zrządzeniem losu albo może jakąś dziwną wampirzą preferencją akurat po stronie blizny, którą w rozprzężeniu wolnego od pracy dnia po pełnym wydarzeń weekendzie pozostawił niezakrytą, polegając na tym, że  przyćmione światło i kołnierzyk koszuli uchronią ją przed zauważeniem.

Kap.
Drgnął, kiedy zimna woda skapnęła mu za koszulę i spłynęła na obojczyk. Podniósł dłoń, jakby chciał ją zetrzeć, ale zamiast tego odgarnął włosy za ucho i powolnym, pieszczotliwym gestem przesunął palcami po białych, nierównych śladach zębów, niby mimochodem poprawiając kołnierzyk tak, by były doskonale widoczne dla patrzącego z góry Gabriela, choć raczej nie dla pozostałych. Niespiesznie, spokojnie, bo przecież taką rolę grał, przeciwwagi dla szurniętego krwiopijcy, podniósł na niego oczy. Oblizał wargi, całkiem niechcący w dokładnie tym samym momencie, co on.
- Gdybyś zobaczył, co mają za żelazną kurtyną, nie byłbyś tak chętny do krytykowania wyposażenia Jonathana… - mruknął z lekkim, uśmiechem, na tyle wyraźnie, by było to doskonale słyszalne przez pozostałych.

Przeniósł wzrok na kuzyna, który teraz, TERAZ chciał odpowiadać na pytania. Nie miesiąc temu, kiedy rozmawiali podczas próby do “Martynki i Duchów”. Nie w Mabon, kiedy padały te wszystkie aluzje o gryzieniu. Nawet nie  kwadrans albo dwa temu, kiedy hrabia Rochefuck…cokolwiek Montbel stanął w drzwiach, kiedy Hannibal żył jeszcze w błogiej nieświadomości.
Teraz to już nie potrzebuję twoich odpowiedzi, pomyślał, patrząc na Jonathana.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#13
06.12.2025, 22:04  ✶  

Podobieństwo Gabriela do Anthony'ego kuło w oczy. I to tak cholernie kuło, że miał ochotę wydłubać sobie gałki oczne, żeby na znajomego jednak Jonathanowi hrabiego nie musieć patrzeć. Niestety, tak kusząca w tym momencie wizja nosiła za sobą już mniej kuszące wizje konsekwencji, które wiązałyby się z utratą wzroku.

Nie mógłby jeździć samochodem, który miał nadzieję kiedyś znowu kupić, bo jak niby ślepiec miałby prowadzić samochód?
Nie mógłby podziwiać widoków, jakie serwowała im przyroda, a których na co dzień nie mieli.
Nie mógłby podziwiać pięknych ludzi, którzy nie byli świadomi tego piękna, dopiero to piękno odkrywali przed sobą światem, albo bez skrępowania dzielili się swoim pięknem. A Jessiego otaczało tak wielu pięknych ludzi, że naprawdę szkoda byłoby tracić wzrok.

Gabriel zaczął swoją opowieść o zabójcy, który chciał wyświadczyć im przysługę pozbawić go życia w wyniku jakichś tam intryg na które pewnie sobie zasłużył.

Wyłapał porozumiewawcze spojrzenie Hannibala i powstrzymał się, żeby nie pokazać mu wymownego gestu palca wkładanego do gardła. Pomimo swojej irytacji, nie zamierzał zachowywać się po wieśniacku.

Historia Gabriela nijak go nie zainteresowała, nieważne, jak dramatycznie miała pewnie brzmieć. Jego myśli dość szybko odnalazły inny, o wiele przyjemniejszy kierunek - gdyby Gabriel i Hannibal zamienili się miejscami, całe to przedstawienie byłoby o wiele ciekawsze. Ociekający deszczową wodą, wzburzony emocjami, ciągnący za sobą widmo niebezpieczeństwa...
To byłby widok, od którego trudno byłoby oderwać wzrok. A gdyby dowiedziały się o tym jego fanki...

W przypadku magów zawsze pytam wpierw o zgodę. Jessie uniósł brew, podumał chwilę, puzle wskoczyły na właściwe miejsce i znowu odwrócił się do Hannibala. To raczej nie mógł być przypadek, że Gabriel użył takich słów zaraz po historyjce o wampirze, którego w lipcu spotkał Jasper, i o zabójcy, którego ktoś podobno na hrabiego nasłał.

Czy ja dobrze myślę?, mówiło jego spojrzenie, równie zirytowane co zdezorientowane.

To mogłoby... wyjaśniać parę spraw, ale... Serio? SERIO?

Kolejny grymas pojawił się na jego twarzy, kiedy hrabia zwrócił się do niego i do Hannibala, płynnie kierując temat rozmowy na szafkę Jonathana.

-Jasper - poprawił hrabię niemal automatycznie. - I mnie się ta szafeczka całkiem podoba.

Przeniósł wzrok na swojego chrzestnego i westchnął cicho, zastanawiając się, jakie pytania chciał mu zadać. Czy w ogóle chciał mu zadawać jakiekolwiek pytania? W sumie to tak. I było ich kilka.

Czyli jednak go znasz?

Jak długo się znacie?

To przez niego pytałeś, czy tamten wampir, który mnie ugryzł, kogoś mi przypominał? Miałeś na myśli Anthony'ego albo jego?

Czy Anthony wie, że kumplujesz się z jego klonem?

Czy Morpheus o tym wie?

Czy mama o tym wie?

Twój Kumpel Hrabia rozmawiał z Theo. Powinienem mu dla bezpieczeństwa wcisnąć perfumy z wyciągiem z czosnku?

Czy to on jest powodem, dla którego mama zrobiła nam w mieszkaniu magazyn czosnku?

Dlaczego nic nie mówiłeś?! Okłamałeś mnie!

-Więc wy dwaj... - wskazał palcem wpierw na wuja i przesunął go powoli w powietrzu, wskazując Gabriela -jednak się znacie?

Nie było to może najlepsze pytanie, jakie mógł, albo powinien, zadać w tym momencie, ale było chyba... bezpieczne.

Rodziny ciąg dalszy...
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#14
08.12.2025, 23:57  ✶  
Jonathan zdawał się smutny i było w tym coś co ściskało Gabrysię serduszko trochę mocniej niż chciałby przyznać. Oderwał zachłanne ślepia od Hannibala, któremu obecnie brakło tylko jabłuszka w buźce, aby rzucić kontrolne spojrzenie w stronę gospodarza tego miejsca, jakby zauważając go po raz pierwszy.

Czy właśnie dlatego mnie przed nimi chowałeś?

Zamyślił się na moment, zawiesił na tym niewygodnym pytaniu, po czym wypalił bez zastanowienia
- Jakbym przysłał Ci tu nowy komplet mebli, tobyś je wstawił? W tym miejscu zdecydowanie lepiej sprawdzi się jaśniejszy odcień lekko wpadający w pomarańcz. Rozjaśni Ci to pomieszczenie, odciąży i tak już nazbyt eklektyczny ciężar. - To było pytanie numer jeden. - Czy na prawdę nie mogłeś mi powiedzieć na Muzie, że to Twój chrześniak? - Tu już wybrzmiało nieco oskarżenia, echa dużego dyskomfortu, który tak naprawdę Gabriel sam zaaranżował pojawiając się na koncercie w niemal identycznym stroju, siadając z Jonathanem niemal ramię w ramię. To było miłe… dwadzieścia minut słuchania tego pianistycznego pitolenia, zanim rozpętało się piekło i każdy z nich próbował udowodnić drugiemu jak bardzo mu nie zależy. Westchnął i rozłożył się na oparciu fotela, pozwalając wygiąć staremu kręgosłupowi w drugą stronę, przeciwną do wiecznego przygarbienia.
- I sufit trzeba odmalować. Mogę załatwić Ci ekipę, ostatnio musiałem ogarnąć renowację kuchni, strasznie ciężko teraz o dobrych służących. - Palcami mimowolnie pomiział ramię Hannibala, na wypadek gdyby młodzik w swoim nastoletnim narcyzmie nie zauważył wcześniejszego nadmiaru atencji. Zostawił bliznę, ciekawe. Czy nie wiedział do czego służyła maść, którą mu pozostawił? Zdawało się, że pisał mu notkę ale pamiętał to jak przez mgłę.

Podniósł się gwałtownie i przeszedł do kolejnego fotelu, wychylając znów kilka zdrowych łyków z butelki.
- Jasssper - powtórzył wykrzywiając twarz w wampirzym uśmiechu eksponującym ostre kły, tym razem opierając się przedramiona na oparciu fotela jak nocne straszydło. Próżno było szukać miękkości z jaką pełne imię wymawiał jego wuj Anthony. - Twój chrześniak nie miał na imię jakoś inaczej? Pamiętam… była dziewczynka i dwóch chłopców… - próbował odświeżyć sobie fakty pytaniem numer cztery. Nie to żeby nie ufał informacjom które otrzymał dziś. Ale jego pamięć, zwłaszcza po pięciu latach siedzenia samemu… Machnął z lekceważeniem ręką, wychylił z butelki znów podnosząc się i podchodząc do regału z książkami, oczyma ześlizgując się po tytułach. - Nie ważne. Ważniejsze jest pytanie, czy tego gagatka co Cię pogryzł drogi Jasperze złapali i zamknęli do więzienia. Mam do niego kilka pytań. Okazało się bowiem, że nie był odosobnionym przypadkiem, a jeżeli to jest jakaś szajka, za punkt honoru przyjąłem sobie ją złapać i podarować pewnej damie na wycieraczce - rzucił od niechcenia.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
08.01.2026, 01:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2026, 01:47 przez Jonathan Selwyn.)  
– O dokładnie. Dokładnie! – Wskazał dłonią na Hannibala wdzięczny za to że jego kuzyn był skłonny bronić jego mebla. – Bo za żelazną kurtyną mają na przykład meblościanki i to te z gatunku najbardziej plugawych. Wytwór meblopodobny, ekwiwalent najpodlejszej sowieckiej mielonki, który z jakiegoś powodu zaczyna infekować londyńskie społeczeństwo, a tymczasem obrażany jesg porządny barek, zamówiony u dobrego i cenionego stolarza. Artysty, a nie wyrobnika! – Istniała niewielka szansa, że Jonathan dalej przeżywał meblościankę Mony, a krytyczna uwaga Gabriela odnośnie jego własnego gustu wcale nie pomagała.

A potem w obronie jego mebli stanął jeszcze Jessie i Jonathan posłał mu bardzo wdzięczne spojrzenie, a potem uśmiechnął się smutno, wiedząc że zaraz będzie musiał przyznać się do kilku rzeczy.
– Tak. Znamy się – wziął głęboki wdech i kontynuował. – Przepraszam cię Jasperze, za moje wcześniejsze półprawdy. Nie pamiętam dokładnie moich wcześniejszych słów z Muzy, ale wiem że udałem wtedy że nie znam naszego gościa w połowie tak dobrze, jak było naprawdę. Nie chciałem cię lekceważyć Jessie. Po prostu... – Zerknął na wampira. – Przez pewne sprawy miałem wtedy dość wrogi stosunek do Gabriela i nie chciałem, aby jakkolwiek mieszał się w sprawy moje, czy moich bliskich. Co więcej, naprawdę się go tam nie spodziewałem, więc byłem odrobinę wytrącony z równiwagi. Wiem, że zapewne nie rozwiązałem tego odpowiednio.

Kolejne pytania zadał już ktoś inny. Ponownie przeniósł spojrzenie na wampira i... Nagle do niego dotarło, że chociaż dalej nie czuł się jakby miał wszystko pod kontrolą to... Chyba ponownie czuł się całkiem swobodnie w otoczeniu tego konkretnego wampira. Pokręcił głową.
– Nie. Jestem zadowolony z mojego gustu odnośnie wystroju wnętrz. Trudno, najwyżej będziesz musiał widywać się ze mną na mieście. Co do sufitu.. Odezwę się – odpowiedział i tym razem uśmiech na jego twarzy był już szerszy, nawet jeśli cały czas próbował ignorować to jak blisko Hannibala był Montbel. – I jeśli dobrze pamietam nie pytałeś się mnie o to czy przyprowadziłem ze sobą swojego chrześniaka, więc ciężko byłoby mi o tym powiedzieć.

Najwyraźniej ponownie nastał czas na poważniejsze pytania.
– Jessie, pamiętasz coś jeszcze z tamtego ataku? – spytał i zerknął młodszego Selwyna. – Hannibalu... A ty? Może słyszałeś coś o innych atakach?
W końcu jego kuzyn prowadził bardziej rozrywkowy tryb życia i zapewne bywał w miejscach, w których wampiry chętnie by zapolowały.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#16
09.01.2026, 12:57  ✶  

Absurdalne, nie wiadomo skąd, porady wnętrzarskie Gabriela przebiły się nie tylko przez opar całkowicie sprzecznych  (i w dodatku podlanych alkoholem) emocji, kłębiących się w głowie Hannibala, ale też przez jego maskę opanowania, wycisnęły z niego zaskoczone sapnięcie i pozostawiły go na tyle oszołomionego, by całkiem poważnie rozważył sens zestawiania pomarańczu z tymi śliwkowymi fotelami i doszedł do wniosku, że to wcale nie taki głupi pomysł, choć zdumiewająco nowoczesny, jak na wiekowego arystokratę.
Co gorsza, Jonathan dał się wciągnąć w dyskusję, która niebezpiecznie zbliżała się do… przyjacielskich przekomarzanek. Wydawał się czuć podejrzanie swobodnie, jak na wizytę eks-partnera. 

Poszukując czegokolwiek, jakiegokolwiek uziemiającego elementu w tym szaleństwie, Hannibal odwrócił głowę do Jessiego, który, jak się zdawało, jako jedyny nie był zamieszany w całą tę telenowelę, a za to obserwował ją z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W jego oczach dostrzegł pytanie.
Na chwilę opuścił powieki w dziecinnym odruchu ucieczki.
Tak, kurwa.
Otworzył oczy, bo to i tak nigdy nie działało w ten sposób.
Chcę umrzeć, pomyślał, co nie do końca było prawdą, ale w tej chwili wydawało się niezłą alternatywą.
Dotyk na ramieniu wyrwał go z własnej głowy. Palce były zimne, ale Selwyn czuł gorąco w miejscu dotknięcia, może przez kontrast albo przez alkohol. Na pewno przez alkohol. Szczęśliwie tym razem udało mu się nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Całkiem bez związku zastanowił się, czy przekazując komuś wampiryzm można go zarazić cechami charakteru?

Montbel opuścił swoją grzędę i Hannibal odetchnął jakby spokojniej, a z drugiej strony jakaś część jego umysłu zacisnęła się wokół tego miejsca, gdzie przed chwilą siedział, świadoma teraz pustki tak samo, jak przed chwilą jego obecności. Nie podobało mu się to, jak zawisł nad Jess… Jasperem, niczym jakiś sęp, cały czas z butelką w dłoni. Czy wampir mógł się upić ludzkim trunkiem?
”Tego gagatka, co cię pogryzł”?
- Dałeś się pogryźć wampirowi?! - wypalił, uczciwie zszokowany, bo trudno mu było sobie wyobrazić Jessiego przygwożdżonego przez wampira do podłogi, albo może do ściany, bezbronnego i…
Dalsze słowa Gabriela, sugerujące, że to był atak, dotarły do niego z opóźnieniem, dosadnie i upokarzająco dowodzącym jego rozkojarzenia.
- Kiedy? Czemu nic mi nie powiedziałeś? - zapytał, czując się trochę zagubiony, a trochę zirytowany. Czemu nikt mu nic nie mówił?!

Pokręcił przecząco głową na pytanie o inne ataki. W celach rozrywkowych zwykle wolał odwiedzać mugolskie dzielnice, a mugole nawet, jeżeli padali ofiarami wampirów, składali to na karb ekscesów alkoholowych i narkotykowych, ewentualnie zwykłego kinky stuffu. Jego samego jakoś spotkania z wampirami omijały, niestety. Na szczęście. No, w każdym razie, omijały.
- Nie…ale mogę zwrócić uwagę na jakieś podejrzanie wyglądające malinki, jeżeli chcecie - odpowiedział z prowokacyjnym uśmiechem, bo choć nie zależało mu specjalnie na pomaganiu Montbelowi, nietrudno było zgadnąć, jak mianowicie miałoby wyglądać to zwracanie uwagi.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#17
13.01.2026, 11:59  ✶  

Tak, kurwa.

Hannibal mógł dostrzec, kiedy ta niewerbalna odpowiedź dotarła do Jessiego i że tyrknęła kolejną strunę jego irytacji. Zaczął oddychać trochę wolniej, trochę głębiej, analizując otrzymane informacje, zestawiając je z informacjami, które dostał wcześniej, szukając odpowiedzi na pytanie, czy powinien być tak zirytowany, jak jest, czy może powinien być bardziej. I czy może Jonathan trzymał gdzieś w którejś szafce (a może w tym barku za którą butelką" jakiś drewniany kołek i czy hrabia zdążyłby go dorwać i zabić, zanim on by mu ten kołek wbił...

Nie pamiętam dokładnie moich wcześniejszych słów z Muzy...

Powiedziałeś, drogi wuju, że "z tego, co słyszałeś o nim we Francji, jest raczej uprzedzony, jeśli chodzi o krew" i że powinienem go unikać, najlepiej z nim nie rozmawiać i sądziłem, że faktycznie znasz go jedynie z jakichś plotek.

-Rozumiem - powiedział niby spokojnym głosem, ale Jonathan i Hannibal prawdopodobnie byliby w stanie wyłapać tę nutę goryczy, której nie potrafił, a może nie chciał, ukryć.

Każdy miał swoje sekrety, oczywiście, ale chyba o czymś takim warto bliskim powiedzieć, prawda? Poza tym Jonathan mógł spokojnie powiedzieć mu wtedy "tak, znam go, niefajny facet, niewart uwagi" i byłoby wszystko trochę bardziej jasne. Tymczasem Jessie nadal czuł się bardzo oddalony od ważnych faktów, które Jonathan, Hannibal i Gabriel dzielili między sobą.

Jasssper, Ugh, wcale nie lepiej, ale był w stanie lepiej znieść dźwięk jego pełnego imienia, niż zdrobnienia, z ust wampira. Kiedy hrabia tak nad nim zawisł, oparty po prostu o oparcie fotela, Jessie podniósł się i stanął trochę dalej. Nie było to może najmilsze posunięcie, ale bardzo nie chciał mieć hrabiego nad sobą. Tym bardziej z butelką, z której co jakiś czas ciągnął kolejne łyki, tym bardziej ze swoimi ostrymi kłami.

-Nie, nie pamiętam nic więcej - odpowiedział wujowi i zignorował pytanie hrabiego o los tamtego wampira.

Na pytania Hannibala zareagował od razy - ostrym spojrzeniem, które jasno dawało do zrozumienia, że ani trochę mu się te pytania nie podobały.

-Przepraszam na chwilkę, panowie - powiedział w końcu i wyszedł z salonu, kierując się w stronę jednej z bliższych łazienek.

Przechodząc za Hannibalem, musnął palcami jego ramię. Chodź ze mną. Może nie powinien, może nie chciał zostawiać hrabiego i Jonathana samych, ale w tym momencie miał w głowie mętlik, który powinien uporządkować w cichszym miejscu, i miał kilka pytać, na które młodszy Selwyn może będzie w stanie mu odpowiedzieć.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#18
14.01.2026, 17:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2026, 17:02 przez Gabriel Montbel.)  
Sapnął gniewnie, wcale nie ignorując faktu, że chłopak mu nie odpowiedział, a zaraz potem ukradł jego Hannibala i uciekł do łazienki. To znaczy, ani Hannibal nie był jego, więc nie miał jak być ukradziony i raczej poszedł tam dobrowolnie, ale… to już drugi raz, gdy pan Jak-Się-Okazało-Chrześniak ściąga na siebie stanowczo za dużo uwagi.

Niemniej, odprowadził ich wzrokiem. W milczeniu, w napięciu, w ocenie sytuacji. A gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi…
– Na wszystkich bogów żywych i martwych Jonathanie Ty mnie musisz szybciej uprzedzać, że masz gości! Nigdy, przenigdy celowo bym Cię nie naraził na takie nerwy! To znaczy… nie na takie dokładnie nerwy… - mimowolnie dodał, z zaskakującą jak na siebie szczerością, po czym zamaszyście zagarnął fotel Jaspera, by go rychło przemeblować i ustawić ledwie pół metra od tego Jonathanowego, zmuszając gospodarza w pewien sposób do zmiany pozycji, zwłaszcza, że w tej wąskiej przestrzeni sam zajął miejsce, nie bardzo się przejmując faktem, czy ich kolana musiałyby się dotykać.

Wszak NIE TO było ważne w tym spotkaniu.

– Wracając więc mój słodki dystyngowany przyjacielu do meritum, potrzebuję Twojej natychmiastowej porady - Z wcale nie zaskakującą łatwością powrócił do nastroju elektryzującego szaleństwa, które przygnało go pod próg domostwa Selwyna. – Otóż… przed momentem prawie żem się całował z osobą z którą absolutnie nic nie może mnie łączyć, ponad profesjonalną sympatię ani teraz ani NIGDY! - Ton jego głosu falował od konspiracyjnego szeptu, po dramatyczne rozdarcie przestrzeni, które momentalnie znów skupiło go w pochyleniu ku nieszczęsnemu politykowi. Błękitne oczy lśniły jednak wampirzą bezradnością, a mina jaskrawo ukazywała poruszenie, które bynajmniej nie niosło dawnej rozpaczy ni, ciężaru gatunkowego ich poprzednich rozmów. – Widzisz bowiem, ta osoba ma w wielkiej pogardzie jakiekolwiek romantyczne gesty, wszelkie westchnienia czy nawet sugestie westchnień, z miejsca spotkałyby się z kamienną ścianą angielskiej egzaltacji, w której brakuje miejsca na prawdziwy płomień. - Wysoce niepocieszony zapadł się w fotelu, rozlał po nim, nogi dla wygody ładując na oparcie fotela Jonathana. Przypadkiem.

Jego ciało było w dalszym ciągu mokre i bardzo zimne, ale nie dbał o to, ponownie zapatrzony w sufit wymagający odnowienia.
– A mamy iść na bal, chciałem przetańczyć z nią całą, calusieńką noc, ale jak pomyśli, jeśli teraz myśli, że rozmyślałem o smaku jej ust tę sekundę za długo… Ughrrr….– nieartykułowany dźwięk dobył się z martwej klatki piersiowej, ręce próbowały coś artykułować, gestykulować, ale wampir zdawał się w głębokiej rozterce. - Szybko, radź mi coś, zanim Twoje dzieci wrócą. Ostatecznie jesteś od nich bardziej obyty. - Naburmuszony przynaglił go butelką, dolewając jednak alkoholu, najwidoczniej na zachętę.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Wyjście Hannibala i Jessiego uzgodnione z graczami, coby nie mieszać w kolejce
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#19
18.01.2026, 02:36  ✶  
Jonathan spojrzał na Jessiego i posłał mu szczery uśmiech, chociaż wyrzuty sumienia, które w tym momencie czuł zdecydowanie nie dawały mu zbyt dużo powodów do wesołości. Przecież chciał dobrze. Bał się, że jeśli Jessie dowie się o chociażby skrawku jego prywatnej relacji z Gabrielem, to chrześniak zacznie zadawać więcej pytań i, Merlinie uchowaj, spróbuje dowiedzieć się więcej od samego wampira. Nie mógł przecież wiedzieć, że w czasie krótszym niż miesiąc pogodzi się z tym wampirem i ten postanowi wpraszać się do niego, kiedy tylko miał na to ochotę! Przecież czasy kiedy mogli zaskakiwać siebie nawzajem, swoim widokiem na meblach w domu tej drugiej osoby mieli już za sobą. No... To znaczy poniekąd naprawdę mieli, bo wtedy w grę wchodziło zdecydowanie mniej ubrań i... Nieważne.

Oczywiście nie powstrzymywał Hannibala I Jessiego od udania się na stronę, chociaż odprowadził ich zaniepokojonym wzrokiem do samych drzwi, a gdy tylko dwójka młodszych czarodziejów zniknęła... Chciał przysunąć się bliżej Gabriela, ale wampir pierwszy wykonał ten ruch.
– Na bogów? Ja na bogów!? Nie! To ty na bogów! Następnym razem zapowiadaj się, albo chociaż pukaj! Gdybyś wparował tutaj w ten sposób, a na miejscu Jessiego siedziałaby jego matka mogłaby w pierwszym odruchu zaciągnąć cię do Departamentu Tajemnic tak na wszelki wypadek! – Mówił, znacząco przy tym gestykulując i już miał zakrzyknąć, coś więcej, gdy usłyszał jaki problem miał Gabriel i...

Zamarł. Odsunął się nieco od niego. Uśmiechnął się. Zaśmiał szczerze, a potem... Tym razem rozegrał scenę ze swojego życia tak doskonale, że sam się zaskoczył jej wynikiem, bo przytulił Gabriela.
– Zauroczyłeś się – powiedział szczerze uradowany, nawet jeśli nie do końca rozumiał czemu aż tak go cieszyło. Czyżby czasem dalej nachodziły go ponure wizje samotnego Gabriela, które może jednak nie musiały się już spełnić, co niosło za sobą ulgę? – Kto to jest? – spytał, gdy już przerwał uścisk i nieco spoważniał. Zaraz... Kto to był? Odpowiedź dalej mogła być nieco niepokojącą, bo co jeśli historia się powtórzy? – Czy ona... Ta osoba... To wampir? Czarodziej? Skoro idziecie razem na bal to chyba już nie narzeka na twojej towarzystwo. Czy na pewno pocałunek byłby taki zły?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#20
18.01.2026, 13:15  ✶  

Hannibal miał wrażenie, że powietrze w pomieszczeniu zgęstniało odrobinę. Jego pełne rezygnacji mrugnięcie zdawało się trafić w jakąś czułą strunę Jessiego. Drgnięcie powieki, ledwo dostrzegalne zaciśnięcie szczęki - to wszystko mogło być przypadkowe, ale napięcie w głosie, jakim rzucił między nich jedno, jedyne słowo, było oczywiste. Przynajmniej dla kogoś, kto znał go tak długo.

Kiedy Jessie przechodził za nim, Hannibal poczuł dotyk na ramieniu. Dyskretny, nieprzypadkowy… i znajomy. Czuł go na sali treningowej, kiedy instruktorzy chcieli wyodrębnić część tancerzy tak, by nie karmić wzajemnych animozji. Czuł go w klubach i pubach, kiedy jego rozmówcy składali mu bez słów niedwuznaczne propozycje.
Chodź ze mną.
Jasne było, że Jessie był wkurzony i potrzebował chwili na osobności. Jego zachowanie nie wróżyło nic dobrego, ale Hannibal i tak podniósł się ze swojego miejsca z pozorną obojętnością, bo przecież to był nieodłączny element tej gry. Nie mógł się oprzeć posłaniu Gabrielowi ostatniego spojrzenia, zanim ruszył za chłopakiem, który zdążył już zniknąć za drzwiami.


- Łazienka, Jessie? Serio? - zapytał z uśmiechem balansującym gdzieś na pograniczu sugestii i drwiny, zamykając za nimi drzwi. Spojrzał na przyjaciela, jakby chciał ocenić jego zamiary, a potem pełnym premedytacji ruchem przekręcił też łazienkowy zamek, odcinając ich od Jonathana i hrabiego dodatkowym - jakkolwiek wątłym - zabezpieczeniem. Opuszczenie bezpośredniej bliskości Montbela okazało się całkiem niezłym posunięciem. Ruch - choćby i tak nieznaczny, jak przejście z pokoju do pokoju - pozwolił choć trochę uspokoić nerwową energię buzującą pod skórą Hannibala. Wybuchowa mieszanina emocji w środku nadal pozostawała niespokojna i mętna. Sam nie wiedział do końca, co kryje się pod powierzchnią.

Głupotą byłoby oczekiwać, że ich jedna, całkiem przypadkowa noc cokolwiek znaczyła. Hannibal był pierwszy do wyśmiewania takich nadziei u innych no i przecież nie czekał na przysłowiowy telefon, sowę czy cokolwiek. A jednak… sposób, w jaki wampir przyciągał jego wzrok i jego myśli, dobitnie pokazywały, że nie pozbył się Gabriela ze swojego systemu i gdyby wiekowy drapieżca wyraził zainteresowanie…
Odłożył ten problem na później. Teraz miał inną scenę do rozegrania.

Pozycja przy drzwiach, z ręką na klamce, była bezpieczna, pozwalała tworzyć iluzję, że jest jedną nogą poza tą rozmową, poza tą sytuacją, poza celem, w jakim Jessie go tu przyprowadził. I dokładnie dlatego Hannibal musiał ją porzucić. Odetchnął i oparł się o drzwi plecami, nadal zachowując pozory nonszalancji, ale przynajmniej twarzą w twarz z Jessiem, całkiem tu i teraz. Spojrzał na niego wyczekująco. Miał kilka podejrzeń, co do jego intencji i spora część z nich wcale nie zapowiadała się miło i przyjemnie. Jasne, łazienkowe światło sprawiało, że czuł się podwójnie świadom blizny, osłoniętej jedynie włosami i (jak zwykle niedopiętą) koszulą. Palce drgnęły, ale opanował odruch sięgnięcia do szyi.
Jesteś profesjonalistą, trochę fantomowego swędzenia cię nie zabije.
Lekcje, których udzielali mu niezliczeni choreografowie i instruktorzy procentowały. Hannibal z wprawą wielu lat zignorował dyskomfort, przyjął otwartą pozycję z dłońmi swobodnie zahaczonymi o kieszenie i tylko przekrzywił nieznacznie głowę, starając się niezauważenie strząsnąć więcej włosów na odpowiednią stronę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (4706), Hannibal Selwyn (4800), Jessie Kelly (3879), Jonathan Selwyn (2947), Pan Losu (29)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa