• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [Jesień 72, 19.09 Helloise & Gabriel] This rose cries alone

[Jesień 72, 19.09 Helloise & Gabriel] This rose cries alone
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#11
28.10.2025, 19:13  ✶  
Magowie.

Byli różni.

Ciekawsi od mugoli, to pewne, choć niewątpliwą rozrywką było przekonanie tychże że mają nad czymś absolutną kontrolę w momencie, kiedy nie mieli kontroli nad niczym mamieni sprawnie tak przez zaklinaczy jak i szarlatanów.

Tymczasem wiedźmy i magowie, czarownice i czarodzieje... och jak ten splot potrafił im uderzyć do głowy, jak potrafił drenować wszelką poczytalność, jak władza deprawuje nie gorzej niż klątwa, a oni... cała nacja... mieli w końcu władzę nad rzeczywistością.

Oczywiście w dwudziestym wieku było nieco lepiej, krew stygła, a może była coraz bardziej rozrzedzana mugolakami, którzy przynosili swoje zwyczaje. Według Gabriela obserwującego rozrost istoty, którą była ludzkość od zbyt dawna, wychodziło to magom na dobre, chociaż wiedział, że sami zainteresowani mają na ten temat odmienne zdanie.

Jego Zielony Duch już pomykał po trawie, załyśniety ogrodem, który i jego oszałamiał. Jej słowa zdawały się znów jak szelest liści, w nieprawdopodobnej, oderwanej od kultury melodii. Przelotnie pomyślał, że jego miniony Pan, bóstwo pozbawione skóry domagające się kolejnych ubrań nakładanych na nagie ramiona dziwacznej, złaknionej krwi rzeźby... że jego bóstwo polubiłoby taką akolitkę.

Czy w jej żyłach płynie zielona krew?

Podążył za duchem, za jego całkiem materialną Zjawą, ale widok flakonika bardzo go zaskoczył. Zmarszczył czoło, niemalże zagniewany na tę okoliczność, bo czy to był jakiś magiczny nawóz? A może trucizna? Dlaczego tutaj? Dlaczego teraz?

Przysiadł na trawie na przeciwko Helloise widząc z jaką skrupulatnością bada znalezisko, wyglądając trochę jak spłoszona wiewiórka obracająca w paluszkach orzeszek. A ten rozbił się i ciecz ulatywała tak szybko. Przez moment zmartwił się, że jego duszka, nimfa, padnie trupem, nim zdąży nasycić go swoim towarzystwem. Z pewną ulgą przyjął fakt, że tak się nie stało.

- Cóż to było? Czy mi się zdawało, czy tchnęło śmiercią... mimo wszystko, choć wkoło pełno życia?
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#12
09.12.2025, 00:24  ✶  
Magowie byli różni. Czy naprawdę ciekawsi niż mugole? Z pewnością lepsi. Obrazą dla rzeczy świętych było rozrzedzać starą krew z krwią niemagiczną. Moc była darem dla pierwszych czarodziejów stworzonych na obraz Boski. Bogów na ziemi. Mistycznych pretendentów do awansu na drabinie świata, którzy głowy chylić mieli jedynie przed Najwyższą. Boska łaska, dar tak wielki, tak święty — ta magia płynąca w starej krwi — powinien być kultywowany, czczony, traktowany z szacunkiem. Nie rozrzucany lekkomyślnie po świecie.
Mugole nie potrafili uszanować Natury, a ponieważ nie zostali obdarzeni mocą, błądzili po grzesznych ścieżkach ku stworzeniu bluźnierczej karykatury przyrodzonej czarodziejom potęgi. Rozwieszali między wieżami z drewnianych kołków metalowe sznury, w które próbowali zaklinać nieprzeznaczoną dla nich moc. Spalali zasoby wyszarpane przemocą z żył ukrytych w Ziemi, zabijając Ją przy tym. Jak mogli równać się czarodziejom, którzy moc tę czerpali w sposób naturalny, czysty i piękny? Helloise brzydziła się mugolami. Brzydziła się tym, jak bezczeszczą świętą ziemię. Brzydziła się tymi wśród magicznych, którzy owe bluźniercze wynalazki wnosili do świata czarodziejów. Mugole wraz ze swoimi brudnymi korzeniami krzewili wśród nich cywilizację śmierci i braku szacunku do Ziemi — tej, która przez wieki w rytmie naturalnej harmonii zapewniała czarodziejom byt.
Nie było grzechu większego niż wprowadzanie nieokrzesanych barbarzyńców w ich świat, niż mieszanie się z nimi.
Zielonej krwi nigdy nie znalazłby wśród mugoli.
Gdy Gabriel przysiadł naprzeciwko Helloise, czarownica zabrała jego kartę i ukryła ją w kieszeni płaszcza. Nie chciała mu jej oddawać.
Nie od razu przemówiła, pochłonięta kontemplacją nad nutami zapachu, które powoli stawały się rozróżnialne, mimo że zdominowane smrodem krwi. Klęcząc wśród ogrodu, kobieta uniosła oczy na księżyc, niby szukając na jego srebrzystej tarczy słów przewodnictwa.
Gdy wreszcie spuściła nieruchomy wzrok na Gabriela, uśmiechała się.
— Mówią, że mięso szczęśliwego zwierzęcia lepiej smakuje. — Polizała palce, szukając ostatnich wspomnień eliksiru, choć znalazła głównie woń ziemi, z której wykopała flakon. — Nie wyobrażam sobie, żeby te, których krew wysączono do buteleczki, skończyły szczęśliwie. Grzech tej krwi próbowali zmyć wodą różaną, tak piękną, tak upojną. Grzech tej krwi próbowali zasypać kwiatem księżycowej rosy. Tej, z której tworzymy nasze leki. Tej, z której warzą trunki poprawiające nastrój i ogrzewające serca.


dotknij trawy
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#13
09.12.2025, 22:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 22:55 przez Gabriel Montbel.)  
– Zwierząt? Jesteś pewna? – mówiła, jakby była, ale prędzej piekło by zamarzło niż on w pełni znów zaufał opinii i percepcji śmiertelnika. Wampiry z kolei ze swojej natury były niegodne zaufania, pozostawało mu więc trwać w zwątpieniu. – Może jednak ludzka... Miałaś kiedyś okazję robić coś z ludzkiej krwi? – nawet był ciekaw, zielony duch nieoczekiwanie nabrał cielesności, wykazując się pewną znajomością ingrediencji eliksirów na podstawie rozbitej fiolki i zmysłu powonienia. Nie miał jak tego zweryfikować, bo choć gustował we krwi i całym sercem kochał rośliny, zwłaszcza róże, to jednak absolutnie nie miał zainteresowania w mazidłach i eliksirach innych niż te na zadbanie o osuszane zwierzątka, które życzyłby sobie zachować na nieco dłużej.

Siedząc tak obok zamyślił się i powrócił wzrokiem do ziemi.

– Sądzisz... że to ma coś wspólnego z tymi kwiatami? Ha... na pewno ma. Myślisz... że to zwykłe róże, których aura tej fiolki pociągnęła ku czerni? A może ukruszyłaś jedno z nasion? Sądzisz... czy ktoś mógłby to tu zakopać? I po co... – może to był wpływ pani detektyw, która wszędzie widziała sprawę do rozwiązania. Ale ta sprawa... ona realnie aż prosiła, by... ha! podnieść ją z ziemi, tak jak teraz uniósł dłoń Helloise, wciąż wonną różami i popiołem. Zimne kciuki łagodnie masowały nadgarstek, gdy przyciągnął ją do swoich nozdrzy jak przed momentem ona czyniła swoje badania pozwalające z ust posypać się poezji śmierci i tworzenia.

– Ogród przetrwał Spaloną Noc, myślisz... że to filakterium je ochroniło? – wyszeptał, oddechem nocy łaskocząc skórę palców wraz z wydychanym powietrzem snując kolejną i kolejną teorię. Przyjemnie było czuć jej puls pod opuszkami. Zielony duszek zdawał się pokochać ten ogród, tak jak i on go kochał. Miłością przeszczepioną za o wiele większą choć teraz zbolałą zielenią. Jeśli pomogli by temu miejscu, czy pomogliby ogrodom swoich dusz?
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#14
07.01.2026, 21:00  ✶  
— I ludzie to zwierzęta. — Helloise zbyła temat niemal znudzona. Był oczywistością, która nie pozostawiała przestrzeni na dyskusję. Czarownica nie uważała się za coś gruntownie innego niż pozostałe żywe istoty, mimo że dostrzegała wśród nich hierarchię. Hierarchię, w której ona zajmowała jedno z miejsc szczytowych. — Skąd myśl, że robiłam coś z ludzką krwią?— Nadspodziewanie duży nacisk położyła na to pytanie, wypowiedziane z dziwną podchwytliwością, dociśnięte ciężarem wyczekujących odpowiedzi oczu, w których spomiędzy sennej mgły wyjrzało coś nowego.
Kobieta uniosła poczerniałymi od ziemi palcami nakrętkę, która pozostała po flakonie. Wyryta była na niej róża, co dało dodatkowe potwierdzenie przypuszczeniom Gabriela.
— Co było pierwsze? — zapytała rozwlekle Helloise, jakby stawiała przed nim zagadkę, której rozwiązanie doskonale znała… mimo że nie wiedziała nic. — Fiolka czy róże? Ujrzeliśmy przyczynę plagi czerni czy plugawy jej produkt?
Pozwoliła wampirowi wziąć swoją rękę, wzrokiem śledząc leniwie jego ruchy. Dotyk miał zimny jak ta jesienna noc. Czarownica czuła chłód tam, gdzie kciuki spotkały się z ciepłym nadgarstkiem wysuniętym z rękawów płaszcza, który to obok zapachu eliksiru pozostawił po sobie woń ziół wiszących w kącie szafy i przytulne wspomnienie płonących drew ogrzewających izbę.
— Spalona Noc — powtórzyła za nim jak echo. Nie słyszała jeszcze tych słów. Nie czytała prasy, niewiele wychodziła do ludzi. — Masz zimne dłonie. Nie sądzę, żeby ten eliksir miał zapewniać klątwoodporność. Może to te kwiaty wzbudziły żal w ogniu nawet. Nie wiem.
Nie kochała ogrodu Lestrange’ów więcej niż jakiegokolwiek innego skrawka ziemi. Nie kochała ich róż bardziej niż innych róż. Dręczyła za to Helloise ich tajemnica. Zuchwałość kwiatu, który nie dawał się jej wytłumaczyć. Jej — która czuła się w prawie poznać sekret każdej rośliny i która każdą chciała móc nazwać swoją przyjaciółką. Należała jej się znajomość tych upartych róż.
Choć jakiś czas temu Dægberht uparcie przekonywał wiedźmę, że odpowiedzi należy szukać w ziemi, nie na niebie, czarownica nie mogła powstrzymać się, aby i w górę nie spojrzeć. Ponownie i ponownie tego wieczoru. Tam, gdzie nie tylko księżyc ozdabiał aksamit nieba, ale i gwiezdne konstelacje, z których astronomowie umieli czytać. Którzy być może umieli zinterpretować układy gwiazd i ich energie, ich pływ bowiem nadawał kierunek wszystkiemu, co na ziemi. Być może i odpowiedź na to pytanie kryły, a choć Pani Księżyca mimo modlitw nie chciała ich wyjawić, błądziła Helloise po innych gwiazdach, zwracając się co chwila ku tej najjaśniejszej. Przez całą tę wędrówkę podniebną, czuła oddech na swojej ręce. Zimny. Zimny.
— Dlaczego jesteś taki zimny?
Nagle kobieta oderwała wzrok od sklepienia. Czujna, gdy przypomniała sobie ostatniego Zimnego. Ręka, która do tej pory swobodnie pozostawała do dyspozycji wampira, zesztywniała nagle, a palce spróbowały sięgnąć jego szyi w poszukiwaniu pulsu.


dotknij trawy
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#15
20.01.2026, 21:50  ✶  
Uśmiechnął się na jej odpowiedź. Zielony Duch. Wiedźma. Lubił pogięte gałązki jej włosów, gładką brzozową korę skóry. Lubił jej myśli, inhalujące egzystencję jak sosnowa, lepka żywica. – Myśl jak myśl. Nie wyglądasz na kogoś, kogo obchodziłyby zbytnio prawa zastanej cywilizacji – odpowiedział nieco pobłażliwie, choć wciąż serdecznie, znając w przeciągu swojego życia kilka, kilkanaście takich dusz. Zielonych.

Nigdy jedzenie.

Raczej przyjemny poszum rośliny, która dla odmiany potrafiła mówić.

Nie mogła oczywiście ni jak równać się z panną Rosewood, która nie była jednorocznym chwaścikiem o uroczym kwieciu, a wiekowym krzewem, który przetrwał niejedną srogą zimę. Jego nowonapotkana duszka też miałaby dobre zadatki, na wieczność. Niestety, po ostatnich doświadczeniach z kimś diametralnie odmiennym, nie zamierzał zbyt łatwo szachować kartą z propozycją absolutnie - jak się okazało - do odrzucenia.

– Obie wersje wzbudzają mój sprzeciw. Raczej fiolka wygląda na źródło zarazy. Gdyby ktoś chciał spijać sok z tych kwiatów, nie rozpłynęłaby się tak łatwo. Lestrangowie lubią eksperymenty, a jednak... raczej byliby bardziej świadomi, co się tutaj właściwie dzieje. – zamyślił się. – Gdybyśmy chcieli przesłuchać zarządczynię tego miejsca... chciałabyś dołączyć duchu? – propozycja padła od razu, gdy idea zaświtła mu w głowie. Istotka znała się na eliksirach i roślinach, mogła być ekspertem w sprawie. Przydatne stworzenie.

Strachliwe stworzenie.

Dał sięgnąć ku sobie, odchylił nawet przystojny podbródek, uprzejmie również zaprzestał oddychania innego niż tego niezbędnego do wprawienia strun głosowych w rezonans.
– Myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie. – Zawadiacki uśmiech odsłonił elegancko wysunięte kły, które nieco utrudniały mówienie, ale miał w tym wprawę. Trochę się popisywał. Tylko trochę. – Nie bój się jednak, nie spotka Cię z mojej strony żadna szkoda. Jesteś zbyt pięknym istnieniem, bym mógł zgodzić się na jego zadeptanie.– przekrzywił głowę, pozwalając sobie opuszkami palców połaskotać wrażliwą skórę na karku kobiety, za uchem, tuż poniżej linii włosów.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#16
01.02.2026, 17:11  ✶  
Helloise poczuła się niespodziewanie schwytana w postrzeżenie. Rzadko ktoś patrzył na tyle uważnie, aby opowiedzieć jej prawdę o niej samej — jej narracja zwykle należała wyłącznie do niej i odkrywano Helloise tyle tylko, ile pozwoliła się odkrywać.
Oczy czarownicy nie straciły nic ze zdystansowanej czujności — wręcz przeciwnie, każde słowo mężczyzny intrygowało coraz więcej. Zdawał się nie mieć tego społecznego filtra, który kazał ludziom jej dziwactwa ignorować bądź wzdrygać się przed nimi. Okrywała go kusząca warstwa tajemnicy — niecodzienna mowa, niecodzienna pora, niecodzienna przenikliwość. A wiedźma z Doliny lubiła poznawać to, co niecodzienne.
— Są rzeczy starsze niż prawa cywilizacji. Czy nie każdy człowiek rodzi się z instynktem nakazującym czuć respekt wobec krwi? Szanuję krew.
Czym nie odpowiedziała na jego pytanie. Szacunek bowiem nie wykluczał skorzystania z wartości krwi wysączonej z żywego stworzenia. Helloise szanowała krew i szanowała każde życie — mimo że nie wahała się go odbierać istotom w cierpieniach bądź tym potrzebnym dla słusznego celu. Szacunek jej nie przejawiał się w bezwarunkowej ochronie, lecz w intencjonalności.
Jedyną zaś wiecznością, jaką ceniła, był niekończący się cykl stwarzania i umierania. Może była zbyt młoda, aby zacząć bać się śmierci i docenić dar wampiryzmu, a może zbyt fanatycznie oddana swojej wierze — lecz zapewne ona również odrzuciłaby ofertę przemiany.
— Lestrange — powtórzyła za nim mętnie, zastanawiając się nad nazwiskiem. Dægberht również wspominał jej o Lestrange’ach, co miało oczywiście uzasadnienie, jako że ogród należał do nich. Helloise za bardzo jednak polegała na sobie i własnych umiejętnościach, aby wyjść z inicjatywą wypytywania opiekunów Maida Vale. Skoro nie ogłosili czegoś publice, czemu mieliby głosić jej? Nie przepadała zresztą za mieszaniem w swoje sprawy zbędnych osób. — Być może. Znasz zarządcę?
Zaklasyfikowanie Montbela nie było takie oczywiste. Helloise posmakowała wielu rodzajów zimna: znała wampiry, znała ghoule, poznała i zimno płynące w człowieku, który część siebie pozostawił w Limbo. Jeśli nie wystarczył jej brak oddechu u tego czarodzieja, to odpowiedź zacementowały kły. Czarownica nie wydawała się w żaden sposób odkryciem poruszona, wręcz przeciwnie: wyprężone palce sięgające szyi wampira rozluźniły się, spoczywały na niej teraz miękko, spokojnie. Deklaracje Gabriela spotkały się z pomrukiem zgody — przyjmowała je, nie zaprzeczała. Otaczanie się drapieżnymi gatunkami miała we krwi, podobnie jak ograniczone do nich zaufanie, którego nie zmieniały żadne słowa ani gesty. Urodzona wśród smoczych gór, nie bała się jednak zbliżyć do paszczy bestii.
— Piękno fascynuje najbardziej, gdy jest ulotne. Nie ma powodu wzbraniać się przed tym. — Łaskoczący dotyk Gabriela rozszedł się przyjemnie po jej karku. Czarownica łatwo dawała się wodzić po tropach pieszczot; podobnie więc jak wampir, ona również chętnie ułatwiła do siebie dostęp, obracając głowę, pozwalając palcami zwiedzić szyję i kark obsypane jasnymi włosami.


dotknij trawy
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#17
10.02.2026, 12:25  ✶  
Czerwony tajemniczy płyn.

Nośnik życia.

Czy można było szanować coś, czego przelało się w dobie swojego istnienia tak wiele? Czy można było szanować coś, co wpisywało się w rutynę tegoż istnienia, monotonię przetrwania, wydłużania egzystencji do granic możliwości?

Jesteś tym co jesz - usłyszał kiedyś od absolutnie nieświadomego człowieka, nim ten oddał mu ostatnie tchnienie i hrabia przez większość egzystencji uważał to za szalenie zabawne. A potem musiał posilać się szczurami łaskawie dostarczonych mu przez tych, którzy zamknęli go na ponad wiek w ciasnej krypcie.

O ileż przyjemniejsza była miękkość ludzkiej skóry, papierowej bieli pulsującej życiem, podnieceniem, ciekawością, strachem, ekscytacją, gniewem, żalem, rozpaczą… całym spektrum różnorodności, którą chciał dostrzegać w ciepłej posoce aby nie umrzeć z nudów wieczności oblewania swoich warg czerwienią.

Czasem czernią.

Czy jej krew była zielona?

- Nie znam, ale nie jest to stan, którego nie dałoby się zmienić w najbliższym czasie. Choć może nie dziś. Dziś chce poznać kogoś innego… - Poznać. Cóż to znaczyło więcej nad posmakowanie? Czy można było tak wyszkolić swoje martwe kubki smakowe, by móc oceniać duszę na podstawie tego doświadczenia? Jak aurowidzowie dotykali jej wzrokiem, tak on mógłby pokusić się o poszukiwania, uwrażliwienia smaku.

Zbliżył twarz do krzywizny zapraszającego łuku, oddechem chłodnej wrześniowej nocy rozprószył łaskoczące włosy, jak babie lato zdzierane z szykujących się do zimowego snu łąk. Zielony duch z bliska w odczuciu zdawał się o wiele mniej duchem, o wiele bardziej człowiekiem, przyjemnym zetknięciem wieczności z ulotnością. Nie fascynowała go swą twarzą, ale czyż nie chciał właśnie spróbować tej duszy zdającej mieć więcej lat niż wskazywała na to jej powłoka?

Miękkie wargi rozpłaszczyły się nad obojczykiem, próżno było szukać w tym jednak ostrości kłów i zaborczości, głodu, którego można byłoby się spodziewać po istocie podobnej jemu. Wolną dłonią odgarnął jasne kosmyki, szorstkimi opuszkami pogładził skórę karku, szukając dreszczu, strojąc wrażliwości instrumentu, poznając powoli pierwsze tony, które można byłoby z niego wydobyć. Pieśni o leśnym poszumie, nim dotarłoby się głębiej, do podziemi skrywających prawdę, o temperamencie napotkanego istnienia.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#18
07.03.2026, 17:47  ✶  
Zjadanie nie wykluczało się z szacunkiem. Posiłków swoich Helloise nie traktowała jak odpadu: była wdzięczna ziemi, na której wzrastały jej warzywa i strączki, i wdzięczna kurom, które pozbawiała jaj. Brakiem szacunku było marnotrawstwo, przelewanie krwi bez celu, dla samego widoku posoki wsiąkającej w ziemię. Helloise jadła tyle, ile potrzebowała. Dokładała starań, aby nic w jej kuchni nie szło na zmarnowanie. Jadała do syta i jadła bez wyrzutów.
— Ach, jestem pod wrażeniem — westchnęła, mrużąc oczy. Na ustach czarownicy zatańczyło widmo uśmiechu. — Znajdziesz zarządcę w tym przeklętym przez Bogów mieście, w którym człowieka od człowieka nie dzieli więcej niż… jeden pośredniczący uścisk ręki? — skończyła z prowokująco zaczepną nutą. Być może zadała w ten sposób cios swojemu nimbowi tajemniczości. Być moża wyjrzała wówczas zza eterycznej mgiełki leśnego sekretu twarz kogoś, kto miał korzenie w tym świecie i komu zdarzyło się ścisnąć poufale kilka rąk.
Montbel mile wiedźmie pochlebił, chcąc ją poznawać. Lubiła bawić się koncepcją poznawania — nawet jeśli czasem to znaczyło, że ktoś pozna ją ze strony, z której sama nigdy siebie poznać nie miała mieć szansy. Nigdy nie dowie się, jak odżywcza jest jej krew i ile sił można z niej wyczerpać. Nie odczyta linii na swoich rękach ani nie znajdzie w gwiazdach ścieżek swojego przeznaczenia. Widzący zaglądali pod jej podszewkę i mogła tylko zgadywać, co też widzą w niej, jakie niedostępne tajemnice rozkradają z jej jestestwa. Mogła śledzić ich reakcje — ale nigdy spojrzeć ich zmysłami w siebie samą.
Być może Gabriel miał rację, gdy wyczuwał od niej długie lata, których nigdy nie przeżyła. Dusza Helloise dostrojona była do głosu prastarego gaju i od tylu lat czarownica słuchała go, że zabrała w siebie jakąś część, jakby już teraz las formował ją, aby pewnego dnia stała się jego częścią. Lecz czy rzeczywiście dało się posmakować Knieję w niej?
I czy ona sama mogła Montbela poznać? Dawno już temu nauczyła się, że wampiry nie są zrobione z marmuru. Można zanurzyć w ich ciałach pazury bez obaw, że popękają. Wiedziała, że znają i cierpienie, i przyjemność, i łaknienie.
Spodziewała się, że Gabriel od razu wbije w nią chciwie zęby, jak to zrobiła zeszłego lata Lucy. Oczekiwała, że pokaże jej, jak głodny naprawdę jest. Przygotowała się na ból, oczekiwała go w czujnym napięciu, a zamiast tego — miękkość chłodnych ust. Wydała z siebie pomruk pomiędzy zdziwieniem a przyjemnością, uzupełniającymi się wybornie.
— Więc to prawda — mówiła cicho, ledwo poruszając wargami, jakby zbyt gwałtowny ruch miał spłoszyć wampira niczym dzikie zwierzę, gdy przecież chciała utrzymać go jak najdłużej blisko — że lepiej smakują, gdy są zadowolone?


dotknij trawy
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#19
11.03.2026, 12:35  ✶  
Poznać, poznać… co to znaczyło kogoś poznać?

Zielony Duch nie wpisywał się w typ jego posiłków, które zwykły oscylować wokół wysokich brunetów o szarmanckim uśmiechu. Była o wiele dziksza, w zieleni, w oderwaniu od spraw tego świata na rzecz ducha kotłującego się pod warstwą darni. Przyjemnym był fakt, że nie wzdrygała się przed jego chłodem, nie miała lęku, ochoczo nadstawiając krew, swoje życie, swoją banalnie prostą do złamania łodyżkę.

- Niektórzy wolą musujący strach, ale czyż jest coś piękniejszego niż la petit mort na języku? Coś słodszego niż drżenie zamknięte w uścisku? - Pocałunek miał być jeden, będący bardziej droczeniem się z oczekiwaniami nieznajomej, aniżeli rzeczywistym zaproszeniem. W swej naturze jednak był istotą poddającą się łatwo impulsom, podążającym za zielonym ognikiem satysfakcji, która przy odrobinie wysiłku mogła być satysfakcją obopólną. Dłoń mimowolnie podążyła w dół do uda, głądząc wrażliwą skórę, jak mógłby głaskać ją wiatr. Jeden pocałunek stał się ciągiem uwielbienia, nie różniącym się bardziej od kulinarnych starań, niezbędnych preparacji służących pogłębieniu bukietu, finalnego dania.

Przed laty preferował chów klatkowy, jako stały dostęp do posiłku, który nie musiał nieść smakowych walorów, nią rzecz podejmowania prób ukojenia jego niezaspokojenia pragnienia. Teraz preferował o wiele bardziej wolny wybieg, podobnie jak degustatorzy wołowiny zauważając, jak bardzo okoliczności życia człowieka wpływają później tak na jego wrażenia smakowe jak i sytość posiłku.

Zapodziani wśród krzewów, nie mieli wiele czasu, ale wystarczająco wiele, by mogli potraktować to jako przystawkę, zachęcającą do podtrzymania tej nici. Zdecydowanie nie chciał ścinać tego kwiatu, zafascynowany pięknem, które nie musiało uchodzić z piersi zbyt szybko. Piersi, która o wiele piękniej wyglądałaby ozdobiona barwnym kwieciem niż prostotą białego sukna.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (28), Gabriel Montbel (3049), Helloise Rowle (3397), Pan Losu (205)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa