28.11.2025, 13:12 ✶
Część fabuły posępnej wyspy ZFu.
To nie była gra świateł.
Jonathan wcześniej dostrzegł błyśnięcie w jednej z wież, niedługo po zmierzchu – jak się potem okazało dość mocno zniszczonej, z częściowo zawalonym dachem. Wiodące do niej schody były w oczywisty sposób niestabilne, nikt nie odpowiadał na wołania, a na górze znajdowały się stare, solidne drzwi. Dawno temu zapewne je zaklęto, może wykonali je magiczni rzemieślnicy, bo do tej pory nie dało się tam dostać – ale też nie znaleźli żadnych śladów świadczących o tym, że Finn albo Cormac mogą być po drugiej stronie, a w zamku było kilka innych tak niedostępnych punktów, próba dostania się akurat tutaj niekoniecznie stanowiła bezwzględny priorytet.
Ale…
Kiedy Selwyn wyjrzał nocą przez jedno z okien ponownie dostrzegł blask. I tym razem był już pewny tego, co widzi, zwłaszcza że ten wygasł, a potem znów się pojawił. I po prawdzie, zważywszy na to, gdzie byli… wyglądało to na magiczne światło.
Czy któryś z mężczyzn mógł tam jednak pójść, pomimo pajęczyn i kurzu, które zdawały się świadczyć o tym, że miejsce pozostało nienaruszone? Utknął tam, i nie mógł albo nie chciał odpowiedzieć, kiedy spróbowali przy ogólnym sprawdzaniu nawoływać przy schodach…?
*
Schody wiodące do wieży były strome, bardzo wąskie, wymuszające ostrożne poruszanie się i podpieranie o ściany, w dodatku popękały w niektórych miejscach. Im wyżej się wchodziło, tym zimniej było: chłód wniknął głęboko w mury zamku McClivertów, a teraz wchodzili w górę jesiennej nocy.
Na ich górze czekały drzwi, które musieli sforsować.
To nie była gra świateł.
Jonathan wcześniej dostrzegł błyśnięcie w jednej z wież, niedługo po zmierzchu – jak się potem okazało dość mocno zniszczonej, z częściowo zawalonym dachem. Wiodące do niej schody były w oczywisty sposób niestabilne, nikt nie odpowiadał na wołania, a na górze znajdowały się stare, solidne drzwi. Dawno temu zapewne je zaklęto, może wykonali je magiczni rzemieślnicy, bo do tej pory nie dało się tam dostać – ale też nie znaleźli żadnych śladów świadczących o tym, że Finn albo Cormac mogą być po drugiej stronie, a w zamku było kilka innych tak niedostępnych punktów, próba dostania się akurat tutaj niekoniecznie stanowiła bezwzględny priorytet.
Ale…
Kiedy Selwyn wyjrzał nocą przez jedno z okien ponownie dostrzegł blask. I tym razem był już pewny tego, co widzi, zwłaszcza że ten wygasł, a potem znów się pojawił. I po prawdzie, zważywszy na to, gdzie byli… wyglądało to na magiczne światło.
Czy któryś z mężczyzn mógł tam jednak pójść, pomimo pajęczyn i kurzu, które zdawały się świadczyć o tym, że miejsce pozostało nienaruszone? Utknął tam, i nie mógł albo nie chciał odpowiedzieć, kiedy spróbowali przy ogólnym sprawdzaniu nawoływać przy schodach…?
*
Schody wiodące do wieży były strome, bardzo wąskie, wymuszające ostrożne poruszanie się i podpieranie o ściany, w dodatku popękały w niektórych miejscach. Im wyżej się wchodziło, tym zimniej było: chłód wniknął głęboko w mury zamku McClivertów, a teraz wchodzili w górę jesiennej nocy.
Na ich górze czekały drzwi, które musieli sforsować.
Spoiler