• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[Jesień 72, 10.10 Dziurawy Kocioł | Ceolsige, Lazarus & Urd] Skål!

[Jesień 72, 10.10 Dziurawy Kocioł | Ceolsige, Lazarus & Urd] Skål!
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#1
12.12.2025, 12:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 20:22 przez Urd Nordgesim.)  
10.10

Kac imprezy u Lestrangów minął, Brynja miała swoją robotę a Urd... Urd się nudziło. To, że dotarła do Dziurawego Kotła, było w pewien sposób oczywiste. Ostatnim razem znalazła się w tym miejscu, gdy jej młodsza siska była jeszcze w Hogwarcie. Trochę się zmieniło, choć zapaszek był ten sam. Absolutnie nie do pomylenia. Przysiadła samotnie w stoliku pod oknem i zamówiła herbatę z (hehe) duchem oraz jakąkolwiek przekąskę. Jej krwistoczerwony sweter odznaczał się na tle drewnianych ścian, podobnie jak jasne włosy ułożone luzem na plecach. Próżno było u tej wiedźmy szukać makijażu, w przeciwieństwie do czystokrwistej imprezy sprzed tygodnia, zdawała się być najbardziej ciepłą osobą w całej okolicy, a jej blade wtedy policzki zdobił porządny rumieniec teraz.

Pomoc barmana przyniosła nie tylko herbatę nad którym unosił się widmowy duszek, ale też i trzy kubki do degustacji.

Testujemy najnowszą recepturę – wytłumaczyła pracownica i po krótce streściła co znajduje się w którym kubeczku. Urd słuchała jednym uchem, drugie mając nieco przytkane, po spacerze na plaży kilka mil stąd.
– Tak tak ankieta, dam znać które najlepsze oczywiście, jako wytrawny koneser trunków wszelakich mam idealne podniebienie do tego typu testów. – uśmiechnęła się promiennie i nie czekając dłużej wychyliła pierwszy z testowych kubeczków. – Mm... ten za słaby. – orzekła od razu, a potem jej wzrok ześlizgnął jej się w stronę drzwi, w których zobaczyła znajomą twarz.

Proszę, proszę... ten magiczny Londyn to jednak był malutki.

Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#2
12.12.2025, 15:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 22:32 przez Dearg Dur.)  
Wraz z otwarciem drzwi Dziurawego Kotła, do środka wdarł się chłodny powiew październikowego popołudnia, wilgotny od osiadającej na zewnątrz mżawki, która zamieniała się w szron. Ceolsige weszła zwiewnym krokiem, a jej długi, czarny płaszcz, elegancko obszyty futerkiem, zawirował nieznacznie, zanim opadł. Szybko uniosła dłoń, by w delikatnym, melodyjnym chichocie, poprawić kilka rozpuszczonych, blond kosmyków, które wiatr musnął jej do oczu. Gest był tak szybki i naturalny, że mógł sugerować, iż właśnie usłyszała wyjątkowo udany żart, choć równie dobrze mógł być ćwiczony setki razy, by wywołać właśnie takie, beztroskie wrażenie.

– Proszę, Lazarusie – powiedziała, kierując się w stronę baru. Jej głos, choć cichy, miał w sobie ciepłą, pewną nutę. – Pierwszą kolejkę ja stawiam.

Nie czekając na odpowiedź, zręcznie przemknęła między stolikami, a jej ruchy były tak precyzyjne, że mimo długiego płaszcza i obcasów, nie zahaczyła o żaden mebel ni gościa. Dopiero przy kontuarze, zwolniła i z dystyngowaną gracją rozpięła płaszcz, pozwalając mu zsunąć się lekko z ramion, po czym eleganckim ruchem zarzuciła jego poły na oparcie krzesła barowego. Pod spodem ukazał się strój starannie dobrany do jej urody: dopasowana, fioletowa koszula, której luźne, rozszerzające się rękawy lekko opadały przy nadgarstkach, oraz czarna spódnica z wysoką talią, zapinana na rząd drobnych, pozłacanych guzików. Niewielka kremowa broszka spinała kołnież koszuli.

– Dzień dobry. Dwa zestawy degustacyjne najnowszego grzańca, poproszę – zwróciła się do barmana z uprzejmym, lecz nie przesadnym uśmiechem, po czym odwróciła się do swojego towarzysza. – Jeszcze raz dziękuję ci, Lazarusie, za pomoc w wyborze kreacji na Bal. Twoje wnikliwe uwagi były nieocenione. - niby wyświechtany tekst w jej ustach jak zwykle brzmiał jak najszczerszy komplement.

Czekając, aż obsługa przygotuje ich zamówienie, Ceolsige rozglądała się po sali. Jej spojrzenie było szybkie, ale niezwykle czujne, omiatające pobieżnie zebraną klientelę – od cieni w kątach po tych, którzy siedzieli w świetle okien. Na jednej z takich postaci jej wzrok zatrzymał się na dłużej. Krwistoczerwony sweter, jasne, luźno puszczone włosy...

Na twarzy Ceolsige, rozkwitł zupełnie szczery, promienny uśmiech zaskoczonego zadowolenia, a na policzkach wystąpił delikatny rumieniec.

– Popatrz, no popatrz... – szepnęła do Lazarusa, a jej głos natychmiast stał się o ton cieplejszy i bardziej podekscytowany niż zazwyczaj. -- Moja przyjaciółka. Koniecznie musisz ją poznać.

Skinęła głową barmanowi, wskazując na stolik pod oknem, a kiedy ten potwierdził, że tam przyniesie ich grzańce, Ceolsige, odwracając się i elegancko zarzucając na ramię swój płaszcz, ruszyła w stronę dojrzanej znajomej.

Podeszła do stolika, a na jej ustach wykwitł pół-uśmiech, z nutą przekory. Delikatnie skinęła głową w kierunku Urd, z elegancją, która pasowałaby bardziej do Salonu Mody Madame Malkin niż do Dziurawego Kotła.

– Proszę, proszę. Kto by pomyślał, że skusi Cię tak spokojny przybytek. – rzuciła z figlarnym akcentem, który łagodził pozorną kpinę. Jej oczy błyszczały ciepłym, łagodnym światłem, a cała uwaga Ceolsige, od postawy po delikatnie uniesione brwi, skupiła się na siedzącej wiedźmie. Następnie, Ceolsige zwróciła się do Lazarusa, gestem dłoni wskazując na Urd. – Lazarusie, to jest Urd, prawdziwe Serce Północy – słowo to wymówiła z niemal namacalną czułością, która stała w wyraźnym kontraście do przekory jej wcześniejszych słów. – Urd, to jest Lazarus, mój kolega. Klątwołamacz. I, o czym pewnie wiesz, zagorzały miłośnik pajęczaków.

Krótką prezentację na chwilę przerwało przybycie zamówionych zastawów.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#3
12.12.2025, 16:23  ✶  
Wyjścia z Ceolsige miały tę zaletę, że Lazarus nie musiał specjalnie angażować się w interakcje międzyludzkie, z wyjątkiem tych z samą Ceolsige, oczywiście. Panna Burke bowiem roztaczała wokół siebie aurę przystępności i spokojnej uprzejmości, która ściągała na nią uwagę dużo skuteczniej, niż dystans, jaki tworzył wokół siebie zwykle on sam i sprawiała, że kiedy byli gdzieś razem, ludzie dużo chętniej zwracali się w pierwszej kolejności właśnie do niej. Tak było, kiedy na początku października on ze wszystkich możliwych osób został wyznaczony na jej doradcę w kwestii stroju na bal, tak było również teraz, kiedy Ceo skierowała ich do baru. Odpowiadało mu to. Bez słowa skinął głową i podążył za nią, nieco wolniej i mniej sprężyście.

Jego czarny płaszcz również znalazł się na oparciu, odsłaniając proste czarne spodnie i sweter, strój nastawiony na wygodę i efektywność, a nie walory estetyczne. Uśmiechnął się do towarzyszki krótko, kiedy oszczędziła mu nie tylko składania zamówienia, ale też podejmowania decyzji. To nie było konieczne, ale nie zamierzał protestować.
- Cieszę się, że mogłem się przydać. Rozumiem, że bal był udany? - jego uwagi co prawda głównie ograniczyły się do zadbania, by suknia Ceolsige była w kolorze, który Anthony Shafiq będzie w stanie zobaczyć i docenić, no i może do jednego czy dwóch przypadków, kiedy pokrzyżował plany sprzedawcy, próbującego wcisnąć kobiecie kreację, która ewidentnie ją pogrubiała, prawiąc jej przy tym w oczywisty sposób nieprawdziwe komplementy. Ceo jednak nie wydawała się potrzebować nic więcej i zakupy przebiegły bardziej gładko, niż Lovegood się spodziewał.

Podążył za jej wzrokiem, również rozglądając się po wnętrzu, aż trafił na krągłą blondynkę w czerwonym swetrze.
- Kto to? - zapytał cicho, ruszając potulnie za Ceolsige, choć właściwie wcale nie planował poznawać dzisiaj nikogo nowego. Uśmiech zniknął z jego twarzy, pocieszył się jednak tym, że istniało duże prawdopodobieństwo, że dwie kobiety przejmą ciężar prowadzenia konwersacji.
- Lazarus Lovegood - przedstawił się, w ostatniej chwili powstrzymując się od dodania “Ministerstwo Magii” z przyzwyczajenia. Chyba nie był dzisiaj w najlepszej formie. Może gdyby przespał noc, łatwiej byłoby mu się skupić. Dlaczego Ceolsige uznała jego zamiłowanie do stawonogów za ważniejsze, niż miejsce pracy?

Kiedy dostarczono im napoje, przyjrzał się trzem stojącym przed nim pucharkom i niespiesznie powąchał każdy z nich. Jeden pachniał słodko i jakby korzennie, drugi zdawał się mieć w sobie zdecydowanie więcej goryczki, a trzeci uderzył go w nos zapachem mocnego alkoholu.
Lazarus zdecydował się na początek na degustację najsłabszego z dostarczonych trunków, tego słodkiego. Upił łyk, zerknął na Urd, a potem na Ceolsige i z powrotem skupił się na naczyniu, przyjemnie grzejącym mu palce.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#4
13.12.2025, 12:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 12:51 przez Urd Nordgesim.)  
Nie planowała na ten wieczór towarzystwa, ale los zaplanował za nią inaczej. W jej przypadku jednak nie było mowy o niezadowoleniu z tego stanu rzeczy, to kontakt z innymi napełniał ją życiową energią. Kilka razy w swoim życiu usłyszała wręcz, że jest wampirem energetycznym, ale prawda była zgoła odmienna. Potomkini Selkie była bardziej żywa niż ktokolwiek inny. Znała się na tym, w końcu na co dzień pracowała z duchami jako egzorcystka. Albo z żywymi, jako... cóż, no wampir niekoniecznie energetyczny. Chyba że złoty poblask pieniądza liczyć jako energię biegnącą w żyłach świata.

Upijała właśnie swoją herbatę z duchem. Obok jej nosa widmowy zaklęty duszek rozdziawiał paszczę w niemym okrzyku, który powinien przerażać, miast tego roztapiał serce z powodu swojej uroczości.

Ceolsige Burke.

Czy jej widok jakkolwiek powinien dziwić? Bynajmniej. W końcu to był jej teren.

– Mówisz o mnie jakbym była klejnotem do zwinięcia z muzealnej wystawki – podniosła się i ucałowała w policzek kuzynkę, zaraz potem wyciągając po męsku dłoń do Lazarusa, który według słów Ceo mógł być osobą interesującą ale nie wartą jej... zawodowych zainteresowań. – Urd Nordgesim, egzorcystka. – przedstawiła się okraszając swoje imię i nazwisko profesją, bo klątwołamacze co jakiś czas natrafiali na przedmioty, które nie były naznaczone klątwą a zwyczajnym opętaniem. Wtedy do akcji ruszała ona, pod tym względem zawsze warto było zapisać się w pamięci. Tak na wszelki wypadek.

– Lovegood, co za zabawne nazwisko – zaczęła lekko, roztaczając swój naturalny urok w koło. – Skoro mnie nazywasz Sercem Północy, to jego jak? Świetnym Kochankiem? – serdeczny uśmiech powędrował w stronę rudowłosego, który zdecydowanie nie wyglądał na zadowoloną z towarzystwa osobę. Czasem lubiła takie zamknięte w sobie ostrygi. Ich otwieranie traktowała z zacięciem zaiście sportowym. – A więc pajęczaki. Mogę pozwolić sobie zapytać czemu? Ze względu na różne właściwości jadu? A może raczej unikatowość pajęczyny i u tych nie wzmocnionych magią? Chyba że...– nachyliła się na moment konspiracyjnie ku mężczyźnie – Przed laty ugryzł Cię pająk napchany dziką magią i od tego czasu umiesz chodzić po ścianach jak w pajęczych trzewikach hmm? – dopytywała, ogrzewając wciąż dłonie herbatą. Wina już spróbowała i wiedziała, że raczej nie będzie jej smakować dopóki odpowiednio się znieczuli. Jeszcze jeden duszek, albo dwa i będzie jej absolutnie wszystko jedno. Co prawda obiecała sobie, że odbierze Brynję po zmienie w całkiem znośnym stanie, ale... Miękkość w dłoniach i karku postępowała zbyt wolno.

Zawada: uzależniony (alkohol)
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#5
13.12.2025, 14:23  ✶  
Pytanie o jakość balu skomentowała jedynie tajemniczym, krótkim uśmiechem, który ozdobił delikatnie przechyloną głowę, osłoniętą przez spływającą zasłonę jasnych włosów. Jakby tajemnica ukryta w tym prostym, naturalnym geście skierowana była jedynie do pytającego.

Zsunęła płaszcz z ramienia na oparcie wolnego krzesła. - Oh. Nie znamy się od tej strony. - Skwitowała próby żartów z nazwiska, przewracając ostentacyjnie oczami.

Z typową dla niej gracją usiadła na krześle dosuwając się do stołu.
W trakcie, gdy na nowo układała fałdy swojej spódnicy, delikatnie zakładając nogę na nodze, rzuciła szybkie, dyskretne spojrzenie na Lazarusa. Niby przypadkowe i mimowolne ale całkiem celowo sprawdzające jego reakcję na tę zaczepkę. Kiedy już usiadła, jej poza była elegancka, ale jednocześnie swobodna. Lekkie, rytmiczne bujanie jedną stopą pod stołem zdradzało jej wewnętrzny spokój i zadowolenie z obecnego towarzystwa.

Przeskoczyła spojrzeniem pomiędzy rozmówcami, obserwując rodzącą się interakcję między Urd a Lazarusem. Była to dobra okazja do ich zapoznania. Podczas tyrady dziwnych pytań Urd niby od niechcenia, powolnym ruchem sięgnęła pozornie ku jej kubkowi. Jej smukły wyciągnięty palec jednak obrał na cel małego duszka próbując pogłaskać go po główce.

Delikatnie zachichotała na uwagę o chodzeniu po ścianach ale jednocześnie posłała kobiecie karcące spojrzenie spod uniesionej brwi. Sięgnęła po losowe naczynie z grzańcem. Uniosła je powoli do ust odrywając uwagę od widmowego pieszczoszka.

Mocny zapach alkoholu zaatakował jej węch kiedy gryzący smak rozlewał się na języku. Mały łyczek niósł w sobie dziwną gamę smaków w towarzystwie korzennych aromatów. Przełknęła gryzącą miksturę, po której pozostał ledwie wyczuwalny posmak miedzianego naczynia w jakim trunek nabierał swojej temperatury.

- Chyba nie miałam okazji zapytać czy terraria są kwestią wyczucia estetyki czy mają bardziej praktyczne zainteresowanie. - Wypowiedziała tą uwagę z wyczuwalną nutką żalu, ze do tej pory nie zainteresowała się tym aspektem życia swojego kolegi. - Mam nadzieję, że nie kryję się za tym jakaś mroczna tajemnica. - Delikatny uśmiech uprzejmego zainteresowania zagościł na jej twarzy promieniując zachęcająco w stronę Lazarusa.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#6
14.12.2025, 01:11  ✶  
Kobieta w swetrze przedstawiła się jako egzorcystka. O ile Lazarus wiedział, egzorcystów było mniej na rynku, niż klątwołamaczy, więc potencjalnie była użytecznym kontaktem. Choć na pierwszy rzut oka dość… uciążliwym. 
Pominął milczeniem uwagę o swoim nazwisku - nie miał pojęcia, jaka była jego geneza i nie widział sensu tego roztrząsać. Wybrał je zamiast mugolskiego nazwiska ojca z czysto pragmatycznych powodów. Nie zdołał za to zignorować ”świetnego kochanka” i prawie zakrztusił się swoim grzańcem, zanim dotarło do niego, że nieznajoma nic nie insynuuje, tylko po prostu nadal żartuje sobie z jego nazwiska. Gra słów nienajwyższych lotów. Dobrze, że Ceolsige zareagowała.

Posłał jej znad kubka nieco bezradne spojrzenie. Wyglądała na rozbawioną. Westchnął cicho, zbierając siły. Kiedy podniósł wzrok na Nordgesim, jego twarz przybrała ten sam spokojny, kontrolowany wyraz, który prezentował codziennie w Ministerstwie Magii.
Dlaczego pajęczaki?
Bo działały zupełnie inaczej, niż ludzie. Bo były fascynująco różnorodną grupą zwierząt. Bo ich sposób poruszania był hipnotyzujący, a kiedy wzięło się je na ręce - delikatny i dziwny. Bo strasznie śmiesznie wyglądały, kiedy były zdenerwowane - nie, żeby kiedykolwiek robił to specjalnie Lethe albo Solowi. Poza tym - to nie były tylko pajęczaki. Lazarus generalnie lubił stawonogi. Owady na przykład, z ich zdolnością do całkowitej przebudowy swojego organizmu i niemalże świadomym sposobem, w jaki działały jako rój…
- Od dziecka lubię je obserwować - powiedział tylko, ledwie dostrzegalnie wzruszając ramionami. To nie odpowiadało na jej pytanie, ale miał wrażenie, że kobieta nie jest zainteresowana. Ludzie czasem robili takie rzeczy - pytali, nie dbając zbytnio o odpowiedź - i Lazarusowi wiele lat zajęło zauważenie tego, ale teraz już wiedział.

Ceolsige jednakże nie miała zwyczaju pytać o sprawy, które jej nie obchodziły.
- Terraria… Doradzono mi kiedyś zaopiekowanie się jakimś zwierzęciem, a pająki pasują do mojego trybu życia - z cieniem uśmiechu zaoferował nieco bardziej treściwą odpowiedź - Niespodziewany wyjazd służbowy nie jest dla nich problemem.
Jaką też mroczną tajemnicę mogła podejrzewać?
Miał sowę, oczywiście, ale sowa doskonale radziła sobie bez niego. I łatwiej było znaleźć kogoś, kto by się nią zaopiekował, gdyby Lazarusa zabrakło.
- Prawdę mówiąc, rozważam dodanie trzeciego - podzielił się, bardziej na użytek swej starej znajomej, niż... nowej.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#7
16.12.2025, 20:57  ✶  
Urd nie robiła sobie zbyt wiele z początkowej niechęci Lazarusa. Wbrew pozorom była w stanie absolutnie ją zrozumieć, tak jak drapieżca musiał rozumieć zachowania swoich ofiar. Pracowała z ludźmi - żywymi i martwymi, jej język, jej umysł, jej wrodzony urok osobisty musiał być w stanie kruszyć lód, nakłaniać, kusić, straszyć. Była w stanie perswadować zmarłym, aby stawali się dżinami zamkniętymi w butelce, przekonywanie więc do siebie żywych było kwestią nie tyle prostsze co zwyczajnie rozrywkowe.

Ostatecznie nie byli tutaj w pracy.

- Skwaszoną minę w związku ze swoim nazwiskiem powinna mieć tylko zamiatająca sprawy pod dywan Burke. Chyba, że chwali się w ten sposób profesjonalnym podduszaniem. - ostatnie słowa wypowiedziane bardziej w czarkę z grzanym winem.

- Mmm… to jest o wiele lepsze - oblizała swoje wargi ze smakiem i znów przechyliła puste już niestety naczynie. - Od razu człowiek myśli sobie o trzaskającym mrozie… nie, przepraszam o trzaskającym mrozie oraz śniegu. W ogóle ostatnio śnił mi się śnieg. Fiordy konkretnie niedaleko mojego domu. Kelner! Tego nam polejcie więcej! Dzbanek! Na mój rachunek! - zakrzyknęła znad głowy Ceolsige i Lazarusa, odgarniając jasne kosmyki z ładnej, pogodnej buzi. - Śniła mi się śnieżna zawieja, wrażenie było tak mocne… że gdy się obudziłam miałam skostniałe ręce. Zastanawiam się szczerze, co to może znaczyć. Znacie tutaj jakiegoś dobrego wróża? Bo wątpię aby była to kwestia tego, że jakiś duch chciał mnie podmrozić podczas snu. - Zaśmiała się serdecznie, po czym wróciła do tematu pająków, bo przecież to wcale nie było to, że temat nie był interesujący. To znaczy… same pająki nie były interesujące. Ale człowiek, który nimi się aż tak interesował aby mieć terraria i insekty tak blisko swojego życia już tak.

Oparła się o stolik, kładąc podbródek na dłoni i dość ostentacyjnie wiercąc ślepiami w nieśmiałym rudzielcu. - Z pewnością odsłużą pająka jest prostsza niż cokolwiek innego. Myślisz o trzecim, więc masz już dwa. Magiczne? Czy celujesz raczej w opiekę i obserwację pająków, które nie czmychają przed ludźmi? To jest w ogóle jakiś rodzinny gatunek, czy tropikalny? Słyszałam, że w Australii pająki są wielkości psów. - Mówiła spokojnie, melodyjnie, myśląc o pająkach tańczących na śniegu i lepiących pajęczego bałwana. Kulka na odwłok byłaby łatwa, ale te osiem nóg... Czy to być może przyśni jej się dzisiaj?


broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#8
16.12.2025, 23:28  ✶  
Zamiatająca sprawy pod dywan? Podduszanie?
Spojrzał na Ceolsige, jedynie lekkim uniesieniem brwi zdradzając odczuwane mimo woli zaciekawienie - w równej mierze pozornie pozbawionymi sensu słowami Urd, jak i przedziwną, a najwyraźniej zażyłą znajomością tych dwóch kobiet. Cóż, kontakty biznesowe potrafiły zaprowadzić ludzi w najdziwniejsze miejsca.

Odstawił w połowie pełny kubek. Dwóch pozostałych nawet nie dotknął. Fiordy, a zatem…
- Norwegia? - zapytał - Może to sen o domu? Sam nie miałem okazji korzystać, ale mój szef zarzeka się, że Morpheus Longbottom to jedyny wróż, którego warto słuchać - wzruszył ramionami - Choć jestem pewien, że jest wielu dobrych specjalistów oprócz niego, to wysoce nieprawdopodobne, że wszyscy poza jednym są nieprofesjonalni.

Przypomniał sobie o śnie, który przytrafił się niedawno jemu samemu. Tam też był śnieg, tym razem nie za oknem, jak zwykle, kiedy śnił o Lecznicy Dusz, a pod stopami. Pogrążona w zimowej ciszy Knieja, jego skrzypiące kroki i zamarznięte gałęzie, białe kruche od mrozu. Pomyślał wtedy, że musi wziąć to pod uwagę. Pomyślał, że nie ma rękawiczek i możliwe, że właśnie odmraża sobie palce. Pomyślał, że to nie ma znaczenia.
Sen zakończył się, o dziwo, całkiem spokojnie - dźwiękiem budzika.


Z zamyślenia wyrwała go chwila przerwy w rozmowie i wlepione w niego spojrzenie Nordgesim. Wytrzymał je przez sekundę, po czym uciekł wzrokiem gdzieś w okolice jej ucha.
Pytania o jego zwierzaki nadkruszyły nieco lazarusową maskę obojętności i sprawiły, że nieco cieplej spojrzał na rozmówczynię.
- Niemagiczne. Mam… dwa ptaszniki, z Brazylii i z Indii - odpowiedział ostrożnie, najwyraźniej nie spodziewając się szczególnego zainteresowania - Nie są wielkości psów, każdy z nich mieści się na dłoni.
Odwrócił prawą dłoń wnętrzem do góry, dla zilustrowania skali. Lethe przekroczyła już dziesięć centymetrów długości ciała i kiedy rozstawiła nogi szeroko, to właściwie przestawała się na tej dłoni mieścić, ale podejrzewał, że to kres jej możliwości. I tak imponujący rozmiar.

To było interesujące. Zwykle informacja o tym, że hodował w mieszkaniu pająki spotykała się raczej ze strachem albo z uznaniem go za dziwaka, dlatego wcale nie lubił się tym zbytnio chwalić.
Spojrzał ponownie w niebieskie oczy kobiety naprzeciwko. Tylko na chwilkę, bo intensywność, z jaką się w niego wpatrywała, była trochę deprymująca, nawet, kiedy na nią nie patrzył. Gdyby był o dwadzieścia lat młodszy, pewnie podejrzewałby, że za całą tą atencją stoi nadzieja na znalezienie pożywki do późniejszych żartów i docinków. Teraz jednak nie dopowiadał sobie do niej żadnych ukrytych zamiarów, bo nie dbałby o nie nawet, gdyby tam były. Nadal jednak czuł się trochę niepewnie. Podniósł kubeczek i zamieszał jego stygnącą zawartością.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#9
19.12.2025, 14:34  ✶  
Wspomnienie snów sprawiło, że jej błękitne oczy straciły na moment ostrość, uciekając gdzieś w przestrzeń ponad ramieniem Urd, mimo że twarz nadal przyozdobiona była typowym dla niej wyrazem uprzejmego zainteresowania rozmówcami. Przez chwilę nie widziała brudnych ścian Dziurawego Kotła, lecz własną kuchnię sprzed czterech dni, w rzeczywistości zamgloną juz jak to wspomnienie senne ma w swoim zwyczaju. Z wrażeń został jej w głowie głównie kolor ścian, zapach dymu i popielaty śnieg.

Pamiętała ten dziwny spokój, z jakim układała elementy aromatycznej pieczeni w towarzystwie krwawej łuny zachodzącego słońca, która o nieludzkiej porze wlewała się przez okno. Najbardziej jednak fascynował ją śnieg. Ten puszysty, dziwnie zszarzały całun, który w jej śnie powoli i z nabożną ciszą okrywał Londyn. To jak taniec jego płatków rozproszył jej uwagę od potrawy i jak podstępnie ukrywał głębsza warstwę tej sennej ułudy. Mimowolnie uśmiechnęła się na myśl, jak głupio naiwna była jej wyśniona wersja. Przynajmniej do momentu kiedy popielaty całun śniegu nie osypał jej głowy, ubrań i całej kuchni łącznie z przypaloną pieczeniom. Ślepota jej wyśnionej wersji była upokarzająco wręcz komiczna i niestety mało elegancka.

Przebywając w towarzystwie rzadko jednak głębiej odpływała. Kiedy wątek na dobre powrócił do pajęczaków i ich parki mieszkającej u Lazarusa skierowała na niego swoje spojrzenie delikatnie unosząc brwi w grymasie zaciekawienia. Pytanie Urd o wróża jednak ominęło jej świadomość. Tym razem przypadło to "rzadko", czego nie zauważyła.

- Wydają się większe. - powróciła do tematu - Przynajmniej w kompozycji z przepastnymi woluminami twojej biblioteczki. Terraria prezentują się dystyngowanie w takim otoczeniu, nawet bez pomocy magicznych środków.

Uniosła naczynie z grzańcem, pozwalając, by mocny aromat alkoholu i miedziany posmak trunku na chwilę zdominowały jej zmysły. Po kolejnym łyku, który przyjemnie rozgrzał jej przełyk, odstawiła kubek z lekkim stukotem.

- Zastanawiałam się ostatnio czy nie nadać trochę więcej życia w moim sklepiku. – zaczęła, przesuwając smukłymi palcami po krawędzi blatu, jakby kreśliła na nim niewidzialne runy. – Węże, są naturalnym dodatkiem, ale zainspirowana twoim wystrojem zastanawiałam się nad jakimiś insektami lub pająkami. Czymś, co nie wymagałoby tyle uwagi co sowa, a jednocześnie budowało odpowiedni nastrój, pasujący do wymogów branży.

Zaczesała niedbałym, niezwykle płynnym gestem dłoni jasne pasmo włosów za ucho, przy czym jej wzrok na ułamek sekundy przeskoczył po postaci Urd w wymownym, niemal drapieżnym spojrzeniu, które jednak łatwo było przeoczyć. Jedwabne nici pająka, lśniące w półmroku terrarium, wydawały jej się nagle estetycznie bardzo bliskie. Nie tylko w związku z jej codziennymi interesami - tkaniem sieci powiązań i wyłapywaniem okazji.

– Skoro planujesz trzeciego domownika, może doradzisz mi, jaki gatunek byłby odpowiedni dla kogoś, kto ceni sobie elegancję, spokój i… – zawiesiła głos, uśmiechając się promiennie i zachęcająco w stronę klątwołamacza – brak skłonności do ucieczek w najmniej odpowiednich momentach? Coś dla początkującej pasjonatki, co nie pogardzi towarzystwem kogoś o moim trybie życia? - miała co prawdę, jedną młodą, nieco roztrzepaną i szaloną sowę ale skoro temat tak ładnie się rozwijał to nie zamierzała go przerywać.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#10
28.12.2025, 12:59  ✶  
Widmowy duszek unoszący się nad herbatą wołał i wołał o pomstę do nieba za swój los bycia wypijanym, choć może tak na prawdę jego ruch rozwarcia i zwarcia paszczy był gestem śpiewania? Ostatecznie efekt miał tylko umilić delektowanie się smakiem dobrego naparu z adekwatnie mocną wkładką.

Zapisała na małej karteczce imię i nazwisko wróża, nie omieszkała również podziękować za tę drobną polecajkę. I choć byli w absolutnie publicznym miejscu, a z Lazarusem nie łączyło ją nic ponad Ceolsige, atmosfera zrobiła się niemal rodzinna, w tym przyjemnym aspekcie tego słowa.

Urd rozsiadła się wygodniej na swoim krześle.
- Szwecja właściwie, chociaż magiczny półwysep skandynawski jest nieco bardziej zunifikowany niż jego kulturowe granice wyznaczane przez mugoli. - Nie było w tym nic aż tak dziwnego. W końcu możliwość szybkiego teleportowania się z jednego miejsca na drugie sprzyjała wymianie informacji. - Ja zazwyczaj stronię od śniegu i nie lubię wracać w rodzinne strony. - to był ten aspekt „rodzinności”, który był zdecydowanie bardziej drażniący. - Mam tam dom, ale… to raczej budynek, aniżeli miejsce które niesie to znaczenie…hmm… na poziomie… sensu. -alkohol przyjemnie rozgrzewał i rozluźniał, ale też nieco ograniczał angielskie słownictwo. Pijana w sztok Urd mówiła już tylko językiem wikingów.

Dalej dała im rozmawiać o ptasznikach, pająkach, wężach i ocieplaniu miejsca zamieszania tymi małymi bezwzględnymi predatorami.
- Czyżby futra przestały być w modzie? - zapytała tylko na wspomnienie o wężach. - Już chyba te ptaszniki są chociaż trochę owłosione, ale gady? Czy płazy? Zawsze mi się to myli - przyznała lekko, [u]mimowolnie podglądając łączącą ich nić i z pewną dozą irytacji odkrywając, że Lovegood najpewniej był oklkumentą. Anglia była ich pełna, albo ona musiała mieć wyjątkowy niefart! - Czy owe ptaszniki mają imiona? Zawsze jestem ciekawa imion na które decydują się właściciele. - rzuciła tonem takim, jakby zamierzała z tych imion conajmniej układać wróżbę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (2313), Lazarus Lovegood (2019), Urd Nordgesim (1793)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa