• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[16.09.72] Jestem kra... znaczy się projektantem, nie kucharzem

[16.09.72] Jestem kra... znaczy się projektantem, nie kucharzem
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
15.12.2025, 21:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 22:12 przez Christopher Rosier.)  
Christopher Rosier nie gotował.
Nie miał na to czasu, ale przede wszystkim chęci, a poza tym uważał, że to zajęcie dla biednych. Spalona Noc sprawiła jednak, że okoliczne biznesy pozamykały się jeden za drugim, zaś Chris mugolskich restauracji i knajp po prostu nie znał - a choć w momencie rozpaczy rozważał udanie się do takich, to jakoś bez rekomendacji nie wiedział nawet, jak się za to zabrać. Skrzat robił absolutnie co mógł, ale chwilowo w apartamencie rodziców Chrisa mieszkało tak wielu ludzi, umykających przed dziwnymi ruchomymi runami i smrodem spalenizny, że zwyczajnie nie wyrabiał.
I matka, jakby nie miała kiedy, posłała go na zakupy. Do samego Hogsmeade! Nic dziwnego, skoro tyle sklepów w Londynie pozamykano, ale problem polegał na tym, że Christopher wrócił z pracowni po wielu godzinach pracy głody jak wilk. Głodny jak całe stado wilków. Mężczyznom nie powinno się odmawiać posiłku, zwłaszcza gdy ciężko pracowali.
Ale umiejętnościom kulinarnym swojej matki Chris nie ufał jeszcze bardziej niż swoim własnym. Chcąc nie chcąc (bardziej nie chcąc, ale umierając z głodu) wygrzebał więc z półki na książki matki książkę z przepisami na tradycyjne, czarodziejskie dania, znalazł takie, które wyglądało na stosunkowo proste i zabrał się do pracy.

rzemiosło
Rzut PO 1d100 - 95
Sukces!


Może chodziło o to, że ręce miał zręczne, a czary potrzebne do mieszania w garnku i tych podobnych wcale nie różniły się specjalnie od tych, jakich potrzebował do przygotowywania szat, bo wszystko szło jakoś tak... prosto. Początkowe zaskoczenie Christophera, gdy pudding przypiekany czarem zaczął roztaczać smakowite zapachy, szybko rozpłynęło się w przekonaniu, że to właściwie nic dziwnego.
W końcu wszystko, co było dziełem jego dłoni, stawało się dziełem sztuki.
Christopher stał więc w tej kuchni, której zwykle używał tylko skrzat, głupio uśmiechnięty... i wdychał zapach.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
16.12.2025, 15:58  ✶  

Konsekwencje Spalonej Nocy wdawały się we znaki wszystkim, a na pewno Victorii Lestrange, która od jej wybuchu tylko jednego dnia nie była w pracy i nie robiła kolejnych nadgodzin – bo poszła na pogrzeb. Teraz jednak zaczynała już odczuwać zmęczenie, które układało się na jej barkach, krzycząc coś o tym, że potrzebuje dnia wolnego… może jutro. Na dzisiaj już na szczęście pracę skończyła, problem polegał na tym, że miała jeszcze trochę do zrobienia poza domem, robiła zresztą mentalną listę, a odwiedziny u Rosierów były jednym z punktem. Utrzymywała z nimi kontakt mimo tego, że zaręczyny nie były już na tapecie po tragicznej śmierci jej byłego – co prawda nie rozmawiała z jego matką, której unikała, ale nie było sensu udawać, że nikt tu się z nikim nie zna. Nawet jeśli swojego byłego nie znosiła, tak samo jak jego mamusi, i nie była to tajemnica chyba dla nikogo, kto miał oczy, bo tam, gdzie pokazywali się razem, tam Victoria ulatniała się najszybciej jak tylko mogła albo z towarzystwa Rosiera, albo z całej imprezy. Na szczęście nie trwało to długo.

Jako, że grafik miała trochę napięty, nie przebrała się nawet, zjawiła się więc u Rosierów w mundurze, pozbyła się jedynie odznaki, którą miała teraz w kieszeni. To była w końcu wizyta zupełnie prywatna. Wyglądała zresztą na zmęczoną może nawet nie tyle całym dniem, co całym tygodniem, kiedy dawała z siebie więcej niż zwykle, bo tego wymagała sytuacja. Mało spała, a gdy już spała – śniły jej się różne rzeczy. Zwykle po eliksirach nasennych, a musiała się nimi posiłkować, tak jak zresztą ostatniej nocy, snów nie miała, tym razem jednak ją nawiedził: i był to całkiem miły sen. Śniła o śniegu, śniła o wspomnieniu zimy w Hogwarcie, kiedy Brenna wyciągnęła ją i Cynthię na błonia i urządziły sobie bitwę na śnieżki – zupełnie nie w stylu ślizgonek i jak zawsze dziwiono się, że zadają się z gryfonką. Victorii to nie przeszkadzało. Miłe wspomnienie, nawet jeśli potem leżała w tym śniegu całkowicie pokonana i mokra. Potrzebowała takich snów, bo i potrzebowała w tym życiu odrobinę ciepła i spokoju. Jakież to ironiczne – bo tak dosłownie jak i w przenośni.

Zapukała do drzwi i czekała grzecznie, aż otworzy jej skrzat. Już przy wejściu czuła słodki zapach, który aż wywracał jej w żołądku – tak pięknie pachniało chyba jakimś wypiekiem. A kiedy weszła to czuć to było jeszcze bardziej, zwłaszcza, gdy siedziała teraz w salonie i czekała, aż Analise przyniesie jej paczkę, po która przyszła.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
16.12.2025, 16:11  ✶  
Christopher słyszał wprawdzie pukanie, ale był zbyt zajęty zachwycaniem się swoją potrawą, aby od razu zareagować. Zresztą, nie był odźwiernym. Pozostał więc najpierw w kuchni, upewniając się, że pudding naprawdę wyrósł jak trzeba i wdychając upajający zapach. Rosier był absolutnie zachwycony, zwłaszcza że dokładnie taki świąteczny pudding się mu śnił: w tym śnie była też choinka, śnieg, zima i nie wiedzieć czemu tancerki, tańczące na lodzie, ale że miały na sobie brzydkie ubrania i wszystkie wyglądały tak samo, Christopher zapamiętał głównie potrawę na świątecznym stole, na którą miał teraz ogromną ochotę.
Miał już nawet siąść do stołu, kiedy uświadomił sobie jednak, że po pierwsze, nie ma pojęcia, gdzie znajdzie tutaj odpowiednie nakrycia, po drugie, że może jednak sprawdzi, kogo licho przyniosło.
Bo może był to ktoś, komu będzie mógł się pochwalić, jak doskonałym był kucharzem. (Oczywiście, gdyby potrawa nie wyszła uważałby, że nie szkodzi, bo jest projektantem, i to naturalne, że nie umie gotować, przecież czystokrwiści nie powinni się tym zajmować.)
Wychynął więc z kuchni, a gdy otworzył drzwi do salonu, do pomieszczenia wiało jeszcze więcej zapachu jego potrawy (jak nic na skali od 1 do 100 zasługującej na przynajmniej 95 punktów, a powinien dostać jeszcze jakieś bonusy).
– Victoria! – przywitał ją zaskoczony, uśmiechając się odruchowo, a potem zmierzył ją spojrzeniem. Ach, te mundury aurorów. Naprawdę, mogliby się bardziej postarać przy ich projektowaniu. – Trzeba ci uszyć czarną sukienkę – ocenił, dochodząc do wniosku, że mundur sam w sobie był okropny, ale ten kolor całkiem dobrze wyglądał w zestawieniu z jej włosami i cerą. – Przyszłaś kogoś aresztować? – zapytał, skoro była w stroju służbowym, ale nie wydawał się naprawdę sądzić, że aurorka rzeczywiście pojawiła się tutaj, by dokonać aresztowania. A przynajmniej nie miała ewidentnie zamiaru aresztować jego, więc czym miałby się przejmować.
– Masz ochotę czegoś się napić? A może jesteś głodna? Zrobiłem pudding i właśnie zamierzałem go spróbować.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
16.12.2025, 19:23  ✶  

Już myślała, że to Analise udało się zebrać rzeczy szybciej, niż podejrzewała, w końcu kobieta ostrzegła ją, że chwilę jej może zająć, ale Victoria nie miała nic przeciwko. Odpoczywała. Oczy miała przymknięte, zmęczona po długim dniu, kiedy to właśnie drzwi się otworzyły… i wcale nie stała tam matka, a jej syn. Lestrange przekrzywiła głowę zdziwiona, choć tak po prawdzie to nie powinna, przecież Christopher pisał jej, że przeniósł się na razie do rodziców, bo w swoim mieszkaniu ma jakąś dziwną sadzę. Skarżył się przy tym na kuzynkę matki i jej hałaśliwe dzieci.

– Cześć – odparła na to powitanie i też się w odpowiedzi uśmiechnęła. A potem spojrzała po sobie, kiedy powiedział o czarnej sukni i odruchowo wygładziła zagięcie marynarki na ramieniu, żeby lepiej się układało. Była pod tym względem irytującą perfekcjonistką (a czasami irytowała nawet siebie). – Do pracy? Czarnoksieżnicy na pewno by się zdziwili, jakby wyskoczyła na nich panienka w sukience – zażartowała i przymrużyła lekko oczy. Miała na sobie lekki makijaż, który świadczył o długim dniu, nie o tym, że była niechlujna. – Nie, nie aresztować. Skończyłam pracę na dzisiaj, po prostu nie zdążyłam się przebrać – fakt, można tak było pomyśleć na pierwszy rzut oka, prawda była jednak bardziej prozaiczna. A czerń… Lubiła czerń. To znaczy inne sukienki też, ale odkryła jakiś czas temu, że to właściwie w czerni czuje się najlepiej. Jakby to była druga skóra. – Przyszłam do twojej matki, miała mi przekazać paczkę z ubraniami. Jestem tu całkowicie prywatnie. Widzisz? Żadnej odznaki – nie dla niej były te ubrania, ale były w jej rodzinie osoby, które tego potrzebowały. Przy czym gdy to mówiła to roześmiała się lekko i odchyliła marynarkę tak, żeby Chris mógł zobaczyć, ze faktycznie, odznakę ściągnęła.

Już miała mu odpowiedzieć, że w sumie to by się czegoś napiła, ale wtedy jej uwagę przykuło to ostatnie zdanie. Aż na moment zaniemówiła.

– Czekaj. Zrobiłeś pudding? Panie Rosier, jest pan pełen niespodzianek – jakoś do tej pory nie łączyła Christophera z gotowaniem. Z żadnej strony.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
16.12.2025, 23:33  ✶  
– Zapewniam, że to byłaby bardzo komfortowa i nie krępująca ruchów sukienka – stwierdził Christopher, całkowicie pewny, że potrafiłaby opracować strój wygodniejszy do pościgów niż mundur aurora i lepiej się prezentujący. Chociaż po prawdzie myślał raczej o czymś bardziej na „niezobowiązujące wyjścia na miasto”, po prostu w takim samym kolorze, jak mundur. Jego spojrzenie jednak jakby trochę złagodniało, kiedy wspomniała o tym, że nie zdążyła się przebrać, bo nastąpił jeden z tych rzadkich momentów, gdy Rosier uruchamiał pokłady swojej empatii. Których to nie tak, że nie posiadał, bo jako artysta lubił uważać się za wyczulonego, ale nie zawsze mu się chciało. – Musisz być wykończona. Podczas Spalonej Nocy nie wpadłaś na śmierciożerców? Wiele osób wtedy zginęło.
Niby była czystej krwi, ale wątpił, by zwracali na to uwagę, kiedy byli zajęli mordowaniem na prawo i lewo. On sam omal nie udusił się w zaklęciu, które zostawili na Pokątnej i do tej pory czuł się tym dogłębnie urażony, choć do początku września zwracał na ten cały konflikt tak mało uwagi, jak tylko się dało.
Rozpogodził się jednak ledwo chwilę później, zarówno na jej zaskoczenie, jak i słowa o niespodziankach, bo spodobało się mu takie podsumowanie.
– Jestem człowiekiem wielu talentów – zapewnił, ani myśląc przyznać, że przed tym puddingiem to ostatnie, co zrobił, to była kanapka trzy miesiące temu, bo zwykle posyłał po coś swoją asystentkę albo obsługiwał go skrzat. – Całkiem sam, bez udziału skrzaciej pomocy. – Bo skrzata nie było, wrócił z zakupów chwilę przed tym, jak pojawiła się Victoria. Christopher już wtedy był pewny, że zdoła przygotować potrawę sam i choć stworzenie rwało się wręcz do pomocy, nie pozwolił na to, upojony swoim sukcesem i niechętny do dzielenia się ewentualną chwałą.
– Chodź, Victorio, oczaruję cię świątecznym puddingiem – zachęcił, cofając się do kuchni. Zwykle w niej nie jadał, bo od tego była jadalnia, ale nie chciał ryzykować, że wpadną prosto na nich nagle dzieci kuzynki, wracające z wyjścia na miasto. – Może trochę na niego za wcześnie, ale ostatnio śniło mi się Yule i zatęskniłem za tym smakiem – wyznał.
W kuchni na stole czekało arcydzieło sztuki kulinarnej, czyli tradycyjny, angielski pudding. Faktycznie całkiem przypominał te, które serwowano w Hogwarcie uczniom zostającym na święta. Z bliska dało się wyczuć zapachy suszonych owoców, orzechów i przypraw korzennych oraz czekolady, której Christopher użył, aby zrobić sos. W kuchni panował bałagan, bo ani nie zdążył posprzątać, ani nie miał zamiaru teraz robić sam – tym już mógł zająć się skrzat.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
17.12.2025, 01:06  ✶  

– Na pewno byłabym sensacją w biurze – już widziała te miny kolegów i komentarze, że bogatej damulce znowu się wywróciło w głowie, chociaż raczej miała opinię tej poukładanej i nadmiernie poważnej. Ale już czuła uwagi Atreusa, jeszcze gotowi by o nie drzeć koty i podkładać sobie raportowe świnie. Ostatecznie nie brała tego na poważnie, chociaż sądziła, że Christopher byłby w stanie taką suknię faktycznie uszyć. A potem po prostu uśmiechnęła się, nie siląc się bardzo na udawanie, jak bardzo to ona ma siłę na wszystko. Nie miała. I kiwnęła głową. Tak, była wykończona – minął zaledwie tydzień i to było cholernie za mało, żeby posprzątać cały ten bajzel. Mieli tropy, mieli pościgi, patrole, mieli trupy w zawalonych, spalonych budynkach, choć te już zdążono wyciągnąć spod ruin. Mieli mnóstwo strat materialnych, ale w ludziach też i… Cholera. Kiedy się odbiją? Victoria tego nie wiedziała. I ciągle nie miała czasu nawet zatroszczyć się o swoje zdrowie, a przecież nawdychała się tego gówna przez całą noc. Domowe sposoby trochę pomagały, ale to było trochę za mało. – Wpadłam – nie było to kłamstwo, bo faktycznie na Śmierciożerców wpadła. Na przynajmniej jednego. Ale też na jakichś zwolenników Voldemorta, nie była pewna kim oni byli, a jednego udało się aresztować, nim spalił siebie i okoliczny budynek. – Chyba można powiedzieć, że miałam szczęście – uśmiechnęła się blado, bo czy to faktycznie było szczęście? Śmierciożerca, na którego wpadła, nie próbował jej zaatakować, chociaż zastanawiała się jak bardzo mocno musiał się uderzyć w głowę, skoro zaczepił właśnie ją: aurorkę na służbie, o której cała Anglia wiedziała, że wlazła do Limbo i zmierzyła się tam z Voldemortem. Albo jak bardzo był zdesperowany… Było wtedy grubo po trzeciej w nocy i jechała już na oparach, jakoś bardzo wątpiła, czy jej reakcje byłyby odpowiednio szybkie gdyby doszło do walki, z drugiej strony tamten typ też już chyba był wykończony. Ale nie miało to większego znaczenia. Nie aresztowała go. Ale odmówiła mu też pomocy bardzo dobitnie, choć podobno był ciężko ranny. Może zdechł gdzieś w rowie.

– Najwyraźniej – przyznała, porzucając ten trudniejszy temat o Spalonej Nocy. – Jakoś nie kojarzyłam cię z gotowaniem i pieczeniem. Muszę teraz wszystko przewartościować – mówiła półżartem, bo też w sumie nie wiedziała, czy gotowanie to nie jest jakaś pasja Christophera, którą po prostu nigdy się nie chwalił, a nie chciała go też w żaden sposób urazić. Nie widziała nic złego w gotowaniu, sama próbowała… z marnymi skutkami.

– Ooooch, to to tak pachniało! Czułam nawet przed wejściem, ale nie umiałam tego do niczego dopasować – ożywiła się wyraźnie, kiedy po chwili wahania jednak zdecydowała się pójść za Chrisem, uznając, że jego matka przecież ją znajdzie. – Teraz już wiem. Zapach jak w Hogwarcie – po prostu jej głowa jakoś odmawiała skojarzenia puddingu świątecznego z połową września. – No no, wygląda imponująco – pochwaliła, gdy już znalazła się w kuchni. – Więc… na pewno nie jesteś cukiernikiem? – zaczepiła go lekko. – Wygląda na to, że czego się nie dotkniesz, to wychodzi idealnie – nie zwróciła nawet uwagi na bałagan. Trzymała teraz jedną dłoń na mostku, niby niezobowiązująco gładząc palcami swoją szyję, ale prawda była taka, że czuła znowu to irytujące drapanie w gardle i miała nadzieję, że to choć trochę załagodzi ewentualny kaszel.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
17.12.2025, 11:00  ✶  
Christopher przypatrywał się jej przez moment, z lekko zmarszczonym czołem, jakby nad czymś głęboko myślał. Mogło się wydawać, że skomentuje tę sensację w biurze. Albo spyta o okoliczności spotkania ze śmierciożercą, bo trzeba przyznać, że spodziewał się raczej jakiejś walki na śmierć i życie niż puszczenia takiego wolno – acz jakby się zastanowił, to może i pokiwałby głową, że w sumie to możliwe, bo kto wie, czy nie wpadła na własną siostrę albo ciotkę, albo koleżankę z dormitorium czy coś takiego.
Pytanie, które zadał, brzmiało jednak inaczej.
– Czy ty naprawdę lubisz tę pracę? – padło. Trudno było powiedzieć, jakie myśli pchnęły Rosiera ku temu, by je zadać. Zresztą chyba dość szybko wywietrzały, ledwo wszedł do kuchni i zapatrzył się na pudding.
Gdyby nie to, że dziełem jego życia były piękne suknie, zwłaszcza te balowe, to mógłby uznać, że tymże jest ten pudding.
– Jestem genialnym projektantem, który skrywa wiele talentów – odparł. Może najeżyłby się w innych okolicznościach, ale wiedział, że Victoria ceni jego umiejętności projektanta. Inaczej nie zamawiałaby u niego tylu sukien. A na komplement uśmiechnął się tylko, bo cóż, nigdy nie był jakoś straszliwie skromny i na pewno nie nieśmiały: a chyba każdy lubił, kiedy chwalono coś, co wyszło spod jego ręki. Jeśli ktoś twierdził inaczej to, zdaniem Christophera, był po prostu fałszywy. – Nic dziwnego, że mnie z tym nie kojarzyłaś, zwykle szkoda mi czasu na gotowanie. Fąfel! Naszykuj talerze! – zawołał, a skrzat pojawił się z cichym trzaskiem i zaczął błyskawicznie robić miejsce na stole i szykować porcelanowe talerze, z jednego z wielu kompletów, należących do jego matki. Sam Rosier natomiast wydobył szklanki, bo akurat to doskonale wiedział, gdzie jest. Choć sobie nie nalał alkoholu, a wody z miodem. Christopher ogólnie starał się zwykle zwracać uwagę na to, co je i pije – bez przesady, bo żyło się raz, czego świadkiem ten pudding – ostatnio jednak pijał chętnie wodę z miodem ze względu na fakt, że po podtruciu w Spaloną Noc ta pomagała trochę na podrażnione gardło.
– Czego się napijesz do tego wspaniałego puddingu? Herbata? Brandy? A może chcesz już iść na całość, jeśli chodzi o świąteczny klimat? Bo chyba w którejś szafce mamy gorącą czekoladę, matka kupowała ją w Belgii… o ile cała nie została wypita przez tych małych półdiabłów, podrzuconych tu niewątpliwie przez jakiegoś demona, które podobno są moim kuzynostwem.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
17.12.2025, 23:15  ✶  

Christopher, którego znała na co dzień nie zastanawiał się raczej nad tym co kto lubił i co kto czuł. Bardzo dobrze skrywał swoją empatię za grubą ścianą pewności siebie zmieszanej z zarozumiałością. Strategia, którą przyjął, plan na kreację samego siebie w oczach szerszej publiki, dla której stał się uosobieniem człowieka sukcesu, był w końcu projektantem mody, który roztaczał wokół siebie czar tajemniczości i luksusu; nie każda panna mogła choćby śnić o to, by nosić sukienki jego autorstwa. Ale był przy tym artystą, a oni zwykle byli wrażliwi na otaczający świat, czy było więc tak dziwne to, że na jedną chwilę tak wyłagodniał, a później zadał pytanie, które zostawiło Victorię w zdumieniu. Nie „jak było”, żadnego „ojej to straszne”, nie padło też „jak sobie radzisz”, nie – „czy ty naprawdę lubisz tę pracę?”

Było to doskonałe pytanie. Prawda była jednak znacznie bardziej skomplikowana i sięgała do dość smutnej rzeczywistości, w której Victoria interesowała się wieloma rzeczami i nie potrafiła się zdecydować na to, co chciałaby robić. Jej rodzina miała różne pomysły na jej przyszłość i z żadnego nie skorzystała, wybierając swoją drogę, która zresztą bardzo ją zweryfikowała.

– Tak naprawdę to najbardziej na świecie lubię warzyć eliksiry i z nimi eksperymentować – a na drugim miejscu była pielęgnacja kwiatów. Nie musiała odpowiadać, a jednak to właśnie zrobiła i ledwie zauważalnie kiwnęła przy tym głową. Raz. Miesiąc temu była tak bardzo przygnębiona wszystkim co się wydarzyło, odkąd podjęła pracę jako auror, że całkiem na poważnie rozważała zmianę departamentu i w ogóle kierunku kariery. Ale… lubiła też to, co robiła jako auror. Lubiła ten dreszczyk emocji, ryzyka, lubiła poczucie, że jest do czegoś potrzebna i że ma na coś wpływ.

– A mogłabym przysiąc, że masz regularne doświadczenie – odpowiedziała i uśmiechnęła się do Chrisa. – Próbowałam coś gotować odkąd wyprowadziłam się od rodziców, ale powiedzieć, że idzie mi beznadziejnie, to jak nic nie powiedzieć – dodała i westchnęła, niemalże cierpiętniczo, zaraz jednak pokręciła głową i machnęła ręką, którą uniosła, żeby przeczesać swoje długie włosy i przerzucić ich pasma na plecy. Od wczoraj miała w domu skrzatkę, którą zabrała, skoro ich dom rodzinny spłonął, a w Maida Vale było ich trochę więcej, nie potrzebowali więc kolejnego. – W sensie nie zrozum mnie źle, uważam to za fantastyczne, że tak dobrze ci wyszło, tym bardziej, skoro nie masz na to za bardzo czasu – w końcu co złego było w gotowaniu? Jasne, w bogatych, starych rodzinach zwykle zajmowały się tym skrzaty, ale jak tak o tym pomyśleć, to jedzenie było bodaj jedną z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka. Nikomu nie powinno być wstyd dlatego, że gotuje, a już zwłaszcza, jeśli robiło się to dobrze.

– Herbata będzie w porządku, albo woda – mało to być może odważne, ale Lestrange wolała uważać na swoje gardło. – Muszę się oszczędzać, wiesz… – i wskazała zresztą palcem na swoja szyję. Miała przy tym nadzieję, że Chris zrozumie o co jej chodzi, tym bardziej, że kilka razy już, jak mówiła, to musiała odchrząknąć, bo momentami traciła głos. – Aż tak ci się dzieciaki wdają we znaki? Ile mają w ogóle lat? – zapytała jeszcze, odsuwając się, żeby Fąfel miał miejsce na nakrycie do stołu.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
18.12.2025, 12:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 12:14 przez Christopher Rosier.)  
Był autentycznie pewny siebie. Bywał zarozumiały. Czasem trochę za bardzo się przechwalał. Nie każdym się przejmować, bo ludzi było wielu, a on był jeden, i szkoda mu było psuć sobie głowę jakimś bohaterstwem albo altruizmem, sięgającym dalej niż jego podwórka. Ale to nie oznaczało, że nie wyłapywał pewnych oznak. I czasem chciało mu się nawet je odczytać, połączyć i może się nimi zainteresować: nawet jeżeli nie robił tego na co dzień.
– Nie myślałaś więc, żeby tym się zająć? Nie mam na myśli jakiegoś warzenia na zamówienie, raczej… prace nad nowymi rzeczami.
Wzdrygnął się na samą myśl o siedzeniu i warzeniu kociołków wigginowego: to byłoby jak masowe szycie modelu tej samej sukienki. Koszmar. Ale Lestrange miała dość pieniędzy, by nie musiała się przejmować ani bieżącym utrzymaniem, gdyby prowadziła prace – czy to na własny rachunek, czy w Mungu, czy w Departamencie Tajemnic, czy jeszcze gdzieś indziej – ani kosztami związanymi z zakupem materiałów czy urządzeniem pracowni. Rodzina pewnie byłaby z niej dumna, a gdyby zdołała wynaleźć i wprowadzić na rynek jakiś naprawdę przydatny, nowy eliksir…
Inna sprawa, że kiwnięcie głową Christopher po prostu zaakceptował. Sam był wielkim orędownikiem robienia w życiu akurat tego, na co miało się ochotę.
– Mogę udzielić ci paru lekcji – oświadczył, jakby zapomniał, że póki co ten pudding to było jednorazowe zwycięstwo. Nie było mu ani trochę wstyd, że przygotował potrawę: Rosier w ogóle bardzo rzadko czegokolwiek się wstydził, a ten pudding pachniał wspaniale, wyglądał wspaniale i w ogóle był wspaniały. – Nie mogłem się oprzeć, pewnie przez to, że śniły mi się święta, a jak znalazłem ten przepis, przypomniało mi się jedno Yule, które spędziłem w Hogwarcie… pudding był jedynym jego jasnym punktem. Jak ostatni idiota pomogłem wtedy jednej Puchonce z jej stylizacją, tak bo mi się zrobiło jej szkoda… …była całkiem ładną dziewczyną, która ubierała okropnie niedopasowane rzeczy, i Christopher nie mógł już na to patrzeć. Poza tym nudził się, spędzając Yule w opustoszałym zamku. - …a ona sobie coś ubzdurała i próbowała przez całe okolice świąt przydybać mnie pod jemiołą.
Aż się wzdrygnął na samo wspomnienie.
Całowanie pod jemiołą uważał za wspaniałą albo za okropną tradycję, łatwo zmieniając poglądy w zależności od okoliczności. Obecnie chyba miał wobec niego akurat letnie odczucia, bo jak tak sobie pomyślał, to chwilowo nie było nikogo, kogo mógłby pod jemiołą całować. Modelkę, przypadkiem? Jeszcze zbyt wiele by sobie pomyślała, a pracownica i szef to dobre zestawienie tylko w książkach Lockhartów. Moody? Po tym, jak poszło wesele Blacków, chyba żadne z nich nie miało na to ochoty. Victorię? Ją mógłby pocałować, ale bardzo prawdopodobne, że dałaby mu w twarz. Nie wiedział wprawdzie, jakie dokładnie miała odczucia wobec szybkich zaręczyn i szybkiego zerwania (co do którego, czy zaistniało, nie był nawet pewny, usłyszał plotkę, a głupio mu było jakoś teraz spytać), ale zdawało się mu, że tym razem narzeczonego lubiła – choć w oczach Christophera był równie katastrofalnym wyborem, jak jego drogi kuzyn.
– Kaszel, co? Okropieństwo, ta cała sadza. Chyba postanowili władać na zgliszczach – westchnął ciężko, stukając różdżką w dzbanek, by podgrzać wodę na herbatę, a potem podsunął Victorii talerz ze starannie ukrojoną porcją puddingu. – Najstarsze chyba dziewięć? Jest ich w teorii troje, a mógłbym przysiąc, że robią zamieszania za najmniej pół tuzina – stwierdził, siadając i sam z namaszczeniem nabrał na widelec trochę puddingu.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
18.12.2025, 21:30  ✶  

– Myślałam – odparła zresztą całkowicie zgodnie z prawdą. Naprawdę o tym myślała i nawet zdążyła opracować dwa eliksiry, które były w stanie zmienić życie… ale wampirów, bo to na tym się skupiła. Nigdzie tych badań jednak nie opublikowała, na razie testując i dopracowując formułę, choć Spalona Noc całkowicie zatrzymała jej pracę nad hobby. – Ale na razie z tym poczekam… A eliksiry na zamówienie i tak robię – zazwyczaj ludzie zgłaszali się do niej po jakieś podstawowo-użytkowe, jak wiggenowy czy nasenny, ale też inne, jak ochrony przed ogniem itd. Nie uważała tego za masową robotę, bo skupiała się każdorazowo przy każdym, działało to na nią odprężająco. I nie dla każdego to robiła.

– Przydałoby mi się – uśmiechnęła się do Chrisa, choć nie wzięła tego całkiem na poważnie. – Mam wrażenie, że pokutuje to, że jestem wprawiona w warzenie eliksirów. No bo co trudnego może być w podążaniem za przepisem? A potem zastanawiam się, czy powinnam mieszać w lewo czy w prawo i ile razy, a nigdzie nie ma wskazówek – poskarżyła się, bo dosłownie takie były jej problemy z gotowaniem: za bardzo przyrównywała to do eliksirów i nie znała zasad tym rządzącymi. Chwilę później parsknęła śmiechem, który nie był tak czysty jak zawsze, i złapała się odruchowo za szyję. – I co, udało jej się? – zapytała, ciekawa puenty tej historii i puściła do Chrisa oko.

Ach, jemioła podczas świat – ludzie potrafili oszaleć na jej punkcie. Gdy Victoria jeszcze chodziła do szkoły, to zupełnie ją to nie interesowało, bardziej płcią przeciwną zainteresowała się dopiero, gdy już szkołę skończyła, jednak z żadnym mężczyzną nigdy nie była na tyle długo czy poważnie, by w okresie świąt chodzić na randki. Obecnie… była jedna osoba, którą chętnie by pocałowała, ale Sauriel nie był z kolei tym tak bardzo zainteresowany. To znaczy nią samą chyba tak, ale samym kontaktem fizycznym nie tak do końca i choć Victoria znała powód, to i tak nie było to proste. Pocałowali się raz – i po tym Lestrange już kompletnie nie wiedziała o co chodzi Rookwoodowi, bo tu zrywał z nią zaręczyny, łapał od niej dystans, potem mówił, że nie chce, by było między nimi dziwnie, a potem… inicjował pocałunek i prosił, żeby o to nie pytała. Oto przepis jak dziewczynie namieszać w głowie. Teraz widywała go mało, znikała w pracy na długie godziny, a kiedy wracała – znikał on.

– Taak, byłam na zewnątrz całą noc i kolejny dzień. Nawdychałam się tego tyle… – szale i ochrona na usta niewiele zresztą dawały, może co najwyżej wtedy, gdy wchodziło się w skoncentrowaną chmurę dumy i pyłu, w której gubili się ludzie. A ona nie miała nawet czasu pójść do Munga, ciągle znajdując sobie lepsze rzeczy do roboty. Robiła sobie w domu napary i jakoś to szło pomału do przodu. Lestrange usiadła w końcu przy stole i uśmiechnąwszy się do Chrisa nałożyła sobie na widelczyk odrobinę puddingu. Pachniał obłędnie, a jeśli tak samo smakował…

– Aaach, to wszystko jasne. Rozpiera ich energia – doskonale pamiętała siebie czy Brennę w tym wieku i rzeczy jakie wyczyniały, będąc utrapieniem dorosłych (nawet jeśli Victoria to była ta spokojna). – Mhhmm, to musi tu być głośno – dodała i wpakowała sobie do buzi kawałek puddingu, po czym rozpromieniła się niemal od razu. – Jest przepyszny – powiedziała, gdy już przełknęła i przypomniała sobie, że chyba niewiele tego dnia w ogóle zjadła… – Brakuje tylko śniegu i byłoby jak na Yule.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3717), Victoria Lestrange (3830)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa