17.12.2025, 15:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 16:04 przez Ceolsige Burke.)
W mieszkaniu nad sklepem panował ciężki zaduch, który dla kogoś z zewnątrz mógłby wydawać się nie do zniesienia, ale dla Ceolsige był to po prostu zapach domu. Ciężka, gryząca woń spalenizny, rozlewała się po wszystkicuh pomieszczeniach. Toważyszyła jej dziwna nuta czegoś słodkiego, gęstego i obezwładniającego. Zapach, który od dawna tu nie gościł.
Ceolsige stała nad brytfanną z typowym dla siebie profesjonalnym skupieniem. Polędwica z jelenia, jej osobisty trybut na świateczną ucztę Yule, lśniła od glazury z miodu i dymnej whisky. Kobieta poruszała się po kuchni z tą samą oszczędną gracją, z jaką zazwyczaj wyceniała kradzione precjoza. Długie, smukłe palce precyzyjnie układały wokół mięsa jabłka – sczerniałe, pomarszczone, wyglądające jak małe bryłki węgla wyciągnięte z dogasającego paleniska. Wyglądały martwo, ale Burke uważała to za wykwintny dodatek.
Zatrzymała się na chwilę, poprawiając mankiet jedwabnej, butelkowozielonej koszuli, dbając, by nie ubrudził się sosem i zupełnie ignorując zbrązowiału ślad na lewym rekawie dokoła niewielkigo rozcięcia. Podniosła kieliszek z resztką whisky do ust, a jej błękitne oczy powędrowały ku oknu.
Na zewnątrz, w ciszy, sypał gęsty śnieg. Płatki wirowały leniwie, a każdy z nich lśnił nienaturalnym, pomarańczowo-czerwonym blaskiem. Nad dachami Nokturnu, zamiast granatowej czerni zimowej nocy, rozlewała się jaskrawa, krwawa łuna zachodzącego słońca. Ceolsige zmrużyła lekko oczy. Było w tym widoku coś hipnotyzującego. Czerwone światło kładło się na jej bladej twarzy, wydobywając z cienia ostre rysy i sprawiając, że rubinowa szminka wyglądała jak świeża rana.
— Piękny wieczór na podróż — mruknęła do siebie, zupełnie ignorując fakt, że zegar na ścianie wskazywał środek nocy, a słońce nie powinno teraz dotykać horyzontu. Czuła dziwny spokój, przekonana, że rodzice będą zachwyceni pieczenią.
Testuje rzemiosły ◉○○○○: staram sie przyżądzić pieczeń z jelenia w miodzie i ognistej whisky
Wtedy jednak gęsta atmosfera w kuchni zaalrmowała ją. Niby nic się nie zmieniło w jej odcieniu a jednak do jej świadomości przeniknął alarmujacy zapach dymu. Przyjemny, choć duszny zapach whisky i ziół zniknął zupełnie. Z piekarnika nie wydobywał się już aromat pieczonego mięsa, ale gryzący, czarny dym, który zaczął pełznąć po podłodze rozlewajac na boki swoje ponure macki.
Ceolsige zamarła z kieliszkiem w połowie drogi do ust. Jej brwi ściągnęły się w wyrazie głębokiego niezrozumienia, jakby rzeczywistość popełniła nietakt. Spojrzała na brytfannę. Idealna poldwica, w ułamku sekundy zamieniła się w zwęgloną, dymiącą ruinę, choć jeszcze przed chwilą była surowa. Była pewna że dopiero co wstawiła ja do pieczenia.
Ceolsige stała nad brytfanną z typowym dla siebie profesjonalnym skupieniem. Polędwica z jelenia, jej osobisty trybut na świateczną ucztę Yule, lśniła od glazury z miodu i dymnej whisky. Kobieta poruszała się po kuchni z tą samą oszczędną gracją, z jaką zazwyczaj wyceniała kradzione precjoza. Długie, smukłe palce precyzyjnie układały wokół mięsa jabłka – sczerniałe, pomarszczone, wyglądające jak małe bryłki węgla wyciągnięte z dogasającego paleniska. Wyglądały martwo, ale Burke uważała to za wykwintny dodatek.
Zatrzymała się na chwilę, poprawiając mankiet jedwabnej, butelkowozielonej koszuli, dbając, by nie ubrudził się sosem i zupełnie ignorując zbrązowiału ślad na lewym rekawie dokoła niewielkigo rozcięcia. Podniosła kieliszek z resztką whisky do ust, a jej błękitne oczy powędrowały ku oknu.
Na zewnątrz, w ciszy, sypał gęsty śnieg. Płatki wirowały leniwie, a każdy z nich lśnił nienaturalnym, pomarańczowo-czerwonym blaskiem. Nad dachami Nokturnu, zamiast granatowej czerni zimowej nocy, rozlewała się jaskrawa, krwawa łuna zachodzącego słońca. Ceolsige zmrużyła lekko oczy. Było w tym widoku coś hipnotyzującego. Czerwone światło kładło się na jej bladej twarzy, wydobywając z cienia ostre rysy i sprawiając, że rubinowa szminka wyglądała jak świeża rana.
— Piękny wieczór na podróż — mruknęła do siebie, zupełnie ignorując fakt, że zegar na ścianie wskazywał środek nocy, a słońce nie powinno teraz dotykać horyzontu. Czuła dziwny spokój, przekonana, że rodzice będą zachwyceni pieczenią.
Testuje rzemiosły ◉○○○○: staram sie przyżądzić pieczeń z jelenia w miodzie i ognistej whisky
Rzut O 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Wtedy jednak gęsta atmosfera w kuchni zaalrmowała ją. Niby nic się nie zmieniło w jej odcieniu a jednak do jej świadomości przeniknął alarmujacy zapach dymu. Przyjemny, choć duszny zapach whisky i ziół zniknął zupełnie. Z piekarnika nie wydobywał się już aromat pieczonego mięsa, ale gryzący, czarny dym, który zaczął pełznąć po podłodze rozlewajac na boki swoje ponure macki.
Ceolsige zamarła z kieliszkiem w połowie drogi do ust. Jej brwi ściągnęły się w wyrazie głębokiego niezrozumienia, jakby rzeczywistość popełniła nietakt. Spojrzała na brytfannę. Idealna poldwica, w ułamku sekundy zamieniła się w zwęgloną, dymiącą ruinę, choć jeszcze przed chwilą była surowa. Była pewna że dopiero co wstawiła ja do pieczenia.