A poza tym schował się w krytycznym momencie w schowku na miotły, w którym utknął, ale i tak było to warte tamtej ucieczki. Owszem, Puchoneczka była ładna, ale była też dwa lata młodsza i miała naprawdę pusto w głowie. To drugie niby czyniło ją niezłą kandydatką na dziewczynę, jednak ta cała desperacja… poza tym koledzy pewnie śmialiby się z niego, gdyby zaczął spotykać się z kimś z Hufflepuffu. W dodatku jąkała się w chwilach zdenerwowania i siedemnastoletni Christopher nie miał zwyczajnie cierpliwości, aby czekać, aż powie wszystko, co ma do powiedzenia. Teraz, gdyby uważał, że ktoś jest tego wart, byłby pewnie bardziej wyrozumiały, ale bycie nastoletnim, bogatym chłopcem, w dodatku w Slytherinie rzadko sprzyjało rozwojowi altruistycznych postaw wobec uczniów innych Domów.
– Ja nie byłem na zewnątrz długo, ale ta chmura źle wpłynęła na płuca. Zalecono mi przechadzki na świeżym powietrzu, o zgrozo – westchnął Christopher, który w mieście czuł się jak ryba w wodzie, za to w lesie stawał bardzo niepewny i odwiedzał go głównie w poszukiwaniu inspiracji. – Chociaż rozważam wyjechanie na parę dni z miasta, jeśli trzeba będzie, nawet do jakiegoś… o zgrozo… mugolskiego kurortu.
Tutaj było zbyt ciężko pracować, jego mieszkanie wyglądało okropnie, na kupno nowego w tym zamieszaniu nie miał głowy, a poza tym Rosier zwyczajnie dbał o swoje zdrowie, nawet jeżeli nie obsesyjnie. Nie chciał, aby ta sadza odcisnęła na jego ciele trwałe piętno. Nie spytał nawet Victorii, jak u niej, bo zakładał, może głupio, że Lestrangowie zadbali, by dostała stosowne specyfiki. Chwilowo zaś podsunął jej herbatę, gdy woda się zagotowała i do tego słoik miodu, którego sam chwilę temu dodawał do wody, gdyby miała ochotę osłodzić nią herbatę.
– Fąfel, został jeszcze sok malinowy? Podaj panience Victorii – zarządził, sam wracając do stołu i jedzenia puddingu, który faktycznie był przepyszny. Rozpływał się w ustach, a czekoladowa polewa świetnie do tego pasowała. – Widzisz, trzeba było zaręczyć się ze mną, nie z moim kuzynem, mogłabyś domagać się ode mnie regularnych puddingów – rzucił lekko, ot żart, który lubił powtarzać, gdy faktycznie była zaręczona z jednym z jego kuzynów. Potem, po jego śmierci, głupio było coś takiego mówić: ostatecznie… zginął krewny Christophera. Ale kiedy minęło trochę czasu, dziwna niepewność, która zagościła w sercu Christophera i może trochę bólu, choć nie był z krewnym aż tak blisko, przeminęły, a na jej palec znów trafił pierścionek, rzucił taką uwagę raz czy dwa.