20.12.2025, 20:51 ✶
— mini-sen pod prompta.
Zimny wiatr dął w pelerynę, opierał się każdemu krokowi, trudno było wziąć wdech, idąc mu naprzeciw. Ale szła, bo szła ku spalonej Kniei. Ku tym sczerniałym kikutom, ku martwym pniom pozostałym w zamarzniętej ziemi, ku strawionym ogniem ramionom drzew.
Czy to mądrze było tam legnąć? Czy mądrze zasypiać na cmentarzysku spopielonego lasu? Śnieg opadł na ciało czarownicy puszystą pierzyną. Mięsiste białe płaty dociążyły marznące powieki, lód spoił zimne usta, palce zesztywniały. Czekała na wiosnę pogrzebana w śniegu. Czekała, aż ziemia odtaje i wyda owoc po tragedii. Chciała być tu pierwsza, gdy wszystko odżyje. Wyszła więc wcześniej.
Długa była to zima.
Nocami leciutka, przezroczysta duszyczka opuszczała ciało, snuła się w cieniu kotłującej śnieżycy. Porywał ją wiatr i miotał po Dolinie, miotał po Anglii, miotał po świecie. W te długie zimowe noce czas zamarzał. Ciemność nieba, pod którym krążyła, nie bywała zimą nigdy czarna — co najwyżej szarawa i szorstka jak proch, dlatego wiedźmi duszek chętnie powracał do swojej przytulnej zimowej sypialni.
Nie była pewna, czy były tej zimy jakieś poranki, choć nasłuchiwała ich spod śnieżnej pokrywy. Może nie było poranków, a może nie było nikogo, kto by o zmarłej Kniei wciąż pamiętał.
Przyszła wiosna, zabrała białe łoże. Wsączyła między lodowate wargi płynne promienie słońca, zebrała szron z policzków. Roztajała pod Helloise ziemia, rozmokła, rozpulchniała, wzięła ją do siebie. W końcu wzięła ją do siebie w błotniste odmęty. I słyszała Helloise, jak szumi woda, szumi woda, szumi w ziemi, szumi życie, rośnie życie, na jej kościach rośnie życie.
Koniec sesji
dotknij trawy