11.12.2025, 09:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2025, 12:01 przez Darcy Lockhart.)
Darcy Lockhart nie mógł zdecydować czy świat jest wspaniały czy wręcz okropny.
"Magia i uprzedzenie" niespodziewanie zyskiwała na popularności, a wydanie "Utkanej z mgły" dodatkowo napędziła sprzedaż także tej wiosennej premiery. Na jego koncie w goblińskim banku pojawiło się sporo złota i gdy panicz Darcy tam zajrzał, stał przez chwilę mrugając i zastanawiając się, czy wózek nie zawiózł go pod jakąś inną kryptę. Na swojej pierwszej książce zarobił może parę sykli, ale najwyraźniej romanse stanowiły klucz do serc czytelników. Nie był może nawet w połowie tak bogaty jak Ministra czy tacy Malfoyowie, ale pierwszy raz w życiu mógł kupować sobie to, na co miał ochotę. Już za trzy dni do druku miało polecieć limitowane wydanie Utkanej z mgły (tu życie miało pokrzyżować mu plany, ale jeszcze tego nie wiedział). Tego dnia znalazł się w Dziurawym Kotle wracając z Pokątnej, gdzie w księgarni rodziców miał spotkanie autorskie i był wciąż nieco oszołomiony, bo chętni ledwo zmieścili się we wnętrzu. Wszystko było wspaniale, prawda?
A jednocześnie było okropnie, bo Eunice nie przyszła na spotkanie i nie odpisała nawet na posłany jej list.
Uczucia, napędzane rytuałem Beltane, pozbawione paliwa pod postacią regularnych spotkań, przygasły nieco, ale Darcy w głębi duszy był skończonym romantykiem, więc czepiał się pozy tragicznego kochanka z uporem godnym lepszej sprawy. Teraz był zaś trochę rozdarty wewnętrznie, bo z jednej strony czuł, że powinien usychać z miłości, a z drugiej jakaś rozsądniejsza część natury szeptała, że spotkał się z Eunice całe trzy razy, że nie widział jej ani razu od czerwca, i że może jednak powinien mieć oczy szeroko otwarte…
Westchnął, przystając przy barze i strzepnął niewidzialny pyłek ze swojego nowiutkiego, jesiennego płaszcza, który zamówił u Rosierów. Był z niego bardzo dumny. Z siebie jeszcze bardziej, że nie uciekł z Domu Mody, gdy sprzedawczyni spojrzała na niego powątpiewająco po tym, jak wszedł do środka i nieśmiało spytał o jesienną kolekcję. I już miał ruszyć do wyjścia na ulice niemagicznego Londynu, gdy jego spojrzenie padło na wypisaną na tablicy reklamę, odnośnie pierwszych testów nowej receptury… Może powinien opić swój sukces/zapić smutki (niepotrzebne skreślić)?
"Magia i uprzedzenie" niespodziewanie zyskiwała na popularności, a wydanie "Utkanej z mgły" dodatkowo napędziła sprzedaż także tej wiosennej premiery. Na jego koncie w goblińskim banku pojawiło się sporo złota i gdy panicz Darcy tam zajrzał, stał przez chwilę mrugając i zastanawiając się, czy wózek nie zawiózł go pod jakąś inną kryptę. Na swojej pierwszej książce zarobił może parę sykli, ale najwyraźniej romanse stanowiły klucz do serc czytelników. Nie był może nawet w połowie tak bogaty jak Ministra czy tacy Malfoyowie, ale pierwszy raz w życiu mógł kupować sobie to, na co miał ochotę. Już za trzy dni do druku miało polecieć limitowane wydanie Utkanej z mgły (tu życie miało pokrzyżować mu plany, ale jeszcze tego nie wiedział). Tego dnia znalazł się w Dziurawym Kotle wracając z Pokątnej, gdzie w księgarni rodziców miał spotkanie autorskie i był wciąż nieco oszołomiony, bo chętni ledwo zmieścili się we wnętrzu. Wszystko było wspaniale, prawda?
A jednocześnie było okropnie, bo Eunice nie przyszła na spotkanie i nie odpisała nawet na posłany jej list.
Uczucia, napędzane rytuałem Beltane, pozbawione paliwa pod postacią regularnych spotkań, przygasły nieco, ale Darcy w głębi duszy był skończonym romantykiem, więc czepiał się pozy tragicznego kochanka z uporem godnym lepszej sprawy. Teraz był zaś trochę rozdarty wewnętrznie, bo z jednej strony czuł, że powinien usychać z miłości, a z drugiej jakaś rozsądniejsza część natury szeptała, że spotkał się z Eunice całe trzy razy, że nie widział jej ani razu od czerwca, i że może jednak powinien mieć oczy szeroko otwarte…
Westchnął, przystając przy barze i strzepnął niewidzialny pyłek ze swojego nowiutkiego, jesiennego płaszcza, który zamówił u Rosierów. Był z niego bardzo dumny. Z siebie jeszcze bardziej, że nie uciekł z Domu Mody, gdy sprzedawczyni spojrzała na niego powątpiewająco po tym, jak wszedł do środka i nieśmiało spytał o jesienną kolekcję. I już miał ruszyć do wyjścia na ulice niemagicznego Londynu, gdy jego spojrzenie padło na wypisaną na tablicy reklamę, odnośnie pierwszych testów nowej receptury… Może powinien opić swój sukces/zapić smutki (niepotrzebne skreślić)?