12.12.2025, 14:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2026, 14:20 przez Hannibal Selwyn.
Powód edycji: Zmiana daty w związku z kolizją
)
11.10.1972, wieczór
Dziurawy Kocioł
Dziurawy Kocioł
Trzeci weekend grania Ekstazy Merlina zapowiadał się znacznie spokojniej, niż pierwszy - premierowy i okraszony niespodziewanymi turbulencjami emocjonalnymi - i drugi - kiedy Hannibal musiał pogodzić występy w piątek i niedzielę z udziałem w balu maskowym. Na tyle spokojniej, że aktor z radością powitał propozycję przyjaciół, żeby dołączyć do nich w Dziurawym Kotle. Podobno serwowali tam jakieś nowe drinki.
Zszedł ze sceny około dziewiątej wieczorem, brudny od sztucznej krwi, spocony i zmęczony, ale za to nagrodzony owacjami i z poczuciem dobrze wykonanego artystycznego obowiązku. Doprowadził się to jako tako akceptowalnego w towarzystwie stanu, przebrał w czyste i wygodne ubranie i już niecałe trzy kwadranse później wmaszerował do zalanego ciepłym blaskiem i wypełnionego gwarem wnętrza pubu. Rozejrzał się w poszukiwaniu znajomych twarzy, a dostrzegłszy je, przecisnął się w tamtą stronę między stolikami.
- Ufff - opadł z sapnięciem na wolne krzesło - Jak tam? Co dzisiaj pijemy?
Nawiązał kontakt wzrokowy z kelnerką, zrobił minę człowieka, który napotkał oazę na pustyni. Podziałało.
- Polecam nasz zestaw degustacyjny grzańców, to eksperymentalne receptury, potem możecie państwo wypełnić ankietę i zagłosować na najlepszą, która w grudniu wejdzie do stałej oferty - wyrecytowała dziewczyna. Selwyn uśmiechnął się do niej słodko.
- Poproszę. I co pani poleca do jedzenia?
Obiad był dawno i lekki, a on miał za sobą ponad dwie godziny grania i tańczenia, i jego żołądek upominał się o swoje prawa już podczas ostatniego aktu. Drobne przekąski, które ktoś zawsze przynosił za kulisy, mogły tylko tymczasowo uciszyć głód, teraz potrzebował czegoś konkretniejszego.
- Ryba z frytkami, brzmi doskonale - zgodził się, nie przejmując zbytnio tym, że danie całkiem nie pasowało do grzanego wina. Odprowadził kelnerkę wzrokiem, a gdy zniknęła za drzwiami do kuchni, oznajmił:
- Sorry, ale będę jadł, zawsze po Ekstazie umieram z głodu!
Dziewczyną wróciła podejrzanie szybko z tacą pełną parujących kubeczków, z których trzy znalazły się przed Hannibalem. Uniósł pierwszy z nich w toaście i upił solidny łyk. Trunek był słodki - zbyt słodki, ale Selwyn nie zamierzał narzekać. Mruknął tylko coś nieartykułowanego.
- Dobry, ale mógłby być bardziej doprawiony - zawyrokował w końcu.