• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[21.06.1969] Jak właściwie wygląda ten kwiat? || Stella i Stanley

[21.06.1969] Jak właściwie wygląda ten kwiat? || Stella i Stanley
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#1
05.03.2023, 14:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 21:23 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem
Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem, W poszukiwaniu straconego czasu I

21.06.1969, Knieja Godryka, Sabat z okazji Lithy



Nadszedł dzień na który czekała większość młodych czarodziejów. Litha zwiastowała nadchodzące lato. Była to najdłuższa noc w roku, z okazji której odbywał się co roku sabat. Czarodzieje bawili się całą noc, świętowali ten wyjątkowy dzień w roku. Noc przesilenia była też wyjątkowa pod innym względem, tylko tego jednego dnia zakwitały paprocie. Młode pary udawały się na całonocne wędrówki w poszukiwaniu tego niezwykłego okazu. Miało to zacieśnić ich więzi.

Panna Avery wyjątkowo nie mogła się doczekać tego sabatu. Kilka dni wcześniej wyjaśniła nieporozumienie, które męczyło ją dłuższy czas. W ogóle zapomniała o co jej właściwie chodziło. Cieszyła się ogromnie, że spędzi ten niezwykły dzień w roku w towarzystwie Stanleya.

Pojawiła się w miejscu sabatu dosyć wcześnie. Obiecała matce, że zagra na sabacie. Miała świadomość, że było to dla niej bardzo ważne - w końcu Ella pochodziła z rodziny Macmillan, która przygotowywały te wszystkie spotkania czarodziejów. Stella obiecała jej, że zagra dla towarzystwa, w końcu dobrze by było, żeby mieli przy czym tańczyć.

Avery przemierzała stragany, aby obejrzeć towary wszystkich wystawców. Podczas sabatów można było nabyć tutaj naprawdę interesujące rzeczy, nie dostępne zawsze i wszędzie. Pojawiali się tutaj czarodzieje z różnych zakątków, w końcu rzadko kiedy można było spotkać w jednym miejscu aż taką ilość ludzi. Był to jeden z najlepszych momentów w roku obwoźnych sprzedawców. Rzadko kiedy mogli obłowić się, jak podczas tego święta.

Panna Avery dużo czasu spędziła tego poranka na tym, aby wyglądać dzisiaj fenomenalnie. Wiedziała, że będzie spoglądało na nią wiele osób, musiała więc prezentować się doskonale. Nie mogła przesadzić z elegancją, w końcu sabat odbywał się w lesie. Wybrała więc sukienkę, która sięgała jej nieco za uda, będzie musiała pamiętać o tym, żeby się pilnować podczas gry, by nikt nie zobaczył jej zadka. Sukienka była pomarańczowa i miała długie rękawy, które rozszerzały się przy końcu. Zaplotła sobie dwa drobne warkocze u góry głowy, miały one przytrzymać resztę włosów w ładzie, były rozpuszczone, ale zależało jej na tym, aby podczas koncertu nie wpadały jej do oczu. Na stopach miała zaś trampki - w końcu szła na łono natury.

Z godziny na godzinę coraz więcej osób pojawiała się w Kniei Godryka. Stella początek dnia spędzała z matką. Pomagała jej jeszcze dopracować ostatnie szczegóły. - Wszystko jest cudownie mamo, wydaje mi się, że nigdy nie było jeszcze takiej pięknej dekoracji na scenie.- Powiedziała do swojej rodzicielki. Ella wydawała się być zadowolona z efektu jakie uzyskały dzięki kilku zaklęciom transmutującym. - Mam nadzieję, że innym też się spodoba. Wiesz, że ciężko jest wszystkich zadowolić- Powiedziała starsza z Avery do córki. Faktycznie z roku na rok oczekiwania wobec tych sabatowych spotkań rosły. Wszyscy liczyli na to, że będzie lepiej niż rok wcześniej, musieli dbać więc o wysoki poziom spotkań.

Dzień mijał całkiem szybko. Musiała zabawiać wszystkich, którzy kręcili się wokół matki. Wypadało zrobić dobre wrażenie na osobach, które pojawiły się podczas sabatu. Stella miała to we krwi, potrafiła być ozdobą wydarzeń jak te. Wiedziała w jaki sposób, do kogo się odezwać, o co zapytać, tak by każdy był zadowolony. Zbliżał się moment, w którym miała pojawić się na scenie. Stała już na niej wiolonczela, przygotowana do tego, aby mogła zademonstrować swoje umiejętności, czekał na nią również spory tłum - udało jej się już zainteresować swoim graniem sporą grupę odbiorców. Panna Avery pojawiła się przed publiką z ogromnym uśmiechem na twarzy i ze smyczkiem w ręku. Humor miała wyśmienity, w końcu i ona czekała na ten dzień. Kiedy siadała przy instrumencie jeszcze dyskretnie obciągnęła na dół sukienkę. Grała dosyć długo, wszyscy się wyśmienicie bawili, nie musiała nawet korzystać ze swoich urokliwych umiejętności. Na sam koniec zagrała jeszcze ostatnią piosenkę, po czym wstała i skłoniła się nisko przed tłumem. Dostała głośne oklaski, co potwierdziło tylko jej wrażenie, że naprawdę się wszystkim podobało. Szybko zeszła ze sceny, bo po niej miał się pojawić zespół Wyjące Mandragory - który ostatnio stał się jednym z bardziej popularnych wśród młodych czarodziejów, wiedziała, że publika czeka na nich z niecierpliwością.

Stella była zadowolona, że występ się zakończył. Mogła wreszcie spędzić ten dzień tak, jak chciała. Cmoknęła jeszcze matkę w policzek. - Polecam się na przyszłość, a teraz znikam.- Rzekła do niej na do widzenia i odwróciła się na pięcie, żeby nie dać jej dojść do słowa - mogłaby jeszcze zawsze znaleźć jakąś rzecz, w której musiałaby jej pomóc, a tego wolała już uniknąć.

Zaczęło się ściemniać, już niedługo młode pary będą mogły wyruszyć do lasu. Jeśli chodzi o jej zdolności związane z rozpoznawaniem roślin, to jakieś tam były. Może nie znała się na tym specjalnie, ale powinna sobie poradzić z rozpoznaniem kwiatka. Gorzej jednak z kondycją, miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi i nie narobi sobie wstydu. Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu Borgina, miała wrażenie, że widziała go gdzieś obok ze sceny, tylko że teraz go zgubiła.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
05.03.2023, 18:42  ✶  

Sobota zbliżała się w nieubłaganym tempie. Stanley nie mógł zrezygnować. Nie mógł się teraz wycofać. Obiecał Stelli, że pojawi się tegorocznym święcie kwitnącego życia i radości - Litha. Zgadzając się na to, nie do końca wiedział z czym to się wiążę, ponieważ nie był wielce oddany praktykowaniu jakiejkolwiek religii. Jego wiedza na ten temat też nie była za duża. Dopiero w piątek przed samym świętem dowiedział się z czym to się tak naprawdę je.

Tym, który uświadomił go o przebiegu tego sabatu był Samuel - dobry przyjaciel Stanleya. Wytłumaczył, że po pierwsze jest to święto na którym ludzie się bawią, tańczą i śpiewają. Z tym już był problem, ponieważ Borgin potrafił tylko się bawić, pozostałych dwóch rzeczy nie potrafił robić. Po drugie odprawia się tam jakieś rytuały - Andrew nie miał zielonego pojęcia co tam będą robić. Miał tylko nadzieję, że Stella nie zmieni zdania i nie zamieni go w jakiś kamienny posąg. Najgorszą częścią tego święta była ostatnia rzecz - szukanie jakiejś kapusty czy innej paprotki. Stanley nie miał kurwa pojęcia jak to wygląda. To rośnie w doniczce? Jest trujące? Gryzie? No i przede wszystkim to się tyczyło jakichś młodych par, a on przecież nikogo nie miał.

Długo myślał jak może się z tego wycofać. Może mógłby złamać sobie rękę i pójść do świętego Munga aby udzielili mu niezbędnej pomocy, a przede wszystkim dali zwolnienie z czegokolwiek na ten dzień. No to by kiepsko wyglądało. No i Stella by się pewnie martwiła co nie miara.

Kiedy zawiązywał krawat, przypomniał sobie o tym, że panna Avery wspominała, żeby jak nie będzie mógł, to aby wysłać jej wiadomość albo list. Tak, tak właśnie zrobię. Tak uniknę tego święta. To był genialny plan. Najlepszy jaki mógł sobie tylko wymyślić. Usiadł więc czym prędzej do pisania lista. Tylko jak to napisać? Droga Stello, nie będzie mnie bo mi się nie chce? To nie brzmiało za dobrze. Droga Stello, nie wiem jak wygląda paprotka i nie chce się ośmieszać? To wyglądało jeszcze gorzej.

Weź się w garść Stan. Masz kilka godzin, aby wymyślić dobrą wymówkę i wysłać ją listem zanim będzie za późno, powtarzał sobie w głowie.

Nic nie wymyślił i trzy godziny później właśnie wchodził na teren zgromadzenia. Nie wiedział czemu ale kiedy próbował napisać cokolwiek miał totalną pustkę w głowie. Żaden dobry argument mu nie przychodził. Czyżby Avery rzuciła na niego jakiś czar złamanego pióra?

Przechadzał się pomiędzy alejkami. Wystawców od groma, a ich towaru było jeszcze więcej. Mógłby przysiąść, że zjechała się tutaj cała ulica Pokątna. Tutaj było po prostu wszystko. Ciekawe czy mają piwo zrodziło się w głowie widząc taką ilość dóbr. Nie było innej jak skrzętnie przejść pomiędzy wszystkimi sprzedawcami i przekonać się o tym na własnej skórze.

Nie było, a przynajmniej nie tam gdzie Stanley go poszukiwał. Lekko posmutniał. Co to za święto bez świętowania? Dla Borgina ten termin był bardzo prosty. Czyjeś urodziny? Piwko. Ślub? Piwko. Cokolwiek związanego ze świętem? Piwko. Podczas swojej chmielowej debaty przypomniał sobie, że miał już jedną, małą wpadkę z tym trunkiem. Może jednak lepiej, że go tutaj nie było?

Nie chcąc psuć sobie humoru tym faktem, zaczął się rozglądać po całym festiwalu. Teraz zrozumiał fakt, że ludzi tutaj było od groma. Ciężko byłoby ich wszystkich policzyć, a co dopiero nad nimi zapanować. Dzisiaj jednak nie był to jego problem. Ku swojemu pozytywnemu zaskoczeniu było tutaj bardzo ładnie. Przyjemnie, miło. Wszystko było wystrojone z klasą ale bez zbędnego przepychu. Chapeau bas dla kogoś kto to robił. Miał w tym po prostu talent.

Wnet na scenie pojawiła się ona. Anioł i demon w jednej osobie. Stella Avery. Stanley stał tak i się jej przyglądał. Wyglądała pięknie jak zawsze. Dzięki niej Borgin zrozumiał jak duży błąd popełnił. Jego strój w ogóle nie nadawał się na takie zabawy. Koszula z krawatem, galowe buty i płaszcz to nie jest raczej festynowy ubiór.

- Nosz… - rzucił pod nosem i pokiwał przecząco głową. Nie byłby sobą gdyby czegoś nie zapomniał albo nie zepsuł. Chociaż dzięki temu można było stwierdzić, że zachował swoje standardy i pozory. Jednak czy to dobrze?

Jednak nie psuł sobie tymi wszystkimi przeciwnościami losu humoru. Przyszedł tutaj aby się świetnie bawić. Kiedy koncert się zaczął, oparł się wygodnie o jeden z wozów i założył ręce na siebie. Mimo, że nigdy nie doceniał muzyki. To co ta dziewczyna wyprawiała na tej wiolonczeli, zawsze zapierało mu dech w piersiach.

Występ Stelli, tak jak się można było spodziewać, był całkowitym sukcesem. Tłum ją kochał, a ona kochała tłum. Na pewno musiała to uwielbiać kiedy kończyła grać ostatnie nuty i rozlegały się gromkie brawa. To było życie. Niestety brygadzistów z ministerstwa nikt tak nie docenia. Chyba, że jako docenienie można uznać dodatkową robotę w postaci setek ton raportów.

Bił gromkie brawa. Spokojnie mógłby się znaleźć w top trzech najgłośniej klaszczących osób po jej koncercie. Czas pójścia do lasu zbliżał się nieubłaganie. Stanley postanowił skorzystać jeszcze na szybko z oferty dostępnych sklepikarzy i wziąć sobie coś do picia. Kto wie ile będą szukać tej kapusty po lesie?

Wracając z dwoma napojami, zauważył, że panna Avery za kimś się rozglądała. Zrozumiał, że zapewne chodziło o niego. Postanowił się zemścić za to wszystko. Teraz to ja Ci pokażę pomyślał i zwolnił tempa. Zaczął się do niej skradać.

- BUU! - wydarł się, kiedy podszedł do niej od tyłu - Tu jestem - powiedział do niej z uśmiechem na ustach, a następnie wręczył jej jeden z napojów - Masz. Pomyślałem, że będzie Ci się chciało pić, więc też ci wziąłem. Jakaś lemoniada czy coś, nie wiem - nie zwracał szczególnej uwagi co brał u tamtego handlowca. Chciał dostać coś po prostu do picia.

- Pięknie zagrałaś. Jak zawsze zresztą - skomentował jej występ. Musiał sobie budować dobrą opinię i podlizywanie się jej było najprostszą metodą - A jeszcze piękniej wyglądasz - dodał popijając swoje picie rozejrzał się wokół. Ujrzał, że niektóre pary, a tak naprawdę to większość ruszyła już w las.

Stał tak niedługą chwilę, aż w końcu rozejrzał się nerwowo po okolicy, a następnie podrapał po policzku - Umm… Stella? - zwrócił się do niej - Możemy zamienić słówko na boku? Tak żeby nikt nie słyszał? - zapytał, a następnie odszedł kilka kroków na bok. Upewnił się, że nikt z zebranych go nie usłyszy i zaczął szeptać - Ja nie mam kurwa zielonego pojęcia jak ta kapusta ma wyglądać - przyznał się kręcać przecząco głową.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#3
05.03.2023, 20:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 20:29 przez Stella Avery.)  

Stella od dziecka była bardzo mocno zaangażowana w sprawy koweonowe. Jej matka przywiązywała do tego ogromną wagę, w końcu pochodziła z rodu Macmillan, a oni zajmowali się sprawami wiary i mieli w rodzinie wielu kapłanów. Było to ważną częścią jej życia, bardzo mocno pilnowała tego, aby brać udział w rytuałach związanych z wszystkimi świętami. Była to przecież bardzo istotna część egzystencji i miała ona wpływ na życie - tak przynajmniej wpojono pannie Avery. Nawet z wiekiem się nie buntowała, jak to miała w zwyczaju młodzież, wręcz przeciwnie, coraz bardziej się angażowała w organizację świąt czarodziejów. Chciała pomagać w tym matce, dzięki temu w końcu sabaty były coraz bardziej efektowne.

Gdyby tylko wiedziała, że jej dzisiejszy towarzysz ma na ten temat znikomą wiedzę zapewne zorganizowałaby dla niego lekcje, lub chociaż jakieś wprowadzenie, żeby było mu się łatwiej odnaleźć. Oczywiście jednak Borgin nie uprzedził jej wcześniej, że nie do końca jest zaznajomiony ze wszystkimi tradycjami. Stella się tego nie domyśliła, podczas tych kilku spotkań jakoś ich rozmowy nigdy nie powędrowały do takich tematów, a szkoda, bo rzeczywiście to było dla niej istotnie. Kolejna rzecz, która ich bardzo różniła. Pewnie wcześniej, czy później się o tym dowie.

Właściwie dlaczego postanowiła zaprosić tutaj Borgina? Tego sama nie wiedziała, znali się dość krótko, jednak nawet go polubiła. Przynajmniej nikt nie będzie mówić, że znowu spędziła to święto sama i nie miała z kim wyruszyć na poszukiwanie mitycznego kwiatu paproci. Pierwszy raz udało jej się zorganizować sobie jakieś towarzystwo, tak, zawsze znajdował się wianuszek chętnych, by wybrać się z nią do lasu, jednak ona niespecjalnie była zainteresowana. Tym razem jednak sytuacja się odwróciła - to ona kogoś zaprosiła.

Miała nadzieję, że Stanley jej nie wystawi. Wolała nie wracać do tego dnia, kiedy wybrał nadgodziny zamiast spotkanie z nią, jednak po tym czuła się trochę niepewnie. Skąd bowiem mogła wiedzieć, że to się nie powtórzy? Niby jej się wytlumaczył i w ogóle, ale zawsze pozostawała ta mała doza niepewności. Z drugiej jednak strony, gdyby była na jego miejscu, po tym doświadczeniu które przeżył ostatnio gdy ją wystawił zastanowiła by się dwa razy, czy chciałaby to powtórzyć. Tym razem pewnie Stella nie brałaby jeńców i po prostu zakończyła znajomość. Miała do siebie trochę szacunku i nie pozwoliłaby na powielanie takich zachowań, bo stałoby się to normą, a ona chodziłaby wiecznie zirytowana.

Na całe szczęście Borgin nie znalazł nigdzie alkoholu, Stella nie była jakimś ogromnym przeciwnikiem imprezowania, jednak po tym co ostatnio widziała... Wolałaby tego nie powtórzyć. Zresztą musieli mieć trzeźwy umysł, mieli iść do lasu, w którym mogły się czaić różne niebezpieczeństwa, alkohol mógłby im jedynie przeszkodzić w poszukiwaniach. Nigdy nie piła podczas sabatów, uważała, że warto doświadczać tego wszystkiego na trzeźwo.

Avery rozglądała się uważnie w poszukiwaniu swojego towarzysza. Niestety nie mogła go zauważyć w tym tłumie. Rękę by sobie dała uciąć, że go widziała ze sceny, a może to były jakieś omamy? Może jednak znowu ją wystawił. Odetchnęła głęboko - gotowa na kolejne rozczarowanie. Wtedy usłyszała zza pleców głośne Buuu aż podskoczyła i pisnęła głośno. Zdecydowanie się tego nie spodziewała i nie była na to gotowa. Odwróciła się gwałtownie, mógł dostrzec, że faktycznie się wystraszyła, chyba mu się to udało. Cofnęła się o krok. - Nie rób tak więcej! Chcesz żebym się wystraszyła na śmierć? - Po chwili jednak na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, naprawdę się cieszyła, że się tutaj pojawił i że spędzą ten wieczór razem.

- Dzięki. - Wzięła do ręki napój, który jej wręczył, upiła od razu spory łyk, nie miał w sobie alkoholu na całe szczęście. - Lemoniada, nie najgorsza muszę przyznać. - Avery wiedziała, że wystawy naprawdę przywiązują ogromną wagę do tego, aby sprzedawane produkty podczas sabatów były dobrej jakości, ta lemoniada to potwierdziła.

Zarumieniła się delikatnie słysząc komplementy z ust mężczyzny. Widać było, że poznał ją już na tyle, żeby wiedzieć, że to faktycznie działa, Stella bardzo łagodniała słysząc miłe słowa, zresztą nie była w tym wyjątkowa, chyba większość osób tak miała. - Ty za to jesteś bardzo elegancki, nie boisz się, że te czysciutkie buty zostaną gdzieś w błocie? - W końcu szli do lasu. Nie wiadomo, czego powinni się spodziewać po otoczeniu. Ona sama może też nie wyglądałą jak typowy leśny dziad, ale ubrała buty, w których nie powinna mieć problemów z pokonywaniem trasy. Właściwie to Stanley zawsze wyglądał podobnie, może taki już miał styl? To się pewnie okaże, jeśli będzie dane jej poznać go bliżej. Zastanawiała się właściwie, czy to był dobry pomysł, aby prosić go o towarzystwo tego wieczora, w końcu do lasu szły pary, a oni nie do końca byli parą. Tak właściwie to sama Avery nie do końca wiedziała co ich łączy, miała jedynie świadomość, że Borgin nie chciał tracić z nią kontaktu, co zademonstrował dosyć mocno podczas jego pijackiego wybryku.

Dostrzegła swoim bystrym okiem, że jest jakiś spięty. Zastanawiała się z czego to wynikało, może nie chciał iść z nią do lasu? Może niepotrzebnie go zaprosiła. Przyglądała mi się uważnie gotowa zapytać wprost, czy coś jest nie tak. Nie musiała jednak tego robić, bo on odezwał się do niej pierwszy. - No jasne, coś nie tak? Nie chcesz tam ze mną iść? To był głupi pomysł... - Zmieszała się nieco i podzieliła w głos tym, co jej się wydawało, może powinna się ugryźć w język, jednak wolałaby wiedzieć, jeśli faktycznie tak było. Odsunęła się też kilka kroków w bok, żeby faktycznie nikt ich nie usłyszał, choć miała wrażenie, że ludzie byli tak bardzo zaabsorbowani tym, żeby wejść do lasu, że nikt nie chciałby ich podsłuchać.

Wtedy zaczął mówić coś o jakiejś kapuście. Zmrużyła oczy, przyglądała mu się bardzo uważnie, o czym on właściwie mówił. - O paprotkę Ci chodzi? - To musiało być to. Zaśmiała się w głos. - Masz szczęście, bo ja się przygotowałam. Jest to niewielki fioletowy kwiat, który rośnie na paproci. Wiem jak wygląda, widziałam w książce wczoraj. - Zapewnie trochę inaczej prezentował się w naturze, jednak była pewna, że będzie go w stanie rozpoznać. - Tylko trochę się boję, że las mnie pochłonie, nie jestem specjalnie wysprotowana. - Było to mało powiedziane, całe życie unikała aktywności fizycznej jak ognia, więc trochę się bała, że jej kondycja nie poradzi sobie z takim wyzwaniem. - Jak będziemy współpracować, to jakoś powinniśmy sobie poradzić, co nie? - Przynajmniej taką miała nadzieję. W głębi duszy liczyła, że uda im się znaleźć ten kwiat, w końcu nie szli tam tylko po to, żeby się przejść w nocy po lesie, Avery lubiła wygrywać, a ten kwiat miał być poniekąd jakąś nagrodą.

- Dobra, masz jeszcze jakieś wątpliwości, pytania, czy możemy już iść? - Dodała jeszcze, w końcu lepiej wszystko wyjaśnić przed wejściem do lasu. Upiła jeszcze łyk lemoniady, coby się trochę nawodnić.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
05.03.2023, 21:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 21:14 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Okazało się, że to nie chodzi o kapustę, a o jakąś paprotkę. Gorzej być nie mogło. Co oni mieliby zrobić tą paprotką? Posadzić w doniczce i podlewać co dwa tygodnie jak im się przypomni? Bez sensu. Z kapusty był chociaż jakiś pożytek. Można było przyrządzić porządne danie. To by była dopiero dobra nagroda za ten cały trud jaki będą musieli za chwilę włożyć.

Dlaczego tak naprawdę muszą podejmować tę aktywność? Nawet nie byli razem. Byli na festynie z okazji święta i tyle. Stella mogła zagrać ten swój koncert, a później wrócić do miasta i pójść gdziekolwiek indziej. Przecież w Londynie było to miejsc, które warto odwiedzić i spędzić choć trochę czasu. Ale nie, bo pannie Avery zachciało się biegać za jakimś badylem. Szkoda, że tak bardzo nie podobała jej się roślinka, którą Borgin jej przyniósł. Po prostu widać, że paprotki mają coś w sobie i warto zapamiętać tę wiedzę na przyszłość

Z drugiej strony Stanley nie potrafił odmówić tej dziewczynie. Miała na niego jakiś taki wpływ, który nie do końca rozumiał. Czuł się przy niej, lepiej? Albo może normalnie? Tym bardziej, że widziała go w jego najgorszych stadiach. Teraz pozostało jej zobaczyć go w najlepszym.

Chociaż może Stella wybrała go dlatego, że był brygadzistą? A oni lubili węszyć. Zawsze szukali dziury w całym. Zapewne chciała wykorzystać ich pociąg do szczegółów. Liczyła pewnie, że w BUMie musi pracować intelektualna elita świata czarodziejów. Nic bardziej mylnego. Andrew może i był całkiem sprytny. Może nawet w jakimś stopniu inteligentny. Ale trafiła źle. Wręcz tragicznie, ponieważ nie miał on żadnego pojęcia o roślinach. W tamtą noc, w którą odwiedził panienkę Avery to przyniósł przecież całkowicie losowego kwiatka. Tak naprawdę to mógł nawet nie być kwiat, a pusta doniczka, a on w swoim stanie i stanie swojej wiedzy by i tak tego nie zauważył.

Jednak kim on był aby jej odmówić? Chce znaleźć tę paprotkę? To ją znajdą. Choćby mieli całą noc chodzić albo i nawet spać w tym lesie. Żaden kawałek fioletowego czy zielonego badyla ich nie powstrzyma. Wejdą na wyżyny swoich instynktów… Znaczy na wyżyny instynktów przyrodniczych Stelli, bo na niego nie można w tej kwestii liczyć.

- Oczywiście, że tak - zapewnił ją. Stanley może też nie był demonem sportu albo innym olimpijskim bogiem. Ale pokonanie lasu czy kilku skałek nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Nie był to jednak czas jego najlepszej formy. Ten przeminął i nie zapowiadało się, aby miał wrócić w najbliższym czasie.

Czy miał jakieś wątpliwości? Tak. Miał. Jednak wolał zachować je dla siebie. Wolał jej nie denerwować, zwłaszcza, że wyszedłby na całkowitego ignoranta dla tego święta jak i sprawy. A nie miał zamiaru zostać pobitym w lesie przez Stellę i jej fanatycznych kolegów sabatowców.

- Ruszamy? Im szybciej pójdziemy tym szybciej ją znajdziemy - rzekł do swojej kompanki pełny nadziei. Nie chciał robić przed nią złej miny. Nie uwierzy w istnienie jakichś świecących paprotek dopóki nie zobaczy jej na własne oczy. Tak naprawdę to one pewnie nawet nie istnieją, a są tylko starą legendą powtarzaną z pradziada na dziada.

Dopił swoje picie i wyrzucił kubeczek do śmieci. Nie będzie taszczył końcówki lemoniady do lasu, po to aby później wyrzucić go tam. Może i nie był największym przyjacielem lasu ale podstawowe zasady obcowania z nim znał.

Ruszył przodem w las. Taktykę miał bardzo prostą. Którykolwiek kwiatek przykuje jego uwagę zostanie wytypowany jako jego “kandydat” na roślinę wieczoru.

- Ktoś w ogóle kiedykolwiek ją znalazł? - zapytał podziwiając florę po drodze - A co jak ktoś znajdzie ją pierwszy zanim inni znajdą? Ktoś biegnie w las szukać innych, aby ich zawrócić? - kontynuował swoją kanonadę pytań - Ile ich rośnie w ciągu jednego roku? Jedna, dwie, pięćdziesiąt? - dopytał żartobliwie.

Nie szli za szybko - było to bardziej spacerowe tempo, którym chodzi się po obiedzie, aniżeli maraton. Chociaż czy tak naprawdę im się śpieszyło? Noc była długa. Zresztą nikt się nie śpieszył. Na tym obszarze lasu, który właśnie przemierzali było setki innych par. Gdzie w ich przypadku było to lekkie naciąganie faktów. Bo jedyną parą jaką mogli być to parą dobrych przyjaciół.

Rozglądał się na lewo i prawo za tą paprotką ale jej nie widział. Jedyne co udało mu się zobaczyć to wzrok. Wzrok innych ludzi, którzy z ciekawością przyglądali się jemu i Stelli. Czego oni mogli od nich chcieć? Mieli całkowitą rację, że jego strój nie pasował do tego wydarzenia ale to nie powód aby tak się przyglądać.

Musiała minąć chwila zanim skojarzył fakty. Poszukiwania tej paprotki dotyczą młodych par. Ten ciekawski, a przy okazji lekko oskarżający i osaczający wzrok wszystkich wokół był zapewne spowodowany jego partnerką w poszukiwaniach - Stellą. Teraz zapewne sądzili, że łączy ich coś więcej skoro też się tutaj znaleźli. Czyżby Avery przewidziała taki obrót spraw? Przecież jak tylko wrócą z tej puszczy to ludzie zaczną gadać. Chociaż oni zawsze gadają.

- Co zrobimy z tą paprotką jak już ją znajdziemy? - zagaił aby przerwać tę krepującą ciszę - Jest jakaś nagroda za nią? - zapytał.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#5
05.03.2023, 22:14  ✶  

Avery nawet jeszcze nie doszła w ogóle do myślenia o tym, co mieliby zrobić z paprotką, gdyby ją znaleźli. Jasne, chciała znaleźć ten kwiatek, jednak trochę wątpiła w to, czy im się uda. Jeszcze długa droga przed nimi. Była to jej pierwsza wyprawa po tą tajemniczą roślinę, nie wiedziała też co powinna zrobić jeśli już ją znajdą. Jakoś nigdy się tym specjalnie nie interesowała. Słyszała może trochę na temat tego, że miał przynosić szczęście parze, która go znalazła i zwiastować długi i szczęśliwy związek, tyle, że jednak w ich przypadku chyba nie do końca by się to zgadzało.

Stella mogła postąpić jak zawsze i zmyć się stąd przed częścią poszukiwawczą. Uważała jednak, że chyba najwyższy czas zobaczyć o co właściwie chodzi z tymi poszukiwaniami, warto było spróbować, żeby ewentualnie w przyszłości wiedzieć na czym się skupić, a że wydawało jej się, że Stanley nie odmówi jej towarzystwa - to postanowiła go zapytać o to, czy ma chęć wybrać się z nią do lasu. Nie odmówił, więc wychodziło na to, że miała rację, a przynajmniej wiedziała, że jeśli wybierze się z nim, to nie będzie się nudzić, w końcu zawsze kiedy był obok coś się działo. Może nie za każdym razem były to bardzo pozytywne rzeczy, jednak na nudę w jego towarzystwie nie mogła narzekać.

Avery wiedziała, że może polegać na Borginie, mimo tego, że podczas tej krótkiej znajomości było dane jej widzieć go w różnym stanie. Nie wystraszyło jej to - wręcz przeciwnie, może dzięki temu wydawał się jej bardziej ludzki? Miała wrażenie, że reszta osób, która kręciła się wokół niej udawała. Rzadko kiedy bywali naprawdę sobą, raczej próbowali jej zaimponować, co przynosiło odwrotne efekty.

Na pewno, to że Borgin był brygadzistą miało swoje plusy. Może poza tym, że dużo pracował, nie miał wpływu na swój grafik i godziny pracy, przez co nie mogli się specjalnie często spotykać. W przypadku jednak takich poszukiwań, powinien mieć przydatne umiejętności, w końcu łapał przestępców, nie powinien mieć problemu z tym, żeby znaleźć kwiatek w lesie, chociaż to się dopiero okaże. Niezbyt dobrze wróżyło to, że na początku mylił do z kapustą, ale starała się to ignorować i raczej nastawić się na sukces. Pozytywne myślenie było dobrym początkiem, wierzyła, że przyciągało dobrą energię i szczęście.

Podobało jej się to, że nie podchodził do tego zadania na kompletnej wyjebce. Jeśli będą współpracować może uda im się jakoś znaleźć ten cud natury. Rozwiał też jej obawy, że może nie chce w tym uczestniczyć, teraz była pewna, że są w tym razem, jakoś ją to podbudowywało.

Stella brzydziła się przemocą, także ostatnia rzecz, jaką by zrobiła było pobicie kogokolwiek, miała inne sposoby, aby mścić się, gdy coś nie szło po jej myśli. Zresztą sam Stanley miał możliwość już zobaczyć, w jaki sposób działa panna Avery. Ignorancja, milczenie - nie miała problemu, aby z nich korzystać.

- Tak, jak najbardziej, możemy iść.- Stella nie wypiła całej lemoniady, odstawiła ją jednak na stół. Wolała mieć obie ręce wolne, gdyby potknęła się o jakiś korzeń, czy coś podobnego. Najbezpieczniejsze było spadanie na ręce - była to prawda, której nauczyła się w swoim krótkim życiu, wolałaby nie porysować sobie twarzy.

Stella zrównała krok z mężczyzną, co wcale nie było takie łatwe patrząc na to, że miała od niego zdecydowanie krótsze nogi, ale starała się utrzymywać tempo i nie zostawać w tyle. To nie był przecież zwykły spacer, a bardzo poważne poszukiwania, musiała walczyć ze swoimi demonami. - Z tego, co wiem, to co roku ktoś ją znajduje.- Odpowiedziała na pytanie zadane przez Borgina. - Chyba wszystkie pary szukają aż do skutku, jeśli nie znajdą kwiatu to o wschodzie słońca wracają na polanę.- Raczej trudno byłoby szukać nocą ich wszystkich w lesie. - Kilkanaście kwiatów się pojawia, nie jest więc tak źle, myślę, że możemy znaleźć jednego.- Tak naprawdę coraz bardziej w to wątpiła. Teraz do niej dotarło, że będą szli w tym lesie w ciemną noc, a co jeśli jakieś zwierzę ich zaatakuje i nie będą w stanie się obronić. Gwiazdy niby intensywnie oświetlały drogę, jednak Stella trochę się bała, nie wiadomo w końcu co lub kogo mogą spotkać na swej drodze.

Czuła na sobie i Borginie spojrzenia ciekawskich gapiów, ona była do tego przyzwyczajona, w końcu gdzie by się tylko nie pojawiała, to ludzie na nią spoglądali. Dla jej towarzysza pewnie było to coś zupełnie nowego. Nie, żeby chciała go w jakiś sposób wykorzystać, choć może tylko trochę, może to skutecznie odstraszy wszystkich, którzy bardzo chcieli się z nią zapoznać. Kiedy zbliżali się do wejścia do lasu mignęła jej rodzicielka, Stella pomachała jej ręką, musiała się już do niej przyznać skoro pojawiła się niedaleko. Wreszcie weszli w głąb. Nie wydawało jej się, żeby roślina rosła w takim miejscu, to byłoby zbyt proste. Musieli podążać dalej. - Nagrody chyba nie ma, nie wiem, może można ją po prostu ususzyć?- Zapytała. Tak naprawdę to sama nie do końca wiedziała, co powinni zrobić z tą rośliną, jeśli i o ile ją znajdą.

Stella szła przed siebie raczej powolnym krokiem. Rozglądała się uważnie po okolicy, jednak nic nie wzbudziło jej uwagi. Im bardziej w głąb lasu wchodzili, tym bardziej było ciemno. Wokół panowała cisza, mimo tego, że przecież wiele par również znajdowało się niedaleko. Atmosfera była dosyć gęsta. W pewnym momencie poczuła, że coś jej chodzi po twarzy. Pisnęła głośno i podskoczyła spanikowana. - Zabierz to ode mnie!!!- Może warto by było powiedzieć o co chodzi, jednak trochę za bardzo się wystraszyła.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
05.03.2023, 23:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2023, 23:41 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Ususzyć? Po co ktokolwiek miałby suszyć jakąś paprotkę? Zapewne gdyby uważał na zajęciach z mikstur mógłby posiadać taką wiedzę. Jako, że wolał wtedy podrywać swoje koleżanki to takiej wiedzy nie posiadał. Z drugiej strony może można by ją jakoś spieniężyć? Słyszał, że za bardzo rzadkie okazy flory można zostać sowicie wynagrodzony. Pytanie tylko na ile ten świecący badyl jest wyceniany przez fachowców?

Stanley dalej tkwiłby w tej zadumie gdyby nie krzyk jego towarzyszki. Coś musiało coś i to co gorsza brzmiało jakby na Stellę rzucił się co najmniej jakiś potwór. Nie czekając ani sekundy dłużej odwrócił się do niej z chęcią pomocy, jednak nic nie zauważył. Przecież nie było na niej żadnego stwora czy innego fana, który pod przykrywką szukania kwiatu spróbowałby się do niej zbliżyć.

Dopiero po chwili udało mu się dojrzeć prowodyra tego całego hałasu. Był to mały pajączek, który postanowił zadomowić się na czole Avery na chwilę… Albo skorzystać z darmowej podwózki. Zresztą tylko głupiec by z takiej nie skorzystał.

To moja szansa powiedział sobie. Teraz w końcu miał okazję aby odegrać bohatera. Nie było nikogo innego na tyle blisko aby rzucić się z pomocą, a tu proszę - Stanley Andrew Borgin w gotowości do niesienia pomocy uciemiężonym. Gdyby wiedział wcześniej, że pająki mogą w tak dużym stopniu pomóc się wykazać, wsparłby się nimi dużo wcześniej. Co więcej, sam by pewnie nosił zawsze jakiegoś jednego w zapasie, aby móc odgrywać herosa.

Stanley wyciągnął ręce przed siebie aby uspokoić Stellę - Spokojnie. Nie ruszaj się. Nic ci się nie stanie - spróbował ją uspokoić, a następnie zbliżył się powoli w jej kierunku. Tylko go nie spłoszyć, tylko go nie spłoszyć. Wolał nie wykonywać gwałtownych ruchów aby nie denerwować stawonoga. Jeszcze by się wystraszył i zaczął biegać bo całej dziewczynie. Chociaż jakby tak się zastanowić to może nie byłoby dla Borgina takie złe…

Powolnym ruchem ręki objął pajączka, który przyglądał się całej sytuacji. Ten pajęczak pewnie nawet sobie nie zdawał sprawy dlaczego ktoś sieje taką panikę. Może był fanem Avery i chciał tylko autograf albo zdjęcie? Dostał swoją szansę i ją zmarnował, ponieważ po chwili został zabrany z jej twarzy.

Chłopak nie chciał zabijać tego pająka. Nic złego nie zrobił. To po prostu jego kompanka była lekką histeryczką. Trochę ją rozumiał. Nigdy nie ciągnęło go do lasu jako typowego mieszczucha. Z drugiej strony nigdy też nie miał problemu aby w nim przebywać i stawonogi nie budziły w nim obrzydzenia. A przynajmniej te, które były rozmiaru małego orzeszka.

- Stelluś, wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony chwilę po tym jak uratował ją przed oprawcą. Zwrócił się do niej jakby mówił co najmniej do młodszej siostry - Już go nie ma. Zabrałem go - uświadomił ją, że zagrożenie już przeminęło, a ona jest bezpieczna. Zobaczył, że kosmyk jej włosów w akcie paniki wymknął się spod kontroli i psuł jej idealną fryzurę. Posiadając wiedzę o tym, że panna Avery starała się mieć nienagannie uczesane włosy, złapał uciekiniera i poprawił go - Teraz lepiej - uśmiechnął się do niej i odwrócił w kierunku ścieżki.

Rozejrzał się wokół. Nikt inny nie zainteresował się nawet krzykiem. Żadna z grup nawet nie zbliżyła się do nich, aby zapytać czy wszystko jest w porządku. Wszyscy zgodnie zniknęli gdzieś za drzewa i krzewami. Nie było nikogo w zasięgu wzroku. Co w przypadku gdyby coś im się stało? Gdyby był to rzeczywisty przeciwnik, jakiś bazyliszek czy kij jeden wie co może się jeszcze czaić w tym lesie? Całkowita znieczulica na innego czarodzieja. Masakra.

- Jak nie chcesz iść dalej to możemy wrócić - zwrócił się do niej aby wybadać jej stan - Chociaż jestem pewien, że go znajdziemy. Czuję w kościach - próbował ją przekonać. Stanley lekko się wkręcił w szukanie tego kwiatka. Było to zabawniejsze niż mógł się spodziewać i to pewnie dlatego, że teraz to nie śmiano się z niego.

Borgin zdjął swój płaszcz, a następnie zarzucił Stelli na plecy - Masz. Zimno się powoli robi - przejechał jej ręką po plecach aby lekko ogrzać - A i słyszałem, że podobno pająki boją się płaszczy - oczywiście było to małe kłamstewko. Dlaczego stawonogi miały by się bać jakiegoś płaszcza? Nie chciał do końca kłamać ale nie chciał też zrezygnować z dalszych poszukiwań. Tak jak to się mawia - cel uświęca środki. Kłamcą może świetnym nie był ale na pewno był całkiem charyzmatyczny. Stella powinna zrozumieć, że powiedział to tylko i wyłącznie dla jej dobra.

Czyżby jego standardowy outfit był przygotowany na każdą okazję? Można by go nazwać zestawem uniwersalnym, pasującym do każdej pogody jak i okoliczności. Wszystko wskazywało właśnie na taki obrót spraw. Płaszcz, który w ciągu dnia mógł być niepotrzebnych i obciążającym dodatkiem, w nocy stawał nieocenionym sojusznikiem. Borginowi nawet nie było szkoda reszty tych par, które odpicowane w letnie ciuszki lansowali się po festiwalu.

Zastanawiał się jakich jeszcze argumentów może użyć aby przekonać Avery do zostania - Pójdziemy jednym tempem. Będę robił mniejsze kroki, a w razie czego nakrzyczę na te przebrzydłe kreatury - mówiąc to zrobił dwa kroki do przodu i pociągnął Stellę za sobą - Przecież nie pozwolę Ci wracać w tę ciemność samej na sabat - zapewnił.

Ruszył sprawnym lecz dużo wolniejszym krokiem do przodu. Ta pierdolona kapusta czy inna paprotka musiała być gdzieś tutaj. Ten pająk musiał być znakiem. Zapewne był jednym wielkim testem. Tak musiało być. Cała koniunkcja gwiazd i inne tego typu rzeczy musiały na to wskazywać.

- To był Twój paprotkowy test! - oznajmił jej to co przed chwilą wymyślił - Zdałaś go celująco. Teraz nie mamy innej możliwości jak ją po prostu znaleźć.

Wskazał dłonią jedną ścieżkę - Coś mnie kręci w nosie, aby pójść właśnie tędy - zaproponował - Możemy używać tutaj różdzek? - zapytał. Może nie wolno było korzystać z tej pomocy. Takie lumos byłoby tutaj bardzo przydatne, a i może podniosło by trochę Stellę na duchu. Pozostawała tylko kwestia posiadania różdżki. Czy panna Avery miała ze sobą swoją? Nawet jeśli nie, to znowu bohaterski Stanley Andrew Borgin stał na gotowości zaoferowania swojej różdżki, z którą tak jak z płaszczem, nigdy się nie rozstawał.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#7
06.03.2023, 00:20  ✶  

Ususzenie, to była pierwsza myśl na jaką wpadła. W końcu do elikisrów często używano jakichś unikatowych przedmiotów, taka paprotka była wyjątkowa, na pewno alchemicy by się o nią tłukli. Co innego można by zrobić z takim kwiatkiem? Inne pomysły nie przychodziły jej do głowy, może przed tą całą wycieczką powinna się była zainteresować również tym, po co im był ten chabaź. Zapewne sam spacer po roślinę miał być dla młodych par idealną sytuacją na spędzenie tej najdłużej nocy w roku w swoim towrzystwie, jednak cel przynajmniej w przypadku Stanleya i Stelli był dużo ważniejszy. Nie przybyli tutaj, żeby spędzić razem romantyczną noc, jak większość tych ludzi, liczył się tylko i wyłącznie ten nieszczęsny kwiat paproci.

Stella zamarła z przerażenia. Czuła jak potwór i jego nóżki poruszają się jej po twarzy. Zamknęła oczy, jakby miało jej to pomóc w jakikolwiek sposób. Zaczęła drżeć, nie mogła się uspokoić, a był to przecież tylko malutki pająk. Okoliczności jednak w jakich się pojawił dodawały odrobinę dramaturgii. No bo było tu ciemno, a ona poczuła zupełnie znienacka, że coś łazi jej po twarzy. To wszystko spowodowało, że zareagowała dosyć emocjonalnie.

Miała szczęście, gdyż Stanley bardzo szybko znalazł się tuż koło niej. Nie zwlekał nawet chwili. Zdjął tego strasznego potwora z jej twarzy. Pozbył się wroga, jednym, pewnym ruchem - niczym prawdziwy profesjonalista. Widać było, że miał wprawę. Jak dobrze, że miała go u swojego boku, gdyby nie on, to pewnie by tutaj umarła, czy coś.

Odetchnęła głęboko, musiała się uspokoić, żeby udać się dalej w głąb lasu. Powinni jak najszybciej wyruszyć dalej, przecież kwiatek nie odnajdzie się sam. Nie tak łatwo jej jednak szło panowanie nad oddechem potrzebowała jeszcze chwili, aby się uspokoić. - Pojawił się znikąd, tu jest ciemno, strasznie się wystraszyłam...- Po głosie można było zauważyć, że nadal nie do końca panowała nad emocjami, jego ton był wyższy niż normalnie. - Dziękuję, prawdziwy z Ciebie bohater. Pozbyłeś się go raz na zawsze?- Wolałaby, aby pasażer na gapę ponownie nie pojawił się na jej twarzy. Nie zauważyła, co Borgin zrobił z pająkiem, bo miała zamknięte oczy, może nawet lepiej, że wydawało się iż stworzenie nie żyje, powodowało to, że powoli zaczynała znowu się czuć bezpiecznie, a wszystko było zasługą jej towarzysza. Czy ktoś inny potrafiłby się nią tak dobrze zaopiekować? W tym momencie wydawało jej się, że nie.

Stanley zauważył nawet kosmyk włosów, który postanowił się uwolnić z jej idealnej fryzury i wsunął go na miejsce, co zrobiło na niej wrażenie, pewnie mało który facet w ogóle zauważyłby, że doszło do takiego nieszczęścia. Coraz bardziej utwierdzała się w tym, że dobrze wybrała kompana w tym nieszczęściu.

Sama Stella była zdziwiona, że nikt się nie odezwał, kiedy pisnęła. Wynikałoby z tego, że są zostawieni sami sobie, co nie wydawało się być bezpieczne, szczególnie, że byli w środku nocy, w środku lasu. Czy wszystkie inne pary były sobą tak bardzo zajęte, że zupełnie zignorowały dźwięki, które wydała Stella? Nie mogła uwierzyć w to, że panowała tutaj taka znieczulica, a może faktycznie wszyscy tak bardzo chcieli zdobyć ten kwiat paproci, że byli gotowi dojść po trupach do celu.

- Nie no, nie poddam się, nie ma szans, żebym zrezygnowała.- Udało jej się już zebrać w sobie i była gotowa do wznowienia poszukiwań. - Przepraszam, za te dramatyczne zachowanie.- Wydawało jej się, że wypada, w końcu nie panowała nad sobą zupełnie jeszcze przed chwilą. - i dziękuję za pomoc, prawdziwy z Ciebie rycerz, co pomaga damie w opałach.- Może smok przyjął postać pająka... ale był to tylko szczegół.

Jak widać i ten jego elegancki ubiór był tak naprawdę przemyślany. Mężczyzna bowiem zdjął płaszcz i narzucił jej na plecy, było to całkiem miłe zważając na to, że faktycznie zaczynało się robić chłodno. Sama Avery nie pomyślała o tym, żeby zabrać ze sobą jakieś wierzchnie nakrycie. Kiedy przejechał dłonią po jej plecach delikatnie drgnęła, nie spodziewała się takiego gestu, uniosła głowę i spojrzała na niego, wpatrywała się w jego twarz dłuższą chwilę. - Pająki się niczego nie boją.- Nie była aż tak głupia, żeby uwierzyć w te słowa, może przez moment się zawahała, jednak była to przesada. - i dziękuję za płaszcz, nie pomyślałam o tym, że nocą będzie zimno.

Nie zamierzała teraz odpuścić. Stanley ruszył przed siebie, tym razem jednak nieco wolniejszym krokiem. Stella szła tuż obok niego, nadal trochę się bała, jednak nauczona doświadczeniem wiedziała, że jej towarzysz nie da jej tutaj zrobić krzywdy. Było to naprawdę pocieszające, jako, że wokół było naprawdę ciemno, postanowiła złapać go za rękę, wiedziała że doda jej to pewności siebie i wtedy też nie tak łatwo będzie ją zgubić w tym lesie. Wyciągnęła swoją dłoń w kierunku jego, złapała ją o ile jej się nie wyrwał, jednak nie odezwała się ani słowem, kiedy to zrobiła i o ile jej się udało. Uścisk był naprawdę silny, jakby faktycznie bała się, że może go zgubić.

- Nigdy w życiu bym tędy nie wróciła sama.- Powiedziała bardzo poważnym tonem. Nie spodziewała się, że poszukiwanie kwiatu paproci będzie wzbudzało w niej aż tyle strachu, jak widać nie była aż tak odważna, jak się jej wydawało. - Chyba nie zdałam tego testu...- Skomentowała jeszcze jego słowa. Całe to zamieszanie z pająkiem, było dosyć mocno upokarzające, miała nadzieję, że Borgin nikomu nie opowie o tej sytuacji. - Pójdę za Tobą wszędzie, jeśli mówisz, że ta droga jest odpowiednia to chodźmy.- Stella stała się dzisiejszej nocy zupełnie innym człowiekiem. Wyjątkowo nie miała nic do powiedzenia, jakby jej całe własne zdanie gdzieś przepadło tylko dostosowywała się do tego, co zamierzał robić Stanley, oddała mu dowodzenie w tej ich poważnej misji.

- Możemy, kto to sprawdzi.- Tak się jej wydawało, zresztą nawet jeśli nie, to ewentualnie ich zdyskwalifikują. Avery zostawiła różdżkę w torebce, gdzieś obok stolika przy którym siedziała jej matka - kolejna nieprzemyślana decyzja tego dnia. Zaczęła się rozglądać uważnie, w końcu wypadałoby, aby znaleźli tę paprotkę. - Spójrz tam, coś mignęło.- Ewentualnie już miała zwidy i jej się wydawało...

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#8
06.03.2023, 16:49  ✶  

Na sabacie to rzeczywiście Stella była główną muzą, jednak od momentu wejścia do lasu i późniejszej afery z pająkiem to Stanley grał główne skrzypce. Teraz było jego pięć minut aby błyszczeć mimo, że wokół było ciemno. Borgin nie potrzebował poklasku wśród tłumu, a jedynie od Avery. Jednak jak na prawdziwego twardziela przystało, nie okazywał tego, a jego emocje zawsze były skryte. Może poza jednym wypadkiem przy pracy…

Kiedy Stella złapała go za rękę, nie bronił się ani jej nie odrzucił. Lekko nawet ścisnął, aby mieć również pewność, że dziewczyna się nie zgubi w tym lesie. Na całe szczęście szedł minimalnie z przodu, bo jeszcze mogłaby zauważyć, że na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek z takiego obrotu spraw.

- Masz rację - potwierdził słowa swojej kompani i wskazał palcem na łunę światła, która wyłaniała się nad lekkim pagórkiem - Chodźmy to sprawdzić - postawił krok na podwyższeniu, a następnie spojrzał na swoje buty. Do chodzenia po ścieżkach nadawały się idealnie ale do zdobywania wszelkiej maści górek już nie do końca. Trudno, raz się żyje.

- Pozwolisz - odwrócił się jeszcze na chwilę i włożył rękę pod płaszcz. Sprawnym ruchem ręki dosięgnął swojej różdżki, a następnie ją wyciągnął - Nie będziemy po ciemku chodzić - dodał. Tak na pewno mieli większe szanse aby zauważyć jakiegokolwiek stawonoga starającego się przeprowadzić desant na twarz Stelli.

- Lumos - wypowiedział spokojnie, a wokół jego tarninowej różdżki pojawiła się łuna światła - Od razu przyjemniej - stwierdził. Poczuł się pewniej widząc cokolwiek na wyciągnięcie ręki. Teraz mieli szansę nie tylko widzieć na co stąpają ale również nie stracić zębów.

Wykonał kilka sprawnych susów górę i chwilę później znalazł się pod dużym drzewem, które stanowiło swego rodzaju osłonę. Poczekał moment, aż panna Avery znalazła się na górze, tak aby mogli we dwójkę spojrzeć na tę całą paprotkę.

Jednak ku ich zdziwieniu w miejscu w którym miała być ta mityczna roślina była dwójka czarodziejów dzierżącą swoje różdzki w dłoniach. Widać, że nie tylko oni wpadli na tak genialny pomysł jak oświetlanie sobie drogi. Jednak ta para była dużo bardziej zajętą. I to na pewno nie szukaniem tego badyla.

Zapewne zdali sobie sprawę, że znalezienie go będzie graniczyło z cudem i poddali się. Nie chcieli dalej tracić czasu na zbędne chodzenie po lesie, dlatego usiedli na jednym z konarów, plecami do Stanleya i Stelli. Zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać, jednak na tyle cicho, że nie dało się nic zrozumieć.

Nie chcąc ich spłoszyć, Andrew obniżył swoją różdżkę na tyle nisko, aby dwójka zakochanych nie zwróciła na nich swojej uwagi, a następnie wrócił do ponownego oglądania całej sytuacji. A więc to tak wyglądają typowi uczestnicy tego święta pomyślał. Siedzą i się przytulają, zamiast szukać kwiata. Co oni głupi są? Przecież tuż za rogiem, za krzakiem, może być ta przeklęta paprotka.

W ciszy i skupieniu obserwował dalszy ciąg wydarzeń. Z początku niewiele się tam działo. Rozmawiali sobie o czymś, aż nagle tamten chłopak rozejrzał się wokół i wstał. Chwilę później przyklęknął przed dziewczyną, a następnie sięgnął po coś do swojej kurtki i wyciągnął coś na kształt małego atłasowego pudełeczka. Jego druga połówka musiała, aż z tego wszystkie zaniemówić, ponieważ przyłożyła ręce do ust. Reszta poszła już bardzo szybko. Założył jej pierścionek na palec, ona wskoczyła mu w ramiona, a Stanley się prawie porzygał z tego wszystkiego.

- Chodźmy może - powiedział do Stelli lekko speszony. Pierdoleni romantycy, musieli być wszędzie. Odwrócił się i zaczął powoli kierować w kierunku z którego przyszli. Pagórek na który się wspięli nie był może za duży, jednak wystarczająco długi aby się na nim rozpędzić i wywrócić na samym dole. Tak było w przypadku Borgina. Za szybko chciał opuścić te przesiąknięte do cna miłością miejsce, że nie zauważył kiedy nabiera prędkości. Dodatkowym utrudnieniem były jego galowe pantofle, którymi hamowanie nie należało do najprostszych. Zanim Avery zdążyła się obrócić, ten już leżał na ziemi cały ubrudzony w glebie i kurzu.

- Nosz.. Tego tylko brakowało… - rzucił pod nosem wstając i podnosząc swoją różdżkę. Świeżo kupiona koszula, właśnie na to święto wyglądała gorzej niż jakby ją psu z gardła wyciągnął. Z nieskazitelnej bieli stała się zasyfionym brązem. O spodniach to już lepiej nie wspominać, bo wyglądały jeszcze gorzej. Stanley chciał jednak jakoś wyglądać, dlatego próbował strzepać tyle ziemi, ile tylko był w stanie. Coraz bardziej przestało mu się to podobać. Zaczął też powoli tracić zapał do dalszych poszukiwań.

Wytrzepał ostatnie grudki z włosów, a następnie spojrzał w niebo i pokiwał przecząco głową - Na razie idzie nam wyśmienicie - stwierdził fakt - Ruszajmy dalej - powiedział lekko zirytowanym głosem. Starał się za wszelką cenę nie przejawiać swojej dezaprobaty. Jeszcze jedno takie wydarzenie tej nocy i wyjdę z siebie.

Ruszyli dalej w głąb lasu mimo. Borgin poczuł, że coś zaczęło go boleć w prawym kolanie. Starał się nie kuśtykać, aby nie niepokoić Stelli. Jednak się nie dało. Mimo swoich największych starań, po około dwudziestu metrach, przestał udawać - Arrghh.. - wydał z siebie stłumiony dźwięk bólu - Wszystko w porządku - wycedził przez zęby. Przyłożył lewą dłoń do głowy, a prawą złapał się za kolano jakby miało to cokolwiek pomóc. Weź się w garść. To tylko stłuczenie. Nic szczególnego powtarzał sobie w głowie.

- Usiądźmy na chwilę. Zaraz mi przejdzie - zaproponował, a następnie wskazał jedną większa gałąź, która znajdowała się wystarczająco nisko, aby na niej usiąść - Pomasuję je lekko i pójdziemy dalej - kontynuował z bólem w głosie. Koszula uwalona, kolano rozwalone. Normalnie świetne są te sabaty pomyślał.

Stanley usiadł i zaczął wpatrywać się w niebo, rozmasowując sobie kolano przy okazji. Gdyby znał się na wróżbiarstwie i nie traktował go jako piąte koło u wozu nauki, to mógłby spróbować swojego szczęścia i sprzedać Stelli jakąś ciekawostkę o gwiazdach. Jednak tej wiedzy nie posiadał i po prostu podziwiał niebiosa.

Nagle coś mignęło na niebo. Czyżby spadająca gwiazda? Tak, to musiała być ona - Stella! Patrz! Spadająca gwiazd..haa - zwrócił uwagę Avery podnosząc się za szybko z konara. Syknął z bólu ale się nie poddawał - Pomyśl życzenie - dodał.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#9
06.03.2023, 20:02  ✶  

Od samego początku uprzedzała Borgina, jak wygląda sytuacja związana z jej sprawnością fizyczną. Była raczej balastem, który najwygodniej było zostawić, na szczęście mężczyzna nie chciał tego zrobić. Jeszcze ten pająk, jakby samo to, że nie mogła za nim nadążyć nie wystarczało. Zdecydowanie nie tak miał wyglądać ten spacer. Musiała jednak zacisnąć zęby i bez względu na przeciwności losu iść dalej, w końcu mieli do znalezienia kwiat.

Nie widziała jego reakcji, gdy złapała go za rękę. Może to nawet i lepiej, samo to, że wykonała ten gest było dla niej raczej zawstydzające, jednak za bardzo się bała tego, co było wokół, żeby się tym martwić. Grunt, że nie odrzucił jej dłoni, po raz kolejny okazało się, że faktycznie mogła na niego liczyć. Było to pokrzepiające.

- Może faktycznie to to, czego szukamy, wtedy będziemy mogli wyjść już z tego lasu.- Zastanawiało ją, dlaczego wszyscy tak bardzo zachwalali te spacery podczas Lithy w poszukiwaniu kwiatu paproci. Jak na razie nie widziała w tym nic atrakcyjnego, było to ciemno, zimno, jakieś stwory łaziły po twarzy, kto w ogóle wymyślił taką atrakcję? - Tak, sprawdźmy to.- Cały czas szła za Borginem, gdyby coś spadło z drzewa, wybiegło z lasu, to on byłby na pierwszej linii ataku, mogłaby jeszcze ewentualnie uciec przed niebezpieczeństwem.

- Jasne, nie krępuj się.- Rzekła jeszcze, kiedy postanowił sięgnąć po różdżkę. Był to całkiem mądry pomysł. Światło gwiazd średnio im wystarczało do oświetlenia drogi, takie lumos na pewno im tutaj nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie, może pomoże znaleźć to, po co się tutaj znaleźli.

Zaklęcie które rzucił oświetliło drogę, nie będą musieli iść po omacku, może dzięki temu będą w stanie szybciej przeczesać las. Stella ciągle szła za Stanleyem. Ruszył przodem, musiała jakoś wleźć tuż za nim na wzniesienie, aby znaleźć się przy drzewie, nie było to łatwe zadanie dla takiej pierdoły jak ona. Odetchnęła głęboko. Raz kozie śmierć. Jakoś udało jej się do niego wdrapać, właściwie to nie było, aż tak strasznie trudne zadanie, jak się jej wydawało na samym początku. Światło, które zauważyła miało być już niedaleko, czyżby mityczny kwiat faktycznie znalazł się na wyciągnięcie ręki.

Wychyliła się zza drzewa, wtedy do niej dotarło. Nie było to to, czego szukali. Rozczarowanie - po raz kolejny dzisiejszego dnia. Myślała, że już się im udało, jak widać życie wcale nie było takie proste. Para, którą obserwowali postanowiła odpocząć, tak to przynajmniej wyglądało z tej perspektywy. Nie zauważyła, żeby mieli przy sobie kwiat - co ją trochę podniosło na duchu, nie tylko ona i Stanley tak nieudolnie go szukali.

Na szczęście para ich nie zauważyła, może to i lepiej, w końcu gapili się na nich tak, że aż głupio. Avery wolałaby się wycofać, żeby nie narobili sobie wstydu. Wtedy jednak zauważyła, że mężczyzna klęknął przed swoją partnerką, szczęka jej opadła, bo najwyraźniej byli świadkami zaręczyn. Musieli się stąd jak najszybciej ulotnić, teraz to już w ogóle lepiej, żeby ich nie zauważyli, wyglądali bowiem jak para stalkerów, która chciała sobie popatrzeć. Nie ruszyła się jednak od razu, chciała zobaczyć, czy dziewczyna się zgodzi. Gdy już miała pewność, jak zakończyła się ta historia mogła stąd odejść.

- Tak, niech zostaną sami.- Szepnęła jeszcze do Borgina. Zdecydowanie lepiej, jakby się stąd w miarę dyskretnie oddalili. Po cichutku, nie zwracając na siebie niepotrzebnej uwagi. Czyli pary spotykały się tu po to, żeby łączyć ze sobą swoje życia na zawsze, ciekawe. Tego wcześniej nie wiedziała. Pewnie zaręczyny podczas Lithy nie były niczym nowym, sama zapewne uważałaby takie poczynania za obciach, w końcu to nic oryginalnego.

Wtedy los rzucił im pod nogi kolejną kłodę... Tym razem jednak nie jej, a Stanleyowi. Poślizgnął się w tych swoich eleganckich pantofelkach i wywrócił. Zabolało ją wszystko na sam dźwięk tego upadku. Wolałaby nie być na jego miejscu, nie wyglądało to bowiem specjalnie dobrze.

- Bolało?- Zanim udało jej się do niego podejść i wyciągnąć rękę ten już się otrzepał i ponownie stał przed nią. Wydawało się jej, że chyba też mu się tutaj niespecjalnie podoba po tym wszystkim. No to było ich dwoje, znaleźli rzecz która ich łączyła, każde z nich chciało jak najszybciej opuścić to miejsce.

- Jeśli chcesz, możemy odpuścić, widzę przecież, że trochę się poturbowałeś.- Może i się nie skarżył, Avery jednak zauważyła, że porusza się wolniej niż jeszcze chwilę wcześniej, ten upadek musiał być faktycznie bolesny. - To chyba nie jest nasza noc, wiesz?- W jej głosie było słychać lekkie rozczarowanie, ale i też już się pogodziła z tym, że nie znajdą tego kwiatu.

- Jasne, odpocznijmy chwilę, przyda nam się.- Nie miała nic przeciwko temu, żeby usiedli na tym kawałku drewna, może chwila przerwy dobrze im zrobi. Trochę za bardzo skupili się na znalezieniu rośliny, tak jakby cały świat chciał dam im znać, że to nie do końca o to w tym wszystkim chodzi. Usiadła więc obok Stanleya, który nabawił się kontuzji, w sumie trochę przez nią, bo to ona wymyśliła ten durny spacer. - Przepraszam, nie spodziewałam się, że to się tak skończy.- Miała nadzieję, że nie będzie miał do niej wyrzutów sumienia. Liczyła też na to, że nie spowoduje to u niego niechęci do sabatów.

Uniosła głowę do góry, kiedy wspomniał o spadającej gwieździe. Avery nie była jednak zbyt szybka, miała wrażenie, że coś jej mignęło, jednak nie była pewna, czy to to, o czym mówił. W razie, gdyby była to spadająca gwiazda pomyślała życzenie. - Pomyślałam, a Ty to zrobiłeś? Taka gwiazda spełnia dwa, czy jedno? Myślisz, że wybierze Twoje, czy moje?- Wpatrywała się teraz w mężczyznę ciekawa jego odpowiedzi.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
06.03.2023, 22:20  ✶  

Ile życzeń potrafiła spełnić gwiazda? To było w zasadzie bardzo dobre pytanie. Kiedyś słyszał o tym, że podobno spełnia tyle życzeń ile osób je zobaczy. Osobną kwestią było to, na ile to była rzeczywiście prawda.

- Twoje - odparł szybko, bez zastanowienia - Ja nie mam jakichś większych marzeń… Jeżeli w ogóle… - wytłumaczył swoją odpowiedź bez żadnych emocji w głosie. Nigdy przesadnie nie marzył. Może bał się, że nigdy się nie spełnią? Zawsze starał się chodzić z głową na ziemi, a nie w chmurach. Też do końca chyba nie wierzył, że marzenia mogą się spełniać. Raczej wyznawał zasadę, że jak samemu ktoś nie weźmie się w garść to niczego nie osiągnie.

Ciężko westchnął, a następnie usiadł z powrotem na kłodzie. Zgodnie z tym co miał w zwyczaju w stresowych sytuacjach, zaczął pocierać lewą rękę o prawą pięść. Układał sobie w wypowiedź w głowie przez dłuższą chwilę nie odzywając się ani słowem.

- Wiesz co Stella? - zwrócił się do niej, a następnie spojrzał - Dzięki, że mnie zabrałaś - wydusił z siebie z wielką ulgą w głosie - Mogłaś wziąć każdego przecież, a wybrałaś mnie nie wiedząc czemu - zaśmiał się lekko i przestał pocierać ręcę - Nawet kurwa paprotki znaleźć nie mogę, taki ze mnie brygadzista - podparł głowę ręką i pokiwał przecząco głową. Stanley utracił wiarę w swoje umiejętności w tym momencie. Jak on miał szukać przestępców jak nie potrafił znaleźć jakieś kapusty po środku lasu?

Spojrzał w otaczającą ich ciemność jakby chciał czegoś dostrzec. Czy to w ogóle miało sens? Może powinni zrezygnować z dalszych poszukiwań? Jedyne co do tej pory udało im się osiągnąć to zszargane nerwy Stelli i stłuczone kolano Stanleya. Nie wspominając o jego ubiorze oczywiście. Ktoś już na pewno ją znalazł, a w tym tempie to oni do rana będą martwi w tym lesie.

- Hm..? Mówiłaś coś? - ocknął się i zapytał. Wydawało mu się, że panna Avery coś od niego chciała. Chociaż mogło mu się wydawać, ponieważ był zamyślony. Walczył sam ze sobą w głowie. Jeden Stanley przekonywał go, aby wziął Stellę i spakować się z tego lasu. Drugi Stanley mówił, aby pójść dalej w głąb, bo przecież już tak daleko zaszli i poddanie się teraz było bez sensu.

Zsunął się z drzewa i odwrócił do dziewczyny - Chodź. Idziemy - wyciągnął do jej dłoń, aby pomóc jej zejść - Znajdziemy tę paprotkę. Nie możemy wrócić na tarczy po takim wysiłku - oznajmił jej - Nie po to dałaś się zaatakować pająkowi, żeby teraz się poddać - motywował Stellę do dalszego działania. Na całe szczęście bitwę argumentów wygrał drugi Borgin, który był pozytywnie nastawiony do całego sabatu.

Ruszył do przodu lekko utykając nogą. Wystawił za siebie prawą dłoń i dwa razy ją zgiął, aby dać jej znak, że może się złapać jeśli tylko tego zechce. Lewą dłoń ruszał przed nimi, aby rozświetlić okolicę i zwiększyć ich szansę na znalezienie czegokolwiek.

- Jakbyś mi powiedziała, że to tak będzie wyglądać to bym wziął swoje bojówki z ministerstwa, bo pantofle się do tego nie nadają - uśmiechnął się i powiedział lekko rozśmieszonym głosem, a następnie uniósł jednego buta aby pokazać jego stan, który wskazywał na całkowite zabrudzenie - Tobie też bym może wtedy takie ogarnął… Ale mniejszy rozmiar, bo w moich to byś raczej pływała - dodał - No chyba, że lubisz takie spocone i ubłocone buty brygadierów uderzeniowych? - zapytał. Humor zaczął mu dopisywać. Powoli odzyskiwał wiarę w to, że uda im się jednak ją odnaleźć. Bo jak nie my to kto? pomyślał.

Stella opisywała mu wcześniej tę paprotkę jako fioletowa roślina. Teraz w końcu przyszedł czas na zastosowanie swojej taktyki, ponieważ ujrzał jakąś grupę kwiatów w odpowiednim kolorze - Może to te? - zapytał swojej kompanki, aby podała swoją ekspertyzę w tej sprawie. Borginowi wydawało się, że raczej nie, ponieważ rosło ich tutaj po prostu za dużo. A podobno owa roślina miała być unikatowa czy tam legendarna.

To nie może być to pomyślał i ruszył dalej. Rozglądał się uważnie za kolejnym kwiatem, który mógłby mu wpaść w oko - Jak Ci się spaceruje w ogóle? Ciepło Ci? - zapytał. Wolał rozmawiać nawet o najmniejszych pierdołach, niż iść w głuchej ciszy, która była po prostu niepokojącą. Nawet mała pogawędka podnosiła człowieka na duchu i nie pozwalała zwariować. A na tym zależało mu w tym momencie najbardziej.

- Długo w sumie grasz na tej wiolonczeli? - zagaił ponownie. Nigdy wcześniej nie mieli okazji aby sobie porozmawiać we dwójkę w spokoju. Zawsze były tłumy gapiów, nie ważne gdzie by się znajdowali w Londynie. Każdorazowo był ktoś kto by podsłuchiwał albo interesował się tym co by robili. Ta cała rozpoznawalność Stelli…



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5524), Stella Avery (5557)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa