Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem, W poszukiwaniu straconego czasu I
21.06.1969, Knieja Godryka, Sabat z okazji Lithy
Nadszedł dzień na który czekała większość młodych czarodziejów. Litha zwiastowała nadchodzące lato. Była to najdłuższa noc w roku, z okazji której odbywał się co roku sabat. Czarodzieje bawili się całą noc, świętowali ten wyjątkowy dzień w roku. Noc przesilenia była też wyjątkowa pod innym względem, tylko tego jednego dnia zakwitały paprocie. Młode pary udawały się na całonocne wędrówki w poszukiwaniu tego niezwykłego okazu. Miało to zacieśnić ich więzi.
Panna Avery wyjątkowo nie mogła się doczekać tego sabatu. Kilka dni wcześniej wyjaśniła nieporozumienie, które męczyło ją dłuższy czas. W ogóle zapomniała o co jej właściwie chodziło. Cieszyła się ogromnie, że spędzi ten niezwykły dzień w roku w towarzystwie Stanleya.
Pojawiła się w miejscu sabatu dosyć wcześnie. Obiecała matce, że zagra na sabacie. Miała świadomość, że było to dla niej bardzo ważne - w końcu Ella pochodziła z rodziny Macmillan, która przygotowywały te wszystkie spotkania czarodziejów. Stella obiecała jej, że zagra dla towarzystwa, w końcu dobrze by było, żeby mieli przy czym tańczyć.
Avery przemierzała stragany, aby obejrzeć towary wszystkich wystawców. Podczas sabatów można było nabyć tutaj naprawdę interesujące rzeczy, nie dostępne zawsze i wszędzie. Pojawiali się tutaj czarodzieje z różnych zakątków, w końcu rzadko kiedy można było spotkać w jednym miejscu aż taką ilość ludzi. Był to jeden z najlepszych momentów w roku obwoźnych sprzedawców. Rzadko kiedy mogli obłowić się, jak podczas tego święta.
Panna Avery dużo czasu spędziła tego poranka na tym, aby wyglądać dzisiaj fenomenalnie. Wiedziała, że będzie spoglądało na nią wiele osób, musiała więc prezentować się doskonale. Nie mogła przesadzić z elegancją, w końcu sabat odbywał się w lesie. Wybrała więc sukienkę, która sięgała jej nieco za uda, będzie musiała pamiętać o tym, żeby się pilnować podczas gry, by nikt nie zobaczył jej zadka. Sukienka była pomarańczowa i miała długie rękawy, które rozszerzały się przy końcu. Zaplotła sobie dwa drobne warkocze u góry głowy, miały one przytrzymać resztę włosów w ładzie, były rozpuszczone, ale zależało jej na tym, aby podczas koncertu nie wpadały jej do oczu. Na stopach miała zaś trampki - w końcu szła na łono natury.
Z godziny na godzinę coraz więcej osób pojawiała się w Kniei Godryka. Stella początek dnia spędzała z matką. Pomagała jej jeszcze dopracować ostatnie szczegóły. - Wszystko jest cudownie mamo, wydaje mi się, że nigdy nie było jeszcze takiej pięknej dekoracji na scenie.- Powiedziała do swojej rodzicielki. Ella wydawała się być zadowolona z efektu jakie uzyskały dzięki kilku zaklęciom transmutującym. - Mam nadzieję, że innym też się spodoba. Wiesz, że ciężko jest wszystkich zadowolić- Powiedziała starsza z Avery do córki. Faktycznie z roku na rok oczekiwania wobec tych sabatowych spotkań rosły. Wszyscy liczyli na to, że będzie lepiej niż rok wcześniej, musieli dbać więc o wysoki poziom spotkań.
Dzień mijał całkiem szybko. Musiała zabawiać wszystkich, którzy kręcili się wokół matki. Wypadało zrobić dobre wrażenie na osobach, które pojawiły się podczas sabatu. Stella miała to we krwi, potrafiła być ozdobą wydarzeń jak te. Wiedziała w jaki sposób, do kogo się odezwać, o co zapytać, tak by każdy był zadowolony. Zbliżał się moment, w którym miała pojawić się na scenie. Stała już na niej wiolonczela, przygotowana do tego, aby mogła zademonstrować swoje umiejętności, czekał na nią również spory tłum - udało jej się już zainteresować swoim graniem sporą grupę odbiorców. Panna Avery pojawiła się przed publiką z ogromnym uśmiechem na twarzy i ze smyczkiem w ręku. Humor miała wyśmienity, w końcu i ona czekała na ten dzień. Kiedy siadała przy instrumencie jeszcze dyskretnie obciągnęła na dół sukienkę. Grała dosyć długo, wszyscy się wyśmienicie bawili, nie musiała nawet korzystać ze swoich urokliwych umiejętności. Na sam koniec zagrała jeszcze ostatnią piosenkę, po czym wstała i skłoniła się nisko przed tłumem. Dostała głośne oklaski, co potwierdziło tylko jej wrażenie, że naprawdę się wszystkim podobało. Szybko zeszła ze sceny, bo po niej miał się pojawić zespół Wyjące Mandragory - który ostatnio stał się jednym z bardziej popularnych wśród młodych czarodziejów, wiedziała, że publika czeka na nich z niecierpliwością.
Stella była zadowolona, że występ się zakończył. Mogła wreszcie spędzić ten dzień tak, jak chciała. Cmoknęła jeszcze matkę w policzek. - Polecam się na przyszłość, a teraz znikam.- Rzekła do niej na do widzenia i odwróciła się na pięcie, żeby nie dać jej dojść do słowa - mogłaby jeszcze zawsze znaleźć jakąś rzecz, w której musiałaby jej pomóc, a tego wolała już uniknąć.
Zaczęło się ściemniać, już niedługo młode pary będą mogły wyruszyć do lasu. Jeśli chodzi o jej zdolności związane z rozpoznawaniem roślin, to jakieś tam były. Może nie znała się na tym specjalnie, ale powinna sobie poradzić z rozpoznaniem kwiatka. Gorzej jednak z kondycją, miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi i nie narobi sobie wstydu. Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu Borgina, miała wrażenie, że widziała go gdzieś obok ze sceny, tylko że teraz go zgubiła.