• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine

[13/10/72] The wind is howling, and the leaves are falling | Benjy, Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
06.01.2026, 00:49  ✶  

Nie spodziewała się tego. Nie wzięła pod uwagę najważniejszego czynnika, który już wcześniej sugerował, że może przysporzyć komplikacji. Przeklęte podłoże znowu przypomniało o tym, że na niektóre rzeczy nie ma wpływu. Poślizgnęła się, zawahała, sama nie do końca wiedziała, co się wydarzyło, jednak gdy uniosła sztylet trafiła na powietrze. Nie udało jej się trafić w wilkołaka. Nie miała szansy zareagować, stwór jej dosięgnął, nie zastanawiał się ani sekundy, poczuła ból, skóra została rozszarpana, drasnął ją w bok, jego pazury wbiły się w jej ciało, nie głęboko, jednak udało mu się ją trafić. Zrobiło jej się ciepło, fala gorąca przeszła przez jej ciało. Nie krzyczała jednak, zacisnęła zęby, ból nie był niczym złym, przypominał o tym, że jeszcze żyła.

Wiedziała, co to oznacza, wiedziała, że ją oznaczył, że teraz nie było już odwrotu. Nie miała zamiaru się poddać, gdzieś w głębi duszy czuła, że nie powinna tak ryzykować, powinna spasować, ale niby jak miała to zrobić w tym momencie, nie było odwrotu. Nie mogła reagować inaczej. Zamierzał dokończyć swojego dzieła, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, wiedziała, że krew zaczęła sączyć się z jej boku, musiała uważać, nie mogła pozwolić na to, aby odebrał jej to, co było w tej chwili najważniejsze, musiała pamiętać, że nie była sama, nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś stało się człowiekowi, którego nosiła pod sercem, powinna była o tym pomyśleć wcześniej, ale nie zakładała, że zlecenie okaże się być trudne do realizacji. Wilkołak był silniejszy niż zakładała, niż się spodziewała, nie do końca odpowiednio oceniła sytuację.

Miała wrażenie, że sekundy dzieliły ją od kolejnego ataku, już miała unieść sztylet do góry, kiedy coś innego przykuło uwagę bestii. Bardzo dokładnie obserwowała otoczenie, znał chyba każdy fragment tej polany, był przygotowany do tego, co go czekało. Odwrócił się, jakby przewidział to, co chciał zrobić Fenwick. Skutecznie uniemożliwił mu atak, sam przy okazji wbił mu pazury w bok. Nie pozwolił sobie na zwłokę. W jego oczach widać było furię, stworzenie chciało ich skrzywdzić. Nie przejmowało się tym, że w jego cielsku tkwiło srebro, może sprawiało nieco dyskomfortu, ale nie przeszkadzało mu to w dalszej walce. Kontynuował więc, napierał na Benjy'ego całym ciałem, aż ten w końcu poleciał i znalazł się na ziemi. Geraldine widziała to, co się działo, nie mogła nie zareagować, nim jednak to zrobiła, to wilkołak zdążył doskoczyć do mężczyzny, przyparł go do ziemi, zaczął atakować. Nie przestawał, był zdeterminowany do tego, aby tej nocy z polany nikt nie wyszedł.

Benjy trafił w jego brzuch, stworzenie nie miało za bardzo pola manewru, z jego gardła wydobył się ryk, który sugerował, że poczuł ostrze, które zostało wbite.

Nie poddawał się jednak, to jeszcze nie był ten moment. Zamachnął się pazurami, nie skupiał się jednak na tym, gdzie zamierzał trafić, robił to bez większego namysłu, chciał, żeby leżący przed nim mężczyzna cierpiał, tak jak i on w tej chwili cierpiał. Nie zawahał się, być może wiedział, że został dość mocno trafiony, ale niczego to nie zmieniało, był ryzykantem, zresztą co w tej chwili miał do stracenia?


Rzut W 1d100 - 69
Sukces!
- atak wilkołaka

Geraldine zareagowała dość szybko, nie czekała, nie zwlekała, machnęła ostrzem w powietrzu tak, aby trafić bestię w plecy, ojciec zawsze mówił, że najlepiej odcinać im głowy, ale z tej pozycji, w której się znajdowała nie miała takiej możliwości, celowała więc w plecy, w sam ich środek. Nie zamierzała pozwolić na to, aby skrzywdził jej towarzysza, nie mogła do tego dopuścić.


Rzut W 1d100 - 8
Akcja nieudana
( AF ◉◉◉◉◉ na wbicie ostrza w plecy)
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
06.01.2026, 04:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2026, 18:16 przez Benjy Fenwick.)  
Nie widziałem wszystkiego, nie od razu, część obrazu docierała do mnie przez nagły ból i ciężar cielska, które przygniatało mnie do ziemi, a być może nawet przez trzask moich własnych żeber protestujących przy każdym oddechu. Dostrzegałem jednak wystarczająco dużo, by zrozumieć, że sytuacja właśnie przekroczyła granicę, za którą zaczynają się rzeczy naprawdę złe.
Wilkołak nie odskoczył po dźgnięciu, chociaż weszło ono tak gładko i głęboko, jak tylko mogło z pozycji, w jakiej się znalazłem - ryk, który wyrwał mu się z gardła, był czysty i szczery, ale nie oznaczał odwrotu, wręcz przeciwnie, potwór w wilczej skórze zareagował jak ktoś, kto uznał, że skoro już boli, to nie ma sensu się oszczędzać, jego ciało napięło się pod moimi rękami, masa przesunęła się wyżej, a pazury poszły w ruch chaotycznie, bez precyzji, za to z pełną siłą.
Uderzył.
Poczułem, jak coś rozcina mi bok, głębiej niż wcześniej, ciepło rozlało się pod skórą i natychmiast zmieniło się w piekący, ostry ból. Powietrze uciekło mi z płuc, widzenie zawęziło się na moment do jasnych plam. To nie był jeden cios, tylko seria szarpnięć, zbyt blisko twarzy, przerażająco blisko gardła - testował, gdzie może pozwolić sobie na więcej - każdy ruch kosztował mnie więcej sił, niż chciałem przyznać, słyszałem jego oddech tuż nad sobą, ciężki, urywany, przesiąknięty zapachem krwi. Mojej. Jej. Jego. Wszystko się mieszało.
Gdzieś z boku mignęła sylwetka Geraldine, widziałem błysk jej ostrza, ruch, który powinien był zakończyć ten fragment starcia, ale przeklęta polana znów zrobiła swoje - trawa, wilgoć, nierówność - cios przeszedł przez powietrze, zbyt wysoko, a może zbyt późno, nie widziałem tego dokładnie, ale ostrze nie znalazło celu.
[+]Spoiler
Czy wilkołak rejestruje próbę ataku Geraldine:
1 - tak, zapamiętuje jej pozycję
2 - tak, ale ignoruje (priorytet Benjy)
3 - nie, całkowite skupienie na zwarciu
Rzut 1d3 - 2


Jeśli zapamiętuje pozycję, jak dobrze (percepcja):
Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...


Priorytet wilkołaka po odniesionych ranach:
1 - dobija Benjy’ego (ignoruje wszystko inne)
2 - próbuje unieruchomić Benjy’ego i odwraca się na Geraldine
3 - odskakuje, żeby zyskać dystans i zmienić oś walki
4 - przechodzi w pełną, świadomą eskalację (szał kontrolowany)
Rzut 1d4 - 1


Czy wilkołak forsuje pełną przemianę:
1 - tak, natychmiast (kosztem kontroli, ryzykując obrażenia)
2 - nie, utrzymuje obecną formę
Rzut 1d2 - 1


Czy srebro wyraźnie wpływa na tempo wilkołaka w następnej turze:
1 - nie
2 - umiarkowanie (-10 do kolejnej AF)
3 - wyraźnie (poziom niżej do kolejnej AF)
Rzut 1d3 - 3


Czy wilkołak wreszcie wyrywa dłuższe srebrne ostrze:
1 - tak, brutalnie
2 - nie, ignoruje je dalej
Rzut 1d2 - 2


Obrażenia = 18 +
Rzut 1d8 - 2
+ 8 (kumulacja barku)

190 - 28 = 162
Wilkołak poczuł to natychmiast, zignorował ją jednak jeszcze na ułamek sekundy, jakby w tej sekundzie istniał tylko jeden problem do rozwiązania. Zaryczał ponownie, krócej, wścieklej, a jego ciężar przycisnął mnie mocniej do ziemi, pazury znów poszły w dół, bez finezji, bez kalkulacji, czysta furia i determinacja, żeby dokończyć, zanim ktokolwiek zdoła mu przeszkodzić.
Las odpowiedział, gdzieś w głębi coś pękło, gałęzie zatrzeszczały, echo poniosło dźwięk dalej. Ziemia pod nami była zimna, wilgotna, obca. Przeklęta.
Leżałem pod nim, z wbitym ostrzem w jego brzuchu, z krwią spływającą po boku, z bólem, który przestał być ostry, a zaczął być ciężki, lepki, zdradliwy. Wiedziałem, że każda kolejna sekunda w tej pozycji działa na jego korzyść, wiedziałem też, że jeśli teraz stracę przytomność, to nie obudzę się już w tym lesie. Zacisnąłem zęby, próbując zebrać resztki sił, czekając na moment, na błąd, na cokolwiek, co pozwoli mi jeszcze raz go zrzucić albo chociaż kupić nam czas.
Miałem wrażenie, że ból nie cofał bestii ani o krok, przeciwnie, wilkołak próbował go wykorzystać, przepchnąć dalej, głębiej, aż stanie się paliwem. Czułem to w sposobie, w jaki jego ciało zaczęło się zmieniać pod moimi rękami, napięcie mięśni przestało być tylko reakcją, a zaczęło przypominać forsowanie granicy, jakby bestia świadomie pchała klątwę do przodu, zmuszając się do pełnej przemiany, nawet jeśli oznaczało to rozrywanie samego siebie od środka - jego kręgosłup wygiął się nienaturalnie, barki uniosły wyżej, oddech zrobił się urywany, ciężki, srebro tkwiące w brzuchu nie zatrzymało tego procesu, przynajmniej nie od razu, chwilowo mogło co najwyżej go zaboleć. Może liczył na to, że ból go nie osłabi, tylko utwardzi, przemiana przykryje ranę, zepchnie ją gdzieś pod nową warstwę ciała. Może wierzył, że jeśli doprowadzi to do końca, przestanie mieć znaczenie, gdzie go trafiliśmy. Nieważne, o co mi chodziło - nie zamierzałem mu tego ułatwiać.
Spróbowałem wbić ostrze głębiej, tam gdzie już było, wykorzystać moment, w którym jego uwaga rozjeżdżała się między bólem a przemianą. Nie wiedziałem, czy mam dość siły, czy ręka mnie posłucha, czy żebra nie odmówią współpracy przy następnym ruchu, ale spróbowałem. Docisnąłem się do niego, jakbym chciał go do siebie przyciągnąć, a nie odepchnąć, i pchnąłem ostrze z całym ciężarem, jaki jeszcze byłem w stanie zebrać.
Jednocześnie próbowałem się wyrwać, nie wstać, nie uciec, tylko zmienić pozycję, wysunąć biodra, zepchnąć jego ciężar choćby o kilka centymetrów, tyle, żeby nie leżał już idealnie nade mną. Może wystarczyłoby to, by złapać oddech, może pozwoliłoby mi przetoczyć się na bok, a może tylko pogorszyłoby sprawę.
Wilkołak zawarczał, dźwięk wyszedł głęboko nie tylko z jego trzewi, lecz także z całego jego ciała, jakby coś w środku pękało i składało się jednocześnie. Cielsko drżało, nie byłem pewien, czy z bólu, czy z wysiłku, z jakim próbował dokończyć przemianę w tak niefortunnym momencie. Miałem wrażenie, że każdy jego ruch był teraz albo krokiem do pełnej bestii, albo krokiem w stronę upadku, i że sam jeszcze nie wiedział, które z tych dwóch wygra.
Las szumiał gdzieś na granicy słyszalności, obserwował to z bliska, ciekawy wyniku. A ja, przygnieciony do ziemi, z ostrzem w dłoni i krwią pod plecami, mogłem tylko zakładać, że jeśli uda mi się wcisnąć to srebro choć odrobinę głębiej i wyrwać się spod niego na sekundę, to nie będzie to jeszcze koniec, ale może będzie początek końca. Pytanie - czyjego. Wilkołak był ranny, ale daleki od poddania się. W jego oczach nie było strachu, była tylko decyzja, że tej nocy ktoś tu zostanie. A ja coraz bardziej miałem wrażenie, że przeklęty las już wie, kogo chciałby zatrzymać.
[+]Spoiler
Rzut PO 1d100 - 74
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - forsowanie pełnej przemiany wilkołaczej poza pełnią, mimo ciężkich ran od srebra; próba użycia bólu jako katalizatora klątwy
Srebro w brzuchu (istotna rana): -15
Srebro w barku (kumulacja): -5
Brak pełni: -10
Ból jako katalizator (świadome forsowanie): +10
Zwarcie, brak dystansu: -5
Przeklęty las (rezonans klątwy): +10
Łączny modyfikator: -15

41-99 - Sukces

74 - 15 = 59
Rzut PO 1d100 - 28
Akcja nieudana

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - brutalne, siłowe dociśnięcie srebrnego ostrza w istniejącą ranę w brzuchu wilkołaka, z pozycji leżącej, w zwarciu (atak)

Rzut PO 1d100 - 93
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - próba wypchnięcia bioder i barków, zepchnięcia ciężaru wilkołaka o kilka centymetrów i zmiany pozycji w zwarciu (obrona)


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
06.01.2026, 23:24  ✶  

Geraldine machnęła ostrzem, ponownie jednak nie udało jej się trafić w wilkołaka. Była wkurwiona, naprawdę wkurwiona, jej oczy błysnęły, bo nie znosiła, gdy coś jej się nie udawało. Podłoże było dzisiaj wyjątkowo niewspółpracujące, nie dawało jej w pełni korzystać ze swoich umiejętności. Nie mogła jednak się poddawać, nie należała do osób, które godziły się z niepowodzeniami, wręcz przeciwnie, kiedy już jakieś się trafiały to raczej bardzo szybko zależało jej na tym, aby potwierdzić, że działo się to przypadkiem. Bestia nadal była skupiona na Benjy'm, nadal nad nim górowała, widziała, że mężczyzna próbował się pod nim poruszyć, nie poddawał się - to było najważniejsze, nie miała zamiaru dopuścić do tego, aby ktoś nie wyszedł dzisiaj z tej polany.

Miała świadomość, że bestia wiedziała o tym, że znajduje się za nią, odbierało to jej element zaskoczenia, jednak przeciwnik nadal był skupiony na Fenwicku, najwyraźniej to jego chciał wykończyć jako pierwszego.

Bok nieco ją pobolewał, jednak nie był to powód do zaprzestania kolejnych prób ataku, musieli doprowadzić sprawę do końca, jakoś się go pozbyć, okazało się to wcale nie być takim prostym zadaniem, jak zakładała, ale nie miała w zwyczaju nie doprowadzać swoich działań do końca. Musieli nadal walczyć, skończyć to, co rozpoczęli.

Dostrzegła, że coś zaczęło się dziać, bestia postanowiła pokazać im się w pełni, zaczął przechodzić przemianę. To był moment, który powinni wykorzystać, był skupiony na tym, aby się zmienić, nie do końca panował nad otoczeniem. Wiedziała, że Benjy skorzysta ze swojej szansy, to był odpowiedni moment na to, by wyrwać się spod jego łapsk. Z tej odległości miała ograniczoną widoczność, nie miała pojęcia, w jakim stanie był jej towarzysz, miała nadzieję, że wilkołak nie zrobił mu jakichś większych szkód, słabo byłoby gdyby ich pierwsze, wspólne polowanie zakończyło się tragicznie.

Wilkołak wydał z siebie ryk, rozległ się on po całej okolicy, ptaki wyrwały się do lotu, a drzewa zaszeleściły, las obserwował to, co się działo na polanie, był świadkiem tego starcia. Nie miała wątpliwości, komu kibicował, oni byli tutaj intruzami, wtargnęli do tego miejsca, aby pozbyć się problemu, który niepokoił ludzi. Podłoże na polanie zupełnie z nimi nie współpracowało, warunki były nie najlepsze, jednak to nie mógł być powód, przez który zaprzestaną swych działań. Nie było w ogóle takiej możliwości, zresztą nawet jeśli braliby ją pod uwagę, to byłoby na to zbyt późno. Stwór ich oznaczył, drasnął ją, zrobił to samo z Benjy'm na pewno byłby ich w stanie wytropić, musieli więc zająć się tym teraz, przynajmniej po części, nim opuszczą ten ciemny las.

Bestia wydawała się nie przejmować swoimi obrażeniami, jakby one napędzały ją do działania, był ryzykantem i mogło go to zgubić, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że prędzej, czy później poczuje, że nie jest w pełni sił, i będzie musiał coś z tym zrobić. Nie był nieśmiertelny, chociaż starał im się udowodnić, że właśnie tak było. Mogli go zmęczyć, mogli to zrobić, jeśli w końcu uda jej się odpowiednio przeprowadzić atak.

Geraldinie nie zwlekała, miała zamiary wykorzystać okazję. Machnęła sztyletem w powietrzu, wykonała dwa cięcia, pierwsze miało uderzyć bestię z innej strony niż poprzednio celowała, miał to być szybki ruch, wbicie i wyciągnięcie ostrza, a kolejnym zamierzała trafić głębiej, wbić je i pozostawić w jego cielsku na dłużej. Dostrzegła ostrze, którego kawałek błysnął w ciemności, nie pozbył się go, to dobrze, im dłużej będzie miał w sobie srebro tym będzie robił się słabszy. On nie był niepokonany, też miał swoje słabości, które musieli wykorzystywać.


Rzut W 1d100 - 31
Sukces!
(na pierwszy atak i wbicie sztyletu ◉◉◉◉◉ af)
Rzut W 1d100 - 7
Akcja nieudana
(na drugi atak i wbicie sztyletu ◉◉◉◉◉ af)
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
07.01.2026, 18:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2026, 18:39 przez Benjy Fenwick.)  
Poczułem to wyraźnie w chwili, gdy ostrze nie chciało pójść głębiej - dźgnięcie, które miało jeszcze bardziej rozpruć go od środka, zatrzymało się na oporze mięśni i kości, jakby jego ciało w tej sekundzie zdecydowało się stwardnieć. Ból musiał go dosięgnąć, nie miałem co do tego wątpliwości, ale nie w ten sposób, na jaki liczyłem. Zamiast osłabnąć, bestia napięła się jeszcze bardziej, jakby każdy impuls bólu był sygnałem do dalszego forsowania przemiany.
Za to ruch pod nim… Ten się udał.
Wypchnąłem biodra, skręciłem barki, nie próbując go zrzucić całkiem, tylko wysunąć się spod osi jego masy, śliska ziemia tym razem zadziałała na moją korzyść, przetoczyłem się w bok, ciężko, nieelegancko, bardziej jak worek mięsa niż łowca, ale wystarczająco daleko, żeby nie leżał już bezpośrednio nade mną. Złapałem gwałtowny, urwany oddech, powietrze paliło w płucach, ale żyłem.
Wilkołak zawył, już nie tylko z bólu, ale z wysiłku - jego ciało zaczęło się zmieniać szybciej, gwałtowniej, jakby próbował wygrać czasem. Kręgosłup wygiął się jeszcze mocniej, sylwetka nabrzmiała, pazury wbiły się w ziemię, rozrywając darń. Srebro w jego brzuchu i barku błysnęło na moment w księżycowym świetle, nie wyrwał go, nie mógł albo nie chciał. Może liczył, że przemiana przykryje wszystko, że nowa forma udźwignie to, co stare ciało już ledwo znosiło.
Wtedy do akcji weszła Geraldine.
Zarejestrowałem tylko ruch, błysk i ten charakterystyczny, głuchy dźwięk, gdy ostrze faktycznie znalazło cel - pierwsze cięcie weszło, nie śmiertelnie, bo nie taki musiał być jego cel, ale wystarczająco dobrze, by wilkołak odruchowo skręcił tułów, warcząc nisko, gardłowo. Kolejne już nie trafiło, poszło w powietrze, przecięło noc, ale nie ciało, to jedno jednak wystarczyło, by dolać mu kolejnej dawki bólu.
Bestia szarpnęła się, ciężar znów próbował opaść na mnie, ale nie był już tak stabilny jak chwilę wcześniej, rany zaczynały się sumować, srebro robiło swoje, nawet jeśli on wciąż udawał, że to bez znaczenia. Widziałem drżenie jego mięśni, niejednoznaczne, rozdarte między siłą a przeciążeniem. Każde kolejne cięcie było jak gwóźdź wbijany w trumnę, nawet jeśli on jeszcze o tym nie wiedział albo ignorował koszty, licząc na to, iż to jego morderczy cios, nie cudzy, zakończy starcie.
Las odpowiedział przeciągłym szumem, ptaki wciąż krążyły gdzieś wysoko, a polana zdawała się zapadać pod nami, jakby chciała wciągnąć to starcie głębiej w swoje przeklęte wnętrze. Wilkołak zawarczał, wygięty między bólem a przemianą, a ja wykorzystałem dokładnie ten moment - jeszcze się nie podniosłem, nie miałem na to czasu ani sił - odturlałem się dalej, próbując zwiększyć dystans o kolejne centymetry, podkulając nogi pod siebie, gotów albo poderwać się na kolano, albo jeszcze raz uderzyć, jeśli spróbuje wrócić. Każdy ruch kosztował mnie więcej, niż powinien, ból w boku pulsował ciężko, zdradliwie, ale nie mogłem sobie pozwolić na zatrzymanie się. Zamiast tego spróbowałem zaatakować z dołu, nadal z ziemi, ostrzem posłanym nisko w powietrze, pod kątem, celując tam, gdzie jego szyja i bok były najbardziej odsłonięte w tym nienaturalnym skręcie.

Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - atak z niskiej pozycji po odturlaniu się, szybkie ciśnięcie srebrnym ostrzem w bok/brzuch wilkołaka w trakcie forsowanej przemiany

[+]Spoiler
Czy wilkołak kończy forsowaną pełną przemianę:
1 - tak, przemiana jest pełna
2 - nie, przemiana zostaje przerwana
3 - nie, przemiana nadal trwa
Rzut 1d3 - 2


Jeśli rzucone ostrze trafia, to w:
1 - szyję
2 - bok
Rzut 1d2 - 2


Co jest priorytetem?
1 - zwiększenie dystansu
2 - Geraldine
3 - Benjy
4 - zwiększenie dystansu i wydarcie sztyletu z brzucha
Rzut 1d4 - 3


Obrażenia od ostrza Geraldine:
Rzut 1d6 - 2
+ 6

Obrażenia = 162 - 8 - 28 = 126


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
08.01.2026, 16:01  ✶  

Udało jej się tym razem sięgnąć, być może nie odbyło się do końca tak, jak chciała, jednak w końcu sztylet wbił się w cielsko bestii, która zaczynała się przemieniać. Nie zamierzała osiąść na laurach, miała świadomość, że był to dopiero początek, póki co to wilkołak się z nimi bawił i pokazywał im swoją przewagę. Nie podobało jej się to zupełnie. Miała nadzieję, że zlecenie przebiegnie nieco bardziej po jej myśli, jak widać czasem wszystko chciało powodować komplikacje.

Wilkołak zawył, próbował się przemienić, jednak ostrze, które wbiła w jego plecy chyba mu w tym przeszkodziło. Przestał forsować swoją zmianę. Musiał się skupić na czymś innym. Bestie również miały swoje granice, one także odczuwały ból. W jego ciele aktualnie znajdowały się trzy sztylety - ten którym w niego rzuciła, ten który Benjy wbił mu w brzuch i to ostrze, którym Geraldine udało jej się go zranić. Nie zwlekała, wyciągnęła swój sztylet niemalże od razu, nie miała zamiaru na tym poprzestać, jeśli pojawiła się taka potrzeba to go podziurawi całego. W końcu powinien się wykrwawić.

Geraldine skupiona była na swoim działaniu, jednak nie umknęło jej to, że Fenwick ponownie sięgnął po ostrze i trafił wilkołaka w bok. Wspólnymi siłami powinno im się udać jakoś wykaraskać z tego starcia. Naprawdę w tej chwili doceniała to, że nawiązali współpracę, mało kto byłby w stanie poradzić sobie z tym stworzeniem w ten sposób, walczyć tak zaciekle.

Bestia skupiła się na nim, nie odpuszczała mu, nadal starała się docisnąć go swoim ciałem, jednak coraz gorszy stan fizyczny utrudniał mu walkę.

Yaxley uniosła się po raz kolejny, widziała w tym kolejny moment, który powinna wykorzystać - wilkołak ciągle był skupiony na Benjy'm, to jego chciał się pozbyć jako pierwszego, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Na pewno poczuł jej ostrze, a jednak się nie odwrócił. Przerwali jego przemianę, dzięki czemu nie miał możliwości szybciej się regenerować. To było sporym plusem sytuacji, w której się znaleźli.

Zamachnęła się mocno, chciała trafić w jego kręgosłup, spowodować, żeby faktycznie zabolało, żeby w końcu zobaczył, że nie warto było ich atakować, to on miał być tutaj zwierzyną - nie oni. Bok zapiekł ją okropnie, gdy uniosła rękę, wiedziała, że nadal sączy się z niego krew, jednak nie robiło to na niej wrażenia, adrenalina krążyła w jej żyłach, albo oni - albo on mieli to przetrwać, zdecydowanie tylko pierwszą opcję brała pod uwagę, nie mogło zdarzyć się inaczej. Może byli nieco pokiereszowani, ale to niczego nie zmieniało.

Chciała przeciąć mu skórę, zmiażdżyć kości i włożyła w to całą swoją siłę.


Rzut W 1d100 - 12
Akcja nieudana

Rzut W 1d100 - 23
Slaby sukces...

(af ◉◉◉◉◉ - na cięcie sztyletem w okolice kręgosłupa)
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
08.01.2026, 23:50  ✶  
Las szumiał nisko, cicho, nieprzychylnie, jakby był rozczarowany, że widowisko nie idzie po jego myśli. Wilkołak zawarczał, cofając się o pół kroku, więcej nie był w stanie, nadal pozostawał skupiony na mnie, próbując mnie utrzymać w zasięgu, ale jego ruchy straciły płynność - przestał być maszyną, stał się rannym drapieżnikiem, który wiedział, że jeśli nie skończy szybko, to nie skończy wcale. Ostrze weszło z dołu, z półobrotu, z pozycji, która nie dawała żadnej przewagi poza desperacją - trafiłem go jeszcze raz - nie czysto, nie elegancko, ale wystarczająco głęboko, by zrobić różnicę. Srebro znalazło drogę w bok i brzuch, dokładnie tam, gdzie ciało było już napięte do granic możliwości przez przerwaną przemianę. Poczułem opór, mokry, ciężki, i to charakterystyczne drżenie, które zawsze oznaczało, że wymierzyłem w coś żywego, co nie chciało puścić. Nie był to jeden, decydujący cios, raczej brutalne dołożenie kolejnego ciężaru do układu, który już się sypał.
Bestia zawyła, tym razem inaczej, głębiej, bardziej gardłowo, bez tej nuty kontroli, która wcześniej sugerowała, że pchała klątwę świadomie, jej ciało szarpnęło się, kręgosłup znów próbował się wygiąć, ale ruch się załamał, jakby coś w środku nie chciało już współpracować. Przemiana zatrzymała się w pół kroku, nie cofnęła się, ale też nie poszła dalej, mimo że potwór próbował ponownie odzyskać równowagę. Las znów zaszemrał, tym razem ciszej, jakby zaintrygowany zmianą tonu walki, polana była śliska od krwi i wilgoci, a ja, wciąż nisko przy ziemi, z bólem pulsującym pod żebrami, wiedziałem jedno - przerwaliśmy jego przemianę, zadaliśmy mu rany, których nie mógł już zignorować, ale to wciąż nie był koniec, jeszcze nie. Jego oddech był ciężki, poszarpany, coraz mniej rytmiczny - miał w sobie wbite sztylety, rany od srebra i ciało, które chciało być bestią, a musiało zostać mięsem. Nadal próbował mnie docisnąć, nadal chciał mnie złamać, ale widziałem już, że to kosztowało go coraz więcej, każdy jego ruch był wolniejszy, a nacisk mniej pewny. Przemiana została wstrzymana i nie miał już przestrzeni, by spróbować ponownie bez zapłacenia ceny, której mógł nie udźwignąć.
Zamach Geraldine był mocny, pełen złości i determinacji, ale przeklęta polana po raz kolejny upomniała się o swoje. Pierwsze cięcie poszło w pustkę, ostrze przecięło powietrze z suchym świstem, podczas gry przeciwnik poruszył się akurat na tyle, by kręgosłup zniknął jej sprzed ostrza. To nie był brak siły ani zawahanie, to było to cholerne, zdradliwe pół kroku, którego nie dało się przewidzieć. Drugie uderzenie zapewne nie było tak czyste, jak planowała, ale doszło - ostrze zahaczyło, wgryzło się w ciało pod złym kątem, rozcinając skórę i mięśnie wzdłuż pleców, otwierając kolejną ranę. Atak tylko częściowo doszedł do celu, ale nawet słaby sukces miał teraz znaczenie - każdy kontakt ze srebrem był jak przypomnienie dla potwora, że nie jest nietykalny, może krwawić, może przegrać. Srebro go zapiekło, krew trysnęła ciemnym łukiem, zawył nisko i wściekle, tym razem nie z bólu samego w sobie, lecz z frustracji. To nie był krzyk triumfu ani zapowiedź przemiany - to był ryk kogoś, komu właśnie odebrano impet.
Jego ciało szarpnęło się gwałtownie, forsowana przemiana ostatecznie się załamała. Mięśnie, które chwilę wcześniej próbowały się rozrastać, napiąć, wygiąć kręgosłup w nienaturalny łuk, teraz drżały chaotycznie, jakby nie wiedziały, w którą stronę mają pójść. Klątwa została przerwana w połowie drogi, a to zawsze było najgorsze miejsce, by się zatrzymać. Bestia nadal była potężna, nadal śmiertelnie groźna, ale nie była już na fali. Pojawiły się mikrosekundy zawahań, drgnięcia, które zdradzały, że jego ciało zaczynało płacić cenę za zbyt wiele srebra i zbyt ambitną próbę przemiany. Srebro paliło go od środka, rozbijało rytm, który wcześniej czynił go niemal nie do zatrzymania.
Wilkołak nie odwrócił się na Geraldine, nawet teraz, to była obsesja - chciał mnie dobić, jakby wierzył, że jeśli to zrobi, reszta sama się posypie, ale jego ruchy straciły płynność, pazury szarpały ziemię, zamiast precyzyjnie uderzać, a każdy kolejny ruch wyglądał bardziej jak wymuszony wysiłek niż naturalny odruch drapieżnika. Las nadal nas obserwował, drzewa szumiały nisko, niemal z dezaprobatą, jakby coś w tej walce zaczynało się wymykać ustalonemu porządkowi. Krew plamiła trawę coraz szerzej, noc stała się świadkiem czegoś, co zmierzało ku rozstrzygnięciu. Przeciwnik nie był jeszcze martwy, ale przestał być niepowstrzymany.
Podniosłem się nie tyle gwałtownie, co wbrew wszystkiemu, co rozsądne, nie było w tym gracji ani kontroli - to było szarpnięcie ciała, które nie miało prawa jeszcze się ruszać, ale zrobiło to z czystej determinacji. Ból w moim boku eksplodował żywym ogniem, kiedy się wyprostowałem, a obraz na chwilę zadrżał, próbując mnie pchnąć z powrotem w dół. Moje kolano zaparło się o ziemię, dłoń wbiła w trawę, a reszta ciała po prostu za tym poszła, jakby decyzja zapadła wcześniej, zanim organizm zdążył w ogóle zgłosić sprzeciw. Wykorzystałem ten moment, ten krótki ułamek sekundy, w którym wilkołak był jeszcze zajęty własnym ciałem, ranami, zawahaniem po przerwanej przemianie. Rzuciłem się w bok, bardziej doskakując niż biegnąc, w stronę miejsca, gdzie wcześniej wypadła mi większa broń. Widziałem ją w pamięci wyraźnie - cięższą, solidniejszą, leżącą gdzieś na granicy polany, tam gdzie trawa była już przydeptana walką - nie miałem pewności, czy faktycznie tam jeszcze jest, czy nie wpadła głębiej w cień, czy nie została zasłonięta przez kępę traw albo nierówność terenu. Zakładałem tylko, że musi tam być, bo inaczej ta próba nie miałaby sensu.
Każdy krok był ryzykiem - wiedziałem, że wilkołak może ruszyć za mną natychmiast, spróbować mnie dopaść w pół ruchu, dalej ignorować Geraldine i postawić wszystko na jeden, kończący skok, ale zakładałem też, że jego rany, srebro w ciele i ból po zatrzymanej przemianie kosztują go teraz więcej, niż chciałby przyznać.
Jeśli uda mi się doskoczyć do broni, uda mi się ją chwycić i obrócić się z nią choćby o pół sekundy szybciej, niż on zdąży zareagować, będę gotów - nie na ładny atak, nie na finezję, tylko na cios, który naprawdę zrani. Taki, po którym nie będzie już mógł udawać, że kontroluje sytuację.

Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - poderwanie się z ziemi, szybki doskok do utraconej większej broni (przygotowanie się do kolejnego ataku na wilkołaka)

[+]Spoiler
Rzut PO 1d100 - 72
Sukces!

percepcja - śledzenie ruchów Benjy’ego w trakcie walki, mimo bólu, srebra w ciele i przerwanej przemiany
- 10 - przerwana przemiana (dezorientacja)
+ 5 - drapieżne skupienie na wybranej ofierze

Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana

aktywność fizyczna - gwałtowna reakcja na ruch Benjy’ego: odskok, szarża lub próba przechwycenia, mimo ciężkich ran i srebra w ciele

Jaki manewr wybiera wilkołak:
1 - natychmiastowy atak (ryzykuje wszystko) - szarża
2 - próba zablokowania dostępu do broni - przechwycenie
3 - zmiana pozycji, przygotowanie kolejnego skoku - odskok
Rzut 1d3 - 3


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
09.01.2026, 12:28  ✶  

Próbowała, naprawdę starała się zrobić to, co niby umiała najlepiej, jednak los jej dzisiaj nie sprzyjał. Ostrze ponownie trafiło w powietrze, wilkołak poruszył się akurat w momencie, w którym chciała w niego trafić. Kolejne cięcie było nieco lepsze, ale znowu nie do końca poszło po jej myśli. Ruch był słabszy niż chciała, nie trafiła też dokładnie tam, gdzie planowała. Warknęła cicho pod nosem. Naprawdę się irytowała. Geraldine nie znosiła, gdy coś nie szło po jej myśli, rzadko kiedy zresztą też zdarzała jej się taka utrata kontroli nad sytuacją, jak ta dzisiaj. To powodowało, że wypełniały ją konkretne emocje, przede wszystkim wkurzenie, może nawet bardziej wkurwienie i irytacja. Oczywiście, że nie zamierzała rzucić tego w pizdu i ruszyć przed siebie niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, wręcz przeciwnie, to był chyba moment, w którym powinna sięgnąć po inną broń, skoro ta się nie sprawdzała i nie chciała z nią dzisiaj współpracować. Jeśli nie drzwiami, to oknem, czy coś, nie łatwo było zaniechać jej próby. Im więcej problemów sprawiał przeciwnik, tym bardziej chciała wygrać starcie, kiedyś pewnie doprowadzi ją to do grobu, ale to nie miał być ten dzień.

Wilkołak chyba w końcu zaczął odczuwać to, co mu zrobili. Ignorował na początku sztylety wbijane w jego ciało, był skoncentrowany na tym, aby zrobić im krzywdę, jednak w końcu musiał poczuć to, co udało im się zrobić. Srebro go osłabiało, nie udało mu się przez nie dokonać pełnej przemiany, raczej nie miał szansy na to, aby ją wymusić. Nie był już w pełni sił.

Geraldine widziała, że Benjy wykorzystał ten moment, podniósł się, to było dobrym posunięciem, bo bestia nie była w stanie dalej trzymać go w potrzasku przy ziemi, co było zdecydowanie trudniejszą sytuacją. Nie miała pojęcia, czy wilkołakowi udało się go zranić ponownie, stał jednak, więc zakładała, że nie zrobił mu, aż takiej krzywdy.

Bestia wydawała się widzieć tylko mężczyznę, jakby to on stał się jego głównym celem, zupełnie ignorował jej istnienie, być może uważał, że lepiej wykończyć ich po kolei, co jednak wiązało się z ryzykiem przyjmowania na siebie ciosów tej drugiej osoby, bo przecież nikt nie zamierzał pozostać tutaj bierny, przyszli tutaj w jednym, wiadomym celu, mieli wykonać zlecenie, pozbyć się go. Naprawdę nie spodziewała się, że przyjdzie im się mierzyć z takim silnym przeciwnikiem, jednak chyba powoli zaczynał tracić swoją przewagę. Im też udało się go drasnąć, a nawet bardziej niż drasnąć w przeciągu trwającego starcia.

Las nadal wszystko obserwował, gdzieś w tle było słychać ptaki, które ponownie zrywały się do lotu, w powietrzu było wyczuwalne napięcie, jakby drzewa czekały finał tego spektaklu.

Wilkołak chwilowo próbował zebrać się w sobie, najwyraźniej był to jego moment słabości, który musieli wykorzystać, bo taka szansa mogła się ponownie nie zdarzyć, kto wiedział, jak szybko uda mu się zregenerować, był całkiem silnym i trudnym przeciwnikiem, wydawał się potrafić ignorować ból, jednak teraz przyniosło to swoje skutki, korzystne dla nich.

Geraldine postanowiła zmienić metodę walki, skoro pierwsza nie okazała się skuteczna, sięgnęła po kuszę, postanowiła trafić w bestię bełtem. Nadal była za nią, stwór koncentrował się na Benjy'm, to on był jego głównym celem. Dawało jej to więc odrobinę przewagi.

Była przygotowana, miała srebrne bełty, wystrzeliła dwa z nich, jeden po drugim, nie widziała zbyt dobrze, więc nie celowała w szyję, czy głowę, tylko w jego tułów, bo tak było prościej, gdy znajdowali się w ciemności.


Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
(percepcja ◉◉◉○○)
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
(percepcja ◉◉◉○○)
Na dwa strzały w kierunku wilkołaka
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#18
09.01.2026, 13:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 13:53 przez Benjy Fenwick.)  
Podniosłem się szybciej, niż powinienem, nie elegancko, nie pewnie, raczej opierając się na czystym uporze i pamięci mięśni, które nie zdążyły jeszcze zapytać, czy to w ogóle ma sens. Nie był to ruch ładny ani kontrolowany, tylko dźwignięcie się do góry i szarpnięcie całym ciałem w pion, jakby coś mnie wyrwało z ziemi - moje kolano zaparło się o wilgotną darń, dłoń prześlizgnęła po trawie, a potem byłem już na nogach, chwiejny, ale stojący. Świat na moment zawirował, ból w boku pulsował ciężko, jakby ktoś wbił mi rozgrzany metal pod żebra, ale nie pozwoliłem sobie na zatrzymanie. Odepchnąłem się, zrobiłem kilka ciężkich kroków w bok, a potem rzuciłem się do przodu, dokładnie tam, gdzie pamiętałem, że wypadła mi większa broń. Ziemia była śliska od krwi i wilgoci, ale tym razem mnie nie zdradziła - to był moment, w którym wszystko na chwilę wróciło na swoje miejsce, odzyskałem równowagę, choć była ona krucha.
Wilkołak to widział, czułem jego spojrzenie na plecach jako prawie fizyczny nacisk, jakby próbował mnie przyciągnąć samą wolą, jego oczy były przyklejone do mnie, jakby nic innego na tej polanie nie miało znaczenia. Wiedział, co robię, po co sięgam, obrócił się, śledził każdy mój ruch, a masywna sylwetka napięła się do skoku, nawet jeśli rany, srebro, przerwana przemiana, wszystko naraz upomniało się o swoje. Zamiast rzucić się na mnie, spróbować mnie dopaść, zrobił jednak pierwszy krok w bok. Zamiast skoczyć, zamiast rzucić się na mnie znowu, cofnął się, a potem wykonał gwałtowny odskok, jakby nagle uznał, że potrzebuje dystansu. To był pierwszy raz tej nocy, kiedy nie nacierał, próbował kupić sobie sekundę, dwie, przestrzeń, w której mógłby znów zebrać się w jedną, funkcjonującą całość.
Ta sekunda była moja - dopadłem do broni, chwyciłem ją mocno, nie ryzykując tego, że miała mi zaraz uciec, i obróciłem się z nią w rękach, już gotów, ustawiony, świadomy ciężaru, który znowu miałem do dyspozycji. To nie była finezja, ale to było narzędzie do zadawania realnych obrażeń, do kończenia rzeczy, które nie chciały się kończyć.
Wilkołak nie zaatakował, jeszcze nie, krążył, chwiejnie, wyraźnie słabszy, ale wciąż groźny, wciąż skupiony na mnie, jakby reszta świata przestała istnieć.
Wtedy usłyszałem charakterystyczny trzask kuszy. Pierwszy bełt przeciął powietrze gdzieś obok jego barku i zniknął w ciemności, uderzając w coś dalej, może w drzewo, może w ziemię, nie widziałem dokładnie. Drugi… Drugi był inny. Usłyszałem głuchy, mokry dźwięk, który nie miał nic wspólnego z drewnem ani z ziemią. Potwór szarpnął się, jakby ktoś pociągnął go za skórę od środka, jego bark opadł, a z gardła wyrwał się krótki, wściekły dźwięk, srebro trafiło.

[+]Spoiler
Priorytet reakcji wilkołaka:
1 - natychmiastowy atak
2 - próba wyrwania srebra
3 - próba wycofania się do lasu
Rzut 1d3 - 2


aktywność fizyczna - realizacja wybranej reakcji: atak / wyrwanie srebra / próba odwrotu
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!


Cel ataku:
1 - Benjy
2 - Geraldine
Rzut 1d2 - 2


Ile srebra próbuje usunąć:
1 - jedno ostrze / bełt
2 - dwa źródła
3 - wszystko, co się da
Rzut 1d3 - 1


Styl wycofania:
1 - szybki odskok w bok, potem w las
2 - cofanie się tyłem, gotów do kontrataku
3 - gwałtowny skok w zarośla
Rzut 1d3 - 2


Obrażenia:
8 +
Rzut 1d8 - 4


Obrażenia łącznie: 126 - 34 - 12 = 80


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
09.01.2026, 22:31  ✶  

Benjy wstał, wilkołak się nie podnosił, zbierał siły, w tej chwili powoli zaczynali się przegrupowywać, bardzo powoli, no ogarniali się po tym dość trudnym początku. Bestia miała w swoim ciele srebro, które ją osłabiało, póki co nie wyciągnęła go, a to nie było szczególnie rozsądne. Szkodziło jej to, co było widać po zachowaniu stworzenia, nie mógł go dłużej ignorować, nawet jeśli chciał. Zbyt wiele razy go zranili.

Jej pierwszy bełt świsnął gdzieś w przestrzeń, przeszył powietrze, słyszała jak leciał i spadł na ziemię, nie trafił do celu. To jednak nie spowodowało rezygnacji. Geraldine była zawzięta, naprawdę bardzo mocno chciała go zranić, dlatego niemalże od razu wystrzeliła ponownie. Tym razem udało jej się trafić tam, gdzie chciała. Bełt dotarł do bestii. Nie był to jednak jeszcze koniec, stworzenie było zbyt silne, aby to miało je położyć. Spodziewała się raczej, że jeszcze bardziej je rozzłości, mieli już szansę zobaczyć jego reakcje, zrozumieć chociaż trochę sposób w jaki działał. Był narwany, ryzykował nie zwracając uwagi na swoje obrażenia, chciał krwi. Miała co do tego pewność.

Wilkołak nadal był zainteresowany głównie jej towarzyszem, Gerry nie wiedziała co takiego miał w sobie Benjy, że to właśnie na nim skupiała się cala jego uwaga, być może uważał go za większe zagrożenie i to jego chciał się pozbyć najpierw, nie miała pojęcia, nie potrafiła przewidzieć, co siedzi w głowie tego stworzenia.

Postanowił się nieco wycofać, to ją zdziwiło, nie zrobił tego gwałtownie, nie opuszczał spojrzenia, ale nie dało się zauważyć, że pierwszy raz tej nocy od razu nie zareagował na atak. Srebro musiało zacząć mu przeszkadzać. Doskonale - to był kolejny moment, który mogli wykorzystać. Na pewno nie spodziewał się tego, że się wycofają. Nie mieli stąd uciekać, nie kiedy w końcu mogli zacząć zauważać efekty swojej walki.

Bestia wyciągnęła łapę za plecy, próbowała wyrwać sobie bełt, który chwilę wcześniej znalazł się tam przez strzał Geraldine. Udało jej się to, zrobiła to jednym, gwałtownym ruchem, szybkim. Nie była jednak w stanie kontrolować wszystkiego wokół, nie kiedy zajmowała się usuwaniem srebra ze swoich pleców.

Ten ruch wilkołaka spowodował kolejną reakcję Geraldine. Zaparła się jeszcze mocniej na nogach, i powtórzyła poprzedni manewr, po raz kolejny strzeliła w niego dwoma bełtami, jeden za drugim, tym razem jednak nie celowała w plecy, strzelała w jego klatkę piersiową, chciała się go pozbyć jak najszybciej. Były to szybkie ruchy, każdemu strzałowi towarzyszyło krótkie skupienie się, wyprostowanie, wyuczony, właściwie to mechaniczny ruch ręki po bełt, a po oddanym strzale głośne wypuszczenie powietrza z płuc.

Doskwierał jej ból, zadrapanie dawało o sobie znać, ale starała się je ignorować, póki co też nie miała szansy za bardzo przyjrzeć się Benjy'emu, nie miała pojęcia, jak mocno oberwał, bo nie wątpiła, że wyszedł z tego zupełnie bez szwanku.


Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
(percepcja ◉◉◉○○ ponownie 2x strzał)
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#20
09.01.2026, 23:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 23:23 przez Benjy Fenwick.)  
Wilkołak zareagował w tej samej sekundzie, w której rozpoznał dźwięk naciąganej kuszy. To nie był już dla niego moment na ryzykanctwo - nie teraz, kiedy w jego ciele nadal tkwiło za dużo srebra, mięśnie paliły, a oddech rwał się nierówno. Tym razem nie szarżował, nie próbował przyjąć ciosu na siebie, cofnął się i przesunął bokiem, nisko, instynktownie, jak inteligentne zwierzę, które wreszcie uznało, że nie wszystko da się wziąć na klatę. Nie zrobił tego wtedy, kiedy pierwszy bełt poszedł w powietrze, ani nawet wtedy, gdy drugi trafił go wcześniej. Dopiero teraz, kiedy Geraldine powtórzyła ruch, szybki, mechaniczny, wyuczony, a powietrze znów przeciął ten charakterystyczny świst, który nie miał nic wspólnego z naturą tego lasu.
Wilkołak nie czekał, aż to do niego doleci - rzucił się w bok, gwałtownie, nieładnie, nie był to elegancki unik, to była czysta reakcja, instynkt, w którym było więcej chaosu niż kalkulacji. Srebro w jego ciele nie pozwalało mu już na pełną kontrolę nad ruchem, każdy skok był cięższy, a skręt cielska - mniej płynny. Zamiast gładkiego, drapieżnego przeskoku był to raczej szarpnięty, brutalny rzut masy w bok.
Ziemia pod nim zachlupotała wilgocią, trawa rozchlapała się pod łapami, a jego ciało zatoczyło półłuk, jakby na moment stracił równowagę. Próbował złożyć się w ruchu, chciał zmniejszyć swoją masywną sylwetkę, wystawić bark zamiast klatki piersiowej, wiedział już, że tułów to teraz jego najsłabszy punkt.
[+]Spoiler
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!

aktywność fizyczna - gwałtowny unik przed pierwszym bełtem, przy ograniczonej mobilności

Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...

aktywność fizyczna - drugi unik, zmiana osi ruchu, próba zachowania równowagi i dystansu

Jeśli przebija wyniki Geraldine, to czy któryś z bełtów mimo wszystko drasnął wilkołaka:
1 - tak, powierzchownie
2 - nie
Rzut 1d2 - 1


Obrażenia, jeśli mu się to nie udało:
8 +
Rzut 1d8 - 4


8 +
Rzut 1d8 - 6


80 - 34 - 14 = 32
Bełt za 12 został wyjęty.
Nie czekałem, aż potwór zdecyduje, co zrobi dalej. To był ten moment, kiedy jego uwaga się rozdwajała, kiedy instynkt próbował wybrać, które zagrożenie jest ważniejsze, a które można odłożyć na potem. Z doświadczenia wiedziałem, że wtedy popełnia się błędy. Ta chwila, w której bestia cofnęła się przed strzałami Geraldine, była pierwszą prawdziwą szczeliną w jej pewności, widziałem to w sposobie, w jaki się poruszyła, to było to - tego szukałem.
Wilkołak był w półobrocie, jeszcze reagował na bełty, szukał osi, na której mógłby się ustawić. Wykorzystałem to, ruszając na niego, zamachnąłem się, prowadząc ostrze brutalnym ruchem, bez finezji, bez ładnych łuków, to nie był pojedynek, to było dobijanie bestii, która jeszcze nie chciała się położyć. Nie celowałem w głowę, nie w serce, nie w żadne heroicznie wyglądające miejsca. Posłałem ostrze nisko, tam, gdzie mięśnie były napięte do granic możliwości - w miejsce na brzuchu, gdzie każdy dodatkowy uraz mógł zaburzyć jego  równowagę.
Nie wiedziałem, czy trafię idealnie, czy tylko zahaczę, czy ostrze wślizgnie się tam, gdzie chciałem, czy tylko sieknie i odbije się od kości. W tamtej sekundzie nie liczyła się precyzja, tylko zamiar, cała reszta była mniej ważna, dopóki bestia nadal stała.

Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - cięcie w brzuch


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (10340), Geraldine Greengrass-Yaxley (6001)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa