• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 02.10 Francja, Paryż - Ceolsige i Lazarus] Dobrane odcienie

[Jesień 72, 02.10 Francja, Paryż - Ceolsige i Lazarus] Dobrane odcienie
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#1
13.12.2025, 21:15  ✶  
02.10.1972
Francja, Paryż, Le Fil du Temps

Paryż w 1972 roku zdawał się mieć w sobie drapieżną nowoczesność, która w Londynie dopiero raczkowała. Ceolsige szła pewnym krokiem Avenue Montaigne, ignorując mugolskie westchnienia do wystaw Yves Saint Laurenta. Jej cel znajdował się w miejscu, które dla zwykłego śmiertelnika było jedynie optycznym złudzeniem, cieniem rzucanym przez sąsiedni budynek Pierre’a Cardina. Miejsce jej było znane z wcześniejszych wycieczek z Cutty Sark.

Wąska fasada wykonana była z matowego, czarnego kamienia. Nierówności, załamania i szczeliny na jego powierzchni sprawiały, że wyglądał, jakby pękł pod naporem magii. W szczelinach pulsowały złote, płynne żyły, zbiegające się ku centralnemu punktowi układając się w nazwę: Le Fil du Temps.

Klamki nie było bo i nie była potrzebna. Czarna tafla wykrywała nadchodzących czarodziejów owiewając ich magicznym cieniem i rozchylając się bezszelestnie na boki.

Przepych wnętrza był spodziewany, a mimo to zaskakujący w swej prezencji dla kogoś nienawykłego do bogactwa. Nie przypominało jednak wnętrza sklepu a raczej szkatułki z biżuterią lub zabytkowego zegara. Dominowało ciemne, polerowane drewno, mosiężne wykończenia i głęboka, butelkowa zieleń welurów.

To, co jednak najbardziej pieściło zmysły, to dźwięk. Nie grała tu żadna muzyka, nie było słychać zgiełku ulicy, z podłoża nie dało się dobyć żadnego znaku kroków. Powietrze wypełniał jednostajny, hipnotyzujący szum. Niczym dźwięk tysiąca jedwabników pracujących jednocześnie nad nieskończoną nicią. Ten organiczny biały szum był co chwila przerywany metalicznym, satysfakcjonującym ciach ocierających się o siebie stalowych ostrzy nożyc.

W centralnym atrium, lewitując na różnych wysokościach, tańczyły drewniane, przegubowe manekiny. Nie były to martwe wieszaki, lecz aktorzy w niemym teatrze mody. Część z nich wirowała w takt nieobecnej muzyki, część spacerowała. Jedna para w połyskliwych szatach zasiadała właśnie do hebanowego stolika.

Niemalże z nicości pojawiła się ekspedientka o dziwnej fryzurze ułożonej w złotą falę spływającą na lewą stronę głowy. Idealnie skrojona czarna szata lśniła jak obsydian podkreślona złotymi obszyciami. Wykonując delikatny ukłon zaprosiła gości do znajdującej się w głębi oszklonej windy. Windy, którą parowy gejzer wyniósł na piętro do przestronnych przymierzalni gdzie klienci mogli w dyskrecji przepastnych pomieszczeń dobierać odpowiednie kreacje.

- Jak znajdujesz tą wersję. - Pytanie Ceolsige wypełniło przestronną przymierzalnie kiedy wychynęła zza magicznej mgły. Nosiła na sobie ognistoczerwoną szatę o długich rękawach. Barwa przechodziła płynnie, przez pomarańcz w złoto ku krawędziom sukni i szerokich rękawów. Faktura tkaniny miała przywodzić na myśl płomienie i pióra, mieniąc się przy tym licznymi kryształkami. Całość miała chyba kojarzyć się z feniksem, niestety nie współgrała chyba za dobrze z bladą cerą i blond włosami kobiety.

Podeszła szybkim krokiem ku podwyższeniu otoczonym przez wysokie lustra, na których na polecenie pojawiały się odbicie akcesoriów i dodatków jakimi można było uzupełnić kreację jednocześnie wykluczając z odbicia całe pomieszczenie z lewitującymi lub stojącymi pufami i fotelami dla "doradców". W tym wypadku jednego doradcy.

Odwróciła się do Lazarusa posyłając mu zachęcający uśmiech spod fali jasnych włosów. - Nie obrażę się. - Wspomniała uspokajająco w zupełnie przyjacielskim i nieco rozbawionym tonie. Od kiedy wyruszyli była szczerze rozbawiona całą sytuacją i postanowiła potraktować ją niemal jak dziecięcą zabawę. Miłe odprężenie od codziennych wyzwań ostatnich tygodni.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#2
15.12.2025, 23:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2025, 11:59 przez Lazarus Lovegood.)  
Lazarus otrzymał już w życiu wiele dziwnych poleceń służbowych, ale to plasowało się w górnej piątce. Nigdy, ale to nigdy nie spodziewał się, że w ramach obowiązków zawodowych będzie musiał służyć komuś radą w kwestii wyboru sukni na bal. Jonathan Selwyn zdecydowanie lepiej nadawał się do tego zadania. Albo któryś z pracowników OMSHM, choćby Enzo lub któraś z kobiet. W dodatku świetnie by się przy tym bawili. Ale nie - wątpliwa przyjemność wizyty w eleganckim paryskim salonie mody przypadła właśnie jemu. W duchu przewrócił oczami po raz kolejny od otrzymania wiadomości od Shafiqa.
Ciekawe, czy od nadmiernego przewracania oczami można sobie zrobić krzywdę? 

Na szczęście instrukcje były proste, a osobę, której doradzał znał i lubił od wielu lat. Prawdę mówiąc w ogóle nie wierzył w to, że potrzebuje jego opinii. Siedział więc sobie wygodnie w fotelu, popijając zaparzoną przez pracownika butiku kawę, podczas, gdy Ceolsige ukryta za obłoczkami magicznej mgły przymierzała zaproponowaną suknię. Rozlegający się od czasu do czasu zgrzyt nożyc był przyjemny, ale to bzyczenie nieco go irytowało. Miał tu tak naprawdę dwa zadania i…

Burke ukazała się jego oczom przystrojona w płomienie i pióra.

…i właśnie przyszła pora na wypełnienie jednego z nich.

- Po pierwsze, uważam, że to wciąż jeszcze… ryzykowny wybór, w świetle wydarzeń Spalonej Nocy. Na tej najnowszej premierze w The Globe ubrali jakąś tancerkę czy kogo tam w pomarańczową suknię i też niektórzy się oburzali, że to się zbyt kojarzy z ogniem - powiedział, nie ruszając się ze swego miejsca - A po drugie, Anthony nie lubi czerwieni. Ty też rzadko ją nosisz.

Nie bał się, że ją urazi - zbyt długo się znali, by miała się przejmować jego ewentualnymi uwagami na temat swego wyglądu. Ale nie wiedział, czy jeżeli usłyszy od niej nieśmiertelne “Czy wyglądam w tym grubo?” będzie w stanie zachować powagę.

- Nie wolałabyś czegoś niebieskiego? - rzucił, żeby wycofać się z niebezpiecznego spektrum odcieni czerwieni, a czarownica z obsługi niczym duch zniknęła, by po chwili powrócić z dwiema kreacjami - jedną jasnobłękitną i drugą, w intensywnym, kobaltowym odcieniu. Lazarus spojrzał w jej stronę.
- Ten jasny może trochę zbyt niewinny, a ciemniejszy musiałabyś przymierzyć… myślałem raczej o granacie - zmarszczył lekko brwi. Granat, jak głosiła jedna z książek, przystępnie i wyczerpująco traktująca temat, to uniwersalny kolor, w którym niemal każdy typ urody wygląda dobrze.

Czy spędził dwa ostatnie dni na zgłębianiu tajników analizy kolorystycznej, teorii kolorów i zasad doboru wieczorowych sukien na wielkie okazje? Być może.
Czy robiąc to wzdychał cierpiętniczo, gdy nikt nie słyszał? Nie było świadków, którzy mogliby to potwierdzić.
Czy potraktował swoje zadanie poważnie? Bez wątpienia.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#3
21.12.2025, 09:15  ✶  
Okręciła się szybko w biodrach w prawo i lewo wprawiając dół sukni w kuszące falowanie. Słowa o ryzyku wydawały się nie wywoływać na niej specjalnego wrażenia. Zdecydowanie bardziej pochłaniało obecnie jej uwagę to jak jedwab ognistej sukni spływa po biodrach.  Materiał zafalował, a tysiące kryształków zamigotało, naśladując sypiące się iskry. Ceolsige uniosła smukłe ramiona, odgarniając kaskadę blond włosów na plecy, by odsłonić linię szyi. Przymrużyła nieznacznie oczy, oceniając efekt.

Wiedziała, że wyglądałaby dobrze z właściwie dobraną maską i fryzurą. Rzeczywiście nie był to jej styl, ale bale maskowe mają w sobie tą uroczą pokusę bezkarnego przełamywania konwencji.

Dopiero po chwili jej spojrzenie w lustrze przesunęło się z własnego odbicia gdzieś na bok, na pustą taflę lustra, które magia oczyszczała z odbicia otoczenia. Jej spojrzenie skierowane było jednak tak jakby patrzyła prosto na odbicie twarzy Lazarusa. Jedna brew powędrowała wysoko do góry, wyrażając mieszaninę zdziwienia i lekkiej dezaprobaty dla opisanej przez niego sytuacji.

– Cały ten bal jest dość zuchwałym wydarzeniem, mój drogi – mruknęła do odbicia, wygładzając materiał na talii na biodrach, czerpiąc z tego dotyku niemal grzeszną przyjemność. – A ta kreacja, choć karmi moją próżność w sposób wybornie bezwstydny, zapewne byłaby rozważana w nieco jaśniejszych czasach.

Z westchnieniem, które było tylko w połowie teatralne, zeszła z postumentu. Magiczna mgła u jej stóp rozstąpiła się niechętnie. Z powietrza, niczym usłużny duch, wypłynęła srebrna taca. Ceolsige chwyciła kieliszek wina, a jej palce zacisnęły się na nóżce naczynia. Upiła kilka łyków, głaszcząc pewną wewnętrzną nutkę snobizmu.

Gdy Lazarus zaczął rozprawiać o granatach i błękitach, obdarzyła go ciepłym, przyjacielskim uśmiechem, w którym czaiła się nuta rozbawienia. Zaciekawiona, przechyliła lekko głowę przyglądając mu się badawczo.

– To doprawdy rozczulająco miłe ze strony Shafiqa – zaczęła, odstawiając kieliszek w powietrze, wiedząc, że taca znajdzie się tam w odpowiednim momencie – że pofatygował się, by poszukać wśród swoich ludzi kogoś, kto nie tylko mnie zna, ale i potrafi znieść moje humory podczas zakupów. Doceniam ten gest.

Podeszła do lewitującego wieszaka, towarzyszącego ekspedientce i ujęła w dłonie materiał w kolorze głębokiego kobaltu. Tkanina była chłodna i ciężka, obiecująca powagę i dystynkcję. Skinieniem palca wprawiła wieszak w ruch by poleciał za nią, jakby kusiła zauroczonego partnera do podążenia za nią na parkiet. Nie było to celowe działanie, raczej instynktowne, wytrenowane odruchy, które sprawiały, że tak się prezentowała. Zatrzymała się jednak na samej krawędzi mgły. Gęsty, biały dym przesłonił połowę jej sylwetki, sprawiając, że wyglądała, jakby wynurzała się z chmur lub w nich tonęła.

Odwróciła głowę w stronę Lazarusa. Na jej ustach błąkał się ten charakterystyczny, przekorny uśmiech, ale błękitne oczy świdrowały go z badawczą intensywnością.

– Powiedz mi tylko, zanim zniknę w tej chmurze… – zawiesiła głos, bawiąc się rąbkiem kobaltowej tkaniny. – Tobie powinnam zawdzięczać zgłoszenie się na ochotnika do tej misji, czy może zostałeś „uprzejmie poproszony” o poświęcenie popołudnia?

Nie czekając na odpowiedź, jakby znała ją już wcześniej lub po prostu wolała pozostawić pytanie zawieszone w eterze, cofnęła się o krok. Magiczna mgła natychmiast pochłonęła jej sylwetkę, pozostawiając po sobie jedynie powidok kobaltu i cichy szelest zamykanej za plecami kotary tajemnicy.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#4
22.12.2025, 08:07  ✶  
Lazarus poświęcał wdzięczącej się przed lustrem kobiecie nie więcej uwagi, niż czarnej kawie w swojej filiżance. Ta czerwona sukienka i tak nie wchodziła w grę, nie było sensu o tym dalej dyskutować, ale zbyt duży nacisk mógł dać efekt dokładnie przeciwny do zamierzonego. Ludzie czasami reagowali nerwowo na zbyt otwarte próby narzucania im czegokolwiek, a Ceolsige miała w sobie żyłkę przekory od kiedy ją znał. Nie wiedział, na ile jest świadoma daltonizmu Shafiqa, nie dostał też jasnych instrukcji na ten temat, więc postanowił pozostawić tę informację jako argument ostateczny.
- Zapewne tak - zgodził się, napotykając w lustrze jej wzrok. Uśmiechnął się lekko - I wiem, że nazwanie czegoś “zuchwałym” to dla ciebie najlepsza reklama, ale nie jestem przekonany, czy twój partner doceni ten konkretny wybór.

Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądała… dobrze, mimo, że przywykł raczej do jej widoku w ciemniejszych barwach. Gładki, błyszczący materiał opływał jej sylwetkę i musiał być przyjemny w dotyku, a kryształki przyciągały wzrok. Lazarus zatrzymał jednak te spostrzeżenia dla siebie.
Kiedy kłęby magicznego dymu zawędrowały do niego, wyciągnął rękę i zanurzył w nich dłoń. Mgła była chłodna, choć nie wilgotna - pewnie szkodziłoby to tkaninom.

Rozczulająco miłe. Tak, Anthony nie szczędził zasobów, kiedy chciał osiągnąć swój cel. Lazarus nie wiedział, jaki cel przyświeca mu tym razem, ale to nie miało znaczenia. W tym przypadku był zasobem. Pytanie zadane z chmurki starło pozostałości uśmiechu z jego twarzy. Odpowiedział na badawcze spojrzenie Ceolsige swoim doprowadzonym do perfekcji, starannie neutralnym wyrazem twarzy.
- Otrzymałem polecenie służbowe - stwierdził bez emocji - Nie zgłosiłbym się sam do zadania, do którego nie jestem optymalnym kandydatem.

Ceolsige zniknęła w przebieralni, a on postanowił podjąć trochę bardziej zdecydowane działania dla usprawnienia procesu decyzyjnego. Wstał i podszedł do obsługującej ich czarownicy. Górował nad nią o dobre dwie głowy.
- Nic czerwonego - oznajmił cicho, ale kategorycznie, zerkając kątem oka w stronę chmurki zawierającej jego koleżankę - I proszę też nie proponować żadnych różów, fioletów i pomarańczy, dobrze? - dodał - polecenie, przebrane tylko za pytanie. Ekspedientka bez zbędnych pytań kiwnęła głową - to były prawdopodobnie i tak mało skomplikowane wymagania, jak na jej klientów. Lovegood wrócił na swoje miejsce, zamieszał kawą w filiżance i wyciągnął przed siebie długie nogi. Imbryczek pojawił się znikąd, gotów uzupełnić jego napój. Lazarus chciałby powiedzieć, że to, że znał Ceolsige i że jej, jak je nazwała, humory, nie były jakoś szczególnie uciążliwe, było jednymi z nielicznych zalet jego dzisiejszego zadania, ale... cóż, kawa była dobra, obsługa oszczędziła mu small talku, a odmiana od pracy biurowej całkiem mile widziana, nawet, jeżeli oznaczało to, że będzie musiał przekopać się jutro przez dwukrotnie większą, niż zwykle górę poczty na swoim biurku.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#5
24.12.2025, 10:17  ✶  
Przekroczenie granicy mgły było doznaniem zgoła innym, niż podpowiadał instynkt. Zamiast spodziewanego chłodu wilgoci, Ceolsige poczuła na skórze przyjemne, suche ciepło, przypominające dotyk nagrzanego słońcem kaszmiru. Biały obłok nie dusił, lecz pachniał delikatnie drzewem sandałowym i ambrą, natychmiast wyciszając zmysły.

Wnętrze przymierzalni było odrębnym mikroświatem. Ściany nie były stałe. Potrafiły zmieniać się jakby żyły i reagowały na obecność gościa. W jednej chwili lśniły krystalicznym blaskiem luster, odbijając każdy detal sylwetki, by moment później zmatowieć i pociemnieć do głębokiej, pochłaniającej światło czerni, która stanowiła idealne tło dla eksponowania barw tkanin. Wydawało się to trochę nachalne, szybko jednak odkryła, że usłużnie wypełniają jej polecenia porzucając zwyczajową agendę na rzecz zadowolenia gościa.

Czarodziejka ledwie zdążyła zsunąć z ramion ramiączka poprzedniej kreacji, a usłużne, niewidzialne dłonie magicznych wieszaków już przejęły materiał. Nie było tu miejsca na niezdarne szamotanie się z zapięciami. Kobaltowa suknia spłynęła na nią z góry, dopasowując się do ciała z taką łatwością, jakby była drugą skórą. Poruszyła delikatnie ciałem sprawdzając dopasowanie i jak przy poprzednich leżała idealnie. Materiał mimo braku koralików, sprawiał wrażenie jakby posiadał więcej warstw i układał się nieco ciężej, bardziej sztywno.

Gdy ponownie wyłoniła się zza kurtyny dymu, jej krok był nieco wolniejszy, bardziej dostojny. Ciężki, chłodny materiał wymuszał inną postawę pasującą bardziej do sztywnej etykiety królewskiego dworu. W jej przypadku była to bardziej naturalna postawa.

– Gdyby moje próżne przyjemności w tym przybytku zaczęły przeciągać się nadmiernie – rzuciła w stronę fotela tonem lekkiej, niezobowiązującej pogawędki, wchodząc na postument – ufam, że sprowadzisz mnie na bardziej profesjonalne tory, Lazarusie. Pozwolę sobie na odrobinę dekadenckiego zatracenia do tego momentu. - zakończyła posyłając mu delikatny uśmieszek na twarzy wyrażającej niewielkie, niewinne poczucie winy. Wyraz całkowicie teatralny ale słowa szczere.

Obróciła się powoli. Kobalt lśnił głęboko, nadając jej cerze szlachetnej bladości. Wyciągnęła dłoń przed siebie, a na tafli lustra, na jej nieme żądanie, pojawiły się iluzoryczne obrazy dodatków: srebrna kolia, długie rękawiczki, wachlarz z pawich piór.

– Maska... – mruknęła, przyglądając się swojemu odbiciu, po czym spojrzała na Lovegooda. – Myślałam o czymś drapieżnym, ale nieoczywistym. Ptasi motyw? Sowa, symbolizująca mądrość widzącą w ciemności, albo sokół. Oczywiście coś, co zasłania twarz jedynie nominalnie. W dzisiejszych czasach całkowite zakrywanie oblicza straciło swoją tajemniczą elegancję na rzecz uwłaczającej anonimowości, nie sądzisz?

Gestem dłoni rozwiała iluzje dodatków, uznając je za zbędne na tym etapie. Jej wzrok powędrował ku lewitującemu wieszakowi, który właśnie nadpłynął z kolejną propozycją. Była to suknia w kolorze głębokiej, butelkowej zieleni. Odsłonięte ramiona i krój syreny obiecywały podkreślenie figury w sposób znacznie bardziej zdecydowany niż dotychczasowe opcje.

– Ten odcień ma odpowiednio elegancki połysk. – powiedziała, skinieniem palca przywołując do siebie zieloną kreację.  Miała właściwie wybrany strój jaki dostrzegła na jednym z manekinów w wejściu, ale nie mogła sobie odmówić tej chwili pożyczonego luksusu. Wieszak posłusznie podryfował za nią w stronę mglistej ściany. Zatrzymała się tuż przed wejściem w ciepły dym i spojrzała przez ramię na klątwołamacza. – Zechciałbyś zasugerować potencjalny wybór łączący moje poczucie elegancji i estetyki Shafiqa?

Uśmiechnęła się kącikiem ust i zrobiła krok w tył. Mgła, pachnąca luksusem i spokojem, ponownie otuliła ją szczelnym kokonem, odcinając od wzroku mężczyzny.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#6
26.12.2025, 15:15  ✶  
Zmiana kreacji przebiegała zadziwiająco sprawnie. Nie, żeby Lazarus miał duże doświadczenie w asystowaniu przebierającym się kobietom, ale swego czasu był żonaty i chociaż trwało to krótko, to miał okazję więcej, niż kilka razy być świadkiem przebieranek przed lustrem. Proces mozolny, pełen oczekiwania i tak naprawdę wymagający od niego jedynie pozornego zaangażowania, bo jego żona miała obyczaj bardziej polegać na własnych opiniach, niż jego poradach. Prawdopodobnie słusznie.

Kobaltowa suknia zyskała znacznie więcej jego uznania, niż czerwona. Klątwołamacz ponownie opuścił swój fotel, tym razem, by przyjrzeć się kobiecie na postumencie. Magiczna mgła wirowała wokół niego łagodnie, kiedy obchodził ją półkolem.
- Ta lepsza - zaoferował swoje zdanie - I nie musisz się spieszyć, mamy cały dzień.
Dużo lepsza, pomyślał, podnosząc wzrok do twarzy Ceolsige. Coś jednak było w tych wszystkich teoriach o dopasowywaniu kolorów do urody. W jakiś dziwny sposób Ceo wyglądała w tej sukience zdrowiej. Mniej blado. Mniej jak ktoś przebrany, a bardziej jak ona sama. Lazarus bez problemu mógł sobie wyobrazić, jak bryluje w tej kreacji na salonach Lestrange'ów, bez wysiłku, doskonale wiedząc, co powiedzieć i świetnie się bawiąc przy okazji. Coś całkiem nieosiągalnego dla niego samego, ale sam nie był pewien, czy zazdrości tego Ceo, Robertowi albo Jonathanowi Selwynowi, czy raczej cieszy się, że sam nie musi stawać przed takimi wyzwaniami.

Zerknął krótko na zaprezentowane na tafli lustra dodatki, uświadamiając sobie, że suknia to jeszcze nie wszystko.
- Jeżeli zdecydujesz się na ten zestaw, to maska sowy jest dość… nieoczywistym wyborem - powiedział cicho, na wpół do siebie. Paw byłby zdecydowanie bardziej spójny kolorystycznie. Albo błękitnik górski. Albo zimorodek, chociaż jego kolor tak naprawdę wcale nie wynikał z napigmentowania piór, tylko ze sposobu, w jaki załamywały światło... Lazarus nie miał pojęcia, czy to ma znaczenie.

- Prawdę mówiąc nie rozumiem upodobania ludzi do ukrywania się za maskami. Jak w ogóle podjąć rozmowę, gdy nie wiesz, z kim rozmawiasz? Skąd w ogóle wiesz, czy ktoś sobie tego życzy? - wzruszył ramionami, stając z powrotem przed Celsige. Wyglądał, jakby naprawdę liczył na odpowiedź. Być może tak było.
- A propos, ten bal… odbywa się w sąsiedztwie Maida Vale, prawda? Na początku września coś dziwnego działo się z ich różami, widziałem ogłoszenie… słyszałaś coś o tym? - do uszu Burke docierały różne informacje, czasami dziwne, a czasami ciekawe. Lovegood chętnie dowiedziałby się czegoś więcej.

Zechciałbyś zasugerować potencjalny wybór?
W zamyśleniu zbliżył się do zielonej sukienki na wieszaku. Potarł materiał między palcami, sprawdzając jego teksturę i zbierając myśli.
- Przymierz jeszcze to, ale… gdybym to ja miał decydować, to wybrałbym tę niebieską albo coś w czerni. Zwróć uwagę, czy nie krępują ci ruchów i nigdzie nie drapią, inaczej zamiast oczarowywać Anthony’ego będziesz cały czas myśleć o tym, że ci niewygodnie.
Nie trzeba było nosić balowych sukien, by znać ten ból osobiście. Interakcje międzyludzkie na dużych wydarzeniach towarzyskich były trudne nawet w wygodnym ubraniu.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#7
27.12.2025, 17:28  ✶  
Gdy Lazarus podszedł do postumentu i zaczął się jej przyglądać, Ceolsige wywróciła oczami w gescie ostentacyjnej, choć pobłażliwej rezygnacji. Geście w gruncie rzeczy całkowicie teatralnym i pasującym do sceny i sytuacji. Zawsze prezentowała się tak jakby idealnie pasowała do sytuacji.

– Mamy cały dzień, ale cierpliwość mody bywa krótka – skomentowała, po czym wykonała szybki, nieskazitelny piruet. Przynajmniej w jej mniemaniu. Nie było w tym artystycznej gracji, czy sportowego wytrenowania ale naturalny urok maskował zazwyczaj wszystkie techniczne niedociągnięcia pozostawiając właściwe wrażenie.

Ciężki materiał kobaltowej sukni posłusznie podążył za ruchem jej ciała, rozkloszowując się w nieidealne koło bliższe wodnemu wirowi, by po chwili opaść miękko, nie tracąc nic ze swojej posągowej formy. Układał się zaskakująco płynnie mimo swojej ciężkości

Czy ktoś sobie tego życzy?Zatrzymała się dosyć gwałtownie. Przechyliła lekko głowę sprawiając, że kosmyki blond włosów zsunęły się jej równymi falami z barku na dekolt. Zgarnęła je zwiewnie ręką, odrzucając delikatnym ruchem na plecy wykonując niedbały skręt głowy. Ruch, który odsłonił smukła szyję o bladej cerze. Posłała Lazarusowi spojrzenie pełne uprzejmego politowania, jakby odpowiedź było zbyt oczywista by ją wypowiedzieć. Chwile potem jednak uśmiech nagle zniknął. Jakby coś wypływającego z wnętrza go zmąciło.

– Nie wiem. – odpowiedziała cicho, a w jej głosie zabrzmiała zaskakująca, ciężka nuta powagi, która na ułamek sekundy odarła sytuację z całego blichtru. – Zakładam, że tak jest, rzadko się przy tym mylę - W jej głosie było coś niepokojącego i fundamentalnego.

Cień, który przemknął przez jej oczy, zniknęła tak szybko, jak się pojawił, ustępując miejsca uprzejmemu uśmiechowi, który zdobił zazwyczaj jej twarz w towarzystwie klątwołamacza. Odwróciła się do lustra, by jednym gestem dłoni odesłać iluzoryczne dodatki w niebyt.

– Co do Maida Vale... – podjęła temat, wciąż patrząc w swoje odbicie, jakby szukała tam skazy. – Jasne konkluzje chwilowo nie wypłynęły. Różne plotki do mnie docierają, krążą jak ten dym wokół nas, ale na ten moment to tylko szum. Interesuje Cię jakiś szczególne zagadnienie? - zapytała swobodnie, zakładając, że i tak będzie odwiedzać ogrody.

Gdy usłyszała uwagę o wygodzie i „drapaniu”, wybuchnęła perlistym, szczerym śmiechem, który zadźwięczał w ciszy butiku. Nie drwiący, lecz pełnym szczerego rozbawienia.

– Och, Lazarusie, twoja troska jest absolutnie urocza – rzuciła, schodząc z postumentu i kierując się w stronę mglistej ściany. Lewitujący wieszak z zieloną suknią podryfował posłusznie za nią. – Ale jesteśmy u Le Fil du Temps, a nie w punkcie napraw krawieckich na Nockturnie. Tutaj materiał prędzej by cię ukochał niż zadrapał.

Już miała zniknąć w bezpiecznych objęciach mgły, gdy uświadomiła sobie, że jej prośba o „sugerowanie wyboru” mogła zostać źle odebrana. Zatrzymała się, a gęsta biel zdążyła już pochłonąć jej sylwetkę. Po chwili jednak zza kłębiącej się zasłony wychynęła sama głowa Ceolsige – blond włosy i rozbawione oczy zawieszone w białej nicości.

– I jeszcze jedno, mój drogi. Mówiąc o wyborze, miałam na myśli maskę, nie suknię – wyjaśniła z przekornym uśmiechem. – Pióra. Ptak. Najlepiej sowa. Coś, co tylko nominalnie sugeruje, że jest maską. Skonsultuj to, proszę, z ekspedientką. – Mrugnęła do niego. – Jestem przekonana, że ona życzy sobie rozmowy. - Niewinny, żartobliwy docinek. Głownie dla rozładowania własnej powagi związanej z tym pytaniem.

Głowa zniknęła, a Ceolsige dała nura w luksusową izolację przymierzalni.

Zmiana kreacji na butelkową zieleń była innym doświadczeniem. Krój syreny opinał ciało znacznie ściślej, wymuszając świadomość każdego oddechu i ruchu bioder. Materiał był jak druga, chłodniejsza skóra. Gdy tylko tkanina znalazła się na właściwym miejscu, głos Ceolsige dobiegł z wnętrza mgły, nieco przytłumiony, ale wyraźnie ociekający sarkazmem.

– Skoro już czekasz... powiedz mi, jak ty właściwie oceniasz Anthony'ego Shafiqa? – zapytała, a w tonie jej głosu słychać było echa wcześniejszej uwagi Lazarusa. – Odrobina wiedzy praktycznej pomogłaby mi się skupić na tym całym „oczarowywaniu”, o które tak się martwisz.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#8
31.12.2025, 01:26  ✶  
Lazarus wychodził z założeń dokładnie przeciwnych, niż Ceolsige, jeżeli chodziło o to, czy ktoś chce podejmować z nim rozmowę. Wierzył również głęboko w to, że rozmowy powinny prowadzić do czegoś - porozumienia, decyzji, konstruktywnych wniosków albo ustaleń. Z tego względu dużo pewniej czuł się w kontaktach na gruncie zawodowym, niż towarzyskim, a w biurowym, czy imprezowym small talku zwykle nie uczestniczył w ogóle, nie mając nic wartościowego do dodania.
Interakcje z koleżanką z Nokturnu były jednak… łatwe. Przeważnie, bo na przykład teraz nie do końca wiedział, co miało oznaczać to spojrzenie. Nie było niczym nowym, napotykał je w skonfundowanej ciszy, która zapadała czasami po jego wypowiedziach. Jakby złamał jakąś tajemną zasadę, o której wiedzieli wszyscy poza nim, a jednocześnie nikt nie kwapił się, żeby mu ją wyjaśnić.

- Jeżeli chodzi o ogrody, jestem ogólnie ciekaw tych róż. Co może oznaczać ich pojawienie się? Dlaczego są takie niezwykłe? Czy to przejaw magii? Jakiego rodzaju? - Właściwie może powinien przejść się tam osobiście?

Nie miał również pojęcia, co rozbawiło Ceolsige w jego praktycznych uwagach dotyczących wyboru sukni. Jego dwudniowy research teoretyczny pozwolił mu zgłębić temat jedynie w ograniczonym zakresie. Na szczęście w chwili, kiedy użyła w odniesieniu do niego słowa “uroczy”, schodziła już z postumentu i nie mogła dostrzec, jak przewraca oczami.
- Skąd miałbym mieć pewność? - zapytał, a w jego ton wkradła się nuta rozbawienia - Shafiqa prezenty dla mnie obejmują raczej asortyment papierniczy, niż fatałaszki…

W chwili, kiedy Burke wspomniała o masce, Lazarus był już w drodze na swoje dotychczasowe miejsce. Zatrzymał się jednak i spojrzał na nią przez ramię. Wzdrygnął się wewnętrznie, gdy wytknęła mu niezrozumienie jej intencji. Skąd miał wiedzieć? Instrukcje były niejasne! Przełknął jednak swój dyskomfort.
- Hm? No tak. Maska. Może sowa śnieżna? - rzucił gdzieś między swoją koleżankę a pracownicę sklepu, a już tylko na użytek tej ostatniej powiedział - Słyszała pani - proszę mi pokazać, co macie do wyboru.
Czarownica z profesjonalnym uśmiechem podeszła do lustra i przywołała na jego powierzchni wizje różnych masek.
- Ma pan rację, biel dobrze będzie się komponowała z tym kobaltem. Pani wygląda na zdecydowaną na sowę, ale możemy też zaproponować czaplę, to również dostojny ptak.

Coś, co tylko sugeruje, że jest maską, powiedziała Ceolsige.
- Wydaje mi się, że byłoby nam łatwiej, gdyby najpierw zapadła decyzja co do sukienki… - Lazarus bezradnie przyglądał się kolejno pokazywanym przez ekspedientkę maskom.

Pytanie zadane z przymierzalni zaskoczyło go i momentalnie obudziło zawodową ostrożność, dotychczas uśpioną przyjemną, niemal bezstresową atmosferą, w jakiej przebiegały zakupy. Nie spodziewał się jakiegoś podstępu po Ceolsige. Nie bardziej w każdym razie, niż po kimkolwiek innym, pytającym o Shafiqa, ale… nie tak dawno temu Lorien Mulciber indagowała go podczas przypadkowego spotkania, a miał powody, by podejrzewać, że nie była jedyną, która z uwagą przyglądała się stosunkom panującym w OMSHM i zmianom dynamiki interpersonalnej tamże.
- Jakie znaczenie ma moja ocena? - zapytał, spoglądając w stronę, gdzie kłęby dymu skrywały sylwetkę kobiety. Profesjonalizm działał w dwie strony.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#9
02.01.2026, 22:51  ✶  
Kiedy Ceolsige wyłoniła się zza mgły, wydawała się wyższa i smuklejsza niż zazwyczaj. Krój syreny nie wybaczał i nie ukrywał niczego. Materiał w kolorze butelkowej zieleni opinał jej sylwetkę od biustu aż po kolana z bezlitosną precyzją, eksponując linię talii i bioder w sposób, na który rzadko sobie pozwalała. Dopiero u dołu suknia rozszerzała się gwałtownie, tworząc efektowną, falującą podstawę. Była to kreacja posągowa, wymuszająca drobne kroki i idealnie proste plecy.

Na widok usztywnionej, profesjonalnej pozy, którą przybrał Lazarus, kącik jej ust drgnął w przekornym uśmiechu, jakby uznała jego defensywę za wyborną formę żartu. Z zaskakującą lekkością, mimo krępującego kroju, weszła na postument, obracając się bokiem do lustra.

– Co do ogłoszenia... – podjęła przerwany wątek, obserwując, jak światło załamuje się na ciemnej zieleni. – Sądząc po jego treści, może to być po prostu kolejny, nieco ekscentryczny sposób na skupienie uwagi na rodzie Lestrange. Podobnie jak ten bal. Jest w tym pewna... teatralna próżność. Ale trzeba przyznać, że sama treść miała w sobie coś poetyckiego. Zwłaszcza ta pauza pod koniec – zachichotała cicho pod nosem, przypominając sobie afisz przy wejściu do ogrodów, który w tak dramatyczny sposób budował napięcie. – Przyniosę ci stamtąd bukiecik, żebyś mógł go przebadać w zaciszu biura – dodała, rzucając mu szybkie spojrzenie przez ramię, w którym błyszczały iskry rozbawienia.

Jej wzrok powrócił do lustra, a potem przesunął się na stojącą w pobliżu ekspedientkę. Westchnęła, nie tyle z żalu za tak próżnym krojem.

– Para tańcząca walca – powiedziała bezpośrednio do kobiety, przywołując obraz ruchomych manekinów, które minęła w atrium.

Ekspedientka uniosła brew z zainteresowaniem, a Ceolsige zaczęła kreślić w powietrzu kształty, jakby rzeźbiła na własnym ciele niewidzialną tkaninę. Obie dłonie oparła lekko na barkach, sugerując specyficzne sztywne wykończenie góry. Następnie jej lewa dłoń popłynęła wzdłuż boku, od pachy, przez wcięcie w talii, aż do bioder, gdzie oderwała się od ciała, pokazując, że od tego momentu materiał ma spływać luźno, nie krępując nóg w tańcu.

Na koniec uniosła prawą dłoń do dekoltu. Złączyła palce tuż pod szyją, po czym wykonała płynny ruch w dół. Kciuk i palec wskazujący rozszerzyły się, by po chwili złączyć się ponownie, wyrysowując w powietrzu wąski, romboidalny kształt wycięcia na mostku – odważny, ale geometrycznie precyzyjny.

– Noir, s’il vous plaît – dodała z lekką niespójnością akcentu i dykcji, ale komunikat był jasny.

Ekspedientka skinęła głową, natychmiast rozumiejąc wizję, i ruszyła w głąb zaplecza, by zmaterializować to życzenie.

Dopiero gdy zostały sami, Ceolsige odwróciła się powoli w stronę Lazarusa. Jej twarz złagodniała, a wcześniejsza kokieteria ustąpiła miejsca spokojnemu, przyjacielskiemu wyrazowi. Jego pytanie i ostrożność zasługiwało na zaadresowanie. Byli tu na przyjacielskiej stopie, a nie społecznym fechtunku.

– Takie, jak twoja opinia odnośnie stylizacji – odpowiedziała tonem uprzejmym, ale niosącym w sobie ciężar pewności. Jej intensywne spojrzenie sugerowało, że potencjalnie drwiąca treść miała wyraźnie większą wagę. Jego opinia miała miała swoją, rzeczywistą wartość. Dodatkowa, ale jakże ważka zaleta jego uroczego towarzystwa.

Pozwoliła, by te słowa osiadły w świadomości klątwołamacza, zanim zdecydowała się je rozwinąć. Zeszła z postumentu, stając bliżej niego, już bez dotychczasowej, nieco próżnej pozy pełniej żartobliwej zabawy. Teraz była blisko ich typowych interakcji bliżej przyjaznej współpracy.

– Widzisz, Lazarusie... Twoja opinia o stylizacji pozwala mi cieszyć się wyborem bez rozmyślania o potencjale do uczynienia poważnego afrontu w oczach gospodarza. Twoja opinia o człowieku niesie zbliżoną wartość. – wyjaśniła spokojnie, bez cienia żartu. – Nie mam obecnie nastroju na wchodzenie w potencjalnie problemy dla Shafiqa, siebie lub jego asystenta. Byłoby mi łatwiej cieszyć się towarzystwem nie obawiając się o jakieś małostkowe zarzewia pożaru, którymi karmią się bogate harpie. – Przechyliła lekko głowę, patrząc na niego z przyjaznym wyczekiwaniem. – Planowałam zatańczyć tym razem bez balansowania nad wnykami. Jeśli uważasz moją ostrożność i dociekliwość za przesadzoną... cóż, to będzie najbardziej uspokajająca opinia.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#10
08.01.2026, 21:42  ✶  
Spróbował zebrać myśli, by udzielić Ceolsige jakiejś sensownej odpowiedzi. Nie uważał się za dobre źródło informacji o ludziach. Poza tym pracował z Shafiqiem - ile? Trzy tygodnie? To zatrważająco mało, by poznać człowieka i wyrobić sobie wiarygodną opinię. Odruchowo cofnął się o krok, robiąc miejsce schodzącej z podestu kobiecie. Spojrzał na nią - wydawała się świetnie bawić, nie wiadomo, za sprawą sukni, Lazarusa, czy może jego kosztem. Nieistotne, pomyślał, skupiając się na pytaniu. 

Jaki był Anthony Shafiq? Lazarus pomyślał o nieustępliwym drążeniu podczas rozmowy kwalifikacyjnej, które przypłacił paskudnym flashbackiem i - oczywiście - nieprzespaną nocą. O papierowych żurawiach pełnych skrótów myślowych, które niekiedy przypominały szyfr, jakby specjalnie dla niego do rozwikłania. O samochodzie dla młodego Kelly’ego i sukience, za którą niebawem miał zapłacić pieniędzmi Anthony’ego. O swojej rozmowie z Lorien Mulciber w Mabon.
- Jaki jest cel waszego wspólnego pojawienia się na balu? - zapytał, zanim udzielił jakiejkolwiek odpowiedzi- Bo ta suknia… - prześlizgnął się wzrokiem po opiętych materiałem kształtach Ceolsige - Hm, może wysyłać pewną wiadomość. Jakie dokładnie aspekty Shafiqa cię interesują? Charakter? Poglądy polityczne? Kwestie prywatne? - wzruszył ramionami - Ministerstwo wydaje się go cenić, choć jego dość… chaotyczny styl pracy nie pozostaje niezauważony. Z moich doświadczeń wynika, że kluczem do udanej współpracy jest duża samodzielność i umiejętność odczytywania jego intencji. Anthony wielu rzeczy nie mówi wprost. Prawdopodobnie jeszcze więcej rzeczy nie mówi w ogóle.
Ironią losu na kosmiczną skalę było to, że właśnie on mówił o odczytywaniu intencji. Jak do tego doszło, że rozgryzał niejasne, oszczędne w słowach wiadomości szefa sprawniej, niż reszta zespołu, no, oczywiście z wyjątkiem Selwyna, ale ten miał przewagę wielu lat bliskiej przyjaźni?

- Jeżeli chcesz to rozegrać bezpiecznie… Politycznie jest raczej centrystą, nie słyszałem od niego żadnych magirasistowskich wypowiedzi. Nie popiera wrześniowych ataków. Nie mogę udzielić sensownej odpowiedzi w kwestiach towarzyskich. Jestem pewien, że w sprawach czarodziejskiej socjety orientujesz się lepiej, niż ja - lub będzie się orientować, ledwo wejdzie pomiędzy nich, w to Lazarus raczej nie wątpił - Wdowiec od wielu lat. Nie wspominał przy mnie o żonie, ale w jego rezydencji wciąż wiszą jej portrety, a jej pokoje wydają się pozostawione bez większych zmian - to akurat mogło wynikać z wielu powodów. Brak czasu. Brak takiej konieczności. Nieprzepracowana żałoba, chociaż Shafiq raczej nie wydawał się kimś przywiązującym wagę do takich spraw.

Rozmowę przerwało pojawienie się ekspedientki w towarzystwie opisanej wcześniej przez Burke kreacji. Za wieszakiem lewitowała maska - zdecydowanie mniej frywolna, niż wcześniej prezentowane opcje, zakrywająca czubek głowy i górną połowę twarzy niczym hełm konstrukcja z biało-czarnych piór i czegoś, co wyglądało jak metal, kształtem przywodziło na myśl kość, a mogło być równie dobrze tworzywem.

Klątwołamacz pokiwał głową. Czerń wydawała się dobrym wyborem. Nie powinna nikogo obrazić. Była bezsprzecznie wieczorowa, ale jednocześnie, jeżeli ktoś chciałby dopatrywać się w niej wyrazu poglądów, lepsza, niż ta płomienna suknia z samego początku.
Przelotnie zastanowił się, jaka jest w oczach Anthony’ego różnica między czernią, a ciemnymi odcieniami czerwieni lub fioletu. Interesujące.
Ustąpił miejsca obsługującej ich czarownicy i obserwował reakcje Ceolsige. Czyżby zbliżali się do konkluzji?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (6063), Lazarus Lovegood (5082)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa