• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[05.12.1970] Pick your poison

[05.12.1970] Pick your poison
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
16.01.2026, 21:44  ✶  

Od czarnoksiężników czuć było czarną magię, gdy używali zaklęć, gdy ta magia miała szansę osiąść na skórze, na ubraniach, przeniknąć przez sploty materiału… Można było ją zamaskować paląc papierosy, w końcu zapach był bardzo podobny i zachowywał się podobnie: utrzymywał na ciele i człowieku, aż się jej nie zmyło. Wystarczyło więc tylko… umyć się dokładnie po rzuceniu czarnomagicznego zaklęcia i problem z głowy, tak? W zasadzie to tak. Tylko, że im bardziej zepsutym się było, tym bardziej chciało się tej magii używać, tym mniejsze miało się opory, więc przy kolejnym takim zaklęciu smród znowu osiadał na człowieku, dopóki się go nie zmyło… To było jak takie perpetuum mobile. Czy więc Alexander pachniał czarną magią? Victoria nic od niego nie czuła, wyglądał na zadbanego człowieka, który nie bał się mydła, a jeśli miał coś na sumieniu, to wiedział jak się tego okropnego zapachu pozbyć. A jeśli bał się o swoją duszę… cóż, kowen Whitecroft modlący się do Pani Księżyca, wielkiej Matki z pewnością ucieszyłby się, że mają kolejną osobę, którą mogą edukować i poprowadzić do światła. Victoria jednak nie była przesadnie religijna, nie pozwalał jej na to jej racjonalny umysł, który musiał na własne oczy zobaczyć, poczuć, dotknąć czegoś, by uwierzyć. Matka zaś, i nauki o Limbo i innych cyklach brzmiały dla niej trochę jak bajki, chociaż dzielnie oddawała się tradycji i świętowała podczas sabatów, zwłaszcza jeśli chodziło o Yule w grudniu.

– Cóż, w grupie na pewno jest raźniej, niż w pojedynkę – odparła, ni to się zgadzając, ni to zaprzeczając tej bardzo śmiałej propozycji, jaką Alexander rzucił. O ile to była propozycja, a nie zlepek słów mający podtrzymać rozmowę.

– Jesteśmy sumą naszych doświadczeń i wyborów, oraz doświadczeń i wyborów ludzi, którzy nas wychowali i ukształtowali – powiedziała po chwili w odpowiedzi na jego słowa, pozornie wyrwane z kontekstu, ale Victoria zrozumiała z tego tyle, że coś stało się w jego przeszłości, co kazało mu lub zmusiło go do wyjazdu. Uśmiechnęła się do niego po chwili. – W porządku, nie będę dopytywać. Ale nie mówisz bez sensu – miało to więcej sensu, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka, albo to może po prostu ona się go tam doszukiwała lub rozumiała z tego więcej, niż zostało w ogóle powiedziane.

– Nie ma ze mnie nic z owieczki, Alexandrze – powiedziała spokojnie, a malutki uśmieszek ciągle gdzieś tam kręcił się na linii jej ust. – A w mundurze, bo w pracy obowiązują mnie zasady, również ubioru. Zaś ludzie, którzy mają coś na sumieniu, gdy przyłapie się ich na gorącym uczynku i zaświeci odznaką, zwykli tego bardzo nie lubić, bo rzadko który ma w sobie na tyle pokory, by przyznać się do błędu i nie próbować go popełnić drugi raz – nie wiedziała, czy osoby lub osoba, które go do niej skierowały, poinformowały go, że na co dzień żyła z bycia stróżem prawa. Że przez kilka lat przywdziewała szary mundur brygadzistki z brygady uderzeniowej Ministerstwa, a teraz nosiła czarne szaty aurora, choć nadal takiego w trakcie szkolenia, egzamin czekał ją za rok. Jednak ludzie, których aresztowała, nie byli zadowoleni, nazywano funkcjonariuszy psami, a ona była suką – zawsze przewracała na to tylko oczami. Aristov nie miał się jednak o co bać, wszak potrzebował pomocy kogoś, kto znał się na eliksirach, a ją szczegóły nie bardzo interesowały. – Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza – dodała jeszcze, mając na myśli właśnie swój zawód.

– To tylko fasada – wyglądała na niezrażoną i nieprzejętą tym, że Alexander ocenia jej powierzchowność, opakowaniem dla mózgu i duszy, skądinąd ładnym, dla niektórym może pięknym. Lubiła jednak o sobie myśleć jako o osobie, która jest warta więcej niż to piękne lico, które otrzymała w genach głównie po swojej cholernej matce. – Skąd wiesz, może skrywa w sobie pokręcony umysł wariatki i duszę tak wykrzywioną, że nie ma w sobie już nic z piękna, które widzisz? – drażniła się z nim, widać to było w tych lekko rozszerzonych, dużych ciemnych oczach i ciągle tym uśmieszku na jej pełnych ustach. – Ale na razie zadowolę się tym, że jestem miła dla twojego oka.

Upiła kolejny łyk ognistej i z lekkim zaskoczeniem przyjęła, że Alexander wstał, odwracając się teraz do okna. Nie miała nic przeciwko, tak też mogli rozmawiać, przyglądała mu się teraz w uwagą, jego sylwetce, temu jak koszula układa się na jego ciele, jak trzyma rękę w kieszeni.

– Tam, gdzie coś jest pod ścisłą kontrolą, zawsze musi się wytworzyć czarny rynek. Ludzie nie lubią zakazów – stwierdziła po wysłuchaniu jego historii o starej trucicielce. – Eliksiry to subtelna sztuka, ścisła nauka, która pozwala na wiele. Bez magii eliksirów nie byłoby lekarstw, uzdrowiciele byliby bezsilni. Nie byłoby maści, które mogą zagoić rany i szpecące blizny. Nie byłoby mikstur, które mogą ściągnąć człowieka z krawędzi śmierci. W eliksirach można zakląć prawdę, miłość, śmierć i życie, Alexandrze. Jest jak każde inne narzędzie. Nóż może przynieść śmierć, ale może też uratować życie i z eliksirami jest dokładnie tak samo – mówiła o tym tak, jakby to była jakaś poezja, lecz była to jedynie sama prawda, którą przyswoiła bardzo szybko. – Ale nie każdy potrafi się zachwycać dźwiękiem bulgocącego kotła, tak jak nie każdy docenia ciężar dobrze wyważonego, kunsztownie wykonanego noża – nie miała więc za złe nikomu, że nie dostrzegał w eliksirach tego, co ona.

Kiwnęła głową, bo nie zamierzała dopytywać o szczegóły. Nie interesowało ją jak poda to temu mężczyźnie, ani kim on był, nie było to dla niej w żaden sposób ważne. Uznała zwyczajnie, że Alexander powinien wiedzieć z czym będzie się mierzyć.

– W porządku. Będę potrzebowała trochę czasu, żeby to uwarzyć. Czy twój znajomy ma jakieś uczulenia? To znaczy o ile o czymkolwiek wiesz, będę musiała to uwzględnić, jeśli coś mu szkodzi – musiała o to zapytać, choć miała nadzieję, że będzie mogła stworzyć ten eliksir z dowolnych składników. – Co do bycia pod wpływem eliksiru… Uwierz mi, raczej byś nie chciał. Amortencja… ogłupia. Jest się bezsprzecznie zakochanym w osobie, która ten eliksir podała, czy raczej wpada się w obsesję na jej punkcie. To działa na psychikę, na ciało również, bo ono na nią reaguje. Nie wiesz o tym, że coś jest nie w porządku, wręcz przeciwnie, uważasz, ze wszystko jest w jak najlepszym i że wszystko jest tak, jak powinno być. To… cholernie niebezpieczny eliksir, bo miesza w percepcji jak mało co. Nie życzę nikomu być pod jej wpływem – a problem z amortencją był też taki, że im dłużej „leżakowała”, tym silniejsza się stawała.

Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#12
17.01.2026, 17:47  ✶  
Oczywiście, że Alexander nie stronił od mydła, brania gorących kąpieli. Może i pochodził z Rosji, ale nie był przecież żadnym dzikusem. Wiedział czym jest higiena osobista i dbał o nią należycie, jak przystało na odpowiedzialnego człowieka. Jednak. Alexander czasem zastanawiał się, bo powiedzieć, że martwił się to powiedzieć odrobinę za dużo, jak wygląda stan jego duszy. Ile zbrodni człowiek może popełnić, aby jego dusza utonęła nieodwracalnie w mroku? Czy dobre uczynki wymazują zło, którego się dokonało? To była bardzo ciekawa kwestia, którą Aristov bardzo chciałby poruszyć, gdyby tylko miał z kim. No i gdyby miał na tyle odwagi, żeby przyznać się przed kimś, że coś jednak mu tam na sumieniu siedziało i nie dawało spokoju. Bo przecież nie siedziało. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Sam nigdy też nie wierzył w jakieś mityczne bóstwa. Czy bogowie istnieli? Jeśli tak to czemu na świecie było tyle zła? Może rzeczywiście coś w tym było, może rzeczywiście ktoś tam nad nimi sprawował mistyczną opiekę, ale Alexander nigdy nie doświadczył żadnego cudu. Może po prostu go nie potrzebował. Tak jak nie potrzebował wiary do życia. Wierzył w samego siebie, to mu wystarczyło. Na razie.
-Oczywiście, że jest raźniej. Lepiej, milej. Problem tylko w zebraniu odpowiednich ludzi do takiej grupy. Nie każdy się nadaje. - powiedział spokojnie Alexander, jakby to było zupełnie normalnie. Czy z tego wynikało, że wcześniej nie mówił poważnie na temat wyjeżdżania z nią gdzieś za granicę? Oczywiście, że tak. Może i był czasem trochę dziwny, ale nie był na tyle szalony, aby uciekać gdzieś z kobietą, o której jedyne co wiedział, to to jak się nazywała i czym się zajmowała, o czym dopiero teraz się dowiedział.
-Czasem mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją to co mówię, ale ty wydajesz się doskonale to rozumieć. To trochę straszne. Przerażające. - zażartował Aristov, podnosząc jedynie kąciki swoich ust ku górze. Przypatrywał się jej przez chwilę, zaciskając swoje palce na szklance z trunkiem trochę mocniej.
Jednak za chwilę Victoria sprostowała, poprawiła go, że nie ma w niej nic z owieczki. I ten komentarz wywołał na jego twarzy odrobinę szerszy uśmiech. Zupełnie jakby Victoria sprawdzała jego reakcję na jej komentarze. No jej słowa. I Alexander nie mógł się powstrzymać od skupienia swojego wzroku na jej ustach, ponownie. Dlaczego czuł takie przyciągnie? Czemu tak bardzo interesowały go te gierki? Czy to tylko ekscytacja... czy może coś zupełnie innego?
-Czyli mówisz, że jest tylko i wyłącznie drapieżnikiem? - spytał Alexander, nie kryjąc zainteresowania w swoim głosie. Wziął kolejny łyk ognistej i przeniósł wzrok z jej ust na jej oczy. -Jestem ciekaw, czy drapiesz i gryziesz tak samo.
Rzucił bezwstydnie Alexander, zanim zdążył ugryźć się w język. Jednak na jego twarzy próżno było szukać jakichś oznak wstydu. Com powiedział, powiedziałem. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. A przecież Victoria mogła to zinterpretować w zupełnie inny sposób. Mogła pomyśleć, że mówi o byciu tak zaangażowaną w pracę... Ah kogo on próbuje oszukać. Jego ton i słowa wskazywały jasno co Alexander miał na myśli. Ale przecież to tylko gra. Odrobina alkoholu. Nikomu przecież nie zaszkodzi trochę rozwiązać język.
-Może powinienem w takim razie uważać na Ciebie? Nie dać Ci się... przyłapać na gorącym uczynku. - powiedział Alexander nadal nie pozbywając się tego uśmieszku z twarzy, jakby wciąż odczuwał to delikatne rozbawienie. Czy powinien martwić się Victorią Lestrange? Czy powinien martwić się Brygadą Uderzeniową? Aurorami? Oczywiście, że nie. Przynajmniej na razie. Takimi sprawami jakim zajmował się Alexander nie warto było zamęczać Brygady. Nie cenił się na tyle wysoko.
-No cóż. Wydaje mi się, że jeśli miałbym być łapany przez Ciebie, chętnie popełniałbym te same błędy po dwa razy. A może i więcej.
Nie wiedział wcześniej czym Victoria się zajmowała, ale przecież to nie wpływało na nic. Absolutnie na nic. No chyba, że Victoria zacznie go sprawdzać dokładniej. Wtedy może być... delikatny problem? Miał jednak nadzieję, że jego urok, oczywiście ten osobisty, odwiedzie ją od takich pomysłów. Nawet jeśli Alexander denerwował się tym, co może się stać, nie dał po sobie tego poznać. To tylko bardziej podkręcało stawkę, podbijało ten dziwny hazard, który Alexander teraz uprawiał. Stawiał na szali coś więcej niż tylko pieniądze. Stawiał w tej sytuacji swoją przyszłość. Czy było coś cenniejszego?
-Przeszkadza? Ależ skąd! Jestem bardzo zadowolony, że podzieliłaś się tym ze mną. Zwłaszcza, że wiem teraz, że moją sprawą zajmie się ktoś odpowiedzialny i sumienny. - głos miał spokojny i pewny, bez chwili zawahania. Mógł powiedzieć jej przecież teraz tyle rzeczy. Obrócić to w żart. A jednak, coś tknęło go, aby zachować teraz powagę, po wcześniejszym nagłym wyskoku. -Fasada, czy nie, jest przyjemna dla oka. Jeśli nauczyłem się czegoś z doświadczenia, to tego, że nie ma normalnych ludzi. Wszyscy jesteśmy szaleni.
Uśmiechnął się Alexander i zrobił krok w jej stronę, potem kolejny i jeszcze jeden. Stał teraz zaraz obok niej, przyglądając się jej przez sekundę... sekundę za długo. W końcu odwrócił wzrok, kierując go ponownie na swoją szklankę w dłoni.
-Nie wyglądasz mi na wariatkę. Inaczej nie nosiłabyś munduru. Raczej nie zatrudniają wariatów. - zauważył spokojnie Aristov, choć w jego głosie nada było słychać nutkę rozbawienia. -Próbujesz mnie teraz zachęcić do poznania Cię bliżej? Bo jeśli tak, to doskonale Ci idzie. - spojrzał na nią jeszcze kątem oka, a potem pokręcił głową z rozbawieniem i zajął ponownie miejsce na fotelu, na którym siedział wcześniej. Wyciągnął dłoń z kieszeni, siadając i bardzo powoli przesunął palcami po swojej nagiej szyi, w miejscu, gdzie tętnica pulsowała delikatnie, zdradzając uderzenia jego serca. Delikatnie przyśpieszone. Zaraz jednak zmienił ton na chłodniejszy. Bardziej formalny.
-Czarny rynek był najbardziej dochodowym, zwłaszcza gdy wiele rzeczy było nielegalnych. Nie tylko zagranicznych, choć to przede wszystkim, ale nawet większość rzeczy krajowych, było trudno dostępnych. Co ja mówię. Nadal jest. - pokiwał powoli głową, jakby zastanawiał się czy rzeczywiście eliksiry była aż tak potężne i miały tak szeroki zakres działania. Może dzięki Victorii w końcu się do nich przekona... Nie. Raczej nie.
-Mówisz o tym z wielką pasją. Widać, że masz to w żyłach. Nie zdziwiłbym się gdybyś zamiast krwi miała tam jakiś eliksir. - przekrzywił delikatnie głowę, obserwując ją z uwagą, jakby zaraz miała zacząć dymić, albo miała jej wyrosnąć trzecia ręka. Jednak nic takiego nie stało się. Przynajmniej jeszcze nie, kto wie? -Nigdy nie myślałem o tym, że dźwięk bulgocącego kociołka, może być czymś czym można się zachwycić. Chciałbym kiedyś spojrzeć na to twoimi oczami.
Powiedział szczerze i przez myśl przebiegła mu myśl, aby po prostu wedrzeć się do jej głowy i sprawdzić to po swojemu. Zwilżył swoje usta językiem, obserwując ją jeszcze przez jakiś czas.
-Z tego co wiem nie ma żadnych uczuleń. Może mi jednak o czymś nie powiedział. Albo uznał to za nieważne. Nie przejmuj się tym jednak, biorę na siebie całą odpowiedzialność. W razie co to nie wiem jak i co. - roześmiał się krótko, bo przecież miał przed sobą kobietę w mundurze. Znaczy... dzisiaj w sukni. Wiecie o co chodzi. -Więc... Co jest bardziej niebezpieczne? Eliksir miłosny? Czy może prawdziwa miłość? Co byłoby bardziej tragiczne w skutkach? B z tego co wiemy, na Amortencję znamy odtrutkę. Na miłość... nie. Zwłaszcza na miłość źle ulokowaną.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
18.01.2026, 22:37  ✶  

Podobno świat dążył do równowagi, do stanu neutralności, więc za jeden zły uczynek, jeden dobry powinien dawać bilans na zero. Kto jednak ważył te przewinienia i uczynki? Kto stawiał je na szali i sprawdzał, w którą stronę bardziej się pochyli? Czy to nie było rolą sędziów? Lecz oni nie mieli władzy nad ludzką duszą… więc bogów? Ale których? Mugolskich? Czy może tych, których wyznawali czarodzieje? Kto miał przywilej do mówienia, że to jest dobre, a to jest złe? Lord Voldemort poniekąd rościł sobie takie prawo… Victoria jednak przychylała się do nieco innej teorii o świecie i jego naturze, a mianowicie, że ten dąży do chaosu, do entropii. Widziała to w kurzu, który osiadał na meblach, w rozkładzie materii organicznej, która umierała, w tym, że rzeka płynęła i nie oczyszczała się sama, czego przykładem była Tamiza, tak zniszczona przez ludzi, że nic w niej nie było w stanie żyć ani rosnąć. Widziała to w filiżance kawy, która z czasem robiła się zimna, a w zaniedbanym ogrodzie pojawiały się chwasty. I dusza ludzka też… raz zepsuta, czy była do naprawienia? Czarnoksiężnik, który opadł za mocno w czerń i nicość nie był w stanie wyczarować patronusa (i Victoria nie wierzyła, że to dlatego, że nagle przeszkadzało im że nekromancja jest zakazana) i nie słyszała jeszcze o przypadku, w którym zdarzył się cud, by taki czarodziej kiedyś cofnął się na tyle, by być w stanie go jednak przywołać.

– Co w tym przerażającego? Nie chciałbyś być zrozumiany? – zapytała i uśmiechnęła się… uprzejmie. Czasami niektórzy nie wiedzieli czego chcą, ale jeszcze nie spotkała nikogo, kto byłby zadowolony z tego, że druga osoba nie rozumie, co się do niej mówi. Victoria była tym typem osoby, która zastanawia się nad wieloma rzeczami, miała więc zdanie na wiele spraw, również takich… egzystencjalnych.

– Nie, ludzie nie dzielą się wyłącznie na owieczki i wilki, a nawet jeśli, to jedynym zajęciem wilków nie jest drapanie, gryzienie i polowanie – czy sprawdzała reakcje na jej komentarze? Nie tak do końca, a przynajmniej nie taki był jej cel, choć oczywiście rejestrowała te reakcje i teraz uniosła wyżej brew, widząc po minie Alexandra, że już zdążył wyrzucić w kąt rozmowę o pracy i teraz po prostu rzucał gadkę na podryw. Pytanie tylko czy działała… po wyrazie twarzy Victorii trudno było to stwierdzić, sama zaś nie uważała się za „łatwą”, a to było pierwsze w ich życiu spotkanie. Biznesowe w dodatku i to w jej własnym, rodzinnym domu.

– To już zależy co masz na myśli przez przyłapanie cię na gorącym uczynku – stwierdziła i poprawiła się na fotelu. – Jeśli chodzi o sprawy zawodowe… to jestem teraz w domu, a nie w pracy – to chyba zamykało temat podpadania brygadzie czy aurorom. – A jeśli chodzi o sprawy inne… to czuj się przyłapany na patrzeniu – a idąc za tokiem jego słów: zamierzał ten występek popełnić znowu, również tak, by zostać na tym przyłapanym. – Jest pewna norma. Jeśli wszyscy są szaleni, to znaczy, że nikt nie jest szalony. A skoro słowo „szalony” funkcjonuje, znaczy, że musi się do czegoś odnosić na zasadzie porównania – mówiła spokojnie, patrząc jak Alexander zbliża się do niej, krok za krokiem. – Może dobrze się ukrywam – podsunęła mu, ale fakt, samą siebie również nie uważała za wariatkę, a za osobę trzeźwo myślącą, trudną do omamienia. – Po prostu odpowiadam na to, co mówisz – nie było jej celem zachęcić do niczego, ale zniechęcić też nie próbowała. Prowokowała go trochę, głównie dlatego, że sam w ten sposób rozpoczął tę rozmowę i znajomość, uznała więc, że jeszcze mu pokaże – i najwyraźniej zadziałało, mogła więc sobie pogratulować sukcesu.

– Jeśli u was zakazują właściwie podstawowych narzędzi uzdrowicielskich, to nic dziwnego, że czarny rynek kwitnie – eliksiry, we właściwych rękach, potężne były bardzo. Cóż, Alexander mógł się przekonać na przykładzie swojego kolegi jak bardzo. Wnioski musiał jednak wyciągnąć sam, Victoria mogła tylko podsunąć teorię.

– Zaręczam, że krwawię dokładnie tak jak większość – normalną, czerwoną krwią… miała jednak kuzynów, których krew była czarna jak smoła, halucynogenna. Żaden eliksir nie zastępował jej krwi. – Z pewnością jest coś, o czym i ty mógłbyś mówić z pasją – coś, co jego interesowało tak, jak ją eliksiry. Coś, na co mogła patrzeć godzinami gdy była jeszcze małym dzieckiem, siedząc w fotelu w pracowni ojca, gdy to on warzył, a czasami podnosił ją i pozwalał wrzucić do kociołka jakieś składniki. Eliksiry miewały różną konsystencję i kolory, również fantazyjne, błyszczące, było to więc coś bardzo ciekawego dla małego dziecka i… tak już jej zostało. A może faktycznie miała to we krwi, pochodząc z linii wielu wielkich i sławnych alchemików, którzy zapisali się na kartach historii.

– Dobrze, uznam więc, że nie jest na nic uczulony – musiała o to zapytać po prostu z obowiązku i dla czystego sumienia. A później zamilkła, patrząc na Alexandra badawczo. Victoria nigdy nie była zakochana, nie tak naprawdę, nie potrafiła więc do końca wczuć się w sytuację i odpowiedzieć z tej perspektywy, w końcu jednak pozbierała swoje myśli. – Powiedziałabym, że to sztuczne uczucie jest gorsze, choćby dlatego, że nawet nie ma się świadomości, że się go nie chce i nie można z tym nic zrobić, jest się zdanym na łaskę tej drugiej osoby, która go podaje, a później człowiek budzi się jak ze snu i dowiaduje, ze jego dotychczasowe życie, czasami tygodnie, miesiące, a nawet lata, są jednym wielkim kłamstwem, na które nie wydało się zgody – mruknęła. – To jest jak gwałt. A niekiedy dosłownie nim jest.

Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#14
20.01.2026, 11:45  ✶  
Podobno świat dążył do równowagi, według innych do entropii. Jednak dla Alexandra wszechświat zmierzał donikąd. Kim jesteśmy? Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? I choć ludzie poszukiwali odpowiedzi na te pytania to jedyne na co się natykali to zdecydowanie więcej pytań. I to było w porządku, bo im więcej wiesz, tym bardziej sobie uświadamiasz jak mało wiesz. I szukanie odpowiedzi powinno zawsze być priorytetem, ale... Jak już dowiemy się tych rzeczy, jako ludzkość, to co to zmieni? Jak wpłynie to na nasze życie? Czy jeżeli wszechświat zmierza do tego, aby rozpaść się, zapaść się sam w sobie, albo właśnie rozszerzyć do niemożliwych rozmiarów, co to zmieni w nas? W człowieczeństwie? Nic. Przynajmniej według Alexandra.
I mogli się tutaj nie zgadzać, ale przecież Alexander nie będzie kłócił się z nią o takie absurdy. To prawda, był uparty, był zadziorny, ale tylko w sprawach w których uważał, że warto być upartym. A tutaj? Tutaj mogliby dyskutować dla samego dyskutowania. Dla samej przyjemności rozmowy. Oczywiście, gdyby taki temat pojawił się, a nie tylko krążył im po głowach.
-To nie tak, że nie chciałbym być zrozumiany. Po prostu... - Alexander zastanowił się na moment, starając się jak najlepiej ubrać w słowa to co miał na myśli. Bo przecież Victoria nie siedziała mu w głowie, chyba, więc nie mogła zrozumieć tego co Alexander źle przedstawił słowami. -Przerażające jest to, jak dobrze mnie rozumiesz, a znamy się... godzinę? Mniej?
Wzruszyła Alexander ramionami, jakby chciał w ten sposób jakoś potwierdzić prawdziwość swoich słów i trochę zneutralizować ich brzemię. Bo przecież brzmiało to bardzo osobiście, a tego Alexander nie chciał. Jeszcze by ją wystraszył. Pomyślałaby, że Alex przyszedł tu tylko po to, aby ją podrywać. A przecież tak nie było. Prawda?
-Skoro tak mówisz. Możliwe, że zbyt długo przebywałem wśród wilków. Zapomniałem już jak to jest być wśród owiec... Albo innych zwierząt... - głoś Alexandra był teraz pozbawiony jakichkolwiek emocji. Zniknęła ta flirciarskość z jego twarzy. Tak samo jak z jego głosu. Nie był w zasadzie pewien czy nadal w coś oboje grają, czy po prostu uczą się swoich reakcji. Alexander jednak nie chciał przeciągać struny, mimo że zrobił to już wcześniej. Co za dużo to nie zdrowo, jak to powiadają.
-Zdecydowanie czuję się przyłapany. Co mi za to grozi? Mam nadzieję, że nie ukarzesz mnie zbyt surowo, za patrzenie- zażartował Alexander, nie spojrzał jednak bezpośrednio na nią, a odwrócił wzrok, gdzieś w bok. Może Victoria miała po części rację? Może jeśli wszyscy byli szaleni, to szaleństwo było już normą? -A może każdy jest szalony, niektórzy po prostu mnie, albo... jak już zauważyłaś, dobrze się ukrywają. - zauważył ze spokojem Alexander, uśmiechając się delikatnie, kącikiem ust zaledwie. -Jeśli tak dobrze się ukrywasz to może powinienem jak najszybciej stąd znikać?
Jednak nie zrobił ani kroku w kierunku drzwi, wręcz przeciwnie, zaraz rozsiadł się wygodnie na fotelu. Oboje się prowokowali. On ją, ona jego, i tak się kręcili, jak bokserzy, szukający odpowiedniego momentu, aby zaatakować. Szukali swoich słabych stron? Sprawdzali te mocne. Delikatnie naruszali defensywę przeciwnika. I można było wziąć to za zwyczajną rozmowę, ale czy taka była? Czy rzeczywiście była to tylko gadka, którą rzucali mimochodem, przy spotkaniu, na którym mieli omawiać interesy? Czy może kryło się za tym coś jeszcze?
-Czarny rynek jest wszędzie. W każdym miejscu na świecie. Trzeba tylko umieć się do niego dostać. Nie żebym ja umiał... - znowu wzruszył tutaj delikatnie ramionami. - ale problem polegał tam na tym, że często ludzie którzy nie mogli zapłacić na czarnym rynku, którzy mieli długi, po prostu znikali. Przynajmniej tak słyszałem.
Bo to przecież nie tak, że znikali z jego powodu. Może czasem komuś pomógł zniknąć... Ale zazwyczaj potem pojawiał się w innym miejscu. Cały i zdrowy. Zazwyczaj. Co do eliksirów jednak, Alexander miał nadzieję nauczyć się od Victorii więcej. Znacznie więcej. Potem jednak Victoria zarzekła się, że krwawi zupełnie jak normalny człowiek. I Alexander pokiwał głową z pełną powagą, na to oświadczenie.
-Dziękuję, że mnie uspokoiłaś. Skoro już o krwi mowa, podobno krew mitologicznej gorgony jest bardzo cenna. Krew jednej połowy może uleczyć każdą ranę, zaś z drugiej jest śmiertelną trucizną. Niestety nie spotkałem nigdy tego stworzenia i raczej jest to tylko bajka, jednak... Kto wie? Może twoja też leczy. - uśmiechnął się trochę szerzej, minimalnie, czuć było, że tym razem rzeczywiście żartował. I nie chciał sprawdzać, czy krew Victorii rzeczywiście miała uzdrowicielską moc. I w zasadzie to trochę jej zazdrościł. Nazwiska. Rodu. Bo co dobrego można powiedzieć o Aristovach? Że byli czystej krwi. Tyle dobrego. Jasne, mieli tam jakiś wkład w sztukę, kulturę, byli jednymi z najpotężniejszych rodów w Leningradzie, ale co tak naprawdę osiągnęli. Co osiągnął Alexander? Czy on też miał coś takiego, o czym mógłby mówić z pasją? O artefaktach, o dziełach sztuki. Tak, o tym mógłby opowiadać godzinami, ale nie chciał też Victorii zanudzić, uśpić. To nie wróżyłoby dobrze ich pierwszemu spotkaniu.
Zaraz jednak Victoria zaczęła odpowiadać na jego wątpliwości i czuł, że z logicznego punktu widzenia miała rację. To rzeczywiście był gwałt. To było oszustwo i jedno wielkie kłamstwo, więc dlaczego czuł, że to on sam siebie oszukuje? Dlaczego czuł, że to co teraz robił było oszustwem, że próbował oszukiwać samego siebie. Że Yelena...
Pokręcił jednak szybko głową, pozbywając się tych natrętnych i niechcianych myśli. -W każdym razie bezpieczniejsze byłoby ulokowanie swoich uczuć w kimś kto je odwzajemnia. W kimś bezpiecznym, kimś kto nie nadwyręży zaufania. W kimś kto nie użyje na Tobie eliksiru miłości, gdy zacznie robić się ciężko. Bo w zasadzie... Tacy ludzie przecież oszukują też samych siebie. Mają świadomość, że kochanek, lub kochanka, nie czuje tej całej miłości, że to tylko Amortencja. A mimo to...
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
21.01.2026, 23:43  ✶  

Zmiana ludzkości mogła zaistnieć dopiero, gdy zmieniały się jednostki. Gdy ta zmiana wystąpiła w wystarczającej ich liczbie. To nigdy nie był proces gwałtowny, ale lawina zawsze zaczynała się od jednego kamyczka – tym właśnie było to dążenie do poznania siebie, ludzi wokół i świata. Może nie w naszych czasach, ale kiedyś ta zmiana na pewno nastąpi.

– Pięć minut, godzinę, miesiąc czy lata… jakie to ma znaczenie, Alexandrze? Można kogoś znać przez całe życie i nie wiedzieć o nim nic, a można kogoś znać minut piętnaście i odkryć, że przynajmniej raz miało się podobne rozmyślania – wszak rozumienie się, a znanie się nie musiało iść ze sobą w parze. Rozumiała, co do niej mówił, bo słuchała go bardzo uważnie, a jej umysł, choć przesiąknięty konserwatywnymi wartościami, był umysłem osoby poszukującej wiedzy, rozmyślającym nad sprawami różnymi, analitycznym. Nie znaczyło to jednak, że myślała o Aristovie jako o osobie, która była z dawna utraconym kawałkiem jej duszy, który teraz niczym kawałek puzzla spasował się w odpowiednim miejscu. Wiedziała o nim tyle, ile sam o sobie opowiedział (niekoniecznie słowami) i tyle, ile wyczytała z tego, o czym mówić nie chciał.

Uśmiechnęła się do niego miło, gdy mówił o tych wilkach.

– Nie wiem jak jest w twoich stronach, może to różnica kulturowa, ale ja niespecjalnie lubię być porównywana do zwierząt – i nie chodziło wcale o to, że była sztywną panienką z dobrego i bogatego domu, a o to, że zwierzęta, jakkolwiek inteligentne, podążały za swoim instynktem, nie za wyborem. A Victoria bardzo lubiła mieć tę kontrolę – nad sobą, nad swoim życiem (czego niestety do końca nie miała), nad własnymi emocjami i uważała, że właśnie to odróżnia ludzi od zwierząt. Była to wartość być może nadrzędna w jej życiu.

– Póki co nic za to nie grozi – nie przewidywała kar za to, że ktoś na nią patrzył, nie wyłupiała oczu, ani nie kazała sobie za to płacić. Na pewien próżny sposób jej to pochlebiało. Chciała tylko mu uświadomić, że to zauważyła. – Co to znaczy mniej czy więcej? Gdzie jest ten środek? Gdzie normalność? – nie oczekiwała odpowiedzi na te pytania, to były te retoryczne, bo już powiedziała mu co na ten temat myśli i nie przekonywało ją wrzucanie wszystkich ludzi do jednego worka z napisem „szaleństwo”. Kłóciło się to z samą ideą worków i szufladkowania. – Może, jeśli chcesz odejść z niczym – bo nie umówili się jeszcze co do szczegółów, jakby nie było, więc ucieczka w tej chwili...

Alexander był jednak daleko od ucieczki, bo wrócił na swoje miejsce, a Victoria tylko zmieniła nogi, które miała założone na siebie i oparła się o drugą rękę, wciąż patrząc na swojego gościa tym samym intensywnym spojrzeniem co cały czas.

– Tak, cóż, właśnie dlatego jest czarny, bo jest nielegalny. Więc nie ma na niego oka nikt, kto dbałby o czyjekolwiek bezpieczeństwo – w takich miejscach to normalne, że ludzie znikali. Victoria nie była bez wyobraźni, zdarzało się przecież, że chodziła na Nokturn, na patrole i tak dalej. Ale na Podziemne Ścieżki nie schodziła, a to tam pleniło się największe robactwo i występek. Nie wątpiła w to, że ginęli tam ludzie. Przestępcy podobno nieźle się tam urządzili.

– Krew wielu magicznych stworzeń jest cenna, bo jest towarem deficytowym – na przykład krew jednorożców… lecz tylko ktoś o przeżartej duszy mógłby skrzywdzić tak niewinne zwierzę. – Zresztą nie tylko krew. Jeśli szukasz czegoś, co uzdrawia, to będą to podobno łzy feniksa, ale powodzenia z łapaniem takiego – uśmiechnęła się do Alexandra w odpowiedzi, w Anglii nie był to w żadnym razie pospolity gatunek.

Na pewno można było o Aristovach powiedzieć coś dobrego, samo to, że byli czystej krwi, to było już sporo, a tu na Wyspach Brytyjskich było to pożądane, a przynajmniej wśród konserwatystów, jak zresztą Alexander mógł już zauważyć ze względu na pewien ostatnio dość sławny manifest… I tak jak Alexander nie znał się na eliksirach, a słuchał tego, co mówiła Victoria, tak ona mogła posłuchać o artefaktach i dziełach sztuki, do których zresztą została porównana.

– Tak, bezpieczniejsze na pewno. Chociaż chyba nie do końca mamy wpływ na to, do kogo zabije, a do kogo nie, serce. O eliksirze teraz nie mówię, bo tak jak mówiłam, to jest sztuczne i mija z chwilą, gdy przestaje się podawać kolejne dawki… Nie jest jak prawdziwe zakochanie, z którego niektórzy leczą się miesiącami, a nawet latami, ale z pewnością jest wykorzystaniem – zamilkła na moment, ewidentnie zamyśliwszy się, bo to było coś, czego nie doświadczyła, mówiła czysto teoretycznie, a w końcu lekko pokręciła głową, jakby bardziej do siebie. – W każdym razie, wracając do eliksiru, jakiego potrzebujesz… Mogę przygotować jedną porcję, albo kilka na wszelki wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Będę potrzebowała na to hmm… tydzień, może dwa tygodnie, trudno mi powiedzieć, bo będę musiała się zastanowić nad składnikami. No i cena… To będzie kilkadziesiąt galeonów, czy takie ustalenia ci pasują?

Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#16
22.01.2026, 13:13  ✶  
Możliwe, że dla niej nie miało znaczenia. Jednak Alexander, zimny, zamknięty w sobie, rzadko kiedy łapał z kimś prawdziwy kontakt. Na palcach można było policzyć osoby, które zdawały się go rzeczywiście rozumieć. Anastazja, Yelena; chcąc czy nie chcąc znała go jak własną kieszeń, zawsze wiedziała gdzie nadusić, aby zabolało, Brenna, no i teraz dochodziła jeszcze Victoria. Zapewne kogoś pominął w tej krótkiej wyliczance, ale to nie miało teraz znaczenia. Chodziło o to, że Alexander dużo mówił, dużo robił, ale to o czym myślał zawsze siedziało gdzieś tam schowane i ukryte. No i w końcu przychodziła taka Brenna, co gadała tyle... że Alexander musiał wchodzić jej czasem w słowo, żeby coś wyjaśnić, a mimo to znali się już jakiś czas i zdawała się go rozumieć bez zbędnych słów. Teraz z drugiej strony pojawiła się Victoria, której nie znał z żadnej strony. A ta też zdawała się siedzieć mu w głowie, jednak w trochę innym znaczeniu.
-W zasadzie to masz rację. Nie musisz znać się z kimś, aby się z nim zgadzać. - w porę jednak ugryzł się w język, aby nie dodać czegoś głupiego do swojej wypowiedzi. Szczerze mówiąc Alexander nie wiedział jak ma się zachowywać. Czuł się przy niej wyjątkowo swobodnie, jednak wiedział, gdzieś tam w głębi duszy, że nie powinien się z nią spoufalać. Przyszedł tutaj przecież w jednym celu, nie może dawać się tak łatwo rozpraszać. Może powinien uciąć te pogawędki i skupić się tylko i wyłącznie na interesach, które mieli poprowadzić? Może sam za dużo opowiadał. Może sam za bardzo, zupełnie niepotrzebnie, otwierał się przed Victorią? Westchnął więc, sam do siebie, przesuwając dłonią po swojej twarzy.
-Kim są ludzie, jeśli nie zwierzętami? Wszyscy mamy pierwotne instynkty, niektóre należy tłumić, inne ratują życie. - bo w końcu strach nie jest tylko i wyłącznie nabyty. Przenosimy go w genach i gdyby nie ten strach nie bylibyśmy w stanie zajść tak daleko jako ludzie. No i co z miłością? Czy miłość też nie była poniekąd instynktem? Chęcią znalezienia swojego partnera? Jak wiele zwierząt związywało się ze sobą na całe życie? Papugi, pingwiny, łąbędzie, a nawet wcześniej wspomniane wilki. Nie wszystko co zwierzęce było złe. Ale skoro tak przeszkadzało to Victorii, to Alexander uszanuje jej prośbę. Pokiwał tylko głową. -Koniec więc z porównywaniem do zwierząt.
Na jej słowa Alexander tylko zaśmiał się. Póki co. Więc jednak zamierzała go karać. Tylko jeszcze nie teraz. Chyba, że sama przeczyła swoim słowom, ale to już raczej Alexandra nie interesowało, bo jego myśli powędrowały do tego gdzie jest granica. Skoro póki co nie mu za to nie groziło, to gdzie był ten moment aż zacznie mu coś grozić? Może więc powinien nie obserwować jej tak uważnie? Albo patrzeć tylko jednym okiem? A może minutę patrzenia na nią, a trzydzieści sekund gdzieś w przestrzeń?
-Bezpieczeństwo? Bezpieczeństwo gdzie? W Radzieckiej Rosji? Na czarnym rynku znikało się tylko jak nie spłacało się długów. To normalnie na ulicy można było rzeczywiście zniknąć. - odparł Alexander beznamiętnym tonem, jakby takie sytuacje były na porządku dziennym. Zacisnął wolną dłoń, którą przed chwilą przesuwał po twarzy, w pięść, aż zbielały mu knykcie. Ile zniknięć było spowodowanych tylko tym, że ktoś miał jakieś przypuszczenia. -Nie, Victorio. Jeśli nie masz tam znajomości to znikasz w mgnieniu oka. Zwłaszcza jak jesteś zza granicy. - po tych słowach Alexander wzruszył ramionami, ale widać było, że coś nie dawało mu spokoju. Że zostało więcej do powiedzenia, niż rzeczywiście Aristov mówił.
Bo przecież tam każdy kogoś stracił. Każdy miał jakiś żal. Każdy miał coś na sumieniu. Więc i prawdopodobnie i on miał coś czego nie mówił nikomu. Bo może, tylko może, Alexander zatracił tam samego siebie.
-Krew, łzy, ślina pewnie też. Zastanawia mnie jak pierwsi czarodzieje sprawdzali te substancje, próbując się dowiedzieć o nich czegoś. - powiedział po chwili zastanowienia, ale chyba jednak nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie. O których rzeczach może lepiej było nie myśleć. Jednak skoro już wspomniała o łzach feniksa. -Czy łzy Feniksa, jako remedium, nie leczyłby również z tego całego zadurzenia amortencją?
Głos Alexandra nosił rzeczywiste zainteresowanie tym tematem. Podejrzewał, że łzy są trudniej dostępne niż zwykłe remedium, co za tym idzie są i droższe, więc taka kuracja raczej mijała się trochę z celem i była nieopłacalna, ale gdyby jednak miał przy sobie łzy feniksa, a nie mógł czekać dwóch tygodni na przygotowanie remedium...
-Pieniądze akurat nie grają tutaj roli. Bardziej martwi mnie ten czas. Myślę, że uda mi się jakoś... zapanować nad tą sytuacją, kiedy będziesz przygotowywać antidotum. - powiedział Alexander ze spokojem. W końcu to i tak był, od początku do końca, biznes. Biznes i nic więcej. Odstawił powoli swoją szklankę, już pustą zresztą i uśmiechnął się do Victorii uprzejmie. To chyba oznaczało, że ich spotkanie dobiegło końca. I może to nawet lepiej. Choć Alexander miał ochotę zostać z nią tam, porozmawiać z nią dłużej to nie miał najmniejszego zamiaru narzucać jej swojej obecności. Wstał, powolnymi ruchami, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło. -Dziękuję za tak mile spędzony czas, Victorio. W ramach tego podziękowania podzielimy się po połowie, pieniędzmi otrzymanymi od mojego przyjaciela. To będzie po dziewięćdziesiąt galeonów na osobę. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
22.01.2026, 23:54  ✶  

Nie była królową empatii, swoje zrozumienie ludzi zawdzięczała zwyczajnie obserwacji, słuchaniu, analizie i umiejętności wyciągania wniosków, a także pewnej dozie własnych przemyśleń, które zebrała na przestrzeni lat. Victoria czytała bardzo dużo książek, nie tych rozrywkowych, a naukowych, zmuszała się przy tym do poszukiwań odpowiedzi na zagadnienia wszelakie, czasami podając w wątpliwość niektóre z tez, pozwalając tym samym na swoje własne przemyślenia – czasami dochodząc do tych samych rezultatów, a czasami nie.

Sama nie miała nic przeciwko tej rozmowie. Gdyby ta jej przeszkadzała, zakomunikowałaby to tak, jak dała znać, że nie chce być porównywana do zwierząt. Mogła wyglądać niewinnie, mogła wydawać się spolegliwa, bo mówiła tak spokojnie, nie wykonując żadnych gwałtownych gestów, lecz to nie była prawda, bo potrafiła bardzo wprost komunikować swoje myśli. Nie była typem osoby, który każe się będzie czegoś domyślać, doskonale zdając sobie sprawę, że ludzkie myśli biegną w różnym kierunku i zwyczajnie różne komunikaty można odczytać błędnie, niezgodnie z intencją. Teraz zaś jedynie wygięła usta w uśmiechu do Alexandra.

– A jednak mamy coś, czego zwierzęta nie posiadają. Moralność. Sumienie. Zdolność introspekcji. To właśnie odróżnia nas od zwierząt – to i jeszcze kilka rzeczy, jak choćby to, że tworzyli społeczność z rozbudowaną kulturą, myśleli kreatywnie.

– Nie wiem. Mówiłam o ogólnym koncepcie jakim jest wytwarzanie się czarnego rynku… Ale nie wiem jak jest w Rosji, mówiłam ci, że nigdy tam nie byłam – widziała za to, że to nie był komfortowy temat dla Alexandra, lekko przekrzywiła przy tym głowę, przypatrując się jego mimice, temu jak zacisnął dłoń, tak mocno, że widziała że aż jego stawy stały się bardziej widoczne. Nieprzyjemne wspomnienia? Czy coś wydarzyło się na tym tak zwanym czarnym rynku w Rosji, przez co uciekł aż do Anglii? A może nieszczęście przydarzyło się komuś mu bliskiemu – może przyjacielowi, ukochanej, albo komuś z rodziny? Lestrange nie planowała o to pytać, widząc ten nagły wybuch emocji, nad którymi ewidentnie próbował zapanować, nie znali się nazbyt dobrze, by zadawać pytanie o tak personalne rzeczy. Spojrzała na niego przeciągle, później powoli przeniosła spojrzenie na okno, na wirujący za szybą śnieg…

– A owszem, skóra, futro, pazury… – uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że zapewne obrzydziła mu co nieco eliksiry… bo gdy się wiedziało na bazie czego się to tworzyło, to co poniektórzy miewali odruchy wymiotne. Czasami lepiej było nie wiedzieć. – Sprawdzali to tak samo, jak sprawdza się to teraz. Widzieli, że dane stworzenie lub roślina ma jakieś magiczne właściwości i… eksperymentowali. Czasami dana właściwość, w źle skomponowanych składnikach, całkiem zanika, a czasami jest przez coś podbijana. To metoda prób i błędów, nie ma innej drogi. Teoria tutaj to za mało przy niesprawdzonych przepisach – była to żmudna praca, ale przynajmniej jeśli chodziło o Victorię, przynosiła jej satysfakcję. Lubiła dowiadywać się nowych rzeczy. – Nie. Łzy feniksa podobno leczą rany. Cięte, miażdżone, krwiaki… Fizyczne rany na ciele, nie metaforyczne rany na sercu i umyśle, które może spowodować użycie amortencji – doprecyzowała, nie mając nic przeciwko mówieniu, tłumaczeniu i tak dalej, tym bardziej, że był to temat, który mocno leżał w jej zainteresowaniach.

– Postaram się to zrobić jak najszybciej, ale muszę się zastanowić nad składem. A niestety, ale w takim przypadku muszę trochę poeksperymentować, żeby osiągnąć zadowalającą moc antidotum. To i tak nic, Alexandrze. Są eliksiry, które warzy się miesiąc i to takie, których receptura jest znana i nie trzeba jej wymyślać od zera – ale to nie był ten przypadek… a ona, mimo wszystko, miała też jeszcze swoją pracę, eliksiry to nie było wszystko, czym zajmowała się od rana do nocy. – Dziękuje, ale nie trzeba. Moją pracą tutaj jest wykonanie eliksiru, który już ci z grubsza wyceniłam, nic więcej – nie była typem kobiety, która zrobiłaby wszystko dla pieniędzy, bo zwyczajnie nigdy jej ich nie brakowało. Wstała również, raz jeszcze podając Alexandrowi dłoń. – Również dziękuję. Będziemy w kontakcie – obiecała.

To ona odprowadziła go do wyjścia, a nie skrzat.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (7592), Victoria Lestrange (7866)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa