01.11.2025, 15:30 ✶
Ten szept, ten chichot, ten złoty poblask rosnących możliwości...
– Nie wierzyłam w pierwszej chwili i nie dawało mi to spokoju, ale przecież znam tę twarz! I to wcale nie z Czarownicy tylko... tylko z mugolskiego plakatu! Wiem co mówię, bo musiałam odwiedzić siostrę, co mieszka w niemagicznym z początku września i daję sobie rękę uciąć, że ta cizia co lepi się do młodego Selwyna sprzedaje swoją twarz mugolom! Ja to sprawdzę kochana, jestem bardzo ciekawa ile w Czarownicy mi za to zapłacą. Chociaż nie wiem... co mi radzisz? Może najpierw powinnam zapytać dyrektora teatru? W końcu dzisiaj udało mu się zebrać ładną sumkę, a i mi przydałoby się nieco grosza na remont... – dotarło do uszu Jonathana, a on nie porzucił tej nitki, która wpadła w jego ręce.
Podejrzana aura kobiety, z której ust padły te słowa nie pozostawiała żadnych złudzeń. Brunatnoczerwona łuna świadczyła o chciwości kierującej jej działaniami, ponadto buzująca przy ciele czerwień potwierdzała jej ekscytację i gotowość do wcielenia słów w życie. Kobieta miała około czterdziestu lat i być może kilka kluczowych wizyt u Potterów uczyniłaby ją ładniejszą na okoliczność przyjęcia. Mimo wszystko jednak (a może przede wszystkim)... zdawała się być znajoma. Chwilowy przebłysk pomógł mu rozpoznać w tej uśmiechniętej żarłocznie buźce Anathemę Wildbur, urzędniczkę Departament Magicznych Gier i Sportów, zdawało się że z działu Szachów, ale nie był pewien. Jej strój pochodził sprzed trzech sezonów. Problemy finansowe? Czy może Spalona Noc dotknęła ją bardziej niż była gotowa to przyznać?
– Nie wierzyłam w pierwszej chwili i nie dawało mi to spokoju, ale przecież znam tę twarz! I to wcale nie z Czarownicy tylko... tylko z mugolskiego plakatu! Wiem co mówię, bo musiałam odwiedzić siostrę, co mieszka w niemagicznym z początku września i daję sobie rękę uciąć, że ta cizia co lepi się do młodego Selwyna sprzedaje swoją twarz mugolom! Ja to sprawdzę kochana, jestem bardzo ciekawa ile w Czarownicy mi za to zapłacą. Chociaż nie wiem... co mi radzisz? Może najpierw powinnam zapytać dyrektora teatru? W końcu dzisiaj udało mu się zebrać ładną sumkę, a i mi przydałoby się nieco grosza na remont... – dotarło do uszu Jonathana, a on nie porzucił tej nitki, która wpadła w jego ręce.
Podejrzana aura kobiety, z której ust padły te słowa nie pozostawiała żadnych złudzeń. Brunatnoczerwona łuna świadczyła o chciwości kierującej jej działaniami, ponadto buzująca przy ciele czerwień potwierdzała jej ekscytację i gotowość do wcielenia słów w życie. Kobieta miała około czterdziestu lat i być może kilka kluczowych wizyt u Potterów uczyniłaby ją ładniejszą na okoliczność przyjęcia. Mimo wszystko jednak (a może przede wszystkim)... zdawała się być znajoma. Chwilowy przebłysk pomógł mu rozpoznać w tej uśmiechniętej żarłocznie buźce Anathemę Wildbur, urzędniczkę Departament Magicznych Gier i Sportów, zdawało się że z działu Szachów, ale nie był pewien. Jej strój pochodził sprzed trzech sezonów. Problemy finansowe? Czy może Spalona Noc dotknęła ją bardziej niż była gotowa to przyznać?