• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[21.06.1969] Jak właściwie wygląda ten kwiat? || Stella i Stanley

[21.06.1969] Jak właściwie wygląda ten kwiat? || Stella i Stanley
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#11
06.03.2023, 23:25  ✶  

Stella zaatakowała swojego towarzysza serią pytań dotyczących spadającej gwiazdy, nie uważała specjalnie na astronomii, nie był to jej ulubiony przedmiot, więc nie posiadała szczególnie wielkiej wiedzy o tym, co działo się na niebie. Wróżbiarstwo jednak było dziedziną, którą bardzo ceniła, a tu chyba te obydwie dziedziny były połączone. Postara się znaleźć jakąś literaturę na ten temat, żeby w przyszłości znać odpowiedź na nurtujące ją pytania.

Jak na razie musiała wystarczyć jej odpowiedź Stanleya. - Szybko przyszło ci oddanie życzenia.- Powiedziała, gdy tylko powiedział, że to jej ma pierwszeństwo. Może nie znała się jakoś specjalnie na tych spadających gwiazdach, ale wiedziała, że to na pewno nie zależy od tego, co ktoś powie. Musiała być jakaś inna zasada działania. Naprawdę powinna się bardziej zainteresować tematem. - Jak to nie masz marzeń?- Przesunęła głowę w jego stronę i zaczęła się w niego jeszcze bardziej wpatrywać. - Co Ty gadasz, po co żyć, jak się nie ma marzeń?- Trochę ją zaszokowało to, co przed chwilą usłyszała, naprawdę była zdziwiona. - Każdy ma jakieś marzenia, nawet małe, malusieńkie.- Brnęła w ten temat dalej. - No zobacz, ja marzyłam o tym, żebyś przyszedł tu ze mną, nie odmówiłeś, więc cyk marzenie spełnione, teraz muszę znaleźć jakieś kolejne, żeby mieć po co wstawać kolejnego dnia.- Czyż cały sens życia nie był prosty? Przynajmniej według Stelli. Nie ogarnęła, że może powinna się ugryźć w język i nie mówić tak wiele, w ogóle nie docierało do niej, że podzieliła się z nim informacją, która zdecydowanie nie powinna dotrzeć do jego uszu.

- Nie wiem co.- Na jej twarzy pojawił się uśmiech, była ciekawa, czym się chce z nią teraz podzielić. - Nie tak do końca każdego, ale fakt, mogłam zabrać tu ze sobą trochę osób.- Nie udawała wcale, że jest inaczej. - Ej, myślisz, że to, że jesteś brygadzistą ma jakieś większe znaczenie?- W ogóle nie zwracała na to uwagi. Czy naprawdę sądził, że zabrała go tutaj ze sobą tylko przez to, jakie ma umiejętności? Nie mogła uwierzyć w to, że w ogóle mogło mu się wydawać coś takiego. Najwyraźniej grubo się mylił. - Po prostu lubię z Tobą spędzać czas, wiesz?- Jakby chciała się upewnić, że zdaje sobie z tego sprawę, bo miała wrażenie, że jest zupełnie przeciwnie.

- Nie jesteś jedyny, co roku przecież tylko kilka osób znajduje tego krzaka...- Próbowała go w jakiś sposób pocieszyć i podnieść na duchu. - Zresztą to czy go znajdziesz nie świadczy o tym, jaki z Ciebie brygadzista. - Czasem szczęście nie sprzyjało, na to akurat nie mieli wpływu, przecież nie było tutaj żadnych śladów, po których mogliby podążać, taki brygadzista był zwyczajnym człowiekiem w tym lesie.

- Nie, nic nie mówiłam.- Akurat była zajęta oglądaniem gwieździstego nieba, które było całkiem urokliwe, szczególnie tutaj w lesie, kiedy żadne nienaturalne światło nie przeszkadzało sklepieniu. W mieście niebo wyglądało zdecydowanie inaczej, dlatego też tak bardzo się w nie wpatrywała - niezbyt często zdarzało się, że chodziła nocą po lesie.

Stanley stwierdził, że pora ruszać. Obserwowała go kiedy zeskakiwał z konara, skorzystała oczywiście z podanej ręki, żeby zejść. Pamiętała o tym, jak się wywrócił chwilę temu i nie chciała tego powtórzyć. - Jasne, jestem za, mamy jeszcze szanse.- Na pewno nie zebrali jeszcze wszystkich kwiatów, w końcu noc była jeszcze młoda.

Ten chwilowy odpoczynek podniósł ich morale. Odzyskali siły i wyruszyli ponownie do lasu, że też czasami wystarczy taka mała przerwa, żeby wzbudzić nowe pokłady energii. Zauważyła wystawioną przez Borgina rękę, złapała ją mocno, poza tym, że wiedziała, że chce znaleźć kwiat, wiedziała również to, że nie chciała się tu zgubić, a trzymanie za dłoń mężczyzny powodowało, że ta druga opcja się oddalała. Na pewno się nie zgubi, jeśli będą szli dalej w ten sposób.

- Taaak, nie ma nic przyjemniejszego od pływania w spoconych i ubłoconych butach - mówię Ci marzenie każdej panny.- Na samą myśl zrobiło jej się niedobrze. Avery bardzo ceniła sobie schludność i czystość, wolała nie wyobrażać sobie tych butów, o których mówił, bo zaraz tutaj puści pawia, a tego im jeszcze dzisiaj brakowało do szczęścia.

Przeniosła spojrzenie na kwiaty, kiedy Stanley zapytał o to, czy mogą to być one. Nachyliła się, aby dokładnie przyjrzeć się roślinie. Kolor się zgadzał, jednak to nie do końca było to, o co im chodziło. Niestety, ale miała nadzieję, w końcu ten zasrany kwiat musiał gdzieś tu rosnąć.

- Gorąco, jeśli mam być szczera, ta noc jest pełna wrażeń.- Sam spacer dosyć szybkim tempem (jak na nią) spowodował, że było jej wyjątkowo ciepło, a do tego ta adrenalina spowodowana ich przygodami. - Sam spacer jest naprawdę przyjemny...- Dodała jeszcze. Już miała mu odpowiedzieć na pytanie na temat wiolonczeli, ale wtedy zamrugała dwa razy, coś jej mignęło. Puściła rękę mężczyzny i wskoczyła w głąb krzaków, jednym, pewnym ruchem wyrwała coś z ziemi. - Tu się schowałeś przebrzydły badylu.

- Mamy go!- Krzyknęła z entuzjazmem do Stanleya i podbiegła do niego podekscytowana. - Udało nam się, wiedziałam, że tak będzie!- Nie mogła ustać w miejscu z radości, rzuciła się mężczyźnie na szyję w tym całym ferworze. - Mówiłam, że tak będzie, jesteśmy najlepsi!- Teraz pozostawało tylko jakoś wydostać się z tego ciemnego lasu.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
07.03.2023, 00:55  ✶  

Nadal miał w głowie słowa Stelli, które wypowiedziała jakiś czas temu. Zarówno te dotyczące marzeń jak i jej nietypowego marzenia, które właśnie się spełniło. Nie do końca wiedział co miał o tym drugim myśleć. Z jednej strony cieszył się, że wybaczyła mu jego wcześniejsze potknięcia i chciała się z nim widywać. Z drugiej zaś strony było to lekko… Niepokojące? Nigdy wcześniej nie był w takiej sytuacji.

Wsłuchiwał się w to co Avery miała mu do powiedzenia. Cieszył się, że podobało jej się mimo wszystkich przeciwności losu. Nie spodziewał się jednak, że za chwilę mieli zostać wynagrodzeni za te kłody pod nogi jakie dzisiaj podrzucał im los.

Lada moment miał dowiedzieć się ile lat trzeba zmarnować… Znaczy poświęcić aby tak grać na jakimś instrumencie. Dzięki tej informacji miałby pogląd na to ile wyrzeczeń potrzeba, aby zarabiać na brylowaniu w towarzystwie. Wszystko by się zapewne udało gdyby nie to, że w Stellę wstąpił jakiś demon. Jeszcze do niedawna była śmiertelnie przerażona pająkiem na jej twarzy, a teraz wskoczyła w krzaki niczym puma w agrest.

Co jej się stało? Coś ją wystraszyło do tego stopnia, że musiała ratować się ucieczką? Stanley rozejrzał się wkoło za potencjalnym przeciwnikiem, jednak nie zobaczył nic co przejawiałoby agresję w ich kierunku.

Po chwili ujrzał rozradowaną Avery wracająca z haszczy. W swych dłoniach coś trzymała. Na pierwszy rzut oka było to fioletowe i świecącę… Chwila. Czy oni właśnie znaleźli tę legendarną paprotkę? Czyli ona tak naprawdę istnieje i nie była to opowiastka dla małych dzieci? Borgin nie dowierzał czego właśnie stał się świadkiem.

- Mamy go? - powtórzył po niej będąc w dalszym szoku. Udało nam się. Nie dowierzał - Naprawdę? - zapytał. To musiał być jakiś sen. Z tego wszystkiego musiał się uszczypnąć. Jednak kiedy otworzył oczy nic się nie zmieniło. Nadal przed nim stała rozradowana jak nigdy Stella. Nigdy wcześniej nie widział aby była ona aż tak szczęśliwa.

Stanley odwzajemnił uśmiech. Cieszył się, że nastąpił właśnie kres ich męk. W końcu mogli wrócić z tego przeklętego lasu i odpocząć. Mógłby przysiąść, że przeszli cały ten zagajnik wzdłuż i w szerz. I to co najmniej 2 razy!

Nie spodziewał się nagłego ataku Avery. Nie był do niego w jakimkolwiek stopniu przygotowanym. Nie do końca sprawne kolano również nie pomagało w tej sytuacji. Nie było innej możliwości jak po prostu wylądowanie na ziemi. I to w dodatku nie pierwszy raz dzisiaj. Impet z jakim Stella wpadła na Borgina był zbyt duży i moment później już leżeli na ziemi.

- Taaak… Najlepsi… - wycedził przez zęby. Teraz to na pewno będzie musiał udać się do świętego Munga, aby udzielili mu niezbędnej pomocy medycznej. Z bólu musiał, aż przymknąć na chwilę oczy. Dlaczego ona zawsze musi być w gorącej wodzie kąpana? zadał sobie pytanie w głowie.

Na szczęście dziewczyna szybko się podniosła i tak jak miała w zwyczaju (a przynajmniej wtedy kiedy nie była na niego zła) zatroskała się, a następnie zaoferowała pomóc. Bez niej raczej by nie wstał.

- Zatrzymaj sobie tę paprotkę… Na pamiątkę… - powiedział z grymasem na twarzy kiedy rozmasowywał sobie plecy - Mogłaś ostrzec mnie, wiesz? - dodał. Nie złościł się na nią. Emocje wzięły nad nią standardowo górę i był to po prostu nie do końca przemyślany sposób, aby je pokazać.

- Pora wracać. Mamy to co chcieliśmy - stwierdził i ruszyli w drogę powrotną na miejsce sabatu. W lesie spędzili tyle czasu, że na dworze już robiło się jasno, dzięki czemu nie potrzebowali już oświetlenia z różdżki.

W trakcie powrotu wdali się w dyskusję. Stella opowiedziała Stanleyowi o swojej pasji do muzyki jak i jej historią z tym związaną. W ramach podzięki Borgin przybliżył jej trochę temat aurorów w ministerstwie i tego z czym wiąże się ta praca. Oczywiście przekazał jej tylko informację, które nie były uznawane za krytyczne lub nie występował powszechny zakaz przekazywania osobom niezwiązanym z ministerstwem. Tym samym przyznał przed panną Avery, że mniej więcej pod koniec przyszłego roku będzie zdawał egzaminy na właśnie tę pozycję.

Porozmawiali również o swoich pobytach w Hogwarcie. Mimo iż nie interesowały ich te same przedmioty w czasach szkolny, to udało im się podyskutować na kilka tematów związanych z fakultetami w owej szkole. Stanley dowiedział się, że Stella w tamtych czasach należała do krukonów, a ona, że Borgin był ślizgonem.

W głowie Stanleya zostało jednak kilka tematów, które zostały poruszone podczas ich wyprawy. Uznał jednak, że teraz nie jest odpowiedni czas aby się nad nimi rozwodzić. We dwójkę byli zmęczeni i mogłoby tylko dojść teraz do niepotrzebnych nieporozumień. A to skończyłoby się zapewne kolejną nocną wizytą mocno podchmielonego brygadzisty w jej mieszkaniu.

Na festiwal, a raczej to co po nim zostało, ponieważ większość sprzedawców jak i uczestników opuściła go, dotarli o poranku. Słońce zdążyło już się wyłonić znad horyzontu. Nie spotkali żadnej innej pary wracającej z lasu. Czy to oznaczałoby, że byli ostatnimi, którzy opuścili las? Najprawdopodobniej tak. Chłopaka ciekawiło czy komukolwiek innemu również udało się odnaleźć ten przeklęty kwiat. Dzięki temu wydarzeniu, nabrał lekkiego dystansu do swojego niewierzącego podejścia. Te wszystkie święta i sabaty miały coś takiego w sobie. Zwłaszcza jeżeli można było je spędzić w odpowiednim towarzystwie.

Borgin odprowadził Stellę pod scenę, a następnie się pożegnali. Podziękował jej za zaproszenie i wspólne spędzenie czasu. Niedługo później wrócił do domu gdzie przeleżał resztę dnia próbując dojść do siebie. Ból pleców, stłuczone kolano i zabrudzone ubrania były wymierną ceną jak za tak świetnie spędzony czas.

Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5524), Stella Avery (5557)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa