21.01.2026, 10:50 ✶
Zagubiona dziewczynka
Mam na imię Fiona i boję się sama iść do domu w ciemnościach. Pomożesz mi znaleźć drogę?
Samotne, zagubione dziecko na skraju Hogsmeade, napotkane o zmierzchu, nie było czymś, co Brenna potrafiłaby zignorować. Dziewczynka mogła zbłąkać w mroku i spotkałoby ją nieszczęście. Mogła też poprosić o pomoc kogoś, kto niekoniecznie był przyjaznym człowiekiem i zrobiłby jej krzywdę. Albo, w optymalnej wersji, trafiłaby do domu, ale po drodze byłaby przerażona samotnością i tym, co czai się w nocy, i już nawet na to Brenna nie chciała pozwolić.
– Oczywiście, że ci pomogę – odparła więc po prostu Brenna, spoglądając w wielkie oczy Fiony, a potem ruszyły razem ścieżką, bo jak wyjaśniła dziewczynka, posiadłość, której była dziedziczką, leżała na południe od Hogwartu.
I to był chyba moment, w którym w głowie Brenny powinny zacząć dzwonić dzwonki alarmowe. Bo może nie była najlepsza w geografii, ale przemieszkała w Hogwarcie siedem lat, poza tym znała większość zamożnych rodzin z Anglii, i nie słyszała o żadnej wielkiej posiadłości. Nie myślała jednak o tym początkowo, bo przecież ktoś mógł niedawno się przeprowadzić. Albo chodziło o jakiś duży dom, który dziecku zdawał się wspaniałą posiadłością.
Albo to jakaś dziwna pułapka, przemknęło przez głowę Brenny w pewnej chwili, nie uczepiła się jednak tej myśli, bo uważała siebie jeszcze za małą ważną, żeby komuś chciało się takie zastawiać.
Niebo pokryło się czernią, najpierw na wschodzie, potem i na zachodzie. Chmury zbierały się im nad głowami i Brenna zaczęła z pewnym niepokojem spoglądać na niebo, niepewna, czy nie grozi im deszcz, albo nawet burza, sądząc po tym, że wiatr zaczynał szarpać im włosy. I wtedy w oddali dostrzegła zrujnowaną wieżę, niemal zlewającą się z ciemnym niebem, i przypomniała sobie, że kiedyś – dawno, dawno temu, jeszcze w Hogwarcie – szukała informacji o dworze położonym w tej okolicy, była tu nawet i… nie, niemożliwe, Fiona przecież nie mówiła o tym.
– Dwór Cape jest blisko – szepnęła jeszcze Fiona, a Brenna zamarła.
– Kochanie, jesteś pewna, że to na południe od Hogwartu? Może teleportuję nas z powrotem do Hogsmeade i spytamy w Trzech Miotłach o twoją rodzinę? – zaproponowała Brenna, odrywając spojrzenie od leżących przed nimi ruin, by przenieść na dziewczynkę.
Tyle że dziewczynki obok nie było.
Brenna uniosła wyżej różdżkę, rozświetloną przez zaklęcie lumos i rozejrzała się, w pewnej panice.
– Fiona?! – zawołała głośno. W stronę, z której przyszły, biegła ścieżka i gdyby dziewczynka odbiegła w tamtą stronę, musiałaby ją zauważyć. Czy odbiła ku krzewom, w stronę tych ruin? Niewiele myśląc Brenna ruszyła w tamtą stronę, zbliżając się do budynku, który niegdyś musiał być zamkiem: może nie na miarę Hogwartu, ale na pewno robiącym wrażenie. Na razie w ciemnościach widziała głównie zarys dziedzińca, stojącej na nim rzeźby i schodów wiodących ku ogromnej, zrujnowanej budowli. – Fiona?! – zawołała znowu, choć miała wrażenie, że nie doczeka się odpowiedzi.
Mam na imię Fiona i boję się sama iść do domu w ciemnościach. Pomożesz mi znaleźć drogę?
Samotne, zagubione dziecko na skraju Hogsmeade, napotkane o zmierzchu, nie było czymś, co Brenna potrafiłaby zignorować. Dziewczynka mogła zbłąkać w mroku i spotkałoby ją nieszczęście. Mogła też poprosić o pomoc kogoś, kto niekoniecznie był przyjaznym człowiekiem i zrobiłby jej krzywdę. Albo, w optymalnej wersji, trafiłaby do domu, ale po drodze byłaby przerażona samotnością i tym, co czai się w nocy, i już nawet na to Brenna nie chciała pozwolić.
– Oczywiście, że ci pomogę – odparła więc po prostu Brenna, spoglądając w wielkie oczy Fiony, a potem ruszyły razem ścieżką, bo jak wyjaśniła dziewczynka, posiadłość, której była dziedziczką, leżała na południe od Hogwartu.
I to był chyba moment, w którym w głowie Brenny powinny zacząć dzwonić dzwonki alarmowe. Bo może nie była najlepsza w geografii, ale przemieszkała w Hogwarcie siedem lat, poza tym znała większość zamożnych rodzin z Anglii, i nie słyszała o żadnej wielkiej posiadłości. Nie myślała jednak o tym początkowo, bo przecież ktoś mógł niedawno się przeprowadzić. Albo chodziło o jakiś duży dom, który dziecku zdawał się wspaniałą posiadłością.
Albo to jakaś dziwna pułapka, przemknęło przez głowę Brenny w pewnej chwili, nie uczepiła się jednak tej myśli, bo uważała siebie jeszcze za małą ważną, żeby komuś chciało się takie zastawiać.
Niebo pokryło się czernią, najpierw na wschodzie, potem i na zachodzie. Chmury zbierały się im nad głowami i Brenna zaczęła z pewnym niepokojem spoglądać na niebo, niepewna, czy nie grozi im deszcz, albo nawet burza, sądząc po tym, że wiatr zaczynał szarpać im włosy. I wtedy w oddali dostrzegła zrujnowaną wieżę, niemal zlewającą się z ciemnym niebem, i przypomniała sobie, że kiedyś – dawno, dawno temu, jeszcze w Hogwarcie – szukała informacji o dworze położonym w tej okolicy, była tu nawet i… nie, niemożliwe, Fiona przecież nie mówiła o tym.
– Dwór Cape jest blisko – szepnęła jeszcze Fiona, a Brenna zamarła.
– Kochanie, jesteś pewna, że to na południe od Hogwartu? Może teleportuję nas z powrotem do Hogsmeade i spytamy w Trzech Miotłach o twoją rodzinę? – zaproponowała Brenna, odrywając spojrzenie od leżących przed nimi ruin, by przenieść na dziewczynkę.
Tyle że dziewczynki obok nie było.
Brenna uniosła wyżej różdżkę, rozświetloną przez zaklęcie lumos i rozejrzała się, w pewnej panice.
– Fiona?! – zawołała głośno. W stronę, z której przyszły, biegła ścieżka i gdyby dziewczynka odbiegła w tamtą stronę, musiałaby ją zauważyć. Czy odbiła ku krzewom, w stronę tych ruin? Niewiele myśląc Brenna ruszyła w tamtą stronę, zbliżając się do budynku, który niegdyś musiał być zamkiem: może nie na miarę Hogwartu, ale na pewno robiącym wrażenie. Na razie w ciemnościach widziała głównie zarys dziedzińca, stojącej na nim rzeźby i schodów wiodących ku ogromnej, zrujnowanej budowli. – Fiona?! – zawołała znowu, choć miała wrażenie, że nie doczeka się odpowiedzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.