• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 02.10 Francja, Paryż - Ceolsige i Lazarus] Dobrane odcienie

[Jesień 72, 02.10 Francja, Paryż - Ceolsige i Lazarus] Dobrane odcienie
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#11
09.01.2026, 14:12  ✶  
Na pytanie Lazarusa o cel wspólnego pojawienia się na balu, Ceolsige zareagowała jedynie tajemniczym uśmiechem i lekkim, niemal niedostrzegalnym przewróceniem oczu. Gdy jednak klątwołamacz przeszedł do analizy sygnałów, jakie wysyła obecna, zielona kreacja, kąciki jej ust drgnęły w sugerując tłumione rozbawienie.

W głębi duszy poczuła drobne ukłucie. Nie irytacji, lecz rozczulenia nad jego pragmatyzmem. Lazarus był urokliwie mało zręczny w lawirowaniu między kobiecymi kaprysami a intencjami. Nie wiedział przecież, że ta syrenia suknia nie miała nic wspólnego z Shafiqiem ani balem. Ta była czysto próżną zachcianką, chęcią poczucia na własnej skórze chłodu jedwabiu i sprawdzenia, jak bardzo jej sylwetka zmieniła się od czasów Hogwartu. Nie miała mu ostatecznie za złe jednej z cechu, którą ceniła w tej znajomości.

Nie przerywała mu, pozwalając pytaniom pozostać retorycznymi. Uniosła jedynie brwi, zachęcając go do dalszego dzielenia się spostrzeżeniami. Jej spojżenie, wyraz twarzy a nawet postawa ciała wyrażały uprzjeme zainteresowanie rozmówcą i tym co ma do przekazania. Moznaby to uznac za maskę lub manipulację. Dla niej jednak był to poprostu naturalny, odruchowy, mimowolny element zachowania.  Gdy wspomniał o jej biegłości w meandrach socjety, odpowiedziała mu krótkim, potwierdzającym, niesymetrycznym skinieniem głowy. Gest, który sprawiał wrażenie jakby na chwilę się szerzej uśmiechnęła i zarumieniła mimo, ze była to jedynie zmiana perspektywy i taniec cieni na twarzy.

Gdy ekspedientka pojawiła się z nową propozycją, Ceolsige jeszcze przez sekundę trzymała wzrok na twarzy Lazarusa, jakby dawała mu przestrzeń na domknięcie ostatniej myśli. Dopiero potem, z delikatnym, melodyjnym chichotem, wróciła do cieszenia się z roli wymagającej klientki.

– Dziękuję za troskę o „sygnały” tej zieleni, mój drogi – rzuciła przez ramię, kierując się ku ekspedientce. – Ale to była tylko mała wycieczka w przeszłość, by sprawdzić, czy od czasów szkolnych moja prezencja zyskała na sile.

Zwróciła się do czarownicy, bacznie przyglądając się czarnej kreacji oraz masce.

– Krój jest doskonały. Ale maska... – Dotknęła palcem piór. – Chciałabym ją zmodyfikować. Niech bardziej osłania boki głowy, niemal jak hełm z lotek, ale twarz... twarz ma zostać niemal nietknięta. Chcę, by en face jedynie sugerowała, że cokolwiek zakrywa. Goście nie powinni być karani za konwencje balu. - arognackie i niemal buńczuczne stwierdzenie. Wypowiedziane tym tonem, który łatwo kojażył się z realną troską o gości a nie próżnością wygłaszajacego. W sumie kłamstwo z jednej i drugiej strony. Zakrywanie twarzy na balu rodów czystej krwi było, w jej odczuciu czymś zbyt nieeleganckim.

Skinęła na wieszak, który posłusznie ruszył za nią w stronę białej zawiesiny. Już niemal niknąc w oparach, przypomniała sobie o zawieszonym pytaniu Lazarusa.

– A cel pojawienia się na balu? – Jej głos dobiegł już zza mgły. – Ogólnym celem pojawienia się na tym balu, Lazarusie, jest po prostu pojawienie się na nim. Cel jaki przyświeca wielu innym, tego typu wydarzeniom.

Wewnątrz przymierzalni atmosfera delikatnie się zmieniła. Szum magii i zapach kadzideł wydawały się gęstsze, a głos Ceolsige, gdy ponownie się odezwała, stracił swoją żartobliwą nutę. Brzmiała teraz rzeczowo, choć nie znikła z jej tonu typowu uprzejmośc dla jej interakcji z klątwołamaczem.

– W czasach, gdy maski zyskały tak mroczny wydźwięk – mówiła, a słychać było jedynie szelest zdejmowanego materiału – dobrze jest mieć pewność co do tożsamości przynajmniej jednej osoby na sali. Ja to wiem. I zakłądam, że Shafiq też zdaje sobie z tego sprawę. Wiedza o tożsamości ukrytej pod maską jest zawsze cenną walutą w niepewnych czasach. - zawiesiła głos. Przez chwilę słuchac było tylko szum jedwabników. - Jaka by to maska nie była. - dodała  już ciszej. Może tylko do siebie, nieswiadoma tego na ile głos niesie się w sali.

Po chwili mgła rozstąpiła się gwałtownie. Ceolsige wyszła z niej w czarnej jak bezgwiezdna noc sukni. Romboidalny dekolt na mostku nadawał całości surowej, geometrycznej elegancji, która idealnie współgrała z jej nowym, poważniejszym wyrazem twarzy.

– I jak? – zapytała, stając przed nim. Przecyliła lekko głowę unosząc brew w pytającym geście – Czy ta czerń jest wystarczająco elegancka? - Skierowała się ku postumentowi i lustrom. - Może zielona szarfa w pasie byłaby dobrym kontrastem dla tego jednolitego koloru? - zapytała przez ramię Lazarusa. Nie było w tym dotychczasowego rozbawienia. Jakby dotarli do własciwego punktu a teraz pytałą o odpowiedni kolor, kiedy ekspedientka niosła poprawioną maskę... teraz bardziej okrycie głowy niż maskę.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#12
16.01.2026, 15:58  ✶  
Wywód na temat szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego ucichł wraz z przybyciem pracownicy salonu. Lazarus nie czuł się swobodnie, opowiadając o swoim przełożonym w większym gronie - już i przy samej Ceolsige ostrożnie dobierał słowa - a poza tym nie miał już wiele więcej do dodania. Z cieniem ulgi odsunął się o krok, kiedy uwaga koleżanki skupiła się na francuskiej czarownicy. Ceo nie zamierzała jednak najwyraźniej tak łatwo mu odpuścić.
To nie zieleń wysyła sygnały, tylko krój, chciał powiedzieć, ale kiedy otworzył usta, Ceolsige była już zajęta czarną sukienką. Zachował więc milczenie i powstrzymał się od pokręcenia z rezygnacją głową.

Nie skupiał się na instrukcjach co do maski. Zamiast tego zrobił dwa powolne kroki w stronę lustra, stanął zwrócony do niego półprofilem i spojrzał swojemu odbiciu w oczy. Zagryzł wnętrze policzka, dodając odrobinę bólu do głodu, który ignorował od rana. Jedwabniki brzęczały gdzieś w górze. Czy utrzymywali tu tak irytujący ambient celowo, żeby rozproszyć klientów? Wydawało się to kontrproduktywne. Albo nieuczciwe, zależnie, jak na to spojrzeć. 

Pierwsze zdanie odpowiedzi udzielonej zza mgły przywołało go do rzeczywistości. Było wypowiedziane poważnie, ale pozornie nie niosło treści. Celem pojawienia się na balu jest po prostu pojawienie się. Powinien już dawno nauczyć się, że nie ma co liczyć na sensowną odpowiedź na tego typu pytania.
Chyba, że…
Lazarus ściągnął lekko brwi w zastanowieniu. Chyba, że zadał niewłaściwie pytanie.
Pozostała część odpowiedzi Ceolsige pozornie miała sens. Pozornie, bo choć Lazarus uznawał argument bezpieczeństwa, to przecież Shafiq miał wielu innych, bliższych znajomych, z którymi również mógł się odpowiednio umówić.
Czarodziej zerknął w stronę oparów skrywających przymierzalnie. Być może właściwe pytanie brzmiało: “Jakie są oczekiwania Anthony’ego Shafiqa w związku z balem i towarzystwem Ceo?”

- Odważne posunięcie ze strony Lestrange’ów… - mruknął, wkładając ręce do kieszeni, gdzie mógł pod palcami wyczuć prostopadłościan paczki papierosów i wzruszając lekko ramionami. Przeciąganie liny na szczytach czarodziejskiej władzy i między wielkimi rodami ani go nie dotyczyło, ani specjalnie nie interesowało. Podszedł powolnym krokiem do swojego fotela, gdzie czekała filiżanka z resztką zapewne już zimnej kawy i spojrzał na nią bez zainteresowania. Krótka chwila oczekiwania zaowocowała pojawieniem się jego towarzyszki - tym razem w czerni. Lazarus w zamyśleniu przyjrzał się sukni. Była czarna i mimo odważnego wycięcia dekoltu, wciąż pozostawiała wyobraźni więcej, niż poprzednia, ciemnozielona, a to prawdopodobnie znaczyło, że jest bardziej odpowiednia do okazji.

Taką przynajmniej miał nadzieję (nie miał pojęcia).

- Wydaje mi się, że prawdziwy wybór leży między tą a niebieską - powiedział w końcu, zdając się na logiczne rozumowanie i kwestie praktyczne - jedyne pewniki na tym mocno nieznanym sobie terytorium - Odniosłem też wrażenie, że właściwie masz już dobraną maskę do tej sukni. To najbardziej intuicyjna opcja.

Zaczynał pomału mieć dość. Był zmęczony, choć dopiero minęło południe. Czuł, że nie przydaje się tu na wiele i że właściwie został damą do towarzystwa - rola, na którą nigdy się nie godził, a w dodatku był do niej totalnie nieprzygotowany, nawet, jeżeli osobą, której miał towarzyszyć, była Ceolsige. Poprawił na sobie szatę i zerknął z irytacja w górę, skąd dochodziło nieustające bzyczenie.
Charakterystyczne zniecierpliwienie - flagowy objaw głodu nikotynowego - nie dawało o sobie zapomnieć, kiedy już raz zdał sobie sprawę z jego istnenia. Spojrzał w oczy Burke w niemej prośbie o podjęcie decyzji.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#13
18.01.2026, 14:09  ✶  
Ceolsige, przebywając w towarzystwie, rzadko pozwalała by jeden obraz całkowicie pochłaniał jej uwagę. Tak były i tym razem, mimo krytycznego spojrzenia, jakim obserwowała własne odbicie pozostało w niej wyczucie atmosfery towarzystwa. Wyłapała moment, w którym Lazarus spojrzał na filiżankę z zimną kawą, a potem w jej stronę z tą specyficzną, niemą prośbą, która byłą dość charakterystycznym sygnałem, że zasoby się kończą. Dostrzegła jego drobne gesty świadczące o pewnym zmęczeniu tematem.

Posłała mu krótki, szczery i niemal przepraszający uśmiech. Prawda była taka, że Ceolsige miała zamysł już na początku a ta sukienka od razu wpadła jej w oko. Cały ten spektakl z mieniącymi się tkaninami, syrenimi krojami i dymnymi przymierzalniami był, jak już wspomniała, jej niewinną, trochę próżną przyjemnością. Ostatnio Londyn nie służył zbytnio elegancji i zbytkom. Wiele z dotychczasowych, próżnych przyjemności przesłonił dym i zgliszcza.

Moment jednak powoli tracił swój urok. Płynnie, niemal niezauważalnie powróciła do swojej zwyczajowej pozy uprzejmenego profesjonalizmu.

– Masz rację, czerń i błękit to najrozsądniejsze terytoria. – powiedziała, rezygnując z dotychczasowej kokieterii na rzecz sprawnego konkretu. - Czerń ma jednak tę przewagę, że tworzy wymowny kontrast. - delikatnie paznokciami pogładziła jasny, tylko nieznacznie zaróżowiony policzek, swojej bladej niemal cery.

Wróciła na moment przed lustro, podczas gdy ekspedientka przyniosła poprawioną maskę oraz pas jedwabiu w kolorze głębokiego szmaragdu. Ceolsige szybkim, wprawnym ruchem przepasała czarną suknię zieloną szarfą, wiążąc ją tak, by długie końce spływały wzdłuż boku, przełamując monolit mroku. Na głowę założyła maskę – pióra sowy śnieżnej i sokoła tworzyły teraz rodzaj misternego okrycia, które okalało jej skronie i potylicę. Twarz pozostałą tylko nieznacznie okryta przez nachodzący na nos srebrzysty dziób i ostre łuki piór zachodzące niemal na oczy.

Zrezygnowała z długich rękawiczek, uznając, że gołe dłonie oraz odsłonięte ramiona aż do usztywnionych pagonów będą bardziej... szczere. Jako kontrast do szerokich, długich rękawów będących popularnym elementem czarodziejskich szat. Całość prezentowała się w jej oczach drapieżnie, a zarazem dostojnie. Przywodziła jej na myśl sowę krążącą nad szmaragdową polaną w ciemna noc. Subiektywny odbiór, kogoś o określonym smaku, ale braku specjalistycznego doświadczenia.

– Mam nadzieję, że nie nadwerężyłam budżetu tej wyprawy zbyt mocno? – zapytała, zerkając na Lazarusa z nutką teatralnej troski. Wiedziała doskonale, że wybrana kreacja, choć luksusowa, mieściła się w bezpiecznym, średnim przedziale cenowym Le Fil du Temps. – Byłoby przykro, gdyby Anthony musiał oszczędzać na atramencie przez moje dekadenckie zachcianki.

Nie czekając na odpowiedź, zniknęła we mgle po raz ostatni. Tym razem poszło błyskawicznie. Szum jedwabników, który tak irytował Lazarusa, dla niej był uspokajającym drżeniem. Wyszła z przymierzalni już w swoim zwyczajowym, codziennym stroju – czarnej spódnicy i płaszczu, które tak dobrze pasowały do cieni Nokturnu. W kieszeni czuła kojący ciężar fajki i woreczka z tytoniem, co tylko przypomniało jej, że oboje potrzebują teraz czegoś znacznie bardziej przyziemnego niż moda.

Wskazała różdżką na wieszaki z wybraną stylizacją, które posłusznie podryfowały w stronę ekspedientki, by zostać zapakowane w eleganckie, chronione magią pudła.

– Chodźmy, zanim te magiczne prządki stracą swój urok – rzuciła cicho, podchodząc do Lazarusa. Jej krok był znów szybki i pewny. – Skoro ja wybrałam butik, uczciwym będzie oddać prawo wyboru kolejnego przystanku tobie. Zanim wrócimy do domu, chciałbyś spróbować czegoś z tutejszej kuchni? – Uniosła brew, przyglądając mu się z zaciekawieniem. - Chyba mamy jeszcze chwilkę przed powrotem?
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#14
25.01.2026, 17:25  ✶  
Nareszcie.
Wdzięczny towarzyszce za zrozumienie, odpowiedział jej malutkim, ledwie dostrzegalnym uśmiechem, westchnął i zgarbił się nieco, na moment poddajac się znużeniu. Po chwili jednak wyprostował na powrót plecy i podszedł do Ceolsige, która w pełnym balowym rynsztunku przeglądała się po raz ostatni w lustrze. Stanął obok i zmierzył jej odbicie wzrokiem.
- Wyglądasz pięknie - powiedział płasko, jakby stwierdzał fakt. Perspektywa rychłego  zakończenia zakupów, papierosa i uwolnienia się od brzęczących jedwabników dodała mu sił.

- Nie otrzymałem instrukcji, co do górnej granicy wydatków - wzruszył lekko ramionami, chociaż wizja min współpracowników, gdyby usłyszeli, że budżet na materiały biurowe padł ofiarą sartorialnych wybryków Shafiqa i jego balowej towarzyszki była zabawna.
W czasie, kiedy Ceolsige przebierała się po raz ostatni, sięgnął po książeczkę czekową i wypisał czek na odpowiednią sumę z udostępnionej mu przez Anthony’ego skrytki. Gdy czarownica wyłoniła się z przymierzalni, ekspedientka zapakowała zakupy i po chwili Lazarus trzymał w dłoniach elegancki pakunek. Bez słowa skinął głową na propozycję wyboru ich kolejnego celu. Zerknął na zegar.
- Założyłem swoją całodzienną nieobecność w biurze, a pora jest odpowiednia na lunch - rzucił w wyraźnie lepszym humorze, kierując ich do wyjścia - Po drodze minęliśmy parę kawiarni, może usiądziemy w którejś?
Nie wiedział, jak Burke, ale jemu na pewno przydałoby się odpocząć i ochłonąć po tej wyprawie zdecydowanie poza jego strefę komfortu.

Wyszli na obsadzoną drzewami aleję. Lazarus nie miał co prawda żadnego planu, ale szybko zdecydował się na niemal pusty lokal ze stolikami zarówno od ulicy, jak i w podwórzu, w otoczeniu bujnej roślinności. Tu rolę tła dźwiękowego pełniły ciche dźwięki spokojnej melodii i plusk fontanny - ulga po jednostajnym odgłosie owadzich skrzydełek.
Organizm Lazarusa wołał o papierosa, ale teraz, kiedy możliwość zaspokojenia tej potrzeby była w zasięgu ręki, czarodziej rozmyślnie odsunął ją w czasie, studiując menu i składając zamówienie. Dopiero wtedy, masochistycznie powoli wydobył paczkę papierosów i zapalił.

Pierwsze zaciągnięcie się niemal sprawiło, że przymknął oczy z zadowoleniem. Opanował jednak ten odruch i w milczeniu spojrzał na Ceolsige. Sytuacja była kojąco znajoma. Papieros i fajka, dzielący ich stół w kawiarni, w pubie, w jej sklepie na Nokturnie albo w jego mieszkaniu. Żadnych masek - a przynajmniej żadnych, na jakie nie byliby u siebie wzajemnie gotowi.
- Długo już współpracujemy, ale nigdy bym się nie spodziewał, że będę musiał iść z tobą na zakupy odzieżowe - uśmiechnął się trochę swobodniej, jakby przestawiał się z trybu pracownika Ministerstwa wykonującego zadanie służbowe na tory ich typowych przyjazno-zawodowych interakcji - Mój psychiatra będzie miał pole do popisu na następnej wizycie. Mam nadzieję, że moje poświęcenie nie pójdzie na marne i wyciśniecie z tej imprezy ile się tylko da - powiedział, mając na myśli zarówno Ceolsige, jak i Shafiqa.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#15
29.01.2026, 21:22  ✶  
Kawiarnia magicznego Paryża stanowiła dla Ceolsige urocze tło. Sprawiała wrażenie jakby jednocześnie pasowała do otoczenia oraz z niego się wyróżniała. Z naturalną gracją zajęła miejsce przy stoliku, niemal natychmiast przyjmując pozę swobodnej elegancji. Założyła nogę na nogę, a czubek jej buta zaczął miarowo, leniwie się kołysać, wprawiając rąbek czarnej spódnicy w hipnotyzujące falowanie.

W przeciwieństwie do Lazarusa, nie czekała z sięgnięciem po jeden z ulubionych smaków. Kierujące nią uzależnienie bliższe było próżnemu kaprysowi niż dawkowanemu grzechowi. Miała w zwyczaju sięgać po to, czego pragnęła, kiedy mogła sobie na to pozwolić.

Podniosła menu, a jej druga dłoń, uzbrojona w różdżkę, rozpoczęła w powietrzu subtelny taniec. Podczas gdy jej oczy błądziły po nazwach francuskich potraw, wokół niej odbywał się mały spektakl. Dębowa fajka, woreczek z tytoniem i niezbędnik wypłynęły z kieszeni, orbitując wokół niej w idealnej harmonii. Były to gesty wyuczone, płynne i wyważone. Rytuał ten powtarzany był nader często tak, że stał się już mimowolną odruchem, łatwiejszym niż zapięcie guzika.

Niezbędnik sam ubił tytoń w kominie, a Ceolsige nawet nie oderwała wzroku od karty dań. Dopiero w momencie, gdy drewniany ustnik wsunął się gładko między jej rozchylone wargi, poświęciła obiektom pełną uwagę. Krótkim, oszczędnym gestem różdżki odesłała woreczek i niezbędnik z powrotem do bezpiecznej przystani kieszeni spódnicy. W tej samej sekundzie wzniecając żar w kominie fajki.

Zaciągnęła się głęboko, mrużąc powieki, tak że oczy zamieniły się w wąskie szczeliny, przez które prześwitywał błękit tęczówek. Wypuściła z ust idealne, małe kółeczko szarego dymu, które powoli rozpłynęło się w paryskim powietrzu.

Płynnym ruchem ujęła cybuch w smukłe palce, odsuwając fajkę od ust. Posłała Lazarusowi uprzejmy, choć zabarwiony nutą rozbawienia uśmiech. Palcami gładziła wybrzuszenie fajki pozwalając by uczucie znajomej faktury wprowadziło ją w stan wewnętrznego odprężenia.

– Muszę przyznać, że jestem zaskoczona – zaczęła, a jej głos niósł w sobie przyjacielską przekorę. – Nie spodziewałam się, że okazja, która dla mnie była tak przyjemnym urozmaiceniem, dla ciebie okazała się aż tak... nieprzyjemną koniecznością.

Gdy wspomniał o psychiatrze, machnęła lekko dłonią z fajką, kreśląc w powietrzu smugę dymu, jakby chciała fizycznie zbagatelizować skalę tego wyzwania.

– Och, nie dramatyzujmy. Twój terapeuta widział zapewne gorsze rzeczy niż zakupy – dodała, po czym przyłożyła dłoń do dekoltu w geście teatralnego, przerysowanego współczucia. – Ale przyjmij moje najszczersze przeprosiny za poddawanie cię tak drastycznym obrazom. Mam nadzieję, że twoja psychika nie doznała trwałego uszczerbku.

Zaciągnęła się ponownie, wypuszczając kolejne kółeczko dymu, które poszybowało w stronę fontanny. Obserwowała je przez chwilę, po czym przeniosła wzrok na Lazarusa. Tym razem w jej błękitnych oczach nie było już teatralnej kokieterii czy żartu, a jedynie spokojna uwaga.

– A skoro już przy tym jesteśmy... – zapytała tonem lżejszym, pozbawionym wcześniejszej przekory, z nutą szczerego, lecz nienachalnego zainteresowania. – Jak właściwie postępuje twoja terapia? Pomaga ci to układać te wszystkie... szufladki?
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#16
10.02.2026, 13:36  ✶  
- Mogło być gorzej - wzruszył ramionami, bo przecież miał za sobą dużo gorsze przedpołudnia. Lekki uśmiech pozostał na jego twarzy, kiedy spojrzał gdzieś ponad ramieniem Ceolsige, jak coś zapomnianego, jakby Lazarus nie do końca wiedział, co z nim zrobić, kiedy kobieta przesadnie poważnie potraktowała jego uwagę o psychiatrze.

To był żart.

Oczywiście, że Odys widział w życiu gorsze rzeczy, niż zakupy. Ba, widział je u samego Lazarusa. Z drugiej strony, hierarchia “gorszych rzeczy” była wysoce subiektywna i Lovegood niekiedy odnosił wrażenie, że w przypadku jego psychiatry kolejność była dość… nietypowa.
Podejrzewał, że gdyby poskarżył mu się, że musiał asystować przy przebierankach obiektywnie atrakcyjnej fizycznie kobiecie, zarobiłby kilka bezlitośnie wbitych werbalnych szpil.

Może powinien to zrobić, choćby po to, żeby zobaczyć jego minę.

Strzepnął popiół do popielniczki. Powrócił wzrokiem do towarzyszki.
- Nie przepraszaj. Płacą mi za to - dodał, nadal z uśmiechem, jakby to właśnie było główną osłodą zakupowych trudów, nie odpychajaca nieznośną monotonię, szarość i odrętwienie o kolejne kilka dni odmiana w biurowej rutynie, nie jej towarzystwo, znajome, interesujące i przyjemne.

Nie był gotowy na pytania o terapię i wykorzystał pojawienie się kelnerki z zamówieniami, by odwlec konieczność odpowiedzi. Ile chciał powiedzieć? Ile mógł bezpiecznie pokazać? Wbił wzrok w filiżankę kawy - kolejną tego dnia, na pewno już wykraczającą poza limit zdrowej konsumpcji, ale… jego dłonie jeszcze nie drżały, a puls nie przyspieszał. A nawet gdyby… to były nieprzyjemne efekty uboczne, tak, ale przynajmniej byłyby skutkiem jego własnego wyboru. Nie wyślizgujacego się spod kontroli mózgu.

- Jestem… stabilny. Podejmuję działania… na rzecz poprawy swojej sytuacji?... - powiedział powoli i trochę niepewnie, przez chwile patrząc na Ceolsige, jakby szukał potwierdzenia, że chodziło jej o prawdziwą odpowiedź, a nie o kurtuazyjne “W porządku”.

Ile z tego to efekt terapii, a ile - eliksirów?

Westchnął z rezygnacją.
- W porządku - uciął kategorycznie własną odpowiedź i sięgnął po croissanta - Jak interesy? Udało ci się pozbyć zacieków?

Przyjrzał się uważnie wypiekowi w palcach. Pierwszy kęs zawsze był odrobinę stresujący, ale to było tylko pieczywo, znajoma konsystencja francuskiego ciasta, sucha, trochę maślana, sprężysta. Powinien zjeść. I powinien zająć czymś usta, na wypadek, gdyby Ceolsige postanowiła drążyć temat.
Oderwał ostrożnie niewielki kąsek i włożył do ust.  Był smaczny, świeży i dobrze komponował się z kawą, nawet, jeżeli niekoniecznie z posmakiem dymu na języku.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#17
21.02.2026, 09:52  ✶  
Razem z kawą Lazarusa pojawiła się zamówiona przez nią herbata. Podziękowała obsłudze lekkim, uprzejmym uśmiechem, łapiąc wzrok kelnerki w swoje źrenice podczas skinięcia głową. Trąciła palcem uszko porcelanowej filiżanki, imbryczek uniósł się posłusznie i precyzyjnym łukiem nalał porcję ciemnobrązowego naparu. Ceolsige tylko przelotnie obejżała saniec przedmiotów ponownie skupiając uwagę na swoim rozmówcy.

Lazarusa „płacą mi za to”, wywołało niewielkie prychnięcie rozbawienia pod nosem, który przerodziło się krótki chichot, po tym jak schowała usta za krawędziom filiżanki. Było coś rozbrajająco uczciwego w jego cynizmie tego stwierdzenia. Ministerialna pensja na usługach kaprysu. Był to tylko fragment obrazu, ale dobrze współgrał z komiczną nutą tej sytuacji.

Kiedy Lazarus zaczął z pewnym wahaniem mówić o swojej stabilności, Ceolsige wypuściła jeszcze jedno, niemal idealnie okrągłe kółeczko tytoniowego dymu. Przyglądała mu się z wyrazem uprzejmego zainteresowania. Nie znała się na meandrach psychoterapii i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. W jej świecie jednak walka – niezależnie od tego, jak trudna i niepewna – zawsze niosła w sobie wartość. Może trochę sentymentalną i naiwną, ale budzącą jej sympatię. Widząc jego szczerość, uśmiechnęła się nieco szerzej, doceniając jego otwartość, ale nie naciskała. Z szacunku dla prywatności swojego rozmówcy, ale również ze świadomości własnej niewiedzy. Pomijając nawet to, niepewność w pozie, słowach i głosie nadała tej wypowiedzi bardzo poważny ton. Nie chciała dodatkowo obarczać swojego doradcy na tej wyprawie, która wydawała się jej wystarczającym wyrwaniem go ze strefy komfortu.

Gdy Lazarus ostatecznie uciekł w kategoryczne „W porządku” i skupił się na croissancie, Ceolsige jedynie powtórzyła te słowa z wyraźną, choć ciepłą przekorą.

– W porządku – zawtórowała mu, nieco rozbawionym głosem. Pozwoliła, by temat terapii opadł niczym dym wokół nich, i płynnie przeszła do terytorium, które wydawało się swobodniejsze dla obojga.

– Zacieki... – niemal teatralnie zgrzytnęła złowieszczo zębami. Niczym jak okrutna królowa lodu złorzecząca na promienie wiosennego słońca. Odstawiła filiżankę na spodeczek. – Natura tych zjawisk wydaje się podobnie zagmatwana jak wydarzenia, w którym wzięły swój początek. Jak tylko będę miał coś stabilnego w ofercie to zaproponuje Ci rabat. - Mrugnęła do niego żartobliwie okiem. Nie chciała rozwodzić się na ten temat w ogólnodostępnej kawiarni. Koniec końców dobrze pilnować potencjalnego monopolu, nawet jeżeli szanse nań są niewielkie.

Oparła łokieć o blat i spojrzała na niego znad fajki, przypominając sobie ich wcześniejszą rozmowę.

– Pamiętam też, że wspominałeś ostatnio o potrzebie zdobycia konkretnych świec rytualnych. Jeśli twoje zapotrzebowanie jest wciąż aktualne, mam kilka sztuk w swoich zapasach. Mogę je dostarczyć przy najbliższej okazji – zawiesiła głos na sekundę, a jej oczy rozbłysły żartobliwym blaskiem. – Oczywiście pod warunkiem, że inne, pilne zadania z zakresu... „wysokiego krawiectwa” nie będą akuratnie wymagały twojego pełnego ministerialnego zaangażowania. Skoro i tak ci za to płacą, muszę dbać, byś nie marnował talentu na tak przyziemne sprawy jak rytuały, gdy w grę wchodzi dobór odpowiedniej stylizacji.

Sięgnęła nieśpiesznie po croissanta badając fakturę palcami. Podniosła go do ust. Odruchowo, niezauważalnie musnęła koniuszkiem języka chropowatą skórkę, zanim wzięła pierwszy kęs. Z zaczepnym wyrazem twarzy spojrzała badawczo na Lazarusa. Nie chciała go wciągać w poważne tematy, jeżeli nie miał na to ochoty. Spodziewała się, że i tak po tej wyprawie będzie celem badawczych pytań swojego przełożonego.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#18
02.03.2026, 10:58  ✶  
Lazarus roztrząsał swój stan emocjonalny wystarczająco często w gabinecie swego terapeuty, i choć w ciągu roku stał się go bardziej świadomy, niż przez oba poprzednie pobyty w Lecznicy Dusz, to nadal nie był to temat, o którym lubiłby mówić. Z wdzięcznością powitał porzucenie tego tematu. Oderwał kolejny kawałek rogalika - miękki, ciasto z cienkich, zwiniętych warstw, pozostawiało lekko tłusty film na palcach. Nałożył konfiturę z malutkiego, kamionkowego naczynka, ostrożnie, żeby nie obkleić sobie palców. Mógłby pomóc sobie magią, ale pomiędzy papierosem, pieczywem i filiżanką z kawą, żonglował już tyloma rzeczami że wolał nie dodawać do tego jeszcze różdżki. Żuł, słuchając odpowiedzi Ceolsige. 

Czyli rezydualne efekty czarnej magii nadal dawały się we znaki również i w Burke’s Crossroads. Nie było to dziwne, Lazarus byłby wręcz skłonny rozważyć hipotezę, że na Nokturnie ich korzenie będą sięgały głębiej, a działanie będzie stabilniejsze. Słowa o rabacie przywróciły lekki uśmiech na jego twarz. Ceo była solidna, jej towary wysokiej jakości i dobrze było być jej stałym klientem.

- Tak, gdybym miał świecę, mógłbym spróbować przełamać tę klątwę albo skontenerować ją w czymś mniejszym… - błądzący między papierosem a filiżanką wzrok wrócił do twarzy rozmówczyni - Krótko mówiąc, tak, zapotrzebowanie aktualne. I myślę, że Shafiq byłby skłonny spojrzeć łaskawym okiem na poświęcanie przeze mnie czasu rytuałom magicznym, zamiast zakupów, jeżeli stanie się jasne, że zależy od tego jakość mojej - a być może i twojej z nim współpracy.
Nie byłaby to nawet jakaś szczególnie nieuczciwa manipulacja z jego strony. Smród spalenizny w mieszkaniu i zacieki z sadzy na ścianach utrudniały sen i odpoczynek, niebiosa (metaforyczne) wiedziały, że Lazarus ma wystarczająco trudności ze snem i bez tego, a wiadomo, że niewyspany pracownik to niższa jakość pracy. Osobiście nie uważał, żeby jedna czy dwie nieprzespane noce więcej miały jakoś szczególnie mu zaszkodzić, ale doniesienia naukowe i przekonania magipsychiatry były przeciwko niemu.
W przypadku Ceolsige zapewne pospalononocne zmiany wystroju kantoru wpływały również na klientelę - ciężko było sobie wyobrazić, że pozytywnie.
- Jeżeli znajdę działający sposób, pomogę również tobie. Po zniżkowej cenie albo w ramach barterowego rozliczenia za świece - strzepnął popiół do popielniczki - A propos, jak oceniasz prawdopodobieństwo znalezienia oryginalnej świecy z Lammas tego roku i jej ewentualną przydatność? - ogłoszenie na szybie pubu - Lazarus był pewien, że Ceolsige wiedziała, o które chodzi - nie budziło szczególnego zaufania, a z drugiej strony, tegoroczne Lammas nie było tak odległe w czasie, żeby przedmioty z nim związane nabrały statusu unikatów.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#19
02.03.2026, 21:10  ✶  
Ceolsige obserwowała rytuał Lazarusa z konfiturą z przelotnym, bardziej kurtuazyjnym wyrazem zainteresowania. W rzeczywistości dużo wyraźniej skupiała się na własnym doświadczeniu z regionalnym wypiekiem. Czubek jeżyka wykrył, głęboko wypieczoną, chrupiącą skórkę z wyraźnie maślaną nutą smakową. Nutą, która napawała nikłą nadzieją, że może tym razem kurtuazyjna ciekawość regionalnych specjałów nie przyniesie jej rozczarowujących doznań. Kiedy zęby skruszyły skórkę, przez jej twarz przebiegł ledwie dostrzegalny grymas niezadowolenia. Choć wypiek był obiektywnie doskonały, dla niej zboże pozostawiało w ustach to specyficzne, jałowe wrażenie. Gdzieś pod tą osłoną masła unosiły się nieprzyjemne nuty. Jej zmysły nawykłe były do żelaznego posmaku mięsa, jej zęby zadowalała tylko jego specyficzna faktura. Wszystko inne było dla niej jedynie estetycznym, ale mało satysfakcjonującym dodatkiem.

Westchnienie przewidywalnego rozczarowania opuściło jej usta, w które momentalnie trafiła filiżanka. Mocna herbata przepłukała kęs rogalika a następnie tytoniowa mgła wypchnęła zupełnie wrażenia smakowe. Kierowana jednak wrażeniem pustki w żołądku wyłowiła spojrzeniem kelnerkę. Wystarczył ledwie zauważalny ruch głowy i krótkie uniesienie podbródka, by kobieta odczytała sygnał i zaczęła zmierzać w stronę ich stolika.

Zanim jednak obsługa dotarła na miejsce, Ceolsige uniosła brwi, nie kryjąc zaskoczenia uwagą Lazarusa o „kontenerowaniu” klątwy.

– Skontenerować ją w czymś mniejszym? – powtórzyła, a w jej głosie pobrzmiewała autentyczna, profesjonalna ciekawość. – Wygląda to na nową możliwość, Lazarusie. Jestem szczerzo zaciekawiona. - rozważała w pamięci ostatnie badania, jakie prowadzili w jego domu. Widać Lazarus znalazł czas nie tylko na zostanie ekspertem od mody.

Chciała dopytać o techniczne szczegóły tego procesu, ale pytanie Lazarusa o świece z Lammas sprawiło, że zamiast tego z jej piersi wyrwało się krótkie, niepohamowane prychnięcie, które szybko przeszło w perlisty chichot. Poddała się nastrojowi tego żartu zastanawiając się przez chwilę nad ukrytym celem tej zmiany tematu. Ostatecznie uznała, że Lazarus nie bawi się w takie gierki... a przy najmniej nie celowo.

– Świece z tegorocznego Lammas? – zapytała, mrużąc rozbawione oczy. – Doprawdy, mój drogi, jeśli szukasz rzetelnych narzędzi magicznych, radziłabym omijać tamto ogłoszenie szerokim łukiem. Nie dość, że sposób ich produkcji był, delikatnie mówiąc, absurdalnie chaotyczny, to ich... kształt pozostawiał wiele do życzenia w kwestii elegancji. Próba odprawienia poważnego rytuału przy pomocy woskowego fallusa o wątpliwej symbolice mogłaby przynieść skutki, których twój magipsychiatra nie zdołałby wyprostować do końca dekady.

Uśmiechnęła się szeroko do kelnerki, która właśnie stanęła przy stole.

Potrzebowała czegoś co przytłumi jej apetyt. – L'assiette de charcuterie et un steak tartare, saignant, s'il vous plaît – zamówiła krótko, wyuczoną formułką z dziwnym akcentem. Potknięcia językowe były wyraźne, ale mimo wszystko słowa brzmiały melodyjnie, niosąc w sobie elegancje.

Gdy kelnerka odeszła, Ceolsige spoważniała, choć w kącikach jej ust nadal błąkał się cień uśmiechu. Oparła dłonie o blat, splatając smukłe palce.

– A wracając do poważniejszych spraw... Kiedy mogę cię odwiedzić z tymi świecami? Nie tymi z Lammas, rzecz jasna, ale prawdziwymi, rytualnymi sztukami, które nie wykpią naszego poczucia estetyki. Jestem szalenie ciekawa metodologii, którą opracowałeś. Ostatnim razem, gdy próbowaliśmy zmierzyć się z tą klątwą, wyniki były... – zawiesiła głos, szukając odpowiedniego słowa – dydaktyczne. Inspirującym byłoby zobaczyć, jakie tropy zawiodły Cię na takie ścieżki rozważań. No i oczywiście, musimy ustalić, jak wysoki rabat przyznam ci za uratowanie moich ścian, jeśli twój sposób faktycznie zadziała.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#20
08.03.2026, 21:47  ✶  
Zwrócił uwagę na wyraz twarzy jedzącej Ceolsige. Wyglądała na… niezadowoloną. Mgliście przypominał sobie coś o upodobaniach kulinarnych paserki. Zabawne, że podczas, gdy on zrezygnował całkowicie z jedzenia mięsa, znajdując teksturę większości jego rodzajów po prostu obrzydliwą (nie lubił tego słowa, w rozmowach nazywał ją po prostu “trudną”, ale to nie oddawało pełni jego odczuć), dla Ceolsige posiłek nie zawierający mięsa wydawał się nie liczyć. Ciekawe, czy była to kwestia smaku? Wartości odżywczych?
W karcie dań znajdowała się co prawda pozycja “deska mięs i serów”, ale Lazarusowi nie przeszło nawet przez myśl zamawiać jej do kawy, nawet nie ze snobizmu, po prostu deska mięs i serów była towarzystwem dla wina. Nie pasowała do kawy.

- Nie wiem, czy to zadziała - zastrzegł. To było podejrzanie proste rozwiązanie, które nasunęło mu się, gdy obserwował, jak magiczne zacieki cają się przeganiać z kąta w kąt, ale nie usuwać całkowicie. Warto było spróbować - Wepchnąć klątwę do mniejszego zasobnika. Oprócz świecy przydałaby się skrzynia albo kufer, najlepiej opieczętowana.
Posłał Burke uważne spojrzenie, jakby przypomniał sobie, że znów wdaje się na głos w fachowe dywagacje. Czy ją nudził? Skąd miał to wiedzieć? Wyglądała tak, jak zawsze.
- Istnieje też teoretyczna możliwość przepchnięcia jej do sąsiedniej lokacji - potarł podbródek - dzisiaj wyjątkowo, ogolony dziwny w dotyku, zbyt gładki, nie jego - Ale raczej nie zakładam takiego rozwiązania.
To ściągnęłoby tylko niezadowolenie sąsiadów, a jeżeli ta praktyka by się upowszechniła - magiczny Londyn stałby się świadkiem klątwowej przepychanki na niewidzianą dotychczas skalę. Nieproduktywne na dłuższą metę. Potencjalnie destrukcyjne w skutkach.

Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości jej opinię na temat świecy z Lammas. Teraz faktycznie przypomniał sobie, że koledzy z biura byli niezwykle wręcz rozbawieni ich kształtem. Ciekawe swoją drogą, czy to wpływało na ich działanie.
Może lepiej nie sprawdzać.
Byłby gotów to zrobić, w imię nauki.
Robert na pewno chętnie by to zobaczył.

Może warto dopytać o cenę.

I nie okazywać przy Ceolsige zbytniego zainteresowania, pomyślał, o sekundę za późno odpowiadając uśmiechem na jej rozbawienie. Miał nadzieję, że nadchodząca kelnerka nie dosłyszała ich rozmowy na temat odprawiania rytuałów przy pomocy woskowego fallusa, jak to eleganck ujęła jego rozmówczyni.

Ach, i oto była. Deska wędlin. I tatar, o ile go słuch nie mylił.
Czyli jednak można to było zamówić do kawy albo herbaty.
Zdumiewające, ale nie bardziej, niż fakt, że w dwudziestym wieku istnieli ludzie chętni jeść surowe mięso.

Lazarus krótko zastanowił się nad ironią sytuacji, w której dystyngowana i elegancka Ceolsige na przestrzeni dwóch godzin zmieściła tak różne czynności, jak dokonanie zakupów balowej sukni w ekskluzywnym butiku i zjedzenie posiekanego i przyprawionego, to prawda, ale jednak wciąż surowego mięsa. Czyli technicznie rzecz biorąc - padliny.
Daleki był od rozterek moralnych na tle jedzenia albo nie jedzenia mięsa. Ludzie byli wszystkożerni - to był fakt. Jego rezygnacja z całej grupy pokarmów - to był tylko dowód na jego własne nieprzystosowanie. A jednak kontrast, którego był świadkiem, był fascynujący.
Wyrwany z zamyślenia, szybko odwrócił zawieszony dotąd gdzieś w okolicy twarzy paserki wzrok. Niegrzecznie było się gapić.

Sięgnął po swoją filiżankę z kawą, a rozmowa szczęśliwie wróciła na poważniejsze tory.
- Anthony Shafiq włada moim czasem żelazną ręką, ale jeżeli masz czas jutro po południu, możemy spróbować. Mogę też wziąć świece i w pierwszej kolejności przeprowadzić eksperyment u siebie - odpowiedział. Nie miał pojęcia, czy jego koncepcja ma w ogóle sens, ale cóż - był tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Lazarus nie uważał potencjalnego niepowodzenia za własną porażkę. Traktował całą tę sytuację z zaciekami właśnie tak - jako okazję do eksperymentu. Każdy wynik był wynikiem, nawet brak efektu.
- Swoją drogą, może powinniśmy poruszyć swoje kontakty w środowisku klątwołamaczy i wymienić się danymi. Ewentualnie egzorcystów - spojrzał na Burke. Był raczej przekonany, że jeżeli chodzi o znajomości, to ona ma ich zdecydowanie więcej - Zasięgałaś opinii jeszcze kogoś?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (6063), Lazarus Lovegood (5082)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa