28.01.2026, 14:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2026, 14:12 przez Kate Barclay.)
Trudno było znaleźć kogoś, kto bardziej nie pasowałby do zakładu pogrzebowego niż Kate Barclay.
Teleportowała się na ścieżce wiodącej do Nox Aeterną, przed sobą mając kamienny, szary budynek, za nim las, rodem wyjęty z koszmarnych snów, w których ścigają cię zabójcy, a za sobą mogiły miejscowego cmentarza. I zachwiała lekko, omal nie przydeptując rąbka szaty, kolorowej, utrzymanej w tonacjach różu i fioletu, zdobionej w jaśniejsze nieco wzory. W ciemnych włosach, sięgających aż do pasa, pobłyskiwały spinki, których rolą było trochę powstrzymywanie kosmyków od wciskania się do oczu, ale przede wszystkim zdobienie, gdy migotały bielą, różem i fioletem. Była kolorowym ptakiem w morzu tej szarości, niemożliwym do przeoczenia. Kate od małego wiedziała, że nie zdoła schować się w tłumie, nie tyleż ze względu na jakieś piękno, co wygląd przywodzący na myśl dalekie krainy. Kiedyś w Hogwarcie pewien chłopiec śmiał się, że jest taka ciemna, bo pewnie za rzadko bierze kąpiele – wylała wtedy mu na głowę sok z dyni, a potem oglądała w szorowanych w ramach szlabanu pucharach odbicie własnej, zagniewanej twarzy, myśląc sobie, że tę inność będą jej jeszcze pewnie nie raz wytykać. I może dlatego zaczęła tę nosić jako płaszcz, zamiast się chować tylko ją podkreślać, jakby chciała być tą plamą kolorów, jakby chciała powiedzieć: wolę odstawać. Jak chcesz, bądź sobie jedną z wielu owiec, ja nie zamierzam.
Ruszyła ścieżką i minęła płot, wchodząc od strony cmentarza, i rozejrzała się przelotnie, czy nie dostrzeże jakichś petentów. Nie było jednak ponurych ludzi w czerni ani szarościach, wyglądało więc na to, że akurat ani nie odbywał się żaden pogrzeb, ani takiego nie organizowano.
– Othello?! – zawołała więc głośno, bez żadnych oporów ledwo pchnęła drzwi wejściowe, w końcu jeśli jakiegoś umarłego faktycznie by tym krzykiem obudziła… to powinien być szczęśliwy, że doszło do tego teraz i nie będzie potem wygrzebywał się z grobu. Wyobrażała sobie, że mogłoby to być szalenie problematyczne, zwłaszcza jeśli rodzina nie oszczędzałaby na trumnie i kupiła taką porządną, dębową. Zmarszczyła lekko nosek, kiedy uderzyła w niego woń kadzideł, a później ruszyła ku przejściu na piętro, gdzie mieszkał Fawley.
Teleportowała się na ścieżce wiodącej do Nox Aeterną, przed sobą mając kamienny, szary budynek, za nim las, rodem wyjęty z koszmarnych snów, w których ścigają cię zabójcy, a za sobą mogiły miejscowego cmentarza. I zachwiała lekko, omal nie przydeptując rąbka szaty, kolorowej, utrzymanej w tonacjach różu i fioletu, zdobionej w jaśniejsze nieco wzory. W ciemnych włosach, sięgających aż do pasa, pobłyskiwały spinki, których rolą było trochę powstrzymywanie kosmyków od wciskania się do oczu, ale przede wszystkim zdobienie, gdy migotały bielą, różem i fioletem. Była kolorowym ptakiem w morzu tej szarości, niemożliwym do przeoczenia. Kate od małego wiedziała, że nie zdoła schować się w tłumie, nie tyleż ze względu na jakieś piękno, co wygląd przywodzący na myśl dalekie krainy. Kiedyś w Hogwarcie pewien chłopiec śmiał się, że jest taka ciemna, bo pewnie za rzadko bierze kąpiele – wylała wtedy mu na głowę sok z dyni, a potem oglądała w szorowanych w ramach szlabanu pucharach odbicie własnej, zagniewanej twarzy, myśląc sobie, że tę inność będą jej jeszcze pewnie nie raz wytykać. I może dlatego zaczęła tę nosić jako płaszcz, zamiast się chować tylko ją podkreślać, jakby chciała być tą plamą kolorów, jakby chciała powiedzieć: wolę odstawać. Jak chcesz, bądź sobie jedną z wielu owiec, ja nie zamierzam.
Ruszyła ścieżką i minęła płot, wchodząc od strony cmentarza, i rozejrzała się przelotnie, czy nie dostrzeże jakichś petentów. Nie było jednak ponurych ludzi w czerni ani szarościach, wyglądało więc na to, że akurat ani nie odbywał się żaden pogrzeb, ani takiego nie organizowano.
– Othello?! – zawołała więc głośno, bez żadnych oporów ledwo pchnęła drzwi wejściowe, w końcu jeśli jakiegoś umarłego faktycznie by tym krzykiem obudziła… to powinien być szczęśliwy, że doszło do tego teraz i nie będzie potem wygrzebywał się z grobu. Wyobrażała sobie, że mogłoby to być szalenie problematyczne, zwłaszcza jeśli rodzina nie oszczędzałaby na trumnie i kupiła taką porządną, dębową. Zmarszczyła lekko nosek, kiedy uderzyła w niego woń kadzideł, a później ruszyła ku przejściu na piętro, gdzie mieszkał Fawley.