– Zacząłem zastanawiać się czy sugerujesz wyjście do jakiejś knajpy na Nokturn. Trochę mnie to zbiło z tropu – odparł, z pewną ostrożnością, bo cały ciąg przyczynowy skutkowy był jednak dłuższy, i Christopher nie zamierzał się do niego przyznawać, podzielił się więc tylko tą ostatnią myślą. Zwłaszcza że chociaż nie sądził dotąd, aby Victoria chadzała na Nokturn w innych celach niż zawodowe, to po głowie zaczęło mu jeszcze chodzić, że Sauriel Rookwood właściwie wyglądał na kogoś, kto chodził do takich knajp, więc może Victorię tam zabierał regularnie i teraz za tym tęskniła? Ale chociaż Christopher mógłby jeszcze znieść pójście do jakiejś podłej, brudnej knajpy na picie, to na jedzenie absolutnie nie. Istniały pewne granice i tymi dla niego na pewno było spożywanie gulaszu w Białym Wiwernie.
Dlatego z prawdziwą ulgą przyjął dalszą część opowieści i w pierwszej chwili zdawał się trochę niedowierzać, a potem mimo maski dało się dostrzec na jego twarzy rozbawienie. W porządku, czyli to nie był test. I Victoria jednak niekoniecznie uważała, że nokturnowe budy są doskonałym miejscem na spotkanie.
– Trzeba przyznać, że to… intrygujący wybór. Rozumiem, że nie była to dziewczyna, na której to mogłoby zrobić wrażenie? – spytał, a potem odkaszlnął, przysłaniając twarz rękawem, bardzo szczęśliwy, że sam nie sięgnął po drinka, bo jeszcze by się nim zakrztusił albo zaczął pluć. Samo miejsce można było jeszcze uznać za przejaw inwencji, próbę zaskoczenia, zabrania panny gdzieś, gdzie na pewno nigdy nie była, ale opowieść już była trochę zabawna, trochę przerażająca. – Gdyby to była kobieta z mojej rodziny, prawdopodobnie twój kuzyn skończyłby zadźgany szydełkiem – oświadczył, z odrobiną rozbawienia, i odrobiną zgrozy. – Może jeszcze nie jest gotowy na randki i potrzebuje jakichś kolejnych dziesięciu lat. Albo dziewczyna bardzo się mu nie podobała i chce się upewnić, że nie będzie kolejnego spotkania.
Ewentualnie bardzo się mu spodobała i chciał jej pokazać to, co naprawdę lubi.