21.01.2026, 16:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 16:20 przez Brenna Longbottom.)
Dom, na którego zakup zdecydował się Alexander, może nie był wymarzony, ale na pewno całkiem dobrze odpowiadał na jego potrzeby i spełniał wymaganie, jakie mogła mieć Yelena odnośnie posiadania ogródka. Należało oczywiście wykonać w nim kilka prac remontowych, a także zadbać o rzeczony ogródek, w którym po poprzednich właścicielach pozostało mnóstwo śmieci oraz uschniętych krzaków, ale wszystko wskazywało na to, że już wkrótce to miejsce będzie spełniało nawet wysokie wymagania przyszłej pani Aristov.
Problem pojawił się jednak dość szybko, i dotyczył właśnie ogródka. Został zidentyfikowany przez mężczyzn, którzy zostali zatrudnieni do usunięcia uschniętych krzaków i drzewek, które wkrótce miały być zastąpione… Brenna w sumie nie wiedziała czym. Może trawą, może krzewami róż, może jakimś ładnym poletkiem, w których Alex będzie mógł zasypywać trupy, a może hodowlą niedźwiedzi. Czymś w każdym razie na pewno.
W każdym razie, jeśli już o zasypywaniu trupów mowa…
– TRRRRRUP!
Krzyk dobiegł z zewnątrz, kiedy Brenna właśnie rozmawiała z Alexanderem w salonie, odnośnie przeprowadzonych w niej modernizacji, i próbowała mu udowodnić, że różowe zasłonki byłyby świetnym pomysłem, który dopełni nowego wystroju pomieszczenia, przełamie wzorce obowiązujące w okolicy i wyróżni ich na tle sąsiadów, i Yelena na pewno będzie zachwycona, a w ogóle to dlaczego nie spytać jej o zdanie, przecież to kobiety częściej przyjmują gości w salonach, i tak w ogóle, Alex, no nie mów, że odrobina różu naruszy twoją męskość. Zamarła na moment, a potem niewiele myśląc wyskoczyła na zewnątrz oknem, bo wrzaski o trupach w Little Hangleton mogły oznaczać wszystko. Że oto wizytę składał sąsiad, niezdrowo blady Fawley, który może był ghulem, a może nie, ale niegrzecznie tak krzyczeć o ludziach, że są trupami. Że pod twoim domem jakiś czarnoksiężnik kogoś zamordował. Albo że z Lasu Wisielców wyszedł infernus i za moment kogoś pożre. Ale kiedy jakieś dwadzieścia sekund po tym krzyku Brenna dotarła na miejsce, już z różdżką w ręku, nie zobaczyła na szczęście albo nieszczęście nieumarłych, gotowych atakować każdego żywego, a tylko bardzo bladego ogrodnika, i wystającą z ziemi przy usuwanych krzewach gnijącą rękę.
Problem pojawił się jednak dość szybko, i dotyczył właśnie ogródka. Został zidentyfikowany przez mężczyzn, którzy zostali zatrudnieni do usunięcia uschniętych krzaków i drzewek, które wkrótce miały być zastąpione… Brenna w sumie nie wiedziała czym. Może trawą, może krzewami róż, może jakimś ładnym poletkiem, w których Alex będzie mógł zasypywać trupy, a może hodowlą niedźwiedzi. Czymś w każdym razie na pewno.
W każdym razie, jeśli już o zasypywaniu trupów mowa…
– TRRRRRUP!
Krzyk dobiegł z zewnątrz, kiedy Brenna właśnie rozmawiała z Alexanderem w salonie, odnośnie przeprowadzonych w niej modernizacji, i próbowała mu udowodnić, że różowe zasłonki byłyby świetnym pomysłem, który dopełni nowego wystroju pomieszczenia, przełamie wzorce obowiązujące w okolicy i wyróżni ich na tle sąsiadów, i Yelena na pewno będzie zachwycona, a w ogóle to dlaczego nie spytać jej o zdanie, przecież to kobiety częściej przyjmują gości w salonach, i tak w ogóle, Alex, no nie mów, że odrobina różu naruszy twoją męskość. Zamarła na moment, a potem niewiele myśląc wyskoczyła na zewnątrz oknem, bo wrzaski o trupach w Little Hangleton mogły oznaczać wszystko. Że oto wizytę składał sąsiad, niezdrowo blady Fawley, który może był ghulem, a może nie, ale niegrzecznie tak krzyczeć o ludziach, że są trupami. Że pod twoim domem jakiś czarnoksiężnik kogoś zamordował. Albo że z Lasu Wisielców wyszedł infernus i za moment kogoś pożre. Ale kiedy jakieś dwadzieścia sekund po tym krzyku Brenna dotarła na miejsce, już z różdżką w ręku, nie zobaczyła na szczęście albo nieszczęście nieumarłych, gotowych atakować każdego żywego, a tylko bardzo bladego ogrodnika, i wystającą z ziemi przy usuwanych krzewach gnijącą rękę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.