18.10.2025, 04:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2025, 02:12 przez Atreus Bulstrode.)
Dni po Spalonej Nocy wydawały mu się zwyczajnie płaskie i pozbawione jakichkolwiek elementów zachęcających do włożenia większej pracy... w cokolwiek. A jednak służba wzywała i nie można było jej tak zwyczajnie zignorować. Szkoda tylko, że zamiast dać mu coś poważnego do roboty, miał obok siebie smarkulę z BUMu, która zadawała zbyt wiele pytań i zanadto się wszystkim martwiła. Ale ktoś musiał, prawda? Ktoś musiał trzymać świat w ryzach i roztrząsać się nad tym, czy w ogóle było warto, czy da radę i czy inni też sobie poradzą.
- Pojawiały się na sabatach od jakieś czasu, ale rozdawały tam samo gówno, przysięgam - kontynuował swoja tyradę o goblinach, które wcześniej rozstawiały się z kołem do zakręcenia i za wygraną dawały absolutne śmiecie. Nie zamierzał się jednak przyznawać do tego, że on miał jeszcze te swoje goblińskie kajdanki. - Oszukiwały, zamknęliśmy się, brawo dla mnie. - podrzucał dalej w dłoni galeona, bawiąc się nim, kiedy spacerowali ubrani w cywilne ubrania. Na zmianę umundorowania naciskał usilnie, bo nie zamierzał sobie spacerować w biały dzień i szukać tych cymbałów, co się tutaj podobno rozstawiali. - No i pięknie, ale potem na Lammas? Przyszło takich dwóch gówniarzy rudych i mieli czarnomagiczne pióra. Że jak nimi piszesz to dają ci po skórze. Lestrange i ja na nie trafiliśmy - westchnął, bo no może i wyższa klasa przedmiotu, ale tez na co mu to. - Niby szybka reakcja, ale teraz jak parę razy ktoś zgłosił ten nielegalny kocyk, to jest trzęsienie się, że znowu trafi się tam coś obrzydliwego - dokończył, wodząc spojrzeniem po wąskiej alejce. Dlatego tutaj byli; bo jakaś młodzieżówka regularnie rozstawiała się po magicznych uliczkach, próbując znaleźć nabywców na przedmioty wątpliwego pochodzenia.