• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności

[15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#21
06.02.2026, 20:14  ✶  
Jonathan miał ochotę bardzo nieelegancko wykrzyknąć, że jeśli ktoś bał się na przykład spadających ostrzy, lub samej śmierci, to zmierzenie się z takim lękiem raczej i tak miało w sobie dużo z zabijania. 
Zdecydowanie za dużo jak na jego gusta.

Przynajmniej jego towarzysze żyli. Widział ich przez chwilę, nieruchomych, ale nie martwym. Chociaż tyle. Zaraz spróbuje pomóc im się wydostać. Potrzebował tylko zadać duchowi przynajmniej jedno pytanie.
– Pułapki. Co nas jeszcze czeka? Jak je ominąć? – spytał w nadziei, że skoro nie mogła im pomóc w wydostaniu się z tej pułapki, to przynajmniej jest w stanie powiedzieć im jak uniknąć kolejnym. Na bogów, przecież gdyby wpadali w każdą zasadzkę sami zaraz potrzebowaliby ekipy ratunkowej, a chociaż on sam nie miał problemu z proszeniem o pomoc i wsparciem innych, to jednak jego ego na pewno by na tym trochę ucierpiało.

Gdy zrozumiał że rozmowa z duchem musiała dobiec końca, zerknął ponownie na schody pod którymi chwilę wcześniej widział swoich przyjaciół. Musieli poradzić sobie ze swoimi lękami. Świetnie. Byli Gryffonami, prawda? Na pewno sobie z tym świetnie poradzą, ale przecież nie mógł tak tutaj po prostu czekać i nic nie robić.
– Doro – powiedział głośno, uznając że z ich dwójki Erik jako detektyw miał zapewne większą wprawę w wychodzeniu z dziwnych pułapek. – Cokolwiek się dzieje, to tylko pułapka. Obudź się.
W te ostatnie słowa spróbował włożyć magię zauroczenia, licząc że może chociaż w ten sposób zdoła pomóc.

Rzut na Zauroczenie II
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#22
06.02.2026, 21:45  ✶  
Czy mogło być jeszcze gorzej? Och, lepiej, żeby nikt nie próbował później raczyć go jakąś wieloznaczną diagnozą, która równie dobrze mogłaby wypłynąć z ust magimedyka ze Szpitala świętego Munga, bo chyba naprawdę komuś by urwał głowę. Mimowolnie skrzywił się na tę myśl. Podobne fantazje nie były do niego podobne, ale ostatnie dni nie były dla niego najlepsze. Wyimaginowany medyk i tak zajmował co najwyżej drugie lub trzecie miejsce na podium. Pierwsze dalej zajmowała Arista Black. Nie wiedział, że byle artykulik był w stanie aż tak wytrącić go z równowagi. Z drugiej strony, czy chwila świętego spokoju była aż tak wygórowanym życzeniem?

Najwyraźniej tak, patrząc na moje obecne położenie, pomyślał Erik, uparcie zaciskając powieki i skupiając się wyłącznie na swoim oddechu. Coraz głębiej zapadał się w tę wszechogarniającą ciemność. Już nie tylko na niego napierała. Teraz próbowała wślizgnąć się głębiej, szukając jego słabych punktów. Mrok stłumił jego zaklęcia. Unieruchomił ciało. Wygłuszył zmysły. A teraz... teraz najwyraźniej sięgał też ku jego umysłowi. Chęć poddania się rosła. Może to też było jakieś wyjście z tej sytuacji? Może odpuszczenie było kluczem do tego, aby zrobić krok naprzód i wyłamać kraty więzienia?

Każda poczyniona próba wyrwania się z tej przeklętej pułapki kończyła się niepowodzeniem i zaczynało mu już brakować nowych pomysłów. Za każdym razem, gdy wydawało mu się, że w rękawie kryje się jeszcze jeden as, okazywało się, że było to kolejne fiasko. Nienawidził tego. Czuł się przyparty do muru, a odcięcie od reszty świata tylko potęgowało to wrażenie. Czy tak właśnie czuło się zaszczute zwierzę i zmuszone do ostatecznego wyboru - ugiąć kark albo walczyć do końca?

Gdy jego myśli znów powędrowały ku Dorze i Jonathanowi, był już o krok od podjęcia decyzji. I wtedy... przyszła ulga. Nie spektakularna, nie wyraźna, ale wystarczająca, by zwrócił na nią uwagę. Czy to tylko wytwór zmęczonego umysłu, czy jednak coś realnego? Erik zmarszczył czoło, postanawiając pójść za ciosem. Przetrwał Beltane, kiedy bronili Polany Ognisk aż do przybycia posiłków z Ministerstwa Magii. Przeżył nawiedzony statek, choć skończył z kilkoma połamanymi kośćmi. Przetrwał nawet tę przeklętą jaskinię, w której ujrzał wizję upadku Zakonu, utraty rodziny i własnej siostry.

Serce zabiło mu szybciej. Już raz dał się oszukać. Pozwolił, aby mroczne iluzje podsyciły jego najgorsze przeczucia do tego stopnia, że praktycznie uwierzył w to, że doznał przebłysku autentycznej wizji jasnowidza. Nie miał zamiaru znowu na to pozwolić. Ile można być manipulowanym? Ile można pozwalać, aby splecione przez jakiegoś wariata zaklęcia-pułapki mieszały mu w głowie. Nie musiał czerpać z gniewu. Wystarczała mu wiara. Zawsze potrafili wykaraskać się z tarapatów. Teraz nie będzie inaczej. Każde z nich posiadało wyjątkowy zestaw talentów, każde z nich radziło sobie inaczej z przeciwnościami losu, ale każde z nich jakoś je pokonywało. Teraz nie będzie inaczej. Na tym skupiał się Erik. Odpędzał ciemność próbującą wedrzeć się do jego umysłu, próbując ją wypalić kolejnymi wspomnieniami dotyczących ich sukcesów. Ich wytrwałości.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#23
08.02.2026, 14:21  ✶  
Studiowała ten uśmiech z takim samym zastanowieniem co i wycofaniem, ewidentnie nie będąc pewna jakiejś ostatecznej, niepodważalnej decyzji, którą chyba miała tutaj podjąć. Wydawało jej się, że wie co powinna zrobić, ale z drugiej strony jaką miała w ogóle gwarancję, że podejmowane przez nią decyzje są poprawne? Mogła wiedzieć dużo z książek, zapisanych gęstym tekstem i równie starym, ale to nijak nie było jej w stanie przygotować do prawdziwego świata. Nie tego który nieustannie ją testował. W żadnym woluminie nie zapisano, że dziadek zabije mamę. Nigdzie nie wzięto pod uwagę, że będzie musiała całe życie się ukrywać, że wybuchnie wojna i że będzie musiała zmierzyć się ze śmieciożercą podczas Spalonej Nocy.
Zawahała się znowu, kiedy postać uniosła dłonie, pokazując ciemniejące plamy, poruszające się po skórze. Całe zjawisko było w niepokojący sposób organiczne, jakby cała ta czerń była żywa i niczym pasożyt nie mogła oddzielić się od swojego nosiciela.
Przełknęła z trudem, czując jak gardło wysycha i słowa przychodzą jej trudno, ale mimo tego wyciągnęła dłoń w kierunku drugiej siebie.
- Tylko jeśli ty zaakceptujesz fakt, że jesteśmy jednym. Nie ma jednej bez drugiej.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#24
08.02.2026, 19:56  ✶  
– Dziewięć, trzy, cztery... – szepnął jeszcze duch, nim rozwiał się, znikając, pozostawiając po sobie tylko uczucie przejmującego chłodu, który przenikł Jonathana i sprawił, że na jego skórze pojawiła się gęsią skórka. Cokolwiek mógł mu jeszcze zdradzić o tych podziemiach, na razie miało to pozostać tajemnicą. Selwyn był sam, pochylony nad nieprzytomnymi towarzyszami, którzy wpadli w pułapkę, jakiej on zdołał uniknąć.
*

Gdzieś w duszy Erika Longbottoma tkwił lęk przed nicością. Coś, czego tak często bali się mugole: koniec drogi, czekający każdego z nich, najpodlejszego żebraka i najbogatszego króla, za którym nie ma już niczego. Coś, przed czym nie można uciec i przed czym nie ma obrony.
Ale Erik był czarodziejem, gdzieś tam, na końcu, czekały błękitny ogień i wyciągnięta ręka, a tu i teraz wciąż żył. I póki żyłeś, mogłeś przezwyciężyć swój strach.
Może istniało kilka sposobów na wyjście z tej pułapki. To, które wybrał, w każdym razie, zadziałało. Erik zamrugał, i nagle nie było już pustki ani ciemności, a on nie wisiał gdzieś w powietrzu, w miejscu, w którym nie istniała grawitacja: leżał na schodach, uwolniony z pułapki, a tuż obok stał Jonathan Selwyn.
*

Dora – nie – Dora chwyciła dłoń Crawleyówny i przyciągnęła ją do siebie. Rękę miała chłodną, ale jej oddech był ciepły, gdy owionął policzek tej prawdziwej Dory, bo pochyliła się, by wyszeptać do ucha dziewczyny parę słów.
– Zawsze będę czekać tuż za rogiem.
Obietnica? Groźba? Słowa wypowiadane przez jej własny strach, nie mające w sobie ani trochę prawdy?
Może to ta akceptacja, może to, że zdało się jej, że ktoś wypowiada jej imię – Jonathan? – zadziałało, bo nagle dłoń Dory zacisnęła się na pustce. Nie ściskała już ręki samej siebie, a leżała na schodach, po których schodzili.

*

Byli na schodach. Cała trójka zmarznięta, a Dora i Erik z kilkoma siniakami, ale cali i zdrowi. Przed nimi zaś znajdowały się zatrzaśnięte drzwi, wiodące zapewne do głównej części laboratorium. Nie miały klamki, za to na ich środku znajdowała się dziwna konstrukcja, składająca się z dziewięciu pół, ułożonych w kwadrat, gdzie każdy bok tworzyły trzy pola. W trzech górnych, ułożonych poziomo, iskrzyły się kolorowe kamyczki: w pierwszym sześć, w kolejnym siedem, w następnym jeden. W pierwszym w drugim rzędzie znajdowało się ich osiem, kolejne dwa były puste. Pierwszy w ostatnim, trzecim rzędzie, miał dwa kamyczki, a kolejne dwa pola znowu były puste.
Kolorowe kamyki poniewierały się po ziemi: może wcześniej trzymano je w pojemniku, który został zniszczony, może ktoś je tu rozsypał, może wypadły z pustych pól po tym, jak umieściła je tam inna osoba?

/odpisy do 19 w środę/
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#25
09.02.2026, 03:39  ✶  

Obietnica czy groźba, dla Dory nie miało to większego znaczenia. Czuła jakby coś jednocześnie jej ciążyło, a z drugiej strony było odrobinkę lżej. Czy podjęła odpowiednią decyzję, pewnie okaże się w najmniej odpowiednim momencie.
Gdzieś z tyłu głowy rozległ się znajomy głos, a jej dłoń już nie zaciskała się na swojej własnej, przeszytej czarnymi nitkami, a na pustce. Palce chwyciły powietrze, ale potem wyczuły nowy chłód, tym razem kamienia i nagle rzeczywistość była o wiele bardziej dotkliwa.

Dora stęknęła, czując jak krawędzie stopni bodą ją w kości i że ma chyba parę nowych siniaków. Podniosła się, powoli i z namysłem, najpierw chcąc przyjąć pozycję siedzącą.

- Jonathan? - rzuciła, odpowiadając jakoś na wołanie które dobiegło do niej chwilę wcześniej. - Nic ci nie jest? Erik? Erik! Tobie też? Jesteś cały? - pozbierała się z posadzki, pionizując i patrząc to na jednego, to na drugiego, ale wydawało się że nic im nie było. Erik może trochę się poobijał, tak jak ona, ale Selwyn wydawał się stać jak stał.
A potem spojrzała na drzwi.

Kwadrat, podzielony na mniejsze kwadraty, które tworzyły razem dziewięć pól. Przypominało to trochę rozrywkę, jaką było sudoku, szczególnie że po szybkim policzeniu okazywało się, że każde z okienek miało w sobie inną liczbę kamyczków. Tych, które były rozsypane pod drzwiami. Dora zgarnęła je i zaczęła powoli przeliczać.
- Dziewięć pól. Założyłabym że w każde musimy włożyć inną ilość kamieni. Tym bardziej że suma tych w długości i szerokości nie jest równa. Więc, eee, na chybił trafił? Chyba że mamy inny pomysł?



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#26
11.02.2026, 20:58  ✶  
W końcu. Koniec pustki. Erik momentalnie poderwał się do pozycji półsiedzącej, gdy tylko odzyskał przytomność po wyrwaniu się z zesłanej na niego przez pułapkę wizji. Zaczął intensywnie łapać oddech i wodzić dłońmi po rękach, nogach, klatce piersiowej, twarzy i nawet okolicach gardła, jakby sprawdzał, czy wszystkie części ciała dalej były na miejscu. Dłuższą chwilę zajęło mu zorientowanie się, że wcale nie został uwolniony z pułapki grawitacyjnej, a z czegoś zgoła innego. Transu? Zaklęcia zauroczenia?

Pokręcił powoli głową, przesuwając spojrzeniem między Jonathanem a Dorą, bojąc się wypowiedzieć, chociaż kilka słów. Dopiero gdy zdał sobie sprawę, że dziewczyna wypowiada się bez większych problemów, chrząknął cicho i wymamrotał pod nosem parę znajomych słów, pośród których królowały przede wszystkim przekleństwa i coś, co dla wprawnego ucha mogło brzmieć jak ''Niech tylko Brenna się dowie''.

— Ykhym… P-pokażcie jak to wygląda — rzucił nieco zachrypniętym głosem, podchodząc do drzwi jako ostatni.

Pochylił się nad dziwną łamigłówką, jednak po zliczeniu w głowie wszystkich kamyczków, nie miał zbyt wiele do przekazania. Nie dało się ich podzielić tak, aby we wszystkich okienkach umieścić taką samą liczbę małych artefaktów. Chyba że nie mieli tutaj pełnego zestawu. Podrapał się za uchem, wzdrygając się mimowolnie, gdy poczuł własne palce na skórze. Chwilę mu zajmie powrót do rzeczywistości po tym niepokojącym... doświadczeniu.

— Nie, nie mam pomysłu — potwierdził domysły Menodory. — Mam tylko dużą... ogromną... nadzieję, że jak zrobimy coś nie tak, to nie wywołamy powtórki z rozrywki. — Wciągnął głośno powietrze do płuc. — To był absolutny koszmar.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#27
11.02.2026, 21:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2026, 22:18 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan z ulgą zobaczył, że najwyraźniej jego towarzyszom nic nie było.
– Mi nic. Te schody mnie nie dopadły. Zamiast tego udało mi się uciąć nie najgorszą rozmowę z pewnym duchem. Niestety czymkolwiek była ta pułapka, prawdopodobnie nie jest ona jedynaczką. A wy? Nic wam nie jest? – spytał, wyciągając rękę do Erika, aby pomóc mu wstać, skoro Dora szybko podniosła się sama.

A potem zerknął na te nieszczęsne kwadraty i nagle to gadanie ducha zaczynało nabierać coraz więcej sensu. I całe szczęście, że o to zapytał, bo jak słusznie zauważyłaś Dora, matematycznie wydawało się to nie mieć żadnego sensu, więc inaczej pozostawałoby strzelać.
– Hm... Duch powiedział dziewięć, cztery, trzy – oznajmił, mając świadomość tego, że zapewne brzmiał obecnie jak Morpheus kiedy postanowił bez żadnego większego kontekstu podzielić się swoją wizją. Z tym,  że Morpheus był jasnowidzem. Jonathana natomiast można było podejrzewać, że po prostu uderzył się w głowę. – Poczekajcie, spróbuje coś zrobić.
Jonathan uniósł rożdżkę i spróbował unieść kolorowe kamyki w odpowiednie miejsca bez konieczności ich dotykania.

Rzut na translokację  I
Rzut O 1d100 - 76
Sukces!


Kamyki oczywiście posłuchały się zaklęcia. Jonathan więc spróbował umieścić kolejno dziewięć, cztery i trzy błyskotki, zaczynając od drugiego w drugim rzędzie, a potem idąc w prawo. Coś w mechanizmie przeskoczyło, ale niestety pozostało jeszcze jedno pole. Selwyn zmarszczył brwi i zaczął przyglądać się wszystkim numerom, jednocześnie zliczając sumy i rzędów i kolumn, mamrocząc coś przy tym pod nosem. Matematyka! Liczby! Gdyby miał wypełniać tabelki z cyframi, to równie dobrze mógłby iść do pracy w weekend! Wreszcie jednak, po zbędnym kombinowaniu, dotarło do niego, że brakowało tutaj piątki. Szybko więc uzupełnił to i na całe szczęście to już zadziałało.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Sukces w rozwiązaniu zagadki skonsultowany z Bardem.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#28
12.02.2026, 12:43  ✶  
Klik.
Klik.
Klik…
Wraz z wypełnieniem każdego pola coś klikało w drzwiach, aż w końcu, przy położeniu kryształków w ostatnim, zgrzytnęły iście potępieńczo, jakby wcale nie chciały się otwierać. Kamyczki znów wysypały się z pól i potoczyły po podłodze na wszystkie strony, ale drzwi zaczęły się otwierać, bardzo powoli, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Lata, które upłynęły, musiały wpłynąć na mechanizm, i nie zdołały otworzyć się do końca: musieli wciskać się jedno po drugim, a o ile Dora nie miała problemu, to rośli Erik i Jonathan już trochę tak.
I drzwi zamknęły się oczywiście natychmiast, gdy weszli do środka.
W końcu jeśli ich zaginieni tutaj weszli, musiało się stać coś, co sprawiło, że utknęli, prawda…?
*

Czy ktoś, kto rzucił klątwę na cały klan, zamieniając jego członków w potwory, mógł być dobrym czarodziejem?
Na pewno pracownia, która znajdowała się za zaklętymi schodami i zabezpieczonymi mechanizmem drzwiami, nie wyglądało jak miejsce, w którym pracowano dla dobra ludzkości, przy zachowaniu etyki i dbałości o bezpieczeństwo pracy. Pomieszczenie było duże, gdzieś z drugiej strony było widać przejście, prawdopodobnie do drugiej części, za ścianą, nie oddzielonej jednak drzwiami. W pobliżu wejścia znajdowała się przerdzewiała klatka, zwisająca z sufitu, na tyle duża, że zmieściłby się w niej człowiek… ale mogli w niej trzymać też zwierzęta. Prawda? W bladym świetle różdżek widzieli, że na stołach stały jakieś przyrządy, ale na tyle staroświeckie, że nikt z nich ich nie rozpoznawał, pergaminy – niektóre w miarę zachowane, inne pokruszone albo niemożliwe do odczytania ze względu na upływ czasu – a na kamiennej posadce tu i ówdzie umieszczono pieczęcie. W samym środku pomieszczenia znajdował się i krąg: Dora nie była pewna, co dokładnie miał robić, ale prawdopodobnie albo zatrzymywać coś w środku, albo nie wypuszczać na zewnątrz… Pod jedną ze ścian stały cztery posągi, niezbyt pięknie wykonane, pewnie bardzo stare, przedstawiające prawdopodobnie wojowników z klanu.
A tuż przy przejściu do drugiej części pomieszczenia wisiała jeszcze jedna klatka.
I choć przez półmrok i parę metrów odległości nie widzieli dokładnie: wyglądało na to, że ktoś jest w środku.
/odpisy do 9 rano 15.02/
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#29
15.02.2026, 01:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 01:04 przez Erik Longbottom.)  
Odsunął się na bok, gdy Jonathan postanowił przejąć stery przy próbie złamania mechanizmu kolejnej zagadki. Zastanawiał się w jaki sposób funkcjonowały te podziemne komnaty, gdy zamek dalej był zamieszkany. Czy otaczające ich ściany były tak zaklęte, żeby przepuszczać uprawnione osoby przez kolejne próby bez aktywacji żadnych systemów bezpieczeństwa? W takim razie sporo nabroiliśmy, kiedy schody nas pochwyciły, skomentował bezgłośnie, starając się poukładać sobie to wszystko w głowie. Ile jeszcze takich przestojów ich tutaj czeka?

— Jesteś absolutnym geniuszem, wiesz? — pochwalił Selwyna, przekrzywiając głowę w charakterystycznym dla siebie geście.

Wodził przez chwilę wzrokiem po ''panelu'', którego pola były teraz wypełnione kamykami w różnych konfiguracjach. Gdyby sam miał próbować złamać ten szyfr, to zapewne siedzieliby tutaj aż do nadejścia posiłków z wyższych poziomów zamczyska.  Na tę chwilę nie potrafił ocenić, czy zagadka po prostu była dla niego zbyt wymagające, czy był to po prostu efekt zamroczenia wywołany wyrwaniem się z więzienia grawitacyjnego... mentalnej pułapki... Czy w czym tam koniec końców został uwięziony.

Wciągnął głośno powietrze do płuc, gdy przejście otworzyło się z nieprzyjemnym skrzypnięciem. Jak stare szafy na naszym strychu, zauważył, mimowolnie przypominając sobie, jak przygotowywał wraz z Brenną poddasze Warowni do zamieszkania. Longbottom poświecił różdżkę, przyglądając się nieufnie drodze na przód. Nie podobało mu się to. Czy kolejne drzwi okażą się jeszcze bardziej wąskie? Świetnie. Po prostu świetnie. Najpierw zejście do piwnicy, pułapka nicości, to teraz jeszcze przejście przez które ledwo się mieścił...

— Lepiej będzie, jak wy pójdziecie przodem — stwierdził, puszczając przede wszystkim Dorę przodem. Była z nich wszystkich najmniejsza, więc było najmniejsze ryzyko, że zablokuje przejście. Erik nie mógł powiedzieć tego samego o Jonathanie czy sobie samym. — Do zobaczenia po drugiej stronie.

~~*~~

Po tej przeprawie Erik z pewnością będzie nosił po sobie ślad. Wpadł do kolejnej komnaty jako ostatni i choć nie utknął na dobre w połowie przejścia, to zdecydowanie odczuł, że był odrobinę zbyt postawny jak na te nieszczęsne drzwi. Jedną ręką masował obolałe biodro, drugą próbował rozświetlić mrok pomieszczenia, w którym właśnie się znaleźli.

— Sala zabiegowa? Laboratorium? — skomentował półgłosem, zauważając walające się tu i ówdzie przyrządy. W Szpitalu świętego Munga na pewno nie używano takich staroci, ba wiejskie zielarki pewnie były lepiej wyposażone niż to miejsce. — Albo... Och. Więzienie?

Skrzywił się na widok klatek.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#30
15.02.2026, 11:36  ✶  
Jonathan wyszczerzył zęby w bardzo pewnym siebie uśmiechu.
– No cóż... Skłamałbym gdybym powiedziała, że życie mi nigdy wcześniej tego nie udowodniło – powiedział szczerze z siebie zadowolony, przypatrując się drzwiom, które otworzyły się dzięki jego zabójczemu intelektowi. I niech ktoś jeszcze kiedyś skrytykuje jakąś myśl ukutą w umyśle Gryfonów!

Niestety drzwi najwyraźniej chciały mu zrobić na złość, bo postanowiły utrudnić rosłemu czarodziejowi przeprawę, a gdy już znajdował się w kolejnym pomieszczeniu, wymienił z Erikiem znaczące spojrzenie bólu, osoby, której wzrost był zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Klatka...
W jednej z klatek ktoś był. Jonathan bez większego myślenia szybko ruszył w kierunku znajdującej się w klatce postaci, zatrzymując się na tyle blisko aby widzieć kto to, ale na tyle daleko aby w razie problemu uniknąć zagrożenia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3755), Dora Crawford (1763), Erik Longbottom (3634), Jonathan Selwyn (1929)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa