Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Nie zamykaj oczu
Dzień był upalny. Wyjątkowo upalny. Powietrze było gęste, ciężkie. Słońce wydawało się nie mieć dość i nadal grzało, jakby chciało udowodnić, że jeszcze stać je na wiele, a jeszcze nawet nie było południa, co dopiero będzie później. Dni jak ten nie zdarzały się zbyt często, szkoda więc było zmarnować go na siedzenie w domu, chociaż schowanie się przed promieniami słonecznymi wcale nie było takim najgorszym pomysłem. Stella nie zamierzała jednak marnować czasu, kto wie, kiedy ponownie zdarzy się okazja, jak ta.
Już dzień wcześniej napisała list do Jose - swojej przyjaciółki z czasów szkolnych, że warto się spotkać. Avery nie pracowała jak zwyczajny człowiek, miała więc sporo czasu wolnego. Były to zalety artystycznego świata. Nie miała zaplanowanych żadnych występów, a malować mogła, kiedy tylko się jej chciało. Miała więc możliwość, aby skorzystać z tych przepięknych warunków atmosferycznych.
Dziewczęta zamierzały udać się na jedną z okolicznych plaż. Camber Sands wydwało się być idealnym wyborem - w końcu nie leżała daleko, a Avery bywała tam już wiele razy. Spakowała potrzebne rzeczy w torbę i czekała, aż Josephine się pojawi. Wiedziała, że miewa ona problemy z pojawianiem się na czas, także wcale nie zdziwiło jej spóźnienie.
Zeszły razem na dół i udały się do jednego z kominków, przy którego pomocy miały dostać się w okolice Camber Sands. Kiedy szły uliczkami Londynu jedynie upewniała się, że jest to idealny pomysł. Udało im się dotrzeć do kominków, skorzystały z sieci Fiuu i znalazły się w okolicy plaży.
Humory miały wyśmienite, w końcu dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale. Udało im się rozłożyć z wszystkimi rzeczami, które przyniosły całkiem blisko wody - dobrze, bo dziewczęta miały ochotę dzisiaj nawet się wykąpać. Stelli nie zdarzało się to często, bo woda ją trochę brzydziła. - Jooose, co za cudowny dzień.- Rzekła do przyjaciółki. - Idziemy pływać, dobra?- Miała nadzieję, że tamta jej nie odmówi. Stella przez moment poczuła się nieswojo, po jej ciele przeszedł dreszcz, mimo, że było tu gorąco, odwróciła się gwałtownie. Miała wrażenie, że ktoś się jej przyglą - niestety nie zauważyła nikogo, kiedy się odwróciła. - Coś się stało?- Zapytała Jose, bo zauważyła nagłą zmianę humoru u Avery. - Nie, nic, mało istotne.- Stella nie chciała wyjść na przewrażliwioną, więc nie opowiedziała przyjaciółce o tym dziwnym uczuciu. Poszły do wody, pływały w niej dłuższą chwilę, całkiem przyjemnie bowiem było się nieco ochłodzić.
Zapomniała o tym dziwnym wrażeniu, które poczuła, gdy siedziały na plaży, zostało z niej zmyte, gdy weszły do wody, pojawiło się jednak ponownie, kiedy wyszły z jeziora. Miała wrażenie, że ktoś się w nią wpatruje, bardzo intensywnie, czuła jak przeszywa ją wzrok. Ponownie się odwróciła, chciała złapać tę osobę, na gorącym uczynku, ponownie jednak nic z tego. - Jose, też to czułaś?- Tym razem jednak postanowiła się upewnić, czy tylko ona ma takie wrażenie. - Czułam co? Hmm?- Przyjaciółka spoglądała na nią nieco zaniepokojna. - Ktoś się na nas gapił, nie masz takiego wrażenia?- Ruszyła w stronę koca, żeby usiąść. - Nie ma się, co dziwić, że ktoś się na nas gapił, poza nami są tu same stare baby z dziećmi.- Jose się roześmiała, nie potraktowała tego zbyt poważnie.
Siedziały jeszcze dłuższą chwilę na plaży. Jose paplała jak zawsze, jednak Stella nie mogła jej słuchać. Czuła niepokój, miała wrażenie, że nadal się jej ktoś przygląda. - Możemy już iść?- Przerwała opowieści Jose o jakimś Johnie, nie do końca też wiedziała o co jej chodzi, bo nie mogła się zupełnie skupić na tym, co mówi. Ciągle miała wrażenie, że ktoś im się przygląda.
Josephine była niepocieszona, że Stella chciała już iść, jednak nie chciała tutaj zostać sama. Zebrały się więc dosyć szybko i wróciły do Londynu, oczywiście korzystając z sieci Fiuu. Stella była zadowolona, że wróciły, liczyła bowiem na to, że zniknie to dziwne uczucie, jakby ktoś się jej przyglądał. Rozstały się z przyjaciółką, każda ruszyła w swoją stronę. Avery wstąpiła jeszcze po drodze do sklepu z farbami, żeby mieć czymś pracować. Kiedy płaciła za zakupy poczuła znowu to dziwne uczucie, spojrzała za witrynę, bo wydawało jej się, że ktoś tam stoi. Nikogo jednak nie zauważyła.
Miała dość tego dnia, nie wiedziała, czy to jakiś kolejny fan, czy po prostu zaczynała wariować. Może słońce jej przygrzało? Wróciła do domu. Godzina była całkiem wczesna, stwierdziła jednak, że lepiej będzie to wszystko przespać, w końcu sen to zdrowie. Może kiedy rano się obudzi ta paranoja zniknie.
Wzięła szybki prysznic, żeby zmyć z siebie ten piasek i zapach jeziora. Następnie ruszyła do swojej sypialni, miała zamiar położyć się i wyspać.
Sen przyszedł szybko, najwyraźniej upał ją wymęczył. Nie miała problemu z tym, żeby zasnąć. Nie sądziła jednak, że we śnie to do niej wróci. W śnie panna Avery spacerowała ulicą Pokątną. Zmierzała ku pewnej restauracji, gdzie miała na zlecenia ojca wystąpić. Usłyszała głos w alejce, którą mijała, zawahała się, jednak postanowiła sprawdzić, co się tam dzieje. Weszła w głąb, jednak nikogo tam nie było, musiała się przesłyszeć. Już miała się odwrócić i wyjść stamtąć, gdy ktoś złapał ją od tyłu. Nie widziała jego twarzy, poczuła jednak ręce, które zaczęły zaciskać się na jej szyi. Próbowała krzyczeć, jednak uścisk jej to uniemożliwiał, czyżby miała umrzeć?