• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[13.09.72] Krótka historia pani Turpin

[13.09.72] Krótka historia pani Turpin
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
18.01.2026, 17:51  ✶  
Duża kamienica, w której znajdowało się kilka niewielkich mieszkań, nie spłonęła, uratowana w ostatniej chwili przez przedstawicieli służb, ale chwilowo niemal nikt w niej nie mieszkał. Nie z powodu dymu, który przesiąkł ściany i meble, i nie ulotnił się mimo wietrzenia, nie ze względu na nadpaloną lekko fasadę i nawet nie dlatego, że grupa włamywaczy postanowiła wkraść się tutaj, korzystając z zamieszania panującego w mieście, wzięli to miejsce na cel. Ścierwa grasowały po Londynie, a zadanie dopadnięcia tej konkretnej grupki, mającej już na koncie kilka skoków, zrzucono na Brennę.
Nie. Chodziło o panią Turpin.
Brenna znała panią Turpin, która regularnie odwiedzała biuro Brygady i zgłaszała, że jej sąsiedzi prowadzą nielegalny dom publiczny, że trudnią się czarną magią, że przywołują demony. Zgłoszenia pani Turpin wskazywały na to, że to miejsce jest centrum największych męt pod słońcem, gdy w istocie większość jej sąsiadów była bardzo spokojnym, ciężko pracującymi ludźmi. Pani Turpin jednak przeszkadzało wszystko: płacz niemowląt, bawiące się dzieci, późne powroty do domu, przyjmowanie gości. Nieważne, że mieszkanie sąsiadów było wygłuszone, jeśli ktoś się u nich bawił, ona uważała, że zakłócają porządek pewnie właśnie samą zabawą, bo idea, że ktoś jest szczęśliwy, nie podobała się pani Turpin. Nieważne, że sąsiadkę odwiedzał narzeczony, nie alfons, porządne dziewczęta powinny żyć w wiecznym celibacie, ale zarazem bycie starą panną to wstyd. I tak dalej.
Za życia pani Turpin nie mogła wiele zrobić swoim sąsiadom.
Za to po śmierci…
Och, gdy zginęła, uduszona dymem, bo zdecydowała, że nie opuści swojego mieszkania, zaczęła urządzać innym lokatorom prawdziwe piekło. A Brenna przekonała się o tym boleśnie, gdy wpadli tutaj z Apollem, i unieszkodliwiali włamywaczy, a pani Turpin znienacka pojawiła się tuż przed Brenną biegnącą po schodach, gdy jeden z nich próbował uciec. W ogóle nie powinna biegać po schodach: jej noga wciąż odmawiała momentami posłuszeństwa, a płuca wypełnione czarnym dymem sprawiały, że momentami miała problemy z oddychaniem. W sumie pewnie dalej powinna być na zwolnieniu, ale w obecnej sytuacji nie była jedyną osobą w Ministerstwie, która nie mogła sobie na to pozwolić.
Pani Turpin z jakichś powodów uznała, że lubi włamywacza – może dlatego, że ten demolował mieszkanie sąsiadów – bardziej niż Brennę. I urządziła to całe pojawienie się i wszystko tak, że Brenna ze schodów spadła.
Godzinę później włamywacze wprawdzie zostali aresztowani, i na dole pilnowało ich dwóch Brygadzistów, ale po rozmowie z jednym sąsiadem, który wciąż nie został wypłoszony, bo i nie miał dokąd pójść, Brenna stała w mieszkaniu pani Turpin czekając aż pojawi się ktoś z wydziału opętań. Mieszanie było zadymione, a balkon, na który Brenna otworzyła drzwi, poczerniały i prowizorycznie zabezpieczony przed zniszczeniem.
– Nie masz prawa tutaj przebywać, młoda damo! Co ja mówię, jaka damo. Nie masz prawa tutaj przebywać! To moje mieszkanie!!!
– Wynajmowała je pani, pani Turpin. Wynajem przestał być aktualny wraz z pani śmiercią – zapewniła Brenna grzecznie.
– Nie możesz tak po prostu sobie chodzić i mówić ludziom, że nie żyją!!!

!Trauma Ognia


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
18.01.2026, 17:51  ✶  
Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
22.01.2026, 19:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2026, 00:17 przez Sebastian Macmillan.)  
Spacery po Ulicy Pokątnej nie były ostatnimi czasy dla Sebastiana zbyt przyjemne. Niełatwo było mu wrócić do normalnego funkcjonowania po koszmarze, jakim okazała się fala pożarów, która przetoczyła się przez miasto w tym miesiącu. Dalej łapał się na tym, że dostrzegał tu i ówdzie nowe ślady zniszczeń. Najbardziej ubodło go to, jak szybko tamtej nocy stracił szansę na bycie jakimkolwiek wsparciem dla wiernych w tych trudnych dla nich chwilach. Akurat gdy pierwsze iskry pojawiły się na dachach budynków w dzielnicy czarodziejów, on sam prowadził spotkanie modlitewne dla wiernych w siedzibie kowenu. I tak jak Matce udało się obronić budynek przed ogniem, tak zdecydowanie nie udało jej się obronić swego kapłana przed aktem przemocy ze strony pospolitego przestępcy.

Bo jak inaczej można było nazwać człowieka, który podniósł rękę na kapłana Matki w jej własnej świątyni? Plecy mężczyzny mimowolnie napięły się na samo myśl o tamtych zdarzeniach. Pamiętał każdą chwilę. Uniesienie rąk w górę przy ołtarzu, gdy obcy czarodziej zaczął wymachiwać różdżką w jego kierunku. Wiernych, którzy nagle rozpierzchli się na boki, pod ściany. Wiedział, że nawet jako kapłan kowenu nie był nietykalny. Udowodnił to już Marsz Praw Charłaków sprzed paru laty; ludziom było wówczas wszystko jedno w czyją stronę posyłali zaklęcia.

Mimo to, gdy próbował przekonać czarodzieja do opuszczenia różdżki, przez myśl mu nawet nie przeszło, że chwilę później oberwie czarno-magiczną klątwą, a napastnik rozpłynie się w powietrzu. Tyle dobrego, że akurat nie byłem sam, pomyślał Macmillan, wspinając się po schodach prowadzących na wyższe kondygnacje kamienicy. Z jednej trony wolałby oszczędzić wiernym widoku ich kapłana miotającego się pod ołtarzem w konwulsjach, ale gdyby nie ich szybka reakcja, mogłoby go już nie być na tym świecie. A tak? Wylądował na kilka dni w szpitalu i jako tako doszedł w końcu do siebie. Chyba. Podobno. Nie był pewny, czy ufał medykom w tej kwestii, ale nie miał zbyt dużego wyboru. Ludzie potrzebowali pomocy. Tak jak teraz Brenna Longbottom… I nieżywa czarownica nazwiskiem Turpin. Które wyraźnie słyszał już na klatce schodowej.

— Chwalmy imię Matki, źródła życia. Pokój temu domowi i całemu Jej stworzeniu: żywym i tym, którzy odeszli — zaintonował głośno Sebastian, ogłaszając swoje przybycie, gdy tylko znalazł się pod wejściem.

Z lekkim wahaniem wkroczył do zadymionego lokalu, kierując się zasłyszanymi wcześniej odgłosami kłótni. Spojrzał z kwaśną miną na Brennę, kiwając jej na powitanie głową. Będzie musiał ją później zapytać, czy przypadkiem nie wpisała go na jakąś listę kontaktów awaryjnych w Ministerstwie Magii. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że pracując od jesieni w ograniczonym wymiarze godzin, koniec końców i tak trafiał na swoją ulubioną brygadzistkę?

— Brenno. Pani Turpin — powitał je ciche, zawieszając na dłużej spojrzenie na półprzezroczystej sylwetce starszej czarownicy. Oczywiście, że ją znał. Kobieta nie miała w zwyczaju zgłaszać sąsiadów tylko do funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Wielokrotnie apelowała też do siły wyższej, a że Matka nie miała ochoty na takie dyskusje, to Turpin apelowała do ich przedstawicieli w Londynie. I nie gryzła się przy tym w język. — Czy takie zachowanie naprawdę przystoi czarownicy o pani statusie? O pani reputacji?

Spojrzał wymownie na okno wychodzące na ulicę. Tuż po przybyciu na miejscu dwójka brygadzistów wytłumaczyła mu pokrótce czego może spodziewać się w środku, toteż wiedział już o tej nieudanej próbie... napadu... na pannę Longbottom. Zerknął na dziewczynę i już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak zaraz ugryzł się w język. Wspólny front. Wspólny front. W końcu to była oficjalna sprawa Ministerstwa Magii.

— Nie wstydzi się pani? Jak pani myśli... Co ludzie powiedzą? — dodał po chwili, zerkając przez ramię ku korytarzowi wychodzącemu na klatkę schodową.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
23.01.2026, 15:20  ✶  
Podniesiony głos pani Turpin, oburzającej się na sąsiadów, docierał do Brenny jakby z daleka, bo przez ułamek sekundy mogłaby przysiąc, że słyszy… jakby trzask płomieni. Odwróciła gwałtownie głowę, i serce podeszło jej do gardła, kiedy kątem oka wyłapała iskry… ale nie. Żadnych iskier nie były.
– Czemu zaciskasz pięści?! Detektyw Brygady nie przystoi takie zachowanie!!! – obruszyła się pani Turpin, a Brenna odetchnęła, raz, drugi, rozluźniając dłonie i skierowała oczy ku niebu, szaremu, ponuremu, jakby pogoda dostosowywała się do nastrojów Londyńczyków, ale nie naznaczonemu piętnem czerni i sadzy.
Mimo to nie odetchnęła z ulgą, że nie zobaczyła tego, czego się spodziewała, a żołądek wciąż ściskał się jej z niepokoju.
– Jest mi przykro, że niektórzy wykorzystują ludzkie nieszczęście, by okradać ludzi i na nich napadać, pani Turpin – powiedziała, niemalże łagodnie. Może to był przytyk pod jej adresem, ale czy Brenna byłaby tak złośliwa…? Może jednak miała na myśli bandę, której członków tutaj ujęto?
Wzrok Brenny powędrował ku wejściu, i dłoń drgnęła, kobieta omal nie sięgnęła ku różdżce… ale to był tylko Sebastian. Nie śmierciożercy. Nic się nie działo. Ponosiła ją wyobraźnia. Chyba po Spalonej Nocy była zbyt nerwowa.
– Cześć, Sebastianie – powiedziała, przysłaniając usta, gdy wydobył się z nich kaszel, posiadłość teraz bardzo powszechna w Londynie. Potem opuściła dłoń, uśmiechnęła się do niego… i ten uśmiech trochę jej na ustach zamarł, gdy Macmillan zaczął przemawiać do pani Turpin.
Nie spodziewała się, że ją zna.
Ani że będzie w stanie tę znajomość tak po mistrzowsku wykorzystać.
Nie była pewna, czy powinna wyrazić swój podziw czy wybuchnąć śmiechem, zmusiła się więc do utrzymania neutralnego wyrazu twarzy i jedynie pokiwania głową. Słowa chyba padły na podatny grunt, bo pani Turpin otworzyła i zamknęła usta, jak ryba wyciągnięta z wody, a potem poruszyła się niespokojnie w powietrzu, jakby niepewna, co odpowiedzieć.
– Jestem pewna, że wiele osób byłoby bardzo rozczarowanych, że taki filar społeczności jak pani, tak dbający o to, aby sąsiedzi nie zboczyli na złą ścieżkę, łamie prawo – westchnęła Brenna z żalem.
– Ja nie łamię żadnego prawa! Pojawiłam się na schodach, bo robisz tu zamieszanie – obruszyła się pani Turpin.
– Wchodzenie na teren cudzych mieszkań wciąż jest nielegalne…
– Nie zrobiłam nic złego – burknęła pani Turpin, ale zerkała na Sebastiana jakby trochę niepewnie. – Nie musiałabym tego robić, gdyby byli porządnymi ludźmi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#5
31.01.2026, 00:49  ✶  
Sebastian odsunął się od Brenny o kilka dodatkowych kroków, gdy ta się rozkaszlała. W tym samym czasie zaczął macać się po kieszeniach w poszukiwaniu chusteczki. Nie chciał się niczym od niej zarazić. Wystarczyło mu, że po Spalonej Nocy musiał unikać nocowania w swoim własnym mieszkaniu, w którym roiło się od sadzy... I czegoś dziwnego, co zostawiało ślady ludzkich dłoni na ścianach. Nie potrzebował jeszcze jakiejś Longbottomskiej zarazy, skoro i tak łaskotał go dym unoszący się w powietrzu po pożarach.

— Tak, tak, dzień dobry — powtórzył, wyciągając haftowaną materiałową chustę we floralne wzory. Przyłożył ją ''niby przypadkiem'' do ust i nosa, udając, że wyciera z czegoś twarz. — Wszystko w porządku? Jesteś zdrowa? — Nagle jego głos stał się bardziej poważny. — Aby nie zarażasz?

Wodził wzrokiem między obiema czarownicami, starając się jakoś odnaleźć w tym, na jakim etapie były w rozwiązywaniu sporu między sobą. Dopiero po dłuższej chwili zdecydował się raz jeszcze przejąć inicjatywę.

— Matka docenia pani poświecenie dla dobrostanu tego osiedla — odparł Sebastian, wodząc spokojnym wzrokiem za zjawą starszej kobiety. — Przyszło nam... egzystować... w bardzo niespokojnych czasach. Kiedyś człowiek wiedział, czego się spodziewać po sąsiadach, teraz to nie jest takie proste, czyż nie?

Bądź co bądź, sam coś o tym wiedział, czyż nie? Chociaż na tym etapie swojej kariery zawodowej mógł równie dobrze na powrót zamieszkać w jednej z komnat kowenu, tak przecież jeszcze niedawno mieszkał na Alei Śmietelnego Nokturnu. I każde wyjście na spacer w tamtej dzielnicy wiązało się ze ściągnięciem na siebie potencjalnych kłopotów. Nie wszyscy jego sąsiedzi przepadali za kowenem. Ba, niektórzy mieli mu nawet za złe powiązania z Ministerstwem Magii. Nie wychował się tam. Nie widział w młodości tego, co oni, a więc musiał na siebie uważać. Macmillan podszedł do pobliskiego okna i wydał z siebie ciężkie westchnienie, przyglądając się fasadom budynków po drugiej stronie szyby.

— Proszę się jednak zastanowić... Czy nasza nieodżałowana Pani Księżyca naprawdę chciałaby, aby jej wyznawcy utrudniali pracę ludziom, którzy chcą nas bronić? Tym, którzy wyciągają różdżki w imię obrony naszych najwyższych wartości? — Odwrócił się z powrotem w kierunku pani Turpin. — W pani naturze leży obrona moralności sąsiadów, a funkcjonariuszy Brygady Uderzeniowej obrona społeczności przed ludźmi o niegodziwych intencjach. Czy nasza bogini pochwaliłaby współpracę takiej szacownej kobiety jak pani z bandą pospolitych złodziei?

Wolał, aby kobieta samodzielnie doszła do odpowiednich wniosków. Naprawdę nie chciał jej straszyć potencjalnymi konsekwencjami. Kiedy zostaną uporządkowane wszelkie kwestie związane z dziedziczeniem mieszkania kobiety, być może zostanie ono komuś wynajęte. Komuś niezwiązanemu z rodziną Turpin. Komuś, komu może nie odpowiadać towarzystwo tak dobrodusznej przenikającej przez ściany kobiety. Im szybciej zrozumie, że musi odpowiednio się zachowywać, tym lepiej. W przeciwnym razie faktycznie mogłoby tutaj dojść do egzorcyzmów i pochwycenia ducha pani Turpin, aby raz na zawsze odprawić ją na drugą stronę.

— Tym lepiej dla wszystkich, że funkcjonariuszka Longbottom jest nadzwyczaj wyrozumiała, prawda... Brenno? — zerknął na dziewczynę, dopiero teraz uważniej jej się przyglądając. Nie wyglądała na poważnie ranną. Momentalnie skrzywił się na tę myśl. Co on wymyślał? Przecież ona nawet nie dałaby po sobie poznać, gdyby sobie coś dzisiaj zrobiła. Gdyby połamała sobie nogi na tej klatce schodowej, to teraz pewnie skakałaby w te i we wte jak jak górska koza. — Koniec końców, sprawcy zostali ujęci, prawda?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
01.02.2026, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2026, 13:34 przez Brenna Longbottom.)  
Rzut na panią Turpin/

Kaszel zamienił się w coś jak zdławione parsknięcie śmiechem, gdy Sebastian najpierw się zmartwił stanem jej zdrowia, a potem zaniepokoił, ale w kontekście zarażania.
– Pył i uszkodzenie płuc w wyniku gorąca i dymu. To nie jest zaraźliwe, byłam w klinice i biorę leki – uspokoiła go, zresztą oboje tam trafili, więc wiedział, że mówiła prawdę. Pył osadził się w płucach większości Londyńczyków, a ona jeszcze spędziła na ulicach całą noc, aż do świtu, wpadła w jedną z tych chmur, sprowadzonych zaklęciami i do trzech płonących budynków, więc nawet z eliksirami potrzebowała kilku dni na dojście do siebie. – To tylko kaszel.
Zerknęła znów kontrolnie ku oknu, chcąc się upewnić, czy ten pył i sadza nie pojawiły się znowu: czy ponownie nie sypią się z nieba. Ale panował spokój. Ponosiła ją wyobraźnia.
Pani Turpin tymczasem rozpromieniła się na słowa Sebastiana o sąsiadach, zupełnie, jakby uznała, że Macmillan jest jej sojusznikiem. Kapłan działał sprytnie, uderzał w odpowiednie tony, ale jednocześnie ciężko było sobie poradzić z kimś takim, jak panu Turpin, która i była nieprzyjemną osobą, i wiek odcisnął ewidentne piętno na jej umyśle… a po śmierci jako duch okazała się tą najgorszą wersją siebie. I gdy wspomniał o tym, że kiedyś człowiek wiedział, czego się spodziewać po sąsiadach… duch został odpalony.
– Kiedyś w tym budynku mieszkali porządni ludzie! A teraz? Jakaś latawica, którą odwiedzają mężczyźni. Za moich czasów to było niedopuszczalne, aby wyjść gdzieś z młodym człowiekiem bez przyzwoitki. A ta z dołu? Kazała mi nie wtrącać się w nieswoje sprawy, jak jej grzecznie zwróciłam uwagę, że nieodpowiednio się ubiera. Kto to słyszał, nosić szatę, która odsłania nogi? Latem wcale nie było aż tak gorąco. Zasłużyła sobie na to, że ją okradli! I sąsiedzi z na przeciwka, naprawdę, panie Macmillan, ja nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie zrobiliście czegoś z tym, że żyją bez ślubu! Niby zaręczeni, ale takie rzeczy, w porządnym domu? Już ja zrobię z tym wszystkim porządek!!! – nakręcała się coraz bardziej i bardziej, z każdym zdaniem unosząc wyżej ku sufitowi. – A ona! Ona! Jaka tam obrona! Zgłaszałam, że produkują tu nielegalne substancje, że rozprowadzają środki po osiedlu, a ona niczego z tym nie zrobiła!!! Pozwalała, żeby tu dalej mieszkał!
– Sąsiad warzył lekarstwa na smoczą ospę, pani Turpin. I zmarł trzy lata temu – powiedziała Brenna łagodnie, doskonale pamiętając tę sprawę, którą zajmowała się jeszcze przed awansem. A i po nim często proszono ją, by ogarnęła panią Turpin, bo jako jedna z niewielu ma do niej cierpliwość…
– Widzi pan?! Widzi?! Ale ja zrobię z tym porządek! – wściekła się pani Turpin i wyleciała z pokoju, a ich otoczył podmuch zimnego powietrza.
Brenna westchnęła.
– Złapaliśmy ich. To znaczy trzy osoby. Przesłucham ich, zabezpieczymy miejsce zbrodni i mam nadzieję, że po nitce do kłębka rozbijemy cały gang, ale pani Turpin trochę utrudnia zbieranie śladów. Nie wspominając o tym, że moim zdaniem zamieni życie mieszkańców całej kamienicy w piekło.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#7
06.02.2026, 23:58  ✶  
Oczy Macmillana rozszerzyły się na dźwięk podekscytowania w głowie półprzezroczystej kobiety, gdy ta na dobre zaczęła głosić tyrady na temat swoich sąsiadów. Nie dziwił się, że była uważana za takie utrapienie. Opowiadała zatrważające historię i gdyby nie widział na własne oczy listów wysyłanych przez nią do kwatery głównej kowenu, to może nawet przyznałby jej rację w kilku kwestiach. Nawet dla świętego spokoju. Domyślał się jednak, że charakterystyka innych mieszkańców kamienicy została dość mocno ubarwiona przez madame Turpin.

Latawica. Bezwstydnica. Para żyjąca na kocią łapę. Baron narkotykowy. Takiego towarzystwa prędzej spodziewałbym się po tej gorszej stronie Śmietelnego Nokturnu, skomentował bezgłośnie, kiwając głową za każdym razem, gdy duch zerkał na niego w poszukiwaniu afirmacji swoich wymysłów. Nawet nie wiedział, jak zareagować na te wieści. Zerknął mimochodem na Brennę, zastanawiając się, czy cokolwiek w tej opowieści było prawdą. Chwilę później Longbottom rozwiała tę ewentualność, a Sebastian musiał ukryć twarz w chusteczce, żeby nie parsknąć śmiechem. Narkotyki, mikstura na smoczą ospę. No tak, to prawie jedno i to samo.

— Niezaprzeczalnie, proszę pani — wymamrotał, nim kobieta wyleciała do drugiego pokoju.

Wypuścił powoli powietrze z ust. Jeśli Turpin się nie uspokoi, to pytanie nie będzie brzmiało czy należało ją wyegzorcyzmować, a zmieni się w: kiedy to nastąpi. I jak okropne by to nie było, wiele zależało właśnie od sąsiadów martwej czarownicy. I tego jak bardzo się rozkręci, kiedy wysłannicy Ministerstwa Magii ewakuują się spod wejścia do kamienicy.

— Może to jednak były nielegalne substancje, a nie maść na smoczą ospę? — podsunął, nie potrafiąc się powstrzymać przed tym komentarzem. Cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że aż poniekąd zabawna.

Westchnął cicho. Domyślał się, czego oczekiwała po nim panna Longbottom. Pytanie tylko, czy mógł jakkolwiek ułatwić jej życie na tym etapie... postępowania.

— Nie odprawię w tej chwili egzorcyzmów — poinformował po chwili koleżankę, woląc odpowiednio wcześnie ugasić jej entuzjazm, gdyby faktycznie zaczęła liczyć na to, że pozbędzie się dziś pani Turpin. Sebastian rozejrzał się na prawo i lewo, zawieszając na dłużej spojrzenie, na co większych meblach. — Departament musi wszcząć odpowiednie procedury od swojej strony. Po tym, jak zostanie rozpatrzona oficjalna skarga. — Wbił wzrok w podłogę. — Rozumiem, dlaczego jest problemem dla mieszkańców, ale to nie jest nagły wypadek. Z wielką chęcią pomogę w negocjacjach, ale na tym etapie nie mógłbym z czystym sercem jej zamknąć w naczyniu. Chociaż... Kiedy już ktoś to zgłosi, to decyzja raczej zostanie rozpatrzona pozytywnie. Nękanie całej kamienicy, pomoc przestępcy... To nie będzie działało na jej korzyść.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
09.02.2026, 10:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2026, 10:28 przez Brenna Longbottom.)  
– To byłby najbardziej niesamowity przypadek handlarza nielegalnymi substancjami, z jakim się spotkałam. Miał dziewięćdziesiąt lat, hipochondrię, nie wychodził z domu, a mnie nie chciał tu najpierw wpuścić, i nawet uznałam to za podejrzane, ale okazało się, że bał się, że czymś go zarażę. Jedyne, co tutaj miał, to dużą ilość leków na kaszel, gorączkę i maści na smoczą ospę. Zapotrzebowanie na to na rynku opium i tym podobnych jest chyba niskie – westchnęła Brenna. Pani Turpin dosłownie raz trafiła ze swoim zgłoszeniem, a raczej nie trafiła, ale składając fałszywe, przypadkiem wskazała faktycznego przestępcę. I mało brakowało, a sprawa by przepadła, bo ciężko było uwierzyć w jej wiarygodność.
Wpatrywała się w drzwi, przez które przeniknął duch, pozostawiając po sobie tylko chłód. Dłonie ukryła w kieszeniach marynarki, bo inaczej być może zaczęłaby nerwowo miąć ubrania. Nawet nie z powodu zachowania pani Turpin, a dlatego, że zdawało się jej przez moment, że kątem oka widzi iskierki i jakaś kula podeszła jej do gardła.
Iskier nie było.
To była tylko wyobraźnia.
A jednak miała problem z opanowaniem niepokoju, a myśl o tym, że mogłyby tu być jakiekolwiek iskry, wywoływała w niej więcej nerwów niż powinna.
- Tym, co ją tu utrzymało, jest wyraźnie chęć zniszczenia życia sąsiadów - powiedziała Brenna z pewnym zmęczeniem, które pierwszy raz ujawniło się w głosie. Dało się je może dostrzec, bo oczy miała podkrążone i była blada (a do cudownego pudru nie miała głowy, poza tym spłonął), ale dopiero teraz pozwoliła, by rozbrzmiało i w tonie, na moment tracąc nad nim panowanie. Nigdy nie potrafiła zrozumieć sentymentu Ministerstwa do złośliwych duchów, które przecież nie były zabijane ani wsadzane do więzień, a odsyłane tam, gdzie ich miejsce: na drugą stronę. I teraz naprawdę sama myśl o dokładaniu sobie roboty z podążaniem oficjalną ścieżką, ją męczyła, ale nawet nie próbowała dyskutować z Sebastianem. - Sąsiadka złożyła już skargę przedwczoraj, ale po Spalonej nikt ich nie rozpatruje. Bo wszystkie wydziały miały trochę inne rzeczy na głowie. - Po pracy ogarnę dodatkową - obiecała po prostu, bo może dodatkowa skarga, z opisem przeszkadzania podczas aresztowania, przyspieszy bieg spraw.
Ruszyła do wyjścia, by sprawdzić, co działo się na dole – i czy udało się zabezpieczyć wszystkie dowody.

Co robi pani Turpin?
1 – znikła gdzieś
2 – schody pokryły się szronem i są śliskie, być może przez nią
3 – krzyczy przed kamienicą na sąsiadkę, która się na nią poskarżyła
4 – krzyczy na funkcjonariusza, która właśnie miał teleportować aresztowanego, że nie zajmuje się tym, co powinien
Rzut 1d4 - 3


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#9
15.02.2026, 00:18  ✶  
— Dam ci dobrą radę, Brenno. Nie lekceważ starych ludzi. Może część z nich wydaje się słaba i zniedołężniała, ale jakoś udało im się przeżyć tyle lat na tym ziemskim padole, więc mają niejednego asa w rękawie. Ba, powiedziałbym, że wręcz przybywa im ich z wiekiem. — Chociaż osobiście całkiem dobrze dogadywał się ze starszymi wiernymi, zwłaszcza kobietami, tak zaciekłość prowadzenia dyskusji, przez co poniektórych seniorów dalej potrafiła go zadziwić. A przecież miał do czynienia z osobami z naprawdę różnych klas społecznych. — A tak nawiasem mówiąc... Czy na pewno powinnaś wykluczać kogoś z kręgu podejrzanych tylko na podstawie wieku? Widzę tu pole do popełnienia jakiegoś poważnego błędu w śledztwie.

Wysłuchał jej dalszej wypowiedzi w spokoju, gotów udzielić profesjonalnego komentarza.

— Każdy na coś czeka — odparł na słowa Longbottom, raz po raz otwierając i zamykając usta, jakby nie mógł się zdecydować, czy udzielić bardziej wyczerpującej odpowiedzi. — Każdy ma jakiś niedokończony interes. Niektórzy nie chcą przechodzić na drugą stronę bez swojego pupila, jeden facet chce zobaczyć na własne oczy ślub swojej córki, a drugi być świadkiem, jak sąsiedzi wywożą lokalnego burmistrza na taczce.

Wzruszył ponownie ramionami. Ludzie, którzy byli w pełni gotowi do przejścia na drugą stronę Zasłony, raczej rzadko kiedy pozostawali w świecie żywych. Ich nowa koleżanka ewidentnie nie wpisywała się do tej kategorii.

— Turpin jest mocno przywiązana do tej okolicy. Przez lata kreowała się na obrończynię moralności, a zarazem kata tych wszystkich nieobyczajnych jej zdaniem kobiet — kontynuował po chwili, starając się wyjaśnić, co mogło zmotywować staruszkę do pozostania wśród żywych. — Zmarła nie wypełniając powinności, jaką sobie narzuciła. Jej działania mogą nie wynikać ze zdrowych pobudek, ale są w niej zakorzenione na tyle mocno, że nie potrafiłaby po prostu się wycofać. Najwidoczniej jej determinacja wygrywa nawet ze śmiercią.

Uśmiechnął się krzywo. Musiała mieć niezwykle silną wolę i równie ogromną niechęć do osób ze swojego najbliższego otoczenia, skoro w imię ''oczyszczenia'' sąsiedztwa z grzechu postanowiła zawrócić sprzed bram Limbo. Poniekąd wyjaśniało to, czemu tak się opierała zarówno jego tłumaczeniom, jak i funkcjonariuszom BUM. To nie będzie łatwa przeprawa, uświadomił się Macmillan. Oczywiście, byłoby o niebo łatwiej, gdyby Turpin zmieniła się w miłą staruszkę pilnującą kamienicy i harmonogramu mycia klatki schodowej, ale raczej się na to nie zapowiadało.

— To powinno przyspieszyć cały proces — zgodził się Sebastian, gdy Brenna oświadczyła, że dołączy swoją notatkę do skargi. — Dobrze by było skontaktować się z jej rodziną. Nawet dalszą. Może, jakimś cudem, okazałoby się, że chcieliby ją u siebie. Z drugiej strony... Jeśli nie chcą mieć z nią nic wspólnego, to korespondowanie z nimi tylko wydłuży cały proces.

Lepiej myśleć o tym wszystkim z wyprzedzeniem, skomentował bezgłośnie, ważąc w myślach wszystkie za i przeciw. Na razie wniosek wydawał się jasny: Turpin czekała relokacja na cmentarz lub jakiejś odosobnionej lokalizacji z przywiązaniem jej do danego miejsca, o ile bardzo szybko nie zmieni swojego zachowania. Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami może i chciał mieć wszystkie akta na stole przed podjęciem decyzji, ale nie bawił się też z duchami w nieskończoność w kotka i myszkę.

— Szybko wróciłaś do pracy — zauważył, kiedy znaleźli się z powrotem na klatce schodowej. — Czy twoje zwolnienie ze szpitala na pewno przebiegało... zgodnie z procedurami? Wydaje mi się, że mogłabyś spokojnie spędzić jeszcze kilka dni w łóżku. Wiem, że ja bym tym nie wzgardził, gdyby nie... to wszystko, co się stało.

Gdyby nie świadomość tego, że potrzebował go kowen i jego wierni, to zapewne nalegałby na to, żeby zatrzymano go na oddziale nieco dłużej. Bądź co bądź, rzadko kiedy obrywał tak silnymi czarno-magicznymi zaklęciami. A teraz, widząc, że Longbottom już wróciła do akcji, zaczynał czuć względem niej swego rodzaju troskę. Z tego, co się orientował, siedziba jej rodziny całkiem mocno oberwała; wielu na pewno by zrozumiała, gdyby skupiła się na swoich najbliższych. A teraz rzuciła się w wir pracy.

— Jesteś pewna, że to...

Urwał niespodziewanie, kiedy już mieli wyjść na zewnątrz, bo dotarły do nich wrzaski. Nie jednej, a dwóch kobiet. Jedną z nich była Turpin, a druga... Cóż, to chyba była sąsiadka, która postanowiła pójść o krok dalej i zgłosić sprawę nawiedzenia do Ministerstwa Magii. I wcale nie ustępowała w krzykach seniorce. Sebastian wybałuszył oczy, gdy usłyszał ciąg synonimów słowa prostytutka odmienionych na najróżniejsze sposoby i formy gramatyczne.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
16.02.2026, 11:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2026, 11:32 przez Brenna Longbottom.)  
- Właśnie powiedziałam, że go sprawdziliśmy. Nie wychodził z domu, nie wysyłał żadnych paczek, sąsiedzi robili mu zakupy, a analiza substancji, które tu miał, wykazała, że to bardzo dużo leków - westchnęła tylko. Leki na kaszel, na smoczą ospę, i na mnóstwo innych dolegliwości, i nikt nie widział, aby kiedykolwiek wyszedł poza swoje mieszkanie. Gdy nie chciał jej wpuścić, przez moment brała pod uwagę, że coś było na rzeczy, ale szybko się okazało, że uznał, że Brenna wygląda coś blado i oczy się jej podejrzanie błyszczą, więc na pewno ma gorączkę. – Co nie znaczy, że w takich sytuacjach powinno się im pozwalać działać. Jej powinność nigdy nie powinna zostać wypełniona – dodała, wzruszając ramionami.
A potem przestała zerkać ku oknu i utkwiła w Sebastianie pełne niedowierzania spojrzenie. Mogła jeszcze… może nie zrozumieć, ale przyjąć do wiadomości jego poglądy na temat tego, że pani Turpin nie powinna być odsyłana i naleganie na pełną weryfikację przypadku, a relokację w dalszym zakresie, ale czy on naprawdę chciał, żeby Brenna zajęła się wciskaniem komuś tego ducha? Miała dużo wyrozumiałości i cierpliwości wobec pani Turpin za życia: brała tę za samotną, nieszczęśliwą kobietę. Ale teraz… teraz to był złośliwy duch, który nie tylko był irytujący, ale też realnie próbował komuś zrobić krzywdę, jak mogłaby poprosić kogoś, żeby go przyjmował? Nie wspominając o tym, że nawet gdyby przestała sypiać całkiem, nie miałaby na takie rzeczy czasu. W jej opinii pani Turpin powinna zwyczajnie powrócić do Limbo, gdy tylko nadciągnie Samhain, ale to Sebastian był tu specjalistą od duchów.
- Nie. Przykro mi, ale Londyn leży w gruzach. Szukanie kogoś, kto przyjmie ducha, który w ogóle nie powinien być po tej stronie, to ostatnia rzecz, na jaką mam teraz czas, moja rola to złożyć papiery, żeby znowu komuś nie stała się krzywda[/ - odparła, tym razem stanowczo, sucho niemalże, bez choćby grama zwykłej cierpliwości, jaką okazywała światu. Popiół i sadza osiadły na ulicach, nie wszystkie ciała spoczęły w grobach, ludzie stracili dobytek życia. Jej dom spłonął, Zakon tracił ducha, krewni uginali się pod ciężarem, jaki nieśli, a w oczach zbyt wielu ludzi gasła nadzieja. I Brenna, choć lubiła twierdzić, że oczywiście, że da radę zrobić to i to, mając na głowie pracę w ministerstwie, pomoc zakonnikom, Warownię, próby wspomagania sąsiadów, nie miała zamiaru walczyć i tracić czasu na to, aby wredna staruszka mogła dalej realizować swoje powołanie. – Oczywiście, jeśli masz ochotę to zrobić albo zaprosić ją do kowenu, proponując tam stanowisko strażniczki moralności, nie krępuj się.
Liczba wiernych pewnie szybko zaczęłaby spadać i Brenna... Brenna chyba realnie była bardzo ciekawa, jak przebiegłaby kariera pani Turpin jako współlokatorki Sebastiana.
– Nie mogę leżeć na zwolnieniu. Mamy wojnę – powiedziała jeszcze, tym razem już łagodniej, bo jego słowa można było uznać za swego rodzaju oschłą troskę, i tak, prawda była taka, że nie powinno jej tu być. Wciąż utykała, i dlatego spadła z tych schodów, jej ręka nie działała w pełni tak, jak należało, a teraz ciągle w głowie tkwiła myśl, że…
Że to wszystko zaraz się powtórzy.
Na dywagacje jednak nie było czasu. Krzyki zwiastowały, że pani Turpin postanowiła kontynuować przedstawienie, a Brenna… do licha… naprawdę niewiele mogła z tym zrobić. Ciężko kogoś do czegoś zmusić, gdy ta osoba nie ma ciała. Mimo to ruszyła w stronę ducha i sąsiadki, z jakimś poczuciem rezygnacji i absurdu zarazem.
– Pani Turpin, takie słownictwo na ulicy? Dzieci mogą panią usłyszeć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2683), Pan Losu (51), Sebastian Macmillan (3385)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa