• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[14.09.1972] Zlecenie na rozkład tarota na CITO

[14.09.1972] Zlecenie na rozkład tarota na CITO
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
28.01.2026, 23:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2026, 21:40 przez Dearg Dur.)  
Ministerstwo Magii, Departament Tajemnic, Sala Przepowiedni, obok biurka Morpheusa Longbottoma

– Poproszono mnie o konsultację – oznajmiła tonem nieznoszący sprzeciwu ososbista sekretarka pani Anastazji Dolohov-Burke, zastępczyni szefa Departamentu Skarbu, stając przed biurkiem Morpheusa Longbottoma, Niewymownego. Jak się dostała do Departamentu Tajemnic? Trudno było tak po prostu dostać przepustkę, a jednak pokazała ci takową, zanim jeszcze zdążyłeś zapytać. Odpowiednio ostemplowaną, odpowiednio ciężką, pachnącą świeżym inkaustem i drogimi kobiecymi perfumami o lekko korzennej woni... Perfumy zdecydowanie nie należały do stojącej przed tobą kobiety. Nie, ona pachniała świeżością destylatu ambicji z lekko słodkawą nutą potu, który kojarzył się przede wszystkim z determinacją.

Była ładna. Ładna była nie dlatego, że próbowała być ładną, lecz dlatego, że perfekcja, do której dążyła, przypadkiem mieściła się w granicach tego, co uznaje się za atrakcyjne. Jej włosy miały odcień wypolerowanej do połysku miedzi. Z misternego upięcia nie śmiał wymknąć się choćby kosmyk, jak gdyby każdy włos podlegał ścisłej kontroli jakości. Gdyby choć jedno pasmo wymyknęło się z jej uczesania, sekretarka natychmiast poprawiłaby jego położenie, nawet jeśli nikt by na to nie patrzył. Zwłaszcza wtedy, gdyby nikt nie patrzył.
Była doskonale ubrana; nie po prostu elegancka, lecz przepisowa, jakby jej strój został skrojony nie na miarę ciała, lecz na miarę regulaminu. Ciemna marynarka o ostro odciętych ramionach porządkowała jej sylwetkę w pion, ołówkowa sódnica kończyła się dokładnie tam, gdzie kończyć się powinna, a obcasy były nie za wysokie, i nie za niskie, tylko takie w sam raz. Skóra kobiety była nieskazitelna, pozbawiona piegów i innych niedoskonałości. Podkreślający ostre rysy makijaż nie był wyrazem próżności, lecz służył maskowaniu strachu przed niedoskonałością. Kobieta co kilka sekund mrugała w regularnych odstępach czasu. Robiła to z precyzją metronomu. Raz, dwa, trzy. Było w niej coś obsesyjnego, jak gdyby obawiała się, że nieregularność może zostać odczytana jako słabość. Jej spojrzenie na moment uciekło ku krawędzi twojego biurka, gdzie jedna z teczek wystawała o centymetr za daleko poza blat. Palce kobiety drgnęły odruchowo, jak gdyby chciała ją poprawić, lecz powstrzymała się w ostatniej chwili. Odruchy miała wzmożone, nienaturalnie szybkie, oczy zaś nieustannie skanowały pomieszczenie w poszukiwaniu zagrożenia, którego nie potrafiła nazwać.
Jej oczy, jasne i czujne, nie zatrzymywały się na tobie dłużej, niż było to absolutnie konieczne. Zamiast tego, jej spojrzenie ślizgało się po powierzchniach, krawędziach, kątach prostych i niedoskonałościach pomieszczenia, katalogując je w myślach z obsesyjną dokładnością. Ona widziała kurz, którego ty nie zauważałeś. Widziała krzywo ustawione pióro. Widziała świat jako zbiór błędów do natychmiastowej korekty.

Departament Tajemnic napełniał ją takim samym dyskomfortem, co jej szefowa.

– Przychodzę z ramienia Departamentu Skarbu. Sprawa wagi państwowej. Proszę o możliwie szybką poradę wróżbiarską... – Uśmiechnęła się, może nieco wymuszenie, ale wciąż bardzo wdzięcznie. Raz, dwa, trzy. Kiedy mówiła o konsultacji, jej głos był uprzejmy, lecz pozbawiony ciepła. Jak gdyby automatyczną sekretarkę zaprogramowano tak, aby brzmiała "po ludzku". – Wiem, że pańskie dokonania w tym polu są niezrównanymi.

Ona nie miała pojęcia na temat twoich dokonań, Morpheusie.
Nie wiedziała nic o twoich wizjach, o nocach spędzonych na poszukiwaniu sensu na granicy snu i jawy. Nie wiedziała, jak wiele razy obracałeś w rękach szklane kule wypełnione mgłą uwięzionych w nich przepowiedni, wątpiąc w słowa wypowiedzane w chwili natchnienia. Wątpiąc w swoje własne przepowiednie. Bo jak mogłeś pewną ręką decydować o losach świata, kiedy twoja własna przyszłość rozpadała się, ledwie zdołałeś dotknąć jej choćby opuszkami palców?

Świat, który znałeś, zdawał się rozpadać. Świat się zmieniał. Nie zmieniało się tylko nazwisko, które wciąż sprawiało, że serce szybciej biło ci w piersi. Dolohov, tak powiedziała stojąca przed twoim biurkiem kobieta, Dolohov, powtórzyła, mrugając, raz, dwa, trzy. Tylko że tym razem nie chodziło o niego. Ale przecież zawsze chodziło o niego, czyż nie?

Sekretarka pani Dolohov-Burke wiedziała o tobie tylko tyle, ile musiała wiedzieć o każdym Niewymownym z Sali Przepowiedni. Wiedziała, że jesteś narzędziem, które w sytuacjach określonych ministerialną procedurą bywa skutecznym, a nawet niezbędnym. Dla kogoś takiego jak ty, dla jasnowidza obdarzonego wybitną percepcją, wszystko to było aż nazbyt czytelnym. W głowie tej kobiety nie było miejsca ani na wiarę ani na sceptycyzm. Dla niej sens miała jedynie procedura, którą się kierowała, i lęk przed jej naruszeniem. Wiedziałeś bowiem, że w jej fiksacji na punkcie kontroli kryje się nie siła, lecz paniczny lęk przed tym, co by się stało, gdyby choć raz pozwoliła sobie na błąd.
Raz, dwa, trzy.
W jej głowie nie było miejsca na marzenia o przyszłości, brakło czasu na roztkliwianie się nad błędami przeszłości. Była tylko teraźniejszość. Teraźniejszość z jej stałe aktualizowaną listą zadań. Oczywistym było, że łatwo nie odpuści. Widziałeś w oczach tej kobiety desperację. Zaciśnięta szczęka drgała lekko, jak gdyby z trudem podtrzymywała się przed zgrzytaniem zębów, gdy prosiła cię o postawienie rozkładu tarota dla swojej zwierzchniczki... Zachowywała się profesjonalnie, to było niewątpliwym. A jednak miała w sobie tę specyficzną mieszaninę uległości i agresji właściwą ludziom, którzy całe swoje życie poświęcili na bycie przedłużeniem woli innych, potężniejszych od siebie. Może właśnie dlatego była idealna do pracy u boku Anastazji Dolohov-Burke. Każda z nich na swój sposób rozumiała bowiem, że świat jest miejscem, w którym albo się pożera, albo jest się pożeranym.

Jaka szkoda, Morpheusie, że nie było obok ciebie nikogo, na kogo mógłbyś zwalić tę jakże niewdzięczną robotę. Tak się złożyło, że twój ulubiony współpracownik był akurat na misji badawczej w terenie. Ale tak między nami, nie sądzę, żeby był zbytnio pomocnym. Rude nigdy nie były w jego typie.

@Morpheus Longbottom

Odkryj wiadomość pozafabularną
bard by Lorraine Malfoy
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
22.02.2026, 18:40  ✶  

Morpheus uniósł zmęczony wzrok na kobietę. Nie mierzył jej, właściwie prawie jakby jej nie widział. Wyciągnął rękę po przepustkę i odebrał ją. Obejrzał z równie nieobecną nerwową beznamiętnością. Wszystko nadal pachniało spalenizną. Jego ciało, jak stare domostwo, sąsiadujące z tym pożartym przez ogień, odczuwało rozprężenia metalu z powodu gorąca i skrzypienie drewna, z którego uciekły do cna ostatnie mikroskopijne kropelki wody, tworząc szpary w parkiecie. Oczy, wybite szyby, straszyły nieporuszoną czernią.

Wszystkim się spieszyło. Wszyscy nagle szukali pomocy w tych, co widzą przyszłość, w tych, od których stronili ze względu ich szaleństwo. Co nazywali ich darmozjadami i oszustami, teraz otwierają swoje kiesy, sięgają po poradę wieszczy i wróżów. Na nazwisko Dolohova, zastanowił się, czy w Prawach Czasie też tak to wyglądało, kolejka petentów, tylko każdy jeden co bogatszy i każdy jeden możliwie bardziej wplątany w bycie oprawcą, a nie ofiarą wydarzeń. Lubił myśleć, że też się boją.

Jak to mówiła ta mugolska imigrantka, co pracowała w Departamencie Sportu? Pani Kowalsky? Jak trwoga to do boga. Tylko on nie był bogiem, był po prostu za biurkiem, tutaj.

— Proszę zapisać swoją sprawę na formularzu i odłożyć na tę stertę. Dostępny jasnowidz zajmie się nią w odpowiednim momencie. — Wskazał dłonią uzbrojoną w pióro szklaną skrzyneczkę, z emblematem ministerstwa, w której było już umieszczone kilkanaście spraw, a później przesunął w jej stronę czysty formularz. Jego głos był zachrypnięty i mętny, jak wszystkie sadzawki na linii zadry, na które spadł popiół.

Nie miał siły nawet jej wyśmiać. Sprawa wagi państwowej. Wszystko było tego dnia i każdego poprzedniego, sprawą wagi państwowej. Dzisiaj Skarbówka, wczoraj Ministra, dzień jak co dzień. Miał ochotę powiedzieć jej po prostu: nie i kazać wyjść. Mógł też ją odprowadzić, że nie błąkała się cztery godziny po korytarzach, które zmieniają lokacje i zamiast otworzyć drzwi do wyjścia, kazać jej poczekać za zasłonką w komnacie śmierci. Na wieczne amen.

Nie mógł tak myśleć, ale był tak bardzo zmęczony, tak, ha, wypalony, że równie dobrze Pokątna mogła być teraz jego wystającymi żebrami.

Przed jego biurkiem nie było krzesła. Nie dał jej pióra do pisania. Miała iść sobie, zejść mu z oczu. Chociaż... Może gdyby tak powiedzieć cokolwiek? I tak nikt nigdy go nie słuchał, więc co to za różnica? Mocno rozważał odejście z Departamentu Tajemnic.


!Trauma Ognia


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
22.02.2026, 18:40  ✶  
Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
22.02.2026, 19:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2026, 19:43 przez Bard Beedle.)  
Niektórzy rodzili się z zimną krwią, której nie mogła zagrzać w żyłach żadna pożoga. Nawet tak ogromna jak ta, która ogarnęła Londyn podczas Spalonej Nocy. Stojąca przed tobą kobieta, Morpheusie, nie bała się ognia. Jej włosy, niegdyś płomiennorude, z wiekiem utraciły na intensywności koloru, jak przygaszone ognisko, które ktoś zasypał popiołem. Jak wiele takich ognisk płonęło w Anglii na przestrzeni wieków? Ognisk zasypanych popiołami czarownic, które na nich spłonęły. Czy nic nie zapamiętałeś z lekcji historii, Morpheusie? Czy wpatrzony w przyszłość, zapomniałeś o przeszłości? Czarodzieje zawsze płonęli na stosach. Nie jesteś pierwszym.

Nie będziesz ostatnim.

Oczy kobiety nieustannie przesuwały się po twojej twarzy, choć sama trwała nieruchomo w miejscu. Wydawała się niewzruszona twoimi słowami.

Odczyt aury, rzut na percepcję.
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!

Zamrugała gwałtownie, wytrącona na chwilę ze swego rytmu. Przed oczami stanęły jen odcienie fioletu przetykane niebieskościami. Odkryła, że jesteś człowiekiem na swój sposób uduchowionym. Nieco dziecinnym w tym uduchowieniu, a jednak obdarzonym przenikliwością właściwą starcom. Trudno powiedzieć, czy właśnie tego się po tobie spodziewała, a jednak, jej spojrzenie przestało błądzić po kątach. Być może przypomniałeś jej o kimś, kogo kiedyś kochała. A może po prostu zbyt rzadko dało się teraz dostrzec niebieski. Nawet w aurach dzieci.

Nie przeszkadzało jej, że przy twoim biurku nie było krzesła. Stała wciąż jak na baczność, ze sztywno wyprostowanymi plecami. Nie przeszkadzał jej także twój beznamiętny ton. A jeżeli przeszkadzał, cóż, nie dała tego po sobie poznać. Można było się jedynie domyślać, przez co przeszła, żeby znaleźć się na tym stanowisku w tak młodym wieku. Wyglądała jak gdyby dopiero co opuściła mury Hogwartu, ale przecież musiała być starsza. Skąd niby brało się u niej to opanowanie? Wielu mogłoby zazdrościć jej powściągliwości. Cień irytacji, który przemknął przez jej twarz, nie mógłby zostać zauważonym przez nikogo, kto nie byłby obdarzony szczególnie wyczuloną percepcją. Ale ty zawsze dostrzegałeś więcej niż inni, prawda? Zobaczyłeś więc jej irytację. Zimny błysk w oku, który natychmiast zgasł, niby iskra z żaru dogasającego ogniska.

Pocałowane przez ogień, tak mówili o rudowłosych czarownicach, czyż nie?

Gdy się poruszała, robiła to z nerwową gracją. Starannie wymierzonym ruchem sięgnęła w stronę stosu podań. Pewnie wyciągnęła te z samego spodu. Zaprezentowała ci wypełniony własnoręcznie dokument, opatrzony kilkoma pieczątkami z napisem: "PILNE". Ach. A więc była pierwsza w kolejce. Po prostu nie mogła pozwolić sobie na to, żeby czekać dłużej. Cóż za sprawy odciągały cię od spełnienia zlecenia skarbówki, Morpheusie? Wiesz przecież, co mówią. Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki! Jakoś wywinąłeś się tej pierwszej, więc musisz widocznie zmierzyć się z drugą alternatywą.

– Nie wątpię w powagę pańskich obowiązków – odpowiedziała sztywno sekretarka Anastazji, spuściwszy nagle wzrok na czubki swoich butów. – Obawiam się jednak, że teraz jest odpowiednim momentem. – Zamrugała. – Bo jak nie teraz, to kiedy?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1345), Morpheus Longbottom (374), Pan Losu (40)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa