—03/10/1972—
Warownia, Dolina Godryka
Erik Longbottom & Morfeusz Longbottom, Godryk Longbottom (Bard, MG)
Zerknął z niechęcią na wyjątkowo zdezelowany egzemplarz Proroka Codziennego, który ściskał w dłoniach. Ostatni wieczór spędził drąc poszczególne strony na małe kawałki, które koniec końców na powrót złączył w całość za pomocą paru mocniejszych zaklęć. Wprawdzie nawet magia nie sprawiła, że gazeta wyglądała jak nówka sztuka prosto z kiosku, ale przynajmniej można było dość swobodnie zapoznać się z treścią tego numeru. Nie, żeby Erik planował do niego zbyt szybko wracać. Studiował go przez ostatnie dwa dni i wyniósł tylko z tego doświadczenia jedynie wściekłość, zawód i niedowierzanie.
Bo czego tam nie było? Krytykowanie Godryka za to, że przywiązuje większą uwagę do Srebrnych Różdżek niż do własnej rodziny. Krytyka związku wuja Clemensa z ciotką Quintessą. Krytyka wszystkich członków rodziny powiązanych z Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Obowiązkowa wzmianka o wspieraniu promugolskich wartości. Pismaki postawiły sobie za punkt honoru dopiec każdemu z rodziny. Nawet Morfeuszowi się oberwało za to, że nie ma żony i rozpoczęto tkanie teorii o tajnej córce.
Ba, prasa postanowiła wciągnąć to wszystko jeszcze Geraldine i Norę. Erik wypuścił z ust ciężkie westchnienie. Nie miał pojęcia, jak to wpłynie na obie kobiety. Nora? Pewnie była zażenowaną całą sytuacją. A Ger? Och, ta to musi być wręcz wkurwiona. Zwłaszcza że ledwo wzięła ślub, pomyślał przelotnie. Och, ta cała Arista Black narobiła sobie wrogów. A przecież nie podarowali sobie nawet wypomnienia im wiosennego balu charytatywnego, co by móc umieścić nazwisko Malfoyów w treści artykułu. Och, to już było dla Erika zbyt wiele. Wydarzenie, w które cała rodzina włożyła tyle pracy... Praktycznie zjechane od góry do dołu tylko po to, aby móc uderzyć w niego i Brennę.
— Zadziwiające, że dalej o tym pamiętają — skomentował pod nosem Erik, zatrzymując się przy małej komodzie. — Większość ludzi w tym kraju ma dużo krótszą pamięć.
Po co było się starać? Po co było wyciągać rękę do socjety, skoro koniec końców wszystko i tak miało obrócić się przeciwko nim? Może faktycznie powinien iść za radą Black i Mulciber i uratować zszarganą reputację rodziny. Poszukać wśród Burke'ów, Crouchów, Lestrange'ów, a może nawet Malfoyów i pojąć za żonę jakąś daleko kuzynkę któregoś ze znajomych, a potem wynieść się gdzieś daleko na wieś i nie wyściubiać nosa na zewnątrz nie licząc sabatów? Może wtedy obecność Longbottomów w przestrzeni publicznej przestałaby tak wszystkich boleć.
Wypuścił powietrze przez usta. Jakby nie miał wystarczająco wielu problemów na głowie, to teraz jeszcze to. Och, Arista zdecydowanie powinna na siebie uważać. Erik oderwał wzrok od krawędzi komody, gdy usłyszał odgłosy kroków dochodzących od strony schodów. Wyprostował się momentalnie, aby zaraz odetchnąć z ulga, gdy stanął twarzą w twarz z Morfeuszem.
— Hej — rzucił, starając się zachować pogodny ton głosu. — Dobrze, że jesteś. Już myślałem, że sam będę musiał tam wejść. A nie wiem, jak mogłoby się to dla mnie skończyć.
Zerknął wymownie w stronę gabinetu. Nie miał bladego pojęcia, jak Godryk chciał ustosunkować się do tego... skandalu. Czy rodzina przeżyła coś takiego za jego kadencji? W prasie na pewno pojawiały się jakieś wzmianki na temat kontrowersyjnych poglądów Longbottomów, ale czy ktokolwiek próbował tak bezpośrednio wymierzyć im policzek? Czy byli w ogóle przygotowani na to, aby odpowiednio zareagować?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞