• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz

[03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
17.12.2025, 23:21  ✶  

—03/10/1972—
Warownia, Dolina Godryka
Erik Longbottom & Morfeusz Longbottom, Godryk Longbottom (Bard, MG)



Tfu! A ja się nawet próbowałem witać z tą Mulciberową po tym całym przedstawieniu, powtarzał sobie w myślach Erik, maszerując po raz kolejny z jednego końca korytarza na drugi, raz po raz mijając drzwi prowadzące do gabinetu Godryka Longbottoma. Starał się nie zerkać zbyt często w ich stronę, czekając na przybycie wuja Morfeusza. Wolał nie wywoływać wilka z lasu z obawy przed tym, że zostanie przedwcześnie wciągnięty do środka pracowni. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ich troje i tak czekała dość stresująca i mało przyjemna dyskusja. Z drugiej strony... Czy można było spodziewać się czegokolwiek innego po takim materiale?

Zerknął z niechęcią na wyjątkowo zdezelowany egzemplarz Proroka Codziennego, który ściskał w dłoniach. Ostatni wieczór spędził drąc poszczególne strony na małe kawałki, które koniec końców na powrót złączył w całość za pomocą paru mocniejszych zaklęć. Wprawdzie nawet magia nie sprawiła, że gazeta wyglądała jak nówka sztuka prosto z kiosku, ale przynajmniej można było dość swobodnie zapoznać się z treścią tego numeru. Nie, żeby Erik planował do niego zbyt szybko wracać. Studiował go przez ostatnie dwa dni i wyniósł tylko z tego doświadczenia jedynie wściekłość, zawód i niedowierzanie.

Bo czego tam nie było? Krytykowanie Godryka za to, że przywiązuje większą uwagę do Srebrnych Różdżek niż do własnej rodziny. Krytyka związku wuja Clemensa z ciotką Quintessą. Krytyka wszystkich członków rodziny powiązanych z Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Obowiązkowa wzmianka o wspieraniu promugolskich wartości. Pismaki postawiły sobie za punkt honoru dopiec każdemu z rodziny. Nawet Morfeuszowi się oberwało za to, że nie ma żony i rozpoczęto tkanie teorii o tajnej córce.

Ba, prasa postanowiła wciągnąć to wszystko jeszcze Geraldine i Norę. Erik wypuścił z ust ciężkie westchnienie. Nie miał pojęcia, jak to wpłynie na obie kobiety. Nora? Pewnie była zażenowaną całą sytuacją. A Ger? Och, ta to musi być wręcz wkurwiona. Zwłaszcza że ledwo wzięła ślub, pomyślał przelotnie. Och, ta cała Arista Black narobiła sobie wrogów. A przecież nie podarowali sobie nawet wypomnienia im wiosennego balu charytatywnego, co by móc umieścić nazwisko Malfoyów w treści artykułu. Och, to już było dla Erika zbyt wiele. Wydarzenie, w które cała rodzina włożyła tyle pracy... Praktycznie zjechane od góry do dołu tylko po to, aby móc uderzyć w niego i Brennę.

— Zadziwiające, że dalej o tym pamiętają — skomentował pod nosem Erik, zatrzymując się przy małej komodzie. — Większość ludzi w tym kraju ma dużo krótszą pamięć.

Po co było się starać? Po co było wyciągać rękę do socjety, skoro koniec końców wszystko i tak miało obrócić się przeciwko nim? Może faktycznie powinien iść za radą Black i Mulciber i uratować zszarganą reputację rodziny. Poszukać wśród Burke'ów, Crouchów, Lestrange'ów, a może nawet Malfoyów i pojąć za żonę jakąś daleko kuzynkę któregoś ze znajomych, a potem wynieść się gdzieś daleko na wieś i nie wyściubiać nosa na zewnątrz nie licząc sabatów? Może wtedy obecność Longbottomów w przestrzeni publicznej przestałaby tak wszystkich boleć.

Wypuścił powietrze przez usta. Jakby nie miał wystarczająco wielu problemów na głowie, to teraz jeszcze to. Och, Arista zdecydowanie powinna na siebie uważać. Erik oderwał wzrok od krawędzi komody, gdy usłyszał odgłosy kroków dochodzących od strony schodów. Wyprostował się momentalnie, aby zaraz odetchnąć z ulga, gdy stanął twarzą w twarz z Morfeuszem.

— Hej — rzucił, starając się zachować pogodny ton głosu. — Dobrze, że jesteś. Już myślałem, że sam będę musiał tam wejść. A nie wiem, jak mogłoby się to dla mnie skończyć.

Zerknął wymownie w stronę gabinetu. Nie miał bladego pojęcia, jak Godryk chciał ustosunkować się do tego... skandalu. Czy rodzina przeżyła coś takiego za jego kadencji? W prasie na pewno pojawiały się jakieś wzmianki na temat kontrowersyjnych poglądów Longbottomów, ale czy ktokolwiek próbował tak bezpośrednio wymierzyć im policzek? Czy byli w ogóle przygotowani na to, aby odpowiednio zareagować?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
25.12.2025, 23:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2025, 23:49 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheus miewał często dziwne sny, zwłaszcza, gdy pił eliksir nasenny, co robił od ósmego właściwe codziennie, bo nie mógł zasnąć, a jeśli mu się to już udało, to śnił o płomieniach, śmierci swoich bliskich i własnej. Mało regenerujące. Dlatego pił eliksiry, pokusiłby się nawet na stwierdzenie, że nadmiernie, bo zaczął się obawiać, że zwyczajnie nie będzie mógł spać bez niego wcale, a dawki staną się coraz mocniejsze.

Tej nocy również tak było, co gorsza, miał dziwne przeczucie, że jest to sen proroczy, chociaż w żaden sposób nie umiał go interpretować w taki sposób. Śnił bowiem, że leżą z Vasilijem na gładkiej tafli lustra, dookoła unosi się nieco cmentarny zapach białych kwiatów. Nad nimi niebo i księżyc. Nagle dookoła nich, z tego lustra, zaczęły wyrastać gałęzie jemioły, tworząc dookoła nich łuk. Któreś z nich powiedziało, a może żadne i była to myśl boga, że para pod jemiołą musi się pocałować. I Vasilij go pocałował, a na taflę szkła opadały jego łzy, w formie diamentów, stukając i turlając się na wszystkie strony. Morpheus nie miał pojęcia, co to miało oznaczać, bo na pewnie nie to, że Dolohov go pocałuje w najbliższej przyszłości. Nawet jeżeli on sam bardzo by chciał spełnić ten sen.

Poprawił szatę, idąc szybkimi krokami przez korytarz.

— Dynie z piekła rodem zainfekowały nam Departament Tajemnic, wybacz — wyjaśnił z zadyszką bratankowi. Otrzepał ramiona z nieistniejącego kurzu ochrowej szaty, poprawił mankiety. Spojrzał na stan gazety, ale nieszczególnie go zaskoczył. Sam swój próbował do skutku transmutować w papierosy.

Zapukał do drzwi i je otworzył. W końcu byli umówieni.

— Cześć, tato! — Morpheus zdobył się na dość wesoły uśmiech, ale nie przytłaczająco wesoły. W końcu sprawa nie była wesoła. Od razu sięgnął ku trzeciemu oku, aby sprawdzić, jakie ojciec ma nastawienie do wszystkiego.


Percepcja ◉◉◉◉◉: Wykaz Intencji (III) rzut na Godryka
Rzut W 1d100 - 55
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#3
26.12.2025, 10:31  ✶  
Drzwi do gabinetu Godryka otworzyły się gładko, nie pozwoliwszy sobie na chociażby najcichsze skrzypnięcie, a Erika i Morpheusa przywitało ciepłe, przestronne wnętrze. Jedną ze ścian gabinetu pokrywały wysokie regały, na których można było znaleźć księgi, podczas gdy po ich przeciwnej stronie pysznił się kominek, w którego wnętrzu z resztą podrygiwał niemrawo magiczny ogień. Dookoła niego natomiast, na ścianach zawieszono portrety przedstawicieli rodziny, których oczy czujnie obserwowały wszystko co działo się w środku. Wreszcie, na samym środku stało biurko. Szerokie i długie, z ciemnego, litego drewna, za którym zasiadał właśnie Godryk.

- Morpheusie, Eriku, dzień dobry - przywitał ich spokojny ton głosu, kiedy mężczyzna zamknął czytaną prasę i odłożył ją na blat przed sobą. Dwójka młodszych Longbottomów szybko mogła zauważyć, że było to niedzielne wydanie, niemal tak samo wyświechtane jak to, które miętosił w dłoniach brygadzista. Chociaż może nikt nie próbował podrzeć go na kawałeczki.

W przyszłości Godryka powtarzało się najczęściej jedno słowo. Obowiązek. Mieli obowiązki, wobec siebie jako rodziny, ale także wobec społeczeństwa, o czym nie mogli zapominać. Tradycja o której mówiła Arista, nie było niczym obcym, w końcu przez lata Longbottomowie wypracowali sobie pewną pozycję w społeczeństwie, co czterdzieści lat temu zaowocowało zaliczeniem ich do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. Ale nie mogli zapominać o tradycjach, które wypracowali sami, pośród siebie i wobec zewnętrznego świata. Stąpali do kruchym lodzie, to było jasne jak słońce, ale w próbach znalezienia właściwej drogi nie mogli zatracić samych siebie.

- Usiądźcie proszę - na Erika i Morpheusa czekały dwa wygodne fotele, które znajdowały się przy biurku. - Rozumiem, że obydwoje jesteście dobrze zapoznani z treścią ostatniego artykułu w Proroku Niedzielnym. Czy jest w nim coś, od czego waszym zdaniem powinniśmy zacząć?
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
06.01.2026, 21:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 20:59 przez Erik Longbottom.)  
Skinął głową na tłumaczenia Morfeusza. Cóż, cieszył się, że przynajmniej wuj miał czym zająć głową przed rozmową z nestorem rodu. Może faktycznie trzeba było wziąć jakieś nadgodziny?, pomyślał przelotnie. Klepania raportów przy biurku i przejęcie dokumentacji po nieobecnych kolegach i koleżankach na pewno pozwoliłoby mu na jakiś czas przestać myśleć o treści tego artykułu, jak i jego potencjalnych konsekwencjach. Cóż, przynajmniej miał nauczkę na następny raz. Longbottom przystanął na chwilę, wzdrygając się na tę myśl. Nie, nie powinien tak w ogóle myśleć.

Kiedy znaleźli się w gabinecie, młodszy z mężczyzn wymamrotał ciche ''dzień dobry'', przeskakując wzrokiem między kolejnymi portretami. Z jakiegoś powodu wcale nie czuł się w ich towarzystwie lepiej. Czy Godryk podzielił się z nimi najnowszymi doniesieniami ze świata mediów? Pytał ich o radę? A może od niedzieli to właśnie przodkowie zarzucali go sugestiami, jak powinien odpowiedzieć na zarzuty postawione przez Aristę i Philomenę? Erik zatrzymał się przy fotelu, opierając dłonie o krawędź oparcia. Jeszcze kilka tygodni temu nawet nie przeszłoby mu przez myśl, że mogliby w tym gabinecie rozmawiać o jakiejkolwiek kontrowersji związanej z ich rodziną. Erik wypuścił głośno powietrze z płuc.

— Cóż... Widać czarno na białym, że to próba ataku na nas, czyż nie? Tyle tylko, że w tej walce posługują się tanimi chwytami i argumentami na poziomie czasopism plotkarskich ubranych w ładniejsze słowa — zaczął mówić, zasiadając w fotelu i zakładając nogę na noga, opierając kostkę jednej o kolano drugiej. — Jak się człowiek pochyli głębiej nad tym chłamem, to widać, że tak naprawdę nic na nas nie mają. Przez pół artykułu rozpisują się na temat małżeństw w naszej rodzinie, ale to przecież nie są żadne tajemnice. Nikt z Warowni raczej się nie krył ze swoimi wyborami, prawda? — Zerknął na wuja i dziadka. Bądź co bądź, nie mógł mieć stu-procentowej pewności, jak to wyglądało w poprzednim pokoleniu, ale wątpił, aby doszło w domu do jakiegoś skandalu związanego z tą kwestią. — Sięgają po pierwsze z brzegu kontrowersyjne argumenty. Strzelają na lewo i prawo, próbując cokolwiek ustrzelić i jeszcze wciągają w to osoby trzecie.

Kto wie, może odbije im się to czkawką?, dokończył bezgłośnie, wzdychając przeciągle. Wprawdzie wątpił, aby Fortinbras Malfoy i Gerard Yaxley wymienili się już korespondencją z Godrykiem, aby ustalić wspólny front, jednak... Czy w obecnej sytuacji w kraju komukolwiek zależało na faktycznej kontrowersji? Polana Ognisk, Spalona Noc. W przeciągu ostatnich miesięcy te globalne zdarzenia każdego jakoś dotknęły. Elliott raczej nie był zachwycony tym, jak go przedstawiono w tekście, a Geraldine na pewno poczuła się jakoś... dotknięta... tym artykułem. Albo jej ojciec. Bądź co bądź, ledwie tydzień temu świętował wesele córki, a teraz jej imię było szargane przez domorosłą dziennikarkę. Kto wie, może w ruch pójdą yaxleyowe kusze? Erik uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, wyobrażając sobie szturm łowców na siedzibę Proroka Codziennego.

— Osobiście, wyczuwam w tych tekstach jakąś zawiść i chęć sprowadzenia nas do parteru — kontynuował Erik. — Ciężko mi tylko określić, czy mamy traktować to jako prztyczek w nos, czy faktycznie nie mają na nas nic więcej, więc po prostu wrzucili wszystko, co znaleźli do jednego wora, licząc, że to wystarczy. — Zamilkł na moment, zastanawiając się nad czymś. — Najgorsze wizerunkowo w tym wszystkim są chyba te oskarżenia o nepotyzm, bo to akurat może zapaść ludziom w pamięć.

Tylko czy potraktują to poważnie? Ich praca nie była niewidzialna. Kiedy przychodziło co do czego, było widać, że pojawiają się w polu, tak jak, chociażby przy obronie Polany Ognisk i całej kampanii, które miała miejsce na terenie katastrofy. W trakcie, gdy Erik otwarcie potępiał działania Śmierciożerców, Brenna aktywnie szukała ocalałych w lesie. Nie można było im zarzucić, że nic tam nie robią. No i smutne jest to, że atakują osoby, które tak na dobrą sprawę nie mają, jak się obronić, pomyślał przelotnie. Mavelle i Danielle przebywały za granicą, a i tak je w to wciągnięto. Podobnie wuja Derwina i ciotkę Aurorę, których już z nimi nie było.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
11.02.2026, 20:38  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kość na Spaloną, bo znowu zapomnę:
!Strach przed imieniem


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#6
11.02.2026, 20:38  ✶  
Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
22.02.2026, 18:35  ✶  

Zamiast usiąść na którymś z foteli, podszedł do półki z książkami i przesunął po niej palcem, szukając widocznie konkretnego tytułu. Gdy ją znalazł, wyciągnął ją, chwytając za górę grzbietu i przechylając w swoją stronę, prawie jakby to miało być tajne przejście. Oczywiście zamiast tego, książka się wysunęła po prostu i mógł ją wyciągnąć z rzędu żołnierzy literatury. Była to książka o genealogii magicznej. Tematycznie. Morpheus musiał wiedzieć, że tam będzie. Mógł równie dobrze sam ją tam włożyć wcześniej. Albo później-wcześniej. Nie był to żaden biały kruk, ot, ładne wydanie.

— Szczerze mówiąc, nie jestem zaskoczony, że Erik i Brenna stoją w największym ogniu...— zawiesił się na swoich słowach przez sekundę, jak ktoś, kto prawie się pośliznął, ale zdążył złapać równowagę. —  Zarzutów. Nie podoba mi się, że przykleili się do Clemensa i Tessy, jakby zapomniano, że nie zapraszamy go na przyjęcia.

Morpheus nie lubił decyzji ojca w kwestii starszego brata, dlatego, że wisiała nad nim, jak ostrze gilotyny, błyskające w świetle słońca, ale nigdy jej nie podważał. Czasami nawet myślał, że postąpił zbyt łagodnie, gdy zalewał go mrok złości na świat. Przeszedł spod półki na książki, do kominka. Wpatrywał się w ogień, który wreszcie przestał dręczyć go paranoicznymi wizjami. 

— Nie ma żadnego dziecka, gdybyś się pytał. Mildred Moody z jakiegoś powodu przyszła na wesele Blacków, przedstawiając się jako moja córka —  wytłumaczył siebie samego od razu. Popatrzył na Erika. —  Czy córka Nory to twoje dziecko?

Morpheus chciał wiedzieć dokładnie na czym stoją. Do czego można się dogrzebać, co wykopać, co może ich przysypać, jeżeli ktoś będzie węszył za głęboko. Bękarty, stare kontrowersyjne miłości.

— A Mulciberowa niech zajmie się swoimi sprawami. Nie chcę tutaj podkładać nogi swoim, ale... Pamiętasz tato Charlotte Crouch? Ta, która uciekła sprzed ołtarza Jonathanowi i jest wydziedziczona? Jej syn i Charlotte Mulciber siedzieli w szlafrokach u mojego kolegi na kanapie, po tym jak wspólnie szlajali się po jakichś opuszczonych budynkach. Albo może Alexandrem Mulciberem, który chodził w sierpniu pod rączkę, na wakacjach z Ambrosią McKinnon?  — widać był wzburzony. Wziął głęboki wdech i powoli wypuścił z płuc. — Pytanie brzmi, tak na prawdę: czy zależy nam na pozostaniu w skorowidzu czy jesteśmy ponad to? Od tego musimy zacząć plany na przyszłość, wspólny front.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
28.02.2026, 13:35  ✶  
Już otwierał usta, żeby zaprotestować, gdy wuj stwierdził, że wcale go nie dziwi, że prasa uczepiła się akurat najmłodszych z Longbottomów. Jak to? Czy naprawdę aż tak wyróżniali się na tle reszty rodziny? A może chodziło właśnie o ich wiek? I o to, że byli dziećmi najstarszego syna Godryka, więc ciążyły na nich pewne oczekiwania, obwiązki, tradycje.

Myśli Erika plątały się i wiązały ze sobą na powrót, aż nagle przerwał je dziwny dźwięk dochodzący z okolic drzwi - drobne skrzypnięcie, jakby ktoś przestępował z kroku na kroku w oczekiwaniu na zaproszenie to środka. Po chwili uderzył go zapach przypominający dym papierosowy. Jakby zamiast w gabinecie dziadka znalazł się w ministerialnej palarni. Albo na polu bitwy, na którym pojawiła się chmara czarnoksiężników pod dowództwem Czarnego Pana.

Ukłucie paniki. Skupił wzrok na czymś zupełnie nieistotnym; na książce niedosuniętej do końca regału albo na kwiatku, który wyglądał, jakby od dawna nikt go nie podlał. Jeden cichy oddech. Drugi. Trzeci. Zapach dymu zdawał się słabnąć, chociaż równie dobrze Erik mógł się po prostu do niego przyzwyczajać. Czy do tego dało się przyzwyczaić? Zacisnął dłoń, próbując opanować... cokolwiek to było.

A potem nadeszło rozproszenie. Pytanie. Erik zamrugał zaskoczony, gdy po dłuższej chwili dotarło do niego zapytanie ze strony wuja. Czy córka Nory była... Wbił w krewnego pełne niezrozumienia spojrzenie, zastanawiając się, skąd w ogóle przyszło mu coś takiego do głowy. Czy znał go od wczoraj? Zmrużył oczy, wodząc wzrokiem po twarzy Morfeusza, po czym wrócił spojrzeniem do Godryka, aby koniec końców westchnąć ciężko i pokręcić głową.

— Nie, Mabel nie jest moją córką. Jestem tylko jej ojcem chrzestnym. To tyle — stwierdził, patrząc prosto w oczy dziadka. Wypuścił powoli powietrze przez usta. — Z mojej strony również nie trzeba się martwić o żadnych niespodziewanych potomków. Zawsze wiedzielibyście pierwsi. Albo jedni z pierwszych.

Pytanie było bezsensowne; Norę traktował jak siostrę i nigdy nie łączyły go z nią relacje romantyczne. Poza tym, wiedział, kim jest prawdziwy ojciec Mabel, ale tą wiedzą już nie miał zamiaru się dzielić z zebranymi tutaj. To była już decyzja Nory i Samuela, czy zdecydują się na przekazanie tej informacji innym swoim znajomym. Erik nie zamierzał się w to mieszać.

Mimo to, podejrzewał, o co chodziło Morfeuszowi. Zbliżyli się niebezpiecznie blisko do sytuacji, gdy nieodpowiedni ludzie zaczynali grzebać w ich prywatnych życiach. A te skrywały dużo większe problemy niż nieślubne dzieci. Jak na razie istnienie Zakonu Feniksa pozostawało w dużej mierze tajemnicą, jednak gdyby ktoś faktycznie spróbował połączyć wszystkie nazwiska... Cóż, może faktycznie lepiej było potwierdzić pewne rzeczy we własnym gronie, zanim ktoś postanowi ciskać podobnymi bzdurami z pierwszych stron gazet.

— Co jak co, ale wydawało mi się, że Mulciberowie trzymają siebie nawzajem dość krótko — napomknął Erik.

Przypomniał sobie aferę na festynie sprzed kilku tygodni. Wydawało mu się, że jeden z młodszych członków rodu obsługiwał wówczas stanowisko z dość kontrowersyjnym asortymentem. Czy i wówczas nie pojawił się jakiś artykuł na ten temat? Ciekawe jak na to wszystko zareagowali starsi Mulciberowie za kulisami.

— Dużo stracimy w towarzystwie, jeśli damy się... wykluczyć. Nie dadzą nam spokoju, a już na pewno nie zignorują. Jeśli będziemy siedzieć bezczynnie i damy się wyrzucić, to tylko zrobimy z siebie łatwiejszy cel do eliminacji — przyznał z trudem. Czy to naprawdę mogło zajść aż tak daleko? Czy jeden artykuł faktycznie mógł wystarczyć, aby wykreślono ich nazwisko z kroniki? A może to była po prostu pierwsza z cegiełek, które miały doprowadzić do ich upadku. Poruszył się niespokojnie na krześle. — Na pewno jest coś, co możemy zrobić, żeby zachować status quo i nie dać się... Cóż, zgnieść oczekiwaniom wobec nas.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#9
05.03.2026, 03:20  ✶  

- Nikt w Warowni nie krył się z tymi wyborami, owszem - słowa zawisły w powietrzu, ale za nimi ciągnęła się jakaś przykra świadomość, że też nikt nie potępiał ich tak, jak najwyraźniej powinien. Gdyby było inaczej, teraz nikt nie miałby im nic do zarzucenia. Clemens został z rodziny oddalony, ale reszta wciąż w niej trwała, stając się łatwy celem dla właśnie takich ataków i wytykania palcem. Kiedy chodziło o własnego syna, Godrykiem kierowało wiele, często sprzecznych ze sobą emocji. Dla innych okazał się wręcz zanadto pobłażliwy i teraz odbijało się to czkawką nie tylko jemu, ale i całej rodzinie.

- Nie zapraszamy go na przyjęcia, a jednocześnie nie dziwi mnie, że ktoś wziął go sobie na przykład jako początek problemów. Szczególnie kiedy dalej stał Dervin - twarz Godryka pozostała spokojna, ale niewątpliwie gdzieś za tym krył się wciąż żywy ból straty. Może powinien wydziedziczyć i jego, a może zwyczajnie nie chciał tracić kolejnego dziecka.

- Mildred Moody - powtórzył jej imię i nazwisko z pewnym zastanowieniem, chociaż można było się domyśleć, że myślami sięgał mimowolnie do jej ojca. - Zastanawia mnie tylko czemu uważała, że jest to dobry pomysł. Bywa tu tak często, że spodziewałem się czegoś innego - w jego słowach pobrzmiewał jakiś zawód, a za czymś innym, o czym wspominał, niewątpliwie krył się szacunek. Szacunek do znajomych, ich statusu i tego za czym stoją. Odrobina zastanowienia, że jej deklaracje mogły w jakiś sposób zszargać imię ich rodziny.

Spojrzenie Godryka ominęło Erika, kiedy ten borykał się z konsekwencjami Spalonej Nocy, za co najmłodszy mężczyzna mógł podziękować swojemu wujowi. Ale zadane o Norę pytanie sprawiło, ze uwaga na nowo przeniosła się na niego. Głowa rodu najwyraźniej niewiele temu tematowi poświęcała do tej pory, ale było widać w jego oczach, że nagle pojawiła się w nich jakaś wątpliwość.

Godryk poruszył głową na boki, w jakimś niezdecydowanym geście. Czy pamiętał Charlotte? O tyle o ile. Bardziej aferę, jaką udało jej się wywołać w socjecie. Huczny ślub, który skończył się katastrofą, a dodatkowo porzuciła swojego przyszłego męża na rzecz mugola czy tam mugolaka. Towarzystwo długo huczało od plotek.

- Nie jestem zbytnio zainteresowany tym co porabiają latorośle Mulciberów, no chyba że sugerujesz że faktycznie powinniśmy zrobić dokładnie to samo co oni. Nie mam też bladego pojęcia kim jest Ambrosia McKinnon, ale zakładam ze chodzi ci o to, że jest czarownicą półkrwi. Obawiam się jednak, że nie chodzenie pod rączkę jest tutaj problemem, a realne związki które zostały zawiązane. Skorowidz krwi, z resztą i na długo przed nim, status najstarszych czarodziejskich rodzin opierał się w dużej mierze na utrzymywaniu odpowiednich mariaży. To nie tylko czystość, ale pieniądze, wpływy i posiadłości - westchnął ciężko. Siedział w swoim fotelu, z łokciami wspartymi o blat, a brodą o splecione dłonie z których palec wskazujący opierał na ustach. Wyraźnie był z nimi częściowo, w głowie niewątpliwie zastanawiając się nieustannie nad tym co mówili. Analizował, jak prawdziwy detektyw. - Zgadzam się z Erikiem, Morpheuszu. Zbyt dużo możemy stracić, jeśli damy wykluczyć się z towarzystwa. Muszę jedno przyznać autorce i pani Mulciber, bardzo dobrze wybrały sobie moment. Spalona Noc to wystarczające rozkojarzenie by nie przyciągnąć bezpośredniej uwagi poza tą należącą do ludzi, którzy mają na to czas... - oni na przykład tego czasu nie mieli aż tak dużo. Musieli go wydzielać w ferworze prowadzonych prac remontowych chociażby. Ucierpieli podczas pożarów strasznie, podobnie z resztą jak większość społeczeństwa. - Co w takim razie byście proponowali, że powinniśmy zrobić?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (846), Erik Longbottom (1876), Morpheus Longbottom (669), Pan Losu (42)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa