06.03.2026, 19:25 ✶
Wszystko kręciło się wokół jednej osi - bólu, który stał się moim nowym punktem odniesienia - im trudniej było znieść rwanie szarpiące moje tkanki od środka, tym bliżej świadomości byłem. Czułem każdy moment, w którym gorąco zaczynało promieniować ze środka klatki piersiowej, rozchodząc się falami po całym moim ciele, aż po same koniuszki palców, które drżały na prześcieradle niczym nogi przewróconego owada. Zimno zostawało zastępowane przez gorąco, gdzieś obok wyraźniej tykał zegar - tik-tak, tik-tak - każde uderzenie było jak przekręcanie sztyletem w otwartej ranę. Czy to był zegar w holu? Czy może odliczanie do momentu, w którym bestia znowu wyłoni się z cienia za szafą? Bo ona tam była, czułem jej obecność w każdym cięższym powiewie powietrza, w każdej smudze jasności, która raniła mi oczy.
Słyszałem nierówne, ciężkie kołatanie - bicie serca - nie wiedziałem tylko, czy mojego własnego, czy może tego czegoś, tej istoty, która wciąż czaiła się tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na twarzy. To nie mogło być słońce, słońce nie było tak duszne i ciężkie, to była bliskość czegoś nieludzkiego, co wciąż żerowało na moich wspomnieniach. Próbowałem przywołać panoramę małego miasteczka, białych domków, zielonego pastwiska i spokoju, który tam panował, ale obraz ten za każdym razem coraz szybciej stawał się wyblakły i wypaczony, jak stara fotografia wrzucona do ognia - krawędzie idyllicznej scenerii pod moimi powiekami czerniały, zwijały się, odsłaniając pod spodem mrok korytarza i wystające korzenie, które chciały mnie wciągnąć pod ziemię. Leżałem na czymś miękkim, ale ta miękkość była zdradliwa - przypominała mech porastający stare, spróchniałe pnie w głębi lasu, tam, gdzie słońce nigdy nie docierało.
Słyszałem nierówne, ciężkie kołatanie - bicie serca - nie wiedziałem tylko, czy mojego własnego, czy może tego czegoś, tej istoty, która wciąż czaiła się tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na twarzy. To nie mogło być słońce, słońce nie było tak duszne i ciężkie, to była bliskość czegoś nieludzkiego, co wciąż żerowało na moich wspomnieniach. Próbowałem przywołać panoramę małego miasteczka, białych domków, zielonego pastwiska i spokoju, który tam panował, ale obraz ten za każdym razem coraz szybciej stawał się wyblakły i wypaczony, jak stara fotografia wrzucona do ognia - krawędzie idyllicznej scenerii pod moimi powiekami czerniały, zwijały się, odsłaniając pod spodem mrok korytarza i wystające korzenie, które chciały mnie wciągnąć pod ziemię. Leżałem na czymś miękkim, ale ta miękkość była zdradliwa - przypominała mech porastający stare, spróchniałe pnie w głębi lasu, tam, gdzie słońce nigdy nie docierało.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)