Był wieczór, wczesny wieczór. Przez okno wpadało do niewielkiej biblioteczki światło stojącej nieopodal latarni. Prudence znalazła się w tym miejscu nie do końca przypadkowo, było nieco oddalone od ich sypialni. Zdołałaby jednak stąd usłyszeć Benjy'ego, który powinien znajdować się w łóżku, już ona się postarała o to, aby utknął tam na kilka dni, to znaczy sam to sobie zrobił. Zajrzała jeszcze do niego dyskretnie, nim znalazła się w tym pomieszczeniu. Nie do końca chciała, aby przyłapał ją na tym, czym zamierzała się teraz zająć. Gdyby usłyszała kroki to zdołałaby udać, że siedzi tu i czyta, o ile nie pojawiłby się znikąd co również często mu się zdarzało. Te jego umiejętności bezszelestnego przemieszczania się bywały nieco problematyczne.
Nie znalazła się tutaj z tego powodu co zawsze, to znaczy poniekąd, miała jej towarzyszyć książka, zaopatrzyła się w poradnik, który miał jej pomóc z realizacją pewnego pomysłu. Prudence lubiła planować, być przygotowana na to, co miało wydarzyć się w przyszłości, a że Yule powoli się zbliżało, to zamierzała zrobić dla swojego męża coś specjalnego. Pomysł pojawił się zupełnie znikąd, nie była specjalistką od ręcznych robótek, tak właściwie to nigdy nie było coś, co by ją interesowało, ale chciała zrobić dla niego coś własnoręcznie, tak jak wtedy ponad piętnaście lat temu bransoletkę. Szalik wydał jej się być całkiem bezpieczną opcją, nie brzmiał, jak coś skomplikowanego, sweter... sweter na pewno był bardziej problematyczny dla laika. Trzeba było stworzyć rękawy, zainteresować się wymiarami, jakoś złożyć to w całość, szalik, szalik był bardziej uniwersalny, będzie w stanie go zrobić na oko, a przynajmniej tak się jej wydawało.
Nie bez powodu zamierzała usiąść do tego w połowie października, miała świadomość, że to mogło potrwać sporo czasu, bo zupełnie nie wiedziała, co robi. Jej zdolności manualne... istniały. Umiała całkiem zgrabnie trzymać w dłoni skalpel i ciąć nimi ludzkie ciało, ale to byłoby na tyle. Podeszła więc do tego całkiem odpowiedzialnie. Miała praktycznie trzy miesiące na to, żeby stworzyć to cudo. Tak, to musiało być cudo, to nie mógł być jakiś pierwszy, lepszy byle szalik, zamierzała zadbać o to, aby ubranie było naprawdę wyjątkowe.
Była to jej pierwsza próba, pierwsze podejście. Kupiła włóczki, leżało ich kilka na niewielkim stoliku, który znajdował się przy fotelu, w którym się rozsiadła. Miała też druty i szydełko, jeszcze nie wybrała metody z której korzysta, nie wybrała też koloru, póki co musiała zająć się teorią, właśnie dlatego dzierżyła w swojej dłoni ten poradnik, który miała zamiar teraz przeczytać, była przygotowana - jak zawsze, dbała o to, aby mieć wiedzę na temat dziedziny, w którą miała zamiar się zagłębić.
Usłyszała stukot, nie był jednak na tyle głośny, aby zwiastować przybycie jej męża, gdyby wybrał swój magiczny sposób poruszania to po prostu znalazłby się gdzieś za nią, zupełnie znienacka, więc spodziewała się zobaczyć w otwartych drzwiach kota, który szukał towarzystwa. Nie myliła się, wszedł przez nie po krótkiej chwili, od razu ruszył w jej kierunku po to, aby wspiąć się na jej kolana. Łaknął towarzystwa, nie był już bezimiennym kotem, podczas ostatnich dość nieprzyjemnych zdarzeń zyskał imię, co było chyba największym pozytywem z nich wynikającym. Haint ułożył się wygodnie na jej kolanach, przejechała lewą dłonią po jego futerku, w prawej trzymała bowiem swój poradnik, który zamierzała dzisiaj przeczytać.
Nie był to dzień, w którym miała zacząć praktyczną część wymyślonego dla siebie zadania, chociaż i do tego się przygotowała, wiedziała, że najpierw musi poświęcić chwilę na przyswojenie wiedzy, to miało się teraz wydarzyć. Przejrzy tę książkę, to znaczy przeczyta i nie będzie musiała więcej sięgać po instrukcję, to było sporym plusem tego, w jaki sposób działał jej umysł, wystarczyło, aby raz coś przeczytała, a zostawało jej to w głowie. Ułatwiało jej to teoretyczne zdobywanie wiedzy, oby jej palce okazały się być chociaż odrobinę zwinne. Szydełkowanie i robienie na drutach kojarzyło się głównie ze starszymi ludźmi, co sugerowało, że powinna sobie z tym poradzić, a przynajmniej tak starała się sobie powtarzać, musiała nastawić się pozytywnie, to była połowa sukcesu, szkoda, że raczej marna z niej była optymistka. Jej brat był artystą, on na pewno by sobie z tym poradził bez większego problemu, niestety wiązało się z tym, że w ich pokoleniu to on dostał w loterii genetycznej cały talent artystyczny, przez co ona nieco kulała w tych dziedzinach.
Pomyślała jednak o swoim mężu, o tym, jak uśmiechnie się, kiedy zobaczy, że dla stworzyła coś dla niego, zupełnie sama, że nie poszła na łatwiznę. Wiedziała, że takie prezenty doceniał najbardziej, co bardzo skutecznie przekonało ją do tego, że nie mogła wpaść na lepszy pomysł.
!BINGO E1
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control