• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [16.10.72, Cumbria] To ja, twój kurier

[16.10.72, Cumbria] To ja, twój kurier
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
06.03.2026, 14:33  ✶  
Christopher nie był pewny, co znajdowało się w paczce, mającej trafić do Victorii – może więcej ubrań dla Daphne i Primrose ze stałej kolekcji, może nowy płaszcz z kolekcji jesiennej, może coś, co zamówiła, żeby wręczyć komuś w prezencie. Zgarnął ją spośród rzeczy do rozesłania pod wpływem impulsu, który może był głupi i może nie do końca do niego pasował, ale skoro już paczkę wyniósł sprzed nosa kuriera, byłoby jeszcze głupiej się z nią wrócić.
Na całe szczęście albo nieszczęście, należał do ludzi pewnych siebie, odłożył więc wszelkie wątpliwości na bok i pojawił się pod znanym już sobie adresem.
I po zrobieniu paru kroków, z paczką w rękach, potknął się i omal nie wywrócił o coś, co leżało w trawie. Udało mu się jakimś cudem nie upuścić paczki i nie paść widowisko na ziemię – chyba gdyby tak się stało, ze wstydu by się stąd teleportował.
Rosier zaklął pod nosem, co czynił niezwykle rzadko. Rozejrzał się najpierw, upewniając, że nikt nie był świadkiem tej scenki, bo był człowiekiem, który bardzo nie lubił, gdy ktoś widział go w okolicznościach choćby zbliżonych do upokarzających, a potem opuścił wzrok. W trawie coś leżało: coś, co mogło być dziwnym kamieniem, dziwną rzeźbą albo jajkiem. Christopher przykląkł na moment, trochę zaintrygowany, zanim podniósł to znalezisko. Nie znał się na magicznych zwierzętach, bo mogąc wybierać szkolne przedmioty, o stokroć wolał siedzieć w ławce na numerologii niż karmić jakieś gargulce na błoniach, ale był prawie pewny, że to nie jest zwykła skała. Może to coś, co zostało upuszczone, kiedy siostry Lestrange się tutaj wprowadzały?
– Dostawa od Rosierów – oświadczył chwilę później, po zapukaniu do drzwi, gdy te się otworzyły i uśmiechnął do Victorii znad trzymanego pudła. – To pani paczka, panno Lestrange. A to… czy to pani jajko? – dodał, wręczając jej paczkę, a potem demonstrując także swoją „zdobycz”, odnalezioną w ogrodzie.


!Jajo z kalendarza
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
06.03.2026, 14:33  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest brązowe, chropowate i przypomina strukturą szyszkę. Wyklucie go wymaga wrzucenia go w leśną ściółkę. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w stercie liści.

Kiedy wyciągniesz jajo ze ściółki, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączy się żywica. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zgrubiałą skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się brązowe, z drobną, zielonkawą naleciałością przypominającą mech, układającą się we wzory przypominające słoje drzew. Jej oczy są złociste i głębokie, przypominające parę bursztynów. To bardzo cichy okaz, czasami sam zapominasz o jego obecności. Siedząc na gałęzi drzewa lub pośród liści krzewu, sowa ta staje się niewidoczna.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
07.03.2026, 13:50  ✶  

W domu zawsze było co robić, a już zwłaszcza w takim, do którego dopiero co się wprowadziło, i co z tego, że miały do dyspozycji skrzata. Był pomocny, to prawda, ale były rzeczy, które Victoria chciała zrobić sama, poza tym spraw do ogarnięcia było dużo, więc te wolne chwile dzieliła na różne rzeczy – przygotowywanie ogrodu na zimę (na szczęście posadziła już wszystko, co należało sadzić na jesień), urządzenie pokojów wygodnie, a nie byle jak, ogarnięcie dla siebie pracowni alchemicznej, opłacenie specjalistów, by zabezpieczyć dom (bo Victoria nie zamierzała ryzykować i zapłaciła za zabezpieczenie domu przed ogniem przez pokrycie ścian i dachu specjalnym lakierem – obecnie usługa cieszyła się jakoś większym zainteresowaniem, ciekawe dlaczego…) i tak dalej. W tej konkretnie chwili skrzatka parzyła dla Victorii herbatę, a ona siedziała w salonie, otoczona różnymi księgami traktującymi o klątwołamaniu, ale też o składnikach eliksirów. Pośród tego wszystkiego, na stoliku leżała też książka, którą kupiła w Wenecji i jakieś odręczne notatki Victorii.

Rosier miał więc szczęście, bo ani Victoria, ani skrzatka nie widziały jak się potknął. Ani tak naprawdę nikt, bo dom znajdował się na niewysokim wzniesieniu porośniętym drzewami, w oddaleniu od reszty zabudowań wioski (które znajdowały się na północnym brzegu jeziora, a nie południowym, jak ten budynek), z pięknym widokiem na trawy poniżej, na których jeszcze wypasały się krowy i owce, pomimo jesiennej pogody, na jezioro, wzgórza i resztę wioski po drugiej stronie jeziora.

Victoria, zajęta wielką burzą mózgu, została z tego wyrwana pukaniem do drzwi. W pierwszej chwili myślała, że jej się cos przesłyszało, bo nie spodziewała się dzisiaj nikogo… chyba, że zapomniała…? Ale błękitny kot, który do tej pory spokojnie spał przy jakichś roślinach, czujnie uniósł głowę, co dało Lestrange do myślenia, że jednak jej się nie wydawało. Podniosła się i przeszła z salonu do szerokiego przedpokoju, w którym znajdował się też kominek (służący głownie do podróży siecią fiuu), otworzyła drzwi i… na jej twarzy zagościło zaskoczenie.

Które szybko się rozmyło wraz z kolejnymi słowami Chrisa, ale nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo pokazał jej jajko.

Nie, to zdecydowanie nie było jej jajko.

– Panie Rosier, nie wiedziałam, że teraz zajmuje się pan dostawą zamówień – brunetka szybko odzyskała rezon i nawet lekko zmrużyła oczy w rozbawieniu. Jakoś nie wydawało jej się, że zbierał tak wszystkie paczki i roznosił do klientek, tym bardziej, że ta paczka nie była nawet rzeczami, które on szył i przecież oboje wiedzieli o tym doskonale. Czy to było to słynne wykorzystywanie okazji? A może właśnie ich stwarzanie? Odsunęła się przy tym, żeby go przepuścić, gdyby jednak chciał wejść, a nie stać w drzwiach. – Wejdziesz? – dodała jeszcze. – O co chodzi z tym jajkiem? – zapytała kiwając głową w kierunku dziwnego jaja przypominającego szyszkę, ale zdecydowanie nią nie będącego. W przejściu z przedpokoju do salonu siedział błękitny kot, który patrzył teraz ostrożnie i z zaciekawieniem na gościa. A czarnego nieszczęścia nigdzie nie było widać.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#4
09.03.2026, 11:37  ✶  
– Cóż robić? Po Spalonej Nocy każdy radzi sobie jak może – odparł Christopher, chociaż zaiste, pewnie musiałby stracić absolutnie wszystkie swoje pieniądze i nie mieć absolutnie żadnych alternatyw, aby nagle zaczął zbierać z Domu Mody paczki i dostarczać je wszystkim klientom. Wykorzystał okazję, bo dlaczego nie: młody Rosier chyba ogólnie przywykł do robienia tego, na co ma ochotę, co było stosunkowo łatwe, kiedy masz pieniądze, nie ciąży na tobie bardzo wiele wymagań, i kiedy raczej tym, na co masz ochotę, rzadko bywają rzeczy bardzo kontrowersyjne.
– Chętnie, jeśli zaoferujesz przemęczonemu kurierowi szklankę wody, na pewno nie odmówię – zgodził się, nawet nie udając, że przecież wcale na to nie liczył. – Gdzie to położyć? – zapytał, rozglądając się i jego wzrok zatrzymał się na kocie.
W domu Rosierów nie było nigdy kotów i psów, głównie dlatego, że matka pewnie nie zniosłaby sierści na swoich wspaniałych ubraniach. Christopher na jedenaste urodziny otrzymał sowę, i ta służyła mu po dziś dzień, darzona pewną sympatią wykraczającą poza pragmatyczne postrzeganie jej jako narzędzia. W Pokoju Wspólnym Slytherinu swego czasu włóczył się kot jednej z dziewczyn z roku niżej, i lubił uznawać wszystkie kolana uczniów za swoją prywatną własność, a Chrisa zawsze odrobinę bawiła jego pewność siebie i mina, z jaką przyjmował hołdy innych uczennic. Poza tym nie miał wielkiego doświadczenia ze zwierzętami, choć i nie mógł powiedzieć, że ich nie lubi – ot jakoś rzadko miewał z nimi kontakty.
– Jest magiczna? – spytał, trochę zaintrygowany kolorem futra, który sugerował, że nie ma do czynienia ze zwykłym kotem. – Tak naprawdę znalazłem je kiedy teleportowałem się w pobliżu domu. Może to jednak tylko kamień? Wygląda trochę dziwnie i zastanawiałem się, czy któraś z was go nie zgubiła, kiedy przynosiłyście tu rzeczy – wyjaśnił, po odłożeniu paczki we wskazane miejsce. Wtedy też uważniej przyjrzał się jajku: było brązowe, chropowate, kojarzyło się mu trochę z szyszką, ale zdawało się mieć na taką zbyt idealny kształt. Może gdyby zapisał się kiedyś na zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami zorientowałby się, że w środku siedział ptak, brakowało mu jednak wiedzy w tym kierunku.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
10.03.2026, 22:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2026, 00:14 przez Victoria Lestrange.)  

Tych alternatyw na pewno miał sporo, gdyby już stało się tak, że stracił wszystkie swoje pieniądze (a mając ich tyle, ile mieli Rosierowie, to naprawdę… co musiałby się wydarzyć?), ale to było raczej niespecjalnie łatwe do osiągnięcia, tym bardziej, że jego jedynym zajęciem nie było to, że miał dobrze wyglądać i pachnieć, a jednak przyczyniał się do tego, że kolejne galeony wpadały do skrytki – może jego prywatnej, a może wspólnej całej rodziny. Jednak roznoszenie paczek po klientkach… Nie, jakoś nie pasowało to do Christophera, ale jako pretekst… już jak najbardziej. Może jednak nie kłamał w swoim liście, gdy napisał jej, że zupełnie nie był rozczarowany jej towarzystwem w Wenecji i to nie chodziło o to, że w jakiś sposób dał jej to odczuć, nie, to była tylko jej głowa i irracjonalny strach spowodowany ostatnimi niepowodzeniami i doświadczeniami.

– Strzałka akurat robi dla mnie herbatę, to może jednak masz ochotę mi towarzyszyć? – zapytała, wołając przy okazji skrzatkę, która pojawiła się po chwili obok i skłoniła się nisko Rosierowi. – Chyba, że faktycznie wolisz wodę? Albo kawę? Albo jeszcze coś innego? – bo może nie miał ochoty na herbatę? – Gdziekolwiek – machnęła dłonią, korytarz był na tyle przestronny, że paczka położona gdziekolwiek nie powinna przeszkadzać, a Victoria zamierzała się nią zająć nieco później.

W jej domu też nie było zwierząt. Victoria marzyła o kocie odkąd tylko pamiętała, ale matka się nie zgadzała, a gdy przyszedł moment wybrania zwierzęcia do szkoły, to w zasadzie Victoria została postawiona przed faktem dokonanym, bo również otrzymała wtedy sowę. Również miała ją do teraz. Ale jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiła, gdy wyniosła się w drugiej połowie lipca z domu, było wstąpienie do Magicznej Menażerii i zabranie stamtąd małego kociaka, który w jakiś sposób zaczął sklejać połamane serce Victorii, tak, że ta podniosła się na tyle, że otrzymanie kosza po raz drugi nie zabolało już aż tak mocno.

Podążyła za wzrokiem Christophera i uśmiechnęła się na widok Błękitnego Kwiatuszka, który przyglądał się nieznajomemu z kocim zainteresowaniem.

– Sam kot nie, to normalny kot. Ale gdy był mały to jakieś dzieci rzuciły na niego zaklęcie i stąd to niebieskie futro, nie da się tego odczarować, już taki został. W ciemności świeci jak prawdziwa gwiazdka. Przygarnęłam go na Lammas od Figgów, nazywa się Błękitny Kwiatuszek – to imię to nie był jej pomysł, ale tak już zostało, bo pasowało idealnie z zamiłowaniem Kwiatuszka do kwiatów i roślin, takim samym zresztą jak Victorii. Kot, usłyszawszy swoje imię miauknął w odpowiedzi, a Victoria odwróciła się z powrotem do Rosiera. – Nie, ja to widzę pierwszy raz. Mogę zobaczyć? – wyciągnęła dłoń po szyszko (szyszka + jajko, wiadomo). – Chodź, nie będziemy tu tak stać. Z góry przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się nikogo – dodała i poprowadziła ich do pomieszczenia obok, do całkiem przestronnego, ale przytulnego salonu, gdzie pod ścianą, blisko dużego okna, znajdowały się kanapy, fotele i stolik (z czego ta jedna kanapa zawalona była książkami i notatkami Victorii, ale wcale nie w jakimś takim chaosie, a w całkiem zorganizowanym… porządku). W pomieszczeniu znajdowały się też trzy… nie jakieś duże, ale akwaria z kolorowymi żyjątkami (a dokładniej to w dwóch znajdowały się samotne bojowniki, zaś w jednym, ostatnim, krewetki – niezwykle dziwny wybór jak na Victorię) stojące na stoliku i szafce. A tuż przy jednym, na podłodze, niczym figurka stworzona z samej czarnej otchłani, siedział drugi kot, mniejszy od błękitnego, ewidentnie kociak (czteromiesięczny) i chyba właśnie udawał, że wcale go tu nie ma i wcale nie próbuje się dobrać do kolorowej rybki… Bo w jednej chwili zadziały się dwie rzeczy: nastąpiło charakterystyczne stukanie dziobem w szybę, oto przyleciała jakaś sowa, i to było jak sygnał dla czarnego kota, który najwyraźniej wszystko sobie przekalkulował i skoczył, tylko po to, by zawisnąć na krawędzi stolika, nie mogąc się podciągnąć i cała ta konstrukcja groziła tym, że może za chwilę się przewrócić.

Victoria najpierw szybko spojrzała na okno, a potem dojrzała ruch w salonie i w moment pobladła, zdążyła tylko wcisnąć jajko w rękę Chrisa (o ile jej go podał), a potem pokazała dokładnie, że ta jej zwyczajowa powolność to nie jej cecha charakterystyczna, a świadomy wybór, bo jednak gdy chciała, to potrafiła się poruszać szybko, choćby po to, by zapobiec tragedii z kotem, akwarium i bojownikiem w roli głównej.

– Luna! Oszalałaś?! – żałosne miauki oznaczały chyba tyle, że absolutnie nie oszalała, a wręcz żałowała, że się nie udało.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#6
11.03.2026, 11:19  ✶  
Znał Victorię od lat, ale nie były to znajomość aż tak bliska, aby od razu wyłapał nową niepewność, która utkwiła gdzieś pod jej skórą. Pytanie z listu odebrał raczej jako grzecznościowe, na razie nie łącząc go jeszcze z niczym głębszym: może nie przyszło mu na razie do blond głowy, że mogłaby naprawdę uznać, że się nudził. Rzadko robił w końcu rzeczy, na które nie miał ochoty, a sam zaproponował, aby gdzieś się wybrali po balu u Lestrangów.
– Z radością. To musi być bardzo ważna paczka, skoro zmęczony dostawca może liczyć na herbatę – odparł bez większego krygowania, że nie, skąd, nie trzeba i nie rób kłopotu sobie, znaczy się skrzatowi. W końcu oboje doskonale wiedzieli, że to nie tak, że Dom Mody Rosierów nagle stracił wszystkich pracowników i nie było ich stać na kolejnych. Może i interesy ucierpiały przy okazji Spalonej Nocy, ale przecież nie aż tak.
Odstawił paczkę ostrożnie pod jedną ze ścian, zanim wszedł w głąb domu, rozglądając się. Był tu w końcu wcześniej zaledwie przez chwilę, kiedy odbierał Wiktorię ze świstoklikiem do Wenecji, nie miał więc okazji przekonać się, jakie miejsce wybrała. A chociaż zwykle zwracał uwagę przede wszystkim na ubrania, i uważał, że te sporo mogły powiedzieć o człowieku – zwłaszcza jeśli zobaczyłeś w co był ubrany przy więcej niż jednej okazji – to dom, który mogłeś zagospodarować sam, też bardzo dużo pokazywał.
– Błękitny Kwiatuszek – powtórzył, z odrobiną rozbawienia, spoglądając znów na niebieskiego kota. Nie powiedział, że chyba imię dała mu jakaś siedmiolatka, na wypadek, gdyby Victoria je wybrała. – Koty i kwiaty, właściwie do ciebie pasuje – ocenił, chociaż jeśli szło o kolory, to akurat błękit wydawał mu się dla kogoś z urodą Victorii trochę za blady, przynajmniej do innych okazji niż „koszula noszona na co dzień”. – Zapewniam, że moja pracownia przed sezonem wygląda znacznie gorzej. Zwłaszcza że nie pozwalam jej wtedy sprzątać skrzatowi, żeby przypadkiem czegoś nie przestawił albo nie wyrzucił – oświadczył, wręczając jej jajo bez protestów.
Bo to było jajko, nie było wątpliwości, Victoria wiedziała o przyrodzie więcej niż on, mogła więc nawet skojarzyć, w jaki sposób je wykluć. Z daleka może i dałoby się je pomylić z szyszką, ale gdy wzięła je do ręki, powierzchnia okazywała się zupełnie inna, a kształt i rozmiar był bardzo podobny do tego, które ostatnio sama znalazła w okolicy… chociaż to bez wątpienia należało do innego gatunku ptaka.
– Primrose jest w domu czy w pracy? – dodał, bo może i wypadałoby przywitać i ją, jeśli akurat tutaj przebywała.
Akwaria przyciągnęły jego wzrok dość skutecznie, i może nawet by podszedł, ot z czystej ciekawości, gdyby kot nie postanowił… cóż, być kotem. W jednej chwili w ręku Christophera znów znalazło się jajko, w drugiej po prostu stał, tak trochę niepewny, czy powinien się wtrącać: na całe szczęście kocie nieszczęście zostało powstrzymane przed zasianiem zniszczenia przez Lestrange. A Christopher ostatecznie postanowił ruszyć do okna, żeby wpuścić stukającą dziobem w szybę sowę – dość odruchowo, bo ptak zdawał się bardzo uparty, a Victoria zajęta.
Ptak wpadł do środka i upuścił list na stolik, z którego chwilę temu omal nie zrzucono akwarium.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
11.03.2026, 23:00  ✶  

Victoria zawsze była raczej skryta, a wybór nauki oklumencji tylko wszystko przypieczętował. To jednak, że potrafiła na zewnątrz kontrolować swoje emocje nie znaczyło, że nie miała ich wcale. Może i nie była wylewna, ale przecież nie była nieczuła… a Christopher nie wiedział, jak wyglądała jej relacja z Saurielem, ile to kosztowało i jak się skończyło, skąd miał więc w ogóle podejrzewać, że Victoria może w siebie jakkolwiek wątpić, nawet jeśli nie okazywała tego na zewnątrz, bo tak, jej pytanie po części było grzecznościowe. A po części potrzebowała jakiegoś zapewnienia, że nie jest wcale tak beznadziejna, jak jej się wydawało.

– Oczywiście, że to bardzo ważna paczka. Inaczej nie zostałaby dostarczona przez tak ważnego kuriera – uśmiechnęła się, ciągnąc jeszcze przez chwilę ten leciutki flirt. Nie była pewna, jak powinna traktować Chrisa, zwłaszcza po tym, jak wybrali się do Wenecji, bo nie była w stanie udawać, że to był niewinny wypad dwójki przyjaciół za granicę. Przecież się nie przyjaźnili. I to też nie tak, że Victoria miała coś przeciwko… Nie miała, bo lubiła Chrisa, była wolna, on był wolny i nawet jeśli nie mogła powiedzieć, że jej się nie podobał, to do tej pory się nad tym jakoś więcej nie zastanawiała, ze względu na to, że wcześniej była zaręczona z jego kuzynem, potem z Rookwoodem i do pewnego stopnia nie myślała o tym, że będzie mogła o sobie decydować. Czasami jednak postawienie się rodzinie przynosiło dobre skutki i to był jeden z nich, ale Lestrange bardzo powoli eksplorowała tę wolność własnego wyboru.

– To nie mój pomysł – wyjaśniła, gdy Rosier smakował imię jednego z jej kotów. – Już się tak nazywał, kiedy go brałam, uznałam, że nie będę mu zmieniać imienia, tym bardziej, że na nie reaguje. Jakbyś się zastanawiał… Uwielbia rośliny, zawsze śpi gdzieś przy jakimś kwiatku, to stąd to – błękitny od koloru futra, kwiatuszek od zamiłowania do roślin, proste. – To była miłość od pierwszego wejrzenia, że tak to ujmę. Ze wzajemnością – zaśmiała się cicho, przyglądając się jajku, które blondyn jej wręczył. Bo to zdecydowanie było jajko. I to nie byle jakie. Victoria odrobiła pracę domową po tym, gdy znalazła gdzieś w trawie, również tutaj, na terenie jej nowego domu, jajo przypominające zwęglonego ziemniaka, zorientowała się już, że to coś podobnego, nad czym eksperymentowali może w Polsce, a może w Rosji – w każdym razie na wschodzie Europy, i ta „szyszka”, którą właśnie trzymała w zimnych dłoniach wpasowywała się w opisy, o których czytała. – Prim? Nie, powinna być teraz w pracy – odparła jeszcze.

Nie zdążyła jednak Chrisowi wyjaśnić co i jak z tym jajem, bo zadziało się kocie szaleństwo. W momencie, gdy Victoria łapała małego kociaka pod łapki, żeby ściągnąć go ze stołu (cóż, był nadal mały i nieco nieporadny i nie każde obliczenia do skoku wychodziły dobrze, tak samo jak same manewry), a Chris wpuścił sowę, która upuściła list, i zaraz znalazła sobie drogę powrotną, by się stąd ewakuować, Błękitny Kwiatuszek, najwyraźniej niezainteresowany szaleństwem Luny, podszedł do Rosiera, otarł się o jego nogę niemalże niezobowiązująco, a potem wskoczył na jeden z foteli i usiadł na jego oparciu, by nikt go przypadkiem nie przeoczył.

– Wybacz, ta mała pannica to diabeł wcielony, chyba już dłuższy czas czaiła się na te biedne ryby – Lestrange odezwała się w końcu, tuląc do siebie małą czarną kulkę, w której wyróżniał się tylko kolor oczu, patrzących teraz za Chrisa. Mruczała głośno, najwyraźniej zadowolona z otrzymanej atencji. – To mój drugi kot, Luna, nie mam ich więcej jak coś. Chyba muszę jakoś inaczej poukładać tu te akwaria, trochę nie miałam na to wizji – i nie mieszkała tutaj długo, jeszcze wszystko było w fazie przestawiania, dopasowywania i tak dalej. – Bądź grzeczna – powiedziała jeszcze do kici, nim odłożyła ją na fotel, pogłaskała po główce i schyliła się po upuszczoną kopertę. – I dzięki – zmarszczyła brwi patrząc na charakter pisma na kopercie, który niewiele jej mówił. – Siadaj gdzie ci wygodnie – dodała i otworzyła kopertę, chcąc się zorientować, czy to było coś pilnego, czy może jednak nie. Skrzatka pojawiła się chwilę później, rozstawiając filiżanki, dzbanek z herbatą, cukiernicę i dzbanuszek z mlekiem oraz talerzyk maślanych ciasteczek oraz orzechowych herbatników. Victoria czytała szybko, wiadomość nie była długa, i w trakcie zmarszczyła się jeszcze bardziej, a na końcu westchnęła. Jakoś nie spodziewała się listu od byłych sąsiadów dotyczącego domu, który już nie istniał. Domu, który niósł tak wiele jej dziecięcych i nastoletnich wspomnień, ale również tych dorosłych. Domu, który widział radości i smutki… I to wszystko już nie istniało. Lestrange usiadła na miejscu, które zajmowała wcześniej, ale teraz z zamyśleniem przekładała książki na jedną kupkę, by nie walały się nigdzie w otoczeniu i nie przeszkadzały.

– Ludzie są naprawdę bezczelni – powiedziała w końcu. – I zdesperowani. Wyobraź sobie, że sąsiadka napisała do mnie, że w nocy ktoś się kręcił w naszym starym domu. Nie wiem na co ludzie liczą, że znajdą tam jakieś pieniądze? Drogą biżuterię, którą będzie można sprzedać za bezcen? – złożyła list na pół i wepchnęła go ponownie do koperty. – Po miesiącu? Ciekawe ile było takich, którzy odważyli się tam wejść i szukać… czegoś – mruknęła. Domyślała się, dlaczego list został wysłany do niej, a nie do rodziców (cóż, do rodziców może też, nie wiedziała): bo była funkcjonariuszką i być może mogłaby coś na to poradzić. Ale po co? W tym domu nie było niczego cennego. To była ruina, wszystko zostało zniszczone. Ubrania, biżuteria, meble, wszystkie pamiątki, rzeczy cenne i nie. Nie było już niczego. Nie było tam czego szukać, były tylko zgliszcza, kupa popiołu i ulatujące z ogniem wspomnienia. Odłożyła kopertę na stolik i uśmiechnęła się blado do Chrisa.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#8
12.03.2026, 11:18  ✶  
Pod pewnymi względami mieli bardzo różne doświadczenia. Jeśli szło o Christophera, to jego życie można było uznać za po prostu dość proste. Rodzice nie stawiali mu ponadprzeciętnych wymagań, to czego od niego chcieli i tak robić chciał sam, nie stracił wielu bliskich ludzi, nie znęcano się nad nim. Był i trochę młodszy, różnica niewielka, ale to ona zdecydowała, że rodzice dopiero zaczynali o pewnych sprawach przebąkiwać, i miał dotąd sporo swobodny. Miał za sobą jakieś przelotnie oczarowania i może jedno czy dwa miłosne rozczarowania, był w jego historii związek z Cressidą, który uważał obecnie za sen wariata, ale żadnych serc połamanych na kawałki, wielkich miłości i dramatów. Ustępował tu zresztą nawet większości swoich kolegów, co pewnie skwitowałby typowym dla kogoś, kto bywał primadonną komentarzem, że po co tracić czas na kiepskie wino, słabe książki i przeciętne kobiety. I o ile mógł się domyślać, że rodzina Lestrange trzymała Victorię mocnymi szponami – bogowie, inaczej nie zaręczyłaby się z jego kuzynem, widać było od początku, że nadciąga tu katastrofa – o tyle to co działo się między nią a Saurielem i jak na nią wpłynęło pozostawało dla niego tajemnicą.
– Czy Kwiatuszka można za to obwiniać? – skwitował te słowa o wzajemnej miłości od pierwszego wejrzenia, wciąż w tym samym tonie tego lekkiego flirtu, a jego wzrok na moment zatrzymał się na kocie, który otarł się mu o nogę. Nie żeby Chris miał przyznać, że zależało mu na jakichś kocich względach, ale i tak przyjął to z pewnym ukontentowaniem, bo pewnie gdyby został absolutnie zignorowany, czułby się tym trochę oburzony. Przeszła mu chyba też przez głowę myśl, że z tej dwójki woli Błękitnego Kwiatuszka, który był spokojniejszy, niezwykły przez to niebieskie futerko i sądząc po tym, jak usadowił się na oparciu, to też lubił otrzymywać względu. Bo czarna Luna zdawała się małym, chodzącym chaosem.
– Zasugerowałbym zamknięcie tych akwariów w jakimś pomieszczeniu, ale pewnie wtedy koty tylko czekałaby na okazję, żeby się tam dostać? – spytał, bo może i nie miał kota, ale wystarczyło te parę przelotnych spotkań w Pokoju Wspólnym, aby nauczyć się, że jeśli tylko kot nie był zaniedbanym i maltretowanym biedakiem, to charakteryzował się pewną niezależnością i przekorom. A te dwa zdecydowanie zaniedbane nie były.
Usiadł w fotelu, a gdy przyniesiono mu filiżanki, przypatrywał się swojej przez moment, ot w pewnego rodzaju odruchu: kształt, materiał, wzór, drobny przedmiot, ale mogący świadczyć o guście i upodobaniach. Popijając zerkał jednak na Victorię, czytającą list: wyglądało na to, że wiadomości nie były miłe, i szybko się okazało, że nie mylił się z tą oceną.
Odstawił filiżankę i pokręcił głową, z jakąś rezygnacją.
– Słyszałem, że sporo osób przeszukiwało ruiny za takimi znaleziskami, a po Londynie nawet grasowała parę dni cała banda… Włamywali się do miejsc, które częściowo ocalały, okradali ludzi, a nawet napadli jedną czy dwie osoby. – Śmiecie. Śmiecie po każdej stronie, bo śmierciożercy podpalili Londyn, ale raczej nie bawili się w napadanie później sąsiadki, lat siedemdziesiąt, żeby ukraść jej srebra, bo wszyscy sąsiedzi wynieśli się na wieś. Włamali się i do kamienicy, w której wcześniej mieszkał, ale na szczęście nie do jego apartamentu, wciąż pokrytego sadzą. – Chociaż nie spodziewałbym się, że ktoś robi to po takim czasie. Chcesz to sprawdzić?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
13.03.2026, 01:47  ✶  

Przez zdecydowaną większość swojego życia była mocno podporządkowana rodzinie, nie śmiąc się sprzeciwić (aż kropla przelała czarę), wiec jej doświadczenia z mężczyznami były takie, że wiedziała, że nie powinna sobie pozwolić na wielkie uczucia, bo rodzina i tak jej to wszystko popsuje i wybierze kogoś innego. To, że wybiorą jej kogoś tak absolutnie nieodpowiedniego, to już inna sprawa. To że drugi wybór okazał się klapą z zupełnie innego powodu to również osobna historia. Fakt faktem – mieli inne doświadczenia i inne rozczarowania na tym polu. Tak, miała złamane serce, ale czy faktycznie nazwałaby to wielką miłością… Była to miłość doprawiona miłosnym rytuałem z Beltane, a później uczucie kiełkowało sobie powoli. Nie minęło nie wiadomo ile czasu i to nie była wielka miłość aż po grób. Mijały tygodnie i Victoria czuła się trochę lepiej, nie było dramatu i tak dalej. A wiek… Tak. Victoria była rok starsza od Chrisa, gdy rodzice zrobili jej ten „prezent” i przedstawili, że ma zostać żoną jego kuzyna. To chyba faktycznie był mniej-więcej taki wiek, a teraz skupili się chyba na Primrose, skoro najstarsza córka wypięła się na aranżowane małżeństwa.

– Nie wiem czy Kwiatuszka można obwiniać za cokolwiek – odparła gładko. Błękitny Kwiatuszek rzeczywiście był spokojniejszy i zwykle stoicko wytrzymywał chaos i energię, która rozpierała Lunę – zwyczajowo nie umiejącą usiedzieć na miejscu. Pozwalał po sobie skakać, gryźć się w ucho, a kiedy mała za bardzo mu przeszkadzała, to następowała delikatna pacyfikacja łapą. Teraz jednak z przyjemnością przyjął, że nieznajomy zwrócił na niego uwagę i chyba próbował się pokazać od jak najlepszej strony. Koty.

– Nie wiem… Myślałam sobie, że skoro już mi sprezentowano te ryby, to nie będę ich trzymać w osobnym pokoju, są całkiem ładne, ale jak mała się nie uspokoi to będę musiała coś wymyślić – przede wszystkim do tej pory nie widziała, by Luna tak się na te akwaria czaiła, ale być może wpływ na to miał fakt, że jeszcze nie czuła się tu do końca jak w domu, albo że chciała się popisać przed gościem. – Jest jeszcze maluchem i rozpiera ją energia, jak to dzieciaka – dodała jeszcze, a gdy usiadła to czarna kicia pokazała dokładnie, że potrafi być przytulanką i kanapowcem, bo zrobiła przemarsz prosto na kolana Victorii, by umościć się na nich wygodnie niczym mała księżniczka, zadowolona z uwagi, jaką otrzymała. Ryby? Jakie ryby, już o nich zapomniała.

Filiżanki były… cóż, takie jak Victoria. Z pozoru proste, a po przyjrzeniu się totalnie nie. Z wierzchu porcelanowa filiżanka była kremowobiała, pozłacana na rancie i górze uszka, a w środku pomalowana była na czarno w białe kwiaty. Talerzyki były dopasowane: złote ranty, z góry wzór białych kwiatów na czarnym tle i spod spodu biel*. Victoria lubiła kwiaty, co już zresztą Christopher wiedział, a teraz jeszcze miał potwierdzenie, bo tutaj, w salonie, w różnych miejscach rozstawione były różne rośliny; w mniejszych i większych doniczkach, różne rodzaje i wprowadzały tutaj specyficzny klimat.

– No tak, łatwy łup dla tych, którzy nie maja zamiaru uczciwie pracować. Więc chcą się wzbogacić na nieszczęściu innych. Bo stracili część dobytku, albo może prawie cały, więc trzeba dokopać tym biednym ludziom bardziej – gdzieś w jej głosie można było dosłyszeć emocje, zirytowanie, złość może nawet – nieczęste zjawisko, bo Victoria bywała raczej zdystansowana, spokojna. To była tylko fasada. – Ja też nie, tym bardziej że cokolwiek tam zostało to raczej do niczego się nie nadaje – bo co, zabrali sobie to cholerne krzesło, o którym Lestrange miała teorię że musi być w jakiś sposób przeklęte, skoro przetrwało? – No… chyba będę musiała. Chociaż niespecjalnie mi się do tego pali – westchnęła i położyła kopertę na stół, po czym sięgnęła po swoją filiżankę i dopiero do niej dotarło, co powiedziała. – Wybacz, to było niezamierzone – ona i tak nie mogła spłonąć i uśmiechnęła się przepraszająco. – Uważaj na to jajko, jest bardzo cenne – dodala, przypomniawszy sobie o znalezisku Chrisa. I pogłaskała Lunę za uchem, skoro już leżała jej na kolanach, a Kwiatuszek usadowił się na wolnym fotelu.


* o takie
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#10
13.03.2026, 10:04  ✶  
Chris miał to szczęście, że posiadał starszą siostrę, która grzecznie znalazła sobie porządnego kawalera. Będąc mężczyzną zresztą ten wiek, kiedy ktoś zaczynał patrzyć na ciebie jak na zbyt starego na kawalerski żywot, przesuwał się w górę – o ile kobieta kończącą trzydzieści lat była już tą starą panną, co sobie męża nie złapała, o tyle jeśli mężczyzna miał pieniądze, nie musiał aż tak mocno się przejmować. Ale i po prawdzie Rosier nigdy nie prowadził jakichś wielkich analiz
– Koty są zawsze niewinne, oczywiście. A to akwarium omal nie spadło, bo niegrzeczny był pies – oświadczył Christopher, chociaż nie, że nie wiedział, że nigdzie w zasięgu wzroku, a zapewne i w domu, nie było żadnego psa. Kwiatuszek nie wyglądał na ani trochę przejętego niedoszłą katastrofą, a Luna też zachowywała się obecnie tak, jakby nigdy w życiu nie mogła zrobić niczego niewłaściwego, i o co w ogóle tym ludziom chodzi.
Pomyślał, że koty miały w sobie chyba z samej swojej natury coś Ślizgońskiego. Może nawet bardziej niż węże. Przynajmniej jeśli szło o tych faktycznie co sprytniejszych Ślizgonów.
– Ryby to więc właściwy prezent dla Victorii Lestrange? – spytał, spoglądając znad filiżanki na Victorię i kota na jej kolanach. Nie, obdarowanie jej rybami było jedną z tych rzeczy, na które prawdopodobnie sam nigdy by nie wpadł, chociaż pochlebiał sobie, że wyobraźnię miał raczej z gatunku tych bogatych.
Wyłapał ozdoby kwiatowe i motywy na zastawie, ale to że lubiła takie wzory faktycznie nie było żadną tajemnicą i motyw powracał od dawna i w sukniach, które dla niej projektował, jeśli akurat potrzeba było bardziej strojnej na lato czy wiosnę. Wystarczyło zresztą wpaść do niej choćby raz, aby dostrzec, że tych wszędzie było pełno, a i wspominała niedawno, że lubi je pielęgnować w wolnym czasie. Ciekawszy był fakt, że faktyczny wzór filiżanki ujawniał się dopiero, kiedy upiłeś herbaty i dostrzegałeś wnętrze.
– Nie musisz przepraszać za szczerość – skwitował krótko, marszcząc lekko jasne brwi, bo w pierwszej chwili przeprosiny wręcz go skonsternowały i nie był pewien, za co właściwie przeprasza. Dobre maniery dobrymi manierami, ale przecież to nie tak, że oczekiwał, że będzie pilnowała każdego wypowiedzianego słowa… Kontemplował przez chwilę myśl nad tym, jakby czuł się, gdyby spłonął jego dom rodzinny czyli apartament rodziców w Londynie. Prawdopodobnie źle. Chociaż musiał też przyznać, że zapewne znacznie gorzej zniósłby, i pewnie gorzej znieśliby to rodzice, gdyby spłonął Dom Mody Rosierów. To miejsce było ich dziedzictwem. Mieszkanie dało się odremontować albo zastąpić, Dom Mody jednak… gdyby zabrał go ogień, ciężko byłoby powstać z popiołów. Czy w przypadku domu mogło być jednak inaczej? Czarodzieje przywiązywali się często do takich posiadłości, zwłaszcza gdy żyli w nich przez wiele lat, a mieszkanie rodziców… cóż, wprowadzili się tam po prostu jakiś czas po ślubie, gdy matka miała dość teściowej.
– Jeśli poczujesz się raźniej, mogę wybrać się z tobą – rzucił, może trochę niepewnie, co było dla niego wręcz nietypowe. – Chociaż jeżeli niczego tam już nie znajdą, i na razie nie zdecydowaliście o odbudowie, może po prostu lepiej pozwolić im tracić czas na grzebanie w tych gruzach…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3699), Pan Losu (277), Victoria Lestrange (5171)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa