Kobiety, z jakiegoś powodu, zawsze miały bardziej pod górkę – wolno im było zdecydowanie mniej. Mężczyzna mógł umawiać się z dużą ilością panien i machało się na to ręką, bo musi się przecież wyszumieć, a gdy kobieta robiła to samo, nazywano ją puszczalską dziwką. To kobiety rodziły dzieci, musiały mierzyć się ze zmianami w ich ciele, z ryzykiem przy porodzie. Gdy mężczyzna opuszczał rodzinę i swoje dzieci, to można było przymknąć na to oko, nawet jeśli nie było to mile widziane, ale kiedy kobieta odchodziła od męża i dzieci – o niedobra ona. No i wreszcie staropanieństwo… Victorii co prawda było do tego jeszcze daleko, ale na balu słyszała dziwne plotki o sobie, nie wypowiedziane w twarz, ale jakieś przyciszone głosy, gdy przechodziła obok – że jest wybredna, spławiła Rookwooda, że była z nim po słowie, że skończy jako stara panna z mnóstwem kotów. Starała się tym nie przejmować, ale nie zawsze było to proste, zwłaszcza gdy patrzyło się na swoje odbicie w lustrze i zastanawiało, co było nie tak. Czy była przeklęta?
– To prawda. Najniewinniejsze. Niestety nie mam psa, więc wsyztsko idzie na ich konto – było więc bardzo mocno wiadomo, że nabroił któryś z kotów i to najprawdopodobniej ten mały, czarny szkodnik, który teraz mrużył oczy w zadowoleniu, głaskany pod uszkami przez ukochaną właścicielkę. Ale te oczy były półprzymknięte i ewidentnie skierowane w kierunku Christophera, którego próbowały zaczarować, skoro nie okazał się żadnym zagrożeniem. – Nie, ani trochę – roześmiała się dźwięcznie. – Te ryby to… ostatnia obsesja Aidana. Być może sama sobie jestem winna, bo rzuciłam do niego bardzo nieśmiesznym żartem o rybach i od tamtego czasu wysyła mi co jakiś czas jakieś głupoty z motywami ryb. Dwa tygodnie temu przeszedł samego siebie, bo dostałam akwarium i musiałam pilnie je od siebie odseparować, bo niestety wybrał najgorszą kombinację z możliwych, zastanawiam się ciągle czy zupełnie przypadkowo trafił na akurat te trzy okazy, których absolutnie nie można ze sobą łączyć, czy zrobił to trochę specjalnie, żeby mi się odwdzięczyć… ale znając jego to to pierwsze, nie skrzywdziłby celowo zwierząt – odwdzięczyć… ciekawe za co, prawda? Victoria miała kilka pomysłów, nie była najmilszą pod słońcem osobą, zwłaszcza jak się z nią pogrywało, ale z Aidanem to były cykliczne, rodzinne zaczepki, tak jakby rodzeństwo się biło, nawet jeśli byli co najwyżej rodzeństwem wujecznym.
– Jeśli tylko masz ochotę… – uniosła na niego spojrzenie ciemnych oczu, zastanawiając się, czy Christopher w ogóle jest gotów na zobaczenie tego obrazka żalu i rozpaczy, jakim był jej dom rodzinny. – Dziękuję – dodała cicho. Mogła sobie mówić, że dom spłonął doszczętnie, że jej siostry nie miały się w co ubrać, ale zobaczyć to na własne oczy to było coś zupełnie innego. Jej za każdym razem rozrywało to w jakiś sposób serce. – Tak, ale muszę sprawdzić co tam kombinowali… Bo może wcale nie chodziło o szukanie kosztowności, których tam nie ma – jedyne co tam się nadawało do zabrania, to były książki, ale te już dawno stamtąd wyniosła.