• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence

[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
16.03.2026, 05:00  ✶  

Nie wyobrażał sobie jak to było obejść się bez swojego pupila tak długi czas, jak musiała to zrobić Astoria. Jakaś jego część mówiła, że to nie było to samo uczucie, które towarzyszyło mu kiedy musiał zostać bez towarzystwa smoczognika. W końcu nazwisko zobowiązywało i uświadczyć Rowle'a bez tego niewielkiego stworzenia, to było jak jakiś Avery nie będzie związany ze sztuką. Ale coś innego, ta głęboko ukryta sympatia i nić porozumienia, jaka wiązała go z Astorią, podpowiadała mu że martwiła się dokładnie tak samo, jak i on by się martwił.

Zabrał jej podopiecznego już jakiś czas temu, zapewniając mu dom i schronienie w Snowdonii. W pewien sposób jaszczurka wróciła do korzeni, bo jakby nie patrzeć to pochodziła przecież z jego hodowli. Szkoda tylko, że okoliczności tym razem okazały się o wiele bardziej przygnębiające i nakazujące ostrożne postępowanie. Podawane mu specyfiki, zadziałały jednak bez jakiegokolwiek problemu. Smoczognik przestał być osowiały, nabrał sił i z nową werwą wzbijał się w powietrze czy wzniecał iskry. Zawsze, kiedy stworzenia którymi się opiekował wracały do zdrowia, czuł że te wszystkie lata spędzone na zgłębianiu tajemnic świata fauny nie poszły na marne. Może nawet można było to nazwać dumą, która powoli rozlewała się przyjemnym ciepłem po całym ciele, pozwalając by skostniały w nim gad zamruczał z zadowoleniem.

Skoro stworzenie poczuło się lepiej, należało oddać je właścicielce.

Avery Hall i posiadłość Rowle'ów pewnie nie mogły się bardziej od siebie różnić. W jednym królowała sztuka, a drugim na każdym kroku dało się uświadczyć przypomnienia, że było to rodzina magizoologów. Stworzenia wyglądały zza każdego rogu i z obrazu. Uwiecznione na płótnach oczy śledziły niemo przechodniów, a rzeźby czy spreparowane okazy pozwalały się podziwiać. Pełno w tym było ciężkich brązów i zieleni, które dopełniały naturalistyczny klimat Snowdonii.

Avery Hall zawsze przypominało Leviathanowi jakieś klasycystyczne dzieło. Sztuka tutaj miała smak i była odpowiednio wywarzona. Rzeźby prezentowały sobą coś więcej, niż zaledwie bycie kolejnymi okazami, a zamknięte w ramy portrety i krajobrazy posiadały w sobie... to coś. Jakąś artystyczną iskrę, w której dało się wyczuć pasję autora i próbę przekazania większych emocji, niż zwykłego uwiecznienia widoku czy stworzenia.

Patrzył na te wszystkie dzieła sztuki z pewnym zastanowieniem, kiedy je mijał. Gdy zdarzało mu się podziwiać jakieś piękne widoki czy zamknięte w ramy obrazy, mimowolnie myślał czasem o Avery - o tym jak ona widziała świat oczami kogoś, kto z tego typu pięknem obcował na co dzień. Czy doceniałaby go w taki sam sposób jak on? A może z miejsca przechodziła do podchwytywania jakichś drobnych detali, które kryły się w światłocieniu lub oddziaływaniu barw. Kiedy nie uciekał myślami do niej, obracał je dookoła Laurenta, kolejnej osoby w jego życiu, która wciąż podtrzymywała jakąś jego wrażliwszą stronę. Która była sztuką samą w sobie.

- Namalowałabyś mi coś? - zapytał z pewnym zastanowieniem, odstawiając klatkę ze smoczognikiem na blat stołu, spojrzeniem jeszcze przez chwilę trzymając się dużego obrazu który zawieszono w centralnym punkcie pomieszczenia. Te, które go otaczały, zdawały się dobrane tak by w naturalny sposób stanowić jego uzupełnienie.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
26.03.2026, 02:23  ✶  
Przywitała Leviathana ciepłym uśmiechem, tym zarezerwowanym dla najbliższych i od razu przeniosła wzrok na klatkę, którą zaraz zresztą odstawił na stół.
- Vulcor! Jak ja za tobą tęskniłam - szczebiotała jak do małego dziecka. - Jak nasz mały pacjent? W pełni zdrów? Mogę go wypuścić? - pytała, ostatecznie uznając przyjaciela za autorytet, który należy słuchać w kwestii smoczogników. Spojrzała z czułością na stworzenie. Miała go zaledwie od kilku miesięcy - zbyt krótko, by nazwać to przywiązaniem na śmierć i życie, a jednak wystarczająco długo, by jego obecność wrosła w jej codzienność. Na początku traktowała go z dystansem, może nawet trochę się go bała, ale po zatrudnieniu wykwalifikowanego opiekuna zobaczyła, że Xander wybrał jej najbardziej potulny egzemplarz, jaki znalazł. Chociaż wciąż jako niebezpieczne zwierzę potrafił być nieprzewidywalny, impulsywny, zdolny do drobnych zniszczeń, które w jej świecie nie miały racji bytu. To jednak z każdym dniem wkradał się do jej serca coraz bardziej. Dlatego jego brak pozostawił po sobie pustkę, która uwierała. Martwiła się o niego, bardziej, niż chciała przyznać. Dopiero kiedy Vulcor poruszył się żywiej, uniósł łeb i przeciął powietrze znajomym, cichym sykiem, coś w niej puściło.
- Muszę powiadomić Doriana, że jego podopieczny wrócił - powiedziała jeszcze, bardziej do siebie niż do niego, bo mimo najszczerszych chęci jej wiedza o magicznych zwierzętach nie była na tyle obszerna, by zapewnić mu najlepszą opiekę. Wolała skorzystać z pomocy profesjonalisty, by zaspokoić wszystkie potrzeby smoczognika.
Przeniosła wzrok na Leviego i skróciła dystans, by objąć go i tym samym wyrazić wdzięczność oraz ulgę. Stanęła na palcach, ale przez różnicę wzrostu i tak potrzebowała, żeby się pochylił do pełnego przytulenia. - Dziękuję. - wyszeptała niby sekret. Wdzięczność nie była czymś, co przychodziło jej naturalnie w takiej formie. Zwykle była ukryta w spojrzeniu, w decyzjach, w rzeczach niewypowiedzianych. Ale przy nim takie gesty były łatwe, niemal naturalne. Co tylko potwierdzało fakt, że gdy komuś naprawdę ufała, opuszczała wszystkie mury wokół siebie i pozwalała sobie na pokazanie tej miękkiej i czułej  wersji siebie.
Jego pytanie sprawiło, że drgnęła wyraźniej. Odsunęła się na bezpieczną odległość i spojrzała na niego uważniej, jakby chciała upewnić się, że mówi poważnie. Malowanie nigdy nie było dla niej czymś lekkim, czymś, co można było po prostu ofiarować. Każde płótno było walką - z własnymi oczekiwaniami, z wizją, która nigdy nie była wystarczająco doskonała, z nieustannym poczuciem, że można było zrobić więcej, lepiej, precyzyjniej. Nigdy nie była zadowolona. I to własnie był jeden z powodów dlaczego nigdy nie pokazała swoich prac.
- Czemu, zacząłeś interesować się sztuką? - odbiła pytanie, ze zdziwieniem obserwując, jak wodzi spojrzeniem po obrazach w pomieszczeniu. Czy mogła spróbować? Perfekcja była czymś, do czego dążyła, ale co nieustannie wymykało się jej z rąk, zostawiając po sobie tylko frustrację i chłodną ocenę własnych błędów. To oznaczało, że musiałaby oddać w czyjeś ręce fragment siebie, który w jej własnym odczuciu wciąż wymaga poprawek.
- Co by to miało być? - zapytała jeszcze, jakby walczyła sama ze sobą o tę decyzję, która w teorii powinna być prosta, ale w praktyce wymagała od niej zmierzenia się z wewnętrznymi demonami. Jej spojrzenie, wcześniej uciekające, wróciło w końcu do niego.


!Jajo z kalendarza


learn the rules
then
break some

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
26.03.2026, 02:23  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest brązowe, chropowate i przypomina strukturą szyszkę. Wyklucie go wymaga wrzucenia go w leśną ściółkę. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w stercie liści.

Kiedy wyciągniesz jajo ze ściółki, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączy się żywica. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zgrubiałą skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się brązowe, z drobną, zielonkawą naleciałością przypominającą mech, układającą się we wzory przypominające słoje drzew. Jej oczy są złociste i głębokie, przypominające parę bursztynów. To bardzo cichy okaz, czasami sam zapominasz o jego obecności. Siedząc na gałęzi drzewa lub pośród liści krzewu, sowa ta staje się niewidoczna.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#4
30.04.2026, 00:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2026, 00:21 przez Leviathan Rowle.)  

- Cały i zdrowy. Powiedziałbym, że w życiu nie czuł się lepiej, ale to chyba nieprawda, bo najlepiej czuje się ze swoją właścicielką - uśmiechnął się do niej, przyglądając jak ćwierka do swojego pupila. Zawsze było coś ciekawego w tym, jak niektórzy obchodzili się ze swoimi podopiecnzymi. Jak nagle wyłuskiwali z siebie pokłady miłości i sympatii, która zarezerwowana była tylko i wyłącznie dla ich zwierzaków. Mogło mu się w jakiś sposób nie podobać, że smoczognik mieszkał w mieście, ale mieszkanie Astorii, czy teraz Avery Hall, posiadały wystarczające przestrzenie by Vulcor mógł rozkładać skrzydła i znaleźć sobie jakąś rozrywkę. Do tego wszystkiego nalezało doliczyć także Doriana, który jakby nie patrzeć, zwyczajnie znał się na rzeczy.

- Oczywiście, jest cały twój - zapewnił ją, sięgając do drzwiczki klatki i otwierając je. - Skończył całą kurację, więc Dorian nie będzie musiał się przejmować ewentualnymi komplikacjami i powikłaniami. Potrzymałem go nieco dłużej, żeby się upewnić co do tego. Nie trzeba się więc martwić na zapas - widząc otworzone drzwiczki klatki, stworzenie ożywiło się wyraźniej, korzystając z okazji i zbliżając do wyjścia z zamkniecia.

- Przecież nie ma za co - wyszeptał na jej podobieństwo, kiedy wyciągnęła do niego ręce. Objął ją, pochylając się oczywiście, żeby nie musiała nadto wysilać się by dostosować do jego wzrostu. Nie miał nigdy problemu z bliskością, ale nauczył się że ona prędzej wyrażała swoja wdzięczność drobnymi, delikatnymi gestami. Skłamałby jednak, gdyby miał powiedzieć że nie miał w głowie sposobu w jaki mogłaby się odwdzieczyć. Nie brał do siebie Vulcora, mając już w głowie jakąś cenę lub tworząc na tę okazję rachunek, który musiałaby mu spłacić. Miał jednak jakiś cień nadziei, że wdzieczność z odzyskania pupila chociaż odrobinę przełamie jej niechęć do własnoręcznego tworzenia obrazów. Dla niego nie musiała być to praca idealna. Ba, kiedy nie chodziło o niego samego, był w stanie znajdować pewien urok w niedoskonałościach, które momentami zdawały się w pewien sposób przełamywać rutynę. Nadawały charakteru.

Pierwsze pytanie spotkało się z ciszą, ale było widać że nie tyle próbuje je wyminąć, co zastanawia się faktycznie, co mógłby jej na to odpowiedzieć. Nie chodziło o samo zainteresowanie tematem, co dostrzeganie pewnych jej dobrodziejstw. Szczególnie tych, które niosły umiejętności przez Astorię posiadane.

- Twój ulubiony pejzaż - odpowiedział więc na drugie. - Widok, który sprawia ci największą przyjemność - bo trochę nie chciał, żeby męczyła się malując ten obraz, a trochę faktycznie chciał mieć fragment tego, co zawsze do niej przemawiało. - Chciałbym móc wejść w ten obraz. Chyba z tego wynika, jak to powiedziałaś, moje interesowanie się sztuką - uśmiechnął się krzywo. Leviathan nigdy nie ukrywał, że sztuka trafiała do niego wybiórczo. Był w stanie docenić ładny widok, albo stwierdzić że obraz coś w nim poruszał, jeśli jednak chodziło o poprawne interpretowanie symboliki, to nie był aż tak zręczny. Wolał o wiele bardziej piękno, które kryło się naturze, bo wydawało mu się prawdziwsze i naturalniejsze.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
14.05.2026, 00:41  ✶  
Niemal nie odrywała od niego wzroku. Stała blisko stołu, lekko pochylona, z jedną dłonią wspartą o drewno, drugą ostrożnie przesuwając po łuskach Vulcora, jakby bała się, że gwałtowniejszy ruch mógłby spłoszyć tę chwilę albo sprawić, że zniknie równie nagle, jak się pojawiła. Smoczognik wtulił łeb mocniej w jej dłoń, a ona mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. W odpowiedzi zaczęła mówić do niego półszeptem, krótkimi, miękkimi dźwiękami bardziej przypominającymi uspokajające ćwierkanie niż prawdziwe słowa. Dotykała go ostrożnie, jakby na nowo próbowała zapamiętać fakturę jego łusek, ciężar małego ciała i sposób, w jaki reagował na każdy ruch jej palców. Jakby przez tę rozłąkę zdążyła zapomnieć, jak wygląda jego obecność obok niej, i teraz musiała uczyć się jej od początku.
- Oj, jest za co - upierała się, a kiedy mężczyzna otworzył klatkę, Vulcor zawahał się tylko przez moment. Potem, z tą charakterystyczną dla siebie ciekawością, wysunął łeb na zewnątrz, rozchylił skrzydła i wspiął się na krawędź stołu. Przez chwilę rozglądał się po pomieszczeniu, czujnie i uważnie, jak stworzenie, które wracało na dobrze znane terytorium po zbyt długiej nieobecności. Astoria obserwowała go w milczeniu. Zwierzę wzbiło się w powietrze i przeleciał nisko nad jednym z foteli, zahaczył ogonem o ciężką zasłonę i niemal natychmiast skierował się ku wysokiemu regałowi, który najwyraźniej pamiętał doskonale. Zatrzymał się na jednej z półek, po czym ruszył dalej, zwiedzając kolejne kąty z wyraźnym zainteresowaniem. Vulcor był chaotyczny, impulsywny i nieprzewidywalny - wszystkim tym, czym ona sama nigdy sobie nie pozwalała być. A jednak właśnie dlatego jego obecność działała na nią kojąco.
Wróciła spojrzeniem do Leviego, gdy zorientowała się, o co tak naprawdę ją prosi. Obraz, do którego mógłby wejść. Potrafiła to zrobić. Lata nauki, praktyki i obsesyjnego doskonalenia warsztatu sprawiły, że posiadała umiejętności pozwalające tworzyć takie dzieła. Tyle że jemu nie mogła podarować nic mniejszego perfekcji. Zwykle do niej dążyła i nie było to tyle ambicją, co poczuciem obowiązku. Potrafiła godzinami poprawiać pojedynczy detal tylko dlatego, że światło układało się nie tak, jak powinno.
- Cóż, mogę spróbować - postanowiła po dłuższej chwili milczenia. Mogła to zrobić. Nawet jeśli oznaczało to dziesiątki poprawek, bezsenne noce i kolejne płótna odrzucane z frustracją. Nawet jeśli nigdy nie uznałaby pracy za naprawdę skończoną. - Ale mam dwa warunki. Po pierwsze powiesz mi, gdzie będzie wisiał i do czego jest ci potrzebny - zażądała, choć prawdopodobnie i tak by jej powiedział prędzej czy później. - Po drugie, potrzebuję pomocy z... jajkiem.
Odwróciła się ku jednej z komód stojących pod ścianą. Szuflada wysunęła się bezszelestnie, a ona wyjęła z niej zawiniątko zabezpieczone ciemnym materiałem. Kiedy rozchyliła tkaninę, między jej dłońmi ukazało się jajo, które w strukturze przypominało szyszkę.
- Słyszałam tylko plotki o jakimś eksporcie ze wschodu... ale nie chcę się go pozbywać - może powinna oddać je władzom, może niepotrzebnie brała sobie na głowę kolejny obowiązek, ale martwiła się, co może się stać z bezbronnym stworzeniem. Patrzyła na przyjaciela, czy jest w stanie rozpoznać, z czym mają do czynienia i co właściwie z tym zrobić, bo sama zdążyła trochę poczytać, ale dalej nie była pewna kolejnych kroków. - Wiesz, co tam może być?


learn the rules
then
break some

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
31.05.2026, 05:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2026, 05:45 przez Leviathan Rowle.)  

Obserwować jak Vulcor z ciekawością odkrywa, że oto faktycznie wrócił do domu – to była prawdziwa nagroda. Leviathan nigdy nie popierał trzymania zwierząt w warunkach, które dalekie były od ich naturalnego środowiska, ale wysokie sufity rodowej posiadłości Averych, zdawały się mieścić w sobie tyle przestrzeni, by nawet smoczogniki mogły poczuć się tutaj swobodnie. Mogły rozłożyć skrzydła i wzbić się do lotu, a jeśli odpowiednia ilość drzwi zostałaby otworzona na przestrzał, to wyszłaby z tego całkiem sporych rozmiarów prosta, którą można było tym lotem pokonać. Widać też było, że jaszczurka czuła się jak u siebie, z właściwą dla siebie zaczepnością zwiedzając kolejne znajome kąty i miejsca, jakby upewniając się ze wszystko jest dokładnie tak jak to zapamiętała. Mimowolnie na ten widok, na twarzy Rowle'a pojawił się delikatny uśmiech.

Kiwną głową na jej zgodę, ale w oczach czaiła się jakaś czujność, jakby nie był do końca pewien czy faktycznie mogła to zrobić, albo czy dalej nie pojawią się konkretne warunki. Cóż, te przyszły, ale ciężko było stwierdzić że były niezwykle wygórowane, bo plasowały się raczej w kategorii tych w pełni akceptowalnych. Przynajmniej dla niego.

— Będzie wisiał u mnie w domu. W Ostoi — wydawało mu się to o wiele lepsze miejsce niż rodowa posiadłość, szczególnie kiedy Astoria nie była do końca pewna swojej sztuki. Zawsze uważała ją za niedokończoną i niepełną, nawet jeśli według innych całość wydawała się skończona. Mógł zrobić przynajmniej tyle, ze faktycznie miałby ten obraz tylko dla siebie. I dla tych, których mógłby do niego zabrać. — Do czego? Cóż, na ten moment do niczego konkretnego. Ale to niepewne czasy i wychodzę z założenia, że czasem wypada mieć parę sztuczek w rękawie… — prawda nie leżała daleko od tego, co właśnie jej powiedział. Obraz miał stanowić dla niego zabezpieczenie. Może z czasem znalazłby coś, co mógłby w nim schować. — Swoją drogą, można do waszych obrazów wejść, ale czy istnieje możliwość, dajmy na to, namalować dwa prowadzące do tego samego miejsca i przechodzić między nimi? — zainteresował się, tknięty nagle jakąś myślą. Gdyby tak, zaproponowałby jej pewnie, żeby drugi znajdował się u niej.

— Jajkiem? — ściągnął nieznacznie brwi, śledząc jej kolejne ruchy. To, jak odwraca się ku jednej z komód i wysunęła z niej szufladę, wyjmując z niej niewielkie zawiniątko. Kiedy rozchyliła tkaninę, przez chwilę obserwował uważnie zawartość. — Tak, coś takiego — mruknął i wziął jajo do ręki, oglądając je uważnie. — Znalazłem ostatnio u siebie coś podobnego. Co prawda okazy były inne, ale też pochodzące ze wschodu. To ptasie jajo, dokładniej sowy. Cichy, spokojny okaz, który jest mistrzem kamuflażu. Jeśli chcesz je zatrzymać, należy umieścić je w ściółce i odczekać dobę, żeby zareagowało na otoczenie. Potem powinno zacząć się wykluwać.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#7
30.06.2026, 01:47  ✶  
Oboje obserwowali Vulcora z ewidentnym rozczuleniem, przynajmniej dopóki przyjaciel nie zajął jej myśli kwestią obrazu.
- Nie, nie. To działa zupełnie inaczej - pokręciła lekko głową. Przesunęła spojrzeniem po jednym z wiszących na ścianie pejzaży, jakby właśnie on najlepiej nadawał się do zilustrowania tego, o czym mówiła. - Obraz nie tworzy własnego świata. Nie maluje się nowej rzeczywistości, do której można wejść. Tak naprawdę obraz staje się czymś w rodzaju przejścia. Iluzją ukrywającą prawdziwe wejście. Kiedy przekraczasz jego ramę, nie trafiasz do wnętrza samego płótna, tylko do rzeczywistego pomieszczenia znajdującego się za odpowiednio przygotowaną magiczną przestrzenią. Można powiedzieć, że to bardzo elegancko zamaskowane drzwi.
Na krótką chwilę zamilkła, pozwalając mu wyobrazić sobie taki mechanizm, o który chodziło mężczyźnie.
- To, o czym mówisz, działałoby chyba na zasadzie świstoklika? Obraz mógłby nim być, chociaż wtedy jest ryzyko przypadkowego użycia - zaczęła się zastanawiać nad sensownymi rozwiązaniami, które naprawdę można byłoby wcielić w życie. Czy naprawdę można by było połączyć dwa obrazy w jedno fizyczne przejście? W głowie niemal natychmiast zaczęły pojawiać się kolejne problemy. Stabilność magii. Ograniczenia przestrzenne. Powiązanie płótna z konkretnym miejscem. Wytrzymałość zaklęć. Sposób aktywacji. Każdy kolejny rodził następne. I właśnie dlatego było to fascynujące.
- Nie potrafię sobie wyobrazić, jak należałoby to wykonać. Samo zaklęcie musiałoby być niewiarygodnie złożone… obraz musiałby utrzymać nie tylko iluzję, ale również trwałe powiązanie z odległą lokalizacją. Nie wiem nawet, czy istnieje teoria opisująca coś podobnego - na jej twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. Ten charakterystyczny, który zdradzał, że właśnie znalazła problem godny rozwiązania. - Ale muszę przyznać, że to niezwykle interesująca koncepcja. - już wiedziała, że po jego wyjściu, zajrzy do rodzinnej biblioteki. Będzie szukała odpowiedzi na temat trałych połączeń między odległymi punktami. Być może okaże się, że stworzenie takiego obrazu jest niemożliwe. A być może nikt wcześniej nie próbował połączyć tych dwóch gałęzi magii. Ta druga możliwość podobała jej się zdecydowanie bardziej.
- Dzięki twojemu kreatywnemu myśleniu, zyskałam kolejny cel, dziękuję - uśmiechnęła się kwaśno, bo w gruncie rzeczy nie wiedziała, czy powinna być wdzięczna. Jeżeli coś rozpalało w niej ciekawość, natychmiast zapuszczało korzenie. Zaczynało kiełkować pomiędzy codziennymi obowiązkami, przebijało się przez spotkania, obowiązki galerii, rodzinne kolacje, godziny spędzane nad dokumentacją i własnym malarstwem. Wracało przed snem i tuż po przebudzeniu, cierpliwie domagając się odpowiedzi. A lista rzeczy, które chciała osiągnąć, przestawała być rozsądna. Za każdym razem, gdy udawało jej się wykreślić jedną pozycję, pojawiały się trzy następne. Wiedziała przecież, że nie należała do ludzi o żelaznym zdrowiu. Jej ciało od dawna wyznaczało granice, których umysł uparcie nie chciał uznawać. Zdarzało się, że płaciła za własne ambicje zmęczeniem, dusznością albo kilkudniowym osłabieniem, lecz nawet to nie wystarczało, by nauczyć ją odpuszczania.
Odnośnie jaja, słuchała Leviego z uwagą, jakby właśnie przemawiał jej autorytet (bo w kwestii magicznych zwierząt, tym właśnie dla niej był). Uniosła wzrok znad skorupy i bez wahania zwróciła się w stronę pustej części pomieszczenia.
-Deek - kilka sekund później obok niej pojawił się niewielki skrzat domowy. - Przynieś mi proszę pudełko wypełnione świeżą ściółką. - gdy skrzat zniknął, Astoria przeniosła wzrok na mężczyznę. - Powinien wykluwać się w ciemności? - zanim zdążył odpowiedzieć, skrzat wrócił z pudełkiem. Brunetka podziękowała i ostrożnie wsunęła jajo pomiędzy ściółkę. Wolała zrobić to przy Leviathanie, by mieć pewność, że nie popełniła żadnego błędu.


learn the rules
then
break some

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
09.07.2026, 02:40  ✶  

Słuchał jej z uwagą do ostatniego słowa, a kiedy ona tłumaczyła mu, jak to wszystko działało, wyraźnie sam próbował ten temat nieco obrócić w myślach. Nigdzie bowiem między jej słowami nie padło, że było to zwyczajnie niemożliwe. To natomiast poruszyło chyba dokładnie tę samą strunę, w którą uderzyło u niej zadane przez niego pytanie. Jakaś ciekawość, która nakazywała sprawdzić wszelkie możliwości i ścieżki, bo może któraś z nich prowadziłaby dokładnie tam, gdzie sobie tego życzyli.

— Nie powiedziałbym, że świstoklika — powiedział wreszcie, bardzo powoli i z wyraźnym zastanowieniem, pocierając przy tym bezwiednie policzek. Spojrzenie szukało czegoś na ścianie, jakby rzucana tam pajęczyna sieci, nosiła w sobie rozwiązanie. Jakie to by było piękne, gdyby znajdowało się teraz ono na wyciagnięcie ręki. — Ale na pewno silna magia translokacyjna — sprecyzował, wreszcie spoglądając na nowo na nią, w jej oczy, i pochylił się nieco do przodu. — Wiesz czym są szafki zniknięć? Magiczne szafy, które pozwalają przejście z punktu A do punktu B. Podobno trzeba je odpowiednio nastroić, żeby trafiło się dokładnie tam, gdzie sobie tego czarodziej życzy, albo raczej do odpowiedniej szafki, ale wiesz o co chodzi. Jest to przejście. Działają bardziej jak drzwi, niż wyboista podróż świstoklikiem. Może to miałoby opierać się na podobnych zasadach? — Niestety, ale do tego czasu nie miał możliwości położenia rąk na czymś takim. Aristov i złożone mu zamówienie pozostawało cicho, okropnie cicho. — Pewnie gdyby udałoby ci się taką dorwać, byłabyś w stanie lepiej przestudiować jak one działają. Ja próbowałem, ale niestety mój kontakt się nie odzywał. I nie ma za co — uśmiechnął się do niej. Można by powiedzieć, że wesoło, gdyby kiedykolwiek zdarzało mu się w ten sposób operować twarzą. Niewątpliwie jednak, był to uśmiech przyjemny, założony specjalnie w kontraście do jej kwaśnej miny.

Potem podjął temat jej przyszłego nowego podopiecznego. Ptasie jajo samo w sobie nie wydawało mu się niczym specjalnym. Ot, ciekawostka ze wschodu, którą ktoś systematycznie próbował rozprowadzać po Wielkiej Brytanii, albo zwyczajnie chciał się pozbyć nadmiaru. Cokolwiek sprzedawcą powodowało, pozwalało zyskać całkiem ciekawy dla oka okaz. Skrzat domowy pojawił się i zniknął, wypełniając polecenie swojej właścicielki i dość szybko wracając z pudełeczkiem, które do granic możliwości wypełnione było leśną ściółką.

— Daj — rzucił łagodnie, wyciągając w jej stronę dłoń. Mógł ją poinstruować, ale nic nie zastępowało wprawnych rąk. — Na pewno mu nie zaszkodzi. Ciemność i wilgoć, to jedne z kluczowych warunków — tłumaczył dalej, rozgrzebywając ściółkę, tak by zrobić w niej przytulne wgłębienie, w którym następnie ułożył jajo. Mieszanka liści, ziemi i igliwia wydawała się być idealna, więc zagrzebał je dokładnie, a następnie sięgnął po różdżkę, chcąc za jej pomocą nieco nawilgotnić całość, tak by zanadto nie wyschła przez kolejną dobę. — Dwadzieścia cztery godziny. Potem powinien zacząć się wykluwać i będzie cały twój.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#9
15.07.2026, 01:25  ✶  
Im dłużej mówił, tym bardziej widać było, jak jej myśli nabierają tempa. Nie patrzyła już tylko na niego - patrzyła gdzieś pomiędzy jego słowami, tam, gdzie rodziły się kolejne zależności i połączenia. Była przyzwyczajona do analizowania dzieł sztuki, dostrzegania symboli ukrytych pod warstwami farby, lecz podobnie funkcjonował jej umysł w każdej innej dziedzinie. Jedna idea prowadziła do następnej, ta do kolejnej, aż w końcu powstawała cała sieć możliwości. Na wspomnienie szafek zniknięć jej brwi uniosły się nieznacznie. Oczy błysnęły zainteresowaniem. To miało znacznie większy sens. Tyle że nie miała dość wiedzy ani umiejętności, żeby połączyć malarstwo ruchome z magią translokacyjną. Niewielu miało, biorąc pod uwagę, jak rzadkie były te szafki.
- To nadal byłoby… niezwykle trudne - powiedziała spokojnie, a jej umysł zdążył już wyprzedzić rozmowę o kilka kolejnych etapów, wyszukując wszystko to, co mogło pójść nie tak. - Sama koncepcja brzmi logicznie. Szafki zniknięć rzeczywiście wydają się bliższe temu, co chcielibyśmy osiągnąć.
Jeśli w ogóle było to możliwe, droga do sukcesu byłaby usłana masą nieudanych prób i błędów. Miesiące, może nawet lata badań i eksperymentów. Czy była gotowa na takie poświęcenie i ilość frustracji, która niewątpliwie po drodze czekała?
- Nie wiem, czy uda mi się zdobyć dostęp do szafek, chyba łatwiej byłoby dotrzeć do dokumentacji, o ile taka istnieje - na moment zawiesiła głos. Wiedza mogła być przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie lub jako notatki w dzienniku, które większość uznałaby za bazgroły.
- Nawet jeśli poznam zasadę ich działania, pozostanie jeszcze pytanie, jak osadzić podobną magię w obrazie. Płótno zachowuje się inaczej niż drewno. Obrazy nie mają drzwi, przez które się wchodzi - kolejną kwestią była stabilność magii i potencjalne niebezpieczeństwa. Czy mogłoby dojść do rozszczepiania? Śmierci? Czy istniało ryzyka "zgubienia się" w obrazie? Miała mnóstwo wątpliwości i nikogo, kto potrafiłby na nie odpowiedzieć.
Kiedy wyciągnął ku niej dłoń, bez najmniejszego zawahania podała mu jajo. Nie dlatego, że nie chciała zrobić tego sama. Po prostu ufała mu. Stanęła tuż obok, obserwując każdy jego ruch z uwagą uczennicy przypatrującej się mistrzowi. Nie próbowała pomagać. Nie wtrącała się. Wiedziała, że doświadczenie zdobywane latami często przejawiało się w drobnych gestach, których nie sposób wyczytać z żadnej książki. Patrzyła, jak rozgarnia ściółkę. - Dziękuję - mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. To było coś, co zawsze w nim podziwiała. Gdy ona obcowała z obrazami, płótnami i pigmentami, jego żywiołem pozostawały żywe stworzenia. Obserwowanie go przy pracy przypominało jej oglądanie konserwatora odnawiającego bezcenny fresk - człowieka, który doskonale wiedział, ile siły może użyć, a gdzie wystarczy jedynie delikatny dotyk.
- Czy mam go izolować od Vulcora? Przynajmniej na początku? - zapytała w obawie, że smoczognik mógłby pomylić pisklę ze swoim posiłkiem. Nie chciałaby być świadkiem takiej sceny, ale jednocześnie miała nadzieję, że będą się do siebie przyzwyczajać od początku.
- Napijesz się czegoś? Wina? Kiepsko cię ugościłam - uśmiechnęła się przepraszająco, a jej palce gładziły bezwiednie łuskowatą skórę na jego ręku.


learn the rules
then
break some

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#10
29.07.2026, 05:28  ✶  

Leviathan zawsze lubił problemy. Co prawda może nie te, które przytrafiały się jemu samemu, ale pochylanie się nad logicznymi zagadkami i badanie gruntu, wydawały mu się całkiem ciekawą rozgrywką. Momenty, kiedy można było odkrywać, wykładać podwaliny pod jakieś naukowe rozprawki… wydawał się w nich faktycznie odkrywać faktyczny sens ludzkiej istoty. Siedział więc z Astorią i mimowolnie uśmiechał się lekko, kiedy błądził myślami po kolejnych zagadnieniach, które mogły być elementem układanej przez nich układanki, ale też śledził z zainteresowaniem to, jak i jej umysł przeskakuje dalej i dalej, szukając rozwiązań.

— Borgin&Burkes — podsunął jej wreszcie, kiedy zaczęła mówić o ewentualnych trudnościach w zdobyciu takowej i dokumentacjach. — Podobno mają tam pełno przeróżnych rzeczy w tym swoim sklepiku. Może mają dostęp do jakichś szafek zniknięć, a jeśli nie to, to może posiadają dokumentację, która by cię interesowała — wzruszył ramionami, bo nawet jeśli nie był to pewien traf, to zawsze było to jakiś trop, a to już było jego zdaniem coś. On nie zamierzał się tym przejmować, głównie dlatego że nie zamierzał postawać na Nokturnie. Brzydziło go to miejsce do granic możliwości.
— A co z framugą? — odchylił się nieco na siedzisku, rozpierając na oparciu i bębniąc palcami o podłokietnik w zastanowieniu. — Jest z reguły drewniana, prawda? A w drewnie o wiele łatwiej jest wyryć runy, które mogą utrwalić magiczne działanie — myślał dalej, spojrzenie utkwiwszy w smoczoogniku, jakby ten miał zostać idealnym wręcz źródłem inspiracji. — Wiem, że nie zajmujesz się obróbką drewna, ani runami, ale może dałoby się kogoś takiego znaleźć. Chyba nawet u Burke ktoś taki pracuje… — pewnie było ich tam na pęczki, bo spodziewał się że rodzinnie mogli mieć pod ręką kogoś, kto byłby w stanie naprawiać ich te wszystkie amuleciki i ręki glorii, ale w tym momencie chodził mu po głowie Caius, którego Astoria równie dobrze mogła kojarzyć ze szkoły. — W każdym razie, nie jestem specjalistą. Ale pomysły zawsze mogę ci rzucić — uśmiechnął się wreszcie nieco wyraźniej, jakby przestał już błądzić myślami po domniemanych szafkach czy obrazach i skupił się na tu i teraz.

— Najlepiej dać mu teraz spokój. Vulcor jest bardzo mądrym smoczognikiem, ale jeszcze zanadto zainteresuje się tym jajkiem — konsekwencje pozostawił w domyśle. Przyklepał dłonią mech i oddał jej pudełeczko. — Kiedy się wykluje, najlepiej umieścić go w klatce i niech na spokojnie dorasta. Za towarzystwo zawsze może mieć inną sowę, jeśli boisz się że będzie czuć się samotnie — uśmiechnął się do niej delikatnie. — Nic nie szkodzi. Z chęcią bym się napił. Możemy wyjść z Vulcorem do ogrodów, żeby zobaczyć jak będzie się zachowywał na świeżym powietrzu. Co ty na to?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2567), Leviathan Rowle (2310), Pan Losu (212)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa