• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[05.10.1972] Mulled wine to go (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange)

[05.10.1972] Mulled wine to go (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
16.12.2025, 00:46  ✶  
05.10.1972
Dziurawy Kocioł

Dziurawy Kocioł przywitał ją znajomym półmrokiem, zapachem starego drewna, dymu i rozlanych eliksirów, które wsiąkły w ściany tak dawno temu, że stały się częścią samego miejsca. Było tu gwarno - szmer rozmów, brzęk kufli, kroki przesuwające się po nierównej podłodze. Astoria zarejestrowała to wszystko jednym spojrzeniem, po czym wybrała stolik na uboczu, z którego miała dobry widok na wejście. Usiadła prosto, z wyprostowanymi plecami, jakby nawet krzesło było elementem oficjalnego spotkania. Położyła torbę obok siebie, dłonie oparła lekko na kolanach. Spojrzała na zegarek. Artysta, z którym się umówiła w sprawach służbowych oczywiście się spóźniał. Przez ułamek sekundy poczuła znajome napięcie w karku, to ciche ukłucie irytacji, które jednak natychmiast stłumiła. Zbyt wiele lat spędziła, pracując z malarzami, rzeźbiarzami i innymi twórcami, by pozwalać sobie na złudzenia. Artyści, szczególnie ci dobrzy, rzadko bywali punktualni. Ich myśli biegły innymi torami, ich poczucie czasu było rozciągliwe, kapryśne, podporządkowane natchnieniu, nie zegarowi. Była do tego przyzwyczajona. Nie znaczyło to jednak, że to akceptowała. Gdy artysta w końcu się pojawił, Astoria przyjęła to z tą samą powściągliwością, z jaką przyjmowała wszystko, co wymagało profesjonalnego dystansu. Nie pozwoliła, by irytacja wypłynęła na powierzchnię. Spóźnienie zostało odnotowane i odłożone do rozliczenia w chłodnej ocenie współpracy, nie w emocjach. W jej dłoniach pojawił się notes; pergamin zapełniał się drobnym, równym pismem, w którym nie było miejsca na chaos. Spisywała jego pomysły na wystawy, notowała skojarzenia, tytuły robocze, koncepcje ekspozycji. Przedstawiając ofertę, była rzeczowa i precyzyjna. Mówiła o widowni, o renomie galerii, o tym, jak jego prace mogłyby zostać osadzone w kontekście, który nie spłaszczy ich znaczenia, lecz wydobędzie to, co w nich najmocniejsze. Astoria wiedziała, że artyści nie lubią poczucia kontroli, dlatego oferowała im ramy, a nie klatkę.
Gdy spotkanie dobiegło końca, zamknęła notes i pozwoliła rozmowie naturalnie wybrzmieć. Odprowadziła go wzrokiem, gdy odchodził w stronę wyjścia i sama zaczęła pakować notatki do aktówki. Kątem oka dostrzegła ruch - kelner zatrzymał się obok jej stolika.
- Pani wygląda na kogoś, kto ma dobry gust. Może spróbuje Pani naszego nowego grzańca? Nowa receptura - zaproponował kelner. Uniosła na moment wzrok znad torby i pozwoliła, by propozycja wybrzmiała w jej myślach. Pierwszym odruchem była odmowa. A jednak zawahała się. To było jej ostatnie spotkanie tego dnia. Nie miała więcej zobowiązań i teoretycznie mogła sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. Pomyślała, że jeden grzaniec nie zburzy świata, który tak starannie utrzymywała w ryzach. Skinęła głową.
- A mogę na wynos?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#2
17.12.2025, 09:16  ✶  
Nie przepadał za Dziurawym Kotłem z wielu powodów. Zbyt długo zajęłoby wyliczanie każdego z nich po kolei, lecz zdecydowanie największym z nich była obecność jego byłej dziewczyny, której uniknąć się nie dało. W końcu tu pracowała. Niechętnie więc tu zaglądał, a prawdę mówiąc - unikał jak tylko mógł tego miejsca. Teraz jednak nie miał jak się wymigać od przyjścia tutaj. Matka poleciła odebrać mu jedną rzecz, jako że miał pub bliżej niż ona. A mamie się przecież nie odmawia.

Gdy wszedł do środka, uderzył go zapach, który z reguły nie był obecny w Kotle. Grzaniec, goździki, korzenna woń... Zatrzymał się po wejściu do środka i odruchowo spojrzał za okno. Nie było możliwym, by przespał kilka miesięcy i nagle zrobiło się przed Yule, prawda?
- Ma pan ochotę spróbować? - nowa kelnerka podeszła do Rodolphusa z tacą pełną małych kubeczków z parującym napojem, i uśmiechnęła się. Lestrange rozejrzał się jeszcze, a jego wzrok krążył głównie wokół kontuaru, jakby wypatrywał kogoś szczególnego. Nie ma jej, nie było jej dzisiaj w pracy - przemknęło mu przez myśl z ulgą. Widocznie się rozluźnił a dłoń odruchowo sięgnęła po kubeczek.
- Dość wczesna pora roku jak na grzaniec, prawda? - zapytał w odpowiedzi. Nie chciał odmawiać, wystarczy tylko że umoczy usta w ciepłym napoju, nikt nie każe mu pić całego grzańca.
- To nowa receptura, zbieramy opinie przed Yule - wyjaśniła kobieta, przestępując z nogi na nogę. W sumie słuszna decyzja, lepiej było się przygotować zawczasu, prawda? Lestrange upił mały łyk, ale kobieta nie odchodziła. Chyba chciała poznać jego opinię, ale on... Nie lubił po prostu alkoholu. Wziął ten kubeczek z uprzejmości.

Na dodatek jego wzrok trafił właśnie na Astorię. Zakrztusił się.
- Och, za ostry? - kelnerka wydawała się być zmartwiona tą reakcją. Czyżby mu nie smakowało?
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
15.01.2026, 22:59  ✶  
Astoria przez chwilę pozostała w tym zawieszeniu, z uśmiechem, który powoli wygasał, przechodząc w spokojną, niemal obojętną linię ust. Wzrok opuściła dopiero wtedy, gdy poczuła, że zbyt długo pozwala jednej myśli krążyć w głowie. Skupiła się więc na stole - na ciemnym drewnie lekko nadgryzionym czasem, na delikatnych refleksach świec odbijających się w gładkiej powierzchni blatu. Czekanie było czynnością, którą opanowała do perfekcji. Czekała na artystów, na decyzje, na transporty, na lepsze momenty. To nie było nic nowego. W głowie pojawiła się ta dobrze znana, rozsądna myśl, że równie dobrze mogłaby wstać i wyjść, wrócić do domu, gdzie wszystko było przewidywalne i bezpieczne. Kelnerka pojawiła się cicho, niemal bezszelestnie, jakby nie chciała przerywać jej toku myśli. Astoria podniosła wzrok i natychmiast przybrała ten łagodny wyraz twarzy. Dziewczyna z lekkim uśmiechem wsunęła kubek bliżej, podsuwając go dokładnie pod jej dłoń, tak by ciepło napoju było od razu wyczuwalne. Ceramika była gorąca, przyjemnie ciężka. Astoria objęła kubek palcami odruchowo, a zapach grzańca uniósł się intensywniej, gdy napój poruszył się w środku. Wpatrywała się w bursztynową taflę napoju, zanim uniosła go do ust i skosztowała pod czujnym okiem kelnerki. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
- Może odrobinę za dużo goździków - uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową, a wtedy kelnerkę odeszła do swoich obowiązków. Przez chwilę pozwoliła myślom odpłynąć. Dziurawy Kocioł był dziś inny niż zwykle: pachniał obietnicą zimy, choć kalendarz uparcie twierdził, że do Yule jeszcze daleko. Z drugiej strony czas leciał szybko... za szybko. Skupiła się więc na drobiazgach: na ciepłym ceramiku pod palcami, na miękkim szumie rozmów, na tym, że po raz pierwszy od całego dnia nikt niczego od niej nie chciał.
Nie zauważyła go od razu.
Zresztą, nie miała powodu. Jej uwaga była rozproszona, myśli krążyły wokół galerii, zawieszonych wystaw, obrazów czekających cierpliwie na lepszy moment. Dopiero jakiś ruch na granicy pola widzenia. To było jedno z tych krótkich, zawieszonych w czasie mgnień, które trwają ułamek sekundy, a jednak potrafią rozciągnąć się w nieskończoność. Astoria poczuła znajome, niechciane ukłucie gdzieś pod żebrami - nie na tyle silne, by ją zdradzić, ale wystarczające, by je rozpoznała. Przez moment miała wrażenie, że świat wokół nieco przycichł, jakby Dziurawy Kocioł wstrzymał oddech razem z nią.
Nie zmarszczyła brwi. Nie odwróciła wzroku. Po prostu się uśmiechnęła. Natychmiast potem pojawiło się wahanie. Czy powinna podejść? Wstać, zrobić te kilka kroków, zamienić grzecznościowe słowo, udowodnić (komu właściwie?), że nic ją to nie kosztuje? A może lepiej udawać zajętą, sięgnąć po kubek, spuścić wzrok, dać mu pretekst do ucieczki, jeśli właśnie tego potrzebował? Znała to uczucie aż za dobrze: balansowanie na cienkiej granicy między odwagą a wygodnym wycofaniem się. Przez moment obserwowała go spod rzęs, analizując własne odruchy z tą samą precyzją, z jaką zwykle oglądała spękania na starych płótnach. Nie zrobiła nic. Nie była kobietą, która prosi o uwagę. A jej uśmiech i przyjazny wyraz twarzy był jasnym znakiem, jeśli on zamierzał poczynić jakikolwiek krok.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#4
27.01.2026, 14:20  ✶  
Astoria nie była kobietą, która prosi o uwagę - ona była kobietą, która tę uwagę dostawała od innych niezależnie od tego, czy jej chciała, czy też nie. Dostawała ją mimowolnie, gdy promienie słońca tańczyły na jej bladej skórze i gubiły się w czerni włosów, a zielone oczy odbijały światło, przywodząc na myśl wiosenne liście, które dopiero co rozwinęły się w pełni, zwiastując nowy początek.
- Nie, jest... W porządku - odpowiedział wymijająco, odstawiając kubek mimowolnie na jeden z pierwszych lepszych stolików. Kelnerka wydawała się być nieco zawiedziona tą odpowiedzią, lecz nie naciskała: jej uwaga w całości przeniosła się na kolejną osobę, która przekroczyła próg Dziurawego Kotła. Nie był pomocy, jeżeli chodzi o alkohole: były za mocne, zbyt gorzkie lub zbyt słodkie, nieprzyjemnie paliły w gardło i piekły w język osoby, które od alkoholu stroniły. Taka była ich rola, ale nie oznaczało to, że miał się na to godzić i wlewać w siebie więcej niż ćwierć łyka, który wziął przed chwilą.

Sam nie wiedział dlaczego, ale Astoria bardzo mu pasowała do tej scenerii. Dziurawy Kocioł nie był galerią sztuki, ale miał w sobie duszę, której nie można było odmówić Avery. Miał swój charakter, a tego dnia i swój zapach, który przywodził na myśl Yule. Oczyma wyobraźni widział Astorię w wełnianej czapce, która skrywała włosy przed śniegiem padającym z nieba. Widział zaróżowione policzki i lekko czerwony nos, widział błyszczące oczy, które patrzyły na płatki śniegu z dziecięcym wręcz zachwytem. Mrugnął, by odpędzić od siebie tę dziwną, niespotykaną wizję, a gdy to zrobił - znalazł się przy jej stoliku. Tak, jakby jego nogi same podjęły decyzję, zanim jeszcze dotarła ona do mózgu.
- Miło cię widzieć - przywitał się, a kącik ust sam z siebie drgnął w lekkim uśmiechu. - Testujesz nową recepturę grzańca?
Jego wzrok spoczął na kubku, który trzymała w dłoni. Tak prostym i zwyczajnym, niepasującym do jej aparycji. Pasowała tu, a jednak odstawała od Kotła wyraźniej, niż pewnie chciałaby przyznać. Sprzeczności mieszały się, a kolejne mrugnięcie odpędziło wizję Avery, która wyciągała dłoń w rękawiczce, by pochwycić jeden z płatków śniegu.
- Czekasz na kogoś, czy mogę się dosiąść i dotrzymać ci towarzystwa? - nie chciał jej przeszkadzać, zresztą miał dobrą wymówkę, jeżeli potwierdziłaby, że jest z kimś umówiona. Podejrzewał, że na kogoś czeka, lecz nikt nie podchodził. Nie wypadało jej zostawiać samej. Ale nie dlatego zapytał, czy może się dosiąść. Chciał się dosiąść.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
20.02.2026, 02:06  ✶  
Zanim jeszcze usłyszała jego głos, poczuła zmianę w przestrzeni - subtelne przesunięcie powietrza, cień padający na stół, ciepło czyjejś obecności zbyt blisko, by je zignorować. Uniosła wzrok powoli, jakby dawała sobie ułamek sekundy więcej na uporządkowanie myśli, które rozproszyły się niebezpiecznie szybko.
- Ciebie również - odpowiedziała, a jej ton był gładki, wyważony, z odcieniem szczerości, którego nie próbowała ukrywać. Nie był to chłód, nie była to przesadna serdeczność. Raczej coś pomiędzy. Kiedy wspomniał o grzańcu, spojrzała na kubek w swojej dłoni, jakby naprawdę musiała sobie przypomnieć, po co tu jest.
- Wygląda na to, że tak - odparła z lekkim uniesieniem brwi. - Podobno zbierają opinie przed Yule. Uznałam, że mogę poświęcić się dla dobra ogółu.
Ciepło ceramiki wciąż ogrzewało jej palce, choć nie była pewna, czy to ono odpowiada za delikatne zaróżowienie skóry. Uniosła kubek i upiła mały łyk, tym razem już świadomie. Smak był korzenny, odrobinę zbyt intensywny, ale przyjemny - zostawiał na języku ślad, który nie znikał od razu.
Gdy zapytał, czy czeka na kogoś, na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. To było krótkie, uważne spojrzenie - takie, którym bada się nie tyle pytanie, co intencję stojącą za nim. Zauważyła to drobne napięcie w jego postawie, tę gotowość do wycofania się, jeśli da mu pretekst. I może powinna skorzystać z tej furtki.
- Nie, nie. Zapraszam - wskazała krzesło naprzeciwko i zrobiła krótką pauzę, jakby spodziewała się, że wyśmieje ją i odejdzie z aroganckim uśmieszkiem. Jakby wciąż spodziewała się po nim najgorszego.
Oparła łokieć o stół, splatając palce wokół kubka, i przyjrzała mu się uważniej. W półmroku Kotła jego sylwetka wydawała się bardziej surowa, mniej wyraźna niż w jaśniejszych przestrzeniach, do których była przyzwyczajona. A mimo to pasował tu, może właśnie przez tę nutę nieoczywistości.
- Miałam tu niedawno spotkanie służbowe. Właściwie już wychodziłam, ale zatrzymała mnie ta... degustacja - wyjaśniła krótko, żeby nie pomyślał sobie, że ktoś ją wystawił. Czy mógłby pomyśleć, że umówiłaby się na randkę w takim miejscu? Czy w ogóle rozważał to w takich kategoriach? Czy może bardziej w kwestii własnych interesów, jeśli w ogóle takie posiadał? Stop. Po co miałaby zadawać sobie te pytania, przecież to jej wcale nie interesuje. Wcale.
- A ty? Co tu robisz? - zapytała z łagodnym, niemal niewinnym zainteresowaniem, unosząc brew odrobinę wyżej. - Próbowałeś nowej receptury? - Wiedziała przecież o jego awersji do alkoholu. A jednak potrafił z uprzejmości przyjąć kieliszek czy kubek, jakby sama odmowa była większym faux pas niż późniejsze odstawienie napoju nietkniętego.
- W ostatnim tygodniu byłam bardzo zajęta - dodała nagle, jakby próbowała usprawiedliwić fakt, że od ich spotkania (randki?) nie wykazała żadnej chęci ani zainteresowania (powinna?). To był tylko gest wdzięczności, prawda? Eleganckie domknięcie historii. Po cholerę więc, próbowała się teraz usprawiedliwiać?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#6
02.03.2026, 15:46  ✶  
To było poniekąd zabawne, jak tańczyli wokół siebie niczym dwa drapieżniki, gotowe do odpuszczenia gdy tylko przeciwnik obnaży kły. Jedno i drugie charakteryzowało się napięciem mięśni, upartością i niemożnością ustępowania, a jednak gdyby tylko pojawił się znak: odeszłoby. A jednak ten znak się nie pojawiał, chociaż niepewnie czekali na niego w milczeniu, które przerywało tylko szybsze bicie serca. Z jakiegoś niewiadomego powodu nie mógł zapomnieć o Astorii i o pocałunku, który zabarwił jego usta posmakiem wina, zmieszanego ze smakiem jej warg. Wciąż czuł jej usta na swoich, a przecież minęło od tamtej chwili naprawdę sporo czasu.

Rozczarował ją - uśmieszek się nie pojawił, a on sam nie odszedł. Jeżeli wciąż oczekiwała po nim zachowania z nastoletnich lat, to musiała obejść się smakiem. Lestrange odsunął krzesło i usiadł naprzeciwko Astorii. Kiwnął głową na znak, że rozumie - poniekąd to było logiczne, że musieli sprawdzić nową recepturę. Ale czemu tak wcześnie i czemu akurat teraz? Nie minął nawet pełny miesiąc o Spalonej Nocy. Chociaż może o to w tym wszystkim chodziło: o sprawienie, że ludzie szybciej zapomną? O ile to było w ogóle możliwe.
- Przyszedłem coś odebrać dla matki - odpowiedział swobodnie, tak jakby w jego męskość nie godził fakt, że odbiera rzeczy dla swojej rodzicielki. Niektórzy pewnie w życiu by się nie przyznali do tego, jak bardzo szanowali swoje matki i jak wiele mogli dla nich zrobić. Rodolphus był inny - jego matka była jednym z niewielu jasnych punktów w jego życiu. Gdy mówiła, żeby coś dla niej zrobił, robił to bez zbędnych pytań. Nigdy nie nadszarpnęła jego zaufania, tak jak to zrobił ojciec. Była... Była tak inna od niego, tak dobra, że musiał ją chronić przed złem tego świata. Musiał ją chronić przed prawdziwym sobą. - Nie przepadam za alkoholem, lecz jeżeli miałbym wybierać, to grzane piwa i wina znajdowałyby się na samym dole listy trunków, które bym kiedykolwiek wypił. Ale nie wypadało odmówić.
Odruchowo potarł policzek palcami, wpatrując się w nieco rozmazaną przez dym i oświetlenie sylwetkę Astorii. Bezwiednie wsparł policzek o wnętrze swojej dłoni, a łokieć na blacie stolika. Patrzył na nią, a w oczach błyszczały promienie słońca, przedzierające się przez przyciemnione szyby. Tęczówki barwy stali były zwykle przenikliwe i chłodne, lecz jeżeli Avery by wróciła wspomnieniem do ich pierwszego spotkania w OdNowie - dostrzegłaby subtelną zmianę w tym, jak na nią patrzył. Jego wzrok był bardziej miękki, niż na początku. Na pewno nie mógł tego spowodować mały łyk alkoholu.
- Nie jestem jednak kimś, kto byłby obiektywny jeżeli chodzi o ocenę smaku. Zmarnowali tylko jedną porcję na mnie - uśmiechnął się lekko. Gdy zaczęła się usprawiedliwiać, nieznacznie uniósł brew. Na jego usta wstąpił uśmieszek, jeden z tych szczerze rozbawionych. Dlaczego mi się tłumaczysz, Tori? Z wspartym policzkiem na dłoni i tym uśmiechem wyglądał prawie niewinnie. Jak szczeniak, który wpatruje się w nieznane mu stworzenie - nieco rozbawiony, chętny do zabawy i jednocześnie pełen zainteresowania. - Rozumiem. Ministerstwo Magii wciąż wyciska z każdego Departamentu absolutnie każdą kroplę zaangażowania. Większość osób odwołała swoje urlopy i plany, całkowicie poświęcając się naprawie zniszczeń i próbie wykrycia osób, które za tym stoją. Pozostali zaś na własną rękę próbują pomagać innym i odbudowywać to, co zostało spalone.
Wygodnie było pracować w Ministerstwie Magii, gdzie miało się dostęp do informacji z pierwszej ręki. Wygodnie było mieć rodzinę w innych Departamentach, z którą można było niezobowiązująco ponarzekać na to, co się działo, jednocześnie wyciskając dla siebie przydatne informacje. Nie winił jej, że się nie odzywała. Miała pewnie dużo pracy, w końcu spłonęły też rezydencje, w których znajdowały się dzieła sztuki. Ludzie potrzebowali też pieniędzy, a sprzedaż obrazów czy rzeźb, które ocalały, to był pewnie jeden z wielu sposobów na zdobycie galeonów.
- Udało mi się znaleźć idealne miejsce na obraz - powiedział, nie spuszczając z Astorii wzroku. Nie wyrzucił go.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#7
12.03.2026, 01:09  ✶  
Przez ułamek sekundy była przekonana, że po prostu wymieni z nią kilka uprzejmych zdań i odejdzie - tak jak robiło wielu, którzy zatrzymywali się przy stoliku znajomej osoby z czystej kurtuazji. Właściwie tego właśnie się spodziewała. Tego rodzaju spotkania miały swoją strukturę: krótka rozmowa, uprzejmy uśmiech, wymówka i powrót do własnych spraw. Dlatego gdy krzesło naprzeciwko niej zostało odsunięte, a on usiadł bez cienia wahania, przez jej twarz przemknęło coś bardzo subtelnego. Nie była to konsternacja. Raczej drobne, niemal nieuchwytne zaskoczenie. Jej brwi uniosły się minimalnie, a spojrzenie zatrzymało się na nim o ułamek sekundy dłużej, niż pozwalała na to czysta uprzejmość. Ten moment trwał krótko, ale w jej myślach zdążyło pojawić się pytanie, którego nie zamierzała wypowiedzieć.
Zamiast tego skupiła się na kubku w dłoniach, na parze unoszącej się nad powierzchnią grzańca, na dźwiękach karczmy. Było łatwiej myśleć o tym wszystkim jako o przypadkowej sytuacji niż przyznać, że jego obecność wcale jej nie przeszkadzała.
- To miło z twojej strony - przyznała z cichym uznaniem. W końcu dorośli mężczyźni dość rzadko latali za sprawunkami matek, a on nie bał się powiedzieć o tym głośno. Nie było w tym nic złego oczywiście, po prostu te wszystkie małe rzeczy, które tak nonszalancko wyjawiał, nie pasowały do jej obrazka w głowie. Wciąż miała go za mężczyznę nieprzystępnego, aroganckiego i złośliwego. Wciąż czekała na przytyk, na kąśliwą uwagę lub próbę upokorzenia jej. Nic z tych rzeczy jednak nie nadchodziło i zaczynała powoli kwestionować swoje poglądy na temat mężczyzny.
Słuchała, co mówił o próbowaniu grzańca i poczuła lekkie ukłucie ciekawości. Rodolphus zawsze wydawał jej się kimś, kto raczej nagina reguły niż się im podporządkowuje. Kimś, kto nie przejmował się tym, co wypada. A jednak teraz mówił o tym tak naturalnie. Ciemne włosy opadły jej na ramię, a palec znów powoli przesunął się po krawędzi kubka, kreśląc niewidzialny okrąg.
- Zawsze robisz to, co wypada? - pytanie padło spokojnie, bez oskarżenia, niemal z lekką nutą niedowierzania. Astoria nie odrywała od niego wzroku, jakby próbowała odczytać odpowiedź jeszcze zanim ją wypowie. Jakby w myślach próbowała dopasować tę wersję Rodolphusa do tej, którą znała z przeszłości. Nagle w jej oczach pojawiła się iskra ciekawości, która sprawiała, że wyglądała jeszcze młodziej. - Nigdy się nie upiłeś? - wyszeptała konspiracyjnie, jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchać to niedorzeczne pytanie. - Nawet raz? Żeby sprawdzić, jak to jest? - jej błysk w oku zdradzał, że ta wizja naprawdę ją bawi. W końcu każdy popełniał błędy młodości, a jego awersja do alkoholu mogła mieć swoje podłoże, o którym nie chciał mówić.
- No tak. Czyli też byłeś zajęty. To dobrze. - podniosła wzrok znad kubka i spojrzała na niego z lekkim, spokojnym uśmiechem, który pojawił się na jej ustach niemal naturalnie. W końcu on też nie odezwał się po ich ostatnim spotkaniu. Teraz przynajmniej miał jakieś minimalne wytłumaczenie. Nie wystarczyłoby, gdyby jej zależało. Ale przecież nie zależało, prawda? Łatwiej było uznać, że oboje byli zajęci. Że ich spotkanie było czymś jednorazowym, małym epizodem pomiędzy dwiema bardziej istotnymi częściami życia. Gestem wdzięczności, może chwilowym kaprysem losu. Tak było bezpieczniej.
- Tak? Ciemny kąt piwnicy zapewne? - droczyła się, bo przecież sam wspominał, że to nie jego styl i nie posiada zbyt wuelu dzieł w swojej kolekcji. Próbowała zignorować to ciepło, które rozeszło się po jej ciele na wiadomość, że jednak nie wyrzucił ani nie oddał prezentu. Próbowała stłumić rosnącą ciekawość, zachowując niemal neutralny (acz uprzejmy) wyraz twarzy.


learn the rules
then
break some

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#8
23.03.2026, 11:22  ✶  
Gdyby to nie była Astoria, to zapewne tak by to wyglądało: kilka uprzejmych zdań, być może nawet samo skinienie głową, a potem powrót do swoich spraw. Jednak w Astorii było coś przyciągającego - coś, co nie pozwalało mu przejść obok niej obojętnie. Dlatego też niewiele myśląc usiadł przy jej stoliku, by dotrzymać kobiecie towarzystwa. Nie będzie przecież piła tego grzańca w samotności: może gdyby to było normalne wino i lepszy lokal, to nie miałby wątpliwości, czy zostawić ją samą czy nie.
- Miło? To... normalne - teraz i na jego twarzy odbiła się konsternacja. Nie interesowało go to, co robili inni mężczyźni, w zasadzie to nigdy się nie zastanawiał nad tym, jak to, co robił dla matki, mogłoby zostać odebrane przez samczą część społeczeństwa. Tak został wychowany, a na dodatek robienie przysług dla swojej rodzicielki nie odbierał nigdy jako czegoś, co odebrałoby mu męskości. Oparł plecy wygodniej o oparcie krzesła i uniósł kącik ust, gdy zapytała go o to, czy zawsze robił to, co wypadało. Czy on już kiedyś tego nie słyszał? - Nie zawsze. Ale często. Maniery to jedna z niewielu cech, które odróżniają nas od bydła.
Odpowiedział swobodnie, lecz w jego oczach błysnęło coś tajemniczego - coś, co pojawiło się przy słowach nie zawsze. Oczywistym było, że gdy był nastolatkiem, nie robił tego, co należało. A w dorosłości? Cóż...
- Trzeba umiejętnie lawirować między tym, co wypada, a czego nie, żeby móc zachować na dłuższą metę pewną swobodę - i przewagę nad innymi, ale tego już nie powiedział. - Poza tym odpuszczanie niektórych spraw nie sprawi, że na moim honorze pojawi się skaza. W tym przypadku dodatkowo sprawiło, że zamiast trzy razy tłumaczyć komuś moje przyzwyczajenia, mogłem usiąść z tobą.
Już widział oczyma wyobraźni, jak kelnerka nagabywałaby go na tego grzańca, a on musiałby po raz któryś mówić, że dziękuje ale nie skorzysta z propozycji. Okropna strata czasu.

Na pytanie Astorii odpowiedział zdziwionym spojrzeniem. Nie odpowiedział od razu. Przeniósł wzrok gdzieś ponad jej ramię, jakby sięgał pamięcią do lat wstecz. Myślał.
- Upić się... Zależy, co masz na myśli - zaczął, marszcząc nieco brwi w zastanowieniu. - Czy kręciło mi się w głowie po alkoholu? Tak. Czy mówiłem rzeczy, których nigdy bym nie powiedział? Nie. Czy plątały mi się nogi? Nie. Czy następnego dnia wstałem odwodniony z bolącą głową? Tak. Paskudne uczucie, którego nie chcę już nigdy doświadczać, szczególnie po ostatnich wynikach badań. Wiesz, że nawet niewielkie ilości alkoholu uszkadzają mózg i funkcje poznawcze? Gdy spożywa się go często i regularnie, zmiany są nieodwracalne.
Czy upił się tak, by nic nie pamiętać? Również nie. Po prostu szybko zauważył przewagę wad nad zaletami. Nachylił się w kierunku kobiety z zaczepnym uśmiechem.
- A ty? Zawsze trzymasz się wyznaczonego limitu, który sobie nałożyłaś, czy podczas przerwy w Hogwarcie podkradałaś wino z piwniczki rodziców jak mój brat, by następnego dnia dolać tam soku i wody, by zamaskować ubytek w butelce? - w zasadzie to mógł ją sobie wyobrazić w takiej sytuacji. A potem krzyk ojca Astorii, gdy po latach wściekał się, że wino było zepsute.

Wyprostował się, a gdy Astoria zaatakowała, przewrócił oczami.
- Tak, dokładnie. W piwnicy, w kącie pełnym pajęczyn i na dodatek zakryłem go jakąś szmatą do czyszczenia podłóg - prychnął. Jak bardzo w niego nie wierzyła? - Doskonale pasuje do starych, połamanych mebli i słoików z przetworami.
W zasadzie to w swoim domu nie miał nawet piwnicy. Ale nie musiała tego wiedzieć. Lestrange zabębnił palcami o blat stolika.
- Zgaduj - powiedział nagle z cieniem rozbawienia w głosie.



!kolo13
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#9
23.03.2026, 11:22  ✶  
W Little Hangleton na cmentarzu znajduje się grób szlamy, Johna Winniczka, polskiego imigranta. Zniszcz go i zostaw wiadomość dla każdej osoby, która wpadnie na pomysł, żeby grzebać tam nieczystą krew.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#10
23.03.2026, 11:22  ✶  
W pubie "Wisielec" przebywa pijaczek, który głośno potępia to, co się stało podczas Spalonej Nocy. Twoim zadaniem jest wywabienie go z budynku i rozprawienie się z nim. W jaki sposób? To już zależy od Ciebie. Usuniesz go po cichu, czy po wszystkim powiesisz na rynku jako przestrogę?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2407), Pan Losu (77), Rodolphus Lestrange (1894)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa