– Hej… – zaczęła Brenna, bo Atreus tak jakby trochę przesadzał. Nie żeby była tym jakoś szczególnie zaskoczona: Bulstrode był porywczym mężczyzną, i też z gatunku tych, którzy mili zazwyczaj byli wtedy, kiedy musieli albo akurat mieli taką zachciankę. Nie byłaby zdziwiona, że się rzuca do kogoś z pięściami, a kiedy wchodzisz na Nokturn, to trochę oczekujesz, że może dojść może nie do wymiany ciosów, ale na przykład zaklęć. Tyle że jednak nie spodziewałaby się, że zacznie Notta prowokować celowo w chwili, kiedy mieli nadzieję zdobyć tutaj jakieś informacje. A prowokował go w sposób dość oczywisty.
I co gorsza skuteczny, bo ostatecznie to Theo rzucił się z łapami pierwszy.
Najwyraźniej panowie mieli już ze sobą przyjemność albo nieprzyjemność i nie bardzo się lubili. Albo wciąż przeżywali jakąś akcję z Pucharu Quiditcha w Hogwarcie sprzed dekady: nigdy nie umiała zrozumieć, dlaczego niektórzy tak poważnie traktowali szkolne rozgrywki.
Atreus zdołał złapać Notta i rzucił go na stolik całkiem zgrabnie. Może był bardziej wprawiony w walce wręcz, bo choć Theodor ćwiczył do rozgrywek, to już niekoniecznie regularnie się z kimś bił. A może swoje zrobił alkohol: niemal pusta butelka spadła z blatu, na którym wylądował mężczyzna i rozbiła się o podłogę. Nott spróbował się pozbierać i odwinąć, ale krzesło stanęło mu na drodze, a sekundę później pomiędzy nimi znalazła się Brenna. Że w takich sytuacjach możesz samemu oberwać? No cóż, zdarzało się, ale przecież nie mogła po prostu usiąść i zacząć popijać piwo, kiedy oni będą się okładać po twarzach.
Może mieli szczęście, że to Wiwern, nie Dziurawy Kocioł. W Wiwernie pewnie dochodziło do takich scen w każdy piątek, co drugą środę i większość sobót. I może mieli i szczęście, że kontakt najwyraźniej albo nie planował się pojawić, albo nie planował zrobić tego punktualnie.
– Odbiło wam obu?!