• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [22.09.1972, Maida Vale] Tajemniczy ogród

[22.09.1972, Maida Vale] Tajemniczy ogród
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
05.03.2026, 20:56  ✶  

Chociaż piękny ogród Maida Vale należał to ich rodziny, to jednak nie każdy jej członek interesował się kwiatami i tym, co się tam działo. Początkowe zainteresowanie, które wybuchło na początku miesiąca, w większości już zmalało, przykryte zresztą tragedią Spalonej Nocy i mało kto zdawał się pamiętać o fenomenie, jaki rozkwitł w środku Londynu. Fenomenie, który sprawiał, że Victoria ciągle była niespokojna i nie chodziło wcale o to, że chodziła przemęczona przez pracę (choć to na pewno też się do sprawy przyczyniało). Wnioski, jakie płynęły z tego wszystkiego, co działo się w ogrodzie, nie napawały optymizmem, a na domiar wszystkiego potrzebowała się dostać na Polanę Ognisk, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć słowom ciotki Lorelei.

Z miłą chęcią jednak przyjęła, że Laurence wykazywał jakieś zainteresowanie sprawą czarnych róż i gdy moment w trakcie rodzinnej kolacji na to pozwolił, z miłą chęcią opuściła jadalnię, by wybrać się wraz z kuzynem do ogrodu.

Nie miała na sobie żadnego okrycia wierzchniego, żadnego sweterka, chusty ani płaszcza, choć wrześniowe temperatury były już dużo niższe niż w lecie, a już zwłaszcza wieczorem. Ale nie czuła, że musi przed rodziną cokolwiek udawać, nie było żadną tajemnicą to, co przydarzyło jej się podczas felernego Beltane w maju, nie zamierzała więc kryć przed własnymi krewnymi tego, co się działo. A więc, że naprawdę była tak lodowata, jak pisali w gazetach. Tak zimna, że nie było takiego ognia, który mógłby ją ogrzać; nie odczuwała więc, że jest zimno i niosło to ze sobą pewne niebezpieczeństwo, ale nie była w stanie nic na to poradzić.

Czarne róże nadal były w ogrodzie, gdy wraz z Laurencem wyszli i postawili pierwsze kroki na żwirowej ścieżce. Ich słodki zapach unosił się w powietrzu, a piękno było niezaprzeczalne, a przynajmniej dla kogoś, kto miał jakieś pojęcie o kwiatach. Piękne, bez suchych miejsc, bez żółtych plam na miękkich, smoliście czarnych płatkach kwiatów, które naturalnie nie występowały w takim kolorze. Pięły się po murku, rzeźbach muz, a gdzieniegdzie nawet po drzewach, a przynajmniej w tej części ogrodu, w której się właśnie znajdowali.

– Co myślisz? – zapytała kuzyna, gdy już miał chwilę, by przyjrzeć się temu dziwnemu zjawisku. W ogrodzie panowała nieco dziwaczna atmosfera, może nie grozy, ale nie dało się zaprzeczyć, że widok wielu tajemniczych róż był zastanawiający. – Nie zmieniło się to od dwóch tygodni, wygląda to wszystko tak samo.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#2
08.03.2026, 12:18  ✶  

Na ogrodnictwie, nie znał się. Ale jeżeli cokolwiek z tej dziedziny, dotyczyło jego rodziny i rezydencji, na której ziemi coś się dzieje, nie mógł tego bagatelizować. Być może to nawyk poczucia obowiązku, że powinien zainteresować się problemem, wiedzieć jak bardzo jest poważny. Czy zagrożenie stanowi dla elfów i pozostałego ogrodu, czy na większą skalę?

Nie miał na dzisiaj żadnych planów i ten wieczór postanowił poświęcić dla rodziny. Po wspólnej kolacji, chciał się przyjrzeć dokładniej sytuacji z czarnymi różami. Był nawet wdzięczny, że Victoria zechciała mu w tym spacerze towarzyszyć.
W przeciwieństwie do kuzynki, Laurence ubrał swój czarny płaszcz, mimo iż miał marynarkę. Nie umknęło jego uwadze, że Victoria wyszła na chłodne powietrze nie ubierając na siebie nic więcej. Przypomniało mu to, z jakim ona mierzy się problemem. Wiedział o jej sytuacji, ale nie miał okazji o tym porozmawiać.

Opuściwszy rezydencję, skierowali się do ogrodu, w miejsce porastające przez czarne róże. Piękne okazałe. Krzew robił wrażenie. Jakby zaklęte jakąś magią. Przyjrzał się im się bliżej. Oceniał płatki, łodygi, jakie miały kolce i liście. Szukał źródła ich początku, gdzie mogła rozrastać się pod ziemią sieć korzeni.

- Imponujące.
Przyznał szczerze, nie ukrywając zainteresowania i ciekawości. Taki widok należał do rzadkich. Piękny ale i niebezpieczny. Zastanawiające, że nic od dwóch tygodni się nie zmieniło, jak rzekła kuzynka.
- Nie rozrastają się bardziej?
Dopytał, zaczynając oceniać ich szerokość, objętość. Czy coś za nimi się nie kryje. Jakby nie wyrosły tutaj przypadkowo.

!Maida Vale
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
08.03.2026, 12:18  ✶  

Maida Vale


Stojąc przy sztucznym stawie, zauważasz dziwną grę świateł na dotychczas pozornie spokojnej tafli wody. Gdy nachylasz się, by spojrzeć, pojawia się na niej obraz przypominający odbicie twarzy, ale nie twojej – to twarz młodej kobiety o długich, czarnych włosach, która unosi rękę w niemym geście ostrzeżenia. W chwili, gdy próbujesz się cofnąć, czujesz, wilgoć osiadającą na twojej dłoni, a z wody wyłania się pojedynczy, czarny płatek. Zanim cokolwiek zrobisz, płatek rozpływa się, a staw wygląda, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Postaci Świra wydaje się, że doświadczył widzenia Pani Księżyca. Postaci będącej częścią rodu Lestrange lub posiadającej sensowne, fabularne uzasadnienie (na przykład bycie historykiem specjalizującym się w historiach czystokrwistych rodów) udaje się rozpoznać w kobiecie matkę Isabelli Lestrange, czyli babcię czwórki sióstr Lestrange. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
09.03.2026, 00:18  ✶  

To, że Lestrange opiekowali się ogrodem, o niczym jeszcze nie świadczyło. Jedna z zarządczyń, Lorelei Lestrange, również na botanice nie znała się wcale, ale w niczym to przecież nie przeszkadzało, skoro były osoby, które ten temat interesował bardziej, jak właśnie Victorię, która ukochała sobie kwiaty i rośliny, od małego znajdując mnóstwo radości, gdy mogła pokopać trochę w ziemi. Ciemnowłosa przyjęła z pewnym spokojem, że sporą część ich rodziny nie obeszła wiadomość, jaką Lorelei wysłała do nich wszystkich. Wiedziała, że tematem zainteresował się Louvain, bo pierwszego dnia, gdy wybuchło im to w twarz, napisał do niej niemal paniczną wiadomość i nawet pokręcił się po ogrodzie w jej towarzystwie, ale chyba szybko stracił zainteresowanie tematem, a innych młodych tu wcale nie widziała, zresztą widoczne to było przy stole, gdy wypłynęła rozmowa. Victoria zaglądała tu w wolnych chwilach, których co prawda nie miała zbyt dużo, ale sprawa róż niezwykle ją martwiła.

– Wyrosły w ciągu jednej nocy. Jednego dnia ich nie było, a kolejnego wszyscy dostaliśmy wiadomość od cioci Lorci i wyglądało to właśnie… tak – czyli, że rozrosły się po dosłownie całym ogrodzie, biorąc go na własność. Zatrzymała się, gdy Laurence chciał przyjrzeć się bliżej kwiatom i łodygom, kolcom i liściom. Wyglądały klasycznie, to znaczy jak u każdej róży, za wyjątkiem koloru płatków. – Moim zdaniem ma to coś wspólnego z anomaliami, jakie można było zaobserwować w ciągu lata… Wiesz, o tym, że rośliny w różnych częściach Anglii nagle na przykład rosły do niespotykanych rozmiarów, albo atakowały kogoś… – jak miało miejsce u Abbottów bodaj w lipcu. – Te na nikogo się nie rzuciły, po prostu rozrosły się w ciągu kilku godzin, gdy akurat nikt nie patrzył i ani myślą się stąd wynieść – dodała szybko, by nie było wątpliwości, że ich róże nie są agresywne… A przynajmniej nie były agresywne póki co. – Hm… Niee… ale nie do końca. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale… wiesz, pierwszego dnia byłam tutaj i odwiedziłam oranżerię, a tam stała sobie taka bardzo stara donica i w niej jedna róża – tu kiwnęła głową w kierunku najbliższego krzaczka, by kuzyn miał pewność, że mówi właśnie o nich. – Wzięłam ją ze sobą do domu, bo to wręcz idealne do zbadania, nie trzeba nic rozkopywać, przycinać, uszkodzić, bo wszystko jest już gotowe. A jakieś półtorej tygodnia później znowu trafiłam do oranżerii… i tam znowu stała taka super stara donica, a w niej jedna samotna róża – więc czy można to było nazwać rozrastaniem się? Niezupełnie. Ale działo się tu coś zdecydowanie dziwnego.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#5
23.03.2026, 14:38  ✶  

Jednego dnia ich nie było. Kolejnego dnia oplotły cały ogród. Oranżerię, rozarium, dąb. Tak jak pamiętał z listu, jak ponownie usłyszał od kuzynki. Przyglądając się roślinie, jakby badał ją także pod kątem podstawowej znajomości roślin, nie widział w róży niczego dziwnego, innego, niewyjaśnionego. Roślina była po prostu różą, tylko w barwie czerni. Powiódł wzrokiem na ich zasięg. Jak wysoko się pięły, jak daleko w swojej szerokości objęły ich ogród. Ruszył powolnym krokiem, słuchając wyjaśnień Victorii, skupiając wzrok na roślinie. Szukając w ziemi początku miejsca, z którego się wybiła. Zadając przy okazji pytanie, czy róże rozrastają się bardziej.

Gdy Victoria odpowiadała na pytanie, Laurence skupił na niej swój wzrok, okazując tym samym zainteresowanie i chęć dowiedzenia się więcej na ten temat. W tym o dziwnych zjawiskach, o których wspomniano przy stole. Wzrokiem także podążył we wskazane miejsce, gdzie mowa była o doniczce. Nie ukrywał przy tym zdziwienia.

- Po tym, jak zobaczyłaś tutaj ponownie tę doniczkę, sprawdziłaś czy zabrana wcześniej, wciąż znajduje się w domu? Nie zwiędła po zmianie miejsca?
Zapytał, jakby chciał potwierdzić, albo wykluczyć działanie magii, która powodowałaby "wrócenie” przedmiotu na swoje miejsce, po jego zabraniu. Także to, czy zmiana środowiska, miała jakiś na nią wpływ. Zareagowała inaczej?

Ogród to jedno. Niby innym roślinom te róże nie szkodziły, ale Elfy zamieszkujące to miejsce miały swoje obawy. Laurence postanowił także sprawdzić miejsca, które posiadały wodę. Fontanna, staw. Czy rośliny nie zapuściły się korzeniami w nich, chcąc pobierać wodę.

- Czy miały miejsce jeszcze inne niewyjaśnione, niespodziewane zdarzenia po pojawieniu się tych róż?
Dopytał szanowną kuzynkę, w drodze spaceru na staw. Może ktoś jeszcze w ich rodzinie doświadczył czegoś podobnego, co zaskoczyło samą Victorię i podzielił się tą wiedzą?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
24.03.2026, 19:13  ✶  

Czekała cierpliwie, aż Laurence zaspokoi swoją ciekawość, przyglądając się różom. Nie dało się ukryć, że były piękne: najpiękniejsze okazy, wyglądające tak, jakby ich rodzina hodowała je celowo, by zdobyły najwyższe noty na konkursie. Róże – kapryśne rośliny, które potrafiły zacząć wysychać, żółknąć i chorować, przy najmniejszych wahaniach temperatury czy po prostu otoczenia. Róże, którym nie zaszkodziły duszący pył Spalonej Nocy, który spadł na cały Londyn.

– Sprawdzałam, oczywiście. Nadal jest w moim mieszkaniu. Różnica polega na tym, że już się sama nie podlewa – brzmiało to zapewne absurdalnie, ale czy dziwniej, niż cała ta sytuacja, z którą się tutaj mierzyli? – Mam na myśli to, że ciocia Lorelei mówiła mi, że ogrodnicy mają zakaz zajmowania się tymi różami, a ta w doniczce była wilgotna. Odkąd jest w moim domu, to zachowuje się jak normalny kwiat, sama muszę o nią dbać – no i nic ponad to się nie działo z tajemniczą różą.

– O tak, miały – odparła i z cicha nawet westchnęła, ale ruszyła za kuzynem, gdy już nasycił swoją ciekawość w tym konkretnie miejscu. Nie była pewna, dokąd chciał teraz pójść, ale nie miała nic przeciwko, by się przejść po ogrodzie, kto wie, może znowu natkną się na dziwne światła… A skoro byli na dziwnych zjawiskach: – To jeszcze kwestia oranżerii, ale wiem o dwóch osobach, które na widok donicy i róży doznały jakiejś dziwnej… wizji związanej z wodą, statkiem, sztormem… Hmm… Jakby ta róża niosła w sobie ładunek energetyczny, albo miała w sobie zaklęte wspomnienie? Nie miałam czasu, sam rozumiesz, ale muszę sprawdzić rejestry statków, najpewniej stare rejestry…  – tak jej się wydawało, że stare, ale może się myliła…? W każdym razie powinna poszukać. – No i rozarium. W ziemi ktoś zakopał fiolki, emitują dziwne światło. Miałam jedną w ręce, przypadkiem się otworzyła i wtedy wyparowała cała – zawartość i fiolka. Nie mam pojęcia co było w środku, ale dłonie pachniały mi różami i popiołem… – zwiesiła na moment głos. – To było przed pożarami – dodała ciszej. – Nie wiem, Laurence. Tu się dzieją bardzo dziwne rzeczy. Moody dopisała mnie do oficjalnego śledztwa na ten temat, ale sam rozumiesz, przyszła Spalona Noc i priorytety mocno się zmieniły.

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#7
25.03.2026, 01:07  ✶  

Samotna róża, zasadzona w doniczce, oddzielona od "stada" roślinnego, traciła swoją moc samo nawadniającą się. Tak zrozumiał Laurence, kiedy Victoria udzieliła odpowiedzi na jego pytania. Musiała osobiście dbać o doniczkową wersję czarnej róży. Choć ogrodnicy mieli zakaz zajmowania się tymi roślinami, ona żyła sama siebie.

- Czyli ta róża w doniczce, gdy zostaje oddzielona od reszty swojej rodziny, traci jakby na własnej mocy, samo pielęgnacji. Czy coś w tym styli.
Wyjaśnił na głos, jak on to zrozumiał, lub do czego doszedł. Ale pewnie do tego samego mogła dojść jego droga kuzynka.
Ponownym spacerem, kierując się bardziej w stronę stawu, Lestrange zapytał o inne incydenty, które mogli doświadczyć ich członkowie rodziny. Czy ktokolwiek coś zobaczył dziwnego. Zastanawiającego, niepokojącego. Ręce włożyło kieszeni płaszcza słuchając odpowiedzi Victorii.

To co słyszał, brzmiało poniekąd jak jakiś absurd. Woda? Statek? Sztorm? A może nie był to absurd, tylko te rośliny miały jakąś historię, wiadomość do przekazania. Szczególnie jak kuzynka wspomniała o "wspomnieniach", które doświadczyły inne osoby tutaj przebywające.

- Rozumiem.
Odpowiedział szczerze, posyłając jej wyrozumiały ciepły uśmiech. Pracowali w tym samym Ministerstwie, lecz w innych departamentach. A wydarzenia Spalonej Nocy, były na najwyższym szczeblu uwagi, niż ich rośliny, skoro nie stanowiły jak na razie zagrożenia dla domowników.
Kolejna interesująca ciekawostka, która zwróciła główną uwagę Laurenca, niż wcześniejsze. A szczególnie jedno słowo.
Popiół.
- Popiół...
Powtórzył, gdy zrobiła przerwę i stanął, wpatrując się uważnie w Victorię. Gdyż dalej mówiła już ciszej. Dla kolejnego potwierdzenia swojego zrozumienia, kiwnął głową i nawet zbliżył się, aby dotknąć jej ramienia, jakby na pocieszenie. Wyczuł przy tym zimno jej skóry, co również było niepokojące. Lecz na razie tego tematu nie zamierzał podejmować.
- Rozumiem. Jeżeli potrzebujesz pomocy z rozwiązaniem tej sprawy, pomogę.
Zapewnił. Jeżeli była z tym sama. Nie zostawiał rodziny w potrzebie. Zawsze służył pomocą.

Opuścił rękę i znów rozejrzał się po terenie, zbierając w głowie otrzymane nowe informacje dotyczące tego miejsca. Co zdecydowanie nie brzmiało zbyt dobrze. Woda, statek, sztorm… fiolki i popiół. Tajemnicza róża w doniczce. Czy to było wszystko? Czy to miejsce jeszcze czymś ich zaskoczy?

Znajdowali się w pobliżu stawu, do którego Laurence postanowił podejść. Chciał sprawdzić w jakim stanie wyglądał. Jaka była woda. Przewinęła się w opowieści Victorii. Gdy tylko zbliżał się, zmarszczył brwi dostrzegając w nim coś innego. Coś, czego nigdy tutaj nie widział. Zbliżył się do brzegu, wpatrując się w niewyjaśniony taniec świateł na spokojnej tafli wody. Wyglądać mógł na skupionego, coś obserwującego. Nie był pewny, czy Victoria to widzi. O tym mu nie mówiła.

Spojrzał bardziej w taflę wody, jakby chciał zobaczyć może swoje odbicie, albo co znajduje w głębi. Zobaczył jednak coś, co mocno go zaskoczyło. Nie było to jego odbicie, ale kobiety. Znanej, o czarnych długich włosach. Unosząca dłoń w geście ostrzeżenia. Cofnął się o krok, czując nagle wilgoć w prawej dłoni. Spojrzał na nią a następnie znów w taflę wody stawu. Obraz kobiety w wodzie zniknął. Wyłonił się czarny płatek, najpewniej należący do tutejszych tajemniczych róż. Od razu wzrok przeniósł na cały krew porastający ich teren ogrodu. Mógł Victorię niepokoić swoim zachowaniem, ale próbował powiązać pewne fakty, informacje. Ten gest ostrzeżenia. A później pożary.

Spojrzał na Victorię poważnie, ale z zaskoczeniem w oczach. Widział coś. Czy ona także?

- Widziałaś te światła w stawie?
Zapytał. Jakby, trochę niepewnie. Może w obawie o własny stan umysłowy?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
26.03.2026, 22:31  ✶  

– Nie wiem czy ona podlewa się sama, czy robił to ktoś pomimo zakazu – przyznała ostatecznie i westchnęła. – Jak ostatnio widziałam donicę z różą to słyszałam też kroki… ale nikogo tam nie było. I widziałam odciski dłoni na szkle, małych dłoni, ale też nikogo nie widziałam – więc róża znikąd, w starej donicy, której raczej tu nawet nie trzymali, bo po co, jakieś dłonie i kroki kogoś kogo nie ma i wizje. Jeśli to nie łapało się w definicji słowa „jest dziwnie”, to Victoria nie wiedziała, co mogłoby tym być. Ale nie każdego w ich rodzinie ta sprawa interesowała. Młodsze pokolenie wydawało się być nieprzejęte tym, co dzieje się w ich własnym ogrodzie, ale Victoria nie mogła ich winić: nie każdego interesowały jakieś tam habazie, tym bardziej że mieli raczej ważniejsze rzeczy na głowie niż ogród, bo ta cholerna Spalona Noc… Ale reszta rodziny wyszła z tego raczej bez szwanku, łącznie z tym ogrodem, który jakimś cudem przeżył – że wszystkie rośliny przeżyły! – w przeciwieństwie do jej domu rodzinnego.

To było bardzo pokrzepiające, że kuzyn, pomimo tego, jak dużo musiał mieć teraz na głowie jako zastępca szefa jednego z najbardziej obłożonych w tej chwili Departamentów faktycznie zainteresował się problemem, z jakim mierzyli się na własnym podwórku. Bo jaka była cena tego wszystkiego? Victoria bardzo się obawiała. Obawiała się o resztę kwiatów, bo nawet jeśli teraz nie było tego widać, to może jednak okaże się, że one wszystkie padną? I martwiła się o elfy, które na tych kwiatach mieszkały, miały tu swoją bezpieczną przystań. Bała się też tego, że jeśli róże nie żerują na innych roślinach, ani na elfach, to może jednak czerpią z przebywających tutaj ludzi? Opcji było mnóstwo i żadna nie była tak naprawdę potwierdzona, a było przecież jeszcze coś… Coś, co w ogóle zapoczątkowało to, że Victoria wylądowała w gabinecie Moody i prosiła o dostęp do zamkniętej Kniei Godryka.

Posłała Laurence’owi uśmiech, gdy dotknął jej ramienia. Wiedziała, że dotykanie jej, ba, nawet samo przebywanie obok nie było przyjemne dla większości ludzi i doceniała, gdy ktoś w odruchu się nie wzdrygał.

Poszła za kuzynem, gdy ten postanowił rozejrzeć się wokół stawu. Była tu na samym początku, ale nic nadzwyczajnego )prócz obecności róż) nie znalazła, co oczywiście o niczym nie świadczyło, bo dziwnych świateł w rozarium też nie widziała, a ewidentnie tam były.

– Lorelei powiedziała, że to nie pierwszy raz, jak te róże się pojawiły. Powiedziała mi, że- – Victoria podjęła w końcu temat, ostatni który został i o którym wiedziała, gdy nagle urwała, patrząc na taflę. To nie była jej twarz, nie było to też odbicie Laurenca. A może właśnie było to jej odbicie? Młoda kobieta o czarnych włosach patrzyła na nich i unosiła dłoń, czego żadne z nich nie robiło, ale Victorii mocniej zabiło serce. Na przestrzeni niedawnych miesięcy doznawała bardzo realnych retrospekcji, wspomnień, które do niej nie należały, a które tak scaliły się z jej jestestwem, jakby były jej własne. Wspomnienia kobiety, której odbicie patrzyło na nich, na nią ze stawu. Kim była Victoria? Gdzie się kończyła ona, a gdzie zaczynała Elisabeth Parkinson? Czy to się znowu działo? Czy znowu traciła klarowność umysłu…?

To, co teraz odbijało się na jej twarzy, to był strach – emocja, która nie gościła tam zbyt często. A potem mrugnęła i taflę zmącił pojedynczy płatek róży, od którego swą wędrówkę rozpoczęły okręgi… aż i on się rozpłynął.

– Emm… Światła..? – odezwała się po chwili ciszy, gdy Laurence zadał pytanie, lecz nie od razu. Spojrzała na swoje trzęsące się dłonie, ale to nadal były jej dłonie… tak?

Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#9
28.03.2026, 13:59  ✶  

Roślina żyła sama z siebie. Był zakaz jej podlewania. Nie wiadomo czym się żywiła, że tak obficie się rozrosła. Na pewno Laurence stawiałby na magię, ewentualnie klątwę. Nawet jeżeli nikt nie podlewał, to przecież natura mogła to zrobić sama z siebie. Deszcz. Mieszkali w kraju, na wyspie która miewała częste dni i noce deszczowe. A sam ogród był przecież na otwartej przestrzeni.

- Nie brzmi to pocieszająco.
Stwierdził, zastanawiając się przy tym, czy czasem w tym ogrodzie kogoś nie pochowano a jego dusza nie może zaznać spokoju? Została sprowadzona do tego miejsca? Jak inaczej wyjaśnić obecność dźwięków i odcisków dłoni, o których powiedziała mu właśnie Victoria?

W najważniejszym momencie rozmowy, kiedy właśnie panna Lestrange miała przedstawić wersję usłyszaną od Lorelei, obaj doświadczyli czegoś niespotykanego, patrząc na taflę wody w stawie. Czując wilgoć w dłoni, Laurence spojrzał na nią pocierając ze sobą opuszki palców, jakby sprawdzał, czy to woda, jego pot czy może inna substancja. Skoro się nie kleiło, mógł wytrzeć w chusteczkę, jaką wyjął z tylnej kieszeni spodni, drugą ręką. Zadał pytanie Victorii, ale ta nie odpowiadała mu od razu. Wzrok skierował na nią, dostrzegając na jej twarzy strach. "Widziała to samo?" – zapytał sam siebie w myślach.

- Widziałaś cokolwiek?
Zmienił pytanie, mówiąc łagodnie ze spokojem, chowając chusteczkę do kieszeni płaszcza, spojrzał na jej dłonie i ujął w swoje, jakby chciał zapewnić jej swoje wsparcie, bezpieczeństwo. Nie była tutaj sama. Nie ważne już były w tej chwili światła w stawie. Ważne było cokolwiek, co wprawiło ją w ten stan. Nie przeszkadzało mu to, że dłonie miała zimne. Jeżeli miała jakiekolwiek czucie, może wyczuła ciepło od jego dłoni. Jeżeli na to pozwoliła i tego też potrzebowała, objął ją, aby przytulić do siebie.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
30.03.2026, 19:20  ✶  

Myślała, że ma to wszystko już za sobą: to, że przypominały jej się rzeczy, których nie mogła przeżyć, to, że była przekonana, że to jej własne wspomnienia, rzeczy, które robiła, choć nie mogła, bo przecież nie miała nigdy wampirzych kłów, nie znała też żadnego Edwina i nie miała powodu myśleć o tym, jak go zabić. Myślała, że te dziwne myśli, które już rozpoznała jako należące do swojej babki, przestały się już wciskać na pierwszy plan, że się już „wyczerpały”, bo nic więcej nie wyszarpnęła z Limbo. Myślała, że już wszystko powróciło do względnej normy, a teraz patrzyła w sadzawkę na odbicie, które nie należało do niej, a dawno nieżyjącej już babci. Gdzieś na krańcu świadomości zarejestrowała, że Laurence się poruszał, że badał coś na swojej dłoni, ale dopiero jego słowa ją otrzeźwiły z tego stanu osłupienia i strachu. Nie bała się babki. Bała się tego, że może tracić klarowność umysłu.

– Tak – widziała cokolwiek i nie było to takie byle co. Przez moment poruszała ustami bezdźwięcznie, jak ryba wyciągnięta z wody, aż w końcu znalazła odpowiednie litery, które miały się połączyć w słowa. – Elisabeth Parkinson. Widziałam jej odbicie – czarnowłosa, młoda… Jak dawno to musiało być? Victoria była podobna do swojej matki tak bardzo, jakby była skórą zdjętą z Isabelli, ta z kolei również odziedziczyła urodę po swojej matce, Elisabeth… – Nie siebie, czy ciebie, tylko babcię. Młodą – zdecydowała się powiedzieć, po czym dopiero przeniosła spojrzenie na Laurenca. Poczuła dotyk jego ciepłych dłoni (wszystkie były cieplejsze od jej), ale było to ciepło, które nie mogło jej ogrzać, po prostu czuła różnicę temperatur. –  Ostatni raz kiedy ją widziałam, to było… To było w maju. W Limbo – Victoria nie mówiła o tym za bardzo, o tym, co tam się dokładnie wydarzyło – z jej ust wiedziało to bardzo mało osób, nie przyznała się też rodzinie do wizji, których doświadczała, ani do tego, że w Limbo spotkała babcię, a raczej jej duszę. – Zachowaj to dla siebie proszę… – jeśli Laurence chciał ją objąć, to Victoria się nie opierała. Wydawała się teraz zresztą trochę rozedrgana, a nie zdarzało się to często. I przede wszystkim nie sądziła, że kuzyn widział to samo, że to nie jest jej głowa.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (2577), Pan Losu (175), Victoria Lestrange (3437)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa