• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Glasgow [04/10/1972] the binding of madame turpin || sebastian & brenna

[04/10/1972] the binding of madame turpin || sebastian & brenna
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#1
05.03.2026, 22:16  ✶  

—04/10/1972—
Cmentarz pod Glasgow, Wyspy Brytyjskie
Sebastian Macmillan & Brenna Longbottom



Zamknięcie pani Turpin w kontenerze transportwym miało być zadaniem dość prostym. Przygotowane dla niej naczynie zostało kilkukrotnie sprawdzone przez trzyosobową komisję, a spisany w ramach tego spotkania protokół nie wykazał na tym etapie żadnych nieprawidłowości. Macmillana w ogóle to nie zdziwiło; była to w końcu sztuka wykonana na zlecenie Ministerstwa Magii, a tego typu naczynia rzadko kiedy zawodziły. Wyjątki dotyczyły raczej słabo wykonanych masówek lub egzemplarzy znalezionych w miejscach opuszczonych i zapomnianych niż wyposażenia sponsorowanego przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.

Narzędzie nie było problemem. Podobnie jak nie był nim brak obycia egzorcysty z korzystaniem z tego typu urządzeń. Prawdziwą trudnością było przekazanie duchowi kobiety decyzji podjętej przez władzę. Z perspektywy czasu do Sebastiana dotarło, że może trzeba było podejść do tego trochę bardziej... bezceremonialnie. Bądź co bądź, Turpin udowodniła, że potrafi być nieco... chaotyczna... w swoich działaniach.

Tym razem nie było inaczej. Powiedzieć, że wpadła w histerię, to jakby nie powiedzieć nic. Duch rzucał się na wszystkie strony, próbował wtargnąć do sąsiednich kamienic, złorzeczył na ''puszczalskie latawice'' z okolicy, a nawet wychłodził chodnik na tyle, aby zmienił się w ślizgawkę, co zapewne miało sprawić, aby Sebastian i jego ekipa wylądowali w szpitalu z połamanymi nogami. Dla Macmillana skończyło się to jedynie siniakiem pod okiem, który nabył, gdy urzędniczka próbowała złapać równowagę na lodzie i uderzyła go łokciem w twarz. Na szczęście niedługo później, dzięki kilku mocnym zaklęciom rozpraszającym pracownikom Wydziału Duchów udało się zagonić Turpin w ślepy zaułek i zatrzasnąć ją w srebrnej szkatule.

— (…) I to by było na tyle. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie powinienem schować jej w jakimś magazynie albo ministerialnych biurze rzeczy znalezionych — skończył swoją opowieść Sebastian, odwracając się bokiem do Brenny, jakby chciał celowo wyeksponować otrzymane obrażenia.

Westchnął cicho, rozglądając się na boki. Poza nim i panną Longbottom pośród grobów znajdowały się tylko dwie osoby: dwójka jego współpracowników - Alice i Damien - którzy kreślili na ziemi przy jednym z grobów skomplikowaną siatkę symboli, która miała stanowić podstawę ''więzienia'' madame Turpin. Ze względu na siniaki (bo okazało się, że to były dwa mniejsze, a nie jeden duży!) Macmillan zdecydował się zostawić tę część młodszym pracownikom. Dzięki temu miał okazję ze szczegółami opowiedzieć o całej przygodzie Brennie z którą spotkał się dopiero po przybyciu na cmentarz.

W gruncie rzeczy nie mieli na razie zbyt wiele do roboty, dopóki runy nie zostaną nakreślone. To był mały cmentarz czarodziejów za Glasgow w Szkocji. Ryzyko, że wpadną tutaj na jakichś niespodziewanych gości, było minimalne, bo musieliby trafić na wyjątkowo bystrego mugola, któremu udałoby się jakoś przedrzeć przez narzucone na to miejsce zaklęcia zwodzące i inne środki anty-mugolskie. A czarodzieje? Cóż, czarodzieje wiedzieli, że lepiej trzymać się na dystans, kiedy w jednym miejscu zjawia się cała grupa wysłanników Ministerstwa Magii.

— Myślałem, że wykaże się większą wdzięcznością, wiesz? — przyznał po chwili, stukając palcami o boczną część szkatuły. — Uwiązanie na cmentarzu może nie jest idealnym rozwiązaniem, ale przynajmniej nie została odesłana prosto do Limbo. — Ponownie westchnął przeciągle. — Mam nadzieję, że te kilka miesięcy sprawi, że przemyśli sobie to wszystko. Kto wie, może spokornieje na tyle, aby Ministerstwo zgodziło się na jakieś jej dalsze wycieczki.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
06.03.2026, 15:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2026, 15:24 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie była całkiem pewna, dlaczego Sebastian uważał, że chciałaby być obecna przy relokowaniu pani Turpin, zwłaszcza że zwykle nie zajmowała się takimi sprawami, ale rozumiała, z jakich powodów on wolał mieć jakąś obstawę. Duchy nie zawsze pozostawały całkiem nieszkodliwe, a pani Turpin miała w sobie dość zawziętości, uporu i negatywnych odczuć, aby to wszystko przemienić w energię. A że niezbyt potrafiła odmawiać, kiedy ktoś prosił o pomoc, skoro świt pojawiła się wraz z nim na cmentarzu w Glasgow. Z nadzieją w duchu, że wszystko pójdzie sprawnie, szybko i że będzie mogła szybko wrócić do innych obowiązków. Zwłaszcza że całą noc dręczyły ją bardzo mało przyjemne sny, była więc trochę bardziej zmęczona niż powinna... jeszcze nie była świadoma, że te koszmary niekoniecznie były tylko koszmarami.
Nie skomentowała siniaka Sebastiana.
Na pewno go zauważyła, nie była w końcu ślepa, a Macmillan ustawiał się w taki sposób, aby miała na niego idealny widok. Zachowywała się jednak tak, jakby tego nie dostrzegała. Może z grzeczności, bo uważała, że i tak dość osób spyta go, co takiego się stało czy doradzi uprzejmie wizytę u uzdrowiciela. A może nawet Brenna bywała czasem odrobinę przewrotna, i zdecydowała się milczeć właśnie dlatego, że chyba oczekiwał czegoś przeciwnego. Kto to wie? Potrzeba by zapewne utalentowanego legilimenty, aby wyciągnąć odpowiedź z jej umysłu…
– Wyobrażam sobie, że nie będzie jej to odpowiadało – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, rozglądając się wokół. Cmentarz był niewielki i, w kategorii cmentarzy, całkiem ładny. Rosło tu kilka drzew, parę nagrobków sprawiało imponujące wrażenie, mur, choć powoli kruszejący, w promieniach świtu sprawiał niemalże malownicze wrażenie. Poza nim ciągnęły się wzgórza, skrywając drogę wiodącą do Glasgow. Ale był też stary i wyobrażała sobie, że pojawia się tu niewielu ludzi, których pani Turpin będzie mogła pouczać w kwestiach ubioru odpowiedniego do okazji czy właściwego opiekowania się grobami. Szkockich czarodziejów w końcu nie było aż tak wielu i większość jednak obecnie osiedlała się w Hogsmeade i tam chowała swoich zmarłych. Po Spalonej Nocy przybyło parę mogił, w tym ta pani Turpin, ale to było raczej dwie czy trzy niż trzydzieści. – Sądzisz, że to może ją przekonać, żeby… wiesz… zdecydowała się przejść na drugą stronę? Mam wrażenie, że została tutaj, bo hm, nie miała dość odwagi, żeby ruszyć dalej, ale jednak chyba wydawało się jej, że wszystko zostanie jak zawsze. W sensie będzie narzekać na sąsiadów, zostanie w swoim mieszkaniu, będzie składać skargi. Tak sobie myślę, że tutaj będzie trochę się nudziła – oceniła, powoli ruszając alejką. Nie zbliżała się na razie do grobu, którym zajmowała się pozostała dwójka pracowników, nie chcąc zakłócić rytuałów. – Czego powinnam się spodziewać? W sensie po pani Turpin. Bo zakładam, że jestem tutaj, bo oczekujesz, że może zacząć sprawiać jakieś kłopoty? Czy może to z tym cmentarzem coś jest nie tak?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
07.03.2026, 21:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2026, 21:57 przez Sebastian Macmillan.)  
Miał dwa główne powody, dla których chciał, aby Longbottom była obecna przy uwiązywaniu Turpin na szkockim cmentarzu. Przede wszystkim zależało mu na dodatkowej obstawie; ufał w sprawność swoich współpracowników, jednak miał też świadomość tego, że nie najlepiej radzą sobie z magią bojową. Akurat w tej dziedzinie Brenna miała duże większe doświadczenie, więc wydawała się logicznym wyborem. Poza tym towarzyszyła mu już wcześniej w podobnych zleceniach, więc w przeciwieństwie do wielu innych pracowników Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów wiedziała, czego mogą się spodziewać ze strony rozgniewanego ducha. I jak poprawnie reagować w takich sytuacjach.

Drugi powód wywodził się z tego, jak kobieta zachowywała się podczas pierwszych negocjacji z Turpin. Sebastianowi wydawało się, że była nieco sfrustrowana tym wszystkim. Może ze względu na biurokrację Ministerstwa Magii. Może przez Spaloną Noc. Może przez całokształt całego wezwania. Może nawet przez wszystkie te czynniki naraz. Niestety nie potrafił jej w tym zakresie zbytnio pomóc; oboje byli trybiki systemu, który może i działał z opóźnieniem, ale koniec końców przynosił jakieś efekty. Macmillan mógł co najwyżej upewnić się, że Brenna na własne oczy zobaczy końcowe efekty swojej pracy i będzie mogła odhaczyć Turpin na liście spraw, które w ostatnim czasie wymagały zamknięcia. Zawsze to jakaś... ulga, prawda?

— Niewykluczone — przyznał po chwili namysłu. — Tak jak mówisz, do tej pory mogła trzymać się swojego dawnego życia. Może nawet nie zrozumiała, że nie należy już do świata żywych tak jak dotychczas. — Wzruszył sztywno ramionami. — Nie-życie w odosobnieniu na pewno pomoże jej przejść z tym wszystkim do porządku dziennego. To jest, o ile nie zafiksuje się na punkcie tego, żeby znowu wrócić do magicznej dzielnicy. — Zmarszczył lekko czoło. Czy Turpin mogła okazać się na tyle sprytna, żeby próbować oszukać system i jedynie udawać resocjalizację? — W każdym razie izolacja od sąsiadów i tych wszystkich... czynników... które tak ją irytowały na co dzień, może sprawić, że przewartościuje sobie niektóre rzeczy.

Jak kusząca byłaby wizja, że duchy mogły trwać po tej stronie zaświatów bez końca, Sebastian - po latach obcowania z widziadłami wszelkiego rodzaju - wiedział jedno: prawdziwa wolność czekała na nie wyłącznie w Limbo. Na ziemi, owszem, potrafiły wnieść w życie żywych zarówno światło, jak i cień, lecz nigdy nie byłyby w stanie się w pełni zintegrować z tą rzeczywistością. Limbo było jedyną krainą, w której mogłyby faktycznie poczuć się wolne i ruszyć do przodu. Niektóre duchy trafiały tam od razu, a jeszcze inne musiały pozamykać swoje sprawy. A były przecież też takie, które nawet po przejściu próbowały wrócić. Te były wyjątkowo... interesujące.

— Krzyków, wychłodzenia i zbłąkanych zniczy, próbujących rozbić się na naszych głowach. To znaczy, ze strony Turpin — podsumował w kilku słowach, zerkając jednak po chwili pytająco na Brennę. — Cmentarz sam w sobie nie powinien obrócić się przeciwko nam... Tak? — Może wiedziała o czymś, co jemu umknęło. — Madame może się trochę rzucać, kiedy uwolnimy ją z transportera. Razem z Alice i Damienem umieścimy ją w kręgu znaków i uwiążemy na terenie cmentarza. Nie powinna móc nam uciec, ale może walczyć. Cisnąć w nas czymś, przymrozić...

Skrzywił się na wspomnienie niedawnych ''psikusów'' kobiety i już miał ponownie opowiedzieć o jej ataku, kiedy jego współpracownicy dali znać, że skończyli już kreślić znaki. Sebastian ścisnął mocniej pojemnik z Turpin i ruszył w towarzystwie kręgu pod odpowiedni grób. Zatrzymał się, aby przyjrzeć się wyrytym na płycie imionom. Oprócz samej Turpin i jej męża było tu również nazwisko innej kobiety. Być może teściowej? Albo siostry męża?

— Patrzenie na własny nagrobek musi być szalenie dziwnym doświadczeniem — mruknął pod nosem, wykonując wolną dłonią krótki gest błogosławieństwa Matki. — Z drugiej strony, chyba nie ma rzeczy, które bardziej skonfrontuje ją z jej nową rzeczywistością.

Po tych słowach klęknął przed kręgiem, wodząc przez chwilę wzrokiem po nakreślonych przy pomocy magii symbolach, szukając jakichś nieprawidłowości lub błędów. Bądź co bądź, lepiej dla wszystkich tutaj byłoby, gdyby magiczne blokady faktycznie wytrzymały tyle, ile powinny, a nie wytarły się w ciągu kilku najbliższych tygodni.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
09.03.2026, 14:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2026, 14:19 przez Brenna Longbottom.)  
– W sumie to cieszę się, że nie zgubiłeś jej w ministerialnym biurze rzeczy znalezionych, bo jeszcze by uciekła i zaczęła nawiedzać mój Departament – podsumowała Brenna, wzdrygając się na samą myśl. Póki pani Turpin żyła, miała do niej całe morze cierpliwości. Ale teraz była duchem: niebezpiecznym, z którym nie mogła niczego zrobić, który powinien odejść na drugą stronę. A Spalona Noc i to, jak wpłynęła na jej psychikę, halucynacje, dręczące ją przez dobre dwa tygodnie, grzebanie w ruinach, sprawiło, że zwyczajnie za dużo sił wsadzała w radzenie sobie z tym wszystkim, aby znajdować w sobie wyrozumiałość wobec złośliwego widma.
Wysłuchała opowieści Sebastiana, relacjonującego, czego mogą się spodziewać, z uśmiechem błądzącym po ustach.
– Och, zanosi się na świetną zabawę. Dawno nie musiałam unikać przed ciskanymi w moją stronę zniczami – stwierdziła, i ciężko było powiedzieć, czy sobie tylko żartuje, czy faktycznie wizja umykania przed miotanymi w nich przedmiotami ją bawi. Może po trochu oba? - Nic mi nie wiadomo, aby cmentarz miał okazać się w jakiś sposób problematyczny...
W każdym razie tak naprawdę nie spodziewała się szczególnych problemów. Wychłodzenie mogła zwalczyć paroma zaklęciami rozgrzewającymi, znicze nie wydawały się jej bardzo niebezpieczną bronią. Jeden wkurzony duch nie był ostatecznie bardzo wkurzonymi, krwiożerczymi widmami ludzi, których zabito w Stonehange i którzy pozostawali tam uwięzieni przez setki, jeśli nie przez tysiące lat.
Zamilkła, gdy Sebastian ruszył, by przyklęknąć przy kręgu. Sama się do niego nie zbliżała, może nie chcąc kusić losu…

Co się stanie?
1 – ziemia zapada się pod Brenną
2 – ziemia zapada się pod Sebastianem
3 – któryś z pracowników potyka się o coś zakopanego pod ziemią i upuszczona pojemnik z duchem pani Turpin
4 – objawia się duch męża pani Turpin
Rzut 1d4 - 4


Macmillan mógł ocenić, że krąg był wykonywany sprawnie, chociaż jeszcze nie został skończony. I zanim pracownicy zdążyli nanieść te kilka ostatnich znaków...
...coś się stało.
- Sebastian, odsuń się - nakazała Brenna ostro, wyciągając różdżkę i podchodząc bliżej. Ale mgła, która zaczęła unosić się znad grobowca, wcale nie była jakimś ochronnym zaklęciem, przed którym musieliby się bronić.
Bo po paru sekundach uformowała się w ducha czarodzieja, na oko tak pomiędzy pięćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia: w przypadku magicznych, zwłaszcza półprzezroczystych i martwych, ciężko było to ocenić.
- Nie zgadzam się!!! - krzyknął dramatycznie i zawisł nad Sebastianem Macmillanem. - Pan rozumie?! Ja się nie zgadzam! Nie możecie jej tutaj tak po prostu ze mną zostawić! Póki śmierć nas nie rozłączy, rozumie pan? Otóż rozłączyła! I życzę sobie pozostać rozłączony!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#5
15.03.2026, 22:16  ✶  
— Ministerstwo Magii ewidentnie stało się moim dłużnikiem po tym akcie okazania łaski — stwierdził Sebastian.

Nikt nie chciał, aby główny urząd świata czarodziejów spotkała podobna katastrofa. Zdarzały się tam już pożary, podtopienia archiwów lub papierowe samolociki paskudzące w windach. W tym wszystkim naprawdę żaden pracownik nie potrzebował towarzystwa madame Turpin. Mężczyzna wolał nie zastanawiać, jak szybko zaczęła szukać grzeszków pośród kobiet pracujących w biurze. I jak wiele po kilku dniach zyskałoby status ladacznic. Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl jak najdalej.

— Huh. — Zmierzył Brennę uważnym spojrzeniem. — Jestem pewny, że już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę: masz bardzo nietypowe hobby. — Zamilkł na moment. — To rodzinne? A może to tylko konsekwencja wieloletniej pracy w BUMie?

Bądź co bądź, każda funkcja potrafiła odcisnąć na człowieku swoje piętno... Po krótkich oględzinach kręgu Sebastian nie dopatrzył się nieprawidłowości w przygotowanym przez jego współpracowników kręgu; niektóre runy mogły być zarysowane nieco wyraźniej, a zakończenia poszczególnych symbolów ostrzejsze, jednak nie powinno to negatywnie wpłynąć na dokończenie relokacji madame Turpin. Alice i Damien już ustawili się po jego prawej i lewej stronie, a Sebastian już przymierzał się do wsunięcia szkatuły w odpowiednie miejsce, gdy nagle...

Odsuń się. Tyle wystarczyło, aby Macmillan momentalnie zaczął się wycofywać w kierunku Brenny. Dopiero po kilku krokach zorientował się, jak głupi był to pomysł. Jeśli ktoś zamierzał ich zaatakować, to logiczne było, że uderzy w osobę, która kieruje do niego różdżkę, a więc właśnie w brygadzistkę Ministerstwa Magii! Gdy tylko to do niego dotarło, Sebastian skalibrował nieco trasę, przesuwając się bardziej w bok, co by: zejść z pola widzenia potencjalnego oponenta i nie ryzykować, że Brenna strzeli mu w plecy, próbując kogoś unieszkodliwić.

Na szczęście - dla nich wszystkich - okazało się, że wcale nie groziło im śmiertelne bezpieczeństwo. Nad grobowcem Turpinów pojawiła się wprawdzie blado-biała mgła, która wprawdzie mogła sugerować jakąś pułapkę lub aktywację systemu zabezpieczającego, ale szybko transformowała się w sylwetkę starszego mężczyzny. Sebastian przycisnął mocniej do piersi srebrną szkatułę, spoglądając na zagubioną duszę ze swego rodzaju wyrzutem. Oczywiście: nawet na tym etapie sprawy musieli trafiać na nieoczekiwane problemy.

— Przykro mi, ale nie możemy już nic z tym zrobić — odpowiedział duchowi Sebastian. — Spełnianie życzeń znajduje się w sferach zdominowanych przez boginię Matkę, a nasze ręce są związane decyzjami wysokich rangą urzędników. — Zerknął na Brennę, ściszając głos. — Nie miałem pojęcia, że on tu jest...

Nie przypominał sobie, aby akta mówiły cokolwiek o Turpinie seniorze. Kojarzył mężczyznę, chociaż może nie tak dobrze jak jego żonę; bądź co bądź wywierała dużo... mocniejsze wrażenie. Westchnął cicho, zastanawiając się, co powinni zrobić w tej sytuacji. Jeśli Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wiedział, że mąż Turpin się tutaj znajdował i nie wspomnieli w piśmie o żadnych komplikacjach wynikających z tego faktu, to oznaczało, że nie było przeciwwskazań do tego, aby ulokować tutaj panią Turpin. Z wyjątkiem niezgody jej partnera.

— Ale madame tutaj będzie tylko kilka miesięcy jeśli dobrze się spisze...
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
16.03.2026, 13:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 13:20 przez Brenna Longbottom.)  
– Jestem ci niezmiernie wdzięczna – zgodziła się Brenna bez większych oporów, bo faktycznie radzenie sobie z panią Turpin w biurze mogłoby wystawić jej cierpliwość na poważną próbę.
Nie powinna być zaskoczona, że Sebastian potraktował jej słowa, żartobliwe przecież, poważnie. Chyba. Ewentualnie też sobie żartował, ale nie potrafiła tego w pełni wyczuć. W każdym razie prawdopodobnie powinna odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że tak naprawdę to wcale nie jest hobby. Tyle że w Macmillanie czy raczej w jego stosunku wobec niej było coś takiego, że jakoś odruchowo zamiast – jak robiła w wypadku innych – próbować dostosować swoje zachowanie, sposób mówienia, nawet wyrazy twarzy do sytuacji i odbioru… jakoś włączała tę najbardziej przekorną i wesołą część swojej osobowości.
– Ależ skąd, ja jestem po prostu wyjątkowa – zapewniła z uśmiechem, mrużąc lekko oczy, choć pewnie domyślała się, że Macmillan uzna, że mówi poważnie i musi się modlić za nią z powodu grzechu pychy. Albo z powodu jej domniemanych urojeń.
*
Sebastian nie musiał nawet szczególnie kombinować, jaką tu zająć pozycję i co zrobić, bo Brenna sama odbiła nieco na bok, aby przypadkiem nie zasłaniał jej ewentualnej linii strzału, zapatrzona na tę mgłę. Tym jednak, co się objawiało, był problem zdecydowanie z „działki” Sebastiana. Gdyby to była pułapka, klątwa, jakieś potwory, to musiałaby rzucić do akcji, ale wściekły duch – prawdopodobnie – pana Turpina był jednak już czymś, z czym musiał poradzić sobie Macmillan.
Milczała więc.
A pan Turpin…
Och.
Pan Turpin poczerwieniał – czy raczej posrebrzał – na twarzy i uniósł się, a potem opadł.
– Oczywiście, że nie mieliście pojęcia! Przecież nie chciałem, żeby ona… ona się dowiedziała!!! – zawołał dramatycznie, wskazując na naczynie, które trzymał Sebastian palcem. – Umarłem przez nią! Wykończyła mnie tym ciągłym gderaniem, pretensjami i jeszcze tym jak mnie karmiła, kiedy zachorowałem, bo to podobno zdrowe! A teraz chcecie mnie tu z nią uwięzić?! Kilka miesięcy?! Kilka miesięcy?! Wy jej nie znacie! Domagam się spokoju po śmierci! Zostałem tutaj tylko po to, by mieć spokój !Spoczywaj w pokoju, tak tu jest napisane, na moim nagrobku! Jak możecie teraz się domagać, żebym znosił to piekło po raz drugi!!!
Zbliżył się do nich, a razem z nim nadciągał chłód, który wdzierał się pod jesienne płaszcze, chłodził policzki i dłonie. Zdawało się, że oto zimowe wiatry zrodziły się w samym środku jesieni. Brenna, już znająca możliwości duchów, bo te próbowały ją zamrozić nie raz, a dwukrotnie, natychmiast uniosła różdżkę, usiłując stworzyć wokół nich podmuch ciepłego powietrza.

Rzut W 1d100 - 39
Sukces!


Ciepło starło się z chłodem, który niósł ze sobą pan Turpin, niosąc ze sobą dziwne wrażenie.
A duch lewitował ku Sebastianowi, jakby zapomniał, że jest niematerialny: i jakby chciał wyrwać mu z rąk to naczynie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#7
21.03.2026, 21:38  ✶  
— Mhmm… Bardzo wyjątkowa — potwierdził Sebastian, taksując czarownicę uważnym wzrokiem. — Wielu kapłanów znając historię twoich sukcesów, mogłoby wręcz stwierdzić, że jesteś z jednym z bardziej udanych projektów naszej bogini Matki. — Przerwał na moment. — Będę się modlić, żebyś nie zmarnowała tego potencjału. I nie marnotrawiła go.

Na końcu języka miał pytanie, czy nie byłaby zainteresowana częstszymi wizytami w murach głównej siedziby kowenu. Czyż był lepszy sposób na sprawdzenie, skąd wywodzą się te jej wrodzone talenty niż skonfrontowanie tego ze sobą Matką stworzycielką? A kilka modlitw w miesiącu więcej na pewno by jej nie zaszkodziło, pomyślał, kiwając mimowolnie głową. Kto wie, może Mildreda i Geraldine udałyby się wówczas w jej ślady? Zobaczenie całej tej trójki w jednej ławie na kazaniu byłoby świętem, które śmiało mogłoby konkurować z Yule.

Tłumaczenia Turpina miały w sobie sporo sensu. Z prawnego punktu widzenia nie zawinił wobec Ministerstwa Magii poprzez nieujawnienie swojej obecności w świecie żywych. Duchy nie miały obowiązku zgłaszać takiego faktu, bo też trudno byłoby je do tego przymusić. Niektóre dokonały żywota w miejscach odległych i trudnodostępnych, a w połączeniu z tym, że pewne dusze długo dochodziły do siebie po finalnym opuszczeniu ludzkiej powłoki, wymaganie od nich dopełnienia takowej procedury byłoby szalenie nie w porządku.

Pytanie tylko dlaczego tu został, skoro żona doprowadziła go do takiego stanu za życia, pomyślał mimowolnie Macmillan, przytulając do siebie mocniej naczynie, w którym przebywała Pani Turpin. Czyżby podświadomie zjadały go jakieś wyrzuty sumienia związane z żoną? Może miał jakieś niedokończone sprawy związane z innymi krewnymi? A może próbował posmakować życia bez udziału małżonki, która ciągle dyszała mu na kark? Mężczyzna pokręcił powoli głową.

— Skoro jest tu Pan z własnej woli, to znaczy, że nikt tu Pana nie uwiązał siłą — zauważył, przesuwając się bliżej Brenny, chcąc znaleźć się bliżej źródła ciepłego powietrza. — Co by nie mówić, jest więc Pan wolnym duchem i może robić, co tylko mu się żywnie podoba łącznie z opuszczaniem terenu cmentarzu wedle własnego uznania. Pańska żona została tutaj skierowana zgodnie z decyzją Ministerstwa Magii. Pański pobyt tutaj, nieujęty w urzędowych dokumentach, nie ma żadnego wpływu na tę sprawę.

I kto wie, czy w ogóle zostałby wzięty pod uwagę? To, że Turpin był tutaj pierwszy, nie oznaczało, że mógł sobie rościć pełne prawa do tego miejsca. Bądź co bądź, bywały takie cmentarze, gdzie przy co drugim grobie można było natknąć się na jakąś zagubioną duszę. Ba, kilka cmentarzy w Anglii słynęło nawet z tego, że służyły za nieoficjalne przechowalnie problematycznych duchów; były to zazwyczaj miejsca niezwykle mało uczęszczane i otoczone kilkoma rodzajami zaklęć zwodzących, żeby przypadkiem duchy nie uwzięły się na wścibskich mugoli.

— Ubolewam nad tym, że rozstaliście się... w niezgodzie... ale wyrok w tej sprawie już zapadł — dodał Sebastian. Przecież nie mógł się ugiąć pod jego naciskami! — Kto wie, może wspólny pobyt w jednym miejscu sprawi, że się Państwo pogodzą? Żona zapewne nie widziała Pana od dłuższego czasu. Mogła się autentycznie stęsknić i... złagodnieć. W stosunku do Pana.

Musiał doprecyzować, bo w końcu ostatnie doświadczenia osób trzecich z Panią Turpin nie wskazywały na takowe zmiany w zachowaniu. Z drugiej strony, nie mieli pojęcia, jak zareagowała na śmierć męża. I jak odniesienie się do tego, że zdecydował się pozostać na ziemi, zamiast udać się do Limbo.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
22.03.2026, 13:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2026, 13:20 przez Brenna Longbottom.)  
– Dziękuję. Jestem pewna, że modlitwy kapłana matki w mojej intencji są bardzo cenne – odparła Brenna, i tym razem nawet nie było w tym żadnego świadomego czy podświadomego dźgania Sebastiana metaforycznym kijkiem. Z jednej strony bowiem nie wierzyła specjalnie w skutek takich modłów, i nie wątpiła, że jego słowa o historii sukcesów są podszyte jakąś odrobiną ironii, o którą człowiek rzadko podejrzewał Macmillana przy pierwszym kontakcie. Z drugiej, była pewna, że gdyby faktycznie postanowił się za kogoś modlić, uczyniłby to szczerze i z wiarą, że modły tę osobę wspomogą.
Pytaniem za to byłaby bardzo zaskoczona. Może spytałaby go nawet, czy jest całkowicie pewny, że chciałby widzieć ją w kowenie. Zdawał się czasem reagować na nią tak, jakby sądził, że przynosi pecha, a jeśli nie od razu pecha, to z pewnością kłopoty. I że wolałby, aby trzymała się z daleka od świątynnej kaplicy, żeby przypadkiem nie okazało się, że Brenna dotknie jakiegoś przedmiotu i wyjdzie na to, że leżał tam przeklęty od stu lat, tylko nikt się nie zorientował.
Jakakolwiek dalsza sytuacja stała się jednak niemożliwa, w związki z pojawieniem pana Turpina.

O dziwo, spokojne podejście Macmillana zadziałało. Chłód wprawdzie wciąż ich otaczał, złagodzony częściowo przez strumienie ciepłego powietrza, wyczarowane przez Brennę, ale pan Turpin nie rzucił się na kapłana. Nie ciskał w nich zniczami i nie próbował manipulować umysłami. Dwóch pracowników stało kawałek dalej, oboje z różdżkami, nie interweniowali jednak, pozostawiając to najbardziej doświadczonemu Sebastianowi.
Pan Turpin jednak nie był w ciemię bity. Nie po to wytrzymał tyle lat z żoną, by teraz pozwolić, aby ktoś lub coś zabrał mu święty spokój.
– I dokąd niby pójdę? – obruszył się. – Gdzie znajdę inny tak idealny cmentarz, bez mugoli, ale z dala od Londynu, od tego pełnego widm Little Hangleton, i taki cichy i spokojny? Dlaczego mam jej oddawać to miejsce, skoro wszystko już oddałem? Ja panu powiem, jak będzie. Jak pan mnie stąd wygoni, bo podjęliście jakieś decyzje, to ja sobie pójdę. Oj pójdę. I znajdę jakieś domy zamieszkane, i zacznę je nawiedzać, ludzi złościć. I będę je zmieniać! Co rusz zmieniać, zanim pojawi się egzorcysta! A jak mnie wreszcie złapią, a złapią na pewno, powiem: ten tu, co przyniósł mi żonę na cmentarz, doprowadził mnie do rozpaczy, wygonił na cztery wiatry, odebrał spokój po śmierci i to wszystko przez niego…

– To się chyba nazywa impas – ocenił Brenna, spoglądając przez sekundę na Sebastiana ciekawa jego reakcji, zanim zwróciła wzrok ku Turpinowi, bo jednak nie była pewna, czy ten nie stanowi zagrożenia. Nie mogła mu odmówić pewnego sprytu. Zwłaszcza że wiedziała, że Macmillan nie pójdzie ot tak egzorcyzmować tego ducha, tylko z powodu rzucanych gróźb. – Sebastianie, czy masz jakiś pomysł… co ewentualnie moglibyśmy zaproponować panu Turpinowi?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#9
25.03.2026, 22:38  ✶  
Czy Sebastian bał się przyprowadzić Brennę do kowenu? Cóż, kobieta zdecydowanie miała niezbyt fortunną passę, jeśli chodziło o wypadki, z jakimi do niego przychodziła, ale z drugiej strony czy jej pech mógł się równać potędze bogini Matki? W głównej siedzibie swoich wyznawców z pewnością otoczyłaby pannę Longbottom płaszczem ochronnym, który pozwoliłby spędzić godzinne modły w ciszy i spokoju. Kto wie, może nawet skupiłaby się na dłużej niż pięć minut na własnych myślach i nie próbowała liczyć wszystkich świeczek w głównej sali jak znudzone dziecko.

— Nonsens, prawo jest po naszej stronie — odparł jak gdyby nigdy nic. — Mamy na wszystko papiery, jesteśmy tutaj legalnie, mamy nawet świadków! — Wskazał na dwójkę swoich asystentów, którzy odsunęli się na bezpieczną odległość i dyskutowali zawzięcie między sobą. — Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że Pani Księżyca spojrzała dziś na nas życzliwie. Jak ma zresztą w zwyczaju.

Coś tam jednak wyciągnął z tego wieloletniego małżeństwa, stwierdził bezgłośnie Sebastian, wysłuchując niezwykle dramatycznego monologu ducha. Prawdę mówiąc, trudno było mu się z nim zgodzić. Owszem, współczuł Turpinowi sytuacji, w jakiej się znalazł, jednak kompletnie nie trafiało do niego to stawianie się w roli ofiary. Mógł odejść, prawda? Nikt go tutaj nie trzymał!

A próba zaszantażowania ich złamaniem Kodeksu Tajności w przyszłości była po prostu żenująca. Żaden sąd nie uznałby tego za okoliczność łagodzącą, a biorąc pod uwagę, że można by było mu jeszcze wlepić utrudnianie pełnienia obowiązków służbowych przez oficjeli Ministerstwa Magii, to mogła go za to czekać wyprawa w jedną stronę prosto do Limbo.

— Ekhm… Jedyne, co mogę zaproponować to asystę kowenu lub mojego departamentu przy znalezieniu Panu nowego cmentarza. Takiego, który będzie odpowiadał Pana oczekiwaniom — mruknął Macmillan, zerkając co rusz na Brennę pustym wzrokiem, jakby sam nie wierzył w to, że uległ namowom ducha. — Może się Pan zgodzić, odejść samodzielnie albo ponownie zamieszkać z małżonką na jednej posesji. Decyzja należy do Pana, ale my żony nie ulokujemy w innym miejscu.

Więcej nie mógł dla niego zrobić. Nie wiedział, jakimi uczuciami Turpin darzył zgromadzenie kapłanów i kapłanek, ale byli najprawdopodobniej bezpieczniejszą dla niego opcją, jeśli mężczyzna wolał uniknąć wpisania do rejestrów prowadzonych przez Ministerstwo Magii. Jakaś przywoływaczka lub kapłan odprawiający pogrzeby na pewno byliby w stanie pokierować go do nekropolii w której mógłby sobie spokojnie egzystować z dala od żony.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
27.03.2026, 16:53  ✶  
Pan Turpin

– I co z tego? Jak będę nawiedzać domu, przeszkadzać czarodziejom i mówić im, że to przez ciebie, to myślisz, że się przejmą prawem?! – zawołał pan Turpin, podkreślając to machnięciem obiema rękami. Bardzo dramatycznym. – Będą cię obwiniać, i wzywać do wezwań, a mnie już tam nie będzie! Ha! A że potem mnie gdzieś zwiążecie albo odeślecie? Co z tego, każdy los lepszy jest niż zostanie tu… z nią…
I tu wskazał palcem na naczynie, trzymane przez Macmillana. Widać nic go nie obchodziło, że zostanie odesłany na drugą stronę istnienia ani gdzieś uwięziony: skoro nie mógł mieć swojego spokojnego kawałka ziemi, miał zamiar narobić jak najwięcej problemów nim przyjdzie mu odejść.
Brenna potoczyła spojrzeniem pomiędzy nim a Sebastianem, a potem zrobiła coś, czego nie robiła w obliczu smoków, płomieni, śmierciożerców, dymu i zaklęć.
Zrejterowała, cofając się o krok, a potem jeszcze o drugi. Macmillanowi na pewno nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwo, a tylko przed takim miała go chronić, tak?
– Mnie proszę w to nie mieszać, ja tu tylko asystuję – oświadczyła, unosząc dłonie do góry jakby w geście poddania się. O nie, nie miała zamiaru drażnić ducha i potem mieć go na głowie. Obliczyła sobie parę rzeczy i wyszło jej na to, że absolutnie, ale to absolutnie nie chce jeszcze się mieszać w jakieś międzywydziałowe afery z panem Turpinem, co mógł być równie złośliwy jak jego żona. – Jak chodzi o mnie, to ja bym jednak wolała, żeby Ministerstwo nie dostawało stosu zgłoszeń o duchach.
– Proszę mnie stąd zabrać i znaleźć mi inny cmentarz. Zanim ją tu wypuścicie – zażądał duch, krzyżując tym razem ramiona na piersiach i to unosząc się, to opadając. Brenna zapatrzyła się na niebo, udając, że jej tutaj wcale nie ma i w ogóle. Nie miała pojęcia, czy istnieje taki odpowiedni cmentarz, i jeśli ktoś z nich mógł taki wskazać, to raczej Sebastian.
– Szkoda, że nie zdecydowano o umieszczeniu jej w Little Whining. Mogłaby pilnować grobów – wymamrotała tylko.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2424), Sebastian Macmillan (3685)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa