• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue

[17.10.1972] mystery box | Benjy & Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
07.04.2026, 18:11  ✶  

Udało im się dotrzeć do domu. Dzień był dość intensywny, tak właściwie to nawet nie spodziewała się, że będą spacerować, aż tak długo. Nie, żeby narzekała. Całkiem miło było wyrwać się z czterech ścian, zaczerpnąć świeżego powietrza i zachowywać się jak zwyczajne, młode małżeństwo. Wyjątkowo niczym się nie przejmowała, nigdzie nie spieszyła, było to całkiem przyjemną odmianą od szarej codzienności. Co najważniejsze spędziła cały dzień w towarzystwie swojego męża, który w końcu stanął na nogi po tamtej feralnej nocy. Oczywiście nie obeszło się bez lustrowania go wzrokiem, kontrolowania jego stanu zdrowia, ale wcale nie przeszkadzało jej to jakoś szczególnie. Było to poniekąd nawykiem, uzdrowiciele już tak mieli. Zdawała sobie sprawę, że jeszcze w pełni nie odzyskał sił, jednak już niedługo to powinno się wydarzyć. Całkiem nieźle sobie radził podczas tego spaceru połączonego ze spontanicznymi zakupami.

Co do spontanicznych zakupów... nadal nie do końca wiedziała dlaczego postanowili kupić na Nokturnie te dwa, dziwne jaja, które teraz znajdowały się na kuchennym stole. Wpatrywała się w nie bardzo intensywnie, próbując rozgryźć co mogło znajdować się w środku. Nie było to szczególnie rozsądnym podejściem, zapewne najpierw powinni bardzo dokładnie wypytać sprzedawcę o ich pochodzenie, jednak kiedy podejmowali decyzję o zakupie nie myślała do końca jasno - jak zawsze w towarzystwie Benjy'ego, przy nim przestawała być odpowiedzialna, po prostu dawała się ponieść chwili. W ten sposób skończyli z tymi jajami obcego pochodzenia w swoim domu. Oby nie wylęgł się z nich jakiś wąż... tego pewnie by nie przeżyła, zwłaszcza, że kiedy się tutaj przeprowadzili zaliczyli dyskusję o sporym wężu, który mógł ich w nocy zjeść. To byłoby bardzo niefortunne, gdyby sami przyprowadzili takiego gościa do swojego domu.

- Smocze jaja są chyba większe? - Uniosła wzrok znad tych okazów i spojrzała na swojego męża, licząc na to, że potwierdzi jej słowa. Smok... smok mógł być jeszcze gorszy od węża. Dobrze, że zwierzęta nie wykluwały się w swoich normalnych rozmiarach, bo to dopiero mogłoby być problematyczne... szkoda by było gdyby po kilku dniach od przeprowadzki zniszczyli swój dom.

Nachyliła się ponownie i delikatnie dotknęła skorupki, jakby miało jej to w jakiś sposób pomóc zweryfikować, co mogło czaić się w środku, przesunęła opuszkiem palca wzdłuż pierwszego z jaj, jednak nie przyniosło to żadnego efektu. Póki co nie wiedziała z czym mają do czynienia. Zmrużyła oczy, próbowała przywołać w głowie wszystkie informacje na temat zwierząt, jakie przez lata udało jej się przyswoić, na pewno kiedyś czytała coś o jajach, różnych jajach, na pewno uda jej się przywołać te informacje, szczególnie w tak istotnym momencie. Przynieśli je w końcu do swojego azylu, wypadało się dowiedzieć, co mogło kryć się w środku.


!Jajo z kalendarza


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
07.04.2026, 18:11  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
07.04.2026, 21:07  ✶  
Wróciłem do domu zmęczony, ale z tym przyjemnym ciężarem w mięśniach, który zawsze przypominał mi, że jeszcze żyję i że dzień nie poszedł na marne - różnica tkwiła w tym, iż wyczerpanie tego typu zwykle dopadało mnie po robocie, ale tym razem nie było w nim ani krwi, ani przekleństw, ani pośpiechu. Wiedziałem, że ten spacer kosztował mnie więcej, niż byłem skłonny przyznać na głos, ale jednocześnie nie żałowałem ani jednego kroku - rzadko miałem okazję chodzić gdzieś bez punktu końcowego, jeszcze rzadziej w czyimś towarzystwie, które nie kończyło się kontraktem albo trupem, a dobrze było przez chwilę być kimś normalnym, po prostu szczęśliwym, żonatym mężczyzną. Nie planowałem, że zajdzie to aż tak daleko i będziemy krążyć ulicami bez pośpiechu, włóczyć się bez celu, zaglądać w witryny, zatrzymywać się bez powodu, a jednak właśnie tego było mi trzeba, przynajmniej mentalnie, gdyż fizycznie czułem swoje. Niby już byłem na nogach, niby wszystko wracało do normy po tamtej felernej nocy, ale ciało dalej pamiętało więcej, niż bym chciał, nie powiedziałem jednak ani słowa mogącego brzmieć, jak narzekanie, bo po co - wystarczyło, że widziałem, jak na mnie patrzyła, co jakiś czas, tym swoim uzdrowicielskim wzrokiem, który potrafił prześwietlić człowieka na wylot. Udawałem, że tego nie widzę, ale prawda była taka, iż odkąd zacząłem odpuszczać, trochę mnie to bawiło, co bez wątpienia było lepszym podejściem, niż wkurzanie się o… W gruncie rzeczy - zawodowe skrzywienie i małżeńską troskę. Dziwne uczucie… Nie byłem do niego przyzwyczajony, ale nie zamierzałem go już od siebie odpychać.
Oparłem się biodrem o futrynę, patrząc w kierunku Prue i dopiero po chwili przenosząc wzrok na te cholerne jaja, które w przypływie genialnej głupoty przynieśliśmy z Nokturnu.
- Większe. - Odpowiedziałem w końcu, odrywając się od własnych myśli i podchodząc bliżej. Stanąłem obok niej, skrzyżowałem ręce i zmrużyłem oczy, jakbym samym spojrzeniem mógł wyciągnąć z nich prawdę.  - Zdecydowanie większe. I cięszsze, s tego, co pamiętam. - I zazwyczaj ktoś próbuje cię zabić, zanim zdążysz je obejrzeć z bliska, ale tego już nie dodałem. Spojrzałem na nią z cieniem rozbawienia, chociaż w środku wcale nie było mi aż tak bardzo do śmiechu - smok w naszej kuchni brzmiał absurdalnie, ale po paru akcjach i po samym Nokturnie nauczyłem się nie wykluczać rzeczy tylko dlatego, że wydają się niedorzeczne. Oparłem dłoń o blat, nachylając się nad jajami, jakbym próbował wyczytać z ich powierzchni coś więcej, niż tylko informacje o strukturze zewnętrznej jaja, które zupełnie nic mi nie mówiły, bo byłem - co najwyżej - pozyskiwaczem i przemytnikiem, nie magizoologiem. Skorupa nie była zwyczajna, to było jasne, miała fakturę, której nie potrafiłem od razu przypisać do żadnego stworzenia, a to mnie irytowało bardziej, niż powinno, ponieważ - wbrew wszelkim pozorom - lubiłem wiedzieć, w co się pakuję, nawet jeśli i tak zazwyczaj w następnym kroku pakowałem się we wszystko.
- Jeśli coś się z tego wykluje - mruknąłem, skupiwszy się na podkreśleniu tego, że równie dobrze to mogła być wielka, pusta ściema - to wolałbym, szeby miało skszydła. Łatwiej coś, co lata, wypuściś pszes okno, nisz wywaliś coś, co pełza po podłodze i znika pod meblami. - Sięgnąłem dłonią i stuknąłem lekko w jedno z jaj knykciem, jakbym sprawdzał beczkę z trefnym towarem. - Patsząc po gabalytach… Pszynajmniej nie od lasu bęsie chciało nas zjeść. - Rzuciłem lżej, próbując rozładować napięcie, jak zwykle, gdy spotykałem się z czymś nieznanym, lecz niekoniecznie od razu groźnym - wcale nie byłem tego tak pewien, jak brzmiało. Widziałem już różne rzeczy w życiu - rzeczy, które nie miały prawa istnieć, a jednak istniały i potrafiły rozszarpać człowieka szybciej, niż zdążyłby krzyknąć. Rozmiar rzadko był wyznacznikiem problemu, czasem te najmniejsze detale były najgorsze.
Spojrzałem na te dwa jaja, jakby mogły w każdej chwili postanowić, że mają dość bycia martwymi przedmiotami, wiedziałem, że powinniśmy byli wyciągnąć więcej informacji od sprzedawcy, nawet jeśli nie był ku temu chętny, dowiedzieć się więcej, zrobić cokolwiek rozsądnego, ale zamiast tego staliśmy teraz we własnym domu, z dwiema zagadkowymi zdobyczami na stole i nadzieją, że nie okażą się początkiem większych problemów, bo cokolwiek przynieśliśmy do domu, było już nasze.

!Jajo z kalendarza


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
07.04.2026, 21:07  ✶  
Jajo, w którego posiadanie wszedłeś, musiało być częścią eksportu zza Żelaznej Kurtyny. Po mieście szepta się o nich sporo późniejszą jesienią - sprzedawcy mówili półgębkiem o nowym imporcie ze wschodu, bez precyzowania, czy to eksperyment jednego z polskich sanktuariów leśnych, czy przyjechały tutaj zza Uralu. Być może to sprawa do zbadania, ale skoro już wszedłeś w posiadanie tego przedmiotu, cóż... dlaczego miałbyś je oddawać i zadawać służbom pytania? Mógłbyś spróbować je wykluć, albo poprosić znajomego o pomoc.

Jajo może zostać wyklute przez każdego z wiedzą przyrodniczą na poziomie ◉◉○○○ lub wyższym. Jest czarne, przypomina odrobinę zwęglonego w ognisku ziemniaka. Wyklucie go wymaga wrzucenia go do rozżarzonego kominka. Po zrobieniu tego odczekaj dobę (fabularną), pozwól mu poleżeć w żarze, a dopiero później wyciągnij je szczypcami i wsadź do garnka.

Kiedy wyciągniesz jajo z żaru, dostrzeżesz na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączyło się mlecznobiałe światło. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Musiałeś dać temu czas, ale wreszcie zwęgloną skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej.

Ptak, w którego posiadanie wszedłeś jest magiczny. Kiedy podrośnie, jego pióra staną się czarne jak sadza, a podczas lotu z rozprostowanych skrzydeł będą sypać się białe, niegroźne iskry. Oczy jarzą mu się mlecznobiałym światłem. To bardzo widowiskowy okaz, gotów do występów i robienia wrażenia na każdym, komu dostarcza wiadomość.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
07.04.2026, 21:42  ✶  

- Tak mi się właśnie wydawało, chociaż w sumie widziałam je tylko w książkach. - Był to nie najgorszy początek - nie były to smocze jaja, więc ominie ich pożar, co było sporym sukcesem, szczególnie, że dom babci Ellie ominęło to, co działo się we wrześniu. Szkoda by było, żeby teraz przez ich spontaniczność dom spłonął, skoro przetrwał tamtą katastrofę. Nieco jej ulżyło, tak właściwie to naprawdę odrobinę, bo w tych jajach mogło być wszystko. Istniało wiele niebezpiecznych stworzeń, niektóre z nich były mniejsze od smoków, nie mogli mieć pewności, że pod tymi skorupkami nie kryje się coś bardzo groźnego. Cóż, mogli się nad tym zastanawiać wcześniej, nie kiedy przytachali je do domu. Zew spontaniczności mógł się okazać w tym wypadku nie do końca odpowiedzialny, ale teraz wypadało już pogodzić się z ewentualnymi konsekwencjami.

- Właściwie to nie wyglądają jakby ktoś w nich mieszkał, bardziej jakby ledwo przetrwały pożary. - Były czarne, jakby całe pokryte sadzą. Prue wyciągnęła dłoń w stronę swojej twarzy, aby zobaczyć, czy nie pozostał na niej jakiś osad, sadza osiadała na skórze, w tym przypadku nie było widać jednak śladu po tym, że dotykała czegoś takiego. Dziwne. Na jej twarzy pojawił się grymas, nie lubiła nie wiedzieć, strasznie ją to irytowało.

- Zakładasz, że wcale nie musi się wykluć? - Uniosła głowę i spojrzała w kierunku swojego męża. Tak właściwie, to nie byłoby najgorszym, możliwym scenariuszem. Nie musieliby się martwić o to, czy mieszkaniec jaja zdemoluje ich dom. Postawiliby je sobie gdzieś na półce i pewnie o nich zapomnieli, problem rozwiązałby się sam.

- Kiedy tak o tym mówisz, to faktycznie lepiej, jakby miało skrzydła. Nie wyleci nigdzie przez zamknięte drzwi, pełzające mogą się zmieścić pod nimi, nie zasnęłabym z świadomością, że coś nam łazi po domu. - Pokiwała jeszcze głową jako, że zgadzała się z nim stuprocentowo. Dobrze, nie był to smok, to mieli ustalone... nie było też chyba nic wielkiego, może nie miało być tak źle, jak się mogło wydawać.

- Szkoda, że nie dołączyli do nich instrukcji obsługi. - Wtedy wszystko byłoby prostsze, wiedzieliby w jaki sposób postępować z tymi jajkami. - Wyglądają jednak na takie, które lubią ogień, wiesz, jak tak na nie patrzę, inaczej nie powinny być całe w sadzy, w sensie wyglądać jakby były w sadzy, bo to nie jest sadza, sadza brudzi ręce... - Jej myśli powoli zaczynały mówić zbyt głośno, dzieliła się więc tym, co jej podsuwały. Zamilkła na moment, bo próbowała wymyślić jakiś plan, a w jej przypadku wiązało się to z analizą sporej ilości danych, które znajdowały się w jej głowie. W końcu mrugnęła, żeby wrócić do rzeczywistości. - Może warto byłoby je w jakiś wsadzić? W ogień w sensie. - Doprecyzowała, bo nie do końca orientowała się na czym skończyła poprzednią myśl. - Nie powinno się im nic stać. - Dosyć śmiałe założenie jak na to, że nie do końca wiedzieli z czym mają do czynienia, jednak nie mieli zbyt wielu możliwości. - Może tam dojdą, i będziemy mogli zobaczyć, co się kryje w środku, na pewno coś tam mieszka. - Nie zapłaciliby przecież tyle za jajka, które miały być tylko i wyłącznie elementem dekoracyjnym, jeśli tak... bardzo chętnie wróciłaby się do tego handlarza. - Nie są stąd, co nie, mówił coś o tym, może potrzebują poczuć się jak w domu, czy coś. - Starała się brzmieć pewnie, chociaż póki co wszystko, co mówiła to były tylko domysły, jednak przecież najlepiej było działać poprzez metodę prób i błędów, na tym polegały eksperymenty, a że z Prudence była prawdziwa naukowczyni, to nie było to dla niej wcale takie straszne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
07.04.2026, 23:16  ✶  
Odchrząknąłem cicho, stłumionym dźwiękiem, słysząc o książkach, bo to akurat brzmiało jak coś, czego ja sam nigdy nie robiłem - właściwie, to stosunkowo często postępowałem tak, jak nie powinno się postępować, i widziałem w tym cały szereg zalet, które w ostatecznym rozrachunku przeważały nad ewentualnymi konsekwencjami nauki na błędach.
- Ksiąszki zwykle pomijają najciekawsze szeszy. - Rzuciłem lekko, przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka i jeszcze raz zmierzyłem te cholerstwa wzrokiem, jakbym próbował je zastraszyć lub prześwietlić samym spojrzeniem - czyli oficjalnie doszliśmy do tego, iż nie spłoniemy przez smoka, reszta opcji była nadal otwarta. - Na pszykład to, jak często coś powinno byś maltwe, a jednak dalej plóbuje cię uglyś. - Wyprostowałem się, rozciągając kark, jakby to była najzwyklejsza rozmowa o kolacji, a nie o potencjalnym zagrożeniu w kuchni, po czym wzruszyłem ramionami. W rzeczywistości gdzieś z tyłu głowy już układałem sobie scenariusze, chociaż żaden z nich nie zakładał, że się wycofam, nigdy tego nie robiłem - i dokładnie w tym tkwił problem - nie potrafiłem zostawić rzeczy w spokoju, kiedy mogły okazać się niebezpieczne. A to… To zapowiadało się cholernie obiecująco.
- Oczywiście, sze nie musi. - Odpowiedziałem z tą charakterystyczną pewnością, którą zwykle miałem w sobie, nawet wtedy, kiedy gadałem kompletne bzdury, a tym razem opcji było wiele i każda brzmiała równie prawdopodobnie. - Mosze to tylko balso dlogie, balso bszydkie kamienie. Noktuln pełen jest takich cudów. - Nie brzmiałem tak, jakbym się tym przejmował - jasne, nie byłem idiotą, którego dało się naciągnąć na byle co, i w żadnym razie nie zamierzałem tego tolerować, gdyby jednak okazało się, iż ktoś dzisiaj próbował swojego szczęścia w robieniu z nas pary naiwniaków, ale… Za dużo razy widziałem rzeczy, które „na pewno nic nie zrobią”... Kącik ust drgnął mi w krzywym uśmiechu - zawsze coś robiły. - Ale jeśli nie musi, to ja chcę, szeby jednak musiało. - Powiedziałem,  może trochę dziecinnie, nie ukrywając zdecydowania i tych wewnętrznych pokładów uporu, które mogłem włożyć w to, by dowiedzieć się, co zdobyliśmy - bo co to za interes kupić coś z Nokturnu i nie sprawdzić, co jest w środku? To jak dostać zamkniętą skrzynię i jej nie otworzyć - sprzeczne z moją naturą.
Zaśmiałem się krótko, kiedy wspomniała o „instrukcji obsługi”, tylko rozłożyłem ręce w geście oczywistości - była instrukcja, zignorowaliśmy ją popisowo, bo brzmiała „nie kupuj tego” - ewidentnie zapłaciliśmy za niespodziankę, prawda była taka, że i tak bardziej ufałem temu, co czułem pod palcami i własnym przeczuciom, niż temu, co ktoś kiedyś spisał przy kominku.
- Gdyby była instluksja, gdzie byłaby wtedy zabawa?
Książki, książeczki, instrukcje i biuletyny opisywały świat, który udawał, że ma zasady, my właśnie trzymaliśmy na stole coś, co najpewniej te zasady miało gdzieś. A ten typ ze straganu? Gdyby miał instrukcję, to by ją sprzedał osobno, więc z pewnością żadnej nie mogło być.
Słuchałem dalej, a im dłużej Prue mówiła o ogniu, tym bardziej czułem, jak coś we mnie się zapala - dosłownie i w przenośni - to miało sens. Zerknąłem na nią jeszcze raz, ten błysk w oczach, który pojawiał się wtedy, kiedy miałem zrobić coś głupiego, już tam był - nie musiałem nawet zastanawiać się nad decyzją, tak naprawdę już ją podjąłem w chwili, gdy wypowiedziała słowo „ogień”, zawsze tak miałem - im potencjalnie gorszy pomysł, tym łatwiej go podchwytywałem i tym trudniej było mi się od niego oderwać.
- Mosze się poczuś jak w domu. Mosze się nie wykluś. - Przechyliłem głowę, całkiem poważnie rozważając ten scenariusz jako „lepszy”. - Mosze się lospaść. Mosze eksplodowaś. Opcji jest masa, nie oglaniczajmy się, tylko splawśmy. - Stwierdziłem swobodnie, jakbyśmy omawiali kolory zasłon, a nie potencjalne zagrożenie dla życia, a potem, jak gdyby nigdy nic, ruszyłem z jednym jajkiem w stronę kominka, już zdecydowany sprawdzić jej teorię w praktyce, bo siedzenie i zastanawianie się nigdy nie było moją najmocniejszą stroną.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
07.04.2026, 23:45  ✶  

Bardzo różnili się w tym w jaki sposób pozyskiwali wiedzę. U Prudence w większości opierała się ona właśnie na teorii, książkach, poradnikach, instrukcjach, Benjy raczej uczył się na bieżąco, w praktyce. Każdy z tych sposobów miał swój urok i świadczył o ich własnym charakterze. Razem - cóż, mogli zrobić wszystko, nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości, może też zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że było to dość niebezpiecznym połączniem. Mieć przy sobie kogoś, kto nie bał się niczego i był skłonny wypróbować każdą metodę, jaką mogła podsunąć - to nie mogło skończyć się dobrze, a może wręcz przeciwnie, pewnie dopiero przyjdzie im to ocenić.

- Wszystko zależy od tego po jakie książki sięgasz, są takie, które o tym informują. - Być może nie było to tak spektakularne jak mierzenie się z tym w życiu, jednak Prue nie miała zamiaru pozwolić na to, aby książki - które swoją drogą w większości były jej pierwszym źródłem wiedzy zostały potraktowane po macoszemu. - Trzeba mieć dobre źródła, a można trafić i na takie, w których znajdziesz podobne informacje. - Nokturn był całkiem niezłym miejscem do zdobywania podobnej literatury.

- To byłoby bardzo rozczarowujące. - Mina jej zrzedła. No jasne, że nie musiało, tylko mimo wszystko jednak wolałaby, aby nie znajdowały się przed nimi tylko kamienie. Nastawiła się na coś bardziej emocjonującego i nie chciała się zawieść, nie teraz, nie kiedy przynieśli to do domu, i tak dokładnie się temu przyglądali. Coś musiało mieszkać w środku, jeśli będzie inaczej to nie omieszka złożyć reklamacji, chociaż pewnie i tak nikt by jej nie przyjął, bo ten handlarz najpewniej był już daleko poza granicami Wielkiej Brytanii.

- Też tak chcę, niech musi, najlepiej jakby musiało. - Najwyraźniej mieli co do tego zgodność. Naprawdę rozczarowałaby się, gdyby okazało się, iż te jaja były po prostu jajami pustymi w środku, zdecydowanie nie tego się spodziewała kiedy dokonywali tego zakupy. Może nie miała jakichś szczególnych oczekiwań, jednak zakładała, że są zamieszkałe. Naprawdę liczyła na to, że odkryją, kto w nich siedzi. To było zdecydowanie lepszą rozrywką niż obserwowanie wielkich kamieni, które mogły przypominać jaja.

- Instrukcja wcale nie powoduje braku zabawy, można się doskonale bawić podążając za nią krok po kroku, tak, czy siak, to co znajduje się na jej końcu zawsze jest niespodzianką. - W końcu trzeba było wykonać polecenia po kolei, od deski do deski, nie pomijając niczego, dzięki czemu, to co było ostatnim punktem mogło być tajemnicą. W oczach Prue podążając za instrukcją naprawdę dało się nie najgorzej bawić, no chyba, że ktoś nie miał cierpliwości i od razu zerkał na ostatnią stronę. Ci byli najgorsi.

Nie wiedzieć czemu stwierdziła, że ogień może być tym, czego potrzebują ich dwa dorodne jaja. Mówiła, co przyszło jej do głowy, Benjy... cóż, Benjy najwyraźniej ufał jej na tyle, żeby to sprawdzić, chociaż, czy na pewno? To, co padło z jego ust sugerowało, że znalazł kilka zakończeń tej sytuacji, żadne z nich nie było pewne, musieli więc po prostu sprawdzić, co właściwie mogło się wydarzyć. Co mogło się stać, najwyżej wybuchnie, to nic wielkiego, prawda? Nic wielkiego...

- Kiedy tak o tym mówisz, to nie wiem wcale, czy był to najlepszy pomysł. - Tyle, że słowo się rzekło, a jej małżonek już podążał w stronę kominka z jajkiem w ręku. Prudence nie chciała zostać w tyle, zresztą skoro te jajka przyszły tu razem, pewnie razem też podróżowały to szkoda byłoby je teraz rozdzielać, może zdążyły nawiązać już jakąś więź? Na pewno smutno byłoby im bez siebie.

Złapała swoje jajko w dłonie i ruszyła za mężem, nie chcąc pozostawać w tyle. Najwyżej eksplodują po kolei, jedno za drugim, nie powinno to być nic wielkiego... jaką szkodę mogły wyrządzić dwa wybuchające jaja, minimalną... tak, na pewno, próbowała się jednak pocieszać w myślach. - Musimy je obserwować, jak zaczną zachowywać się dziwnie, to wypadałoby coś z tym zrobić. - Powiedziała jeszcze, kiedy znaleźli się przed kominkiem, jakby faktycznie znali się na tym jak zachowywały się zwyczajne jajka. Na pewno będą jakieś znaki, a te potrafili zauważyć, próbowała wierzyć w to, co mówiła, chociaż wydawało się jej to irracjonalne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
08.04.2026, 10:37  ✶  
Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy zaczęła bronić książek, bo dokładnie tego się po niej spodziewałem, i pokręciłem lekko głową, jakbym właśnie słuchał czegoś sensownego, ale kompletnie nieprzystającego do rzeczywistości, w której zwykle się obracałem. Znałem ten ton i, co ciekawe, przez te wszystkie minione lata, nauczyłem się go szanować, nawet jeśli dalej robiłem wszystko po swojemu - nadal uważałem, że najlepsze lekcje dostaje się wtedy, kiedy coś próbuje cię zabić, ale nie zamierzałem udawać, że jej racja nic nie znaczyła, gdy była równie istotna. Dla mnie - tak po prostu, z założenia - książki były co najwyżej wskazówką, czasem przestrogą, ale nigdy instrukcją obsługi świata. Moja rzeczywistość od dawna nie działała według rozdziałów ani przypisów, tylko według kaprysów, błędów i głupich decyzji, które później trzeba było jakoś przeżyć, a jednak była w tym jej uporządkowaniu jakaś siła, coś, co sprawiało, że przez moment miałem ochotę uwierzyć, że faktycznie można się przygotować na wszystko. Może i miałem w zwyczaju wywracać wszystko do góry nogami i sprawdzać na własnej skórze, ale nie byłem już tym samym dzieciakiem, który śmiał się z każdej zasady tylko dlatego, że była zasadą.
- Yhy. - Spojrzałem na nią kątem oka, z tym lekkim uśmieszkiem, który pojawiał się u mnie, kiedy trafiała w punkt, nawet jeśli nie miałem zamiaru się do tego przyznać wprost.
- Jak to będą kamienie, to wlócę na Noktuln i znajdę tego typa. Choćbym miał go wykopaś spod ziemi. - Nie brzmiałem, jakbym żartował, bo nie żartowałem, chociaż w moim głosie była lekkość, coś pod spodem pozostawało twarde i nieustępliwe, ale zaraz potem parsknąłem cicho, bo bardziej niż napięcie czułem coś innego - dziecięcą wręcz upartość i niemal fanatyczną chęć, żeby to jednak było coś więcej.
- No to jesteśmy zgodni. - Rzuciłem, zerkając na jajo, a potem kilkukrotnie kiwając do siebie głową. - Jak nie musi, to mu pomoszemy. - Może brzmiałem jak ktoś, kto bardziej chce niż wie, ale to „chce” było wystarczająco silne, żeby pchać mnie dalej - bo przecież to coś mogło potrzebować impulsu, ciepła, czegokolwiek, takie rzeczy najczęściej działały same z siebie, lecz czasem trzeba je było kopnąć, żeby ruszyły.
Na jej słowa o instrukcji westchnąłem teatralnie, ale bez złośliwości, bardziej jak ktoś, kto znał również ten punkt widzenia, tylko nigdy nie potrafił się do niego zastosować - zawsze interesowało mnie tylko to, co było na końcu, efekt, niekoniecznie droga, instrukcje czytałem wtedy, kiedy coś już się sypało, szybko, niedokładnie, szukając jednego zdania, które mogło mnie wyciągnąć z bagna.
- Ja sięgam po instluksję tylko wtedy, kiedy wszystko inne już zawiodło. - Przyznałem bez wstydu. - I zazwyczaj zaczynam od końca, szeby wiedzieś, jak balso jest chujowo. - Zerknąłem na nią krótko, z cieniem rozbawienia, który pojawiał się zawsze, kiedy przyłapywała mnie na takich rzeczach.
Nie powiedziałem „nic się nie stanie”, bo oboje wiedzieliśmy, że to byłaby kompletna bzdura. Prawda była prosta - ja też tego chciałem - nie trochę, nie rozsądnie, tylko całkowicie i bez żadnych zabezpieczeń, chciałem, żeby coś się wydarzyło, żeby to nie była cisza i rozczarowanie, tylko hałas, ruch i coś, co zmusi nas do działania, może to było głupie, ale właśnie tak funkcjonowałem od zawsze.
Kiedy powiedziała, że to może nie był najlepszy pomysł, parsknąłem cicho, ale bez złośliwości.
- Za późno. Jusz to wymyślilaś. - Rzuciłem lekko, zerkając na Prue przez ramię, unosząc brew, ale nie zawahałem się ani na moment - powiedziała „ogień”, miał być ogień - z satysfakcją dostrzegając, że postanowiła ruszyć za mną z drugim jajem. Jeśli miały jakąś więź, to tym bardziej nie powinniśmy ich rozdzielać - nienawidziłem, jak coś sprzedawanego w pakiecie eksplodowało samotnie, nawet jeśli to oznaczało dwukrotnie więcej wybuchów.
Zatrzymałem się dopiero przy ogniu i przez chwilę patrzyłem w płomienie, potem na jajko w swojej dłoni - myśli o wybuchu całkiem poważnie przemknęły mi przez głowę, ale nie zatrzymałem się na nich dłużej - w moim świecie „może wybuchnąć” nigdy nie było wystarczającym powodem, żeby czegoś nie robić.
- Dobla, obselwujemy. - Powtórzyłem po niej, ale w moim głosie było coś z niezdrowej ekscytacji, której nie próbowałem ukryć. - Jak zaczną się luszaś, pękaś albo wydawaś dźwięki… - Nie dokończyłem, bo właściwie zostawiałem to do dalszej improwizacji, chociaż Prudence pewnie miała już jakiś plan na większość okoliczności. Ja? Cholera, chciałem to zobaczyć, nie dla zysku, nie dla roboty, tylko dla samego faktu, że coś nieznanego mogło się właśnie wydarzyć - coś we mnie nadal potrzebowało tego momentu, kiedy nie wiesz, co się wydarzy za sekundę.
- Na tszy? - Zapytałem, unosząc lekko brodę, jakby to odliczanie miało nadać temu wszystkiemu więcej jakiejś absurdalnej powagi - jak już coś ma się wydarzyć, to niech się wydarzy porządnie. Obróciłem jajko jeszcze raz w dłoniach, jakbym dawał mu ostatnią szansę na zdradzenie swoich zamiarów, ale nic się nie zmieniło, wziąłem krótszy oddech, bardziej z ekscytacji niż czegokolwiek innego, a potem powoli zacząłem opuszczać je w żar…
- Noooo dalej. Dawaj, pokasz, co potlafisz - burknąłem pod nosem, do tego, co było w środku - nie kupiłem cię po to, szebyś było nudne - bo naprawdę chciałem, żeby coś się wydarzyło, nawet jeśli rozsądek podpowiadał, że może lepiej byłoby, gdyby nie wydarzyło się nic.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2169), Pan Losu (426), Prudence Fenwick (1705)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa