• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine

[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#1
08.04.2026, 13:37  ✶  
12 września 1972r.
Necronomicon / Inne miejsca

Po wymianie listownej z szanowną kuzynką, która najwyraźniej dała mu do zrozumienia, że rodziną powinien się zainteresować, nie odpisał jej na ostatnią korespondencję. Gdyby pewnie nie napisała w tych sprawach, zapewne wciąż Renigald nie zainteresował się losem swoich rodziców. A tak, w międzyczasie, zdążył już odwiedzić rodzinny dom i sklep matki, w celu zapewnienia nowej odzieży.

Rodzina powinna się wspierać. W rodzinie powinni sobie pomagać. Nawet jeżeli wychodził na durnia, to matka nie odmówiła mu noclegu w ich domu, w jego starym pokoju. Bo przecież, gdzie miał mieszkać, jak połowa mieszkania spaliła mu się? W tym najważniejsze pomieszczenie, będące sypialnią i garderobą.

Długo też myślał, czy powinien odwiedzić innych członków rodziny, a tym bardziej kuzynkę, która chyba jako jedyna do niego napisała z troską o bezpieczeństwo po atakach szaleńców na Londyn. Trudno było mu stwierdzić, kto zaczął i dlaczego. Za mało może siedział w polityce? Powinien bardziej zainteresować się tym, co dzieje w kraju, niż tym, co ma zazwyczaj na sobie.

Zwiedzanie magicznych dzielnic, nie należało tym razem do przyjemnych widoków, kiedy widziało się wiele zniszczeń, brudu i spalenizny. Mieszkańców pracujących nad naprawami, matek opłakujących straty w dzieciach. Czy powinien się tym przejmować? Nie umiał jakoś. Nie uznawał tego za swój problem.

Skręcił na Aleję Horyzontalną, krzyżującą się z ulicą Śmiertelnego Nocturnu, gdzie minął sklep Weasleyowej w niezbyt dobrym stanie. Miał jednak dziwne przeczucie, że Penny sobie poradziła, zdążyła uciec. Ale czy była bezpieczna? Przez moment ciągnęło go, aby tam wejść, sprawdzić. Obiecał jednak, że nie będzie się tam kręcił. Odwrócił wzrok i ruszył w głąb ciemnej ulicy spowitej, uczęszczanej tylko przez odważnych.

Szukał zakładu pogrzebowego. Starając się nie wdepnąć w coś, co by zabrudziło jego drogie, jeżeli nie jedyne na chwilę obecną buty. Gdy tak spoglądał na tutejsze budynki, nie miałby zapewne porównania do obecnego stanu z ulicą Pokątną. Nie zaprzątał sobie tym głowy, mijając właśnie jakiegoś obleściucha, co mu się dziwnie przyglądał. Na szczęście, nie miał zamiaru zaczepiać.

W końcu oczom młodego Malfoya, ukazał się znany szyld zakładu pogrzebowego Necronomicon. Stojąc przed drzwiami, dopiero zaczął zastanawiać się, czy powinien uprzedzić Lorraine o swojej obecności. Umówić na spotkanie? Może powinien. Postanowił jednak zrobić jej niezapowiedzianą wizytę. Skoro już tutaj jest, nie będzie się wycofywać, aby wysłać jej list, bo nagle stwierdził inaczej.

Nacisnął klamkę, otworzył drzwi i przekroczył magiczny próg, który okazał się widocznie dla Malfoya łaskawy. Blondyn rozejrzał się wstępnie, szukając znanej sobie blondwłosej kuzynki. Zamknął drzwi i poprawił na sobie płaszcz, podziwiając wnętrze wyposażone w trumny. Nawet podszedł do jednej z ciekawości, sprawdzając znajdującą się w niej poduszce. Chcąc dotknąć, sprawdzić jak bardzo jest miękka i z jakiego materiału wykonana.

Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#2
12.04.2026, 04:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2026, 04:04 przez Lorraine Malfoy.)  
Niektórzy oceniali ludzi po butach. Czy były wypastowane, czy nosiły ślady błota. Jakiego błota? Czy było to błoto ulicy, błoto Nokturnu, czy pochodziło z miejsc bardziej odległych, skoro zdążyło już zaschnąć na cholewkach? Znała się na modzie, wiedziała więc, czy obuwie jest wysokiej jakości, wykonane na zamówienie, czy tanie, produkowane masowo, a może wręcz zakupione w mugolskich dzielnicach. Lorraine zwracała uwagę na takie rzeczy. Zwracała uwagę na to, czy pozostawione na nosach świeże ślady pasty zdradzały pośpiech, nieuważność, czy świadczyły o próżności, jaką była wizyta u pucybuta. Późną jesienią często zostawiali rysy na skórze, gdy ręce zaczynały już drżeć z zimna, odmawiając posłuszeństwa. Jeszcze inni oceniali ludzi po dłoniach właśnie. Po ich drżeniu, albo jego braku, po tym, czy były szorstkie od pracy, czy miękkie od bezczynności. Wiele było rzeczy, po których można było oceniać ludzkie charaktery, Lorraine Malfoy najpewniej czuła się jednak oceniając ludzi po trumnach. Po rodzajach drewna, po wyrytych w tym drewnie zdobieniach albo ich braku. Po kształcie, dokładności, z jaką została wykonana trumna. Po cenie, jaką przyszło za nią zapłacić, choć ta rzadko odzwierciedlała realne preferencje. Ale Lorraine potrafiła przecież znaleźć coś dla każdego. Może dlatego, że wiele trumien wypróbowała osobiście.

– Nie jest zbyt wygodna, jeżeli szukasz miejsca wiecznego spoczynku w miejsce spalonej łożnicy – odezwała się na głos, w ten łagodny, nieco melancholijny sposób, w którym słyszeć dało się jednak... Pewną żartobliwą przewrotność kogoś, kto do śmierci był nie tyle nawykły, co wręcz zaprzyjaźniony z myślą o niej. Ale Lorraine zawsze przecież taka była. W dzieciństwie urządzała pogrzeby swoim lalkom. Nadawała imiona wisielcom zwieszającym się z gałęzi drzew, które porastały las w Little Hangleton. Przygrywając na pianinie najchętniej sięgała pieśni smutne, żałobne niemal, próbowała układać rekwia, marsze pogrzebowe. Odwiedzała cmentarze tak jak inni odwiedzają ulubione miejsca spacerowe. Gdy krążyła pośród nagrobków, czuła spokój. Kolekcjonowała wypisane na nich imiona zanim kamień skruszał pod naporem czasu, a potem wplatała je w bajki, które pisywał jej ojciec. Tak wiele znaczyła dla niej pamięć. Pamięć oznaczała godność, konstytuowała wartość relacji, jej trwałość, nieważne, czy chodziło o zmarłych, czy o żywych. Może dlatego nie potrafiła nie kochać Baldwina, obdarzonego pamięcią absolutną. Nie potrafiła nie martwić się o rodzinę, która była dla niej najważniejszą, nawet jeżeli w dzieciństwie często ścierali się wspólnie z Renigaldem, jak przystało na aroganckie dzieciaki, wychowane z myślą, że świat należy do nich. Gdy teraz wychnęła z ciemności spowijających wnętrze zakładu pogrzebowego, jak zawsze obleczona w biel. obdarzyła jednak kuzyna łaskawym uśmiechem. Bo pamiętał. Bo przyszedł.

– Chodź za mną – rzuciła władczo, pokazując podbródkiem, w którą stronę należy się udać. – Pokażę ci inne trumny, takie, które są godne malfoyowej głowy. A ty będziesz opowiadał mi, co w tej głowie siedzi. – Nie wyciągnęła w jego stronę dłoni, jak zrobiłaby z każdym, z kim była bliżej, nie zawahała się jednak, zapraszając go do swojego świata. Pozostawiła mu mimo wszystko przestrzeń, nie narzucając bliskości, która mogłaby zostać odczytana jako nieszczera. Nie kłamała, mówiąc, że jest dla niej ważnym. Musiała być zajęta organizacją pogrzebów, których odbyło się w ostatnich dniach wiele, ale teraz Renigald otrzymał pełnię jej uwagi. – Cieszę się, że przyszedłeś – dodała jednak, jak gdyby łagodniej, a na pewno bardziej czule, niż zwykła. Naprawdę się o niego martwiła.


Yes, I am a master
Little love caster
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#3
20.04.2026, 13:25  ✶  

Ocenianie ludzi po ubiorze, bardzo często pokazywało ich klasę i majętność. Do tego dodać także jak ów odzież lezy na danej osobie. Czy kołnierz jest dobrze ułożony i równo. Czy krawat dobrze zawiązany. Czy spódnica się nie zawinęła na dole. Czy marynarka leży dobrze na barkach. I tak dalej. Najprostsze sposoby, aby oceniać człowieka, niezależnie od tego, czy jest żywy czy martwy.

Renigald zawsze dbał o siebie. Na tym punkcie miał powiedzmy, bzika. Tak wychowany mały książę w luksusie, który mógł i nadal pozwala sobie na kupno drogich szat, wyjściowych czy codziennych. Spalona garderoba bardzo zabolała jego ego. Póki pewna osoba nie zwróciła mu uwagi, że przecież mógł stracić coś bardziej ważnego, niż kawałek materiału, będący okryciem jego ciała.

Usłyszawszy kobiecy głos, nie od razu przypisując do szanownej kuzynki, trochę podskoczył a trzymana poduszka, zrobiła mu w dłoniach fikołki, upadając ostatecznie do wnętrza skrzyni. Wtedy spojrzał na Lorraine.

- Tak tylko spojrzałem. Kolor ładny.
Wytłumaczył się i wyprostował od razu, poprawiając swoją część marynarki od szaty, popielatej ze złotymi, starannymi obszyciami. Nadająca się na noszenie codzienne. Prosto z butiku jego matki, szyta z drogich tkanin.

Odruch młodzieńca. Męskiej księżniczki. Uniósł zaraz dłoń do swoich blond włosów idealnie uczesanych, jakby chciał je poprawić z jednej strony. Upewnić się, że żaden kosmyk nie wymknął się spod kontroli.

"Miejsce wiecznego spoczynku." Te słowa dopiero po chwili do niego dotarły, ponownie spoglądając na trumnę, z której chwilę temu badał poduszkę. Wąskie to i ciasne. Mało wygodne zapewne do spania. Ale czy trup, którego ciało nie ruszało się, potrzebował więcej przestrzeni i wygody? Czy jego kuzynka znałaby odpowiedź na to pytanie?
Pytanie, którego nie zadał. Ale zgodził się udać z nią w inną część tego miejsca, aby zobaczyć inne trumny, godne ich pochówku. Ale czy powiedziała właśnie, że "głowy Malfoyów"?

- Mam tylko nadzieję, że wyjdę stąd ze swoją.
Rzucił w odpowiedzi na jej zaproszenie do zwiedzania, uśmiechnąwszy się delikatnie, ale łagodnie. Być może rozumiejąc, że jej słowa były pewnego rodzaju metaforą czy czymś podobnym.

Podszedł bliżej, aby móc przywitać się z nią z bliższej odległości. Jeżeli pozwoliła, to nawet i małym, skromnym buziakiem w policzek.

- Dałaś mi do myślenia w listach… Więc postanowiłem pokazać się.
Odpowiedział szczerze na jej słowa radości z jego przybycia.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Wybacz, że tak bez zapowiedzi.
Nie pomyślał wcześniej, że mogła być zajęta pogrzebami. A możliwe, że miała kilka za sobą, sporo pewnie też przed. Pozwolił jej prowadzić w głąb pomieszczenia, gdziekolwiek chciała go zaprowadzić i pokazać swój świat. Czy on da radę przedstawić jej również swój?
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#4
07.05.2026, 18:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2026, 19:04 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine uśmiechnęła się, łaskawie przyzwalając na bycie ucałowaną w policzek. Zawsze sprawiało jej przecież przyjemność, gdy bliscy okazywali jej uczucie. Pod nich dostrajała swoje zachowanie. Choć wymagało to od niej wiele wysiłku, wiedziała, jak zadowolić wszystkich. W domu rodzinnym było to wszystko kwestią przetrwania, kluczowym elementem strategii dziecka, które bało się krzyku i przemocy. Od maleńkości uczyła się, jak regulować nastroje rodziców. Domyślała się, co należy powiedzieć, aby uniknąć gniewu matki. Gdy malował się na dnie jej pociemniałych oczu, wiedziała, że jest już za późno, żeby coś poradzić: uczyła się więc gestów i zachowań. Gniew objawiał się w gestach wcześniej, wyprzedzając wybuch. Widziała jego oznaki w charakterystycznym ściągnięciu warg. W lekko przyspieszonym oddechu, towarzyszącym wściekłej zamaszystości, z jaką Miranda zaczynała wówczas sadzić kroki. Lorraine jak nikt inny umiała nawigować po jej nastrojach, nieprzewidywalnych jak wzburzone morze. Jakże łatwiejszym zdawało się więc dorastającej pannicy brodzenie po mieliznach płytkich znajomości! Obracanie się w gronie koleżanek i kolegów ze szkoły, z których większość pałała do niej sympatią dlatego tylko, że była ładna i uprzejma. Brylowanie na salonach, gdzie liczyło się to, że była wysoko urodzona i wyuczona właściwych manier. Jak każda dobrze wychowana panienka czystej krwi dbała o zachowanie odpowiedniej prezencji, przekonana, że służy to wizerunkowi rodziny. W gronie rówieśników zależało jej tak po prostu na akceptacji, więc zabiegała o popularność, trzymając się odpowiedniego tłumu... A przynajmniej tak sobie powtarzała. W gruncie rzeczy, znajomości, jakie zawierała, okazywały się zwykle o wiele mniej interesowne, niż sobie zakładała. Bo Lorraine zawsze chciała być tak po prostu lubiana. Zawsze chciała żyć w otoczeniu ludzi, którzy kochaliby ją za to, kim jest. A że wpojono jej, że może ufać tym tylko, z którymi łączą ją więzy krwi, nic dziwnego, że to wśród Malfoyów szukała oparcia. Dopiero gdy dorosła, zdołała nawiązać głębsze relacje poza rodziną. Ale wcześniej głównie towarzyszyła starszym, którzy wysycili się już życiem, ale wciąż nie umieli czerpać z niego satysfakcji. Zamykali się w swych obfitych posiadłościach, snując opowieści o czasach minionych, kiedy wszystko było lepszym, wspanialszym, chociaż Lorraine wiedziała dobrze, że kłamią. Momenty radości były rzadkie, a opowiadało się o nich w szepcie tajemnicy, bo radość niepokryta zblazowaniem jawiła się w ich kręgach jako nietakt. Gdy zgodnie wyśmiewali więc proletariackie naleciałości, Lorraine dbała wówczas o to, aby jej śmiech nie brzęczał miedzią, lecz srebrem. Trzymała się godnie, z głową wysoko podniesioną, choć wiele wymagało to od niej pokory, wiele cierpliwości. Opiekowała się czasem dziećmi, które życie dopiero poznawały, ale już zdążyły przesiąc znajomym zepsuciem. Dobrobyt czynił je okrutnymi i aroganckimi. Niewiele różniły się w tym polu od Lorraine, która dziecięcymi kpinami nie przejmowała się wcale. Wciąż wierzyła w siłę pokolenia mającego nadejść już po niej, w wartość wychowania, które przekażą dalej. W pewnym sensie, nie różniła się jednak zbytnio od Renigalda. Tak jak wierzyła ślepo w potęgę rodu Malfoy, tak preferowała, żeby ta potęga zanadto nie ingerowała w jej spokojne życie. Nawet jeżeli nie kierowało nią lenistwo, ale potrzeba niezależności, tak samo jak Renigald lubiła korzystać z przywilejów swego nazwiska, ciesząc się życiem na swoich warunkach. Czy uważała, że rodzina jest ważna? Uważała, że jest wręcz najważniejsza. A jednak... Po ostatnich wydarzeniach gotowa była wreszcie spojrzeć nieco bardziej trzeźwym okiem na rodzinne więzi łączące Malfoyów.

Nie tylko Renigald tego potrzebował.

"Mam tylko nadzieję, że wyjdę stąd ze swoją", zażartował, a Lorraine zmrużyła lekko oczy, udając, że przypatruje się głowie Renigalda, jak gdyby oceniała wymiary jego czaszki. Wiecznie złakniony atencji i podziwu młodu mężczyzna z pewnością mógł poczuć się doceniony, gdy spojrzenie Lorraine spoczęło na jego twarzy. Oto miał bowiem pełnię jej uwagi. Obejrzała starannie przygładzone włosy, prześlizgnęła się wzrokiem po dumnym nosie, doceniła gustowny krój marynarki. Przyszedł do niej dumny panicz Malfoy, mężczyzna na schwał, wygalantowany, siebiepewny i rad, a jednak gdy wychnęła z cieni, podskoczył jak przestraszony chłopiec. Jak mały Reni, na którego zwalała winę za wszystkie dziecięce psoty, przybrawszy swój najlepszy uśmiech kłamczuchy. Jej oczy i teraz uśmiechały się do niego, gdy podszedł bliżej, ale był to miły uśmiech. Renigald mógł poczuć się mile zaskoczony aprobatą ze strony istoty równie kapryśnej, co wila. Migotliwa aura, jaką roztaczała wokół siebie, stała się ostatnio silniejszą. Gdy obejmowała nią ludzi wokół siebie, mogli poczuć się tak, jak gdyby byli w centrum jej uwagi. A Lorraine jeszcze uniosła dłonie, układając palce jak malarka, która próbuje uchwycić pole pod obraz, jaki chce wykonać.

– Nie powiem, twoja głowa byłaby ładną ozdóbką mojej witryny – odpowiedziała wesoło półwila, widocznie zadowolona z dokonanych naprędce pomiarów antropometrycznych. – Nie to co te zasuszone główki Borginów – zażartowała, leciutko przewracając przy tym oczami. Nie mówiła przecież poważnie! Nawet jeżeli musiała znajdować jakieś upodobanie w taksydermii, skoro ponad główną salą zakładu pogrzebowego dumnie rozpościerała swe białe skrzydła wypchana synogarlica. Nie widziała jednak powodu, dla którego miałaby nie połechtać miło próżności Renigalda, zwłaszcza, że wiedziała, że zwykł spędzać przez lustrem dużo czasu. W przeciwieństwie do niego, Lorraine nie lubiła zbyt długo przypatrywać się swemu odbiciu. Konfrontacja z własną fizycznością była dla niej czymś trudnym. Nie nosiła makijażu, a starannie rozczesane włosy skropione wonnym olejkiem, srebrzące się w ciemnościach zakładu pogrzebowego, były jej jedyną ozdobą. Jedyną, poza srebrnym pierścionkiem z emblematem rodu Malfoy, który zawsze nosiła na palcu. – A mówiąc w poważniejszym tonie... Z tego co mi wiadomo, wszyscyśmy wyszli z pożarów bez szwanku. Żaden srebrzysty włos nie spadł więc z malfoyowej głowy. Nawet jeżeli dobytek obraca się w popiół, cóż może być cenniejszym od życia, jakie wiedziemy? – Lorraine uśmiechnęła się smutno. – Podobno popiołem dobrze poleruje się srebro – dodała w zadumie, bawiąc się jak gdyby od niechcenia kosmykiem swych długich, srebrnych włosów.

Nie wiedzieć, kiedy poprowadziła go w głąb zakładu, do części, gdzie trzymała trumny: niektóre wsparte o ścianę, inne stojące na ziemi. Były tam trumny duże, o ciężkich, suto zdobionych wiekach, przypominające starożytne sarkofagi. Były też trumny małe, takie, na widok których robiło się ciężko sercu, były trumny wąskie i szerokie, we wszystkich możliwych odcieniach drewna...

– Cieszę się, że przyszedłeś – powtórzyła Lorraine, zbywając wszelkie wątpliwości. Cicho zamknęła za nimi drzwi, żeby nikt im nie przeszkadzał. – Pomagam innym radzić sobie ze stratą, ale Spaloną Noc spędziłam myśląc, że sama nie zniosę kolejnych.


Yes, I am a master
Little love caster
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#5
15.05.2026, 22:48  ✶  

Od dziecka domagał się uwagi. Od dziecka lubił być w centrum uwagi. Zawsze lubił towarzyszyć rodzicom w różnych uroczystościach i wydarzeniach. Czy to rodzinne, czy poza nimi. Ale nie wszędzie mogli go zabierać. Bywały takie uroczystości, gdzie dzieci się nie zabierało. A teraz, gdy sam jest dorosły i poznał tego zwyczaje, zrozumiał, dlaczego jako dziecko nie mógł w nich uczestniczyć. Były zbyt poważne, wymagały odwagi, charyzmy, elegancji i wyniosłości. Pokazania się od najlepszej strony. Ale też trzeba być kimś. Samo nazwisko czasami może nie wystarczyć. Tak samo bycie synem urzędnika. Często padają pytania i zawód, zajęcie, zainteresowania, aby zdobyć znajomości. Jakie miał Renigald? Znikome. Rodzinne. Obracał się w niestosownym otoczeniu, przyjaźniąc ze zdrajczynią krwi. Gdzie go to zaprowadziło? Do małego skandalu. Do rozsianej plotki, za którą dostał solidny opieprz. Czy mógł liczyć na rodzinę? Czy potrafił znaleźć swoje miejsce?

Czasami bycie dzieckiem, dawało łatwiejsze życie, niż dorosłe.

Szanował rodzinę. Nie wchodził nikomu z nich w drogę. Robił to, o co go proszono, jeżeli był wstanie. Jeżeli umiał, do czegoś się nadawał.

Przyglądająca się jego głowie Lorraine, wprowadziła go trochę w małe zakłopotanie, jakby wzięła jego żart na poważnie. Ale przecież nie zrobi tego. Nie zostawi sobie jego głowy do przyozdabiania witryny Zakładu Pogrzebowego. A mimo to, stał prosto i zadarł głowę, aby mogła lepiej go widzieć, ocenić. Jeżeli nie w samej głowie przyniósłby jej światło do tego zakładu, to mógłby jako model, promować jej zakład z trumnami. Szaleńcze wizje młodego panicza.

Zmarszczył brwi, na wzmiankę o suszonych głowach Borginów. Nawet nie ośmielił się ich szukać i sprawdzić dla porównania, czy faktycznie są tak paskudne. Co prawda, widział je, ale nigdy za blisko nie przyglądał. Obrzydzające. Ale podobno bywały praktyczne.

- Nie możesz je jakoś wypudrować? Albo zmienić kolor włosów?
Pociągnął żart z uśmiechem, jakby szukał alternatywy zastępczej w celu uchronienia swojej cennej głowy. Skarbnicę piękna.
Później było już poważniej. Podjęła temat ostatniej nocy, która spaliła dobytek, ale uchroniła życia ich rodzinie. Spoważniał.
- Życie jest cenne. To prawda.
Prawie powtórzył po kuzynce. Przypominając sobie tamten późny wieczór. Jak nie tyle co walczył o ugaszenie pożaru swojego mieszkania, ale musiał ratować siebie. Być może działał z automatu. A może z przekonania. Nie wiedział. Gdy było po wszystkim, po przeczytaniu listów od kuzynki, dopiero zastanawiał się, co się wydarzyło. Ile miał szczęścia, a zamartwiał się o rzeczy materialne. Dach nad głową.

Wzrokiem omiótł pomieszczenie w jakim się znaleźli. Widok wszelkiego rodzaju trumien, wzbudzał uwagę. Ich jakość, wykonanie, drzewo, staranność. Pomyśleć, że to pięknie wygląda tutaj. Eksponuje się podczas ceremonii pogrzebowej. A potem i tak trafia do ziemi. Oddane Matce Natury, Ziemi.

- Nie odpisałem Ci na ostatni list. Uznając, że lepiej będzie, jeżeli przyjdę. Porozmawiać.
Odwrócił się w jej kierunku. Zamknęła drzwi. Byli sami. Nikt im nie będzie przeszkadzał.
- Myślisz, że wszystkie wojny masz za sobą i pozostają tylko opowieścią snutą przez swoich przodków. A nagle jednej nocy, stajesz się ofiarą ataków. Dałaś mi do myślenia. W takiej sytuacji nie pomyślałem o innych… O rodzinie...
Przeniósł wzrok na trumny. Dostrzegając wśród wielu z nich, tę z ciemnego drzewa. Pięknie zdobiona. Jakby na jego gusta.
- Myślałem jedynie o sobie.
Przyznał. Co zresztą, było wiadomo.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#6
31.05.2026, 12:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2026, 13:08 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine przechyliła lekko głowę, zaintrygowana wyznaniem kuzyna. Spojrzenie jej było uważnym, pełnym przejęcia, jak gdyby rozważała słowa, które wyszły spomiędzy jego ust.

– Mówisz prawdziwie, nie chowając się za wymówkami – odezwała się w końcu. – Więc i ode mnie otrzymasz prawdę. A prawda jest taka, że nie mógłbyś uratować innych, jeżeli nie uratowałbyś wprzódy samego siebie.

Wiedziała, która trumna przyciągnęła wzrok Renigalda. W jej stronę skierowała swoje kroki, klucząc pośród wyeksponowanymi utensyliami funeralnymi. Najpierw zatrzymała się jednak przy kamiennym sarkofagu z wiekiem pokrytym mosiądzem. Nie sposób było go ominąć, nie zwróciwszy na niego uwagi. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale i zdobiące go płaskorzeźby, przedstawiające sceny z pola walki. Wspomienie dawno zapomnianej średniowiecznej bitwy, utrwalone w kamieniu, lecz wymazane z pamięci potomnych. Lorraine wyciągnęła dłoń, aby dotknąć wykrzywionej boleścią twarzy jednego z poległych wojów.

– Wojna… – powtórzyła ze smutkiem. – Tak wielu wokół mnie mówi o wojnie. A jednak jesteś pierwszym, który nienawidzi tej wojny tak samo, jak nienawidzę jej ja. Wszyscy upatrują w niej dla siebie jakiejś korzyści. "Opowiedz się po właściwej stronie", mówią, a ja słyszę tylko płacz żon i zawodzenie matek. Słyszę lament sióstr. Słyszę jęki braci na ulicach, cierpienie mężów i ojców, którzy nie byli w stanie ocalić swych rodzin. Słyszę łkanie synów i córek. Tamtej nocy ucierpieli wszyscy. A oni wciąż jeszcze wierzą, że istnieje właściwa strona.

Przez chwilę milczała, myślami podążywszy ku przodkom, których pamięć przywołał Renigald.

– A jednak – szepnęła, zwróciwszy spojrzenie oczu o ciężkich powiekach na powrót na twarz Renigalda – od opowieści o wojnie wywodzi swój początek także i nasz ród. – Ród Malfoyów. Ręka Lorraine zatrzymała się na monumentalnym wieku mosiężnej trumny. Z przedziwną czułością powiodła palcami wzdłuż pokrywających ją zdobień.

Zdawały się ożywać pod jej dotykiem.

Nikłe, niedosłyszalne niemal echo wrzasku żołnierskich gardeł. Odgłosy marszu, szczęk broni trzaskającej o okute tarcze. Głuche dudnienie bębnów w oddali. Zew rogu wzywający do przelewu wrogiej krwi.
Sarkofag nie był przeklętym, inaczej Lorraine nie pozostawiłaby go na widoku. Spowijała go jednak misterna iluzja, gasnąca, jeżeli tylko wycofało się na stosowną odległość. Gdyby jednak Renigald zdecydował się dotknąć wieka, mógłby doświadczyć opowieści wyrytej na wieku. W mosiądzu utrwalone zostały sceny bitew. Batalistyczne pejzaże, z daleka wydające się wręcz prymitywnymi, ożywały przy bliższych oględzinach. Lorraine, wspomagana przez Alhazreda, który celował w pieczętowaniu, musiała odnowić iluzję nałożoną na sarkofag przez jego oryginalnych twórców. Makabryczne piękno nie było równie nachalnym, co magia wil. Nie zaburzało w żaden sposób osądu tego, kto zdecydował się podziwiać kunszt wykonania sarkofagu. A jednak wykute w mosiądzu płaskorzeźby nie pozwalały przejść obok siebie obojętnie. Lorraine zawsze dotykała wieka, aby oddać hołd ich ofierze. A może po to, aby oddać hołd samemu aktowi pamięci.

– Chciałbyś, żebym opowiedziała?


Yes, I am a master
Little love caster
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#7
07.06.2026, 22:10  ✶  

Akurat z kuzynostwem bywał szczery. Byli dla niego niczym rodzeństwo. Zbliżony wiek i to samo nazwisko. Mogły różnić ich poglądy, ale jedno zawsze będzie ich łączyć. Rodzina. A w obliczu wojny, powinni się bardziej wspierać, pomagać wzajemnie. Okazywać troskę, nawet jeżeli potrzeba do tego instrukcji. Gdyby Lorraine nie zwróciła mu uwagi o troskę własnych rodziców, doszedłby do tego sam, aby sprawdzić, czy żyją?

Lorraine, ta piękna, ta najmądrzejsza. Znów miała rację. Gdyby nie uratował siebie, nie uratowałby wtedy Astorii. Budynek naprzeciwko, widział ją z okna nadpalonego swojego mieszkania, jak dusiła się od dymu. Nie zostawił jej. Była dla niego jedną z ważnych przyjaciółek. Pomógł jej. Choć tyle, żeby zabrać w miejsce które prosiła.
Uśmiechnął się lekko na to wspomnienie, kiedy właśnie Lorraine mu to uświadomiła.

- Jak to możliwe, że znów masz rację?
Zgodził się z nią. Patrząc w jej piękne hipnotyzujące oczy. Czy to magia willi, czy po prostu ona taka już jest?
- Ratowałem siebie. Ale też pomogłem znajomej.
Jak na Malfoyowego narcyza, co kocha własne odbicie w lustrze, możliwe że zrobił wiele. A przecież, mógł olać życie innej osoby.

Obserwował jak kuzynka skierowała się w stronę trumny, na którą wpatrywał. Lorraine przystanęła pierw przed kamiennym sarkofagu, na który i on spojrzał. Był coś wart? Był czymś ważnym? Podszedł bliżej, aby także na niego spojrzeć. Stanął obok. Płaskorzeźba. Scena wojenna. Słuchał słów kuzynki wpatrując się w ową scenę, wykutą na kamieniu. Jako symbol upamiętnienia. Bolesna serca opowieść. Nie chcąc być częścią tej opowieści, którą opowiadałoby się kolejnym pokoleniom w przyszłości. A jednak, los sprawił, że muszą być jej częścią. Częścią opowieści, której doświadczą. Lecz czy przeżyją, aby o niej opowiadać? Czy może powstaną o nich opowieści? A może staną się zapomnieni?

Tak. Renigald nienawidził wojny. Była problematyczna. Materialnie. Urządzisz się, a potem i tak to tracisz. Finansowo. Ustatkujesz się, a potem i tak przyjdzie ci płacić. Życiowo. Wybierzesz swoją drogę, ale potem i tak musisz ją zmienić. Politycznie. Wybrać stronę, albo zniknąć.
Upierdliwe.

"… od opowieści o wojnie wywodzi swój początek także i nasz ród" – rzekła piękna Lorraine. Spojrzał na nią, gdy to mówiła. Jak ważni byli w tej wojnie? Jak ważny był ich Ród Malfoyów?
Zdobienia pod dotykiem jego kuzynki, dziwnie ożyły. Zwrócił na to uwagę, przenosząc wzrok na jej wspaniałe dłonie. Doceniał piękno. Doceniał sztukę. Doceniał magię. Słyszał to, co ożywiła. Co wyłaniało się jakby z tego sarkofagu.

"Chciałbyś, żebym opowiedziała?" – zapytała.
Z sarkofagu, przeniósł wzrok na jej oblicze. A później znów na kamienną rzeźbę tajemnic i opowieści wojennej. Czy był gotowy na tę opowieść? Chciał przecież przydać się rodzinie. Rodowi, którego nazwisko nosi.

- Opowiedz.
Poprosił. Zgodził się na to, aby poznać historię znacznie lepiej. Uniósł swoją dłoń, z chęcią dotknięcia sarkofagu, jeżeli mu pozwoliła. Jeżeli miałby to zrobić. Aby nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#8
14.06.2026, 16:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 16:52 przez Lorraine Malfoy.)  
"Jak to możliwe, że znów masz rację?" Coś na kształt uśmiechu przemknęło przez twarz półwili, choć smutny był to uśmiech. Był smutny, bo kryły się za nim godziny przemyśleń. Krył się za nim żal. Jak wiele błędów musiała popełnić w swym życiu Lorraine? Jak wiele razy czyniła sobie podobne wyrzuty, co Renigald? Być może wystarczająco wiele, żeby próbować mu tego oszczędzić.

— Od opowieści o wojnie wywodzi swój początek nasz ród — powtórzyła Lorraine. — Od opowieści o podboju, którego skutki widoczne są nie tylko w naszym prawie, architekturze i heraldyce, ale i w języku, jakim się posługujemy. Podboju Anglii przez Normandię dokonanego przez króla Wilhelma Zdobywcę… Choć wprzódy znany był pod innym imieniem. Był Wilhelmem Bękartem, normandzkim książątkiem, szukającym żołnierzy, gotowych poprzeć jego sprawę. Wielki nasz przodek zaciągnął się w służbę księcia, choć nie był żołnierzem. Armand Malfoy był… Nikim. Przybył znikąd. Nie nosił niczyich barw. Nikomu nie przysięgał. Nikt nie znał jego imienia. A jednak okazał się potężniejszym niż cała armia księcia razem wzięta. To on przeprowadził jego statki przez wodę. To on przepowiedział kurs komety, zwiastującej pogrom. To on spętał wolę przeciwników księcia, doprowadzając do druzgocącego zwycięstwa. — Lorraine opowiadała starannie wyuczoną legendę tak, jak gdyby sama była jej uczestniczką. Wreszcie zmuszona była jednak wziąć głęboki oddech, zanim podjęła opowieść dalej. — Potężny był to czarodziej. To po nim otrzymał imię mój tata. Po tym, który ustanowił nasz ród na angielskiej ziemi. Po zakończeniu kampanii wojennej, wielki nasz przodek wyróżniony został przez samego Wilhelma Zdobywcę. Z królewskiego nadania przypadł mu majątek ziemski w Wiltshire, gdzie wzniósł swój dom, Malfoy Manor. Nie chciał rezydencji na królewskim dworze. Król był dla niego tylko narzędziem. Niczym więcej. Ostatecznie liczyła się bowiem tylko rodzina. Tylko jej wpływy. Na przestrzeni wieków traktowaliśmy więc kolejnych władców jako narzędzia. Nie zawsze wiedzieliśmy, jak się nimi posługiwać, nie wszyscy nasi przodkowie posiadali bowiem odpowiednią biegłość. Niektóre narzędzia okazywały się zaskakująco precyzyjne, inne, rozczarowująco wręcz tępe… Nawet wtedy, gdy kierowała nimi wprawna ręka. Nie urodziliśmy się, żeby walczyć w wojnach, Renigaldzie. Normandia narodziła się z przemocy i ekspansji, ale nie stamtąd wzięliśmy swoje korzenie. My pochodzimy z dorzeczy Lotaryngii, z terenów pogranicza. Tam narodził się Armand Malfoy. Nikt nie wie, co działo się z nim, zanim wstąpił w służbę normańskiego księcia. Wiemy jednak, że to on uczynił go królem. To on uczynił go Zdobywcą. Nie zastanawiałeś się, dlaczego nigdy więcej nie uczestniczyliśmy bezpośrednio w mugolskich konfliktach? Dlaczego sami nie zawalczyliśmy o tron, lecz oddaliśmy go temu, którego zwali Bękartem? Mogliśmy sięgnąć po koronę, a jednak stwarzaliśmy królów, a potem niszczyliśmy nasze własne stworzenie. — Lorraine uważnie przypatrywała się Renigaldowi, pozwalając mu zastanowić się na odpowiedzią. — Sanctimonia vincet semper. "Świętość zawsze zwycięży". Tak brzmi nasze motto, motto Armanda Malfoya, choć częściej zwykliśmy mówić: "czystość zawsze zwycięży". Czystość krwi urosła bowiem w naszych oczach do świętości. A jednak czystość nie ocaliła nas tej nocy. Dotknął nas jednako gniew tych, którzy rzekomo walczą w imię rasowej czystości, jak i tych, których uznajemy za czystości pozbawionych. Cofnąć musimy się więc nie do tego, co czyste, ale do tego, co święte. Do tego, co dla Armanda Malfoya było wartościowszym niż angielski tron, przed którym złożył lenno ze swych ambicji. Do rodziny. Do domu, którego nigdy nie miał. Wiltshire podobno przypomina Lotaryngię. A może raczej zatarte wspomnienie o Lotaryngii, którą zostawił za sobą?

Była taka zapalczywa w swych przekonaniach. Niemal naiwna w swej wierze. Lorraine Malfoy była na swój sposób fanatyczką. Świętość, mówiła, a jej szeroko otwarte oczy błyszczały w ferworze wyznawczyni. Świętą była krew, jaką płynęła w jej żyłach, wierzyła w to ślepo — wierzyła po omacku wręcz — a pierścień Malfoyów na jej palcu był relikwium umacniającym tę wiarę.

— Tak długo, jak trwa nasza rodzina, przetrwamy każdą wojnę — wydyszała, oparłszy się ciężarem swego ciała o sarkofag, jak gdyby wyczerpała ją własna opowieść. Nieregularne posiłki, natłok pracy i bezsenne noce wzięły nad nią górę. Czasem robiło jej się słabo, jeżeli stała zbyt długo, musiała więc poświęcić chwilę na złapanie oddechu. — Dlatego to jest tak ważne… — ciągnęła miękko. — Tak ważne, żebyś myślał o rodzinie, gdy myślisz o sobie. Nie rozdzielaj tego. Nie można rozdzielać. Zależność działa w obie strony. Gdy pomyślisz "rodzina", pomyśl więc też od razu "ja". Wszyscy bowiem jesteśmy z sobą... Zrośnięci.


Yes, I am a master
Little love caster
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#9
05.07.2026, 13:10  ✶  

Renigald słuchał uważnie, obserwując także kuzynkę. Opowieść o wojnie,  z której narodził się ich ród. Nazwisko, które dumnie mogli nosić. Bogaci, niczym arystokracja z wyższych sfer. Przez moment myślał, że wspominany przez Lorraine Armand, to faktycznie był jej ojciec. Jednakże nie miałoby to sensu, patrząc na to, ile lat temu historia się zadziała. Wspomnienie, że jej tata dostał imię bohatera rodu Malfoy, miało więcej sensu.

Ta opowieść, była swego rodzaju interesująca. A jeszcze opowiadana przez Lorraine, wręcz zachwycająca. Nie dziwiło go, że członkowie ich rodziny, nie mieszali się do wojen, ale też nie zastanawiał się, dlaczego. Odpowiedź była prosta. Stosowali inne metody "walki", nie musząc w niej być pionkiem posuwanym na platformie niczym żołnierz z bronią, wysłany na pewną śmierć. Jako czarodzieje byli potężni. Gdy tak słuchał, przypomniał sobie wuja, który w niedawnych czasach, pełnił rolę Ministra Magii. I choć funkcja nie była Królewska z koroną, to jednak znaczenie polityczne miało ogromne.

Na zadane pytania przez Lorraine, nie znał odpowiedzi. Głęboko nie zastanawiał się. Nie przywoływał wspomnieniami tego, czego uczony był przez ojca o ich rodzinie. A też, nie wszystko musieli wiedzieć, jako boczne i odległe gałęzie rodziny. To jednak podstawowa wiedza była ważna. A przede wszystkim wartość rodziny.

Lorraine w opowiadaniu swojej opowieści, wyglądała na kogoś, kto tym żyje. Renigald wiedział, że kuzynka była religijną fanatyczną. Ale nie sądził, że również historii opowiadanych przez dawnych przodków. Wręcz przeżywając opowiadaną historię. Zauważył jednak, że fizycznie nie trzymała się dobrze. Podszedł bliżej, aby ująć jej ramię i poza posągiem, być dla niej dodatkowym oparciem, żeby mu się nie przewróciła. Czyżby opowieści ją tak wykańczały? Czy użyła magii jakiejś w połączeniu z posągiem, aby mu tę wiedzę przekazać? Nie miał pojęcia. Ale mimo bogactwa, urody, nazwiska, jako ród, nie byli widocznie silny fizycznie i każdy, z czymś się zmagał.

- Może odpocznij.
Zasugerował, aby nie przemęczała już swojego głosu i oddechu. Gdyby przewidział, że będzie mu tak obszerniej opowiadać, być może poprosiłby o podesłanie zapisków do przeczytania. Zrozumiał jedno, że aby być kimś, trzeba czymś się wykazać. Bo samo bycie czyimś dzieckiem i potomkiem słynnego rodu czystokrwistych czarodziei, to może być za mało.
Ich ród przetrwa te czas wojny. Przetrwali jako oni i ten atak. Lecz co będzie dalej?
- Historia jaką mi opowiedziałaś, jest pouczająca. Gdybym wiedział, jak bardzo będzie to kosztować Twoje zdrowie, może bym poprosił o przesłanie zapisków.
Dodał z nutką żartu. Ale nie ukrywał w sobie troski o jej dobro i zdrowie. Może to nic takiego, ale bliskością okazał jej także swoje wsparcie.

Próbował też zebrać słowa, jak odnieść się do tego, co mu opowiedziała. Ale nie potrafił tych słów poszukać. Myśląc jednak o osobie, nie było złą opcją, co zaznaczała mu już wcześniej. Pokazał jednak, że rodzina nie jest mu obojętna. Czy możliwe, że kuzynostwo lepiej go rozumiało, niż rodzice? Czy może on to widział inaczej?

- Słyszałem jak niektórzy mówili, że czasy się zmieniły. Skoro czystość nas już nie ocali, co innego może nam pomóc? Nazwisko też traci na wartości, jeżeli wiedzą o podzielonych poglądach. Wtedy, podczas tamtej nocy, brudnokrwiści mnie wyzywali. Jakby twierdzili, że te ataki to wina naszej rodziny.
Mówiąc to, wspomniał sobie tamten dzień, kiedy wyszedł z kamienicy, aby zaczerpnąć powietrza ze spalonego częściowo swojego mieszkania, po pożarze. Wtedy natrafił na tych, co mieli coś do Malfoyów, a on pojawił im się na drodze. Na szczęście, to rękoczynów nie doszło.
- Jeżeli będziemy myśleć o rodzinie, jak to pomoże nam przetrwać tę wojnę? Co z potęgą nazwiska, które nosimy? Kiedyś byliśmy podobno silni. Czy teraz, jesteśmy słabi?
Zapytał, wpatrując się w oblicze swojej drogiej kuzynki. Być może teraz wyniósł jakieś wnioski z tej opowieści. Być może teraz, cudem jakimś pomyślał, że powinni coś zmienić, aby wojnę przetrwać. Nie sami, ale jako rodzina.
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Właścicielka zakładu pogrzebowego
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#10
06.08.2026, 01:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2026, 01:14 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine wdzięcznie pokręciła głową, nie chcąc, aby Renigald przejmował się jej zdrowiem, nie odmówiła jednak zaoferowanego jej ramienia.

— Miarą siły rodziny jest to, jak silnym był najsłabszy w jej szeregach. Jestem słaba słabością daną mi w genach przez matkę z domu Greengrass — oświadczyła pewnie Lorraine, prostując dumnie głowę. — Mogłam odziedziczyć po niej słabe serce, ale ducha mam silnego. Ducha mam po ojcu z rodu Malfoy.
Wszyscy w rodzinie wiedzieli, że Miranda Greengrass zmarła z powodu postępującej włochatości serca. Choć Lorraine nie zwykła uskarżać się na podobne dolegliwości, zawsze wyglądała na raczej wątłego zdrowia: było w niej coś z wiktoriańskiej damy, bladej, słabowitej. Chorobliwa dyspozycja była częścią jej wdzięku, funeralnej mody, w której wszystko, co piękne, przeciwstawiane jest od razu temu, co martwe. W kręgach arystokracji modnym było bycie słabym. Eteryczna uroda fascynowała, podobnie jak dziewicza kruchość. A jednak ojciec Lorraine zawsze powtarzał, że prędzej skruszy się niż złamie.
W gruncie rzeczy nie było w niej nic z Mirandy. To wszystko przypadło jej przecież w darze nie po macosze, a po wilej matce, po zjawie, która uosabiała to, co dzikie, i to, co w tej dzikości najdelikatniejsze. To szczególne uczucie, kiedy poryw wiatru rozwiewa włosy, a w powietrzu czuć zbliżającą się burzę, która targnie drzewami jak czupryną. Moment, w którym zwierzę krzyżuje spojrzenie z człowiekiem, zamiast rzucić się do ucieczki, spłoszone. Cichy krzyk ptactwa na chwilę przed nastaniem świtu, kiedy wokół panuje jeszcze ciemność.
Lorraine Malfoy istniała w przestrzeniach granicznych. W przestrzeni pomiędzy ojcem a matką, pomiędzy baśnią a rzeczywistością, pomiędzy życiem a śmiercią. Pomiędzy siłą a słabością. W stanie "pomiędzy" czuła się najbardziej sobą, nigdy nie uważała bowiem, że jedno wykluczać musi drugie. Nie lubiła wytyczać granic. Lorraine Malfoy nie ograniczała, ani też nie chciała być ograniczaną. A jednak dla świata prezentowała się dokładnie tak, jak powinna: słabość była cnotą kobiety, uprzejmość — zbroją damy, a lojalność wobec rodu służyła jako tarcza, za którą chowały się obie.
Nawet jeżeli Lorraine nie była kobietą, lecz wilą.

— Pytasz, jak nam to pomoże przetrwać wojnę, jeżeli myśleć będziemy o rodzinie? Odpowiem: rodzina to wspólny front; to twierdza, to armia. Rodzina to jeden w wielu. Pytasz, po co snuć opowieści o czasach minionych? Odpowiem: bo winniśmy być tacy, jacy byliśmy przez wieki. Chyliliśmy głowy przed królami, którym sami wkładaliśmy korony na głowy. Uważać powinieneś, Renigaldzie, kogo czynisz królem: przed nim decydujesz się bowiem klękać. Ja klękam tylko przed Matką. Nie jestem poglądami ani z tymi, którzy rozrzedzają cenną naszą krew, zadając się z elementem mugolskiego pochodzenia, ani z tymi, którzy ślepo podążają za lordem bez prawdziwego nadania. Mugole także mają swoje miejsce w boskim porządku. Klękam w kowenowej kaplicy pewna swej wiary, bo klękanie przez Boginią nie przynosi poniżenia, lecz siłę. Klękanie przed ludźmi zawsze jest poniżającym. Ty, być może, nie jesteś wierzącym. Wyciągnij jednak naukę… — Czule przejechała ręką po jego ramieniu, zdejmując niewidzialny paproszek z szaty Renigalda. — …Nie poniżaj się wyborem. Tron można stracić, koronę sprzedać, ale nazwisko pozostaje dobrem dziedzicznym. Nikt nie jest w stanie zabrać ci tego, kim jesteś: płynie w tobie krew Malfoyów, a krew jest świętością, choć w inny sposób, niż myślisz; niż myślą o tym inni.

Mówiła jak arystokratka. Mówiła jak kapłanka.

— Nie musisz się wcale wykazywać, aby być kimś. Urodziłeś się kimś. Nie odrzucaj tego, zniżając się do ich poziomu. Ataki nie są winą naszej rodziny, ale po cóż przekonywać o tym pospólstwo. Król nie wychodzi na pole, żeby kłócić się z chłopem pańszczyźnianym: poniżyłby się, odrzucając swój majestat. Może pogrozić mu batem w rękach wasala, może w swej łaskawości nadać mu przywilej, ale nie zakłada na siebie chomąta. Balansować należy między strachem a miłością. A jeżeli wciąż masz wątpliwości — na twarzy Lorraine pojawił się delikatny uśmiech — módl się.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (3324), Renigald Malfoy (2468)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa