• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[9 kwietnia] Podlondyńska posiadłość | Perseus & Eden

[9 kwietnia] Podlondyńska posiadłość | Perseus & Eden
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
20.02.2023, 22:50  ✶  

9 kwietnia 1972 roku


Mawiają, że nadzieja jest matką głupich, a sam Perseus nigdy nie należał do czarodziejów przesadnie rozważnych (owszem, poszczycić mógł się wiedzą książkową i oprawionym w ramkę dyplomem po ukończeniu magisterium uzdrowiecielskiego, zajmującym zaszczytne miejsce na ścianie jego gabinetu, lecz czymże są wykute na pamięć podręcznikowe definicje w starciu z prawdziwymi mądrościami ulicy?) zatem żywił szczerą nadzieję, że (była już) szwagierka nie wciśnie mu ruiny w ładnym opakowaniu starej posiadłości. Z drugiej jednak strony, dlaczego Eden miałaby tego nie zrobić? Pod niezmąconą taflą spokoju, jaką prezentowała światu, kryło się coś mrocznego, coś drapieżnego, czego nie chciał drażnić. Z tego powodu nigdy nie umiał utrzymać dłuższego kontaktu wzrokowego z bliźniaczą siostrą swej dawnej miłości; za każdym razem obawiał się, że im dłużej spogląda w stalowe obręcze, tym więcej Eden o nim wie.
A bardzo nie chciał, aby dowiedziała się, że piętnaście lat temu nazwał ją obrzydliwym zielonym glutem.
Spokojnie, powtarzał sobie w myślach, spotykasz się z nią na gruncie biznesowym, nie prywatnym. Marne to było jednak pocieszenie! Landlordowie od zawsze bowiem budzili w Perseusie nieuzasadniony lęk. Byli niczym dementorzy - kiedy tylko przekraczali próg mieszkania, temperatura spadała o kilka stopni, wpędzając lokatorów w stan bojaźliwej apatii, zupełnie tak, jakby szczęście miało nigdy nie nadejść. Najgorsze były trzecie czwartki miesiąca, kiedy Madame Toussaint (od której to wynajmował swe paryskie mieszkanie, pewien, że nie zabawi w stolicy Francji dłużej, niż kilka miesięcy) przychodziła po czynsz. Nigdy nie wiedział, kiedy ubzdura sobie, że na ścianie znajduje się jakaś drobna plamka, której nie dostrzegłby nawet pod mikroskopem, albo na podłodze znajduje się milimetrowa rysa - olbrzymie szkody dla właściciela, wymagające gwałtownego podniesienia czynszu! I o ile dla Blacka pieniądze nigdy nie stanowiły powodu do zmartwień (przez blisko dwadzieścia lat swego życia był pewien, że w razie kryzysu gospodarczego można je po prostu wydrukować i dlaczego inni w ogóle nie mogą tego zrobić, jeżeli są biedni? Dopiero Elliott uświadomił go, że to niemożliwe, lecz na to, aby wytłumaczyć mu cały proces zabrakło już czasu i cierpliwości), to śmiertelnie irytowały go pretensje owdowiałej staruszki, której zdecydowanie nudziło się na emeryturze. Zapisałaby się do klubu seniora, zamiast głowę zawracać poważnemu magipsychiatrze.
Tak bardzo nie lubił landlordowych czwartków, że umówił się z Eden w niedzielę. Przez moment miał z tego powodu wyrzuty sumienia, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że to przynajmniej jedna głowa mniej do planowania jego śmierci  podczas rodzinnego obiadu Malfoyów w Wiltshire. Chociaż nie mógł mieć pewności, czy nieszczęśliwy wypadek nie został już zaplanowany, a spotkanie miało na celu zwabienie go do miejsca, w którym dokona swojego żywota. Ale czy w takim wypadku nie rzucałoby to podejrzeń na Eden? Nie zdziwiłby się, gdyby było to celowe działanie, pomysł tak sprytny, że jego pełen gwoździ umysł nie był w stanie go udźwignąć.
O, dżdżownica.
Różowy robak wijący się w rozmokłej ziemi pod jego stopami całkowicie pochłonął myśli Perseusa, który odrzucił na bok teorie spiskowe o zemście w ramach siostrzanej solidarności i zaczął zastanawiać się nad tym, jaki żywot wiódłby jako robak i czy wtedy Elliott też chciałby z nim być? Czy trzymałby go pod łóżkiem w akwarium? A może nadziałby go na haczyk i uczynił z niego przynętę na ryby? Tak wiele pytań pozostało bez odpowiedzi, gdy różowe wijątko zniknęło pod eleganckim damskim buckiem, który pojawił się znikąd. Podniósł wzrok na właścicielkę obcasów, pod którymi zakończyła swój żywot dżdżownica i cofnął się o krok przerażony, gdy zobaczył przed sobą Eden.
— Na rany Morgany, planujesz mnie wykończyć tak szybko? Be żadnych tortur? Żadnego zmuszenia mnie do błagania o litość? Nic? — wysilił się na słaby uśmiech, podkreślając, że to żart, ale nie był pewien, jak pani Lestrange (niech Merlin ma w opiece Williama!) odbierze jego słowa. Stali przed jedną z posiadanych przez nią nieruchomości, jednak otaczający ją mur porośnięty bluszczem i żeliwna brama przypominająca bardziej drzwi, aniżeli furtkę skutecznie uniemożliwiały mu przyjrzenie się domostwu z daleka. Czekał więc niecierpliwie, aż Pani Właścicielka wpuści go do środka.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#2
15.03.2023, 01:08  ✶  
Może i słusznym było stawianie Eden w hierarchii strachów ciut wyżej niż siejące postrach dementory. Wszakże jeśli wierzyć szkolnym plotkom, nasza jasnowłosa mara rzekomo pocałowała kiedyś jednego i wyszła z tego romansu zwycięsko. Oczywiście takie historie należało puszczać mimo uszu, w końcu dzieci są okrutne, zawistne i powiedzą cokolwiek, co im tylko ślina na język przyniesie. A jednak mówi się też, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Co jeśli pani Lestrange naprawdę była tak strasznym diabłem, jakim ją malowali? Co jeśli wszystkie jej nieruchomości były faktycznie nawiedzone, bo straszyła w nich już za życia? Jeśli wierzyć rzucanym na wiatr pogłoskom, Perseus naprawdę powinien rozważyć spanie z jednym okiem otwartym. Zwłaszcza teraz, kiedy nie był już jedynie ofiarą losu, którą bez większej trudności prześladowało się w Hogwarcie, a kimś, kto uprzykrzył życie jej młodszej siostrze.
Całe szczęście Eden nie była mściwa. Po prostu wypadki chodzą po ludziach.
Ponadto nieszczególnie obchodziło ją, że był teraz byłym szwagrem. Mógłby być Merlinem we własnej osobie, biznes to biznes. Potrafiła oddzielić życie zawodowe od prywatnego, to po pierwsze; po drugie doskonale wiedziała z autopsji, że kiedy małżeństwo się sypie, nie ma tylko jednej winnej osoby. Na katastrofę składa się dużo małych wypadków, niedopatrzeń, złamanych przysiąg i niedotrzymanych obietnic. Była zbyt zajęta własnymi problemami oraz swoim interesem, żeby jeszcze pakować nos w cudzy. Oczywiście, gdyby Percy kiedykolwiek próbował podnieść rękę na Eunice, Eden zrobiłaby wszystko, co w jej mocy, by tę rękę mu razem z płucami utrącić. Szczerze wątpiła jednak, by Black był zdolny do czegoś takiego. Miękkość jego serca odbijała się w jego oczach, zdradzało go zawsze to bezrozumne, nieskalane głębszą myślą spojrzenie.
Dotarła na miejsce kilka minut po umówionym czasie. Nie była spóźniona, to Perseus był zbyt wcześnie - to nie podlegało dyskusji. Obserwowała go kilkanaście cennych sekund, gdy gapił się w chodnik jak cielę w malowane wrota. Mimowolnie powiodła wzrokiem tam, gdzie on, chcąc spostrzec, co tak przykuło jego uwagę. Niestety stała nieco za daleko, by ze swoim podupadającym wzrokiem dostrzec cokolwiek interesującego na ziemi.
Może szukał swojej godności.
Podeszła wreszcie. Nie zauważyła, na czym stanęła, wkładając jedną dłoń do kieszeni luźnych, lecz perfekcyjnie wyprasowanych spodni. Stanowiły komplet wraz z burgundową marynarką. Pod drugim ramieniem wciśniętą miała teczkę na dokumenty, natomiast na twarzy ten sam standardowy wyraz twarzy, którym darzyła wszystkich, którym nigdy w życiu nie planowała zaimponować.
Uniesiona jedna brew, zwątpienie w rozum rozmówcy w oczach. Usta zaciśnięte w wąską kreskę, ogólne zażenowanie. Te klimaty.
- Nie schlebiaj sobie, nie zamierzam z tobą spędzić aż tyle czasu - odparła beznamiętnie, wyjmując z kieszeni klucz. Otworzyła nim bramę domu, pod którym obecnie się znajdowali. Sposób nieco tradycyjny, ale zdecydowanie uniwersalny. Dostosowywanie zaklęć otwierających zamki do każdego kolejnego lokatora kosztowało więcej niż dorobienie kolejnego klucza. Mugole się za wysoko nie cenili.  - Podziwiam, że mimo wszystko się nie rozmyśliłeś. Założyłam się z Williamem o to, czy przyjdziesz, czy nie - oświadczyła bez większego przejęcia, mówiąc słowa, które powinny być komplementem, ale jej ton głosu sprawiał, że absolutnie tak nie brzmiały. W tym samym momencie wcisnęła klucz w zamek, przekręciła ze zgrzytem i klucz z powrotem wylądował w jej prawej kieszeni.
- Panie przodem - odezwała się, po czym pchnęła skrzydło bramy, stanęła bokiem i ewidentnie czekała, aż Black przejdzie pierwszy.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#3
18.03.2024, 00:06  ✶  
Wdzięczny był jej za to, że potrafiła wstrzymać się od komentarzy w związku z ich poplątaną rodzinną sytuacją; przez cały czas zastanawiał się jednak, czy wynikało to z profesjonalnego podejścia do biznesu (którego odmówić jej nigdy nie mógł, bez względu na to, jak  źle mówił o Eden jako nastolatek - oczywiście w ramach męskiej solidarności z Elliottem, bo prywatnie nigdy nic do niej nie miał; nie ośmieliłby się w ogóle mieć!), czy też braku zainteresowania krzywdą (podobno propozycja przygotowania kąpieli i nalania wina to przemoc) swej młodszej siostry. Ostatecznie doszedł do wniosku, że im mocniej się tym interesuje, tym bardziej uciążliwy staje się ucisk w jego skroniach zwiastujący migrenę, zatem postanowił odpuścić dywagacje na temat odczuć bliźniaczki swego przyjaciela.
— Och... A to szkoda — westchnął przeciągle, nieco teatralnie — Bo ja na przykład bardzo lubię z tobą przebywać, Eden!
Nie od dziś przecież wiadomo, że Perseus miał pewne masochistyczne zapędy, skłaniające go do pakowania się w sytuacje, które mogłyby skończyć się płaczem. Jego płaczem, oczywiście. Niekiedy można było odnieść wrażenie, że celowo wkłada swoją laskę między szprychy rowerka zwanego życiem. Chciał być zabawny, a wyszło jak zwykle; śmiano się z niego, a nie z nim.
— William, oczywiście, obstawiał, że przyjdę? — uśmiechał się szelmowsko, jak zwykle zresztą, gdy chciał ukryć skrępowanie, lecz ton jego głosu nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że nie był przekonany słuszności swoich słów. Nie miał jednak czasu się nad tym roztkliwiać, bowiem brama ustąpiła ze zgrzytem, a jego oczom ukazał się ogród - duży, choć teraz odstraszający nagimi gałęziami drzew oraz krzewów - głównie różanych, jak zdążył zauważyć Perseus. Z jakiegoś powodu pomyślał, że Vesperze by się tu spodobało. Ale dlaczego to właśnie jej sylwetka zamajaczyła w jego głowie - tego nie potrafił odpowiedzieć.
Uśmiechnął się tylko do Eden w odpowiedzi na jej zaproszenie i ruszył brukowanym podjazdem w stronę domu stojącego kilkadziesiąt metrów dalej. Chociaż słowo dom było tu dużym niedopowiedzeniem; dla niego był to przecież najprawdziwszy pałacyk (ale Black wychował się na Grimmauld Place, zaczarowanej szeregówce w mugolskiej dzielnicy - on posiadłość Malfoyów uważał za twierdzę)!
— Och, rzeczywiście ma swoje lata. Epoka wiktoriańska? Edwardiańska? — dopytał, przyglądając się wieżyczkowemu wykuszowi i zdobionym zewnętrznym ramom okiennym. I... Och... Czy to nie glicynia porastała południową ścianę domu? — To ten z sześcioma sypialniami, tak? Dwie z oknami na południe, dwie na północ i po jednej na wschód i zachód?
Starał się brzmieć neutralnie i zadawać rzeczowe pytania, ale zdradzał go uśmiech i blask w ciemnych oczach - nawet jeśli posiadłość okazałaby się w środku ruiną (swoją drogą, czy Eden myślała o tym, by kupować domy za bezcen od schorowanych starszych ludzi bez rodziny, remontować je, a potem sprzedawać za mocno zawyżoną cenę? To brzmiało jak świetny biznes), on był już zdecydowany. A jeszcze nawet nie zajrzał do środka!


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (537), Perseus Black (1117)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa