• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[08.1955] Shiny little lies | Aloysius, Nora

[08.1955] Shiny little lies | Aloysius, Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
19.05.2026, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2026, 21:32 przez Benjy Fenwick.)  
Przysięgam, że jeśli musiałbym spędzić w dusznym, przeestetyzowanym salonie Madame Malkin choćby minutę dłużej, chyba sam rzuciłbym na siebie Avadę. Nawet sam świętojebliwy Merlin nie zniósłby tego jazgotu. Matka od godziny kłóciła się z krawcową o odcień i długość lamówki na wyjściowej szacie mojej najstarszej siostry - wpadła w trans, korygując wszystko, co do milimetra, „u stóp ma być idealnie równo, rąbek nie może dotykać posadzki, a twój brat, nie, cicho, cicho, no, ależ PROSZĘ PANI…” - podczas gdy najmłodsza ryczała, bo rzekomo gryzła ją koronka, a pozostałe zachwycały się nad jakimś idiotycznym, samoprasującym się jedwabiem wykorzystywanym do szycia modelu „najpiękniejszej sukienki wieczorowej, jaką widziały”, mającym swoją fakturą imitować „blask tafli jeziora podczas bezchmurnej pełni księżyca”. „Och, jaki cudowny fason, jaki dostojny granat, przepiękny błękit! A może jednak lepiej byłoby skorzystać z tego odcienia lila?”, rzygać mi się zachciało już przy trzeciej rolce materiału, którą prawie dostałem w łeb, gdy wyrywały ją sobie z rąk, by jej się przyjrzeć.
Wykorzystałem moment, gdy ekspedientka upuściła szpilki, a matka odwróciła się, żeby skrytykować jej profesjonalizm, rzuciłem tylko krótkie „zaraz wracam” w przestrzeń - i tak nikt nie słuchał - po czym po cichu wyślizgnąłem się na ulicę, zostawiając za sobą ten zapach perfum i drogich materiałów. Przecież nie zamierzałem marnować ostatnich chwil laby na bycie wieszakiem na ubrania…
Miałem szesnaście lat, kieszenie pełne galeonów bezczelnie podkradzionych z ojcowskiego barku, w którym trzymał „luźne drobne”, i całe popołudnie wolności, zanim zorientują się, że zniknąłem i zaczną wysyłać za mną wyjce albo, co gorsza, naślą na mnie skrzata. Na zewnątrz magiczny Londyn tętnił życiem, znanym mi doskonale charakterystycznym późnowakacyjnym chaosem tuż przed rozpoczęciem szkoły, ostatnimi dniami wolności przed powrotem do budy - jak zwał, tak zwał. Najważniejsze, że było cholernie gorące, sierpniowe popołudnie, a letnie słońce grzało tak mocno, że od razu poluzowałem ten cholerny, sztywny kołnierzyk szaty, którą kazano mi rano założyć. Przepchałem się bezczelnie przez tłum na Pokątnej, ostentacyjnie nie przepraszając nikogo, na kogo wpadłem - bo i z jakiej racji? Wszyscy tutaj dokądś zmierzali, każdy wyprzedzał zbyt wolnych przechodniów albo znajdował sobie między nimi lukę, by nie spędzić całego dnia na dreptaniu za czyjąś niedołężną prababcią.
W końcu moje kroki, sterowane chyba jakimś szóstym zmysłem, zaprowadziły mnie tam, gdzie zawsze kończyłem podczas wypadów do Londynu - zatrzymałem się przed wystawą „Markowego Sprzętu do Quidditcha”, gapiąc się na najnowszy model miotły i ostentacyjnie żując mugolską gumę balonową, którą podwędziłem z kieszeni jakiegoś zagubionego mugolaka. Skąd to wiedziałem? Wyglądał na zupełnie zdezorientowanego, kręcąc się wokół własnej osi i prawie szczając po nogach z nieudolnie tłumionej ekscytacji, podczas gdy jego rodzice wytrzeszczali oczy, najpewniej nerwowo próbując się zorientować w lokalnej topografii. Może mógłbym im coś podpowiedzieć, pomóc, być najlepszą wersją siebie dla kogoś w potrzebie, ale… Nieważne - nigdy nie byłem przesadnie altruistyczny, zwłaszcza w tych nielicznych momentach, gdy udawało mi się nareszcie zerwać ze smyczy, by móc robić dokładnie to, co mi się żywnie podobało - najważniejsze, że popołudnie było idealne, widok zajebisty a guma w moich ustach smakowała chemiczną miętą z dodatkiem cynamonu, czyli absolutnie genialnie, zwłaszcza kiedy miało się świadomość, że matka dostałaby apopleksji, gdyby tylko zobaczyła mnie z tym w gębie. Uniosłem lekko podbródek, gapiąc się na idealnie wyprofilowany ogon najnowszego modelu aerodynamicznego cacuszka i gładko wypolerowane drewno, oczami wyobraźni widząc już, jak w przyszłym semestrze rozniosę na tym Ślizgonów w pył… Najlepsze. Plany. Ever.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
19.05.2026, 21:44  ✶  

Londyn był ogromny. O-G-R-O-M-N-Y. Było to jakieś centrum wszechświata, przynajmniej dla tej drobnej, jasnowłosej dziewczynki. Jej buzia się nie zamykała, co chwilę ją otwierała okazując w ten sposób swoje zdziwienie. Wszystko było takie wielkie, kolorowe, zachwycające!!! Tatuś był taki kochany, że postanowił zabrać ją ze sobą do stolicy. Miała to być tylko krótka wizyta, babcia Lizzy potrzebowała pilnie jakichś swoich składników do eliksirów, czy coś, nie do końca udało jej się podsłuchać po co wysłała tutaj tatę, ale miał ją odstawić przy okazji do Doliny, żeby spędziła z kobietą nieco czasu. Uwielbiała Dolinę, po pierwsze mieszkała tam jej ukochana babcia, po drugie Erik i Brenna, jej najlepsi przyjaciele, być może uda jej się spędzić z nimi trochę czasu, to brzmiało naprawdę fantastycznie. TO BYŁ NAJLEPSZY DZIEŃ w jej życiu.

Weszli do sklepu z ziołami, to musiał być sklep z ziołami, nie zdążyła przeczytać nazwy na szyldzie, bo Lucas tak szybko znalazł się w środku... ech, będzie musiała go później o to zapytać. Grzecznie stali w kolejce, aż nadejdzie ich kolej. Norka wypuściła dłoń taty i oddaliła się na chwilę, krótką chwilę, te roślinki były tak pięknie ususzone, jak to możliwe, że wyglądały jakby jeszcze niedawno rosły na łące? Pewnie ktoś użył magii, to musiała być magia, jakże wspaniale, że ona była czarownicą, może też będzie kiedyś tak umiała? Lubiła kwiatki, nigdy nie miała przestać ich lubić, może tym będzie się zajmowała w przyszłości? Przez ostatni miesiąc miała już cztery pomysły na to, kim chciałaby zostać kiedy w końcu będzie dorosła. Po pierwsze kucharką jak babcia, bo wszyscy ją za to lubili, wystarczyło tylko im podać ulubioną potrawę, po drugie chciała zostać kocią mamą i zamieszkać w azylu, mogłaby tulić się do tych słodkich kociaków całymi dniami, po trzecie myślała nad tym, aby zostać łowcą smoków, ale dość szybko wybiła sobie ten pomysł z głowy, bo smoki ziały ogniem, a ona nie chciała spłonąć, a teraz po czwarte, po czwarte chciałaby być panią od suszenia kwiatków.

Nie zauważyła, że kolejka się ruszyła, dosyć długo wpatrywała się w witrynę, a raczej to, co znajdowało się za nią. Kiedy wreszcie oderwała od niej wzrok, cóż - nieco się wystraszyła, bo tatusia nie było obok. Przez chwilę kręciła się po sklepiku, trochę spanikowała, jak to poszedł sobie bez niej? Zostawił ją, zapomniał o niej? Mina jej zrzedła. Musiała go odnaleźć, tylko jak, niby jak miała go odnaleźć w tym wielkim mieście? Niezbyt rozsądnie podeszła do sprawy, bo postanowiła wyjść na zewnątrz.

Kiedy podążała ścieżkami Londynu trzymając tatę za rękę niczego się nie bała, teraz było zdecydowanie gorzej. Co chwilę ktoś się o nią ocierał, popychał ją. Wszyscy się gdzieś spieszyli, a ona nie wiedziała gdzie ma iść. Oczy jej się zaczerwieniły, była bliska płaczu. - Tatusiu, gdzie jesteś. - Chlipnęła pod nosem. Obawiała się tego, że jest stracona, jak niby Lucas miał ją odnaleźć w tym wielkim tłumie. Nie miała pojęcia, co powinna robić.

Szła jednak dalej, powolutku przed siebie, nie zwracała już uwagi na witryny, nie cieszyła się, że się tutaj znalazła. CHCIAŁA DO DOMU, tylko, że nie wiedziała jak tam trafi, spanikowała, to był jej koniec świata, już nigdy nie zobaczy rodziców, rodzeństwa, kotków, zatrzymała się przy jednej z kamienic i oparła o ścianę. To nie był jej szczęśliwy dzień.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
19.05.2026, 22:58  ✶  
- Hej… Przepraszam… - Usłyszałem obok siebie cichy, nieśmiały głos, który zadziwiająco brutalnie wyrwał mnie z wizji seryjnego masakrowania Ślizgonów na nowej miotle. Machinalnie obróciwszy głowę, oderwałem wzrok od lśniącego aerodynamicznego ogona miotły i leniwie przeniosłem go na intruza, nadal nie przestając żuć gumy - obok mnie stała jakaś dziewczyna, na oko rok, może dwa lata młodsza i dużo niższa ode mnie, chociaż nie było to akurat żadnym osiągnięciem, ubrana w szatę, która pamiętała chyba jeszcze czasy Merlina, w dłoniach miętosiła skórzany mieszek, patrząc na mnie wielkimi, przejętymi oczami łani. - Mogłbyś... To znaczy, czy orientujesz się może w przeliczniku? - Wykrztusiła, czerwieniąc się po aż po same końcówki uszu wystających spod gęstej burzy rozwianych loków. - Muszę to pilnie wymienić na mugolskie funty, bo… Nieważne, długa historia. Po prostu powiedz mi, czy to wystarczy na jakieś dwadzieścia ichnich funtów? - Chociaż wcale nie potrzebowała się spieszyć, bo przecież jej od siebie nie odgoniłem, kompletnie plątał jej się język. Wyglądała, jakby zaraz miała się poryczeć, co prawdopodobnie powinno było wzbudzić we mnie ukryte pokłady czegoś takiego jak troskliwość, lecz tylko sprawiło, iż jeszcze wyżej uniosłem brwi.
Miałem już nawet rzucić jakimś chamskim tekstem o tym, że nie jestem terenowym punktem informacyjnym, nie dorabiam charytatywnie jako księgowy, nawet przy zamkniętych oczach nie wyglądam na urzędnika, a poza tym kalkulator to taki nowoczesny wynalazek, na który na ogół powinno być stać nawet - a może szczególnie - ludzi ubogich, ale wtedy coś przykuło moją uwagę. Monety, które bez słowa wysypała na swoją rękę, nie wyglądały właściwie, już na pierwszy rzut oka coś mi tu cholernie nie pasowało, bo zamiast gładkiego, ciężkiego złotego wykończenia o charakterystycznym połysku, miały dziwny, matowy odcień, a ich krawędzie były podejrzanie ostre. Wyciągnąłem trzy palce i bez pytania wyłuskałem dwa galeony z dłoni natrętnej pannicy - były lekkie jak piórko, nie tak chłodne jak powinny, w dodatku bardziej żółte niż zazwyczaj - przejechałem kciukiem po tłoczeniu, mrużąc oczy na jego widok. Było koślawe, krzywe i toporne, sprawiało wrażenie wyrytego scyzorykiem przez pijanego trolla, nie pochodzącego z normalnego źródła, od rzemieślnika odpowiadającego za wybijanie legalnej waluty.
- Słuchaj, laska. - Parsknąłem, rzucając jej jedną monetę z powrotem, drugą chwilowo zostawiając sobie w ramach zajęcia dla palców. - Nie wiem, skąd to masz, ale tym to możesz zapłacić co najwyżej w cyrku. To ordynarne podróbki. Zwykły, pozłacany szajs. - Podrzuciłem gówno warty „drobniak” w górę, nie dostrzegając nawet cienia błysku w słońcu, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, którym ją uraczyłem.
Dziewczyna momentalnie pobladła, a jej oczy zrobiły się wielkie jak galeony, z tym, że te prawdziwe…
- Co?! Niemożliwe! Jak to?! - Fuknęła, zaczynając obracać moniaki w swojej dłoni - zupełnie tak, jakby potrząsanie nimi miało nagle nadać im jakąkolwiek wartość…
- Normalnie. Kanty są za ostre, a ten typ - musnąłem czarodzieja z monety po kapeluszu, który był aż zbyt komicznie spiczasty - wygląda, jakby miał udar. Zezowaty charłak skapnąłby się, że to fałszywka. - Nie dodawałem już tego, iż te drogocenne krążki były stanowczo za lekkie, by być cokolwiek warte, nawet na złomie, nie dlatego, że nie chciałem jej dobijać - poniekąd już to przecież zrobiłem - po prostu dostrzegłem, że coś w jej głowie kliknęło na właściwe miejsce.
- To ten mały, parszywy oszust! O tam! Widzisz go?! - Bez wahania złapawszy mnie za ramię, pociągnęła materiał mojej koszuli, by następnie oskarżycielsko wskazać pomiędzy grupę czarodziejów na granicy kilku straganów. Spojrzałem w tamtym kierunku, mrużąc oczy przed ostrym słońcem - w cieniu podniszczonej markizy, niemal całkowicie zlewając się z półmrokiem zaułka, rzeczywiście majaczyła niska, przygarbiona sylwetka - gdyby nie spiczasty palec dziewczyny wycelowany oskarżycielsko w goblina, w życiu bym go nie zauważył. Istota poruszyła się nerwowo, chowając coś do kieszeni i ruszając gdzieś dalej, najpewniej po to, aby zniknąć z widoku, zanim ograbiona naiwniaczka zorientuje się, że padła ofiarą przekrętu. Sytuacja zrobiła się nagle cholernie ciekawa. Może i byłem kimś, kto na ogół nie bawił się w altruizm ani tym bardziej w bohaterskie ratowanie godności obcych ludzi, ale perspektywa zrobienia dymu goblinowi na środku Pokątnej brzmiała o niebo lepiej niż powrót do nudnych zakupów z matką. Spojrzałem na rówieśniczkę, potem na znikającego w tłumie kurdupla, a na moich ustach wykwitł ten specyficzny, bezczelny uśmiech, przez który rodzicielka regularnie dostawała szału - zapowiadało się popołudnie o wiele lepsze niż to spędzone na gapieniu się na wystawę albo przymierzaniu szat. Los naprawdę lubił urozmaicać mi codzienność, więc nie zamierzałem go zawieść.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
20.05.2026, 07:24  ✶  

Jej mały koniec świata ciągle trwał i nikt nie wydawał się go dostrzegać. Jak wiele osób przeżywało osobiste tragedie codziennie, a nikt, zupełnie nikt tego nie widział? Wszyscy gdzieś pędzili, spieszyli się, a ona stała pod jedną ze ścian z zaciśniętymi piąstkami i robiła wszystko, żeby się nie rozpłakać. Żałowała, że nie zabrała ze sobą Salema, kocur na pewno wiedziałby co robić. Pewnie już nigdy go nie zobaczy, tak samo jak reszty swojej rodziny. Usta wywinęły jej się w podkówkę, to miał być wspaniały dzień, dlaczego jak zawsze musiała jej się przytrafić tragedia? Wszystko przez te kwiatki, że też musiały odwrócić jej uwagę. Miała nadzieję, że tatuś nie będzie na nią zły, o ile w końcu zorientuje się, że kogoś koło niego brakuje... Lucas często gdzieś pędził, spieszył się, ale nie sądziła, że kiedyś zgubi ją w wielkim mieście.

Postanowiła się ruszyć, zrobiła krok do przodu, a wtedy coś na nią wpadło. To znaczy ktoś. Jej rozmiarów? To było inne dziecko? Też się zgubiło i szukało swoich najbliższych?

Spojrzała na osobnika i patrzyła na niego dłuższą chwilę, stała mu na drodze, musiałby ją wyminąć, żeby ruszyć się dalej, dorosły człowiek pewnie mógłby ją po prostu przeskoczyć, ale to nie był człowiek, chociaż nie wyglądał, aż tak bardzo różnie od ludzi.

- Nie jesteś ludziem. - Powiedziała całkiem rezolutnie. Nikt nie ostrzegał jej przed tym, że może spotkać gobliny, jasne - słyszała o tym, że pracują u Gringotta, ale myślała, że mają swoje nory i tunele, dzięki którym przemierzają okolicę. Łatwo było przecież zdeptać kogoś takiego na chodniku.

Próbował ją ominąć, ale zrobiła krok w stronę, w którą chciał się ruszyć. Skoro już trafiła na kogoś takiego, to nie mogła mu odpuścić rozmowy, kto wiedział, czy kiedykolwiek jeszcze spotka na ulicy goblina, warto było wykorzystać moment.

Bardzo szybko zapomniała o tym, że się zgubiła, że chciała do domu, że jej tata o niej zapomniał. Goblin skutecznie odwrócił jej uwagę od tej osobistej tragedii. - Gdzie idziesz? Mieszkacie pod ziemią? Dlaczego jesteście tacy malutcy? - Był to dopiero początek pytań, które zamierzała mu zadać.

Goblin zdecydowanie nie wyglądał na zainteresowanego konwersacją. Musiał spieprzać jak najdalej stąd, nigdy nie wiadomo bowiem kiedy dotrze do niej, że ją oszukał. Wsadził rękę do kieszeni, jakby chciał się upewnić, że monety nadal się tam znajdowały, były - uśmiechnął się do siebie pokazując przy tym obrzydliwe zęby. Spojrzał na dziewczynkę, która stanęła mu na drodze.

- Przesuń się dzieciaku - Zacisnął dłoń na ramieniu dziewczynki, wbił w nie swoje paznokcie i po prostu przestawił ją na bok chodnika. Ruszył dalej przed siebie, bardzo szybkim krokiem, co chwila zaglądał przez ramię - sprawdzał, czy nikt za nim nie idzie.

- Wredny karzeł. - Mruknęła do siebie pod nosem, bo nie do końca była zadowolona z tego, jak przebiegła ta rozmowa, no właściwie nie było żadnej rozmowy. Pomasowała swoje ramię, bo nadal czuła na nim dłoń tego okropnego stwora. Próbowała być miła, chciała pogadać, dowiedzieć się czegoś interesującego i co? I nic, jak zawsze.

Ten dzień był naprawdę fatalny, coraz mniej jej się podobało to miejsce, wszyscy się gdzieś spieszyli i nie mieli czasu na to, żeby gadać z dziećmi. Masakra. Ruszyła jednak za goblinem, bo była ciekawa dokąd idzie, może jak zobaczy, że naprawdę zależy jej na tym, żeby poświęcił jej trochę czasu to w końcu pęknie!

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
20.05.2026, 09:19  ✶  
- Zostań tu i pilnuj tego swojego odpustowego złota, mała. - Rzuciłem przez ramię, nawet na nią nie patrząc, ponieważ w gruncie rzeczy nie było mi to w żaden sposób potrzebne - widziałem, co dostrzegę na blado-czerwonym licu naiwnej rówieśniczki. Zanim zdążyła w ogóle otworzyć usta, żeby zaprotestować, ja już byłem w ruchu - przebijałem się przez popołudniowy tłum na Pokątnej, jak taran, korzystając ze znaczącej przewagi wzrostu nad większością gawiedzi, bezceremonialnie roztrącając łokciami zdezorientowanych czarodziejów. Jakaś starsza czarownica wrzasnęła oburzona, kiedy niemal wytrąciłem jej z rąk pęk suszonej mandragory, ale miałem to głęboko gdzieś, moje oczy były utkwione wyłącznie w tym małym, ciemnobordowym punkcie, który właśnie skręcał w mroczne, cuchnące wilgocią przejście między księgarnią a sklepem z kociołkami. Śmietnisko, idealne miejsce dla szczura…
Wpadłem w zaułek sekundę po nim, światło słoneczne nagle zgasło, zastąpione przez chłodny cień i odrzucający fetor podgniłych składników do eliksirów. Karzeł poruszał się zadziwiająco szybko jak na kogoś z tak krótkimi odnóżami, ale nie miał szans w starciu z kimś, kto regularnie trenował w szkolnej reprezentacji Gryffindoru.
- Hej, ty! Kurdupel! - Huknąłem, a mój głos odbił się echem od ceglanych ścian.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
20.05.2026, 09:41  ✶  

Humor zmieniał jej się tego dnia wyjątkowo szybko. Najpierw była szczęśliwa, później smutna, a teraz wkurzona, bo goblin ją zignorował. Jak można tak olać dziecko? No jak? Miała mu do zadania wiele pytań, naprawdę wiele, a on po prostu przestawił ją obok i sobie poszedł. Zamierzała mu udowodnić, że tak łatwo się jej nie pozbędzie, o nie. Nie dopóki nie zaspokoi swojej całej ciekawości - chociaż to chyba w ogóle nie było możliwe, mniejsza o to.

Szła przed siebie, całkiem żwawym krokiem, ludzie starali się ją omijać, czasem ktoś trzepnął ją łokciem w głowę, czy przypadkiem nadepnął na stopę, ale była ZDETERMINOWANA, jak nikt inny w tej chwili na Pokątnej. Skoro już została tutaj sama, to chciała mieć przynajmniej co opowiadać swojemu rodzeństwu, na pewno by jej nie uwierzyli, że rozmawiała z goblinem, musiała więc wszystko zorganizować tak, aby faktycznie doszło do jakiejś większej interakcji.

Nie miała pojęcia dokąd idzie, ale to nie było ważne, szła za nim, chociaż trudno jej było nadążyć. Gdyby tylko wiedziała, że goblin zmierzał w kierunku Nokturnu... słyszała o tym miejscu opowieści, cóż - pewnie i tak by to nie zmieniło podjętej przez szaloną dziewięciolatkę decyzji.

Zaułek, który znajdował się przed nią nie wyglądał zachęcająco, zagryzła dolną wargę i zrobiła krok do przodu, nie przestraszy się tak łatwo, o nie.

Trzymała się ściany, to znaczy szła przy niej, gdy ktoś też tutaj wbiegł. Kurdupel - było jednym ze zwrotów na który się odwracała, bo jej rodzeństwo czasem mówiło do niej w ten sposób, a więc zareagowała odruchowo, chociaż przecież nie była jedynym niskim stworzeniem, które znajdowało się w tym miejscu.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
20.05.2026, 10:53  ✶  
Goblin zamarł na ułamek sekundy, jego wielkie, spiczaste uszy drgnęły gwałtownie niczym u wyjątkowo brzydkiej zwierzyny łownej, po czym szybkim ruchem obrócił tę swoją szkaradną, pomarszczoną gębę w moją stronę, a w czarnych jak węgiel ślepiach błysnęła czysta, jadowita wściekłość przemieszana z desperacką chęcią spierdolenia mi z pola widzenia. Zamiast całkiem się zatrzymać, podnieść ręce do góry i błagać o litość, gdyż w życiu nie był w stanie konkurować ze mną na susy do przodu - bądźmy szczerzy - skurwiel syknął tylko paskudnie, obnażając garnitur ostrych zębów, żółtych niczym sfałszowane przez niego „galeony”, następnie rzuciwszy się do desperackiej ucieczki w głąb ślepego zaułka. Nogi miał krótkie, ale popierdalał nimi jak nakręcony, osiągając całkiem imponujące tempo - wyraźnie nie było to jego pierwsze rodeo, gdyż doskonale wiedział, w jaki sposób i gdzie powinien omijać pojawiające się przed nim przeszkody, praktycznie ani razu o nic się nie potknąwszy.
Rozejrzałem się błyskawicznie, lustrując otoczenie - u wylotu przylegającej uliczki kręciło się całkiem sporo podejrzanych typów spod ciemnej gwiazdy, a z głównego traktu wciąż napływał tłum, sytuacja składała się zatem idealnie - w takim chaosie Ministerstwo mogło sobie tropić sygnatury zaklęć do usranej śmierci. Pieprzyć „Dekret o Uzasadnionych Restrykcjach wobec Niepełnoletnich Czarodziejów”, który zresztą od zawsze uważałem za idiotyczny wymysł dla strachliwych Puchonów. Nikt, absolutnie nikt nie byłby w stanie udowodnić, że to moja sprawka, byłem bezkarny i zamierzałem z tego w pełni skorzystać. Wyciągnąłem różdżkę płynnym, wyćwiczonym ruchem i bez cienia wahania wycelowałem ją w plecy uciekającego knypka, ciskając mu w dupę niewerbalnym „Depulso”.
Niewidzialna fala uderzeniowa rąbnęła delikwenta z siłą rozpędzonego kafla, odrzucając go do tyłu, choć nie do końca w sposób, którego sobie życzyłem - cóż, rzucanie czarów w biegu nie było czymś, co robiłem na co dzień, a i cel, trzeba przyznać, był wyjątkowo mikry, więc trajektoria lotu kurdupla nieco zboczyła z idealnej linii prostej. W pogoni i nagłym przypływie adrenaliny umknął mi ponadto pewien dość istotny szczegół - byłem tak cholernie skupiony na uciekającym celu, że zupełnie nie zauważyłem małej, drobnej dziewczynki, która zatrzymała się w cieniu, dokładnie pod naciągniętym nisko zadaszeniem, w kierunku którego posłałem kluczącego wcześniej goblina…
Karzeł wrzasnął piskliwie, stracił panowanie nad trajektorią ruchu własnego ciała, panicznie machając rękami, po czym z impetem uderzył o markizę, odbił się jak piłeczka, na koniec zarywając nosem w brudną płachtę i przejeżdżając tak po niej dobre dwa metry, zanim materiał pękł pod jego ciężarem. Z karykaturalnie głębokiej kieszeni bordowej kamizelki, z cudownie satysfakcjonującym, głośnym brzękiem, wysypała się przy tym cała masa matowych, najpewniej fałszywych, monet, które wystrzeliły we wszystkie strony, mieszając się z błotem i wypełniając zaułek tandetnym, na wpół metalicznym echem.

Jak wygląda sytuacja Nory?
1 - nic się nie stało
2 - spadł na nią goblin
3 - spadła na nią płachta markizy
4 - dostała rykoszetem z monety
Rzut 1d4 - 1


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
20.05.2026, 11:35  ✶  

Odwróciła się, kiedy usłyszała to jakże urocze słowo kurdupel, dość szybko jednak dotarło do niej, że tym razem nie chodziło o nią. Wyrośnięty chłopak, który je krzyknął miał na myśli kogoś innego. Goblina, który wcześniej stanął jej na drodze. Najwyraźniej zdążył on wkurzyć też kogoś poza nią? Może gobliny miały jakieś specjalne zdolności irytowania wszystkich, którym stawały na drodze? Będzie musiała podpytać o to tatę... jak już go znajdzie, o ile go znajdzie.

Starała się nie zwracać na siebie uwagi, co wcale nie było takie łatwe, bo była ubrana w swoją różową sukienkę, różowy był od zawsze jej ulubionym kolorem, w tej chwili żałowała, że nie padło na czarny, ewentualnie na szary - łatwiej byłoby się jej zmyć ze ścianą o którą się właśnie opierała. Czuła, że wydarzy się tu coś złego, coś na co nie powinna patrzeć.

Ten wyrośnięty chłopak wyglądał na wkurzonego, goblin wyglądał jakby przed czymś uciekał, a chyba nie było dalszej drogi, więc musiało dojść między nimi do starcia.

Nie powinni chyba zobaczyć, że ich podgląda, starała się nie ruszać, aby nie zwrócić na siebie uwagi, na pewno nikt nie zauważy, że istnieje.

Chłopak wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie w goblina, ten podniósł się w powietrze, właściwie to został poderwany tak po prostu do góry po czym uderzył w markizę, która znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko niej. Norka wpatrywała się w to wszystko niczym zaczarowana, ponownie rozdziawiła usta, nie spodziewała się bowiem, że będzie świadkiem najprawdziwszej walki.

Londyn naprawdę był niesamowitym miejscem, a dopiero przecież zaczęła je poznawać, jeśli takie rzeczy działy się po ledwie kilkunastu minutach, które tu spędziła, to czuła, że był to dopiero początek, chociaż jeszcze sama nie wiedziała, czy podobało jej się to na co patrzyła. Nie lubiła przemocy, nie podobało jej się, kiedy ludzie i im podobni się krzywdzili, istniały bardziej cywilizowane sposoby na wyjaśnianie konfliktów.

Jej wzrok przesunął się na momenty, które rozsypały się po ziemi, wpatrywała się w nie trochę zbyt długo, powinna się wycofać z tego zaułka, kiedy zauważyła, że coś się dzieje, teraz pewnie zostałaby zauważona, wolała więc po prostu udawać, że wcale jej tu nie ma.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
20.05.2026, 11:52  ✶  
Kopnąłem czubkiem buta leżący najbliżej mnie fałszywy galeon, odprowadzając go wzrokiem, aż wpadł prosto do ścieku, po czym energicznym krokiem ruszyłem w kierunku unieruchomionej szkarady - goblin leżał na ziemi, zaplątawszy się w resztkach tego, co jeszcze przed chwilą stanowiło elementy markizy, teraz wystawały mu spod niej wyłącznie jedna noga i czubek spiczastego, brudnego ucha. Byłem tak cholernie dumny ze swojej akcji i tak zajęty napawaniem się widokiem powalonego wroga, że zupełnie straciłem czujność, nie zarejestrowawszy, że ta potulna pannica z burzą loków, która przed chwilą tak uroczo niemal płakała mi w mankiet, zdążyła już bezszelestnie przydreptać za mną w głąb zaułka. Chciałem tylko złapać gnoja…
-Hej… Przepraszam… - Do moich uszu dobiegł nagle ten sam znajomy, płaczliwy, cholernie nieśmiały głos, który usłyszałem zaledwie kilka minut temu pod wystawą sklepu z miotłami - brzmiał tak kuriozalnie, że aż zmarszczyłem brwi, przez jeszcze kilka sekund gapiąc się na stękającego goblina, zdezorientowany, po czym wyrywając się z transu. - Czy orientujesz się może w przeliczniku? - Kontynuowała szeptem dziewczyna, najwyraźniej nie dostrzegając momentu, w którym obróciłem ku niej głowę, w jej tonie nie było już paniki, tylko idealnie wyreżyserowana, chłodna precyzja w odgrywaniu roli nieśmiałej idiotki. - Muszę to pilnie wymienić na mugolskie funty, bo… Nieważne. Pomożesz mi? - Rzekoma „ofiara losu” stała pochylona nad małą, zdezorientowaną dziewczynką w różowej sukieneczce, której obecność wcześniej zignorowałem. Miętosiła w łapach dokładnie ten sam skórzany mieszek, odstawiając identyczne, chwytające za serce przedstawienie z „zagubioną czarownicą”, podczas gdy jej wolna ręka - zręczna jak u pieprzonego kuglarza - już wślizgiwała się do otwartej, cukierkowo różowej torebeczki zwisającej z chudego ramienia dzieciaka.
W ułamku sekundy wszystkie puzzle w mojej głowie wskoczyły na właściwe miejsce, sprawiając, że zacząłem gotować się od narastającej złości - ta mała suka wcale nie była ofiarą, cała ta szopka, fałszywe złoto, pokazywanie palcem na „złego goblina”… Wszystko było idealnie wyreżyserowaną ściemą. Kurdupel robił za przynętę i odwracał uwagę, podczas gdy ona czyściła kieszenie gapiów. A ja, wielki, dumny czarodziej czystej krwi, dałem się rozegrać jak totalny, podręcznikowy frajer.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#10
20.05.2026, 12:03  ✶  

Nora zamrugała. Nie miała pojęcia skąd wzięła się ta młoda dziewczyna, niestety ją zauważyła. Wydawała się nie widzieć tego, co działo się obok nich, zauważyła właśnie ją, jakby to ona była najbardziej interesującym elementem w tym zaułku, gdzie przecież ledwie przed chwilą doszło do najprawdziwszej bitwy i to ona powinna ją zainteresować, a nie Figgówna.

Uśmiechnęła się do dziewczyny, bo skoro już się do niej odezwała, to warto było być miłym, rodzice jej to powtarzali, nie miała pojęcia, czy umiała jej pomóc, ale mogła spróbować.

- W przeliczniku? Chcesz przeliczać galeony i knuty na ciasteczka? - Robili tak czasami z rodzeństwem, kiedy dostawali pieniądze od babci, czy rodziców. Zastanawiali się ile słodkości można za nie kupić. - Na funty? Co to są funty? Jakiś specjalny rodzaj słodkości? Jasne, że Ci pomogę, chociaż nie wiem jak, jeśli mi pokażesz to mogę pomóc. - Nie widziała ku temu żadnych przeciwwskazań, skoro się do niej odezwała to na pewno uważała, że da radę sobie poradzić z tym, co chciała zrobić. Nie chciała być obojętna wobec obcej, warto było pomagać, mamusia jej to powtarzała i babcia Lizzy.

Oczywiście, że nie zauważyła, że tamta wsadza rękę do jej niewielkiej, różowej torebeczki, którą miała zawieszoną na ramieniu, była zbytnio przejęta tym, że chciała, aby ona jej pomogła. Wydawała się być taka dorosła, mało kto prosił dzieci o pomoc, chciała się do czegoś przydać, skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie miała pojęcia o tym, że to podstępne dziewczę postanowi spróbować ją przy tym obrabować. Naprawdę wierzyła w to, że świat był dobrym miejscem, pełnym miłych ludzi.

Zapomniała nawet o tym, że nie znajdowały się tu same, szybko zaabsorbowało ją to całe przeliczanie, o którym nie miała zielonego pojęcia, czekała, aż dziewczyna wyjaśni jej dokładnie o co chodzi i wtedy będzie mogła jej pomóc.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2792), Nora Figg (2201)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa