• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[25.10.1972] are you afraid of the dark?| Benjy & Nora

[25.10.1972] are you afraid of the dark?| Benjy & Nora
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
22.05.2026, 19:36  ✶  

Było późno. Raczej nie plątała się sama o tej porze po mieście, bo nie ma się co oszukiwać ostatnio nie było tutaj najbezpieczniej. Obiecała jednak, że dostarczy pani Jones tort, jej córka miała mieć jutro urodziny, zamówienie zostało złożone dość późno, ale czego nie robi się dla uśmiechu staruszki? Oczywiście, że nie umiałaby jej odmówić, pojawiła się przed drzwiami kobiety z kartonem w dłoniach, dorzuciła od siebie kilka ciasteczek w kształcie dyń.

Później musiała wrócić do cukierni. Pogoda nie była najprzyjemniejsza, zimny, jesienny wiatr hulał między kamienicami, szyldy drżały, echo dobijających się ich od ścian rozlegało się po okolicy. Poprawiła płaszcz, później włosy, bo znalazły się na jej twarzy. Nie przepadała za nocnymi spacerami, nigdy nie mogła mieć pewności, co czai się w ciemności. Trochę się jej bała, ale tylko trochę. Starała się być jednak dzielna, jak przystało na dorosłą, samodzielną kobietę, przedsiębiorczynię! Latarnie oświetlały jej drogę, chociaż nie na tyle, na ile by chciała.

Szła przed siebie całkiem żwawym krokiem, zależało jej na tym, aby jak najszybciej znaleźć się w domu, schować pod kocem i skończyć ten dzień. Czuła jednak niepokój, właściwie zawsze jej towarzyszył kiedy poruszała się po uliczkach Londynu o takiej godzinie, właśnie dlatego wolała unikać takich sytuacji, powinna być nieco bardziej asertywna, może kiedyś nauczy się mówić nie, póki co jednak tego nie potrafiła.

Schowała ręce do kieszeni, weszła właśnie w jedną z uliczek, i wtedy dostrzegła ruch, tuż przy ścianie. Z początku trudno jej było dostrzec w ciemności co go spowodowało, mógł to być tylko cień, liczyła na to, że to był cień, jednak i tak zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Nie mogła jednak panikować, głupio by wyglądało, jakby teraz odwróciła się na pięcie i uciekła - dokąd niby miałaby pójść? Odetchnęła głęboko i zrobiła kolejny krok wprzód. Zaczęła nucić sobie pod nosem tylko sobie znaną melodię - w ten sposób próbowała dodać sobie odwagi, mijała ten cień i wtedy dotarło do niej, że to nie było to, co myślała. Nie powinna się zatrzymywać, jednak to zrobiła, spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła coś, czego raczej nie powinna widzieć.

Mężczyzna wpijał się w szyję kobiety, przed sekundą, bo w chwili w której się zatrzymała i ich zobaczyła przestał to robić. Latarnia w tej chwili idealnie ich oświetlała, zobaczyła krew na jej szyi. Przyjrzała się dokładniej wampirowi, chciała się upewnić, że nie był to Sauriel - w końcu jej znajomy był wampirem, nie wiedzieć czemu to zrobiła, przecież i tak nie wiedziałaby jak miałaby zareagować na coś takiego. Cóż, nie był to Sauriel - niczego jednak to nie zmieniało, wampir ot tak, bez żadnego zmieszania, na środku Londynu pił krew kobiety. Przełknęła głośno ślinę, przeniosła wzrok na jego ofiarę, nie wyrywała się, wyglądało na to, że się na to godziła, tylko dlaczego?

- Czy wszystko w porządku? - Nie powinna była się odzywać, nie umiałaby się obronić, gdyby postanowił zrobić jej krzywdę, tyle, że nie potrafiła tak po prostu być obojętną wobec tego, co widziała. Co jeśli tamta potrzebowała pomocy? Jeśli była zagrożona, nie mogłaby sobie spojrzeć w twarz w lustrze gdyby tak po prostu przeszła obok.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
24.05.2026, 11:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2026, 11:48 przez Benjy Fenwick.)  
Nocne powietrze nad pogrążonym w ciemnościach miastem pachniało deszczem, rzeką i tą specyficzną dymną nutą, która wisiała nad stolicą od pamiętnej nocy pożarów - nie był to wyłącznie zapach palonego drewna kominkowego, tylko coś głębszego, bardziej wżartego w mury, nawet jeśli z zewnątrz wszystko wydawało się być czyste, odświeżone, odbudowane i naprawione. Marzyłem tylko o suchym ubraniu i szklance czegoś ciepłego, mając za sobą dosyć długi dzień pracy w dokach, pogrążony w mroku Londyn rzadko jednak szafował spokojem, więc zamiast tego dostałem to… Znowu…
Gdy tylko skręciłem w słabo oświetloną uliczkę, moje mięśnie momentalnie stężały, samoistnie się napinając, jeszcze zanim oczy wskazały mi źródło niepokoju - światło latarni wyłowiło z mroku sylwetki, których widok natychmiast postawił mnie na nogi. W blasku lampy, zaledwie kilkanaście kroków przede mną, rozgrywała się scena jak z najbardziej schematycznego, gotyckiego przedstawienia w the Globe. Krew na kobiecej szyi błyszczała szkarłatnie w chorobliwym, żółtawym blasku, nad nią natomiast pochylał się wampir - klasyka londyńskiego folkloru wypełzającego na światło księżyca w najmniej odpowiednim momencie… Tym razem nie był to jednak byle jaki egzemplarz krwiopijcy - kojarzyłem tego typa, wystarczyło mi jedno spojrzenie na jego wysoką, komicznie ostrą sylwetkę - napatoczyłem się na niego parę tygodni temu na Nokturnie, gdzie w niemal identyczny sposób, odstawiając dokładnie ten sam teatr, bez cienia wstydu, urządzał sobie darmowy bufet.
No nie wierzę, stwierdziłem wewnętrznie, chociaż na usta cisnęło mi się o wiele gorsze słowo, gdyż wystarczyło kolejne spojrzenie, abym zorientował się, iż w jednej z pozostałych ról głównych w dramacie noir obsadzono osobę, której wolałbym tam nie zobaczyć. Merlinie, daj mi siłę, pomyślałem zrezygnowany, natychmiast przyspieszając kroku i wsuwając dłoń do kieszeni płaszcza, gdzie spoczywała moja różdżka, czując, jak adrenalina uderza mi do głowy. Mimo odległości, jaka nas dzieliła, byłem gotowy rzucić zaklęcie tarczy, zanim ten potwór chociażby drgnął w jej stronę. Jako klątwołamacz widziałem w życiu różne rodzaje ryzyka, ale pakowanie się między spragnionego krwiopijcę a jego obiad - nawet jeśli obiad wyglądał na dziwnie zadowolony z obrotu spraw - było na szczycie listy rzeczy skrajnie nie do robienia, gdy nie miało się z krwiopijcą praktycznie żadnych, logicznie podyktowanych szans. Klasyczna Nora Figg - zbyt dobra, by odwrócić wzrok, i zbyt odważna na własne nieszczęście - dziewczyna miała wielkie serce, ale zero instynktu samozachowawczego.
Wampir tymczasem uniósł głowę, oblizał zakrwawione wargi i zmierzył ją obojętnym, niemal znudzonym spojrzeniem.
- Nie ma tu czego szukać. - Fuknął lodowatym głosem, odciągając dziewczynę lekko za siebie, jakby chciał zasłonić swój prywatny zapas żywności. - Wszystko dzieje się za obopólną zgodą. Ona tego chciała. - Spojrzał na nią z wyższością, zupełnie niezmieszany, ewidentnie mając głęboko gdzieś to, iż Kodeks Tajności zabraniał mu afiszować się dietą na środku ulicy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
24.05.2026, 21:03  ✶  

Starała się wyglądać, jakby wcale się nie denerwowała. Uśmiechnęła się nawet jakby nic wielkiego się nie działo, jakby nie przyłapała ich na czymś, co było uznawane za nieprzyzwoite. Próbowała pokazać, że jest pewna siebie, chociaż przecież była drobna, w tej otaczającej ich ciemności łatwo było ją uznać za nastolatkę, która wsadza nos w nieswoje sprawy. Na pewno nikt nie wziąłby jej za zagrożenie, mimo wszystko zainteresowała się tym, co zobaczyła. Sumienie nie pozwoliło jej tak po prostu przejść obok wampira, który żywił się dziewczyną tak po prostu na jednej z najbardziej uczęszczanych ulic w Londynie. Na pewno dostanie za to jakiś order… oczywiście, jeśli uda jej się stąd odejść, nie mogła mieć przecież co do tego pewności. Nikt raczej nie lubił niepotrzebnego zainteresowania.

Najgorsze było to, że ulica wydawała jej się być zupełnie opustoszała, nie powinno jej to dziwić, w końcu trwała noc, pewnie nikt nawet nie zwróciłby uwagi, gdyby obecny tutaj wampir postanowił wgryźć się w jej szyję i wyssać z niej krew. Fantastycznie, powinna sobie pogratulować inteligencji. Oczywiście mimo tego, że uświadomiła sobie, jak głupio postąpiła nie mogła tak po prostu uciec, teraz byłoby na to zbyt późno.

Nie usłyszała też zbliżających się w ciemności kroków, bo wpatrywała się w parę, która przed nią stała. Miała lekki problem z podzielnością uwagi, kiedy znajdowała się w sytuacji zagrożenia, a w takiej się właśnie teraz znajdowała, no przynajmniej tak to odbierała. Zresztą samo to, że była noc, a ona spacerowała już powodowało u niej lekkie problemy z poczuciem bezpieczeństwa.

Uśmiechnęła się serdecznie do wampira, który się odezwał. No jasne, dla niego na pewno wszystko było w najlepszym porządku, tyle, że to nie do niego zostało skierowane pytanie, teraz jeszcze zasłonił swoim ciałem kobietę, zupełnie jej się to nie podobało.

- Och, ja niczego nie szukam, po prostu przechodziłam obok. - Starała się brzmieć lekko, jednak dłonie jej drżały, dlatego wsunęła je jeszcze głębiej do kieszeni, aby nie daj Merlinie nie dostrzeżono tego, że daleko jej w tym momencie do najbardziej pewniej siebie wersji Nory Figg.

- Wolałabym, żeby jednak to pani się wypowiedziała na ten temat. - Mówiła bardzo przyjemnym tonem głosu, jak zawsze, może nawet przesadnie słodkim. Naprawdę chciała mieć pewność, że jeśli stąd odejdzie to nie przeczyta jutro w gazecie o tym, że ktoś umarł w nocy przez to, że wampir wyssał z niego krew. Nie tak, że mogłaby temu zapobiec, no ale mogła pokazać tej kobiecie, że gdyby coś, to nie jest sama, łatwiej będzie jej się z tego wykaraskać mając jakieś wsparcie. Nie, żeby Nora była jakąś bohaterką… no ale, we dwie zawsze prościej jakoś poradzą sobie z agresorem, gdyby doszło do takiej potrzeby.

- Proszę pani, czy to prawda? zgodziła się pani na to? - Nie oceniała… no to znaczy starała się tego nie robić, ludzie lubili różne rzeczy, każdy czerpał przyjemność z innych doznań, to jednak wydawało się jej być naprawdę dziwne.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
27.05.2026, 13:43  ✶  
Londyn, nawet w najbardziej ścisłej części miasta, o tej porze był martwy, pusty, głuchy, obojętny - mugole spali smacznie w swoich ciepłych łóżkach, nieświadomi istnienia drugiej rzeczywistości, która gięła się w posadach tuż za ich własnymi oknami, czarodzieje dawno pozamykali drzwi, coraz bardziej dystansując się od ponurej, niebezpiecznej aury panującej w stolicy, a Ministerstwo Magii miało ważniejsze rzeczy na głowie niż patrolowanie bocznych alejek w poszukiwaniu nielegalnych wieczornych przekąsek - to była wręcz idealna pora, by męty takie jak ten tutaj wypełzły ze swoich ciasnych, dusznych nor. Westchnąłem ciężko, na szczęście głównie w duchu, dźwięk ten uwiązł mi bowiem w gardle, zanim zdążył je opuścić i zwrócić na siebie uwagę wyostrzonych zmysłów kolesia z Nokturnu, zduszony przez gęstą ślinę i zagłuszony przez dudnienie mojego własnego tętna. Gdyby ten krwiopijca naprawdę stracił panowanie nad sobą, obie kobiety zniknęłyby w ułamku sekundy, a ja musiałbym nie tylko zbierać to, co z nich zostanie, zanim tutejsza straż magiczna w ogóle zorientowałaby się, że coś było nie tak, lecz także wdać się w całkowicie niechciane starcie, które w moim obecnym stanie zdrowia mogłoby się skończyć… Różnie. Wolałem tego uniknąć, jednak wszystko wskazywało na to, że nie mogłem.
Wpisywanie się w rolę bezinteresownego obrońcy uciśnionych nigdy nie leżało w mojej naturze, a angażowanie się bez chwili zawahania w cudze, skomplikowane sprawy nie stanowiło dla mnie ani chleba powszedniego, ani tym bardziej racjonalnego nawyku. Chociaż w kręgu znajomych uchodziłem za człowieka porywczego i w gorącej wodzie kąpanego, to ów impulsywny rys charakteru aktywował się zazwyczaj w bardzo konkretnych, ściśle określonych okolicznościach, najczęściej powiązanych z ryzykiem zawodowym. Wbrew powszechnym wyobrażeniom o mojej profesji, praca klątwołamacza nie polegała jednak na ślepym niesieniu ratunku całemu światu, zwłaszcza że większość napotykanych po drodze potrzebujących wcale mojej pomocy nie potrzebowała albo zwyczajnie nie była warta funta kłaków, gdy przychodziło do okazywania mi jakiegokolwiek realnego wsparcia w zajmowaniu się ich własnymi problemami. Moje interwencje stanowiły więc zazwyczaj wynik intuicyjnej, nie tak chłodnej kalkulacji oraz wewnętrznego imperatywu, wkraczałem do akcji tylko wtedy, gdy sam wyraźnie tego chciałem, dostrzegając w danym działaniu jasny, namacalny cel oraz rzetelną, w pełni uzasadnioną przyczynę.
W tym konkretnym przypadku wszystkie dotychczasowe, pragmatyczne zasady i wypracowane przez lata mechanizmy obronne natychmiast przestały jednak obowiązywać, kiedy w blasku ulicznej latarni dostrzegłem drobną sylwetkę Nory Figg, ze wszystkich ludzi!, wszelkie kalkulacje i chłodny profesjonalizm ulotniły się w ułamku sekundy, ustępując miejsca czystej odpowiedzialności za to, byśmy oboje wrócili dziś do domu w jednym, żywym kawałku. Nie potrafiłem, a przede wszystkim nawet nie próbowałem zachować wobec tej sceny bezpiecznego dystansu, jaki zazwyczaj narzucałem sobie w obliczu ulicznych anomalii Londynu. Chodziło przecież o dziewczynę, którą nie tylko dobrze znałem z racji wspólnych interesów, ale którą darzyłem autentyczną, głęboką sympatią jako bliską przyjaciółkę moich własnych przyjaciół, osobista więź sprawiła, że nie musiałem się ani przez moment zastanawiać nad kolejnym krokiem - w ułamku sekundy, sterowany czystym odruchem ochrony kogoś bliskiego, skróciłem dystans, gotów na każde, nawet najbardziej radykalne rozwiązanie. Słuchałem jej i autentycznie nie wiedziałem, czy mam ją podziwiać za niezłomność charakteru, czy natychmiast rzucić na nią Petrificus Totalus, wrzucić na ramię i wynieść stąd, zanim ta jej urocza, słodka dobrotliwość sprowadzi nas na szafot. Świadomość, że ta bezbronna wobec wampirzych sztuczek istotka mogłaby ucierpieć przez swoją własną odwagę, podziałała na mnie silniej niż jakakolwiek wewnętrzna chęć powrotu do domu i zakończenia dnia już na tym etapie, całkowicie wyłączając potrzebę racjonalizowania tego nagłego, brawurowego kroku, który bezszelestnie skierował mnie tuż za jej plecy.
Wampir tymczasem uśmiechnął się paskudnie, ukazując białe, ostre kły, na których wciąż lśniła świeża krew, w następnie przesunął się o centymetr, jeszcze szczelniej zasłaniając dziewczynę, na której żerował. Ani przez chwilę nie wątpiłem, iż był w stanie zachować się niczym pies wygłodniały, warczący nad kością, nawet jeśli jeszcze niemal całkowicie się pilnował, z zewnątrz okazując zaledwie zalążki poirytowania, jakie musiał tak naprawdę odczuwać. Wyraźnie tracił cierpliwość do tej małej, wścibskiej czarownicy, która nie tylko śmiała kwestionować jego prawo do posiłku, lecz także stawiać kogoś ponad nim. Ofiara krwawego procederu ledwo trzymała się na nogach, jej oczy były mętne, zaszklone, zmącone wampirzym urokiem, który działał jak najsilniejszy narkotyk - magiczny czy mugolski - wprawiając ją w ten sam stan, który widziałem wcześniej, gdy napotkałem podobną scenę na Nokturnie. Napędzana nagłym, nienaturalnym przypływem endorfin, nie była w stanie odpowiedzieć nic sensownego, a ciche, gardłowe mruknięcie, jakie wydobyła z siebie na dźwięk pytania, mogło oznaczać zarówno „tak”, „uh, nie”, jak i „zostawcie mnie w spokoju”.
- Powiedziałem już, mała, że nie twój interes, co tu robimy, więc ruszaj w swoją stronę, póki jestem w dobrym humorze. Ta panienka dostała dokładnie to, po co sama tutaj przyszła, więc pilnuj swojego nosa i znikaj w ciemnościach, zanim przypomnę sobie, jak bardzo nie lubię, gdy ktoś przerywa mi kolację. - Krwiopijca wydał z siebie niski, ostrzegawczy dźwięk, będący czymś pomiędzy gniewnym fuknięciem a drwiącym prychnięciem, po czym powoli zmierzył Norę lodowatym spojrzeniem, w którym nie było już ani krzty wcześniejszego zaskoczenia, tylko zimna wyższość i pogarda. Wyprostował swoją wysoką, tyczkowatą sylwetkę, a jego szczupłe ramiona napięły się pod drogim, chociaż nieco znoszonym płaszczem, sugerującym, iż czasy chwały w środowisku mu podobnych, zazwyczaj przezornych i zamożnych, mógł mieć już za sobą - być może dokładnie tak było, skoro uciekał się do tego, by żerować na młodziutkich pannach wyglądających na niezamożne i samotne, nie kryjąc się zbytnio z pogardą dla swoich „przekąsek”, stale zmieniając miejsca polowań, a jednocześnie utrzymując pozę, jakby zupełnie nie przejmował się otoczeniem i tym, jakie były konsekwencje takich zachowań, choć zdecydowanie istniał powód, dla którego tym razem to była Pokątna, nie Nokturn. Trącił smrodem desperacji, chociaż usiłował tego nie okazywać na pierwszy rzut oka.
- No… Chyba, że sama też masz ochotę spróbować, co? - Wampir zlustrował ją od stóp do głów wzrokiem, w którym pojawiło się nagłe, lubieżne zainteresowanie, na jego skrwawionych wargach wykwitł obleśny, drwiący uśmieszek. - Jestem pewien, że pod tym wszystkim masz naprawdę ładną, bladą szyję. - Gdy zrobił niewielki krok w kierunku rozmówczyni, wyraźniej wchodząc w żółtawe światło latarni, blada skóra mężczyzny w wydała się nagle wręcz upiornie przezroczysta, niezdrowa nawet w kategoriach jemu podobnych, kontrastując z ciemnym szkarłatem, który zdążył już spłynąć z jego warg i ubrudzić elegancki kołnierz koszuli. Uniósł dumnie podbródek, ostentacyjnie ignorując dobre intencje rozmówczyni i pokiwał głową w wyrazie zachęty, emanując aurą kogoś, kto czuł się absolutnym panem terytorium i nie potrzebował nikomu się tłumaczyć. Zamiast powiedzieć coś, co mogłoby uspokoić Figg, poprawił dłoń na ramieniu swojej otumanionej lalki, jego długie, nienaturalnie ostre paznokcie delikatnie wbiły się w materiał jej sukienki, co najprawdopodobniej - w mniemaniu agresora - miało być jasnym sygnałem własności, ale dla mnie było wyłącznie kolejnym dowodem na to, że powoli tracił nad sobą kontrolę.
- Mamy jakiś ploblem? - Zrobiłem twardy, zdecydowany krok naprzód - tym razem moje ciężkie, skórzane buty wyraźnie uderzyły o wilgotny bruk z głośnym, głuchym stukotem, który natychmiast przeciął napiętą ciszę nocy. Wyszedłem z cienia prosto w krąg światła latarni, celowo pozwalając, by blask rozjaśnił moją sylwetkę, zniszczony, ubrudzony mułem płaszcz i twarz, na której malowało się skrajne, głębokie poirytowanie. Nie miałem zamiaru bawić się w uprzejmego obrońcę, który rzucał wyszukanymi frazesami, zbyt dobrze wiedziałem, że na takich typów działał tylko jeden język… Prawą dłoń wciąż trzymałem w kieszeni, z palcami zaciśniętymi na rękojeści różdżki, gotów w ułamku sekundy rzucić pierwsze zaklęcie, jakie tylko miało mi przyjść do głowy - byle skuteczne. A potem? Potem się zobaczy…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
27.05.2026, 21:19  ✶  

Nora odrobinę żałowała, że nie wybrała innej drogi, że nie wyszła pięć minut wcześniej, może pięć minut później, to mogło spowodować, że nie znalazłaby się tutaj akurat w momencie, w którym wampir urządził sobie kolację na szyi śmiertelniczki. Niestety zbieg okoliczności sprawił, że pojawiła się akurat wtedy, kiedy ten wgryzał się jej w szyję, miała wyczucie czasu. Nie do końca była z tego faktu zadowolona. Wolałaby jednak nie wiedzieć o tym, co działo się nocą na ulicach Londynu, spałaby wtedy spokojniej. Tak, czy tego chciała, czy nie zareagowała, to był ludzki odruch, nie umiała przechodzić obojętnie, kiedy widziała, że innym działa się krzywda. Miała świadomość, że raczej nie była w stanie sobie poradzić z wampirem, tylko co z tego? Świat byłby okrutnym miejscem, gdyby wszyscy patrzyli tylko na czubek własnego nosa, nie chciała być jedną z takich osób.

Postanowiła więc zareagować, jak przystało na porządną obywatelkę, nie, żeby ktoś tego oczekiwał, ona sama jednak chciała to zrobić, był to tylko i wyłącznie zwykły, ludzki odruch. Nic więcej, nie chciała zostać bohaterką, nie chodziło jej o poklask, po prostu gdyby znalazła się w podobnej sytuacji (a to pewnie nie miało się nigdy wydarzyć, bo raczej nie włóczyła się po nocach) to wolałaby, żeby ktoś kto ją mija miał takie podejście jak ona.

Nie spodziewała się, że wampir będzie szczególnie towarzyski. Pokazał zęby, zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, zdawała sobie sprawę z tego, że wystarczyła krótka chwila, aby znalazła się w jego zasięgu, zdecydowanie wolałaby nie sprawdzać jakim uczuciem było wgryzanie się w jej własną szyję. Odetchnęła głęboko, starała się utrzymywać w miarę pewną siebie postawę, co innego jej bowiem pozostawało.

Kobieta nie wyglądała najlepiej, przynajmniej na tyle, na ile w ogóle była w stanie się jej przyjrzeć, wampir starał się ją chować za sobą. Gdyby chciała pewnie mogłaby uciec, jeśliby ją zamordował to na pewno nie umknęłoby Ministerstwu Magii, ktoś by jej szukał. Ich gatunek nie miał przyzwolenia na to, żeby odbierać życie niewinnym, typ na pewno poniósłby jakieś konsekwencje, tylko czy mógł się ich obawiać? Nie miała pewności.

- Wydaje mi się, że jest to mój interes, skoro żywisz się w takim miejscu. - Powinna była już dawno się przymknąć, ale brnęła w to dalej, bo czemu by nie, niby ją ostrzegał, ale co z tego. Rzuciłby się na nią tutaj? Mógł spróbować.

- Raczej podziękuję, lubię swoją szyję taką, jaka jest. - Serce zaczęło bić jej odrobinę szybciej, zdawała sobie sprawę z tego, że znajdowała się blisko przekroczenia granicy, a wampir na pewno by się nie zawahał, już widziała w oczach wyobraźni jak wgryza się w jej szyję, aż się wzdrygnęła, zdecydowanie to nie było coś, co chciałaby przeżyć.

Widziała, że próbuje pokazać swoją dominację, nie ruszyła się jednak póki co z miejsca, nie chciała dać po sobie poznać, że ją przestraszył i wtedy usłyszała za sobą głos. Znajomy głos, nie dało się go pomylić ze względu na charakterystyczny akcent, odetchnęła z ulgą, naprawdę ucieszyła się z tego, że Benjy się tutaj znalazł. Nie do końca podobało jej się, że znajdowała się w opałach, ale naprawdę miała wyjątkowe szczęście, że przechodził obok.

Odwróciła się w bok, aby spojrzeć na mężczyznę. - Właśnie próbuję to ustalić. - Tak naprawdę nie do końca wiedziała, czy problem istnieje, czy sobie go wyimaginowała.

Wampir warknął pod nosem niezadowolony z tego, że kolejna osoba zainteresowała się tym, co się tutaj działo. Zaczynało się to robić coraz mniej wygodne.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
29.05.2026, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 00:04 przez Benjy Fenwick.)  
„Merlinie’’, pomyślałem, po raz kolejny, z trudem powstrzymując durny uśmieszek, który o mało co nie wykwitł na mojej zmęczonej gębie, zupełnie nieadekwatny do powagi rozwijającej się sytuacji. Młoda przedsiębiorczyni miała znacznie więcej ikry i cholernie twardej sprawczości, niż przypisywałem komukolwiek z jej kręgu towarzyskiego, była pyskata, bezczelna w obliczu zagrożenia i potwornie wygadana… O wiele bardziej, niż mogłem przypuszczać, znając ją dotychczas wyłącznie z raczej neutralnych, biznesowych gruntów i z tej jednej bardziej towarzyskiej interakcji, która też nie rzuciła akurat tego światła na charakterek kobiety - ta jej pyskówka w obliczu realnego zagrożenia życia miała w sobie coś tak absurdalnie brawurowego, że o mało nie parsknąłem śmiechem, chociaż sytuacja wciąż była daleka od bezpiecznej. Oczywiście, poza tego typu była w tym momencie niemal skrajnie samobójcza, ale nie mogłem odmówić pannie Figg jednego - miała jaja ze stali. Stała naprzeciw drapieżnika, który w przeciągu kilku sekund, bez większego wysiłku, mógł skręcić jej kark i patrzyła na niego z takim samym wyrazem twarzy, z jakim patrzyło się na nieuczciwego dostawcę przyłapanego na kreatywnej interpretacji wagi dostarczanych przez niego produktów.
Wampir jednak nie podzielał mojego nagłego zachwytu wobec elokwencji i uporu napotkanej oponentki, obrończyni praw jego kolacji - zamarł, a lubieżny, pewny siebie uśmieszek, jaki chwilę wcześniej zagościł mu na twarzy, momentalnie zgasł, zastąpiony przez wyraz czystego niedowierzania, szybko przechodząc przez kolejne etapy utraty panowania nad tym, co pokazywał niewerbalnie, czyli… We - a jakże - wkurwienie. Przez moment wyglądał, jakby naprawdę nie potrafił zdecydować, co bardziej go obrażało, sama odmowa czy sposób, w jaki została wypowiedziana, widziałem ten proces niemal namacalnie, najpierw zdziwienie, potem niedowierzanie, wreszcie coś znacznie bardziej niebezpiecznego - czysta, toksyczna furia kogoś, kto przez długie lata przywykł do natychmiastowego posłuszeństwa. Zmrużył oczy w dwie wąskie szparki, lekko unosząc górną wargę, by ponownie pokazać zakrwawione, piekielnie ostre kły - tym razem z pełnym kompletem całej reszty uzębienia. Warkot, jaki wydostał się w jego gardła, trudno byłoby niewłaściwie zinterpretować, było w tym coś niemal komicznego, wampiry lubiły kreować się na istoty opanowane, eleganckie i ponad ludzkimi emocjami, ale wystarczyło odpowiednio mocno nadepnąć im na odcisk, żeby spod warstw arystokratycznej pozy wyszło zwykłe, prymitywne zwierzę. Jeszcze chwilę temu był panem wieczoru, drapieżnikiem pewnym swojej przewagi, przekonanym, że wszystko wokół poruszało się zgodnie z jego wolą, nie był przyzwyczajony do tego, by filigranowe czarownice odpowiadały mu z taką przyganą i chłodem, jakby proponował im zepsute owoce na straganie, nie darmową wycieczkę w krainę zapomnienia. To była jedna z tych rzeczy, których większość ludzi nie dostrzegała - pijawy uwielbiały kontrolę, nie tylko nad ofiarą, ale nad całym przedstawieniem, nader wszystko kochały też bowiem teatr, chciały być centrum uwagi, reżyserem i głównym aktorem jednocześnie - uwielbiały strach, błagania, drżące głosy i spuszczone spojrzenia, karmiły się tym niemal równie chętnie, co krwią, każda rozmowa miała przebiegać według ich zasad, każdy strach miał pojawiać się dokładnie wtedy, kiedy sobie tego życzyły, a kiedy ktoś odmawiał zagrania przypisanej mu roli…
Cóż.
Kącik moich ust drgnął nieznacznie, gdy usłyszałem odpowiedź Eleonory, naprawdę nie powinienem był znajdować w tym nic zabawnego, naprawdę powinienem był zachować powagę, rozsądek podpowiadał mi przecież, że sytuacja była daleka od dogodnej, mieliśmy uzbrojonego w kły psychopatę, zakładniczkę na granicy utraty przytomności i wyjątkowo kiepskie warunki do ewentualnej walki, a jednak coś w sposobie, w jaki ten nadęty krwiopijca powoli rozpadał się emocjonalnie pod naporem kilku celnych uwag znacznie drobniejszej oponentki było zwyczajnie przekomiczne. Panna Figg, świadomie lub nie, właśnie robiła z niego lokalnego błazna - najzabawniejsze było to, że nie musiała nawet podnosić głosu ani właściwie… Właściwie nic nie musiała. Wystarczyły same komentarze, tak bardzo nieadekwatne do zagroszenia, że aż z niego kpiące.
Tak czy inaczej, wyglądało to żałośnie, nawet jeśli sama scenografia nadal przypominała film noir, nie był to już gotycki koszmar. Podmuch wiatru przeleciał przez uliczkę, poruszając połami płaszczy i posyłając liście wokół stóp wampira, w słabym świetle latarni jego twarz wydała się jeszcze bledsza niż wcześniej, martwa, nienaturalnie napięta, i wtedy… W oczach mężczyzny zabłyszczała mieszanina furii i czegoś znacznie mniej przyjemnego - rozpoznania, gdyż… W końcu mnie zauważył, naprawdę zauważył - nie jako przypadkowego przechodnia, nie jako kolejne danie do skonsumowania po dwóch kobietach, lecz zdecydowanie jako konkretnego, uprzednio problematycznego człowieka stojącego tuż obok osoby, która właśnie potraktowała go jak natrętnego akwizytora pukającego do drzwi o siódmej rano. Nie dało się ukryć - stanowiliśmy bardzo wkurwiającą parę, lecz pod tym wszystkim dało się wyczuć coś jeszcze. Obawę? Strach…?
- Ty… Znowu ty. - Syknął w moim kierunku, obnażając kły tak mocno, że blade mięśnie jego szczęki napięły się niezdrowo pod cienką jak pergamin skórą, zaś na skrwawionych wargach zbąbliła się ślina, jeszcze bardziej upodabniając go do wściekłego zwierzęcia, z każdą chwilą coraz bardziej tracił swój szlachecki blichtr - cofnął się o krok, ciągnąc za sobą otumanioną dziewczynę, która niemal potknęła się o własne buty, lecz zamiast wylądować na ziemi, rozdarła mu palcami rąbek rękawa „drogiego” płaszcza, nieudolnie go chwytając. Jeszcze moment temu robił za tajemniczego księcia nocy, ale teraz…
Jego górna warga drgnęła. Przez krótką, dziwnie rozciągniętą sekundę nikt się nie poruszył, powietrze zgęstniało jednak od napięcia tak bardzo, że niemal czułem je na języku, metaliczne i ciężkie, pachnące jak krew spływającą po szyi półprzytomnej ofiary. Gdzieś w oddali zaszczekał pies, ktoś trzasnął drzwiami, szyld nad jednym ze sklepów zaskrzypiał na wietrze, normalne odgłosy miasta wydawały się jednak absurdalnie odległe od niewielkiego skrawka ulicy, na którym staliśmy. Wystarczył jeden gwałtowny ruch, jedno szarpnięcie nerwów, a sytuacja mogła zmienić się w regularną jatkę…
- Tak, wiem. Stlasznie nieslęszne. Gdzie się człowiek nie obejszy, tam ja. Gdybym był pszesądny, zacząłbym podejszewaś, sze wszechświat plóbuje ci coś zasugelowaś. - Westchnąłem ciężko, bardziej ze zmęczenia niż z irytacji, chociaż tej drugiej również mi nie brakowało - naprawdę zaczynałem mieć dość sytuacji, w których różnej maści krwiożercze indywidua rozpoznawały mnie szybciej, niż życzyłbym sobie tego, patrząc na dosyć zdrowy rozsądek i „przezorne” zachowanie, jakie starałem się wdrażać w moją nową codzienność. Przekrzywiłem lekko głowę, nie spuszczając go z oczu nawet na ułamek sekundy - ten typ był szybki, znacznie szybszy od przeciętnego człowieka, a kiedy wpadał w szał, stawał się również nieprzewidywalny, co byłoby znacznie bardziej zabawne, gdyby nie fakt, iż we dwóch mieliśmy tu jeszcze towarzystwo - właśnie dlatego nie ruszyłem się od razu do przodu - między odwagą a głupotą przebiegała bardzo cienka granica, a ja nie miałem najmniejszego zamiaru jej dzisiaj przekraczać. No… Przynajmniej nie bardziej, niż było to absolutnie konieczne.
- Moszesz - rzuciłem zamiast robić krok do przodu, wykonując wolną dłonią ruch mający na celu wskazanie jednej i drugiej kobiety - daś jusz spokój - cóż, nie wydawało mi się, by Nora zrezygnowała z wizji akcji ratunkowej, więc kolejne słowo było już konsekwencją decyzji, jaka znowu nie została przeze mnie, dokładnie tak jak poprzednio, podjęta; ja byłem tu wyłącznie egzekutorem - paniom? - Tak ładnie prosiliśmy, prawda?
Słysząc te słowa, krwiopijca przez krótką chwilę trwał jeszcze w bezruchu, zaciskając palce wokół ramienia swojej ofiary, jak gdyby rozważał, czy nie zrobić z nią czegoś znacznie gorszego, mierząc nas chłodnym, wyraźnie wrogim spojrzeniem, po czym nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, rozluźnił uścisk i wypuścił ją tak gwałtownie, jakby stracił nią wszelkie zainteresowanie. Dziewczyna zachwiała się i niemal runęła na ziemię, podczas gdy on, bez dalszego słowa, zupełnie jak poprzednio, wycofał się w mrok alejki za jego plecami. Cóż… Nie można mu było odmówić schematu działania - kolejny raz zachował się dokładnie tak samo, pozostawiając nas z konsekwencjami czegoś, co mogło się skończyć znacznie gorzej.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2894), Nora Figg (1555)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa