Było późno. Raczej nie plątała się sama o tej porze po mieście, bo nie ma się co oszukiwać ostatnio nie było tutaj najbezpieczniej. Obiecała jednak, że dostarczy pani Jones tort, jej córka miała mieć jutro urodziny, zamówienie zostało złożone dość późno, ale czego nie robi się dla uśmiechu staruszki? Oczywiście, że nie umiałaby jej odmówić, pojawiła się przed drzwiami kobiety z kartonem w dłoniach, dorzuciła od siebie kilka ciasteczek w kształcie dyń.
Później musiała wrócić do cukierni. Pogoda nie była najprzyjemniejsza, zimny, jesienny wiatr hulał między kamienicami, szyldy drżały, echo dobijających się ich od ścian rozlegało się po okolicy. Poprawiła płaszcz, później włosy, bo znalazły się na jej twarzy. Nie przepadała za nocnymi spacerami, nigdy nie mogła mieć pewności, co czai się w ciemności. Trochę się jej bała, ale tylko trochę. Starała się być jednak dzielna, jak przystało na dorosłą, samodzielną kobietę, przedsiębiorczynię! Latarnie oświetlały jej drogę, chociaż nie na tyle, na ile by chciała.
Szła przed siebie całkiem żwawym krokiem, zależało jej na tym, aby jak najszybciej znaleźć się w domu, schować pod kocem i skończyć ten dzień. Czuła jednak niepokój, właściwie zawsze jej towarzyszył kiedy poruszała się po uliczkach Londynu o takiej godzinie, właśnie dlatego wolała unikać takich sytuacji, powinna być nieco bardziej asertywna, może kiedyś nauczy się mówić nie, póki co jednak tego nie potrafiła.
Schowała ręce do kieszeni, weszła właśnie w jedną z uliczek, i wtedy dostrzegła ruch, tuż przy ścianie. Z początku trudno jej było dostrzec w ciemności co go spowodowało, mógł to być tylko cień, liczyła na to, że to był cień, jednak i tak zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Nie mogła jednak panikować, głupio by wyglądało, jakby teraz odwróciła się na pięcie i uciekła - dokąd niby miałaby pójść? Odetchnęła głęboko i zrobiła kolejny krok wprzód. Zaczęła nucić sobie pod nosem tylko sobie znaną melodię - w ten sposób próbowała dodać sobie odwagi, mijała ten cień i wtedy dotarło do niej, że to nie było to, co myślała. Nie powinna się zatrzymywać, jednak to zrobiła, spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła coś, czego raczej nie powinna widzieć.
Mężczyzna wpijał się w szyję kobiety, przed sekundą, bo w chwili w której się zatrzymała i ich zobaczyła przestał to robić. Latarnia w tej chwili idealnie ich oświetlała, zobaczyła krew na jej szyi. Przyjrzała się dokładniej wampirowi, chciała się upewnić, że nie był to Sauriel - w końcu jej znajomy był wampirem, nie wiedzieć czemu to zrobiła, przecież i tak nie wiedziałaby jak miałaby zareagować na coś takiego. Cóż, nie był to Sauriel - niczego jednak to nie zmieniało, wampir ot tak, bez żadnego zmieszania, na środku Londynu pił krew kobiety. Przełknęła głośno ślinę, przeniosła wzrok na jego ofiarę, nie wyrywała się, wyglądało na to, że się na to godziła, tylko dlaczego?
- Czy wszystko w porządku? - Nie powinna była się odzywać, nie umiałaby się obronić, gdyby postanowił zrobić jej krzywdę, tyle, że nie potrafiła tak po prostu być obojętną wobec tego, co widziała. Co jeśli tamta potrzebowała pomocy? Jeśli była zagrożona, nie mogłaby sobie spojrzeć w twarz w lustrze gdyby tak po prostu przeszła obok.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)