• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[noc z 20/09/1972 na 21/09/1972] Escape from reality, come with me

[noc z 20/09/1972 na 21/09/1972] Escape from reality, come with me
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
23.05.2026, 13:36  ✶  
Przyśpieszone oddechy.

Adrenalina, pchająca ciało do ruchu, mimo bólu w zmęczonych mięśniach.

Brud na znoszonych ubraniach.

Krew wypływająca ze świeżych ran, nakładających się na te powoli się gojące, jak i te zabliźnione.

Atak nadszedł znienacka - jak można się spodziewać po atakach. Od dłuższego czasu nie było słychać o aktywności Śmierciożerców i jak głupi poczuli się zbyt bezpiecznie, pozwalając sobie myśleć, że w końcu udało im się uciec.

Nie udało. Przynajmniej nie tak, jak by chcieli.

Byli wtedy w jednym z punktów składowania zbiorów, w którym mogli zaopatrzeć się na prowiant i inne potrzebne rzeczy, zanim ruszą w dalszą drogę. Punkt prowadziła rodzina półkrwi, której nazwiska już nikt nie kojarzył, ale wszyscy byli wdzięczni i próbowali im pomóc, jak tylko się dało. Jessie i Hannibal dotarli tam popołudniem i zostali jeszcze na kilka godzin, żeby odpocząć. Zapakowali żywność, artykuły pierwszej pomocy, w kącie niewielkiego pokoju nawzajem nałożyli sobie nowe opatrunki na gojące się rany (te na plecach Jessiego goiły się paskudnie) i mieli już ruszać dalej, kiedy nadlatujące zaklęcie wysadziło w powietrze skradziony przez nich kilka dni temu samochód.

Śmierciożercy pojawili się w niedużej grupie, ale i te kilka zamaskowanych osób wystarczyło, by wywołać panikę, w której wszyscy próbowali uciec, zamiast stanąć we własnej obronie. Sami Hannibal i Jessie byli jednymi z pierwszych, którzy się ulotnili - jeżeli chociaż raz spojrzeli za siebie, mogli jeszcze zobaczyć, jak znajome, sympatyczne twarze krzywiły się z bólu lub zastygały bez życia, trafiane bezlitosnymi zaklęciami.

Deportowali się kilka razy, znikając z zasięgu Śmierciożerców, a potem już po prostu biegli, z ciężarem na ramionach i w sercach, i schowanymi różdżkami. Używanie zaklęć było ryzykowne - zdradzało lokalizację. Jeżeli chcieli przetrwać, musieli powstrzymać się od używania magii.

Księżyc był już wysoko na niebie, kiedy dotarli na opuszczony plac budowy - dobre miejsce na przetrwanie nocy. Przeskoczyli przez wysoką siatkę i przebiegli przez hałdy zgarniętego piachu, obijając się o siebie i potykając przez nierówność terenu i własne zmęczenie.

-Kurwa - wydusił z siebie Jessie, zanim zrzucił z ramion plecak i padł na wyklepaną przed samym gmachem.

Na jego twarzy pojawił się grymas, kiedy rany na plecach przypomniały sobie pod bandażami, a kiedy jego spojrzenie odnalazło Hannibala, w jego zaszklonych oczach czaiła się mieszanka uczuć - ulga, złość, ból, zmęczenie i czająca się nieobecność.

Musieli przetrwać. Ich bliskich nie było już na tym świecie, ale oni starali się przeżyć, chociaż cena była okropna.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#2
24.05.2026, 20:12  ✶  

Oddech Hannibala nie brzmiał ani trochę lepiej - świszczący i urywany, agonia w każdym nieuchronnym, rozpaczliwym wdechu. Selwyn najpierw zgiął się wpół, a potem ciężko usiadł na ziemi obok Jessiego.
- Ja pierdolę - uzupełnił. Rzut oka na skrzywioną twarz chłopaka - odsunął analizę czających się w brązowych oczach emocji na bok, skupiając się tylko na szklącym się w nich fizycznym bólu.

Świadomość jego przyczyny tkwiła między żebrami, jak nóż.

Nie mogłem temu zapobiec.


Wcześniej, kiedy eksplozja wstrząsnęła budynkiem, wystarczyło im jedno porozumiewawcze spojrzenie, by podjąć decyzję o ucieczce. Nie obronie, zwolennicy Voldemorta już dawno wybili im takie pomysły z głowy. Wycięli z nich wolę walki przy samej skórze.
w skórze
Próby oporu zawsze kończyły się w ten sam sposób i Hannibal nie wiedział, czy da radę skrzywdzić jeszcze jedną bliską sobie osobę dla jej własnego dobra. Zadać jeszcze jeden cios łaski. Wybrać jeszcze jedno mniejsze zło.

Mniejsze zło. To właśnie mówiło jego spojrzenie, kiedy patrzył w oczy Jessiego. Tym właśnie były rany na plecach przyjaciela. Tym była ich ucieczka.
Tym być może był dla Kelly'ego on sam.

Nie. Był jedynym, kto mu pozostał, tak samo, jak Jessie był jedynym, kto pozostał Hannibalowi. Poza tym we dwóch łatwiej było przetrwać. Lustrzana samotność. Lustrzana desperacja.


Jessie leżący na ziemi wśród mugolskiego gruzowiska nie przypominał siebie sprzed choćby roku, ale w Hannibalu też niewiele pozostało z barwnego gwiazdora teatru. Byli nawzajem odbiciem własnej ruiny i Selwyn zdawał sobie z tego sprawę.

Nienawidził na to patrzeć.

Nie mógł oderwać oczu.

Jego plecy mrowiły nieprzyjemnie, jakby w sensorycznym powidoku nieswoich ran i to było w jakiś sposób gorsze, niż jego własna, obita podczas starcia kilka dni temu i podrapana podczas jakiegoś upadku twarz i pęknięte, nie do końca wyleczone zbyt małą ilością Szkiele-Wzro żebro.

Lustrzany ból.

Nie mogłem. Temu. Zapobiec.

- Wygląda na to, że dalej będziemy wędrowali na piechotę… - westchnął. Nie mogąc dłużej znieść spoczywającego na nim, ciężkiego wzroku, podniósł się, wziął plecak Kelly'ego w jedną rękę i wyciągnął drugą do leżącego.
- Chodź do środka - poprosił cicho, wskazując głową na ziejący pustymi drzwiami i oknami budynek.

Nie mógł zapomnieć.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#3
26.05.2026, 09:13  ✶  
Mniejsze zło…

Gdzieś w dalszych zakątkach jego podświadomości chowała się nieśmiało myśl, że Hannibal swoim działaniem właściwie próbował go ratować. I właściwie to go uratował, bo w momencie ataku Śmierciożercy, sądząc, że trafili na swojego, przestali zwracać na nich dwóch uwagę w momencie, w którym krzyki ucichły. Dało im to szansę ucieczki.

Niestety, rodzina Jessiego nie miała tej szansy. Rita i Theo zginęli po długich torturach, trafieni Avadą. Charlotte natomiast w swoich ostatnich chwilach musiała patrzeć i słyszeć, jak dwoje jej dzieci było torturowanych przez Śmierciożerców, natomiast trzecie, najstarszy syn, raniony był przez osobę, którą nazywał swoim najlepszym przyjacielem. Może kiedyś, jeżeli ten koszmar dobiegnie końca, będą w stanie znaleźć mogiłę, do której ktoś może wrzucił ich ciała, i Hannibal będzie mógł wyjaśnić swoje działanie. Może będzie miał szansę uspokoić matczynego ducha, ale chociaż uciszyć swoje sumienie.

W pewnym momencie spojrzenie Jessiego złagodniało. Jedna z dłoni uniosła się nad ziemią i drżące palce próbowały sięgnąć siedzącego obok przyjaciela, ale ostatecznie opadły na ruszający się w urywanym oddechu tors.

Hannibal był jedynym, który mu pozostał, tak jak Jessie był jedynym, który pozostał Hannibalowi. Nie było nikogo więcej - nikt nie przeżył i widok ich nieruchomych, pozbawionych życia ciał wciąż gnębił Jaspera w snach.

Mruknął cicho, kiedy Hannibal się odezwał, i odkaszlnął, czując coś zalegającego mu w gardle.

-Wydaje mi się, że… powinniśmy mieć trochę Szkiele-Wzro - powiedział, a jego głos był nieprzyjemnie zachrypnięty. -Jak twoje żebro?

Mogło mu się to jedynie wydawać, ale chyba w palce wpadła mu niewielka buteleczka tego właśnie eliksiru, kiedy uzupełniali zapasy.

Przyjął wyciągniętą do niego dłoń i dźwignął się z ziemi, krzywiąc się nie tylko przez ból na plecach, ale również protest zmęczonych biegiem i stresem mięśni. Jeżeli Hannibal mu na to pozwolił, zabrał z powrotem swój plecak.

Wnętrze niedokończonego budynku wyglądało tak, jak można było się po nim spodziewać - opuszczony, zakurzony, z mnóstwem pajęczyn i trzeszczącym pod butami gruzem. Na podłodze rozłożone były materace i był to całkiem miły widok dla ciał, zmęczonych spaniem na twardej ziemi albo siedzeniu samochodu.

-Myślisz, że ktoś tam zdołał uciec?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#4
27.05.2026, 14:20  ✶  

- Nigdy się porządnie nie zagoją pod tym plecakiem - burknął, odsuwając bagaż Jessiego spoza jego zasięgu i patrząc znacząco w kierunku jego pleców.
Nie to, żeby mieli teraz jakąś lepszą opcję, jak na przykład wrzucenie plecaków do bagażnika. - A żebra coraz lepiej - to prawie nie było kłamstwo - Potrzebują tylko trochę czasu. Szkiele-Wzro lepiej zostawić na czarną godzinę.
Podczas swojej niedawnej ucieczki potykali się wystarczająco wiele razy, by Hannibal zaczął się obawiać, że któryś z nich prędzej czy później złamie nogę.

Kiedy wnętrze budynku osłoniło ich przed ewentualnym wzrokiem kogoś z zewnątrz, złożył plecaki w jednym miejscu i sięgnął po różdżkę. Po chwili niewielkie, magiczne  światełko wydobyło z mroku nagie, betonowe ściany, materace i coś, co wyglądało, jak pozostałości ogniska. Hannibal podszedł do Jessiego, bezceremonialnym gestem odchylił kołnierzyk jego kurtki i koszulki i zajrzał.  W jednym miejscu na bandażach pojawiła się ciemna plama. Tylko jedna, ale zmieniali je nie dalej jak godzinę temu… Starał się nie myśleć o bliznach. Starał się nie myśleć o tym, jak plecy Jessiego spływały krwią, a jego własne dłonie pozostawały czyste, bo przecież używał magii, jak przystało na czystokrwistego czarodzieja.

To słowo smakowało obelgą.

Zamrugał, odganiając sprzed oczu wizje zakrwawionej skóry. Jessie był ubrany, opatrzony i żywy, a własne ręce Selwyna, drwiąco i niewłaściwie w tej chwili czyste, plamiły się jego krwią tylko podczas zmiany bandaży. Tylko, by pomagać.

- Znów przeciekasz - ton Hannibala wyrażał tyleż irytacji, co troski, ale nim puścił materiał koszulki, przesunął palcami - niepotrzebnie, pieszczotliwie - po skórze przyjaciela, tuż pod linią włosów.

- Mam szczerą nadzieję, że jesteśmy tu sami - westchnął. Nikomu nie można było obecnie ufać. Wojna zmieniała ludzi w zwierzęta, zarówno oprawców, jak i ofiary. Jedni zabiliby dla wykręconej, chorej idei albo samej radości zabijania, drudzy - dla kromki chleba albo buteleczki eliksiru. Z sapnięciem zsunął dwa materace, wzbijając obłok kurzu, który przegonił machnięciem różdżki. Posłanie, prowizoryczne i zapewne skrywające w półmroku sekrety, których żaden z nich wolałby nie znać, było jednak wystarczająco szerokie dla nich obu. Tak było cieplej i wygodniej, kiedy któregoś z nich męczyły złe sny, co właściwie zdarzało się niemal każdej nocy. Zmieniały się tylko role - kto budził się z krzykiem albo miotał się zlany potem, kto przyciskał go do siebie i szeptał puste zapewnienia o bezpieczeństwie.

- Przynajmniej pierdolone śmierciuchy dały się najeść - rzucił Selwyn, wyrównując stopą materac i rozglądając się po pomieszczeniu - Ogień?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
29.05.2026, 09:40  ✶  

Nigdy się porządnie nie zagoją, bo nie mieli na tyle dużo medykamentów, by bez zamartwiania się o następne dni mogli ich użyć. Zawsze było na później. Na gorszy czas. A jeśli później stanie się coś gorszego i wszystkiego zabraknie?

Z ciężarem w piersi korzystali z bandaży, ale i tych używali oszczędnie. I może to był błąd, bo cieńsze warstwy nie osłaniały tak ran, by te nie były drażnione przez na przykład, ubrania, przez co bandaże przesiąkały szybciej i częściej trzeba było je zmieniać. Stracili samochód, więc nie mogli wrzucić plecaków go bagażnika, a przecież Hannibal nie mógł wszystkiego nosić sam.

Jessie ledwo zarejestrował ruch obok siebie. Prawie nie wyczuł ruchu ubrań przy szyi, kiedy Hannibal zaglądał mu pod ubranie. Domyślał się, że bandaże zaczęły już przeciekać, ale raczej powinny wytrzymać, chociaż do rana. Jessie nie czuł tego irytującego łaskotania, kiedy coś ściekało po skórze.

Kołnierz wrócił na swoje miejsce, pieszczotliwy dotyk wywołał dreszcz, ale Jessie nie wrócił jeszcze do Hannibala.

Było tak cicho.

Tylko głos Hannibala, trzeszczący pod ich butami gruz i dźwięki nocy. Żadnych krzyków. Żadnych pisków. Żadnego płaczu. Nikt nie rzucał zaklęciami, nikt nie wił się w bólu, na ziemię nie padały kolejne trupy. Tylko… cisza. Spokój niemal usypiający.

Jasper zaczynał odczuwać ogarniające go zmęczenie i coraz wyraźniejszy ból w mięśniach, błagających o odpoczynek. Adrenalina musiała spaść, a przez ostatnich kilka dni biegali, ukrywali się, i ledwo spali, bo niepokój, że mogliby zostać znalezieni, nie pozwalał im odpocząć.

Hannibal coś do niego powiedział. Jessie odwrócił się do niego i otworzył usta, by odpowiedzieć, kiedy jego wzrok ześlizgnął się na rękę Hannibala. Na różdżkę w jego dłoni. Hannibal chciał użyć magii…

Hannibal użył magii… Prawda?… Wcześniej… Jessie widział światło…

-Co ty robisz? - spytał.

Byli tu sami. Nikogo więcej. Żadnych innych czarodziejów. Jeżeli będą używać magii…

-Przestań! - zawołał, sięgając jedną ręką do koszuli Hannibala, by go złapać, a drugą do jego ręki, by wytrącić mu różdżkę. -Znajdą nas… ONI NAS, KURWA, ZNAJDĄ!

Nie było do końca wiadomym, w jaki sposób Śmierciożercy znajdowali buntowników przez samo używanie magii - może nałożyli na każdego czarodzieja Namiar, ale jak? - wiadomym było jednak, że czarowanie wabiło popleczników Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.

W ten sposób zginęli Alice i Henry. Jedno niewielkie zaklęcie Lockharta wystarczyło, by Śmierciożercy ich otoczyli i brutalnie zakończyli ich życia.

A może to wcale nie o magię chodziło, ale strach robił swoje?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#6
06.06.2026, 00:31  ✶  

Jak to, co robił? Przygotowywał im miejsce do spania! Tak naprawdę powinni jeszcze obłożyć wejście jakąś pieczęcią, czy coś, może Jessie na tym swoim klątwołamaczowym stażu poznał jakąś przydatną…

- Hej!
Szarpnięcie za koszulę i uderzenie po ręku skutecznie wytrąciło różdżkę nie spodziewającemu się ataku Hannibalowi i pogrążyło pomieszczenie w ciemnościach. Zamiast jej szukać, chłopak objął krzyczącego przyjaciela, ignorując własne siniaki, ale pamiętając o cięciach na jego plecach (nigdy, nigdy nie będzie w stanie o nich zapomnieć).

(Mam propozycję, powiedział śmierciożerca, wytnij skundlonemu szczeniakowi pamiątkę na plecach, a powiedzmy, że uwierzę w wasze przedstawienie i znajdę sobie kogoś innego na kolację. I gdyby był tylko jeden, pewnie mieliby szanse w walce, ale w pobliżu kręciło się ich więcej i jeżeli ktokolwiek miał przeżyć, jeżeli Hannibal miał uratować choć jego jednego, to gotów był zapłacić każdą cenę.)

- Cicho. Cicho, nie krzycz. Już nie będę. Przepraszam. Cicho. Nikt nas nie znajdzie. Jesteśmy daleko - mamrotał teraz w jego włosy, przyciskając go do siebie, rozpaczliwie osamotniony, jak zawsze, kiedy Jessie zapadał się w odmęty własnej traumy. Jego umysł również odniósł rany, być może głębsze, niż ciało.

Czy tak samo czuł się Kelly, kiedy to Selwyn krzyczał? Kiedy przez sen wołał Monę albo własnych rodziców, kiedy mamrotał nieskładne błagania i przeprosiny, przetykane imionami Jonathana i Anthony’ego, a czasami, od tamtej okrutnej nocy, także Jaspera?

Odnalazł stopą brzeg materaca i powoli spróbował na nim usiąść, nie wypuszczając Jessiego, starając się zachować spokój wobec zaciskającego gardło lęku. Co pozostawało z czarodzieja, który bał się używać magii? Jak daleko w obłęd mógł zawędrować jeden z nich, zanim drugi nie będzie w stanie go dosięgnąć i sprowadzić z powrotem?

Hannibal trzymał przyjaciela, póki nie poczuł, że panika ustępuje, a  chłopak przestaje się rzucać. Mimo pewności, że zgubili pogoń i niemal-pewności, że znajdują się poza terenem ostatnich działań Śmierciożerców, nasłuchiwał pomiędzy oddechami.

Było cicho.

Póki co.

- Nie chciałem cię przestraszyć - szepnął, kiedy wydawało mu się, że Jessie wrócił trochę do siebie. Odsunął go od siebie na tyle, by spojrzeć mu w twarz - próba skazana w otaczającym ich mroku na porażkę - i zaproponował pojednawczo - To jak, ogień? Bez magii rozpalę. Albo ty. Zwinąłem nową zapalniczkę z tamtego ostatniego miejsca.
Sięgnał po omacku w stronę plecaka. Mogli też po prostu położyć się w ciemnościach, chociaż wolałby nie.

Ciemności były doskonałym tłem dla obrazów, które podsuwał jego mózg.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
11.06.2026, 15:28  ✶  
Palce, zaciskające się na materiale koszuli, były zimne, podobnie jak dłoń, wybijająca różdżkę z drugiej dłoni. Podobnie jak dotykany wcześniej kark, podobnie jak podbródek i policzki, stykające się ze skórą obejmującego go Hannibala. Jessie całym swoim ciałem czuł chłód, kontrastujący z otaczającym jego przyjaciela ciepłem.

Panika uderzyła, na szczęście, na krótko - krócej, niż nieraz trwały podczas ich ucieczek i postojów - ale za każdym razem ataki były tak samo przerażające, tak samo bolesne i osamotniające. Tak, Jessie czuł się podobnie, kiedy to Hannibal był wciągany przez swój własny umysł i Jasper musiał go wyciągać, ostrożnie, żeby Hannibal poczuł, że przekroczył granicę jaźni i rzeczywistości.

-Przepraszam… Przepraszam… - mamrotał w szyję Hannibala, powoli powracając do siebie. Do niego.

Hannibal usadził ich na materacu tak ostrożnie, że Jessie nawet nie zauważył, że już nie stali. Potrzebował jeszcze chwili, kilku sekund i powoli normujących się oddechów, zanim przestał się rzucać i trząść i powoli odsunął się od drugiego chłopaka.

-Przepraszam… - powtórzył. Przepraszał za każdym razem, kiedy pozwalał panice przejąć kontrolę. -Już… Już mi lepiej. Kurwa, nienawidzę tego.

Gdyby zobaczyli go teraz Jonathan, Anthony albo Charlotte, z pewnością byliby nim zawiedzeni. Tak łatwo pozwolił na to, by działania Śmierciożerców doprowadziły do… tego. Czarodziejowi, który bał się używać magii, bliżej było już nawet nie do mugola, a do charłaka. Czy na tym zależało Śmierciożercom - by wywołać strach, który zepchnie ich przeciwników do grupy, którą gardzili najbardziej? Jeżeli tak, to w przypadku Jaspera prawie im się udało. Podczas konfrontacji nie wahał się używać magii, ale kiedy byli tylko we dwaj… Podczas jednego z takich ataków paniki Hannibal, na szczęście, zdołał powstrzymać go przed złamaniem swojej własnej różdżki. I było to jeszcze zanim Hannibal wyciął mu tę "pamiątkę" na plecach.

Kolejne dwa wdechy.

-Ogień - powiedział. -Zajmę się tym… Ty… Ty odpocznij.

Według Jessiego bezpieczniej byłoby, gdyby ukryli się w ciemności. Jeśli rozpalą ogień, a ktoś pojawi się w okolicy, bez problemu zobaczy światło i dym.

Ale potrzebowali światła. Potrzebowali ciepła. Nie tylko dlatego, że ich ciała, zmęczone ciągłym stresem i ruchem, potrzebowały ciepła, ale również po to, by ciemność nie zaczęła płatać im figli.

-Spróbuj zasnąć, Han. Będę pilnował, czy ktoś się nie zbliża.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#8
15.06.2026, 13:46  ✶  

Nienawidził tego.

Nienawidził, kiedy Jessie był taki zimny w dotyku, kiedy trząsł się i krzyczał, kiedy przepraszał.

Ale jeszcze bardziej nienawidził, kiedy milczał.

Nie chciał wysyłać go samego w ciemność, na poszukiwanie czegoś na rozpałkę. Tygodnie ucieczki nauczyły ich, że we dwóch zawsze jest bezpieczniej i teraz Hannibal czuł niepokój za każdym razem, gdy tracił przyjaciela z oczu.

Czy w ogóle byli jeszcze przyjaciółmi?

Pozostawiony samemu sobie, objął kolana ramionami i oparł na nich brodę. Zwinięty w ten sposób nie miał szans zasnąć, ale przynajmniej czuł się bezpieczniej. Mniej sam. Oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności. Obserwował majaczącą w mroku sylwetkę towarzysza, zbierającego nadające się do spalenia rupiecie, których szczęśliwie wciąż jeszcze trochę walało się po piwnicy.

- To ja przepraszam - westchnął cicho, mając na myśli nie tylko swoje odruchowe użycie magii bez uprzedzenia. W mniemaniu Hannibala, rzeczy godnych przeprosin było między nimi bez liku, a jednocześnie wiele z nich nie było tak naprawdę jego wyborem. Jego poczucie winy było niezasłużone, a przez to jeszcze bardziej frustrujące.

Kelly prawdopodobnie nie zrozumiałby tego nawet, gdyby Hannibal mu powiedział.

Zmęczenie wzięło górę i czarodziej przewrócił się na bok, rozwijając się z kulki, w jaką próbował się zmienić. Dawniej, w poprzedniej rzeczywistości, żadne łóżko nie było dla niego zbyt wielkie. Sypiał, zajmując jak najwięcej przestrzeni, rozkrzyżowany, jak król, a w statycznym oceanie pościeli zwykł widzieć jedynie potencjał. Teraz podwójny materac, który sam przed chwilą zsunął, był zbyt duży, zbyt zimny i zbyt pusty. Selwyn leżał na samym brzegu, twarzą do pomieszczenia. Gdzieś na nagiej, zakurzonej podłodze leżała jego różdżka. Czułby się bezpieczniej mając ją w dłoni.

- Myślisz czasem o tym, jak to się wszystko skończy? Dla nas? - zapytał, wciąż omiatając wzrokiem otoczenie. Kiedy pierwsze płomienie polizały marne kilka desek i szmat, złożonych w okopconym kręgu, dostrzegł różdżkę i zwlókł się z legowiska, by po nią sięgnąć - Przecież nie możemy uciekać w nieskończoność…

Powrócił na posłanie, tym razem bardzo intencjonalnie zostawiając miejsce dla Jessiego. Spojrzał na niego wyczekująco. Nawet, jeżeli faktycznie zamierzał pełnić wartę, mógł to robić siedząc przy nim.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
22.06.2026, 07:14  ✶  
W samolubnym odruchu pozwolił sobie zostać przy Hannibalu o kilka sekund dłużej, niż zamierzał, zanim się podniósł i zaczął szukać rzeczy, które nadawały się do rozpalenia niewielkiego ogniska, a tych, na szczęście, dookoła walało się całkiem sporo, więc Jessie szybko wrócił do przyjaciela.

Jego różdżka tkwiła bezpiecznie przy pasku jego spodni i w pierwszej chwili palce próbowały po nią sięgnąć, zanim cofnęły się po krótkiej chwili wahania i sięgnęły po zapalniczkę, o której mówił Hannibal. Używając magii, byłoby o wiele łatwiej, ale również niebezpiecznie i nie fair w stosunku do Hannibala.

-Nie przepraszaj - powiedział, próbując podpalić kawałek materiału. -Próbujemy przetrwać, a dzięki tobie udaje nam się to całkiem długo.

We dwóch było jednocześnie trudniej i łatwiej. Cała ta walka o przetrwanie potrafiła wyplenić z człowieka resztki empatii i współczucia, nie jednego zmuszając do zostawienia towarzyszy na pewną śmierć, byleby samemu przeżyć, a jednak oni dwaj zostali razem. Pewnie bezpieczniej byłoby się rozdzielić - nie musieć cały czas rozglądać się, czy drugi nadąża, czy nie jest ranny, nie zastanawiać się, czy ten drugi nie postanowi nagle go zostawić, żeby samemu przeżyć. Z drugiej strony, kiedy byli we dwóch, było o wiele łatwiej zachować zdrowy rozsądek. Mogli opiekować się sobą nawzajem i… po prostu iść ramię w ramię. Ogromnym pocieszeniem była świadomość, że przeżyła chociaż jedna bliska osoba.

Ogień rozświetlił jego twarz, zmęczoną strachem, próbami przetrwania i małą ilością snu, i tak przyjemnie rozgrzewał. Czy myślał o tym, jak to wszystko się potoczy? Jak mógłby skończyć się ten koszmar? Jak skończyłby się on dla nich?

-Tak, myślę o tym prawie co noc - odpowiedział. -Chcę wierzyć, że kiedyś to się faktycznie skończy i będziemy mogli wreszcie naprawdę odpocząć i przestać uciekać. Kto wie, może kiedyś znowu wrócisz do bycia aktorem? Chciałbyś?

Zauważył miejsce na posłaniu i widział wyczekujące spojrzenie. Oczywiście, mógł pełnić wartę, zostając przy nim, ale to musiało jeszcze chwilę poczekać.

-Rozejrzę się, czy nikt się nie pałęta na zewnątrz. Wrócę szybko - obiecał, podnosząc się z kucek.

Wychodząc, wyciągnął różdżkę - przepraszam, Han - i zacisnął na niej palce. Nie miał zamiaru na długo zostawiać Hannibala. Chciał jedynie się rozejrzeć, czy w pobliżu nie pojawił się jakiś człowiek, upewnić się, że byli względnie bezpieczni, i wrócić i tak też zrobił. Nikogo poza nimi nie było - jeszcze - więc Jessie wrócił i usiadł na posłaniu obok Hannibala. Jego place znalazły kosmyk włosów drugiego chłopaka i zaczęły go gładzić.

-Śpij, Han - wyszeptał, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt na przeciwległej ścianie.

Skupił słuch, by nie przegapić momentu, w którym ktoś mógłby się pojawić.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#10
06.07.2026, 10:07  ✶  

Hannibal ciężko przełknął ślinę, kiedy miejsce obok pozostało puste, a Jessie skierował się ku drzwiom.
Nie zostawiaj mnie.
Nic nie powiedział, bo nigdy nic nie mówił, ale atak, ucieczka, paniczna reakcja przyjaciela, jego bliskość, bezpieczna i gorzka, i jak zawsze za krótka, a teraz porzucona na rzecz zwiadu, jego również wprawiły w niepewny, rozedrgany stan, w którym ściskał różdżkę palcami o knykciach pobielałych z wysiłku pod warstwą brudu, a szeroko otwarte oczy broniły się przed snem…

Na wszystkie diabły mugolskich piekieł, no bał się po prostu. Jak diabli, zresztą.

Jasper zniknął za drzwiami.
Umysł Hannibala usłużnie podsunął wizję Kelly’ego korzystającego z okazji, by porzucić Selwyna albo zabitego precyzyjnym, nie pozostawiającym śladów zaklęciem na tym bezimiennym placu budowy. Piachu wklejającego się w nigdy niezagojone rany na plecach, niewidzących oczu, wpatrujących się w nocne niebo, i życzyłem sobie, abyśmy jeszcze kiedyś patrzyli razem w gwiazdy, ale przecież nie w ten sposób, nie tak!

Materac ugiął się, znajome palce napotkały zmatowiałe selwynowe włosy, a wyrwany z rozmyślań były aktor wydał z siebie nieartykułowany odgłos zaskoczenia, który dotąd udawało mu się utrzymać w środku. Żałosny dźwięk na końcu przeszedł w spokojniejsze, pełne ulgi mruknięcie i Selwyn rozluźnił się pod dotykiem.

Obecność pozwoliła wreszcie poddać się zmęczeniu. Dłoń Hannibala podpełzła do brzegu kurtki Jessiego i zamknęła się wokół materiału.
- Obudź mnie za dwie godziny - mruknął sennie. Niebezpiecznie było dłużej pełnić wartę.

Westchnął i spróbował skupić się na ręce głaszczącej jego włosy, na ubraniu pod palcami, na cieple ciała pod nim.

Nie tym samym, NIE TYM SAMYM, które czuł, kiedy tamtej nocy klękał obok Jessiego, gdy opierał wewnętrzną stronę kolana o biodro przyjaciela, a lewą dłoń na jego plecach, gestem, mdląco, okrutnie delikatnym w obliczu tego, co zamierzał zaraz uczynić. Ostatnia, pożegnalna chwila komfortu. Prośba o wybaczenie, zanim uformowana w ostrze magia dotknęła skóry.
Proszę, pozwól mu zrozumieć, proszę, pozwól mu zrozumieć, proszę, pozwól mu przeżyć-


Nagle wyszarpnięty z ogarniającej go drzemki, poderwał głowę i otworzył oczy szeroko. Kroki na zewnątrz, i to nie zlęknione stąpanie kogoś, kto starał się być cicho, tylko śmiałe tupanie ludzi, którzy nie zważali na hałas.
I głosy.
- Gdzieś tu muszą być, gówniarze, skoro się chowają, to pewnie jebane mugolaki!
- Barierę daj, bo się deportują i tyle będzie!

Hannibal chwycił różdżkę, ale za niewielkim piwnicznym okienkiem już rozlała się poświata zaklęcia uniemożliwiającego teleportację. Ze stłumionym jękiem odwrócił się do przyjaciela.
- Jess? - szept przynajmniej nie pozwalał, by w jego głosie wybrzmiała pełnia paniki, jaką odczuwał - Co teraz?

Jedyna droga potencjalnej ucieczki prowadziła przez przeklęty plac budowy, kawał płaskiego terenu, na którym byliby doskonale widoczni. Selwyn powstrzymał ogarniający go pusty śmiech. Tyle ofiar, tyle ostrożności, tyle dni miotania się jak szczury w zaciskającej się pętli śmierciożerczych poszukiwań, tylko po to, by teraz tak po prostu zginęli? Jak ich rodziny? Jak ich przyjaciele? Hannibal czuł się jak w złym śnie.
- To jest jakiś, kurwa, koszmar… - dał temu wyraz, podpierając się na towarzyszu i gramoląc się do siedzenia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (3127), Jessie Kelly (3522)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa