• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[zima 1967] Shades of Cool | Lukas & Lana

[zima 1967] Shades of Cool | Lukas & Lana
Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#1
11.05.2026, 22:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 21:54 przez Lana Dolohov.)  
Lana zdawała sobie sprawę z tego, że miała w życiu wiele szczęścia. Urodziła się w bogatej czystokrwistej rodzinie, na tyle prominentnej by wyrobić sobie renomę, lecz jednocześnie na tyle neutralnej, by nie angażować się w żadne konflikty. Miała również matkę, która łaskawie pozwoliła córce podróżować po świecie w celu rozwijania jej pasji do historii magii i tylko trochę naciskała na zamążpójście. Oczywiście, ten styl życia wiązał się z pewnymi ograniczeniami, niemniej większość czarodziejów zapewne bez namysłu zamieniłaby się z nią miejscami. Bo jaką restrykcję stanowił obowiązek uczestnictwa w ekskluzywnych wydarzeniach socjety?

Dla Dolohovówny jednak był to duży problem. Od zawsze preferowała spędzać czas samotnie nad książkami i choć z czasem otwarła się na nowe znajomości, duże eventy nadal przyprawiały ją o ból głowy. W efekcie, pomimo perfekcyjnej znajomości etykiety, zdarzało jej się na takich spędach zachowywać niezręcznie, zazwyczaj stojąc samotnie pod ścianą. Obecność na wydarzeniach towarzyskich lokalnych czystokrwistych elit była jednak warunkiem, jaki matka postawiła w zamian za fundowanie podróży córki. Lana musiała więc się dostosować, ponieważ w przeciwnym razie groziłby jej powrót do Londynu i życie pod stałym nadzorem rodzicielki.

Zaproszenie na zimowy bal w Heidelbergu przyszło, kiedy była akurat w trakcie zwiedzania innego niemieckiego miasta. Nie miała pojęcia, jak matce udało się je zdobyć, ale najprawdopodobniej wykorzystała do tego swoje obszerne kontakty. O ile wizja balu trochę stresowała Dolohovównę, sam Heidelberg wydawał się naprawdę ciekawym miejscem, godnym uwagi historyczki. Liczyła, że przybędzie parę godzin przed balem by móc spokojnie zwiedzić miasto, lecz w wyniku pewnym komplikacji dotarła na miejsce niedługo przed rozpoczęciem imprezy. Udało jej się tylko mniej więcej doprowadzić do porządku oraz założyć strój zamówiony przez matkę.

Sam bal nie różnił się bardzo od wydarzeń organizowanych przez czarodziejów z Londynu. Kiedy Lana została przedstawiona, podeszło do niej parę osób znających angielski. Od tej chwili przyjęła swoją tradycyjną strategię, prowadzenia rozmów według wyuczonego scenariusza (chyba, że ktoś poruszał temat związany z historią, bo wtedy ożywała). Nie czuła się nawet aż tak źle, do momentu gdy podszedł do niej jakiś ewidentnie pijany Niemiec (pijany już o tej porze? czyżby serwowane drinki były aż tak mocne?). Ów jegomość próbował zagaić rozmowę, nie zważając na chęci czarownicy ani na jej przestrzeń osobistą. Niestety, zdawał się nie rozumieć słowa "nie" w żadnym języku, co napawało ją strachem.

Dolohovówna rozejrzała się po sali nerwowo. Reszta gości była zbyt zajęta swoimi sprawami, by zwrócić na nią uwagę. Nie chciała robić awantury, ponieważ wtedy mogłyby powstać niepochlebne plotki również na jej temat. Już szykowała się do zastosowania subtelnej sztuczki magicznej, która miałaby odstraszyć namolnego Niemca, gdy nagle go zobaczyła. Lukas Nott we własnej osobie! Kojarzyła go z Hogwartu, ponieważ również należał do Slytherinu, ale nigdy nie byli ze sobą blisko, gdyż interesowali się zupełnie innymi rzeczami. W pierwszej chwili nie skojarzyła nawet co mógł on tutaj robić, lecz potem przypomniała sobie plotkę o tym, że zaczął grać w jakiejś niemieckiej drużynie quidditcha. Teraz nie miało jednak znaczenia jak się tu znalazł.
– Lukas! – zawołała, by zwrócić uwagę czarodzieja. Namolny Niemiec najwyraźniej się tego nie spodziewał, ponieważ odwrócił się zaskoczony w stronę Notta. Lana wykorzystała tę szansę by się wyślizgnąć i pobiec w stronę kolegi. – T-tak dawno cię nie widziałam. M-może pójdziemy gdzieś porozmawiać? – nie miała pojęcia, czy brzmi przekonująco w roli starej znajomej, ale musiała spróbować. W jej oczach widać było prośbę o pomoc.


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#2
11.05.2026, 23:30  ✶  
Setki kryształowych żyrandoli lśniły nad salą, spuszczając ciepły, złotawy blask na gości, których uśmiechy były równie dopracowane co ich rodowe nazwiska. W powietrzu unosił się ciężki zapach drogich perfum, rozgrzanego wosku, alkoholu i tej szczególnej odmiany hipokryzji, którą dało się spotkać wyłącznie na przyjęciach ludzi przekonanych, że samym sposobem trzymania kieliszka odróżniają się od reszty świata. Lukas nie chciał tu być, ale to nie miało żadnego znaczenia. Kontrakty wymagały od zawodników wielu rzeczy, a niesubordynacja potrafiła kosztować więcej niż duma młodego gracza była w stanie udźwignąć. Ubrany w nieco zbyt ciasny garnitur, który krępował go w ramionach i przypominał, że krawiectwo salonowe nie zostało stworzone z myślą o ludziach żyjących na miotle, robił dokładnie to, czego od niego oczekiwano. Prężył się w odpowiednich momentach, śmiał odrobinę głośniej, niż wypadało, opowiadał o meczu tak, by brzmiał jak legenda, a nie zwykły sportowy obowiązek, i pozwalał starszym czarodziejom klepać się po ramieniu, jakby każdy z nich osobiście odkrył jego talent. Kluczowi sponsorzy Heidelberg Harriers lubili widzieć twarze swoich inwestycji. Młode, obiecujące, dobrze ułożone.
Głównie jedno pytanie pojawiało się w jego głowie w tym momencie: ile jeszcze?
Przesunął palcem pod kołnierzykiem koszuli, próbując poluzować go choć o milimetr, gdy jeden z niemieckich urzędników od finansowania sportu kończył właśnie monolog o przyszłości niemieckiego quidditcha. Nott kiwał głową w odpowiednich odstępach, dorzucał krótkie, uprzejme odpowiedzi po niemiecku i udawał, że nie marzy o tym, by zakończyć ten teatrzyk.
Wtedy usłyszał swoje imię.
Wdarło się w jego uwagę ostro, z nerwem, którego nie dało się pomylić ze zwykłym powitaniem. Odwrócił głowę i zobaczył ją. Lana Dolohov. Przez krótką chwilę musiał sięgnąć pamięcią do Hogwartu, do zieleni Slytherinu, do korytarzy, na których mijali się częściej, niż ze sobą rozmawiali. Ona zawsze wydawała mu się osobą z innego świata, bardziej cichego, ułożonego z książek i dobrze dobranych słów. On był hałasem, boisko było jego językiem, a wszystko poza nim zwykle tylko przeszkadzało. Nie byli sobie bliscy. Ale byli z tego samego domu. Z tej samej szkoły. Z tego samego miejsca, które w obcym kraju nagle znaczyło więcej.
Dopiero po chwili dostrzegł mężczyznę obok niej. Zbyt blisko. Zbyt swobodnego w sposobie, w jaki nachylał się nad jej przestrzenią, jakby sama obecność na balu dawała mu prawo do nadwyrężania cudzej cierpliwości. Zrozumiał od razu. Może nie całą sytuację, nie każdy jej szczegół, ale wystarczająco, by zareagować. Uśmiech pojawił się na jego twarzy niemal automatycznie. Nie był szeroki. Nie był prawdziwie radosny. Był za to idealnie dobrany do sali, do świateł, do ludzi, którzy patrzyli tylko wtedy, gdy można było później coś powtórzyć przy kieliszku.
– Lana – powiedział ciepło i swobodnie, jakby właśnie odnalazł kogoś, na kogo czekał cały wieczór. – W końcu!
Wyszedł jej naprzeciw, skracając dystans na tyle pewnie, by wyglądało to naturalnie. Gdy znalazła się przy nim, ułożył dłoń lekko na jej ramieniu, nie zatrzymując jej, raczej tworząc granicę. Głównie dla niej, by skutecznie oddzielić intruza. Gest był uprzejmy, niemal towarzyski, ale jego ciało stopniowo przesuwało się tak, by barkiem częściowo zasłonić ją przed pijanym Niemcem.
– Jak dobrze, że dotarłaś. Już się martwiłem, że coś cię zatrzymało.
Potem spojrzał na mężczyznę.
– Verzeihen Sie – zwrócił się do niego po niemiecku, spokojnie, z uprzejmością tak czystą. – Die Dame ist bereits verabredet.
Mężczyzna zamrugał, jakby potrzebował sekundy, by zrozumieć nie tyle słowa, co zmianę sytuacji. Próbował jeszcze coś powiedzieć. Coś wtrącić, coś obrócić w żart, może odzyskać twarz przed samym sobą. Lukas nie pozwolił mu wejść w rytm i pociągnął dziewczynę za sobą w kierunku parkietu. Pijany Niemiec spojrzał od Lany do Lukasa, potem na kilka par oczu, które nagle zaczęły interesować się rozmową. Złość przemknęła mu po twarzy, ale nie znalazła dobrego miejsca, by wybuchnąć. Mruknął coś pod nosem, coś zapewne mało eleganckiego, po czym odszedł nierównym krokiem w stronę alkoholu i łatwiejszej publiczności.
Oddalając się o kilkanaście kroków, Nott w końcu mógł porozmawiać z dziewczyną.
– Wszystko w porządku? – zapytał ciszej, już bez tej salonowej maniery. Następnie chwycił dziewczynę za rękę, zapraszając ją do tańca. Orkiestra akurat zaczynała grać walca wiedeńskiego, a pary licznie ruszały na parkiet.

Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#3
17.05.2026, 23:09  ✶  
Na szczęście Lukas szybko zorientował się, że jego znajoma ze szkoły była w tarapatach. Intencje Lany musiały być na tyle jasne, że od razu załapał o co jej chodziło i zaczął odgrywać swoją rolę. Wypadł przy tym naprawdę przekonująco, odciągając Dolohovównę od pijaka bez zwracania na siebie uwagi innych gości.
– Miałam drobne problemy z transportem. – odpowiedziała, również przesuwając się tak, by zniknąć z oczu namolnemu Niemcowi. Nie miała pojęcia, co powiedział Nott, lecz najwyraźniej słowa te oznaczały koniec rozmowy pijaka z czarownicą.

Pewnie kazał mu się odczepić, pomyślała, gdy kolega prowadził ją na parkiet. Zazwyczaj unikała tańczenia (a przynajmniej tańczenia więcej niż wymagane etykietą minimum), jednak teraz zniknięcie pośród innych par wydawało się dobrą taktyką. Gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości, odetchnęła z ulgą.
– T-tak. Teraz tak. – spojrzała na Lukasa. Nie była najlepsza w słowach, ale z wyrazu jej twarzy można było odczytać wdzięczność. – Dziękuję. Nie wiem, jak bez twojej pomocy udałoby mi się wydostać z tej sytuacji. – zapewne musiałaby się uciec do jakiejś magicznej sztuczki, co zawsze stanowiło ryzyko. – Mam nadzieję, że ten człowiek nie był nikim ważnym i że nie będziesz mieć z mojego powodu problemów... – na jej oko tamten pijak nie wydawał się być jakąś grubą rybą, lecz nie znała lokalnych elit, zwłaszcza tych powiązanych ze sportem. Nie chciała też by jeden incydent z balu pogrzebał szanse na rozwój kariery Notta, więc wolała się upewnić. W najgorszym wypadku spróbuje uruchomić kontakty matki, by zatuszować tę sytuację.

Chwyciła za rękę czarodzieja i ruszyła za innymi parami na parkiet. Ze względu na swoją nie najlepszą kondycję fizyczną, Lana pozwalała drugiej osobie prowadzić, sama jedynie starając się nadążyć krokami. Szczęśliwie, tym razem trafił jej się bardzo zwinny partner. Przez chwilę poruszali się w takt muzyki, naśladując wyuczone ruchy walca. Dolohovówna potrzebowała tego czasu by się uspokoić oraz zebrać myśli, potem jednak zdecydowała się zagaić rozmowę. Choć w ten sposób mogła się odwdzięcyć swojemu wybawcy.
– A więc to prawda, że grasz w lokalnej drużynie quidditcha. Jak ci się tutaj podoba? Heidelberg wydaje się być bardzo nastrojowym miastem...


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#4
19.05.2026, 00:08  ✶  
— Prawda — odparł, kiedy spytała o quidditcha, a kącik ust drgnął mu lekko. — Choć „lokalna drużyna” brzmi tak, jakbym po godzinach ganiał za zniczem między straganem z kiełbasą a budką z piwem.
Obrócił ją płynnie, pozwalając, by na moment zniknęli pośród wirujących sukien, eleganckich fraków i drobinek magicznego światła, które opadały z góry jak złoty pył. Sala zdawała się oddychać muzyką. Kryształowe żyrandole migotały nad nimi, parkiet lśnił pod stopami, a walc niósł pary w miękkim, niemal bajkowym rytmie.
— Heidelberg Harriers — doprecyzował zaraz z udawaną powagą. — Podobno powinienem wymawiać to z większym szacunkiem, zwłaszcza że połowa ludzi na tej sali płaci za to, żeby wypromować moje imię.
Spojrzał ponad jej ramieniem, odruchowo sprawdzając, czy pijany czarodziej nie postanowił odzyskać urażonej godności. Nie zobaczył go w pobliżu. Dobrze. Najwyraźniej znalazł sobie zajęcie bardziej odpowiednie do własnych możliwości, na przykład przegrywanie pojedynku z kieliszkiem.
Lukas wrócił wzrokiem do Lany, a jego uśmiech złagodniał.
— A samo miasto? — powtórzył. — Jest piękne. Tego mu nie odbiorę. Nawet ja, człowiek pozbawiony szczególnej czułości do kamieni starszych niż moja rodzina, muszę przyznać, że Heidelberg ma w sobie coś wyjątkowego.
Przez chwilę prowadził ją bez słowa, jakby naprawdę szukał właściwego opisu.
— Zamek wygląda, jakby od kilku stuleci dramatycznie cierpiał na wzgórzu i cierpliwie czekał, aż ktoś napisze o nim poemat. Rzeka udaje, że nie widzi całego tego nadęcia, a stare uliczki… — zawiesił głos, pozwalając sobie na lekki uśmiech — stare uliczki są naprawdę nastrojowe. Zwłaszcza wieczorem, kiedy latarnie odbijają się od bruku i przez chwilę można uwierzyć, że świat został zrobiony trochę staranniej niż zwykle.
Walc przyspieszył odrobinę, ale Lukas nie pozwolił, by Lana to odczuła. Poprowadził ją miękko, z naturalną korektą kroku, tak by każde zawahanie ginęło w ruchu, zanim ktokolwiek mógłby je zauważyć. Był uważny, choć nie nachalny. Pewny, ale nie przytłaczający. Jakby naprawdę zależało mu na tym, żeby ten taniec nie był dla niej kolejnym obowiązkiem wieczoru, tylko chwilą wytchnienia.
— I nie martw się tamtym człowiekiem — dodał po chwili łagodniej. — To przedsiębiorca zajmujący się konserwacją mioteł. Znajomość bez większej historii.
Obrócił ją raz jeszcze, tym razem odrobinę wolniej, żeby mogła swobodnie złapać rytm. W świetle żyrandoli jej suknia poruszyła się lekko, jakby muzyka dotykała nie tylko ludzi, ale i materiału.
— Poza tym — dodał z błyskiem w oku — skoro już uratowałaś mnie od rozmowy o przyszłości niemieckiego quidditcha w ujęciu ekonomicznym, to chyba jesteśmy kwita. Ty nie musisz rozmawiać z pijakiem, ja nie muszę udawać, że interesuje mnie budżet na konserwację stadionowych trybun. Piękna współpraca.
Przez moment milczał, wsłuchując się w muzykę. Potem odezwał się ciszej, już mniej żartobliwie:
— Teraz twoja kolej. Przyjechałaś tu dla miasta czy dla balu? Nie spodziewałem się, że spotkam dziś kogoś z Anglii.
Jego spojrzenie zmiękło, a uśmiech stał się szczerszy.
— Miłe zaskoczenie. Naprawdę.

Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#5
29.05.2026, 23:23  ✶  
– Ach, nie to miałam na myśli… – speszyła się odrobinę. Nie chciała umniejszyć Lukasowi, ale szczęście jej towarzysz zdawał się być bardziej rozbawiony tą wypowiedzią niż wzburzony. Lana po prostu nigdy nie interesowała się sportem, przez co jej wiedza na temat quidditcha ograniczyła się do kojarzenia nazw paru najbardziej nagradzanych drużyn. Teraz jednak postanowiła zapamiętać nazwę zespołu Notta, po części z wdzięczności i po części by się nie zbłaźnić przed innymi gośćmi, którzy byli związani ze sportem.

Przerysowana powaga czarodzieja wywołała u niej lekkie parsknięcie śmiechem.
– Dla mnie brzmi jak wystarczająca ilość szacunku. Choć jakiś purysta mógłby przyczepić się co do szczegółów twojego akcentu. – Dolohovówna sama miała takie doświadczenia, kiedy podczas podróży próbowała wymówić jakąś lokalną nazwę w towarzystwie miejscowych. Najwyraźniej pomimo starań oraz władania biegle innym językiem ciężko było się pozbyć angielskiej maniery, chociaż jej zdaniem Lukasowi szło to całkiem nieźle.

Wsłuchała się w nastrojową wizję miasta opisaną przez mężczyznę. W jego ustach Heidelberg brzmiał jak miejsce żywcem wzięte z XIX-wiecznych poematów. Kto by się spodziewał, że Lukas Nott ma w sobie taką wrażliwość na piękno, przeszło jej przez głowę i zaraz zbeształa się za to w myślach. Tak naprawdę nie znała przecież kolegi ze szkoły aż tak dobrze, więc równie dobrze mógł on skrywać w sobie artystyczną duszę.
– Dobrze słyszeć, że miasto ci się podoba. Jadąc tutaj planowałam skupić się głównie na zwiedzaniu miasta, ale chętnie przejdę się na spacer po tych urokliwych uliczkach. – uśmiech czarodzieja odwzajemnił się i jej, kiedy odpowiadała.

Pozwoliła ponieść się walcowi, co było o tyle łatwiejsze, że Lukas dostosował kroki do jej nieco wolniejszego tempa. Skoro szło mu tak dobrze, to może podczas kolejnych tańców powinna specjalnie szukać partnerów pośród graczy quidditcha? Jedyną reakcją Dolohovówny na wyjaśnienia Notta było skinienie głową. Nie chciała już poruszać tematu pijanego Niemca, lecz zrobiło jej się lżej wiedząc, że nie zaszła za skórę nikomu ważnemu.
– Hah, w takim razie bardzo się cieszę, że trafiliśmy na siebie. – jako nieśmiała nastolatka, zawsze trochę bała się głośnych chłopaków z Domu Węża, zwłaszcza tych grających w drużynie. Wolała spędzać czas pośród innych spokojnych dziewczyn jak Lorraine czy Astoria, natomiast osoby takie jak Lukas wydawały się być jej kompletnym przeciwieństwem. Teraz jednak była w stanie przeprowadzić z Nottem normalną rozmowę, podczas której żadne z nich się nie nudziło. Być może pobyt za granicą sprawił, że młody czarodziej nabrał trochę ogłady (a może zawsze taki był, tylko ona nie zdawała sobie z tego sprawy). Podróże z pewnością miały wpływ na Lanę, która dzięki nim stała się mniej nieśmiała oraz bardziej otwarta na nowe doświadczenia.

– Dla balu. Ale już od paru miesięcy jeżdżę po Niemczech w ramach rozwijania wiedzy historycznej, czy jak to woli określać moja mama grand tour. – temat podróży ewidentnie ożywił Dolohovównę, bo zaczęła mówić z większym zaangażowaniem. – Dosłownie przed chwilą wróciłam z Frankfurtu. Wiedziałeś, że tamtejsze muzeum historyczne posiada ukryty oddział dla czarodziejów? Miałam szansę rozmawiać z kuratorem odpowiedzialnym za sekcję średniowieczną i pokazał mi on parę unikatowych zabytków, włącznie z oryginalnym grymuar… Ach, przepraszam, nie chciałam się narzucać. – Lana potrafiła opowiadać o swoich zainteresowaniach godzinami, ale zdawała sobie sprawę, że te tematy potrafiły być nużące dla większości ludzi.


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#6
01.06.2026, 19:01  ✶  

Lukas uniósł brwi, gdy Lana urwała w pół zdania, jakby właśnie przyłapała samą siebie na czymś niestosownym. Nie od razu odpowiedział. Przez chwilę po prostu prowadził ją dalej, pozwalając, by muzyka wypełniła tę krótką przerwę, którą ona najwyraźniej uznała za niezręczną. Dla niego nie była niezręczna. Była przyjemna. Na tej sali ludzie mówili o pieniądzach, wpływach, nazwiskach i karierach. Każda rozmowa miała gdzieś ukryty haczyk. Każdy komplement mógł być inwestycją. Każde pytanie o sezon, transfery albo formę drużyny brzmiało jak wstęp do czegoś, co należało komuś obiecać, podpisać albo sprzedać. Tymczasem Lana Dolohov właśnie zapaliła się do opowieści o ukrytym oddziale muzeum, średniowiecznych zabytkach i oryginalnym grymuarze, po czym przeprosiła go za to tak szczerze, jakby naprawdę wyrządziła mu krzywdę. A on lubił szczerość. Lubił ludzi z pasją. Czuł w jej słowach tę samą ekscytację, z jaką sam potrafił opowiadać przyjaciołom o quidditchu, o dobrze rozegranym zwodzie, o locie za zniczem, o sekundzie, w której całe boisko przestawało istnieć. Kącik ust drgnął mu lekko.
— Nie przepraszaj — powiedział spokojnie. — To jedna z bardziej interesujących rzeczy, jakie dziś usłyszałem.
Obrócił ją łagodnie, uważając, by ruch nie był zbyt szybki. Nie chciał wybijać jej z rytmu. Przy innych partnerkach pewnie poprowadziłby mocniej, pewniej, może nawet z odrobiną popisu, bo ciało samo lubiło czasem przypominać, że zostało stworzone do prędkości. Przy niej robił coś innego. Dostosowywał się. Nie dlatego, że musiał. Raczej dlatego, że było w tym coś dziwnie satysfakcjonującego.
— Masz swoją pasję, tak jak ja — dodał z lekkim rozbawieniem. — Jesteś z niej dumna. A duma ma to do siebie, że nie znosi ciszy.
Spojrzał na nią uważniej, już bez żartu w oczach. Znał takich ludzi. Tych, którzy woleli milczeć, dopóki ktoś przypadkiem nie otworzył przed nimi właściwych drzwi. Wtedy nagle okazywało się, że pod ciszą nie było pustki, tylko całe miasto korytarzy, tajemnic i przeżyć. Lana najwyraźniej należała do tego rodzaju osób. Grzecznych. Ułożonych. Raczej interesujących, jeśli tylko dało się im chwilę i nie próbowało zagłuszyć ich własnym głosem. Dlatego Lukas nie zamierzał dusić jej pasji. Wolał słuchać i choć trochę poznać dawną znajomą ze szkoły.
— Dosyć dobrze znam miasto — powiedział ciszej, gdy muzyka zwolniła, a ich kroki stały się bardziej miękkie. — Wystarczająco, żeby nie zgubić się po trzecim zakręcie. Skoro nie zdążyłaś zwiedzić Heidelbergu przed balem, mogę ci go pokazać. Nie jako historyk, rzecz jasna. Nie będę udawał, że jestem znawcą miejskiej topografii. Ale znam kilka miejsc, które mogą ci się spodobać.
Uśmiechnął się lekko. Jego spojrzenie na moment przesunęło się po sali, po kryształach, drogich sukniach, twarzach wyuczonych na pamięć, po całym tym eleganckim przedstawieniu, którego oboje byli częścią z nieco innych powodów.
— Uczciwie mówiąc, spacer po mieście brzmi lepiej niż kolejna godzina udawania, że jesteśmy grzeczni i zachwyceni — powiedział, przesuwając spojrzeniem po sali. — Chociaż przy tobie ta grzeczność wydaje się mniej męcząca. Może dlatego, że nie próbujesz nią niczego sprzedać.
Spojrzał na nią z ukosa, z wyraźniejszym już rozbawieniem.
— To komplement, żeby była jasność.
Ostatnie dźwięki walca wybrzmiały miękko pod sklepieniem sali. Pary zaczęły się rozsuwać, jedni z ukłonami, inni z wymuszonymi uśmiechami, jakby sam taniec był kolejną formą rodzinnej dyplomacji. Lukas zatrzymał się płynnie, nie wypuszczając od razu dłoni Lany. Dopiero po chwili cofnął się o pół kroku i skłonił głowę z należytą uprzejmością, na tyle poprawnie, by nikt nie mógł się przyczepić, i na tyle lekko, by nie wyglądało to jak część martwego rytuału.
Odprowadził ją z parkietu, prowadząc nieśpiesznie między parami, które już szukały znajomych twarzy albo okazji do kolejnych uprzejmych rozmów. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę, by zaproponować kieliszek czegoś na rozluźnienie, gdy nagle oślepił go błysk światła. Ostry flesz rozciął złotawy półmrok sali tak niespodziewanie, że Lukas odruchowo zmrużył oczy. Kiedy spojrzenie odzyskało ostrość, dostrzegł niewielkiego czarodzieja z aparatem przyciśniętym do twarzy. Mężczyzna był niski, ruchliwy i ubrany w zbyt krzykliwą kamizelkę, jakby bardzo chciał, żeby nikt nie brał go za gościa, a jednocześnie wszyscy go zauważyli. Aparat wypuścił z siebie jeszcze smugę jasnego dymu.
— No, no… Sensacja. Młodzi, piękni… — mruknął fotograf pod nosem, już cofając się o krok, jak szczur, który ukradł okruszek z pańskiego stołu.
Lukas zatrzymał się tylko na ułamek sekundy. Spojrzał na niego chłodno. Bez oburzenia. Bez teatralnej reakcji. Wystarczyło samo spojrzenie, żeby mężczyzna nagle przypomniał sobie, że istnieją bezpieczniejsze miejsca do szukania sensacji niż okolice ramienia zawodnika quidditcha. Fotograf uśmiechnął się nerwowo, przycisnął aparat do piersi i zniknął między gośćmi szybciej, niż wypadało komuś o tak krótkich nogach.
Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#7
26.07.2026, 23:29  ✶  
Wyglądało na to, że niepotrzebnie przerywała, ponieważ Lukas wcale nie wydawał się znudzony nawiązaniem do historii. Przeciwnie, wydawał się zaintrygowany, nawet jeśli nie samym tematem to przynajmniej entuzjazmem Dolohovówny. Miło było usłyszeć takie słowa, zwłaszcza wypowiedziane szczerze. Lana czasami nie mogła znieść kurtuazyjnych grzeczności oraz wymaganych etykietą komplementów, które stanowiły obowiązkowy element spotkań czarodziejskiej elity. Zdecydowanie bardziej wolałaby móc swobodnie wyrazić swój entuzjazm na jakiś temat i najwyraźniej jej towarzysz miał podobne odczucia. Duma ma to do siebie, że nie znosi ciszy.
– Coś w tym jest. – przyznała mu rację, unosząc lekko kącik ust. Tak naprawdę Dolohovówna nigdy nie wstydziła się swoich zainteresowań ani intensywności z jaką poświęcała się tej pasji. To reakcje innych ludzi powodowały, że musiała dostosować się do ich oczekiwań i nieco stłumić swój zapał. Cieszyła się więc, że Nott nie należał do tego rodzaju osób.

– Och, to brzmi jak kusząca propozycja. – Lana wyraźnie ucieszyła się na sugestię oprowadzania po Heidelbergu. Co prawda Lukas nie znał się na historii, lecz skoro czuła dobrze w jego towarzystwie, to czemu by nie skorzystać. Poza tym, bale bywały męczące, a ten i tak dostarczył jej już wystarczająco wrażeń. – Dziękuję. Również doceniam twoją szczerość. – Ponownie uśmiechnęła się na komplement. Rzeczywiście, nie próbowała niczego sprzedać swoją grzecznością, bo też nie miała czego. Jej matka zapewne wolałaby, żeby córka zaczęła się rozglądać za potencjalnymi kandydatami na męża, ale młodej czarownicy nie zależało teraz na absztyfikantach.

Walc dobiegł końca i Dolohovówna liczyła, że będzie mogła teraz chwilę odpocząć. Niestety jednak właśnie w tym momencie ziścił się najgorszy koszmar czarownicy, mianowicie bycie postawioną w świetle reflektorów (albo fleszy aparatu). W pierwszej sekundzie nie zarejestrowała dlaczego ktoś miałby zrobić jej teraz zdjęcie, lecz zaraz zrozumiała, że przecież tańczyła u boku znanego gracza quidditcha. I jeszcze te słowa fotografa… Czyżby chciał przedstawić ją i Lukasa jako parę?
– O nie… – westchnęła, kiedy fotograf już się oddalił (a raczej uciekł zastraszony spojrzeniem Notta). – Mam nadzieję, że nie powstaną przez to żadne plotki. – Za każdym razem, kiedy jakaś niezamężna czarownica była widziana w towarzystwie czarodzieja, pojawiały się spekulacje. I nie miało znaczenia, że relacja łącząca tę dwójkę była wyłącznie platoniczna.

Finalnie, Lanie i Lukasowi udało się wymknąć z balu bez kolejnych kontrowersji. Następnie przeszli się na bardzo przyjemny spacer po Heidelbergu oświetlonym blaskiem latarni.

@Lukas Nott
Koniec sesji


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lana Dolohov (1816), Lukas Nott (1893)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa