Tak jak wspomniała w liście do Bertiego, zarezerwowała stolik w Zorzy jeszcze tego samego dnia. Miała świadomość, że miejsce było popularne i czasem trudno było tutaj wejść tak po prostu z ulicy i gdzieś usiąść. Mogła więc być spokojna o to, że będą mieli się gdzie spotkać. Niby posiadali swoje lokale, ale zawsze dobrze było przeprowadzać negocjację, czy tam burzę mózgów na zupełnie neutralnym gruncie, gdzie nikt nie będzie niczego od nich chciał. Bycie właścicielem swojej własnej klubokawiarni, czy jak w przypadku Bott'a - restauracji wiązało się bowiem z tym, że zawsze ktoś miał jakieś pytania, czegoś nie wiedział, czy potrzebował.
Mieli przedyskutować swoje wspólne stoisko na zbliżającym się sabacie. Propozycja była jedną z tych nie do odrzucenia, dużo łatwiej było przygotować się na podobne wydarzenie w towarzystwie drugiego profesjonalisty. Bertie Bott cieszył się ogromną sławą, czuła, że przyjemnością będzie pracowanie z nim w jednej kuchni.
Norka była bardzo podekscytowana tego dnia. Nie znała wielu osób, które tak jak ją pasjonowałoby gotowanie - jasne, wszyscy znajomi chętnie sięgali po jej wypieki, jednak ona czasem potrzebowała konstruktywnej krytyki, warto więc było spotkać się z kimś kto faktycznie znał się na tworzeniu jedzenia.
Pojawiła się przed Zorzą chwilę przed trzynastą. Weszła do restauracji, w której kelner od razu zaprowadził ją do zarezerwowanego przez nią stolika. Ubrana była w różowy płaszcz, który powiesiła na wieszaku, pod nim kryła się niezbyt długa, pomarańczowa tweedowa sukienka - wyglądała całkiem elegancko, ale jednak też charakterystycznie. Panna Figg uwielbiała kolory, jej ubrania zawsze były pstrokate.
Wyciągnęła notes ze swojej torebki, była przygotowana na to spotkanie, miała parę pomysłów, które zdążyła już zapisać, ciekawiło ją jak Bertie na nie zareaguje. Kelnerka o ciemnych włosach, młoda, bardzo przyjaźnie nastawiona dziewczyna położyła dwie karty dań na stole. Nora jeszcze nie zastanawiała się nad zamówieniem, ono nie było powodem jej wizyty w tym miejscu. Uśmiechała się sama do siebie, bo uwielbiała sabaty (mimo tego, że ostatnie nie należały do najbardziej przyjemnych), a do tego czekała ją współpraca z fantastycznym specjalistą, czy mogło być lepiej? Nie wydawało jej się.