Dom Laurenca Lestrange
Dwa dni po balu maskowym. Jak sam Laurence będąc na nim zauważył, nie wszyscy z jego rodzeństwa się na nim pojawili. A szczególnie ten jeden brat, który wybrał życie w piwnicach swojego miejsca zamieszkania. Może i stworzył coś, co zadowoliło ich ojca, ale nie znaczy, że może unikać wydarzenia, organizowane przez ich rodzinę. Widzieli się na kolacji w Mabon, ale nie mieli okazji ze sobą porozmawiać. Laurence nie chciał mu tego odpuścić.
Z samego poniedziałkowego rana, udał się do Departamentu Skarbu, zanim doszedł do swojego biura i umówił z Williamem, aby odwiedził go dzisiaj po pracy w Dolinie Godryka. Miał kilka spraw, które chciał z nim omówić. Na spokojnie, na osobności. W odpowiednim miejscu, które nie było miejscem pracy.
Tak oto też minęły godziny w Ministerstwie nad spotkaniami, wysyłaniem listów i przeglądania dalszych raportów. Ugadywania kolejnych spotkań, gdy w końcu Lestrange wrócił do domu i przywitał go własny syn. Ucieszony, że tata wrócił już do domu.
- Będziemy mieli gościa. Przygotuj coś na podwieczorek.Poinformował skrzata, trzymając syna na rękach.
- Kogo będziemy gościć Sir?
Zapytał skrzat.
- Mojego brata. Williama.
Skrzat ukłonił się i udał do kuchni rozpocząć przygotowania. Herbata, jakieś słodkie do przekąszenia. A na wszelki wypadek, trochę więcej potraw na kolację. Na wypadek, gdyby William postanowił zostać na dłużej, niż tylko symbolicznej herbacie.
- Wuja Will?
Powtórzył mały Louis. Zaskoczony, próbując sobie przypomnieć obraz tego wujka, którego chyba na palcach można policzyć, ile razy go widział. A może widywał go na zdjęciach? Portretach? Drzewie rodzinnym?
- Tak.
Potwierdził Laurence, stawiając syna na podłodze, zdejmując płaszcz i wieszając na hak.
- Tez chciałbym mieć brata.
Wypalił w zamyśle Louis. Tymi słowami zaskakując Laurenca. Czarodziej spojrzał na syna, nie bardzo wiedząc jak mu odpowiedzieć.
- Może kiedyś będziesz miał.
Odpowiedział w końcu. Uśmiechnąwszy z uczuciem, jaki może oferować ojciec swojemu dziecku.
Louis z uśmiechem podbiegł ostatecznie do swojego pokoju bawić się dalej. Laurence postanowił przebrać się i poczekać w salonie na brata. Nie czekał na niego w Ministerstwie. Być może William kończył w innych godzinach, albo mógł mieć inne sprawy po drodze.
Gdy nastąpiło pukanie do drzwi, Podniósł głowę w kierunku wejścia do salonu, widząc jak skrzat zmierza otworzyć i wpuścić gościa. Starszy Lestrange odłożył książkę i wstał, aby podejść i przywitać Williama w swoim domu.