06.06.2026, 16:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 16:43 przez Odysseus Fawley.)
![[Obrazek: 3-D5-A1469-D20-C-44-A2-BD40-FBDBC3-F1-FBB0.png]](https://i.ibb.co/hJdmwWjp/3-D5-A1469-D20-C-44-A2-BD40-FBDBC3-F1-FBB0.png)
23 września 1972 r.,
Mabon
Mabon
Chłód murów objął go z czułością, kiedy powrócił do umarłych. Do domu.
Jak utrzymywały ckliwe traktaty moralistów, każdy czarodziej nosił w sobie przez całe życie tęsknotę za pierwszym miejscem swego istnienia, tj. za ciepłem łona matki, pierwotną oraz bezkształtną ciemnością, w której nie istniało jeszcze pojęcie winy ani strachu. Mężczyzna nie ufał powyższym rozważaniom, jednakże ilekroć schodził kamiennymi schodami ku katakumbom, miał wrażenie, że świat wystawiony na cierpliwą pracę czasu, obumierał.
Mauzoleum stanowiło w istocie triumf nad rozkładem. Śmierć uwięziono tam za szkłem, spętano zaklęciami i zmuszono do wiecznego milczenia. Ród Fawleów maczał w tym swoje obleśne oraz chciwe palce od pokoleń. Nie mogli dopuścić, żeby to śmierć zwyciężyła. Jednocześnie nie potrafili jej pokonać, więc postanowili przynajmniej odebrać jej głos. W związku z tym, żyli w tej świątyni pychy każdego dnia.
— Syn marnotrawny powrócił — szepnął któryś z portretów, gdy Odys minął galerię przodków w prywatnym skrzydle mauzoleum. Lekarz wspiął się po szerokich schodach na piętro, na którym miała odbyć się rodzinna kolacja. Między rzędami nieruchomych twarzy, pustych oczodołów i ciał, czuł się dziwnie bezpiecznie. W dzień święta Mabon jednak nawet oni mieli stać się jedynie tłem.
Świece na długim stole rzucały tańczące cienie na ściany obwieszone gobelinami przedstawiającymi sceny z historii rodu. Nie brakowało również potraw tradycyjnych. Pieczone mięsa, ziemniaki z masłem, duszone warzywa, ciężkie sosy i desery oparte na angielskich przepisach. Przy jednym z miejsc stało puste krzesło — dla jego matki, która Odys wcześniej ustawił z premedytacją, aby zrobić ojcu na złość.
— No, no — odezwał się głos zza jego pleców. — Któż to raczył nas odwiedzić?
— Ojcze — odpowiedział.
— Ojcze — powtórzył William Falwey, kiedy zrobił krok bliżej. Światło świec przesunęło się po jego twarzy. — Nie masz nic więcej do powiedzenia? — kiedy spotkała go cisza, zapytał: — Gdzie twoje rodzeństwo, Odysie?
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób