10.06.2026, 23:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2026, 00:10 przez Jonathan Selwyn.)
—23/10/1972—
Orient Express, trasa Paryż – Istambuł, późne popołudnie
Jonathan & Anthony
![[Obrazek: imgproxy.php?id=1IfNrdX.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1IfNrdX.png)
Jego problem z pociągami był niczym wyjątkowo nieznośny komar – dawał o sobie przypomnieć kiedy Jonathan sobie tego nie życzył i nijak nie dało się go pozbyć. Bo Selwyn przecież najchętniej przestałby mieć z tym problem, zgniótł ten głupi brzęczący mu nad głową lęk i miał z tym spokój. Ale nie! Każda podróż koleją, pomimo upływu dekad od tego przykrego zdarzenia, gdy jako dziecko znalazł się w wykolejonym pociągu, Jonathan musiał zaczynać niezmiennie tak samo zdenerwowany przez głupie myśli, że pociąg będzie mieć wypadek. Zazwyczaj nerwy te nieco odpuszczały (nierzadko dzięki odpowiednim eliksirom) gdy był coraz bliżej celu swojej podróży. Tylko że niestety tym razem ta podróż miała trwać niemal wieczność.
Nerwowość zapuściła w nim swoje korzenie już poprzedniego dnia, kiedy nagle wynajdywał milion wymówek, aby jednak nie jechać do Lozanny. Niestety Anthony był niewzruszony wobec prób przekonania go, że ktoś musi pilnować biura i grzać łóżko dla swojego szefa.
Na stacji kolejowej zachowywał się dość normalnie. To nie tak, że przestał się bać. Po prostu pogodził się ze swoją śmiercią i postanowił spędzić ostatnie chwile swojego życia we względnej wesołości. A potem, gdy już znaleźli się w tym metalowym gigancie śmierci, udał się wraz z Anthonym do ich apartamentu, żałując że wiedziony tym makabrycznym spokojem ducha nie wziął jeszcze eliksirów wyciszających. Weszli do przedziału. Zamknęli drzwi. Jonathan usiadł na kanapie. A potem od razu się z niej zerwał i zaczął chodzić w kółko.
– To był okropny pomysł – wyrzucił z siebie. Zrzucił z ramion marynarkę i nie dbając w ogóle o materiał cisnął ją na krzesło. Było mu niewygodnie. Za gorąco. Duszno. Wysokiej jakości wełna, gryzła go niemiłosiernie. Wszystko gryzło go niemiłosiernie! Wiedziony impulsem odpiął białą koszulę, która po chwili podzieliła losy poprzedniego elementu jego gardroby. Jonathan dopadł do swojego kufra podróżnego i wyciągnął z niego wygodniejszy sweter, który od razu założył, bo nagle było mu jednak zimno. Następnie po prostu padł na kanapę i wbił wzrok w sufit.
– Milion godzin. Milion godzin Anthony! Będziemy jechać przez przynajmniej milion godzin. A do nieszczęście może dojść w każdej sekundzie. Wiesz ile to czasu na wypadek? Więcej milionów! – marudził dramatycznie, bo jeśli było coś, co odciągało jego uwagę od nieuniknionej zguby, to wzdychanie na temat tej właśnie zguby.